Posts Tagged ‘czynniki wpływające na jakość rozmowy’

Rozmowy

Czerwiec 14, 2009

Mój prywatny spis alfabetyczny czynników utrudniających rozmowę.

Arogancja. Lubię pewną arogancję – zwłaszcza, kiedy ktoś ma do niej podstawy – i zniecierpliwił się. Nie znoszę arogancji laików, tych wszystkich formułek „miłego dnia”, „dobranoc”. Arogancja uczonego nie ma nic wspólnego z arogancją paniusi z recepcji ośrodka zdrowia.

Bezmyślne prowokowanie pod hasłem – „ja to się od was różnię, taki ze mnie rajski ptak” Ptica poniekąd wyskubana, po diabła zabiera głos i skrzeczy cięgiem? Ktoś podejmuje dyskusję i ginie, przygnieciony lawiną słów, po kilku takich doświadczeniach uczy się nierozmawiania z „pticami”, które mają pięć przeciwstawnych poglądów na to samo zagadnienie(równocześnie), a poglądy te łączy tylko przekonanie, że ptica jest najpiękniejsza i najmądrzejsza.

Co mi tam uczeni! Jakaś tam Świderkówna nie zna się na Biblii, ja to się dopiero znam! I zaczyna się gorączkowe wyszukiwanie zawiłych argumentów, nie mających nic wspólnego z żadną nauką świecką.

Diamentowo twarda postawa typu MZiJ(Moje Zasady i Ja – w tej kolejności). Rozmówca najpierw ogląda swoje zasady, potem decyduje się wygłosić pogląd z nimi zgodny – zasad trzyma się kurczowo. A posiada je wbite na mur i uważa, że nie trzeba ich czasem na nowo przemyśleć.

Ewentualne przywalenie zawiłymi i tak wielokrotnie złożonymi zdaniami, że z trudem trzeba się przebijać przez ten gąszcz. Spod ornamentów nie widać konstrukcji. Czasem podejrzewam, ze pod ozdobnikami nie kryje się żadna myśl.

Finezyjne sugerowanie kontaktów prywatnych z co bardziej interesującymi rozmówcami. Oczywiście do każdego można wysłać mail i liczyć na uprzejmą odpowiedź, ale taka sugestia wśród poważnej rozmowy to wyraźny komunikat:”między nami coś istnieje, gadamy sobie czule za waszymi plecami, porozumiewamy się, więc on(ona) będzie po mojej stronie, a przynajmniej nie przeciw”(sugestia ma dość wyraźny podtekst damsko-męski).

Godna podziwu umiejętność widzenia tylko detalu notki i niechwytania myśli przewodniej, co sprawia, że rozmowa jedzie po bocznym torze, aż miło – i nie da się przestawić zwrotnicy, bo grozi wykolejenie. Addenda wzbogaca tekst – rozmydlanie zarzyna rozmowę.

Higiena umysłowa doprowadzona do absurdu – lista dzieł nieprzeczytanych, a przydatnych – choćby po to, żeby móc rozmawiać na równych prawach – jest bardzo długa, za to umysł sterylnie czysty. Taki osobnik uważa, że tysiąc razy ważniejsze są jego przemyslenia niż jakiegoś tam Kanta czy Platona – w razie potrzeby przecież sobie potrzebne fragmenty wygugla. Przemyśleć to on ich nie przemyśli, bo tak się nie da. Z mielonej wołowiny nie da się poskładać byka. Na takiego besserwissera niewielu się nabiera, chociaż czasem nawet mądrzy ludzie początkowo dają się zwieść – szybko jednak przytomnieją.jaskółka3

Mój  prywatny spis alfabetyczny czynników ułatwiających rozmowę

Inspirowanie rozmówcy, które równocześnie pozwala rozwinąć temat. Warunkiem koniecznym takiego zachowania jest uważne przeczytanie notki i odnalezienie tezy(tez).

Jasno sprecyzowany argument.

Konsekwentne unikanie argumentów ad personam.

Lubię, kiedy ktoś potrafi znaleźć stosowną anegdotkę, ubarwiającą wypowiedź i pozwalającą na zaczerpnięcie oddechu.

Ładnie, jeśli rozmówca podaje źródła, skoro przytacza cudze myśli.

Mam wiele uznania dla tych, którzy dopowiadają to, czego sama nie dostrzegłam. I dla tych, którzy odpowiadają na pytania, jakie stawiam. A pytam niemal zawsze. Nie zawsze wprost.

Niezbędny jest szacunek dla interlokutora, chociaż czasem tak trudno się powstrzymać od ironii!

Okazywanie sympatii, wyrażane niekoniecznie bezpośrednio, ale doskonale wyczuwalne między wierszami.

Podejście Wittgensteinowskie. Tak nazywam „pamiętanie” podczas dyskusji o tym, że wypowiedzi naszych rozmówców nie są ich stanowiskiem, z którego wygłaszają tylko swoje wewnętrzne doświadczenia. Wittgenstein podaje tu przykład bólu. Pyta – co to znaczy „boli mnie”? I dlaczego tak trudno komuś wtedy zaprzeczyć? Bo w „zbiorowej świadomości” uważamy, że ból jest subiektywny, przynależny jednostce, to rodzaj osobistego doświadczenia, ale jej wypowiedź należy też do „gry językowej” zbiorowości.

Raz jeszcze Wittgenstein: „Najważniejsze dla nas aspekty rzeczy ukrywa przed nami ich prostota i codzienność” – przedmiot naszego zainteresowania jest blisko, w zasięgu ręki i postrzegania. Właśnie dlatego o nim zapominamy, jak zapominamy o tym, że siedzimy na krześle, że otaczają nas ściany, że trwa wiosna. Z naszej wiedzy o świecie „w działaniu”- efekt tzw. zdrowego rozsądku – korzystamy niemal bez przerwy, ale rzadko ją weryfikujemy. A to głównie ona wymaga ciągłej aktualizacji. Nie wolno kostnieć, to grozi popadnięciem w schematyzm. Stąd tylko krok do błędów poznawczych.

Sceptyczna postawa wobec prostoty. To, co proste – bywa prostackie. Dlatego nie wolno zapominać o rygorze metodologii. Prostota wiedzie na manowce, chociaż jest taka kusząca – niby łatwo ogarnąć świat, jeśli sprowadzi się skomplikowane sprawy do prostych modeli, ale jak wiele się przy tym traci! Tak łatwo pomylić artefakty z faktami.jaskółka

Biję się w piersi własne i cudze, a echo robi do mnie perskie oko…Echo nie ma oczu? Przecież to nimfa;)
Może ta jaskółka, uwięziona w obiektywie, ale wolna, jest dobrą wróżbą? Ptaki są uwikłane w mitologię: Prokne, córka Pandiona i żona Tereusa, nakarmiła swojego męża ciałem ich syna, Itysa – z zemsty za to, że nie tylko zgwałcił Filomelę, jej siostrę, ale w dodatku wyrwał jej język, żeby nie mogła się poskarżyć. Bogowie zmienili Filomelę w jaskółkę, Prokne w słowika, a Tereusa w jastrzębia. Podobno „święto jaskółek” obchodzi się do dziś w niektórych rejonach Grecji. Przypada 1 marca. U nas wierzono, że te ptaki spędzają zimę na dnie jeziora lub stawu, bo znikały tak nagle.

Reklamy