WIELKA SZTUKA

Wielka sztuka ustąpiła miejsca popularności i wypadła z dawnych ram. Samo zaś pojęcie rozmyło się do tego stopnia, że trudno je zdefiniować. Nie wiadomo też, czy czegoś nam zabrakło, bo sami istniejemy w tak gęstej chmurze dookreśleń, że czujemy się zagubieni i samotni jako konkret. Zabrakło nam definicji?

Reklamy

Komentarzy 71 to “WIELKA SZTUKA”

  1. Logos Amicus Says:

    Brak definicji czegoś nie oznacza, że to coś nie istnieje.

  2. TadekKuranda Says:

    Logosie, rozumiem że postawione pytanie nie dotyczyło pojęcia istnienia czy nieistnienia wielkiej sztuki. Raczej była to konstatacja skłaniająca do poszukiwań, do rozważań czym była, skoro teraz nie wiadomo czy jest?
    Przez kulę ziemską przetoczyło się wiele wojen i rewolucji. Nasza świadomość ewoluuje po drodze gubiąc co chwilę to co jest-było motorem cywilizacji. Sztuka ma tę wartość, że jest jak termometr w anus mundi. Możemy podać diagnozę kondycji naszej cywilizacji widząc jaka jest temperatura.

  3. TadekKuranda Says:

    Rozumiem też, że teraz stała siępojęciem „rozmytym” trudniejszym do zdefiniowania, a skoro traktowaliśmy ją jak jedną z cegiełek budujących fundamenty cywilizacji, od której zależą również inne wartości. O kryzysie wartości mówi się od kiedy mówi się o wartościach, jednak za każdym razem, kiedy coś się zmienia, mówi się inaczej. Ciekawe, czy odczucie, że coś się zmienia jest powszechne, na wszystkich poziomach konstrukcji zwanej cywilizacją?

  4. TadekKuranda Says:

    Kulturą?

  5. Logos Amicus Says:

    Defendo: Samo zaś pojęcie [Wielkiej Sztuki] rozmyło się do tego stopnia, że trudno je zdefiniować.
    Tadek: Rozumiem też, że teraz [Wielka Sztuka] stała się pojęciem “rozmytym”, trudniejszym do zdefiniowania.

    Mylicie Wielką Sztukę z jej pojęciem.

  6. Logos Amicus Says:

    A czy zawsze Wielką Sztukę da się pojąć?

  7. TadekKuranda Says:

    Chyba właśnie o to chodzi, że to puste pojęcie i komercja. Zawsze mogę się mylić. Def zadała niegłupie pytanie. Wiele pojęć wymaga przedefiniowania.

  8. Logos Amicus Says:

    Wielka Sztuka nie jest (bo być nie możę) pustym pojęciem.
    To jej POJĘCIE może być puste.

    A komercja wobec sztuki prawdziwej jest czymś zupełnie wtórnym i ja nie chcę się tu nią (komercją) zajmować.

  9. cogitomen Says:

    Tiaaaaaaaa.. Ciężka sprawa. Ciężka zwłaszcza, iż sztuką nie zajmuję się zawodowo to znaczy jestem świadomy „upośledzenia warsztatu” jakim dysponuję w tej dziedzinie. Jednak przeczuwam, że dyskusja bardzo łatwo może się przenieść w przysłowiowe ‚maliny’. A jak wiemy ‚bicie piany’ jest szlakiem bardzo wygodnym tamże. Cholera. Tak mi zależy na wyżej wspomnianym „warsztacie” w kontekście jego przyzwoitego poziomu. Ciężka sprawa. Tiaaaaaaaa..
    Pozdrawiam ciepło c.

  10. TadekKuranda Says:

    To co się określa ostatnio jako „wydarzenia artystyczne” w moim rozumieniu niczym innym nie jest jak biciem piany. Kreuje się osobowości twórcze a kiedy przyjrzeć się bliżej warsztatowi (czyli formie przekazu) czy choćby przesłaniu, okazuje się, że w obu dziedzinach coraz mniej do powiedzenia mają nowe pokolenia. Jest gdzieś jakaś subtelna granica przesilenia, wypełnienia treścią. Przekaz stał się chyba już apogeum minimalartu.

  11. Logos Amicus Says:

    Jak tu pogodzić „przesilenie, wypełnienie treścią” z „apogeum minimalartu”?

  12. TadekKuranda Says:

    Logosie, czy mam przetłumaczyć co mam na myśli używając tych skrótowych pojęć? A może to było tylko westchnienie bezsilności z Twojej strony ;)

  13. TadekKuranda Says:

    Cogito, nawet jeśli się nie jest fachowcem w jakiejś dziedzinie to nie zaszkodzi mieć własnych spostrzeżeń, zamiast tylko spuszczać powietrze.

    Logosie, Takie forum, jak to właśnie służy wymianie myśli. Najnudniejsze co mogę sobie wyobrazić to forum korektorów, gdzie wszyscy wzajemnie się poprawiają nie wnosząc nic do dyskusji.
    Ja komentowałem postawiony problem oczekując wymiany myśli i rozwikłania tego problemu a nie korekty i walki na rozsupływanie semantyczne wypowiedzi. Pani pyta jak to jest zrobione? a odpowiedź brzmi „puściło pani oczko w pończoszce”.
    Być może rzeczywiście lepiej i bardziej interesująco by było gdyby sadzić więcej błędów (umyślnych lub nie), bo ożywiłoby to dyskusję? Byłoby wielkie zamieszanie. Jednak, nie popchnęło by dyskusji do przodu ani o milimetr.

  14. cogitomen Says:

    Szanowny Tadeuszu Kuranda – „Kreuje się osobowości twórcze a kiedy przyjrzeć się bliżej warsztatowi (czyli formie przekazu) czy choćby przesłaniu, okazuje się, że w obu dziedzinach coraz mniej do powiedzenia mają nowe pokolenia.” – pozwolisz, że nie do końca się z Tobą zgodzę. Otóż; kiedyś również doświadczyłem przekonania o ‚straconej pozycji’ młodego pokolenia. Jednak okazało się, że ze śmiercią Miles’a Davis’a jazz się wcale nie skończył (przykładów mogę podać dużo więcej, ale nie o to przecież idzie). Jeśli przyjmiemy, że koniec sztuki jest bliski lub już nastąpił będzie to teza w moim pojęciu błędna ponieważ jak wnioskuję z historii sztuki zwany ‚kicz’ jest obecny od kiedy sztuka się pojawiła. Co do koniunktury, promowania nowych twórców zapewne masz rację, natomiast powietrze spuszczam już dziś tylko niektórym sąsiadom zwłaszcza gdy kreują się na snobów, a nie mają nawet garażu.
    Pozdrawiam ciepło c.

  15. Logos Amicus Says:

    Chcecie zobaczyć WIELKĄ SZTUKĘ ?
    Proszę bardzo.
    Oto „Seks w świątyni”:

    http://wizjalokalna.wordpress.com

    Czy tutaj potrzebna są jakieś definicje?

  16. TadekKuranda Says:

    Logosie, w starożytnych Indiach też panowała komercja i beznadziejny kicz. Nie było jeszcze machiny Bollywood, więc scenki erotyczne wykuwano w kamieniu a nie celuloidzie. Te scenki do dzisiaj działają na wyobraźnię, mają jakąś swoją fabułę. Definicje tu nie są potrzebne bo nie są dzisiejsze.

    Obok Katedry w Kolonii stoi odtworzony z wykopalisk rzymski dom. Oglądałem tam stałą wystawę lampek oliwnych z czasów rzymskich. Sporo ich tam było opatrzonych wizerunkami erotycznych kombinacji, jak tych z indyjskiej świątyni. Nawet nie pomyślałbym, że jest to wyprodukowane dla zaspokojenia kontaktu ze sztuką. Ot, rzymska tandeta.

  17. TadekKuranda Says:

    Cogito, OK, zatem spuszczamy powietrze sąsiadom, którzy nie mają garażu i wyglądają nam na ćwoków. Bardzo to chwalebne i zapewne prowadzi do jakichś mądrych rozwiązań?

  18. cogitomen Says:

    Tadeuszu Kuranda nie dam wiary jeżeli ‚ktoś’ zasugeruje, że moim nieporadnym pisaniem ‚ktosia’ uraziłem. Zapewniam całkiem inne były moje intencje. Przyznaję żal mi, że precyzyjnie dowcipu skonstruować (jak widzę) już nie potrafię. Żałuję.
    Pozdrawiam c.

  19. Logos Amicus Says:

    Sztuka erotyczna Kadżuraho… Ot, hinduska tandeta, komercja, beznadziejny kicz…

    Masz rację Tadek, czasami wydostaje się ze mnie „westchnienie bezsilności”.

  20. Logos Amicus Says:

    A tak wogóle Państwo moi mili, to zajmijcie się czymś bardziej pożytecznym.

  21. TadekKuranda Says:

    Logosie, nie jestem hinduską wyrocznią w sprawach sztuki. Mówię tylko, że w moim odczuciu to jest tandeta… dodam jeszcze: wspaniała tandeta!

  22. TadekKuranda Says:

    Cogito, to dobry przykład to przekonanie, że po śmierci Milesa Davisa trudno będzie coś nowego odkryć. Może to dobrze, jeśli jest taki twórca jak Davis, bo wyznacza jakiś horyzont. Można by powiedzieć, że jest jak samotne drzewo na horyzoncie. Stąd złudzenie, że tam horyzont się kończy. Ale kiedy się zbliżamy to widzimy, że za tym drzewem są kolejne a horyzont się przesuwa.
    Czy teraz widzimy coś takiego co powstaje i moglibyśmy powiedzieć, że to jest wielka sztuka?

  23. telemach Says:

    „Zabrakło nam definicji?”
    Kto to jest (w tym przypadku) „my”?

  24. telemach Says:

    Tadeuszu, zrobiłeś Logosowi przykrość. Taki kawał się chłop telepał z przewodnikiem w dłoni. Koszta poniósł. W przewodniku napisane było że sztuka będzie wielka. Zrobił dużo zdjęć.
    A ty mu teraz to odbierasz. Jak możesz?

  25. TadekKuranda Says:

    Telemachu, „my” to ogół. My znający Milesa Davisa, Sokratesa, Hendrixa, Stonsów, Carawaggia, Michała Anioła, Beatlesów, Rilkego, Bacha, Bethovena, Mozarta, Homera…………. po prostu my.

  26. TadekKuranda Says:

    Telemachu, jeśli Logos poszedł na zachód to można się go spodziewać od wschodu bo Ziemia jest kulą.

  27. Sadoq Says:

    Jako laik powiem tylko tyle, że (jest to moje mniemanie) proporcje w zajmowaniu przestrzeni społecznej pomiędzy SZTUKĄ a sztukami zawsze były podobne. Z tym tylko, że kiedyś nie było możliwości propagowania kiczu w takim stopniu, jak Majteczki w kropeczki</em), czy Dody.
    Niskie ukłony wszystkim.

  28. defendo Says:

    Nie wiem, co jest bardziej pożyteczne.
    Nie wszystko wymaga definiowania. M.In. dlatego tak lubię postfilozofów – odczepili się od definiowania wszystkiego i za wszelką cenę.
    Sztukę przez wielkie „S” można i bez przykładania wzorca z Sevres wyczuć. To tylko kwestia wrażliwości i doświadczenia.
    Dzięki za prowokację – właśnie pisze o wolności, bo mnie aktualnie potężny szlag trafia. Znów wyciągają łapy po moją swobodę dla m o j e g o d o b r a, parszywcy…

  29. TadekKuranda Says:

    Telemachu, być może popełniam jakiś błąd w wartościowaniu bo nie wszystko mi się podoba. Powinno mi być wszystko jedno, a ja rozróżniam na sztukę i sztuczki… jak ten głupi.

    Def – już pisałem na Twoich cudnych łamach o tym, że ten francuski wrzozec nie działa, nie zgadza się z denifikcją mętra. Skazany jestem na wzorzec metra kupiony w sklepie dla majsterkowiczów ;) bo do Severe mam za daleko.
    A nawiązując do wolności, to ciekawsze byłoby o zniewoleniu.

  30. oceanofstupidity Says:

    – Co to jest absolutna starość?
    – Wychodzisz z muzeum i włącza się alarm.

    Za sto lat wszystko będzie wielką sztuką. ;)

  31. telemach Says:

    TadekKuranda: „Powinno mi być wszystko jedno, a ja rozróżniam na sztukę i sztuczki… ”

    Jak? Tzn. skąd się biorą Twoje kryteria? Ja mam podobnie, jednak gdyby mnie zapytano – miałbym poważny problem. Pytam, bo nie wiem.

    Pytanie zahacza też trochę o „legitymację” krytyka. Skąd on ją bierze? Kto mu ją daje?

    W przypadku takiego np. statyka lub innego inżyniera sprawa jest prosta. Rzeczoznawcą może być tylko ktoś kto posiada mierzalne kwalifikacje. Ale w przypadku krytyka? Jest to jedynie kompetencja deklaratywna: wiem lepiej, bo podoba mi się słuszniej. Podoba mi się słuszniej bo mam papier z którego wynika, że kiedyś się uczyłem historii sztuki (muzykologii, teorii filmu itd.). A oprócz tego redaktor naczelny jest moim kolegą ze szkoły (potem już niepotrzebne).

  32. mniemanolog Says:

    Wielka Sztuka – to pojęcie dla każdego, czy może dla różnych grup społecznych będzie oznaczało co innego. Nie wypowiem się w ich imieniu, lecz swoim. Gdybym miał zdefiniować to pojęcie to Wielka Sztuka winna we mnie wywołać zachwyt, wzruszyć, zmusić do myślenia. Byłbym skłonny do tego zaliczyć również uczucie oburzenia czy wręcz obrzydzenia,bo na sztuce się nie znam, poruszam się w niej po omacku i zdaję sobie sprawę, że mogę jej zwyczajnie nie zrozumieć. Tyle ,że wywołanie mego oburzenie to również osiągnięcie celu przez artystę. Jeśli przechodzę obojętnie obok dzieła , to dla mnie nie jest Wielką Sztuką, co nie oznacza ,że ktoś inny może uznać je za arcydzieło. Moja definicja być może, a raczej na pewno jest niedoskonała i kieruję się w tej materii instynktem, wrażliwością i poczuciem estetyki, mam nadzieję ,że je mam;-))
    Ostatnio olbrzymie wrażenie zrobił na mnie obraz pt „Uczta” autorstwa M.Z którą serdecznie w tym miejscu pozdrawiam.

  33. Logos Amicus Says:

    Defendo, chciałbym przeporosić Ciebie (jak również Twoich Gości) za mój ostatni komentarz.
    Zabrzmiało to, przyznaję, trochę arogancko.
    Bo właściwie, zamiast: „zajmijcie się czymś bardziej pożytecznym.” Miało być: „zajmijmy się czymś bardziej pożytecznym.”
    Bo daję głowę, że każdemu uzależnionemu tu od tych czatowych dywagacji i „bicia piany” nie raz przyszło to do głowy (a jeśli jeszcze nie przyszło, to na pewno przyjdzie).
    Pozdrawiam.

  34. Logos Amicus Says:

    Telemach pisze: Tadeuszu, zrobiłeś Logosowi przykrość. Taki kawał się chłop telepał z przewodnikiem w dłoni. Koszta poniósł. W przewodniku napisane było że sztuka będzie wielka. Zrobił dużo zdjęć.
    A ty mu teraz to odbierasz. Jak możesz?

    Ach ta Twoja elegancja, Telemachu… (w dyskredytowaniu innych)
    I pełna błyskotliwej erudycji złośliwość.

    PS. To nie był przewodnik. To były książki m.in. Arthura L. Bashama („The Wonder of India”), jak również wybitnych indologów: George’a Harta, Davida Frawley’a… Przestudiowałem też to, co na termat Indii miał do przekazania Mircea Eliade (jeden z najwybitniejszych religioznawców XX wieku, także znakomity indolog)…

  35. telemach Says:

    Logosie, skąd pomysł, że ja Cię pragnę dyskredytować? Komentarz był skierowany do Tadka i pomyślany jako żartobliwy. Ubawiła mnie Twoja reakcja na to, że ktoś (w tym przypadku Tadek) ośmiela się mieć inne zdanie na temat wzmiankowanej atrakcji turystycznej. Odniosłem wrażenie że się (znów) obraziłeś odbierając odmienny pogląd jako osobisty atak na Ciebie.
    Ja nie wątpię, że oprócz zabrania przewodnika jeszcze przygotowałeś się czytając przed wyjazdem inne lektury. Mnie zastanawia jedynie to podanie linki do swej ostatniej wycieczki połączone z okrzykiem pouczającym.

    A pogląd Tadka nadal podzielam. Miliony człapiących i obfotografujących turystów, tysiące ochów i achów w czasopismach popularnych i kobiecych doprowadziły do tego, że wspomniana przez Ciebie atrakcja nabrała posmaku cepeliady. Czyli: może te słoneczniki VanGogha są świetne, ja jednak (i nie tylko ja) dostaję odruchu wymiotnego po tym, jak musiałem patrzeć jak wiszą reprodukcyjnie nad co drugą kanapoleżanką w należącym do ćwierćinteligenta M3. W M4 to był Chełmoński. W tzw. willi: Kossak. Tak można zamordować wszystko.

  36. TadekKuranda Says:

    Telemachu, mi się wydaje że to nie multiplikacja zabija wartość działa a jego niskie populistyczne adresowanie. Przykład hinduskiej świątyni był bardzo dobrym przykładem w dyskusji bo jako dzieło opatrzony szeregiem uwiarygadniających kryteriów. Coś co ma 2000 lat, na 50 metrów wysokości, składa się z 5000 rzeźb wyrzeźbionych w kamieniu powinno wzbudzić najpierw nasz podziw dla zamysłu, wysiłku rzeźbiarzy, rozmachu tej monumentalnej koncepcji… ale tylko podziw dla wariackiego pomysłu. W tym dziele nie ma czegoś co można by uznać za duchowe przesłanie.
    Ciała kobiety i mężczyzny ujęte w pięciu tysiącach wariantów kompozycyjnych. OK – dopóki mogę z tego widoku czerpać korzyść estetyczną i każdą inną, ale moje poczucie estetyki jest słabo usatysfakcjonowane, więc myślenie kieruje się raczej na rozwikłanie zagadki, pytania po co ktoś to zrobił z takim trudem i nakładem środków, a nie czy jest to wielka sztuka. Mogę się domyslać, że to dzieło od tysiąca lat znakomicie spełnia swoje zadanie bo dotarły do tego miejsca setki milionów ludzi zwabionych właśnie jego niezwykłością. To jest nieruchoma maszynka do zarabiania pieniędzy, ma czytelny sens ekonomiczny. Sens ekonomiczny taki sam ma wieża Eiffla w Paryżu, Tower Brigde w Londynie i wiele innych wielkich lub ciekawych budowli. Sens ekonomiczny ma muzeum Van Gogha w Amsterdamie, Louwr, Pinakoteka, Ermitaż, Jasna Góra, Wawel….
    Właśnie tak to rozróżniam. Hinduska świątynia, na mojej skali wartości, nie jest wielką sztuką a powstała ze względów praktycznych, merkantylnych odnosząc się do niesłabnących emocji ludzkiej natury. Przesłanie jej konstrukcji skierowane jest do wszystkich a nie tylko do wybranych, dlatego jego język jest najprostszy i nieprzemijający. Tam nie potrzeba przewodnika, że tłumaczył dzieło i wyjaśniać co ta pani temu panu robi i czego jest to alegoria. W tej dziedzinie każdy jest fachowcem.

  37. Logos Amicus Says:

    „Logosie, skąd pomysł, że ja Cię pragnę dyskredytować?”

    Jakie to jest jednak obłudne, Telemachu.
    (Jakże Ty mógłbyś kogokolwiek zdyskredytować, ośmieszyć? Skądże!)

    M. in. ta obłuda (z dodatkiem złośliwości i wykrętnych piruetów) sprawiła, że stałeś się dla mnie niestrawny.

  38. telemach Says:

    Logos: nie można udowodnić, że się nie jest wielbłądem. Jednak spróbuję. Sądzę, że powinniśmy sobie parę rzeczy wyjaśnić.
    1. To miejsce, z natury rzeczy jest miejscem publicznym. Ogólnie dostępnym. jego inicjatorka tak chciała. Z tego drobnego faktu wynika też konsekwencja polegająca na tym, że osoby komentujące wnoszą swoje, niekoniecznie identyczne z Twoimi, spojrzenie i poglądy.
    2. Twoja reakcja na kwestionowanie wartości podziwianej przez Ciebie turystycznej atrakcji zadziwia. Wpierw arbitralnie ogłaszasz się ekspertem (chcecie zobaczyć wielką sztukę), potem dajesz w niedwuznaczny sposób wyraz swemu lekceważeniu dla odważających się nie podzielać Twego entuzjazmu (zajmijcie się czymś pożytecznym).
    3. Istnieją trzy możliwości reakcji na coś takiego:
    a) można zignorować (gdybym Cię nie znał – tę bym wybrał)
    b) można potraktować poważnie (tak jak to teraz robię)
    c) można żartobliwie skomentować wychodząc z założenia, że będziesz miał wystarczająco dużo poczucia humoru i zrozumiesz ten komentarz zgodnie z moimi intencjami.

    Wybrałem trzecią drogę. Twoja reakcja mnie przygnębia. Odbierasz żart z (przyznaj sam – napuszonej) deklaracji jako próbę dyskredytowania TWEJ OSOBY. Logosie, żeby móc kogoś zdyskredytować, ten ktoś musi mieć ustaloną renomę w danej dziedzinie. Otrzeźwiej proszę – jesteś uczestnikiem blogowej dyskusji, w której biorą (przeważnie) udział oczytani dyletanci, nie zaś członkiem panelowej dyskusji ekspertów toczonej przed milionową publiką. Skąd przypuszczenie, że jesteś papieżem? Przyjmij moje zapewnienie: nie jesteś. Co ma też dobre strony.

  39. telemach Says:

    Logosie – i na koniec:

    Fakt, że dyskutanci na moim blogu sprawili Ci gromadnie (po podobnych kategorycznych wystąpieniach jak powyżej) prysznic, nie musi jeszcze oznaczać, że musisz przenosić swą (dla mnie irracjonalną) niechęć na mnie.

    A tak na marginesie: uważam, że Twoje uprzedzenia nie są dla reszty blogosfery aż tak fascynujące jak Ci się najwidoczniej wydaje. Możesz im dać (w każdej chwili) upust u siebie. Albo u mnie.

    Defendo – przepraszam. Nie dało rady inaczej.

  40. telemach Says:

    @TadekKuranda: zgoda. Niskie populistyczne adresowanie zasługuje na uwagę. Multiplikacja (w podanym przeze mnie przykładzie) dotyczyła (w pierwszym rzędzie) przekazu medialnego. A dopiero w drugiej kolejności zadeptywania dzieła przez zmasowanego odbiorcę. Być może Kadżuraho było od początku pomyślane jako rodzaj Jasnej Góry. Dla mnie stacza się jednak ostatecznie w stronę taniej cepeliady gdy na skutek niezliczonych artykułów (sex sells) pisanych przez uduchowionych uczestników wycieczek dla turysty masowego wskakuje mi gołym tyłkiem na twarz nawet tutaj. Co będzie następne? Gśral z wędką nad morzem sprzedający oscypki i wielką sztukę podhalańską rzeźbioną scyzorykiem? Strach pomyśleć.

    Tak to widzę. I nic na to nie mogę poradzić.

  41. TadekKuranda Says:

    Telemachu, zgadzasz się ze mną więc wiele do dodania nie mam. Logos się z Tobą nie zgadza i okazuje się dzięki temu, że jest o czym gadać. Różnica potencjałów zawsze była siłą napędzającą młyńskie koła, i tu nie ma się na co obrażać „praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb” (z kabaretu Dudek).
    Określenie „Tania cepeliada”, właśnie dobrze robi takiemu wartościowaniu penetrowanej rzeczywistości. Owszem, to Górale z Zakopca wymyślili ciupagi i oscypki ale to też jest tak jakbyśmy chcieli powiedzieć, że to Maryja-Niepokalana Królowa Polski wymyśliła Jasną Górę. Możemy się z tym zgadzać albo nam w takim rozumieniu rzeczy jakaś holajza ryksztosuje (użyłem języka fachowego żebyś nie pomyślał, że jestem tylko oczytanym ignorantem). Każde popularyzatorstwo jest biznesem. Nawet to maryjne, to kadżurahijne i wszelkie inne. Dwa podobnie brzmiące słowa – to pierwsze (urwane w połowie) KULT i to stojące jakby w opozycji – KULTURA.
    Odnalezienie wyraźnej granicy między kultem i kulturą jest trudne – jak we wpisie inicjującym tę dyskusję: „Czy zabrakło nam definicji?”
    Żeby zrozumieć o czym do siebie mówimy, za każdym razem potrzebny nam będzie słownik i przewodnik oraz wewnętrzny kompas a i tak zawsze będziemy się mylić i błądzić. Potrzebna jest nam rozmowa i wymiana myśli niekoniecznie z „ekspertami”.
    Panuje jakaś przedziwna opinia, że ktoś z tytułem profesora historii jest już ekspertem od historii a nawet pietruszki.
    Oczywiście(!) że opinia eksperta okulisty bliższa ciału, więc oczywista, ale ten świat – o którym mówimy – nie jest zbudowany z ekspertów i ekspertyz. Ja polegam na intuicji, wyobraźni, smaku i staram się sam dla siebie być ekspertem i mówić do lustra „profesorze”. Zapewniam, że to skutkuje bardzo pozytywnie bez legitymacji i tytułów.

    Słyszałem taką rozmowę na jakimś wernisażu:
    Co pani sądzi o tym malarstwie, jako historyk sztuki – ekspert?
    – Doprawdy nie wiem co panu powiedzieć, bo jestem ekspertem od późnego średniowiecza w dziedzinie rzeźby.

  42. TadekKuranda Says:

    Uwaga na słowa! Jeśli słyszymy, że coś jest dziełem monumentalnym dociera do nas informacja, że jest właśnie z jakiejś kategorii wielkości intelektualnej. W cenniku prac plastycznych „Związku Artystów” istnieje porządna definicja monumentu: rzeźba monumentalna to taka, która ma większą wysokość niż 4,5 metra.

  43. TadekKuranda Says:

    Pozwolę sobie zacytować samego siebie z innego bloga. Robię to dlatego bo pomyślałem, że wydać się to może interesujący wkład do naszej rozmowy.
    >>>
    Toperzyco, a propos tego wspomnianego przez Ciebie dzieła Picassa w kiblu w jakimś podrzędnym hoteliku, to gdybyś bywała w ośrodkach wypoczynkowych FWP zauważyłabyś na ścianach wiszące tam w pokojach i na korytarzach oryginały dzieł, obecnie znanych twórców o których obecnej wartości kierownicy tych ośrodków nie mogliby mieć pojęcia. Wtedy miały one wartość dzieł sztuki kupowanych „z metra”. Rynkową wartość miały mniejszą niż reprodukcje sławnych dzieł. Sam kiedyś miałem pomysł żeby „podmienić” grafikę na swój rysunek (nie pamiętam już autora tej grafiki – 20 lat temu) ze ściany wiszący w pensjonacie FWP w Kudowie, ale powstrzymała mnie żona (historyk sztuki).
    Jako uczeń szkoły średniej chciałem też za pieniądze zarobione na wakacjach na budowie kupić kilka grafik Gielniaka bo były śmiesznie tanie nawet na kieszeń licealisty. Powstrzymał mnie ojciec, który powiedział, że jestem idiotą a pracowałem żeby kupić sobie dżinsy i buty.
    30 lat temu portretów Witkacego nikt nie cenił zbyt wysoko a przetrwały li tylko z przyczyn sentymentalnych. Za akwarele Nikifora nikt nie dałby złamanego grosza, a teraz….

    Korzystajcie więc z okazji, póki możecie!
    Macie ze mną kontakt dosłowny, w szerokim tego słowa znaczeniu ;) Myślcie o tym, że taka okazja jak ja i moja twórczość przeleci Wam migiem koło nosa. Potem będziecie mówili: no gdyby człowiek był wtedy mądrzejszy, to by wiedział co zrobić.

    Dokładnie na tym chyba to wszystko polega.

    Ja się staram być wartościowym twórcą i to Wam mogę zapewnić, że nie wyprodukuję kitu.

  44. telemach Says:

    „użyłem języka fachowego żebyś nie pomyślał, że jestem tylko oczytanym ignorantem”
    :)

    Tadku – wiem że nie jesteś. Nie widzę też, abyśmy się poważnie różnili poglądami, szkoda – bo dyskusja przysiądzie. Chyba że wróci Logos i pomoże nam ją potoczyć dalej.

    A z tym dziełem monumentalnym – bardzo mi się spodobało. To zupełnie tak samo jak z „wielkim psem”. W Niemczech za przewóz psa płaci się w zależności od wielkości zwierzęcia. Za wielkiego psa – dwa razy tyle co za małego. Wielki pies został zdefiniowany jako pies, którego wysokość (mierzona w najwyższym miejscu) nie przekracza 35 cm.

    P.S. Ojciec miał naturalnie rację. Gdybyś zachował dżinsy i buty, posmarował je ceresem i zatytułował „Dzieciństwo” to miałbyś szansę załapania się na konceptualizm. A kudy takiemu Gielniakowi (cenowo) do Josepha Beuysa:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_Beuys
    Chociaż, gdy wspomnę przedśmiertne „Sanatoria” Gielniaka – to nadal wolę. Mimo że nie osiągają aż tak zawrotnych cen. Dziwne.

  45. TadekKuranda Says:

    Telemachu, te sanatoria i Gielniaka i Szulca niosą nad sobą właśnie takie ciężkie chmury niepotrzebnego nikomu sensu życia. Niepotrzebnego, bo nie chcemy tego słuchać. Boskie nuty. Otchłań pochłania wszystko.

    Ciężko chory na gruźlicę Gielniak dostał przybory do rytowania w linoleum od profesora Dawskiego, który zachęcał go do grafiki i wspomagał go wielce w jego artystycznych poczynaniach. To było niezwykłe porozumienie dwóch twórców, które Gielniakowi praktycznie pozwoliło zaistnieć jako wyjątkowej indywidualności twórczej. Prac Dawskiego znam niewiele. To dość znaczące chyba?
    Cena dzieła? Raczej wartość! Jeśli zagubimy się w szacowaniu dzieł pod względem ceny to umknie nam ich wartość.

    Ta wielka sztuka to właśnie coś co oceniać trudno kierując się kryterium ceny. Nawet ta niewielka może być bezcenna. Cena może(!) wskazywać na wartość, ale nie jest to regułą.

  46. telemach Says:

    To jednak przedziwne. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spotkania z grafikami Gielniaka. Jest wietrzny (październikowy, listopadowy?) pochmurny i deszczowy dzień 1970 lub 1971 roku. Kupiłem za pieniądze które mama mi dała na zakup obiadu, kolejny numer „Poezji” Był kiedyś taki miesięcznik. Stałem na ulicy, kilkunastoletni szczeniak, w drodze ze szkoły, pod jakimś okapem i przeglądałem. Cały numer był wypełniony linorytami Gielniaka. Sążnisty esej (nie wiem czyj) opisywał jego drogę przez mękę. On był przykuty do budynków sanatorium, praktycznie przez ostatnie lata nie opuszczał sanatorium gdzie wpierw pracował, a potem umierał.
    Nie zauważyłbym śmierci Gielniaka w 1972 roku gdyby nie ten numer Poezji. A tak, kupiłem Kulturę w której był okolicznościowy artykuł z okazji śmierci. Pewnie za pieniądze przeznaczone na drugie śniadanie, ech.

    KIm była Grażynka – nigdy się nie dowiedziałem.

  47. TadekKuranda Says:

    Grażynka była pielęgniarką w Bukowcu. Wcześniej pensjonariuszką. Mieli jednego syna.

  48. TadekKuranda Says:

    Nigdy nie wysłałem swoich prac na konkurs im. Gielniaka w Jeleniej Górze, choć miałem na to wielką ochotę. Przypadki sprawiały, że to triennale (raz na trzy lata) – najważniejsza w Polsce prezentacja linorytu – nie pasowało do mojego kalendarza. Wreszcie to zrobię, bo wydaje mi się wielce nobilitujące uczestnictwo w tak ważnym pokazie.
    Chcę powiedzieć, że czasami rozważam swój udział w podobnych imprezach, jednak bywa że zniechęcam się oglądając nagradzane prace. Przede wszystkim zraża mnie często słaby poziom zwycięskich prac. Słaby, nie znaczy słabszy niżbym sam mógł zaprezentować, ale raczej niżbym oczekiwał po takim konkursie. W pewnym sensie, takie konkursy determinują poziom twórczości. Mógłbym wieszać swoje obrazki z innymi, ale to by było trochę jak z tym dowcipem, że Cygan dał się powiesić dla towarzystwa.

  49. telemach Says:

    „zniechęcam się oglądając nagradzane prace. Przede wszystkim zraża mnie często słaby poziom zwycięskich prac. ”

    Może wynika to z tego, że inni też się zniechęcają? I na placu pozostaje „byleco”.? Kiedyś, gdy zwierzyłem się mojemu przyjacielowi a przy tym znanemu i poczytnemu autorowi S., że nie ma co czytać, to tylko spojrzał na mnie i powiedział kulturalnie (pisarze są kulturalni):
    – Nie pierd.., siadaj i pisz to co chciałbyś przeczytać!

    Trudno mu nie przyznać racji.

  50. TadekKuranda Says:

    Telemachu, bardzo ładnie to powiedziałeś. Właśnie coś takiego mnie napędza do tworzenia. Chciałbym zobaczyć to co sobie wymyśliłem ale nikt tego nie zrobił, więc muszę sam. Bywa też tak, że decyduję się na komentarz do dzieł innych twórców, bo uważam że powinno to być tak i tak, więc sam sobie próbuję udowodnić jak a i tak wychodzi coś zupełnie innego bo podczas rysowania pojawia się tyle nowych pomysłów i komentarzy, że w efekcie staje się coś do oryginalnego. Bywa, że chciałbym tak samo ale, każdy ma swój sposób radzenia sobie z oporem materii i zostawia zbyt wyraźne ślady na tworzywie. Zawsze imponowali mi kopiści, ponieważ do kopiowania dzieł niezbędna jest wielka dyscyplina, intuicja, spostrzegawczość i wiedza o technologiach. Tacy autorzy jak ja tego nie potrzebują, bo wszystko jest pierwsze.
    Żeby się przekonać jaka to jest sztuka to kopiowanie to proponuję zrobić eksperyment i maznąć na ścianie taki kolor, tak dobrany, żeby nie było tego widać.

  51. TadekKuranda Says:

    Gdybym miał szukać argumentów w dyskusji z postawioną na wstępie tezą, to zacząłbym od pytania: co się zmieniło, że takie pytanie o definicję jest uprawnione? Ano, chyba wiele się zmieniło, kiedy to konceptualiści, w latach 60. zaczęli definiować sztukę na nowo. Definiować na nowo o tyle, żeby odwracać ją jako przedmiotu zainteresowania odbiorców w kierunku samej idei, która była dziełem. Tworzywo nie miało już takiej wartości jak sama idea, która stała się wartością nadrzędną w dziele sztuki, zatem rzemiosło (w takim kontekście) przestało być najważniejsze. Co wybierzemy? Dla mnie rzemiosło jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze, pewnie dlatego uważam siebie za tradycjonalistę. Sama idea mi nie wystarcza.
    Wyobrażam sobie takie dzieła:
    – Bombki bez choinki
    albo
    – Choinka bez bombek.
    Opis właśnie jest tu znaczeniem i ideą. Tego nie musiałbym nawet rysować, opisywać ani definiować. Każdy znajdzie w tym co zechce, jak w każdym innym dziele.

  52. TadekKuranda Says:

    Konceptualizm upadł, bo jak tu samą myśl zawiesić na ścianie, ale dał wiele do myślenia.

  53. telemach Says:

    To, że upadł wcale mnie nie dziwi. Dziwi mnie, że jego istnienie nie pozostawiło żadnych śladów w sposobach powszechnej percepcji. Dyskusje na teamt „co to jest sztuka” lub „co to jest kicz” odbywają się tak, jakby nigdy nie istniał.

  54. _Aleksander Wielki1 Says:

    Bajo bongo,bajo bongo!
    bongo bajoooooooooooooo
    o bajo bongo , bongo bajo

  55. _Aleksander Wielki1 Says:

    lalalalalala

  56. _Aleksander Wielki1 Says:

    Myśleć każdy może,
    trochę lepiej, lub trochę gorzej,
    lecz często z naciskiem na to gorzej lol,
    ale nie oto chodzi,
    jak co komu wychodzi.
    Czasami człowiek musi,
    inaczej się udusi,
    ooo
    Lubię kicz i sztukę i różne inne tego oddźwięki
    szczególnie jak mnie co wzruszy
    rzuca mnie się na rozum i dusze ooo

    Teraz będę już szczery
    wybrałem drogę kariery,
    kariery jako myśliciel o niepowszechnej percepcji,
    i poradzę sobie świetnie

    Stoję przy ambonie,
    niech mnie który przegoni,
    różne sceny, brygady,
    już nie dadzą mi rady
    bo ja się wcale nie chwalę
    ja po prostu niestety mam ….
    wypasionych zwojów mózgowych moc ! ole!

    A ja wiem co jest grane,
    dlatego tutaj zostanę,
    będę myslał na potegę
    konceptualizm wkszesze
    bo ja się wcale nie chwalę
    ja niestety mam IQ nad wyraz wysoce wspaniałe.

  57. TadekKuranda Says:

    Aleksandrze Wielki, jesteś też Wspaniały! Czego człek by się nie tknął, to tak czy owak, wychodzi mu wielka sztuka. Wszystko oczywiście definitywnie i deklaratywnie. Mane, tekel, fares…..

  58. Telemach Says:

    Aleksandrze, bardzo mi się to podoba. W nagrodę i z wdzięczności opowiem Ci dykteryjkę.

    Kiedy Fidiasz (jest w Wikipedii) wykonał na zlecenie władz posąg Ateny (zwany przez potomnych Atena Promachos – jest w Wikipedii ) posąg ustawiono na Akropolu i widoczny był z daleka. Pierwszej nocy podobnież ktoś napisał na postumencie dużymi drukowanymi literami: chuj. Po grecku (nie ma w Wikipedii). Do dzisiaj nie wiadomo kto to był. Ale napisał bezbłędnie. I musiał się namordować, żeby w nocy, po ciemku wdrapywać się na to wzgórze.

    Chciałem ci podziękować. Dzięki Tobie przypomniała mi się ta miła historyczna anegdota.

  59. _Aleksander_wielki1 Says:

    Dzięki ” chłopaki ” za uznanie.

  60. TadekKuranda Says:

    Telemachu! Sugerujesz, że ten co na postumencie posągu Ateny napisał po grecku to bardzo brzydkie słowo, którego nie ma w Wikipedii, to był Aleksander Wielki? (Ἀλέξανδρος ὁ Μέγας Aleksandros ho Megas) zwany też Aleksandrem Macedońskim (gr. Ἀλέξανδρος ὁ Τρίτος ὁ Μακεδών Aleksandros ho Tritos ho Makedon)
    To by była rewelacja!

  61. TadekKuranda Says:

    Jakiż ten świat mały……

  62. TadekKuranda Says:

    Poważnie już mówiąc, pokazujemy sobie tutaj rzeczy zwykłe i niezwykłe – dzielimy się myślami, tak jakbyśmy łamali się opłatkiem. Dla mnie jest to niesłychanie ważne, pouczające…

  63. telemach Says:

    Tadku, nic nie sugeruję. Czasowo byłoby też trochę problematyczne. Wkład tego, który napisał na postumencie (w całokształt) przypomniał mi się po prostu gdy przeczytałem komentarze…

    A świat – faktycznie mały. Malutki.

  64. defendo Says:

    Telemachu – Grażynka była żoną Gielniaka. Jeden z linorytów(bodaj Sanatorium VII jest sygnowany literami NBOGZB(Nie będzie odlotu Gielniaków z Bukowca, wiedział już wtedy, że umiera). Tak się składa, ze Gielniakiem zaraził mnie Banaś i – potem – Hermansdorfer, ogromnie dawno. A tak właściwie to jego talent rozwinął się dzięki Wojciechowi Siemionowi, chyba on pierwszy go dostrzegł. Bywał u niego w sanatorium, zachęcał, przywoził materiały.
    Mam przepiękny album Gielniaka dawno wydany i ostatnio niewznawiany. Szkoda. Mam go „podwójnie”, więc jeśli chcesz przypomnieć sobie te fascynacje – służę.

  65. defendo Says:

    Ad rem – mam wątpliwości, czy wielka sztukę można zdefiniować.
    Próby zdefiniowania innych, ważnych pojęć trwają tysiące lat. Nie potrafimy ustalić dziś definicji „prawdy”. Nie wiemy, kim jest człowiek(wielokrotnie próbowano definiować człowieka, ale zawsze kończyło się to niebezpiecznym stwierdzeniem, że niektórzy ludzie nie są ludźmi, o ile wiem – zaniechano tych prób). Może więc i „wielka sztuka” jest niedefiniowalna? Ale ona – podobnie jak człowiek – jednak istnieje, dlaczego więc nie mówić o niej? Przecież stale rozmawiamy o człowieku, prawdzie, pięknu.
    Logosie – może warto nie trzymać się kurczowo granic, zasad, może czasem trzeba coś przewartościować, a przynajmniej przyjrzeć się temu, co uważamy za pewniki. łatwiej wtedy rozmawiać, bo podświadomie(lub świadomie) zakładamy, że interlokutor „widzi inaczej”, niekoniecznie gorzej, mniej ostro – i można przez chwilę chociaż spojrzeć jego oczami.
    Tadeuszu – dzięki za ilustrację, wykorzystam!

  66. TadekKuranda Says:

    Def, czy ten Twój album Gielniaka to taka duża koperta z luźnymi kartami?
    Miałem taki, był wydany w latach siedemdziesiątych. Gdzieś mi przepadł w pomroce dziejów, czego bardzo żałuję bo był dla mnie, bardzo młodego wówczas grafika, wielką inspiracją.

  67. defendo Says:

    Niestety, nie ten. Wydano w serii „W kręgu sztuki” album Gielniaka. W swoim czasie był łatwo osiągalny i śmiesznie tani. Na początku lat osiemdziesiątych niewielu ludzi cokolwiek o JG wiedziało i kupowany był niemal wyłącznie we Wrocławiu. Mariusz Hermansdorfer propagował jego dzieła, były wykłady i wystawa. Potem ucichło, a szkoda. Nie wiem, czy ktoś dorównał Gielniakowi, sądzę, że nie. Zwłaszcza jego ostatnie prace są zjawiskowe.
    Ten album, o którym piszesz, widziałam, ale go niestety nie mam.

  68. TadekKuranda Says:

    W tym, o którym mówiłem były jego grafiki w oryginalnych formatach i bodaj cała jego twórczość linorytnicza (bodaj 54), włącznie z mezzotintami (chyba czterema). Gielniak uważał siebie za akwarelistę, ale to było dla niego zbyt trudne, kiedy był przykuty do szpitalnego łóżka. Łatwiej mu było zajmować upływający czas rytowaniem w miękkim linorycie. Bardzo mu pomagał profesor Dawski w PWSSP, służąc radami, narzędziami i materiałami. Grafiki Gielniaka można oglądać w Muzeum Narodowym. Mają swoisty urok te subtelne odbitki na półprzezroczystym ,morwowym papierze linorytniczym. To co jest w książkowych reprodukcjach nie oddaje zupełnie tego efektu, bo jest przekontrastowane i niewymiarowe.
    Ta zjawiskowość, o ktoej mówisz, bierze się zapewne ze znanej twórcom zasady „non omnis moriar” i to jest u Gielniaka z jego cierpieniem i poczuciem szybko, nieubłaganie upływającego czasu czytelne, jako przesłanie – ślad obecności pod nieobecność.

  69. jasiek Says:

    Przeogromnie mądra rozmowa znawców odróżniających bezbłędnie kicz od sztuki.
    A te drukowane litery w starożytności są piękne, powinny sprowadzić znawców na ziemię. Nie udało się. A szkoda.

  70. procyon7 Says:

    Nie, jednak nie będę komentował. A szkoda.

  71. 5000lib Says:

    „Wielka Sztuka”, a jej pojęcie to zupełnie co innego. To po pierwsze, a po wtóre: minęły już czasy gdy Wielka Sztuka wychodziła na ulicę, postulaty Młodej Polski i innych epok w tym względzie) przeminęły z wiatrem Historii. To, że trudniej Wielką Sztukę znaleźć, nie znaczy, że jej nie ma.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: