Zraniona

Nie, nie zraniły mnie dziwaczne próby malowania mojego „portretu psychologicznego” przez pacykarzy.
Nie drażnią mnie argumenty ad personam, bo to żadne argumenty. To wyraz bezradności. Nieprawda, że próbuję kogokolwiek przekonać, że ateiści są więcej/mniej warci od wierzących. Jeśli już o coś walczę, to – paradoksalnie – o jakość wiary. A dialog uważam za możliwy i twórczy. I wiem, że KK jest do takiego dialogu zdolny. „Przewrót kopernikański” w Kościele to z pewnością osiągnięcia Soboru Watykańskiego II, możliwe dzięki mądrości i odwadze niedocenianego  Jana XXIII. Kościół – zwłaszcza europejski – zaakceptował fakt, że ludzie mogą wyznawać inne religie(i nie są przez to ani lepsi, ani gorsi od chrześcijan), mogą też nie wyznawać żadnej religii, a mimo to przestrzegać norm etycznych, które przyjęli i które nie kolidują z normami moralnymi katolików.
Nie przeszkadzają mi krzyże w salach szkolnych,  w których uczy się religii, nie przeszkadza mi obecność księdza na wszystkich uroczystościach. Nie podoba mi się jednak, że nauczyciel ma opiekować się dziećmi podczas rekolekcji w kościele, nawet jeśli jest niewierzący. Rzadkie to wypadki, ale się zdarzają. Nie podoba mi się hipokryzja – zarówno władz państwowych jak i duchownych – dotycząca rzekomego nieuprzywilejowania żadnej z opcji. Bo swobodny wybór religii lub etyki sprowadza się do faktycznego wyboru religii, etyki nauczanej przez katechetów lub… rezygnacji z którejś z tych możliwości, bo trzeciej z reguły nie ma. W ilu polskich szkołach etyki uczą absolwenci filozofii? I nieprawda, że na świadectwie „nie widać”, czego uczyło się dziecko. Wydrukowano tam „religia/etyka” i jest miejsce na stopień. Brak tego stopnia oznacza, że uczeń nie chodził na religię. Pracodawca otrzymuje więc informację, której mieć nie powinien. A to już nie jest w porządku. I nie w porządku jest wliczanie stopnia z religii do średniej ocen, która ma istotny wpływ na możliwość studiowania na wymarzonej uczelni, bo praktyka jest taka, że ocenia się udział młodego człowieka w nabożeństwach i pielgrzymkach, jego aktywność w różnych Oazach itd., a w najlepszym wypadku – jego znajomość zasad jedynie słusznej wiary. A to nie powinno mieć wpływu na przyjęcie na niekatolicką uczelnię publiczną.
Przeszkadza mi banalizacja religii, która szkodzi jej o wiele bardziej niż wszyscy ateiści razem wzięci; bardziej, niż działalność Świętego Officjum i o wiele bardziej niż Bierut, Gomułka czy Stalin.Banalizacja to koszmarne gadżety w postaci długopisów z trójwymiarową(sic!) Matką Boską, pozytywek grających kolędy, na których kręci się figurka Jezusa – są nawet scyzoryki, profanujące krzyż(taki właśnie breloczek przywieziono mi – jako swoiste curiosum – z Częstochowy, kupuje się je w sklepach z dewocjonaliami).

Banalizacja to również poświęcanie przez księdza – w oprawie tak uroczystej, że aż zabawnej – byle myjni samochodowej, szatni dla zawodników piłki kopanej, a nawet nowej toalety publicznej. To nadmierne przenikanie się sfery sacrum ze sferą profanum, które nie zaszkodzi tej drugiej, ale niszczy pierwszą. To stawianie pomników Jana Pawła II we wszystkich miasteczkach(zaprzyjaźniony Francuz opowiedział mi krążący w jego kraju dowcip: -Czym różni się Francja od Polski? -We Francji jest tylko jedna miejscowość, gdzie nie upamiętniono ofiar I wojny światowej, choćby w postaci płyty pamiątkowej – W Polsce nie ma ani jednej miejscowości, w której nie ma pomnika papieża, tablicy, ulicy jego imienia), to specyficzny radiomaryjny język, to protesty przeciw występowi Madonny w dniu 15 sierpnia, bo to święto kościelne itd. Na marginesie: w moim mieście postawiono pomnik w obrębie zabytkowego kościoła otoczonego równie zabytkowym murem. I oto czytam ze zdumieniem w lokalnej prasie, że proboszcz uznał, iż pomnika zza muru nie widać, więc”się wyburzy mur lub zrobi się ażurowy – i ma uzasadnioną nadzieję, że wojewódzki konserwator zabytków wyrazi na to zgodę” – że też Bóg nie spuści na głowę ojczulka kaganka! Czternastowieczny mur to w końcu pikuś wobec zapędów księdza, a zresztą najpierw się go wyburzy, a potem poprosi o zgodę…
Jednocześnie to właśnie u nas powstała jedyna na świecie historia filozofii po góralsku, to tutaj wydawany jest „Tygodnik Powszechny”, który czytuję regularnie, bo mądrzy ludzie tam piszą, a który niewiele ma odpowiedników w innych krajach. To u nas naucza się w seminariach z podręczników napisanych przez późniejszych apostatów, bo są po prostu dobre. To właśnie w Polsce mogę przyjaźnić się z biskupem, który mnie nie potępia, ale uważnie słucha – i rozmawia bez wstrętu, chociaż ma mu to za złe proboszcz, na pastwisku którego mieszkam. Ma za złe, ale nie ośmieli się tego publicznie powiedzieć, napomyka zaledwie.

Tak było jeszcze wczoraj, dziś kwiaty odeszły.

Zraniło mnie coś zupełnie innego. I trudno mi się pozbierać. Podczas bardzo poważnej dyskusji zarzucono mi, że nie doceniam emocji, że słucham zbyt uważnie, że żądam argumentów, że nie oceniam całości tekstu, ale koncentruję się na jego treści, że przeszkadza mi nienaukowy język rozprawy(niewielkiego objętościowo tekstu), która – wg wielu – jest  ontologiczna(tych „wielu” zasugerowała Maria, którą też kocham – i która niewątpliwie jest autorytetem) . A moim zdaniem – jest tylko próbą argumentowania niezdarnej tezy panienki, która metaforami godnymi Ani z Zielonego Wzgórza próbuje zakryć swoją nieporadność. Bo – podobno – powinnam się domyślić, że doktorantka ma problemy psychiczne. To czemu – do diabła! – nikt mi o tym nie powiedział? I dlaczego mam stosować taryfę ulgową, którą – być może – stosowano wobec niej w LO i na uczelni? Ze szkodą dla niej, bo czort wie, czy nie wyrządzono jej w ten sposób krzywdy?
Nie umiem pojąć tych zarzutów, ale może jestem za głupia po prostu. I zraniło mnie również to, że wciąż podkreślano, że jestem tak bardzo wrażliwa, że to moja cecha, że na tę moją wrażliwość liczą i biorą poprawkę. I jednocześnie walono na odlew, bo wrażliwca najlepiej strzelić w łeb.
Dlaczego się pogubiłam? Bo nie można jednocześnie zarzucać mi, że słucham zbyt uważnie, że nie widzę całości, że szukam treści, a przecież forma ważna, skoro od początku mówiłam, że starałam się nie zauważyć kulawej formy, poszukać treści – i ta treść właśnie okazała się dla mnie niestrawna, skoro nie forma i nie treść, to co? Miałam czytać z oczu? Podałam powody niestrawności. Też źle – bo nie widziałam ontologiczności tekstu. W skrócie – pani próbowała powiedzieć, że przemiana w życiu człowieka polega na olśnieniu, które trwa moment i po którym nic nie jest takie samo jak przedtem. Jasne, można tego  chcieć, można uważać, że tak bywa. Wszystko można, ale jeśli tekst pretenduje do miana filozoficznego, to mam pewne wymagania. Mogę nie zgadzać się z platońską koncepcją duszy, ale nie mam wątpliwości, że teksty, w których Platon ją zawarł, są filozoficzne. Nie mam wątpliwości, że Cervantes napisał „Don Kichota” również po to, żeby przekazać nam własny system filozoficzny.
Mam jednak prawo podważać tezę, że przemiana nie jest procesem, ale wydarzeniem. Podobno nie powinnam była użyć argumentu o śmierci. Brzmiał mniej więcej tak, że śmierć najbliższych zaczyna się na długo przed ich zgonem – i trwa przez wiele lat, właściwie nigdy nie następuje. Bo pani poczuła się skarcona, jak mała dziewczynka. Nie wiem, czy ktoś z nas, dorosłych, nie myślał nigdy o tym, że odejdzie jego matka, ojciec, kochanek – co wtedy będzie. I jeśli ktoś doświadczył takiego odejścia, to przez lata całe żegna się ze zmarłymi. Wciąż odchodzą, coraz dalej, ale nadal obecni. Nie wiem, czy ktoś z Was poczuł, że od tego momentu wszysto się zmieniło, dla mnie wciąż się zmienia. Nawet podczas pisania tego tekstu ulegałam przemianie – i po jego napisaniu jestem nieco inna. I w pewnym sensie – nadal taka sama. Bo nadal lubię ciężkie, egzotyczne zapachy, wciąż kocham Borgesa, ale zwerbalizowałam emocje – i one się zmieniły. Teza, że po przemianie „nic już nie jest takie samo jak przedtem” jest możliwa, rzecz jasna, ale niechże ją ktoś jakoś umocuje, same metafory to za mało.
Jeszcze jedno – sądzę, że filozofia staje się coraz bardziej interdyscyplinarna – i bardzo dobrze! Coraz bliżej jej do antropologii kulturowej, coraz śmielej czerpie z psychologii(psychologowie uważają, że „święta trójca”: Sokrates, Platon, Arystoteles – to właściwie prekursorzy psychologii, mówili o człowieku i jego świadomości), uznaje zdobycze fizyki kwantowej, anektując jej odkrycia(sama mam na sumieniu aneksję zasady nieoznaczoności Heisenberga na potrzeby filozofii), zaczęła wreszcie doceniać „tę wstrętną socjologię”, zbliżyła sie do literatury itd. I vice versa.

Czy  ktoś z Was doznał takiej przemiany, o której może powiedzieć, że była tak istotna, że od tego czasu nic już nie było takie samo(i nastąpiła w bardzo krótkim czasie)?

Logos przysłał mi zdjęcie sztyletu-krucyfiksu.  Co jeszcze można ukryć w krzyżu? Co jeszcze można na nim powiesić? Czysty, nieskażony symbol stał się orężem, nie dziś, już dawno. Szkoda.

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 115 to “Zraniona”

  1. Torlin Says:

    Przemiana Defendo następuje przede wszystkim w człowieku w miarę upływu lat. Im człowiek jest starszy, tym bardziej jest z jednej strony uodporniony na wszelakiego rodzaju obmowy (za uważnie słuchasz, nieuważnie słuchasz), bo wie, że ci ludzie nie są mądrzejsi od niego, a z drugiej strony bardzo wiele już widział i powoli go nic nie może zdziwić.

  2. defendo Says:

    Dziwi mnie wiele, Torlinie – ludzie, zjawiska, zachowania, prawo, rządzący, rządzeni itd. Nie dziwi mnie, że wciąż powoli się zmieniam, patrzę na siebie sprzed godziny i szukam tej najmniejszej rysy, śladu.
    Może jest jakieś oświecenie, coś w rodzaju tego, którego doznał bodhisattwa Budda pod drzewem figowym, na razie widzę tylko figę;)
    Dzięki, że zaglądasz…

  3. Torlin Says:

    Zawsze!
    A mnie dziwi coraz mniej.

  4. Katja_ Says:

    Śliczny gadżecik, ale nie przebije różańca z trupich czaszek, który mną wstrząsnął podczas wizyty w Rzymie ;)
    Widok ten koszmarny spowodował nagłą zmianę mojego wyrazu twarzy, piętno na wrażliwej duszy odciska po trochu z każdym wspomnieniem…

  5. Pruderia Says:

    Ten ready-make to „Krzyżyk do dźgania ateisty?” ;) Chciałoby się rzec – boski!

  6. cogitomen Says:

    Dziwię się bardzo; jak jednak słabo Cię znam Małgosiu. Czyżby dlatego, że ‚czas cały czas’ Cię „zmienia”? Pozdrawiam ciepło c.

  7. defendo Says:

    Czas mnie nie zmienia, on się na razie łasi ;)
    Ciepło, Cogitomenie…

  8. Sadoq Says:

    Swego czasu, gdy ministrem oświaty był prof. Samsonowicz, belfrowałem w pewnym liceum i byłem jednym z nielicznych, którym nie podobał się pomysł wprowadzenia religii do szkół. Nie dlatego, że w jakiś szczególny sposób byłem wyznawcą laickości państwa i szkolnictwa, co jest też swoistego rodzaju religią, ale dlatego, że katecheza będzie odarta z sacrum. Wciśnięto ją pomiędzy chemię a biologię, czy matematykę. Stała się jednym z przedmiotów… niestety.
    Wspominam czas, gdy na katechezę uczęszczało się po lekcjach, albo całkiem po południu i był to wybór świadomy i wymagający wysiłku. Coś podane na tacy traci wartość i banalizuje się.

  9. oceanofstupidity Says:

    Mam nadzieję, że proboszcz nie tknął muru.
    ***

  10. telemach Says:

    Breloczek cudny. Jest prawdopodobnie przystankiem w drodze do celu jakim będzie krucyfiks połączony z otwieraczem do piwa.

    A co do tematu głównego: rani tylko to co pojmujemy i akceptujemy jako raniące. Odpowiedz sobie na zasadnicze pytanie: akceptujesz?

  11. Logos Amicus Says:

    Ładne róże.

  12. Świetne Says:

    Słaba to wiara jeśli się ją traci przez tandetny breloczek, który tyle ma wspólnego z religią, co odpustowy korkowiec z adoracją Najświętszego Sakramentu.

  13. defendo Says:

    Sadoqu – sprzeciwiałam się temu z podobnych powodów. I nieco innych – obawiałam się, że oceniana będzie religijność uczniów, że program będzie – delikatnie mówiąc – niezbyt ambitny, że to będzie kosztowało masę pieniędzy publicznych(katecheci są wynagradzani ze środków publicznych), że w związku z tym wprowadzenie religii odbędzie się kosztem zmniejszenia liczby godzin chemii kub fizyki – i wszystkie moje pesymistyczne prognozy się sprawdziły… niestety.
    Dziś już religia nie jest – w gimnazjum – między chemią a fizyką, bo istnieje w wymiarze 2 godzin tygodniowo, a te dwa przedmioty – w mniejszym. Zresztą – po diabła komu chemia czy fizyka? Po co polski, który też okrojono? A geografia to już nikomu niepotrzebna w dobie GPS-ów.
    Również uważam, że religia w salach katechetycznych miała swój urok. Nikt nie ośmielił się tam puszczać papierowych samolotów, które uprzednio podpalił…

  14. defendo Says:

    Oceanie – jutro sprawdzę…:D

  15. defendo Says:

    Telemachu – dobre pytanie. Czułam się akceptowana przez to gremium. Nota bene – zawsze jakoś chętniej rozmawiali ze mną mężczyźni do niego należący(mają zdecydowaną przewagę liczebną zresztą), traktowali mnie jak równorzędnego partnera, kobiety..cóż… jakby wykluczyły mnie ze swojego grona. Dopiero dziś odezwano się w mojej obronie. Za późno – i nie chcę być broniona.
    Dzięki Twojemu pytaniu uświadomiłam sobie, że to tylko rysa, nie rana. Mniej niż rysa – rozczarowanie.
    Nie, nie akceptuję. Dziękuję Ci.
    Mam zresztą więcej powodów do wdzięczności.

  16. defendo Says:

    Logosie – już umarły, dziś są tylko duchami róż, ale wciąż zbrązowiałe płatki kryją białe wnętrze.
    Rozumiem, wolałeś… ;)

  17. defendo Says:

    Nikt niczego nie stracił, Świetny.
    Jeśli nie liczyć… chyba wolę nie dopowiedzieć.
    Odpowiedział Ci za mnie Telemach pod poprzednią notką.

  18. Świetne Says:

    Małgosiu, ja o nic nie pytałem. Czytam tylko ciebie, zdanie twoich adoratorów i antagonistów mnie nie interesuje. :)

  19. Pruderia Says:

    Odpowiadać można na : insynuacje, zarzut, argument. Nie tylko na pytania ( że tak wejdę w rolę adwokatki, a co)

    Do Sadoqa i Def – dodam, że przedmiot „etyka” w praktyce nie istnieje, jako alternatywa dla przedmiotu „religia”. Może marginalnie, ja się nie spotkałam jako matka szkolnej dziatwy podpytująca inne matki dziatwy szkolnej. Mówię o szkołach publicznych, bo znam przypadki szkół prywatnych, gdzie zachowano się… etycznie :)

  20. defendo Says:

    Można też n i e odpowiadać, Miia ;)
    Wiem, że nie istnieje albo jest nauczany przez katechetów, co na jedno wychodzi. W prywatnych szkołach jest nieco lepiej, o publicznych – założenia bezwyznaniowych – lepiej… nie mówić;)

  21. silmarwena Says:

    Def… ten sliczny, delikatny przedmiot kultu powinien znalezc sie w torebce kazdej mohairowej pani, a sluzyc winien glownie do dziurawienia prezerwatyw. W imie boze….

  22. defendo Says:

    Amen,SV ;)

  23. Sadoq Says:

    Ad Pruderia,
    Może nie powszechnie, ale etyka występuje w szkołach publicznych… Sam jej swego czasu uczyłem i nie byłem nigdy katechetą (sic!!!). Jest także w liceum mojego syna, gdzie uczy go absolwentka filozofii. Ukończyliśmy ten sam wydział, z tym że ona kilkanaście lat później. Z tego, co syn mówi są to bardzo ciekawie i dobrze prowadzone zajęcia (często wyjeżdżają na wykłady na UAM w Poznaniu).

  24. Pruderia Says:

    Sadoq, nie twierdzę, ze nie występuje, ale ze się nie spotkałam. Powinnam była to uściślić. Cieszę się zatem, że występuje, choć żałuję, że moje dzieci w swoich szkołach nie mają takiego wyboru.

  25. TadekKuranda Says:

    Def, czytając Twoją opowieść z anegdotami typu, ulice, place i pomniki JPII w każdym mieście zaczęły mi się przed oczyma przesuwać pochody pierwszomajowe z tłumami niosącymi portrety przywódców, Bieruta, Gomółki, Stalina i takie też portrety w każdej szkolnej klasie w tych miejscach na ścianach, w których wiesza się teraz krzyże. Przypominają mi się setki pomników Lenina. Pamiętam sceny z wojny Irackiej przewracania pomnika Saddama i na każdym rogu ulicy bilbordy na ścianach przedstawiające genialnego wodza. Geniusz Karpat Causescu, Hitler, Mussolini.

    Dziwne też inne przedstawienia widziałem np. pomnik Adenauera w Kolonii – przedstawiający skurczone indywiduum w za dużym paltku z miną, jakby przez kompletną pomyłkę znalazł się na cokoliku. Pomników Szopena jest też coś sporo jakby za pomnik nie mogła służyć już sama jego muzyka. Takich przykładów jest moc tak nieprzebrana, że nie wiadomo od czego zacząć opowiadać? Można pewnie tylko tak ogólnie opowiadać o potrzebach ludzi i ludzkiej kondycji. Manifestowaniu jakichś postaw. Zawsze ma to jednak wymiar praktyczny – jest w interesie społecznym. Oczywiście, ten interes nie bywa wieczny i jedne symbole z czasem zastępowane są innymi.

    Ksiądz uczy się filozofii od agnostyka, na meksykańskim odpuście kupisz różaniec z trupich czaszek wyrzeźbiony z ludzkich kości (z certyfikatem autentyczności, że to kości ludzkie!), kaplica w Czermnej wybudowana ze szkieletów ludzkich jest przecież wielką atrakcją. Kaplicę zwiedzają tysiące ludzi rocznie. Jest to kaplica, której ściany i sklepienie wyłożono szczątkami – ludzkimi, prawdziwymi czaszkami i kośćmi. Znajduje się tutaj 3 tysiące czaszek, a dalsze 21 tysięcy jest w krypcie pod kaplicą. Rodzi się skojarzenie z katakumbami w Rzymspoczie. Wzorem mógł się też stać słynny Kościół Czaszek w miejscowości Kutna Hora w Czechach. Czy to nie mieści się w normach estetycznych?

    Raczej nie zaprojektowałbym krzyża, jako otwieracza do piwa tylko jako korkociąg nawiązując do wina i ostatniej wieczerzy ;) Wszystko to ma wartość użytkową – czemuś służy i do kogoś jest adresowane. Oburzanie się na to nie ma sensu. Najdziwniejsze pomysły mogą okazać się dobrym interesem, tak jak np katedra w Lichieniu, butelki na wodę w kształcie Matki Boskiej i całe mnóstwo innych dużych i małych gadżetów dewocyjnych.

    Def chciałaby żeby wszelkie przejawy kultury dopuszczone były jedynie na poziomie wysokim, zapominając, że sama siebie klasyfikuje-sądzi we własnej sprawie, więc jest nieobiektywna.

    Ciekawe, że istnienie czy nieistnienie krzyża w szkole jest takim samym faktem. Wszyscy będą mówili o krzyżu – i wierzący, i niewierzący.

    Jak widać wszystko jest do przyjęcia i mieści się z powodzeniem w tej ludzkiej sentymentalno-tragicznej zupie.
    Jeśli chodzi o przedmiot „etyka” to raczej zamieniłbym go na „kultura”

  26. TadekKuranda Says:

    W roku 2002 zostało otwarte pierwsze w Polsce Muzeum Żaby, które znajduje się przy Dyrekcji Parku Narodowego Gór Stołowych. Celem utworzenia tego nietypowego muzeum było wyeksponowanie przedmiotów codziennego użytku wiążących się w sposób pośredni lub bezpośredni z wizerunkiem płazów a w szczególności żab. Jednocześnie prezentowane eksponaty mają na celu przybliżenie idei ochrony płazów oraz działań jakie w tym celu zostały podjęte lub będą podejmowane. Muzeum posiada kolekcję ponad 3000 eksponatów pochodzących z blisko 20 krajów świata i 6 kontynentów. Z uwagi na ciągłe powiększanie kolekcji, prosimy wszystkich zainteresowanych o przekazywanie kolejnych przedmiotów z wizerunkiem żaby, które staną się eksponatami w naszym muzeum.
    Więcej informacji Strona internetowa

  27. defendo Says:

    Tadeuszu – podejrzewam, że ludzie lubią, kiedy na cokołach ktoś stoi. Można go w ten sposób zawłaszczyć, można uwięzić.
    JPII nigdy nie protestował przeciw ustawianiu go na pomnikach, jeszcze za życia, kiedy w Polsce już mu te pomniki budowano. Rozczarował mnie – widziałam w tym przejaw jego zupełnie niechrześcijańskiej pychy. Potem to niemal publiczne, wielodniowe umieranie… A wcześniej prawie hurtowe wynoszenie na ołtarze mnóstwa śmiertelników. Wniosek sam się – nie tyle nasuwa, ile raczej pcha.
    Gomułka, Stalin, Bierut też ie protestowali przeciw wieszaniu ich portretów wszędzie, gdzie był kawałek ściany. Nie wiem, czy posunęli się tak daleko, żeby godzić się na wystawianie im pomników za życia.
    Nazwa „muzeum” powinna jednak być chroniona prawem. To dom Muz, nie płazów. Może wymyślilibyśmy jakąś nazwę dla tych miejsc, w których gromadzi się wypchane płazy, woskowe lalki do złudzenia przypominające popularnych ludzi itd.?

  28. Sadoq Says:

    Defendo,
    Co do pomników JP II OK. też odczuwam absmak.

    Natomiast, co do publicznego umierania śmiem twierdzić, że przełamał wstyd, jakim otaczamy umieranie. Boimy się śmierci i spychamy ją w zacisze, nie chcemy o niej mówić. Milczymy, jakby dało się to zamilczeć. Według mnie pokazał, że śmierć dotyczy zarówno maluczkich, jak i herosów z okładek, tuzów finansjery… wszystkich.

  29. TadekKuranda Says:

    Sadoqu, tak (w pewnym sensie) zaskakujące w swojej prostocie wydało mi się Twoje wyłożenie problemu, że zacząłem rozważać czy to pasterz podąża za owcami, czy owce za pasterzem, czy też owca też pasterz a pasterz to w końcu… taka sama owca? No i dobrze – przynajmniej jest jednak jakaś sprawiedliwość na tym świecie ;) I tu nie ma się czego wstydzić.
    Gdyby owce umiały stawiać pomniki…. A Lenin wieczne żywy!

  30. defendo Says:

    Nie wiem, czy w obliczu tej zgody na pomniki spectaclum umierania też nie miało czemuś służyć.
    Zgoda – większość ludzi boi się śmierci. To jednak nie znaczy, że nie mają świadomości, iż umrą – wreszcie. Nie trzeba było „pokazywać”, że śmierć dotyczy wszystkich, bo tylko małe dzieci – kto wie, czy wszystkie – myślą, że można nie umrzeć. W średniowieczu i baroku modne były, w literaturze i sztuce – „tańce szkieletów”, które miały przypominać, że śmierć dotyczy wszystkich, niezależnie od ich stanu i kondycji.
    Cierpienie nie uszlachetnia(raczej odczłowiecza), zresztą dziś cierpienie bardziej polega na świadomości umierania, ból fizyczny można eliminować.
    Racja – boimy się śmierci, która dawniej była oswojona. Umierano w domu, w obecności najbliższych, każdy już jako dziecko widział czyjeś odejście. Dziś rządzą mass-media, które wmawiają nam, że mamy obowiązek być piękni i młodzi, że tylko to się liczy. Nie pozwólmy się zmanipulować, tak naprawdę liczy się nie uroda, zdrowie i młodość, liczy się to, co mamy do zaoferowania sobie i innym, ważny jest rozwój, przemiana, której odważnie się poddajemy i na która możemy mieć wpływ. Ale to jest niemedialne, to się nie sprzeda. I bardzo dobrze, bo warto mieć cudowną świadomość, że nie wszystko jest na sprzedaż.

  31. Świetnie Says:

    Jakież to budujące: towarzystwo ateistów i agnostyków, w najlepszym wypadku gnostyków bądź deistów, rozprawiające z troską, w wymownym pochyleniu, nad kondycją chrześcijaństwa, gdzie wątkiem przewodnim są gadżety odpustowe stanowiące surogat Odkupienia. Czekam na dalsze wywody szacownego gremium parateologicznego. Proponuję w okresie Bożego Narodzenia temat – Jezus nie urodził się w żłóbku na Podhalu.

    Małgosiu, co do tematu rozprawy: pamiętaj zawsze – aby otrzymać żywicę należy delikatnie zranić sosnę. Ty też zapewne puszczasz soki kiedy jesteś w pewien sposób „represjonowana”. Całuję. :)

  32. ksiazeZbajki Says:

    Pieprzona ateistka

  33. Logos Amicus Says:

    I tak oto bogobojnemu księciu(księdzu?)Zbajki otwarł się w kieszeni scyzoryk (z krzyżem).

  34. Pruderia Says:

    No tak. Ostatnio Tadeusz namawia mnie na wzięcie udziału w Satyrykonie, którego tematyką w roku 2010 jest „grzech”. Ten scyzoryk byłby gotową pracą na konkurs.

    Tak często spotykana argumentacja, iż ateista nie ma prawa wypowiadać się na temat religii, kondycji Kościoła, itd. nieco mi już obrzydła, przez swój „przedszkolny” charakter. Jest typową erystyczną pałką z osobistą wycieczką, umożliwiającą wyślizganie sie z meritum. Może przeciwnikom homoseksualistów, nakazującym im leczenie należałoby wskazać drogę przez empirię, do wypowiadania sądów? Ten kierunek prowadzenia polemik jakoś zjeżdża w dół.
    Tischner pisał o braku gotowości polskiego katolicyzmu do zmierzenia się z krytyką wiary, oceną jej jakości w społeczeństwie. Przywołuję jego słowa, by nie epatować opiniami jakiegoś zaplutego karła ateistycznej reakcji. Def przywołuje Tygodnik Powszechny ( ale to jakoś niektórym umyka), jako przykład na myśl światłą, w obrębie przecież tej samej wiary.
    Katolicyzm ludowy, z odpustowością, kiczem, zabobonem, dewocją, beretem i obskurnym poziomem umysłowym to jedna strona tego medaliku. Akceptacja dla tej ludowszczyzny to jedno, drugie zaś, to trwożliwe reakcje na jakąkolwiek krytykę. Milczenie wobec wybryków Rydzyka, Jankowskiego i im podobnych. Przyklepywanie dogmatyczne stanu, w którym religią cynicznie się frymarczy.
    Jest we mnie głębokie przekonanie poparte doświadczeniem, że forma, w jakiej Kościół przekazuje wiarę – powierzchowna, płytka, bezrefleksyjna, niejednego od tej wiary odsuwa. Dlatego w głos ateisty czasem warto się wsłuchać, tym bardziej, że niejeden chrzczony.:)

  35. Pruderia Says:

    Jeszcze jedno. Wszystkie zjawiska wymieniane przez Małgosię są zjawiskami społecznymi, z którymi zderzamy się na co dzień. Ich ocena jest prawem każdego członka tego społeczeństwa. To nie rozmowy teologiczne, a raczej dotyczące obyczajowości.

  36. defendo Says:

    Amen,Pru, podpisuję się obydwiema rękami jako „pieprzona ateistka” :D
    Logosie – mam nadzieję, że w kieszeni – noszenie otwartego scyzoryka w kieszeni może okazać się niebezpieczne dla wrażliwych miejsc, czasem jedynych wrażliwych, jakie posiada ;)

  37. TadekKuranda Says:

    Pru, masz rację, że społeczne. Toż o tym właśnie mielimy w kółko a nie o religii i wierze katolickiej, tylko o wszelkich społecznych i estetycznych aspektach „uprawiania” wiary. Bóg – jeśli jest – sobie jakoś radzi, a człowiek – jeśli jest – to też sobie poradzi.
    Nie sądzę żeby to dla kleru był jakiś problem, ta pederastia czy pedofilia, bo przecież wielu z księży… musiało się już z tego spowiadać, bo jak inni nie robili tego dość dyskretnie. No cóż, pasterze też ludzie. Nie ma to nic wspólnego z wiarą w Boga, tylko w człowieka.

  38. TadekKuranda Says:

    Moim zdaniem Ojcowie Pederaści powinni gromkim głosem domagać się zrównania praw w Kościele z innymi opcjami aby nie musieli żyć z brzemieniem grzechu i żeby mogli korzystać, jak inni, z wszelkich radości życia. Przestali by może klepać w kółko to swoje memento mori?

  39. TadekKuranda Says:

    Swietnie powiedział: (…) pamiętaj zawsze – aby otrzymać żywicę należy delikatnie zranić sosnę.

    do Świetnie: tzn. uważasz, że ten scyzoryk z krucyfiksem jest do delikatnego spuszczania soków?

  40. Świetnie Says:

    Nie, nie uważam.

    Uważam jednakże, że jest Pan ignorantem – to nie jest krucyfiks. Artysta tej klasy, co Pan, powinien o tym wiedzieć, że krucyfiks to krzyż z przedstawieniem Chrystusa.

    Ponadto uważam, że określenie „ojcowie pederaści” jest wyrazem Pana bezsilności.

    Korzystając z okazji. TP jako „myśl światła” – to mi pachnie „myślą postępową”, żeby nie napisać „jedynie słuszną”. To język wysoce marksistowsko-leninowski, co nie dziwi – wszakże TP jest mocno pokąsany kantyzmem i heglizmem. Nie jestem pewien, ale w TP nawet katolicyzmu już chyba nie ma nawet w winiecie.

  41. Pruderia Says:

    Cóż, niektórym nawet światło inaczej pachnie:)

  42. TadekKuranda Says:

    Do Świetnie: świetnie, świetnie… Nie pretenduję do konkursu na temat wiedzy katolickiej bo mnie to zwyczajnie nie interesuje i nie jest moją ambicją znać się na wszystkim co się wiąże akurat z tą religią. Wcale też nie uważam abym miał większą wiedzę o katolicyzmie niż przeciętny katolik, więc moja niewiedza mnie nie wyróżnia w żaden sposób spośród ogółu populacji. Ignorancja też… nie jest jeszcze grzechem ;)
    Jest natomiast intuicja – co bardzo lubię w ludzkości – bo jest napędem odkrywania świata. Często myśli powszechnie uważane za głupie stają się inspiracją dla postępu i wiedzy. Mówię to jako artysta „tej klasy co ja” ;) Dziękuję za przypomnienie mi kim jestem, bo wciąż o tym zapominam.
    „Ojcowie Pederaści” to skondensowana przypowieść o naturze ludzkiej a nie jakiejś boskiej. Ojcom Pedofilom też dajemy jakieś miejsce w naszym myśleniu o nich i o ich rozterkach egzystencjalnych, bo jak już powiedziałem, rozmawiamy tu nie o Bogu (bo na tym żaden człowiek się nie zna) ale o człowieku. Szukamy w tym świecie estetyki. To właśnie estetyka jest Boska. W tym świecie wszystko jest dopuszczalne co jest możliwe. Przyglądamy się mu i mówimy o swoich spostrzeżeniach. Wyodrębnianie ze społeczeństwa kasty kleru, jako specjalnie (lepiej) wyposażonych moralnie jest błędem. Właśnie dlatego krytyka tej kasty budzi oburzenie wiernych, bo w swoim posłannictwie (jak się przypuszcza) „bardziej zbliżyli się do Boga”. Oczywiście nie jest to możliwe, ale problemem jest to, że wiara w księdza i celebry nazbyt zbliżona jest do wiary w Boga. Częściej widzimy księdza niż Boga. Jest to swoisty dysonans, który uświadomiony, każe nam bronić pojęcia ideału oddzielając od niego to co ludzkie od tego co Boskie. Idź do sługi, który jest na Twoim poziomie i on Cię zrozumie a nie do króla bo ten ma ważniejsze sprawy na głowie – na tej zasadzie słudzy robią kariery.
    Na zasadzie typowych działań rynkowych i specyficznego marketingu ta kasta (kościół) stworzyła iluzję bezpośredniego kontaktu z Bogiem, choćby nazywając się sługami Bożymi. Jednak nadal są to ludzie, ze swoimi ludzkimi ułomnościami w całej okazałości. Burzy to jednak porządek rzeczy. Nawoływałem więc do wiary w człowieka, bo skoro Bóg jest ideałem to nie ma w co wierzyć. Należy zdać się na sługi boże.
    Można rozważać więc, czy wiara to zaufanie czy brak zaufania? Jak mówił Stalin, absolwent seminarium: Wieri, da nie dawieraj!

    A propos „pachnących” myśli. Może najbliższy mojemu rozumieniu świata jest egzystencjallizm? Zapewne ma to swoje wady ale kantyzm i heglizm również jest myśleniem. Nie wiem co złego w myśleniu TP? Marksizm? Powiem, że to jest też do przyjęcia. „Gówno jest dobre. Potwierdzają to całe miliardy much na wszystkich kontynentach, ale ja nie jestem muchą.”

  43. TadekKuranda Says:

    Lepiej by oddało co miałem na myśli takie stwierdzenie: Nawoływałem więc do wiary w człowieka, bo skoro Bóg jest wszystkim to nie ma w co wierzyć

  44. Świetnie Says:

    Odpowiem.

    Widzi Pan, Pan często się myli. W szczegółach. Detale są jednak ważne. W nich tkwi diabeł. Z uwagą czytam Pana teksty, bez namaszczenia i nie na klęczkach jak Pana adoratorki.

    Zwykły wizerunek scyzoryka na motywach krzyża pomylił Pan z krucyfiksem. To karygodne. Nierzetelne.

    Napisał Pan był swego czasu, że kanclerz III Rzeszy zmienił nazwisko z Schicklgruber na Hitler, co również jest kłamstwem.

    Teraz Pan pisze „Stalin, absolwent seminarium”, co również stoi w jawnej sprzeczności z faktami.

    I tak mógłbym jeszcze dużo, ale mi się nie chce, bo mam ciekawsze zajęcie.

    PS Co do Pana wywodów na temat pojmowania sztuki, estetyki, człowieka nie mam zamiaru się odnosić. To Pana problem, nie mój.

  45. Pruderia Says:

    ks. Józef Tischner
    „Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.”

  46. Juliusz Says:

    Defendo – gratuluję świetnego tekstu! Dostrzegasz to samo co inni, ale nie boisz się o tym pisać.
    Świetnie, masz Pan pecha, bo to Pan się mylisz. Widziałem takie breloczki, jest tam wizerunek Chrystusa, a zacna i taktowna autorka pewnie celowo sfotografowała „lewą stronę”.
    Sztylet na zdjęciu już bez cienia wątpliwości jest ukryty w krucyfiksie. Sądzisz Pan, że Logos Amicis zrobił fotomontaż?
    Szacunek dla rozmówcy interpretujesz Pan jako adorację. Widocznie Pan albo klęczysz, albo opluwasz. Życzliwości, drogi Panie. A może życzliwość nie przystoi wobec tych barbarzyńskich ateistów? Sorry – pieprzonych. Tak nazwał autorke jakiś inny chrześcijanin.
    Nie chcesz Pan gadać, an po prostu włazisz tutaj, żeby dokopać, wytknąc błedy, rabiesz się Pan w drzewa, a lasu Pan nie zobaczysz.

  47. Juliusz Says:

    Rany sie zagoją, Def!

  48. Pruderia Says:

    Często w ferworze dyskusji zdarza się nam popełniać omyłki merytoryczne. Często też nie pamiętamy wielu faktów z precyzją, na jaką stać znawców tematu (np. historyków). Nazywanie jednak kogoś ad personam – ignorantem, nie zaś powiedzenie -” pomylił się pan, Stalin seminarium nie ukończył, choć do niego uczęszczał.” Nie jest to aż w takiej „sprzeczności z faktami”, jest to być może zagalopowanie się.
    Pewien zadeklarowany katolik ostatnio tłumaczył mi, że należy potępiać grzech, nie człowieka. Słowo „ignorant”, jako obelga, nie ma nic wspólnego z tym chrześcijańskim pojmowaniem grzechu w tym kontekście.
    Właśnie takie postawy, pełne złośliwego, emocjonalnego krytykanctwa tak bardzo odrzucają mnie w wielu wyznawcach tej religii.
    Jeśli mowa o „adoratorkach na klęczkach”, to zdumiewa ten poziom jadu zawarty w określeniu do osób, które okazują sobie szacunek i sympatię. No, chyba, że to zjawiska tak rzadkie, że aż rażące w swoim ciepłym, pełnym tolerancji i wsłuchania się w drugą osobę wydaniu.
    Karygodne zaś wydaje mi się wyrywanie z kontekstu słów i czepianie się ich jak pijany płota. Rozwalanie fajnej, twórczej dyskusji „przysrywaniem się”. Szczególnie w pięknej atmosferze zbliżających się świąt katolickich, w których jedną z najważniejszych i uniwersalnych tradycji jest … przebaczenie.

  49. TadekKuranda Says:

    Świetnie, świetnie…. o Schinkelgruberze i Stalinie wyczytałem w tekstach historycznych dotyczących biografii tych panów. Proszę uzbroić się w cierpliwość i tych szczegółów doszukać, jeśli się Pani zechce.
    Blog wymaga, niestety skrótów i pośpieszności werbalnej bo nikt tych wypowiedzi nie będzie chciał przeczytać.

    Pojmowanie sztuki i estetyki to problem wszystkich a nie mój szczególnie. Na sztuce i estetyce zna się każdy na swój sposób i Pani i ja też – tak samo. Tak samo – na swój sposób – widzimy Boga. Inną rzeczą jest to, że nawet kiedy się zawiązuje sznurowadła, niektórzy muszą korzystać z okularów, ale nie jest to żadna specjalizacja.

    Szafot, czy szubienica, dla mnie tyle samo znaczy dopóki ten problem nie stanie się semantycznie odpowiednim, koniecznym odniesieniem. A jest. Bo Chrystusa widzę na krzyżu choć go tam nie ma. Bardzo byłby dziwny rozbiór tego pojęcia, ale też ciekawy gdyby go sprytnie wykorzystać dla wzbogacenia przekazu. Krzyż stał się krucyfiksem w trakcie krzyżowania a po zdjęciu z krzyża już przestał nim być. Wrócił do swojej poprzedniej roli, czyli stał się tą drewnianą konstrukcją na, której wcześniej ukrzyżowano już kilku innych skazańców? Dla mnie stał się i jest. Ktoś może to rozumieć po swojemu na różny sposób nazywając te same rzeczy.
    Dlatego krzyż z krucyfiksem mają dla mnie taką samą postać znaczeniową bo nie mówimy tutaj o boleściach w okolicy krzyża tylko o konkretnym odniesieniu znaczeniowym, zatem ten szczegół jest nieznaczący jako precyzja przekazu. Kura znosi jaja, czy jajka Pani zdaniem? Na tym właśnie polega wiara w to, że intuicyjnie dopowiadamy sobie więcej niż usłyszymy. Całą rzeczywistość ogarniamy więcej niż zobaczymy. Taka rzeczywistość bardziej mi odpowiada, bo jest anegdotyczna i mi potrzebna. Żeby się dobrze zrozumieć zajmujemy się tym co w wymianie informacji jest istotne dla zrozumienia problemu. Na zdjęciu Def widać jak koń – jaki jest każdy widzi co widzi – więc dookreślać tego encyklopedycznie nie potrzeba bo to tylko zaburzy przekaz bo namnoży niepotrzebnych słów. Rozmowa jest jak rzeka. Są w niej płytkie i głębokie miejsca zarazem i to tylko od nas zależy, które wybierzemy.

    Dobrze, że Pani jest panią. Skoro całuje Pani Def, to ja się dołączam! Tyle, że ja… satanistycznie i diabolicznie, bo w takim dzisiaj jestem nastroju, skoro Def leży krzyżem.

    Pru, Sama widzisz, że zapamiętuje się to co to co jest tego warte. Tischner też Góral i potrafił mówić do ludzi więcej niż słychać, i więcen niż do Boga, bo wiedział, że mówiąc do Boga nawet nie musi się wysilać na konteksty i celne pointy.
    Na marginesie Ciebie Też całuję namiętnie (skoro już zaczął się na tym blogu taki okres wymiany pocałunków) nawet gdybyś jeszcze rozsiewała ptasią grypę, i tak się opłaca…

  50. Świetnie Says:

    Ignorant – osoba niemająca podstawowej wiedzy z danej dziedziny, nieznająca się na czymś. Gdzie tu obelga? Zainteresowany sam przyznał, że „nie jest moją ambicją znać się na wszystkim co się wiąże akurat z tą religią”. Stwierdziłęm tylko fakt, nie wartościowałem. Zainteresowany po prostu nie wie czym jest krucyfiks, jak i większość z Was, więc wytłumaczyłem – powinniście być mi wdzięczni za rozjaśnienie umysłu, bowiem piszecie o rzeczy nie mając pojęcia czym w istocie jest. Spełniłem obowiązek wobec bliźniego wyprowadzając go z błędu. Cóż, nie moja to wina, że zainteresowany dalej obstaje przy tym, że on ma rację – Hitler nigdy nie zmieniał nazwiska, a Stalin nie był absolwentem seminarium. Tak trudno przyznać się do błędu?

    Przyznaję – określenie adoratorek „na klęczkach” na tym blogu jest raczej niefortunne. Przepraszam.

  51. mniemanolog Says:

    W ramach pośpieszności werbalnej napiszę jedynie, że mam na ten temat swoje zdanie i się z nim w zupełności zgadzam ;-))

  52. TadekKuranda Says:

    Świetnie! Ja ani się nie obraziłem ani słowa nie powiedziałem o jakiejś obeldze. Poproszę o więcej definicji skopiowanych z Wikipedii, jak ta o ignorancji. To słówko rzeczywiście mi się przyda w dyskusjach. Jest to jakiś sposób wymiany definicji i łatwiej się dogadać.

    Mniemano, też mam swoje zdanie, z którym zgadzam się wcale nie na siłę. Zazwyczaj, kiedy mi się tylko uda wybieram jednak werbalną śmieszność, bo bardziej pobudza krążenie ;)

  53. Pruderia Says:

    I tak oto Tadziu, Twoja wykładnia słowa „krucyfiks” , trafiła w doskonale kostyczną próżnię:) Odwzajemniam wyrazy namiętności, nie na kolanach, bo mogłoby to zostać odebrane jako nieprzyzwoite. Podobnie, jak sznurowadła, z samej swej natury rozwiązłe.
    Co do Hitlera, miało prawo się pozajączkować… ojciec Hitlera nosił nazwisko matki Schicklgruber przez jakiś czas, dopóki nie został uznany przez swojego biologicznego ojca – Hutlera z umlautem. Pisownię nazwiska zmieniono. Oczywiście nie zmienia to faktu, iż oglądając czyjś palec, trudniej nam podziwiać księżyc, choć wyciągnięty jest w tym kierunku.

  54. Świetnie Says:

    Panie Kurandzie,

    ani ja Pana nie przepraszałem, ani nie odpowiadałem Panu.

    A na dodatek pomylił Pan u mnie płcie. Nie wiem jakim cudem.

  55. Pruderia Says:

    W słowniku Kopalińskiego „Ignorant” znaczy – nieuk. Konotacja pejoratywna, trudno zaprzeczyć:) Proponuję staranniej dobierać słowa, lub słowniki.

  56. Rezerwa Says:

    Mogłabym się podpisać pod komentarzem Mniemanologa, bo moje zdanie jest być może ciasne, ale własne.
    Swietne stwierdził/o w jednym z wcześniejszych komentarzy, że
    „Małgosiu, ja o nic nie pytałem. Czytam tylko ciebie, zdanie twoich adoratorów i antagonistów mnie nie interesuje. :)” , co cytując go/je dalej, „… stoi to w jawnej sprzeczności z faktami”.
    No i jak widać Świetne nie jest tak świetne, niestety.
    Def, co nas nie zabije, to nas wzmocni.

  57. Świetnie Says:

    Wreszcie.

    Mam nadzieję, że kumata p. Pruderia wytłumaczy opierającemu się wiedzy, błędy jakie popełnia. Pan Kurandasz bowiem zachowuje się jak człowiek, który wie, że gdzieś biją dzony, ale w jakim kościele to nie za bardzo.

  58. Świetnie Says:

    Tak. Ja również polecam dobre słowniki. Zwłaszcza proszę pamiętać o wyrazie „subskrypcja”.

  59. Pruderia Says:

    Chwalebne jest wielce dążenie do precyzji w podawaniu faktów historycznych i popieram tę zacną inicjatywę,. Jednak cały efekt zabiegu psuje u Pana, Panie Świetnie ton nacechowany widoczną niechęcią do rozmówcy, z tendencją do wyłapywania potknięć, bez równowagi w postaci dialogu. Mentorski ton w połączeniu z deklaracją- „to pański problem, nie mój” , dość skutecznie wzbudza niechęć wzajemną. Zadam więc pytanie o pańską rolę w tej dyskusji. Czy jest to rola korektora tekstów? :)

  60. Pruderia Says:

    Wyłożywszy się raz na wyrazie „subskrypcja” zapamiętam ją do końca życia:) Błędy są rzeczą ludzką…. głupotą tylko popełnianie ciągle tych samych.

  61. Świetnie Says:

    Pozwoli Pani, że nie odpowiem na to pytanie. Gościny udziela mi tutaj Małgosia.

    Ze swej strony nie oczekuję również od Pani deklaracji, jaką rolę Pani tutaj pełni, bo mnie to zupełnie nie interesuje. Pani odczucia pod moim adresem także nie wzbudzają we mnie zainteresowania. Najwyraźniej mnie Pani z kimś myli.

  62. Pruderia Says:

    Pozwalam i nie deklaruję, nie muszę:))) Brak zainteresowania czyimikolwiek odczuciami na tym blogu jest aż nazbyt jaskrawy, aby z nikim Pana nie pomylić:)

  63. Świetnie Says:

    Spełniłem dzisiaj dobre uczynki.

    Wytłumaczyłem laikom i ignorantom, jaka jest różnica między krzyżem a krucyfiksem. Na tej stronie zamieszczone są trzy zdjęcia. Krucyfiks przedstawia tylko ostatnie zdjęcie. Na środkowym widnieją piękne róże, na pierwszym zaś widzimy scyzoryk w oprawie stylizowanej na krzyż. Takie są fakty. Powtarzane tutaj z uporem twierdzenie, że mamy do czynienia ze scyzorykiem w krucyfiksie, zostało przeze mnie obalone.

    Udało mi się również wykazać, że jeden z uczestników dyskusji posługuje się często – nazwijmy to delikatnie – nieprecyzyjnie, a co za tym idzie zdarza mu się oszczędnie gospodarować prawdą.

    Dobrej nocy. Może tu jeszcze zajrzę kiedyś, żeby Was wyprowadzać mozolnie z błędów.

  64. mniemanolog Says:

    Świetnie, za to pan ( pani) nie ma znajomych na Naszej Klasie;-))

  65. mniemanolog Says:

    Ciekawi mnie dlaczego w takim razie naga modelka, trzymająca krzyż , nie krucyfiks, występująca w obronie życia braci mniejszych, obraża uczucia religijne?

  66. Pruderia Says:

    Mniemanologu, za to ma misję;)

  67. mniemanolog Says:

    Tadeuszu , ktoś już tak się do mnie zwracał per mniemano, czy nasze drogi nie skrzyżowały się jeszcze gdzieś , prócz tego szacownego miejsca?

  68. mniemanolog Says:

    W TVP Religia w audycji pt „Między Sklepami”odbyła się dyskusja na temat zabijania zwierząt w celach konsumpcyjnych. W dyskusji wzięli udział również dwaj profesorowie, żaden z nich nie wyraził jednoznaczej opinii na ten temat, argumenty były za i przeciw. Jedynie ksiądz nie miał wątpliwości stwierdzając, że Bóg po to stworzył zwierzęta, by mu służyły za pokarm i odzienie.

  69. mniemanolog Says:

    Mu tzn nam ludziom. Przepraszam za brak precyzji wypowiedzi

  70. defendo Says:

    Świetne nas wyprowadził… w pole. Tak się składa, że zdjęcie scyzoryka to też krucyfiks, odwróciłam, żeby nie nazbyt zranić.
    Internet ma jedną, cudowna cechę – nikt mnie nie może trzymać za klapy, kręcic w tłustych łapskach guzika eleganckiej garsonki albo w inny sposób zmuszać do rozmowy.

  71. TadekKuranda Says:

    Pru, i tak przewyższasz mnie o głowę, więc Ty klęcząc a ja stojąc stworzymy misyjną grupę niemą znaczeniowo. A ten Świetnie to tak się obraził za tego Hitlera, i tak się zacietrzewił w swojej precyzji, i tak kurczowo uczepił tego swojego krucyfiksu, że świata już nie widzi. Postradawszy swoją precyzję, nawymyślał mi pseudonimów, próbując powtórzyć moje nazwisko. Szanuję jego troskę o precyzję cudzych(!) wypowiedzi i tę jego postawę zasadniczą. Mojego nazwiska nie ma w słowniku, więc miał prawo się pogubić. Wybaczam ;) Śmiesznie… no i świetnie!

    O ile pamiętam to Roehm (ten przywódca SA, którego Hitler uwięził i zamordował po „nocy długich noży”) sobie żartował z Hitlera właśnie w ten sposób, że mówił: Ciekawe czy to wszystko by się udało gdybyśmy musieli wołać Heil Schicklgruber!? A o Stalinie czytałem wielokrotnie i może nienajważniejsze jest to, że wstąpił do seminarium duchownego, ale długo tam miejsca nie zagrzał. Ale, że był zwykłym złodziejem i bandytą – pasjami napadał na banki i ograbiał pociągi, żeby zdobyć kasę m.in. na partię komunistyczną. W ten sposób, jako człowiek przydatny i pozbawiony skrupułów piął się po szczeblach kariery aż wypiął się na wszystkich po kolei. I zrobiło się przestronniej. Czystka.
    Przecież nie ma sensu nieprzytomnie walić się po głowach słownikami, kiedy opowiadamy sobie anegdotki.
    Nie całuję Cię tym razem, bo ludzie patrzą ;)

  72. TadekKuranda Says:

    Def, a gdyby zrobić krucyfiks z pętli Mobiusa? Wtedy miałby tylko jedną stronę, z której strony by się nie popatrzyło.

  73. TadekKuranda Says:

    Krucyfiks to ‘krzyż z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa’; jest to wyraz znany we wszystkich chyba języka europejskich, por. np. czes. krucyfix, serb. i chorw. krucìfix, niem. Kruzifix, franc. crucifix, włos. crocifisso, hiszp. cruci fijo, ang. crucifix. Wszystkie te wyrazy mają jedno źródło – jest to łac. crucifīxus ‘ukrzyżowany, przybity do krzyża’, imiesłów bierny czasu przeszłego czasownika crucifigere ‘przybijać do krzyża’, utworzonego od rzeczownika crux, crucis ‘krzyż’ i figere ‘przybić, umocować’.
    — Krystyna Długosz-Kurczabowa, Uniwersytet Warszawski

  74. TadekKuranda Says:

    Mniemanologu, nie znam Cię z innej wersji, jak ta internetowa. Potraktuj ten skrót Twojego nicka jako literówkę albo skrót, jak Def, czy Pru. W ich przypadku to jest pieszczotliwie ;)
    Piszę, prawie nie patrząc na klawiaturę i właściwie tekstów nie poprawiam, bo traktuję je jak notatki – szybką wymianę myśli. Zawsze przecież coś potem można poprawić…

  75. defendo Says:

    Świetne – jesteś moim gościem, to prawda – i nie zamierzam Cię wypraszać. Nie mam Ci też za złe braku dobrych manier, chociaż mam do Ciebie o t o żal. Goszczę tu wielu ludzi i nie chciałabym, żeby się wzajemnie lekceważyli, a Ty to robisz(vide Twoje aroganckie stwierdzenie, że czytasz tylko mnie). Do dobrych manier zaliczam również niezdrabnianie mojego imienia przez kogoś, kto wszedł tu z zasłonietą twarzą i czuje się upowrawniony do familiarności. Mówimy tu sobie po imieniu, ale spieszczamy tylko imiona znajomych i przyjaciół(łatwo się było zorientować).
    Nie nazywam nikogo ignorantem, bo – Pru ma rację – to określenie o zabarwieiu pejoratywnym. Czepiając się słów i sformułowań widzisz słomkę w oku bliźniego, a belka we własnym Ci nie przeszkada – dlatego pominąłeś milczeniem to ostatnie zdjęcie – a tam wyraźnie widać ze pochwą sztyletu jest krucyfiks.
    Jasne, że nie roztrząsamy w tej rozmowie problemów teologicznych – a raczej przyglądamy się zjawiskom społecznym. Nikt tu nikogo nie usiłuje położyć na kozetce, nie czuje się samozwańczym psychoanalitykiem, udaje nam się rozmawiać bez zacietrzewienia, a to wiele. I możemy się nie zgadzać w ocenie jakichś zjawisk, różne są też nasze poglądy, ale szanujemy je. I siebie.
    Oczywiście – masz prawo się czepiać, ale bądź łaskaw zwrócić uwagę na to, że nikt z rozmówców nie potępia osób wierzących, nie usiłuje znieważać symboli. Przeciwnie – chodzi tu o jej obronę przed banalizacją, bo – moim zdaniem – jest ona dla sacrum o wiele bardziej szkodliwa niż ataki nawiedzonych przeciwników.
    Warto czytać – również „Tygodnik Powszechny” – bo można się przekonać, że mądrzy klatolicy mają podobne poglądy. Zawsze będzie istniał katolicyzm ludowy, bo na tym m.in. polega uniwersalność chrześcijaństwa, ale nie powinien dominować, a to się dzieje. Nie powinien, bo uniemożliwia dialog, uniemożliwia poszukiwania w obrębie wiary, bo sprawia, że wielu ludzi młodych i inteligentnych czuje się odrzuconych.
    To na poważnie – a mniej poważnie – wydaje mi się, że czytasz nas nie dlatego, że jesteś ciekaw naszych poglądów, ale po to, żeby poszukać sobie możliwości walnięcia. Polecam literówki, można wtedy fajnie przejechać się po rozmówcy. Ciekawe, co byś powiedział, gdyby ktoś napisał np.Srarte, Rubin(miast Rusin), analny(bo „b” się omsknęło).
    A co do Twojej płci, to Tadeusz miał prawo się pomylić, jako że dość często zdarzało nam się czytać – tutaj i nie tylko tutaj – różne wypowiedzi świadczące o zawiści, ale ich autorkami były kobiety. Wcale mi to nie przeszkadza, skoro jesteśmy przedmiotem takich emocji, to widocznie jest czego zazdrościć :)

  76. defendo Says:

    Pomysł z pętlą – cudny! Kiedyś bawiłam się rozcinając wstęgę Mobiusa wzdłuż – i to kilka razy, już trzecie rozcięcie dało efekt przedziwny :))

  77. defendo Says:

    Mniemanologu – ta modelka obraziła obraźnickich, a plakat zrobiony w obronie zwierząt – znakomity! No i ma piękne ciało ;)

  78. mniemanolog Says:

    Tadeuszu oczywistą oczywistością jest( jak mawiał klasyk),że przyjąłem tę literówkę jako dowód mimowolnej ;-))….. sympatii.
    Małgoś masz pomysł na temat następnego wpisu, a jeśli przypadkiem mam robić za Twego muza to polecam artykuł w dzisiejszej GW. W Izraelu chcą by ktoś, kto zadeklarował się jako potencjalny dawca organów w razie konieczności miał pierszeństwo w kolejce do przeszczepu. Poszli dalej i chcą by takie pierszeństwo miała również rodzina kogoś, kto po śmierci oddał narządy do przeszczepu.
    Ja od jakiegoś czasu noszę w portfelu oświadczenie , że moją wolą po mojej śmierci jest oddanie organów do przeszczepów. Moją decyzję skonsultowałem z moją panią doktor która uznała, że coś tam jeszcze z moich organów może się przydać;-))
    Moim, tym razem nieskromnym zdaniem( tutaj powrócę do tematu wiodącego) żadna modlitwa, czy obrona krzyża przed „profanacją ” tak nie świadczy o miłości bliżniego jak właśnie zadeklarowanie się jako ewentualny dawca podrobów, do czego wszystkich serdecznie namawiam i pozdrawiam serdecznie

  79. TadekKuranda Says:

    Tak sobie próbuję przypomnieć co mnie jeszcze nie pobolewa? Napiszę karteczkę i też będę ją nosił przylepioną do karty kredytowej.
    Treść tej karteczki:
    1. Bolące nogi proszę oddać prezydentowi RP (niech siedzi na czerech literach i pilnuje interesu)
    2. zajechaną wątrobę komuś z LPR
    3. Serce to chyba na wiele kawałeczków
    44. itd

    Przypomina mi to komedię Andrzeja Wajdy, scenariusz Stanisław Lem, „Przekładaniec” z Bogumiłem Kobielą w roli głównej.
    Film jest z 1968 roku a akcja toczy się w hiperprzyszłości, czyli w roku 2000. Czasem oglądam ten film jak człowiek przyszłości. Ten film się wciąż dzieje na ekranie, ze swoimi wszystkimi niezwykle interesującymi wyobrażeniami tego jak będzie dzisiaj. Możemy tę wyobraźnię zweryfikować. Rok 68 był rokiem dziwnym na naszzej planecie, wiele się działo. Rok 2000 też ciekawy. Ale to tylko taki sentymentalny wtręt….
    Warto ten film obejrzeć. Moim zdaniem jest przezabawny. Zupełnie różni się od komedii francuskich, choćby tych z deFunesem. Bardziej przypomnina może Barbarellę, czy Hibernatusa.
    Akcja filmu rozgrywa się w roku 2000, kiedy to medycyna chlubi się już fantastycznymi sukcesami w transplantacji narządów ludzkich. Ryszard Fox, znany kierowca rajdowy, po serii wypadków na torze, często ratowany jest metodą przeszczepów. Nie ma już pewności, czy jest jeszcze tym, kim był na początku. W tej sytuacji nasuwa się wiele groteskowych, choć ważnych, moralnych i prawnych pytań…

  80. defendo Says:

    Mniemanologu – napiszę, ale poczekam aż znajomy zakończy badania, bo wielce ciekawe. Właśnie o stosunek do transplantacji pyta, mogą być ciekawe wyniki.
    Też jestem potencjalną dawczynią, bo czemu nie? Po diabła mi po śmierci watróbka czy nereczki? Dla żuczków-grabarków? Aż tak to ja przyrody nie kocham…
    Nie wiem tylko, czy znalazłby się ktoś, kto chciałby serce osoby tak………..(wpisać wszystkie możliwe wady, wiele ich tu mi wytknięto, a jeszcze wiele można dopisać).
    Izraelskie rozwiązanie jest racjonalne do bólu – kilka razy czytałam wypowiedzi ludzi, którzy na przeszczep czekają, ale równocześnie nie przyjęliby np.nerki od kogoś z rodziny(szło o osobę zmarłą), sami też nie oddaliby swoich narządów – i nie godzą się, żeby pobrano je od ich zmarłych krewnych.

  81. defendo Says:

    Tadeuszu – ja poproszę o ten kawałeczek – ale za Twojego życia.
    I w ogóle „nie żałuj mnie, nie żałuj – ino mnie całuj, całuj!” :)
    Ten film pamiętam, stary ale dobry. Eeech, były czasy – polska szkoła filmowa, polska szkoła plakatu, Grotowski laboratoryjny, Kantor… działo się, oj działo – i wrzało. I komu to wszystko przeszkadzało?

  82. TadekKuranda Says:

    Defendo, nie wiem czy nie przemawia przez Ciebie defetyzm. Powinnaś się trochę opierać ;)))

    Ale z innej bramki:
    „Ta kradzież napawa głębokim smutkiem”
    To rzecz bulwersująca, która nie powinna mieć miejsca. Ta kradzież z jednej strony zaskakuje, a z drugiej napawa głębokim smutkiem – skomentował prezes Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Rodzin Oświęcimskich Grzegorz Rosengarten informację o kradzieży napisu „Arbeit mach frei” z muzeum Auschwitz.

  83. TadekKuranda Says:

    Gdzie jest teraz ten napis?
    No dobra, żeby Wam poprawić nastrój opowiem dowcip:
    Pewien prestidigitator pracował na statku wycieczkowym na Karaibach. Widownia się zmieniała, więc iluzjonista tydzień po tygodniu pokazywał te same sztuczki. Jedynym problemem była papuga kapitana, która oglądała te numery tak długo, że powoli zaczynała rozumieć, na czym polegają. Raz zaczęła wołać w czasie pokazu: „Patrzcie! To nie ten sam kapelusz!”, „Patrzcie! Chowa kwiaty pod stół!” Magik był wściekły, ale nie mógł nic zrobić, bo jednak była to papuga kapitana. Pewnej nocy statek zderzył się z innym i zatonął.
    Magik ocknął się sam, dryfujący na jakimś kawałku drewna, na którym siedziała również papuga. Oboje się nienawidzili, więc nie odzywali się do siebie słowem przez długi czas. I tak mijał dzień za dniem…
    Po tygodniu papuga wreszcie mówi:
    – OK! Poddaję się! To gdzie jest ten cholerny statek?!

  84. Logos Amicus Says:

    Moje zdjęcie nie jest fotomontażem. Zrobiłem je tego roku w Paryżu. Ten krucyfiks połączony ze sztyletem można zobaczyć u Inwalidów, tuż obok mauzoleum Napoleona. Jest autentyczny, a pochodzi prawdopodobnie z XVII wieku (tutaj mogę się mylić).

  85. TadekKuranda Says:

    Ha! Logosie! I tu jest zagadka. Zapewne krucyfiks był własnością kogoś, kto nie mógł otwarcie nosić broni a wolał uchodzić za bogobojnego, czyli był kimś kto na szyi mając 17 cm ciężki metalowy krzyż nie wzbudza podejrzeń. Mnich? Pokutnik? Ktoś przebrany za mnicha wykonujący jakąś misję? Mordercy, który starał się niepostrzeżenie podejść jak najbliżej ofiary?
    Jeśli trzymał krucyfiks w garści to tym lepiej ukrywał jego śmiercionośną zawartość. Krucyfiks musiał być dość spory bo dla wygodnego uchwytu zaciśniętej pięści powinien mieć długość 15 cm. To właśnie sugeruje ucharakteryzowanie jego właściciela. Ciekawe czy był użyty tylko raz, więc sporządzony do jednego tylko zadania, czy był tylko obroną na wszelką ewentualność?

  86. Pruderia Says:

    Tadziu, zapominasz, że noże służą też do krojenia chleba, otwierania listów, etc. :) Przecież to niemożliwe, aby symbol miłosierdzia, miłości do bliźniego, mógł być oprawą intencji tak nikczemnych, n’est pas? ;)

  87. defendo Says:

    Mizerykordiał? Dobijanie przeciwnika może być aktem łaski? Dzisiaj też?

  88. oceanofstupidity Says:

    To połączenie krzyża z nożem na pewno wymyślił jakiś ateista ;)

  89. TadekKuranda Says:

    Ten krucyfiks przedstawiony na zdjęciu jest oczywiście breloczkiem, ale idea polegająca na tym aby czynić zło będąc ukrytym za ołtarzem jest stara jak świat. Dlatego pozwoliłem sobie na mroczne konfabulacje… Poniekąd z tego żyję ;) Czuję się więc rozgrzeszony.

  90. oceanofstupidity Says:

    To prawda ale warto też założyć tę drugą możliwość. Kiedyś oglądałem film, którego fabuła dotyczyła wyborów prezydenckich. Jeden z kandydatów był już właściwie spisany na straty. Jednak sfingował zamach na siebie samego i w związku z czym jego notowania podskoczyły, bo wiadomo kto ewentualnie mógłby na jego śmierci skorzystać.
    Znikać muszę. Miłego wieczoru.

  91. mniemanolog Says:

    Bywało w historii KK ,że papież zlecił zabójstwa niewygodnego kardynała, a mord odbył się w kościele w trakcie mszy. Kto mi nie wierzy niech sprawdzi ;-))Widoczny na fotce sprzęcik idealnie się do tego nadawał.

  92. defendo Says:

    Nie ateista, Oceanie. Daruj, ale to typowe dla katolików – „co złego, to nie my”.Stosy też podpalił KK. A Rodrigo Borgia był papieżem.

  93. defendo Says:

    Tadeuszu – co zrobić, żeby kociątka nie zniszczyły na amen ogromnej juki, którą hodowałam 10 lat? Traktują ją jak zastępcze drzewo, odkąd nastały mrozy i wolą nie wyściubiać nosków z domu. I jak je ciut odchudzić? Wygladają – oba – jakby połknęły piłki z Euro 2012 i igrzyska wiszą na włosku – znów będzie na mnie, jakby co. Papkin wygląda w miarę normalnie, ale Exo(ten szary) ma dziwną sierść – mięciutką i tak gęstą, że można go głaskać w każdą stronę, bo nie czuje różnicy. To prawda, że koty mieszkające niepojedynczo są szczęśliwsze, ale nieprawda, że kot to „ciche” zwierzątko. Te od Ciebie są zaledwie dwa, ale mieszkanie niszczą jak stado bawołów, galopując jak tabun koni a potem włążą pod kołdrę(moją lub dziecka) z minami niewiniątek i obgryzają nam paznokcie, nieważne, których kończyn. Słodkie zbóje.

  94. Pruderia Says:

    Def, kiedy mój Absurd wykopał mi wszystkie rośliny z doniczek, po prostu nasypałam żwirku na wierzch. Przestał. Możesz tę nieszczęsną jukę psiknąć specjalnym sprayem, który odstrasza koty. Kupisz u weterynarza.
    ( przepraszam, że się wtrANcam)
    Jak odchudzić koty? – Mniej karmić:)

  95. YOYO Says:

    ahuj!!
    nie mam na ten temat zdania,a jeśli nawet mam,wolę się upić,nic do dodania

  96. oceanofstupidity Says:

    Myślę, że obie strony stosują te same chwyty dlatego słusznie zakładam, że ten scyzoryk mógł zrobić każdy. Tak ateista jak i katolik czy cyklista. ;-)

  97. TadekKuranda Says:

    po kolei. Najpierw w sprawie odchudzania Twoich kotów.
    Kluska dorastała osobno ale miała podobne cechy morfologiczne, więc jedyne co można wywnioskować to tyle, że mają to po ojcu genetycznie i w ich wieku dojrzałym będziesz musiała zrobić specjalny wybieg i fosę wokół domu, nie wspominając o kratach i wszystko tylko po to aby ocalić okoliczną ludnąść. Ty i Twoje dziecko oszczędzicie na pedicure i manicure majątek, ale jako koci psycholog mogę powiedzieć tyle, że koty Was kochają i to znaczy w ludzkim języku: mógłbym Cię zjeść. Moja Siksa (nazwana tak bo obsikuje różne rzeczy pozostawione. Oczywiście z dbałości o prządek), jeśli śpię dłużej niż do godz. 7.00 siada mi na piersi i obgryza nos i próbuje wylizywać mi oczka. A potem kiedy ją przegnam usiłuje się dogadać z moją ręką w sprawie głaskania. Jeśli ta ręka zniknie pod kołderką, to próbuje namówić drugą – ta też znika. „Kiciuś! Rączki jeszcze śpią… spitalaj stąd! Ostatnia subtelna faza budzenia to obgryzanie paznokci i palców u stóp. Nóżki też uciekają pod kołderkę. No i faza „kaskader”, czyli skakanie z półki na cel. Celem jest oczywiście żywy człowiek. Taki skok na brzuch może rozwścieczyć, dlatego człowiek broni się leżąc na boku jak najbliżej ściany z poduszką na głowie. O turlaniu po podłodze hałasujących przedmiotów nie wspominam bo to banalnie proste. Śpiący jeszcze człowiek rezygnuje ze snów i zamiast przemierzać senne zielone łąki jego mózg wysila się żeby odgadnąć czym właśnie turla kot po podłodze. Tę fazę snu należy uznać za czuwającą, więc co to za sen? Kot wie, że możesz być w głębokim śnie ale też wie, że tak nie jest i jesteś jak kot – czuwasz przez sen i wszystko słyszysz. Nawet nie zauważysz, kiedy zaczniesz myśleć jak kot. Kot szybciej nauczy się myśleć jak Ty, więc niewiele czasu zamie mu to żebyś nauczył się myśleć jak kot.
    Swoją drogą wymyśliłem uczciwe losowanie w totolotka. Otóż: kostkę do gry turla po podłodze kot.
    Kota trudno przekupić bo jest za cwany. Kupiłem w Rossmanie kocie ciasteczka i inne smakołyki pod choinkę dla Pogusia moich rodziców. Kiedy wszyscy pójdziemy po prezenty okaże się, że Poguś nie czekał na Mikołaja i wszystko wyżre kiedy nadejdziemy.
    WESOŁYCH ŚWIĄT!

  98. TadekKuranda Says:

    Znalazł się napis z oświęcimskiej bramy – ARBEIT MACHT REI. Ukradło go 5 mieszkańców „południowej Polski” (od 20-440 lat). Napis przecięty był na 3 części. Na razie nie wiadomo jaki był motyw tego czynu.
    Sprawcy przebywają w areszcie.
    Moim zdaniem to byli to zwykli złomiarze a nie antysemici, ludzie Mosadu, neohitlerowcy, miło9śnicy staroci i pamiątek historycznych. Złomiarze potrafią rozmontować w ciągu nocy 2 km kolejowej trakcji elektrycznej pod wysokim napięciem.
    Jednak taka praca jednak nie czyni wolnym i nie dla wszystkich wszystko jest wszystkim

  99. TadekKuranda Says:

    news! Sprawcy to mieszkańcy woj. Kujawsko-Pomorskiego

  100. TadekKuranda Says:

    Wracając do czaszek. Tym razem jednak bez rozważań o estetyce śmierci gruntującej złudzenie siły wyznania a raczej (w tym przypadku) będącej narzędziem polityki. Rozważań bez prób weryfikowania faktów na to co dobre a co złe i czemu służy a jedynie… przyglądaniu się.
    Była Czermna i inne a jest ich o wiele więcej na całym swiecie. Przyglądając się narodom i analizując to co „robią” ze śmiercią wyobrażam sobie taką zbiorową osobowość. Jedną. Jest mi to potrzebne do pojęcia zbiorowego Czecha, Polaka, Rosjanina, Niemca, Francuza… Ja wiem, mówimy o śmierci. Mówiliśmy o muzeum żab.

    Posłuchajcie:
    Budynki Tuol Sleng są zachowane w stanie, w jakim zostały porzucone przez Czerwonych Khmerów w 1979 roku. Reżim trzymał obszerną dokumentację, włączając w to tysiące fotografii. Kilkanaście pomieszczeń muzeum jest teraz pokrytych od podłogi do sufitu czarno-białymi zdjęciami wielu z 20 000 więźniów, którzy przeszli przez S-21.

    Inne pomieszczenia zawierają jedynie zardzewiałe ramy łóżek poniżej biało-czarnej fotografii przedstawiającej pomieszczenie w stanie, w jakim zostało znalezione przez Wietnamczyków. Na każdym zdjęciu jest przykute do łóżka, powykręcane ciało więźnia, zabitego przez uciekających oprawców na kilka godzin przed oswobodzeniem. W niektórych pomieszczeniach znajdują się sztaby żelaza i inne narzędzia tortur. Znajdują się tam razem z obrazami byłego więźnia Vanna Natha, pokazującymi torturowanych ludzi.

    Najbardziej znanym eksponatem z muzeum Tuol Sleng jest mapa z czaszek, olbrzymia mapa Kambodży ułożona z 300 czaszek i kości znalezionych przez Wietnamczyków podczas okupacji Kambodży, mająca przypominać okrutne wydarzenia z więzienia. Mapa została rozebrana w 2002 roku, ale czaszki części ofiar w dalszym ciągu znajdują się na wystawie muzeum.

  101. TadekKuranda Says:

    Tę mapę z czaszek pewne rozebrano z powodu estetyki skojarzeniowej?

    Tak sobie wyobraziłem wybudowane coś z piętnastu milionów czaszek z okresu głodu na Ukrainie w latach 30. kiedy to, również komuniści, wprowadzili przymusową kolektywizację rolnictwa. Gdyby porównać to z ogółem ofiar II Wojny Światowej (pon. 50 mln) to skala tego mordu jest porażająca. Jednak dzisiaj, pomimo takich doświadczeń, Ukraińcy są podzieleni na tych co chcą aby komuna wróciła i tych „normalnych”.

  102. TadekKuranda Says:

    i jeszcze dopisek (do powyższego) na temat naszej dzisiejszej kondycji ludzkiej, wcale nie tak odmiennej od tej z lat 30., kiedy to świat nie uwierzył w doniesienia o tym co dzieje się na Ukrainie, dzięki sowieckiej dezinformacji… która wciąż ma się znakomicie.

    „Według wypowiedzi przewodniczącego delegacji Rosji przy PACE dla agencji ITAR-TASS, Leonida Sluckiego 16 grudnia 2009 Komisja do spraw politycznych przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (PACE) odmówiła uznania poprawki do sprawozdania o głodzie w ZSRR w latach 30., która uznawała go za akt ludobójstwa wobec narodu ukraińskiego. Oficjalny komunikat w tej sprawie spodziewany jest w styczniu 2010”

  103. TadekKuranda Says:

    podaję dzisiejsze numery kotolotto: 3, 1, 1, 3, 6, 5

  104. 44m Says:

    Moi Drodzy.
    Znów wpadacie w rów ze smołą.
    Z uporem maniaka napominać próbować będę, byście moim wzorem odpuścili sobie temat kościoła. Z pierwszorzędnego placu dyskusji, strona Def zamienia się ubite pole ( Def w sumie nie reaguje na tą znaczącą zmianę).
    Dziś zeźlonym ( nie przez Was co prawda), użyję korzystając z niespodziewanej adrenaliny, niecodziennego dla mnie natężenia wypowiedzi:
    No i o co się podniecacie tym krzyżem, krucyfiksem czy krzyżakiem jak wolicie?
    A co on ma wspólnego ze zjawiskiem wiary?
    Dla mnie tyle samo co trabant z ateizmem – bez wątpienia jest to produkt ateistyczny! „Pani popatrzy co te ateisty zrobili! Trabanta!”
    Mogę dyskutować o codziennym życiu – znam się wg mnie nieźle na nim ( tak w tajemnicy powiem że oczywiście najlepiej – uważam :) )
    Nie rozmawiam o stanach ducha których nie znam.
    Def, serdeńko do Oceana napisałaś – Oceanie. Daruj, ale to typowe dla katolików – “co złego, to nie my”.
    Hamuj piętą Def.
    On Ci teraz odpisałby – A Hitler i Stalin to byli ateiści! – i ście pogadali nie?
    Wróć Def do dylematów czy zagadnień czysto ludzkich. Wg mnie to urok tego bloga i piękne miejsce dla obserwacji dysputy chociażby..
    A tak w ogóle Wesołych Świąt Kłótnicy Moi Ulubieni ;)

  105. TadekKuranda Says:

    Rów ze smołą? Może jednak smoła z rowem?
    Kiedy bóg jest jeden to wszyscy mają przechlapane bo takie jednowładztwo i tylko do jednego boga można mieć pretensje. Podoba mi się to jak sobie z radzili starożytni, choć dziś przecież też to się zdarza. Można przecież wierzyć w jakiś boski parlament i nie nurzać w błocie tylko prezydenta ;)
    Podoba mi się np taka boska posłanka:
    Ate – bogini namiętnego zaślepienia, zwiastunka zniszczenia i uosobienie kary za występki. Uchodziła za najstarszą córkę Zeusa i bogini niezgody Eris, została wygnana z Olimpu przez ojca. Agamemnon w Iliadzie mówi o niej: Ate, najstarsza z cór Dzeusa, zwodnica, co wszystkich omamia, zgubę im niosąc. Ma stopy lekkie i miękkie, bo ziemi nigdy nie tyka, lecz pląsa tuż ponad mężów głowami, ludzi tumaniąc. Już w sidła swe niejednego porwała (przeł. K. Jeżewska).
    Chodzi oczywiście o boginię głupoty.

  106. TadekKuranda Says:

    ► 2 lata więzienia za zabicie karpia przy dziecku
    ► Nowe przepisy nie są znane wrocławianom

    Mariusz Junik

    Kilka osób stało w piątek w kolejce po karpie przed nyską z karpiami na chodniku przed sklepem Astra przy ulicy Zachodniej. Niektórzy wynosili ze sobą żywe ryby, owinięte tylko w foliowe torebki. Nie wiedzieli, że w ten sposób łamią ustawę o ochronie zwierząt. Główny lekarz weterynarii zalecił przedświąteczną kontrolę sklepów i stoisk rybnych, bo wielu sprzedawców nagminnie łamie prawo.
    – Zabijają ryby w niehumanitarny sposób nożami czy tasakami. Co roku apelujemy o godną śmierć karpi-wyjaśnia Eugeniusz Ragiel, prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
    W mniejszych sklepach zdarza się, że sprzedawca obcina rybie głowę na oczach klienta. Jeśli przyglądałoby się temu dziecko, to taki sprzedający może trafić nawet na dwa lata za kratki.
    W nowej ustawie o ochronie zwierząt można też znaleźć zapis, który mówi o tym, że aby zabić karpia, trzeba być przeszkolonym, jak to zrobić, i mieć wykształcenie co najmniej zawodowe… I nie j est prawdą, że ryby nic nie czują.
    – Karp czuje zagrożenie już od chwili wyłowienia go ze stawu. Czuje ból, kiedy pływa z setką innych ryb w marketowej wannie – twierdzi profesor Wojciech Dobicki z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
    Ograniczenie wolności grozi za transportowanie karpi bez wody, a mandat- za przenoszenie ich np. ze sklepu do domu w wodzie, ale w zbyt małych woreczkach. Przepisy nakazują bowiem, by karp nie zginał ogona, lecz pływał w wodzie wyprostowany.

  107. oceanofstupidity Says:

    Tadeuszu, czy mógłbyś uściślić dlaczego wrzucasz tutaj te informacje, bo domyślam się, że nie bez powodu.

    Wracając na chwilkę do owego nieszczęsnego krucyfiksu – to był żart. Dla mnie nie jest istotne kto go zrobił. Chodzi o to, że nie można wrzucać wszystkich do tego samego worka, bo jakaś jednostka jest cięta na umyśle i jej rozum szwankuje.

    I mam jeszcze pytanie dotyczące tego artykułu:

    http://portalwiedzy.onet.pl/4869,11123,1587770,1,czasopisma.html

    „Ateiści raczej nie będą zachwyceni konkluzją, że religia ewoluowała i dzięki temu przynosiła kluczowe korzyści pierwotnym społecznościom ludzkim i ich potomkom.”

    Myślałem, że ateiści nie mają nic przeciwko religii jako takiej i zależy jedynie na utrwaleniu poglądu, że Bóg nie istnieje. Myliłem się?

  108. Świetnie Says:

    Życzę wszelkiego dobra wszystkim piszącym. Jeśli kogoś uraziłem choć jednym wyrazem napisanym tutaj przeze mnie – proszę o wybaczenie. Jestem tylko nędznym grzesznikiem, któremu niekiedy pycha i duma przesłania to, co najważniejsze. Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i do siego Roku AD 2010!

  109. TadekKuranda Says:

    Oceanie…. Wrzucam te informacje trochę jak do bigosu, bo nastrój świąteczny się zrobił.

    W kwestii karpia to podoba mi się wyrok 2 lat więzienia za zabicie karpia „niehumanitarnie”. W końcu mówiliśmy o śmierci. Święta Bożego Narodzenia mobilizują chrześcijan do mordowania innych kręgowców. Kuż widzę prokuratora, który pyta oskarżonego pyta: To było na skrzyżowaniu Powstańców Śląskich i Marszałka Piłsudskiego? I pan tego karpia tak…. niehumanitarnie? Wszystko jasne! Żadnych okoliczności łagodzących. Dwa lata więzienia.
    Wyczuwam też pewien dysonans prawny, kiedy sprawa zamordowania przed 28 laty 9 górników (21 rannych) z kopalni Wujek nie ujawniła winnych i nikt się nie poniósł kary za to co się stało.

    Nie jestem katolikiem. Przypominają mi się w święta te wszystkie święta zapłakane, rozpaczy i smutku. Pamiętam żywo wigilię w więzieniu i to, że w pewnym momencie wszystkim więźniom odebrało głos. Wszyscy mieli ściśnięte gardła i patrzyli w podłogę żeby nie było widać w ich oczach łez.

    Przypomnijcie sobie ten obraz Malczewskiego „Wigilia na Syberii”.

    A o napisie ARBEIT MACHT FREI. To też z powodu śmierci i demolowania uczuć niekoniecznie religijnych. Pewnie już nikt nie pamięta walki o krzyże na terenie obozu w Oświęcimiu? Pewnie niewielu pamięta byłego posła Leszka Bubla (nomen omen)? Ciekawe czy ktoś oglądał film Lanzmanna „Shoach”?
    … moc truchleje?
    To dlatego te wtręty. Przyglądamy się. Mówimy sobie o krzyżach. Krzyż jako symbol mam gdzieś w środku i strasznie mnie on czasem uwiera a ten na ścianie to propaganda.

  110. Pruderia Says:

    Wszystkim pięknych świąt życzę wszystkim tu piszącym. Ciepłych, wyrozumiałych, pełnych wybaczenia, bliskości, spokoju. Pełnych i radości i refleksji.

  111. Torlin Says:

    Defendo, Zdrowych, Wesołych Świąt. I wszystkiego Najlepszego – dla Ciebie i współblogowiczów
    Życzy Torlin

  112. Twist Says:

    Wszystkim ludziom dobrej woli – szczególnie tym tutaj – życzę szczęśliwego calutkiego nowego roku ;)

  113. Twist Says:

    polecam Wam film „dwunastu gniewnych ludzi”

  114. procyon7 Says:

    Hmmmm.. przeczytałem wszystkie komentarze i wydają mi się one troche nie na temat. Czy którykolwiek z polskich katolików, z małymi oczywiście wyjątkami wie w co wierzy? Czy zna swoją religię. Czytał Pismo Święte? dlaczegóż więc dziwić się że postępują oni tak a nie inaczej. Soją drogą, czy ktokolwiek doświadczył olsnienia ponownego niejako narodzenia? Spojrzenia na siebie ze zdziwieniem że jestem że istnieję?

  115. orionek Says:

    Hej, gdzie można znależć przyczynę „Zranienia”?
    Tekst na który „Zraniona” odpowiada ?

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: