Koci antrakt

Koty są skuteczne. Przez wiele lat uczyłam dziecko, że używane skarpetki – przed praniem – powinny leżeć w miejscu na nie przeznaczonym i to parami. Rezultat? Żaden. Koty nauczyły mojego syna tej sztuki w ciągu tygodnia. Koszt? Trzy nieodwracalnie zniszczone sztuki skarpetek, każda z innej pary, jedna zniszczona odwracalnie(specjalne, górskie, ukochane – teraz dziecko negocjuje ze mną cerowanie), trzy sztuki posłużyły za kuwetę. Dziecko pierze na bieżąco. Ręcznie – więc przedłuża żywot tej części garderoby. Sama radość!

Psem zawładnęły natychmiast. Papkin tak długo ssał Veri, aż zaczęła go karmić. I tak się dożywia aż do dziś. Jego brat nie życzył sobie pożywienia, za to lubi grzać się przy suce. Veri jest stronnicza – kiedy kociątka walczą ze sobą, staje po stronie karmionego, chociaż jej interwencja ogranicza się do rozdzielania przeciwników.

Jak sprawić, żeby państwo chcieli się bawić z kotami, ilekroć kotom przyjdzie na to ochota?
Znalazły sposób. Piłeczka czasem nie skutkowała, bo ludzie woleli zajmować się jakimiś idiotycznymi czynnościami jak czytanie, oglądanie filmu, sprzątanie, gotowanie itp. albo leniuchowaniem. A tymczasem zawsze można ich sprowokować do zabawy – wystarczy uważnie patrzyć, co aktualnie robią i czego do tej pracy potrzebują. Jeśli jest to pióro, kartki, łyżka, szczotka do włosów, pilot od tv czy radia, ściereczka do kurzu albo biżuteria – to zabawa jest pewna. Trzeba odczekać, wykorzystać moment nieuwagi, porwać przedmiot i gnać przez mieszkanie na oślep, wszystko jedno dokąd. Istota dwunożna rzuci się w pogoń, a wtedy można liczyć na współpracę brata-zbója, który gwizdnie drugi, równie nieodzowny przedmiot i poleci w innym kierunku. To o wiele ciekawsze niż durna piłeczka, za którą koty muszą same ganiać, a ludzie tylko rzucają. Na liście rzeczy, które znajdą się dopiero podczas gruntownego remontu mam pen-drive z najważniejszymi tekstami, pierścionek, jeden klips ze srebra i hebanu(ulubiony), mini-latarkę syna, trzy breloczki i nie  mam pojęcia, co jeszcze – to się okaże, kiedy zacznę gorączkowo poszukiwać czegoś, bez czego życie jest stanowczo mniej piękne.

Jak obudzić istotę dwunożną w środku nocy? To łatwe. Jest wiele sposobów. Można rozpocząć bratobójczy pojedynek na udeptanej – starannie – ziemi łóżka osoby, która słodko zasnęła. Można drapać drzwi – wzorem psa – tak długo, aż półprzytomny człowiek wstanie i je otworzy – wtedy udać się na strych, gdzie w skrzynkach suszą się orzechy, wywlec kilka na podłogę sporządzoną z pięknych, długich desek – i toczyć je z hurgotem porównywalnym z gradem pocisków z kałacha. Można też położyć się na poduszce na wysokości twarzy śpiącego i wpatrywać się intensywnie w jego zamknięte oczy – otworzy je po góra pięciu minutach. I jest duża szansa, że ich nie zamknie przez najbliższych 180 minut. Kocia inwencja w zakresie budzenia śpiących jest niewyczerpana, wyczerpani są budzeni,  bezlitośnie i znienacka pozbawiani możliwości wypoczynku. Niezłym sposobem jest atakowanie psiego, merdającego ogona – Veri jest cierpliwa do obrzydliwości, ale i ona szczeknie w końcu, kiedy kot się w ogon za mocno wczepi kłami i pazurami. Obowiązuje zasada – im głośniej, tym lepiej..

Wanna stwarza nieograniczone możliwości. Najlepiej wpaść do ciepłej, pachnącej olejkami wody niby przypadkiem, w końcu kot tylko spacerował po śliskiej krawędzi. A dalej to już same przyjemności – pani wywleka zwierzę, suszy ciepłą suszarką, otula ręcznikiem…frajda! Można też wskoczyć do pustej wanny i ścigać po jej dnie mydło, korek…wszystko jedno, co – i tak jest gwarancja, że za chwilę ktoś przyleci ze szmatką, bo szlaczek z kocich łap na białej emalii mu się nie spodoba.Ludzie mają dziwne gusta.
I największe „cudowności” – karmienie witaminami i innymi preparatami. Najpierw trzeba spojrzeć z wyrzutem w niewinnych oczach, potem wyrwać się drapiąc do krwi, potem drapać miejsca poza opatrunkiem, bo co sznyt – to sznyt; następnie warto zobaczyć jak wygląda kot na suficie i zjechać na windzie firanki, bo po co komu ta durna zasłona? Krew się leje, ludzie mówią różne wyrazy, których koty nie rozumieją, bo tak postanowiły… Kiedy już całe miasto, okoliczne wsie i pół Polski otrzymały informację, że konieczna jest interwencja TOnZ, trzeba nagle zmięknąć i pozwolić sobie podać te kretyńskie odżywki wprost do pyska, ale tylko wtedy, kiedy są owinięte w prawdziwe salami(tylko to najdroższe, produktów wartych mniej niż 50 zł/kg nie przyjmujemy). Ale jeśli pani je paprykę, szczypiorek, kiszoną kapustę – i nie chce się podzielić – trzeba jej to paskudztwo ukraść i zjeść natychmiast! Niech wie, kto tu rządzi!

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 38 to “Koci antrakt”

  1. cogitomen Says:

    Kapitalne, świetne, ubawiłem się po same pachy.. nie pamiętam kiedy.. mogę tak długo.. się śmiać (znam autorkę) widząc okiem wyobraźni te sceny. Udane fotki. Tylko pogratulować tak uroczego wpisu.. co niniejszym czynię; gratuluję Małgosiu.
    Pozdrawiam Cię ciepło i czule c.

  2. defendo Says:

    A może chcesz mieć codziennie ubaw po pachy? Wystarczy poprosić Tadeusza o kotkę, pozwolić mu na zamianę kotki na dwa koty, zapuścić to towarzystwo w – dawniej własnym, dziś już niekoniecznie(koty są u siebie, ja mniej) – domu i gotowe. Rozrywka gwarantowana!
    Bawią się też w „robimy śnieżek”: trzeba przywlec ręczniki papierowe i rozszarpać na drobniutkie kawałeczki…

  3. cogitomen Says:

    Dziękuję moja droga, nie skorzystam. Jeden kot jeszcze u mnie w domu „rządzi”, pies zdechł ze starości; ten to dopiero się umiał bawić w zaspach śniegowych – prawdziwych (kiedy zobaczył ja się ślizgam rozpędzał się i nurkował w śniegu; co interesujące nigdy wcześniej podobnych zachowań nie widział u nikogo). No i .. nie wspominam całej wcześniejszej menażerii rybek, chomików i reszty szczurów..

  4. TadekKuranda Says:

    Małgosia nie wyjaśniła jak było z tą adopcją 1na2. Otóż widziała wcześniej zdjęcia trójki rodzeństwa i zdecydowała się na kotkę, która była prześliczna. Była cała biała z wyjątkiem szarej plamki na łebku i szarego ogonka – Kluska. Kiedy Łukasz (syn Małgosi) przyjechał po kotkę zobaczył młodą skośnooką damę w wypielęgnowanym, białym futrze w leniwej pozie rozciągniętą na szezlongu i dwa diabły – jej braci, którzy dali popis galopad kończących się na czubku drzewa i innych diabelskich harców. Łukasz uwiedziony ich temperamentem powiedział, że jednak zabierze tych rozrabiaków a dama niech sobie tam leży. Prawdą jest co mówi Małgosia o tych kocich galopadach. Gdyby do tego dźwięku dołożyć krzyk bitewny rycerstwa to istna szarża husarii, czy Grunwald albo Kircholm… Jeszcze przydałby się do tego głos narratora i przeżycia patriotyczne murowane.
    „Spojrzymy: husaria już rozpuściła konie. Boże, co za impet! Wpadli w dym… znikli […] Aż zagrzmiało coś i dźwięk się uczynił, jakby w tysiącu kuźni kowale młotami bili. Spojrzymy: Jezus Maria! Elektorscy mostem już leżą jako żyto, przez które burza przejdzie, a oni już hen za nimi! jeno proporce migocą! Idą na Szwedów! Uderzyli na rajtarię – rajtaria mostem! Uderzyli na drugi regiment – mostem! […] Wszystko pierzcha, wszystko się wali, rozstępuje, idą jakby ulicą… bez mała przez całą armię już przeszli! Zderzą się z pułkiem konnej gwardii, wśród którego Carolus stoi… i gwardią jakoby wicher rozegnał!” (z „Potopu” Henryka Sienkiewicza)
    Niestety Kluska zakończyła swoje młode życie na ulicy trzy tygodnie temu, potrącona przez samochód.

  5. TadekKuranda Says:

    Chciałbym jeszcze dodać, że Małgosine koty obejrzały całe mistrzostwa świata w snookera na eurosporcie (całe noce nie zmrużyły oka, a potem odsypiały w dzień) i uwielbiają też piłkę nożną w tv. Bywało, że rezygnowałem z dobrego filmu bo był mecz w telewizji.
    Wyobraźcie sobie dwa uszaki z nosami przy ekranie śledzące każdy ruch piłki. Najlepsze były powtórki akcji pod bramką, wtedy zawsze (na swój sposób) komentowały próbując łapkami nadać piłce właściwy tor lotu.

  6. oceanofstupidity Says:

    Koty są boskie :) Uśmiałem się szczerze z przygód Małgosi, które nie są mi obce. Kiedyś miałem 4 koty. Przyznam się, że brakuje mi tego tupotu małych stóp, pędzących na złamanie karku ze strychu do kuchni. Do dziś się zastanawiam skąd kot wie, że akurat w danej chwili kroję marchew a nie np. wołowinę.
    Miłośnikom tych czworonogów polecam ów film:

    Zakładam, że większość jeśli nie wszyscy, już to widzieli. Jeśli nie to warto obejrzeć całą serię. Ktoś kto to wyprodukował, bardzo wiernie oddał zachowania naszych czworonożnych przyjaciół.

  7. defendo Says:

    Tadeuszu – nie upilnowałeś Kluski, no nie upilnowałeś. Powinnam była wziąć całą trójkę.
    Koty wydoroślały i zrozumiały, że tv pełni nie misję, ale coś dziwacznego i udzieliły jej permisji. Za to mają na sumieniu piękne, owalne lustro z łazienki, które miało ten walor, że wyszczuplało. Teraz nie ma już żadnych walorów, bo – zdjęte na czas remontu i nieopatrznie postawione pod ścianą pokoju – stało się „właścicielem” dwóch nowych rywali. Koty okazały się bojowe. Kot bojowy składa się z kłów, pazurów i determinacji. Kilka walnięć z rozpędu i przeciwnicy rozsypali się w drobny mak. Mak posprzątał Kopciuszek – czyli ja, chociaż pantofelki mam znacznego rozmiaru. Zła siostra musiałaby sobie pięte dosztukować, nie obciąć. Kotom niczego nie obetnę, bo zwierzę też człowiek i swoje rozkosze mieć musi, nawet jeśli mój dach w marcu zmieni się w zamtuz.

  8. defendo Says:

    Oceanie, też uważasz, że koty należą do kopytnych?
    Jasne, że wiedzą, bo wiedzą w s z y s t k o.
    Kot to wcielenie transcendencji. Czterołapa metafizyka. I kawał drania.
    Znam kilku ludzi, którzy niemal dorównują kotom i których nie można nie kochać.

  9. oceanofstupidity Says:

    Wszystko co o nich napisałaś to prawda. Kot zdecydowanie należy do kopytnych i chociaż czasem to kawał drania, nie wyobrażam sobie by w moim domu kiedyś miało kotów zabraknąć. Koty ubóstwiam nade wszystko i właśnie sobie zdałem sprawę z tego, że mój kot jeszcze się nie doczekał sesji zdjęciowej. To dlatego, że wredny a właściwie wredna zamyka oczy gdy chcę jej zrobić zdjęcie.

  10. mniemanolog Says:

    Mój futrzak był typowym kanapowcem na prawach członka rodziny. Leniwie spędzał czas i cenił sobie każde kiwnięcie łapą. Do czasu, tzn do lata, które spędzał ze mną na wsi, gdzie zamieniał się w maszynkę do zabijania. Myszy, nornice, ptaki stawały się jego łupem. Kiedyś upolował nawet młodego zająca. Gardził jedzeniem, którego sam nie zdobył. Walczył z okolicznymi psami i nie było takiej możliwości, by jakiś zbliżył się do jego terenu. Po powrocie ze wsi stawał się znów leniwym, miłym kociakiem. Niestety już odszedł do kociego raju, po ciężkiej chorobie. Nie pomogły zastrzyki, kroplówki i po 14 latach dokonał żywota. Nie mogę się zdobyć na jego następcę, nie potrafię się przełamać :-(

  11. telemach Says:

    Kota, w przeciwieństwie do psa się nie ma. Przez kota zostaje się wybranym. Kot, który mnie ma, ma na imię Karol. Niewielki.
    ;-)

  12. Twist Says:

    Zdjęcia wzruszające, szczególnie w kontekście szczęśliwego stadła. Osobowość psa, osobowości jednego i drugiego kota, osobowość syna, osobowość matki (i osobowości jej przygodnych kochanków), osobowości sąsiadek, zamordowanych gołębi…. Wszystko w jednym sosie. Ciekawy byłby film nakręcony przez kota Zanussiego. Zresztą kot Jarosława Kaczyńskiego też wiele ciekawego mógłby miałknąć.

  13. Logos Amicus Says:

    Nie wspominając o kocie Behemocie… :)

  14. gargamel Says:

    Pchlarze

  15. TadekKuranda Says:

    Pchlarze? Banalne jak ta piosenkarka, której nazwiska nie mogę wciąż zapamiętać, cytryna, czy broda? Nieważne, bo przecież o nbiczym wartym zapamiętania.
    Zauważyłem na zdjęciach Małgosinego przychówku, że wszystko nosi obroże, i nie są to obroże typu Polański, ale te przeciwpchelne.

    Jak mówił Tischner: : Jak jak co mos to mo i ciebie. Mos łowce to łowce mają ciebie, mos babe to ona tys cie mo.
    Moja mała koteczka przepadła gdzieś na cały dzień. Wróciła na drżących łapkach ledwie stojąc. Nie chciała jeść ani pić , leżała tam gdzie się ją położyło, jak flaczek. W nocy znalazłem w internecie adres kliniki waterynaryjnej całodobowej, zamówiłem taksówkę i znalazła się na stole do obdukcji. Dostała trzy zastrzyki, została obmacana, zmierzył jej pan doktor temperaturę, osłuchał stetoskopem, założył historię choroby w komputerze. Pan doktor powiedział, że nie wie co jej jest,ale zastosował typową profilaktykę. Taksówka czekała pod kliniką. W sumie kosztowalo to 180 zł.
    Tak sobie pomyślałem, że w moim zawodzie nie działa taki mechanizm, że wiem czy nie wiem , umiem czy nie to i tak się coś należy. Bez kozery powiem 500. – Laskowik. Taksówkarz zresztą też poświęcił tyle czasu co ja ale lekarz dłużej stukał coś na komputerze niż zajmował się kotem. Popatrzył na zegar na nie i znowu coś zapisał. Domyśliłem się, że liczył czas jaki nam czas, każdemu osobno?
    – Imię kota?
    – Srajda, ale niech pan wpisze siksa.
    – Czy na coś wcześniej chorował……………
    – Ale to jest kotka
    – No dobrze to zmieniam K o t k a S i k s a. Jakoś normalnie przynajmniej, a nie Orfeusz, Parys, Angelina, Sanantha…. Jedna pani minie poprawiała, że Samanta to się przez „th” pisze. Jakbym nie wiedział.

    Taksówkarz ma kasę fiskalną a weterynarz nie. Dojazd-odjazd poczekalnia = 20 zł. Pan plastyk ma kasę fiskalną w dupie. Zresztą, kasa fiskalna to żadna gwarancja czegokolwiek, bo jeszcze nikogo za to nie zgilotynowano. Nie sądzę, żeby ta willa ginekologa (na ulicy niedaleko) była z wygranej z totolotka. Podatki płacą ci co inaczej nie potrafią. No trudno w takim świecie żyjemy jaki sami sobie zafundowaliśmy, wylobbowaliśmy.

    Kiedyś Wam opowiem moją historię o złotych rybkach na Kozanowie. Zaręczam, że jest piękna.

    Pamiętacie „Zaczarowaną dorożkę”?
    Jest jakaś taka międzygatunkowa potrzeba, która kończy się szyldem.

    Zadrżałem. Druga w nocy.
    Pocztylion stał jak pika.
    I urosły mi włosy
    do samego świecznika:
    ZACZAROWANA DOROŻKA?
    ZACZAROWANY DOROŻKARZ?
    ZACZAROWANY KOŃ?

    Niedobrze. Serce. Głowa.
    W dodatku przez firankę:
    Srebrne dachy Krakowa
    jak „secundum Joannem”,

    niżej gwiazdy i liście
    takie duże i małe.
    A może rzeczywiście
    zgodziłem, zapomniałem?

    Może chciałem za miasto?
    Człowiek pragnie podróży.
    Dryndziarz czekał i zasnął,
    sen mu wąsy wydłużył
    i go zaczarowali
    wiatr i noc, i Ben Ali?
    ZACZAROWANA DOROŻKA
    ZACZAROWANY DOROŻKARZ
    ZACZAROWANY KOŃ

    II.
    Allegro sostenuto
    Z ulicy Wenecja do Sukiennic
    prowadził mnie Artur i Ronald,
    a to nie takie proste, gdy jest tyle kamienic
    i gdy noc zielono-szalona,
    bo trzeba, proszę państwa, przez cały nocny Kraków:

    III.
    Allegretto
    Nocne WYPYCHANIE PTAKÓW,
    nocne KURSY STENOGRAFII,
    nocny TEATR KRÓL SZLARAFII,
    nocne GORSETY KOLUMBIA,
    nocny TRAMWAJ, nocna TRUMNA,

    nocny FRYZJER, nocny RZEŹNIK,
    nocny chór męski CZEŚĆ PIEŚNI,

    nocne DZIŚ PARÓWKI Z CHRZANEM,
    nocne TOWARY MIESZANE,

    nocna strzałka: PRZY KOŚCIELE!
    Nocny szyld: TYBERIUSZ TROTZ,

    słowem, nocni przyjaciele,
    wieczny wiatr i wieczna noc.

  16. TadekKuranda Says:

    Moja kocia historia trwa. Trzeci lekarz powiedział po badaniach, że Siksa ma pourazową przetokę przeponową, i że jeśli nie będzie natychmiast operowana to w ciągu kilku dni umrze. Operacja kosztuje 500 zł. Co było robić? Została w kocim szpitalu i jutro rano będzie operowana…

  17. defendo Says:

    Tadeuszu – trzymam kciuki!
    I to prawda, że należymy do tych, którzy do nas przynależą. Jedni należą należycie, inni – byle jak.
    Pokazałam Bogusiowi Twoje cudne szkice – dla mnie robione i wcześniej tu eksponowane, a ten – materialista zbolały – powiedział:
    – Nooo…świetne, ale dziwię się Tadziowi, że mu się chciało…
    Po czym narysował mi Mikołaja, który był mi do czegoś tam potrzebny. Bezinteresownie narysował. Między słowami a brzegiem wrażliwości wiele zdarzyć się może.
    Moja suka, widoczna na zdjęciach, też była operowana – nowotwór, ma szczęście okazał się niezłośliwy. Badanie krwi psa kosztowało dwa razy tyle, co badanie krwi człowieka i robiło je laboratorium szpitalne(szpital ludzki). Żerują na miłości ludzi do zwierzaków.
    Jutro będę z Wami:)

  18. Diuna Says:

    piękny wpis :) szczególnie fragm. o veri i papkinie. podobno mężczyźni w sytuacjach kryzysowych też mogą wytworzyć mleko, by karmić noworodka.
    a chorej kotce życzę dużo zdrowia i przede wszystkim powodzenia. mam nadzieję, że trafiła na dobrego doktora.

  19. TadekKuranda Says:

    Diuno, dobry doktor…. Przez wiele lat byłem redaktorem poważnego pisma medycznego. Bardzo często kontaktowałem się z lekarzami w klinice, którzy stanowili również skład redakcji. Często rozmawialiśmy a ja zadawałem wiele pytań na temat kondycji ludzkiej i tego co potrzebowałem zrozumieć żeby to pismo nie miało śladów mojej naiwności. Jeśli oglądasz serial TV „Doktor Haus” i myślisz sobie „dobry doktor” to jest właśnie to czego obawiam się zawsze najbardziej, że trzeba mieć nadzieję właśnie, że się na takiego trafi. Ten serial jest boleśnie idiotyczny. Inspektor Kojak jest znacznie lepszy bo bardziej wiarygodny. Medyczne science fiction w serialach ma zbudować w naszym przekonaniu, że przecież musi być jakiś ratunek, że jest na świecie ktoś kto pomoże. :)
    Pewnie jest tak, że jeśli będziesz miała szczęście i trafisz przypadkiem na dobrego lekarza to pomoże i też tak, że jeśli będziesz miała szczęscie to przeżyjesz, albo jeśli będziesz miała szczęście to nie przeżyjesz.

    Ja w sytuacjach kryzysowych też wytwarzam mleko ale zamieniam je (jak Chrystus wodę w wino) w literki i kropki-kreski. Veri jest za stara na mleko ale ma uczucia macierzyńskie. Wszystkie dzieci i koty są nasze!

  20. TadekKuranda Says:

    Def, ja natomiast mogę się dziwić do bramki Bogusia, że jemu się chce tak gadać. o ile pamiętam aforyzm Stanisława Jerzego Leca:
    Bądź altruistą. Szanuj egoizm drugich.

  21. TadekKuranda Says:

    a ja jeszcze polecę Lecem a propos mleka:
    Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady.

  22. TadekKuranda Says:

    Stanisław Jerzy Lec
    „Słyszałem, że świat jest piękny” – rzekł niewidomy. „Podobno” – odpowiedział widzący.

  23. Diuna Says:

    nie oglądam serialu, o którym napisałeś. pracowałam w fundacji przy schronisku i tam wiele razy słyszałam, że lekarz, często z dobrą opinią, zaniedbał albo zabił zwierzę przy najprostszym zabiegu, bo wpadł w rutynę, miał zły dzień, nie wyspał się. dlatego czytając o potrzebie operacji czuję niepokój.

  24. Twist Says:

    z całego zestawu wcale nie byłoby dziwne zdjęcie kiedy Defendo karmi piersią kota ;)

  25. cogitomen Says:

    Hahahaha.. Twist urzekła mnie Twoja wizja Def – ‚jej pierś i ssący kociak’ – (wspominam o tym ponieważ zaraz po przeczytaniu Twojego wyobrażenia dopełnił mi się obrazek, ze mną w roli kotka).
    Z owym rozmarzeniem pozdrawiam Cię ciepło, a Ciebie Małgosiu ciepło i czule.. tak wiesz.. c.

  26. Juliusz Says:

    Zdjęcia fantastyczne, autorka urocza, miałem przyjemność ją poznać na piątkowym wernisażu. I już się od niej uzależniłem.
    Takich piersi szkoda na karmienie; wybacz,Def. ale miałaś intrygujący dekolt.
    Jakoś nie wyobrażam Cogitomena u Jej boku, z całym szacunkiem.

  27. Twist Says:

    Kot wrócił dzisiaj ze szpitala. Ze zdjęć rentgenowskich wynika, że miała poprzemieszczane wnętrzności. Prawdopodobnie została skopana przez kogoś. Lekarz, który ją operował (3 godziny) powiedział, że to cud, że kotka to przeżyła i jeszcze dowlokła się do domu. Właśnie leży w specjalnym ubranku pooperacyjnym, ogłupiona środkami odurzającymi. Zdjęcie szwów za tydzień. Codzienna kroplówka. Ufffffffffffff.
    Chyba namaluję coś takiego jak „dama z łasiczką” z Małgosią w roli głównej i kotem przypiętym do jej piersi. Potrzebuję tylko zdjęć jej piersi. Czy ktoś może dysponuje zdjęciami nagiej Małgosi?

  28. TadekKuranda Says:

    Twist, czyli raz jedna noga raz druga.

  29. mniemanolog Says:

    Juliuszu w pełni się zgadzam z Twoim stanowiskiem w sprawie dekoltu Małgorzaty. W sprawie uzależnienia również ;-)

  30. cogitomen Says:

    Juliuszu z całym szacunkiem, jak to ująłeś chciałbym wiedzieć; co czy też kto uprawnił Cię do publikowania podobnych opinii na temat mojej osoby. Zwłaszcza, że Cię nie znam i szczerze wątpię żebyś Ty wiedział jak wyglądam ja. Jeśli zaś mowa o uzależnieniu od przemiłej autorki, potwierdzam tyleż przeurocza co mocno uzależniająca. Pozdrawiam c.

  31. mniemanolog Says:

    Może to tylko „wina” Juliusza wyobraźni. Może nie jest aż tak wielka, co nie oznacza, że jest zbyt mała ;-)

  32. Torlin Says:

    Ja miałem Defendo w porywach cztery koty naraz, tylko że u mnie to troszeczkę inaczej bywało. Koty były na zewnątrz, miały otwarte okno w piwnicy (w zimie przysłonięte ścierką, aby nie wiało), w domu przebywały jedynie po to, aby się wyspać. W związku z tym nigdy nie było u mnie czegoś takiego jak kuweta, dawanie witamin, koty były dzikie. Wszystkie żyły w największej komitywie z psami.
    Ale niesamowitą rzecz widzieliśmy kiedyś z okna, do mojego psa przyszła suka z cieczką, widocznie jego właśnie sobie wybrała i w najważniejszym momencie na kark suki spadła kotka drapiąc i wrzeszcząc bez opamiętania w obronie swojego przyjaciela. Co to się działo!
    Ps. A ze skarpetkami rozwiązałem problem. Kupuję 10 jednakowych par.

  33. defendo Says:

    Twist – życzę kotce powrotu do zdrowia :)
    A temu bydlęciu, które ją skopało – żeby ktoś skopał je równie boleśnie – i żeby akurat skończyły się w szpitalu wszystkie środki przeciwbólowe i żeby go operowali bez znieczulenia…
    Dekolt pozostawię bez komentarza;)

  34. defendo Says:

    Torlinie – moje koty robią, co chcą, rządzą okolicą, ich rewir obejmuje nie tylko kilka pobliskich ulic, ale również ogródki działkowe, Kuweta jest „na wszelki wypadek”, bo wcześniej uważały ogród za dom, a dom za toaletę(w domu się nie brudzi…).
    Do dziś nie można zostawić otwartych drzwi do łazienki, bo natychmiast siusiają do wanny – wygląda to zresztą dość zabawnie, bo usiłują wcelować w otwór odpływu.
    W sprawie skarpetek – masz absolutną rację, ale moje dziecko potrafiło „załatwić” nawe 10 par. Koty nauczyły – i już po problemie. Pierze, zgrzyta zębami, ale pierze;)

  35. Twist Says:

    Siksa leży w łóżeczku w tym swoim szlafroczku. W nocy jakoś potrafi się z niego wydobyć, ale Tadeusz potrafi ją rano ponownie ubrać, wkładając łapki w odpowiednie rękawki i sznurując na pleckach. Dmucha jej do uszek, pieści i po troszeczku zapina w gorset. On to potrafi każdego omamić. ;) Strrrrrrrrrrrrrrrrrasznie jej się to nie podoba, to ubieranie ale siła perswazji jest ogromna. Patrzy potem na wszystkich wzrokiem skazańca, ale musimy być twardzi, inaczej rozdrapałaby sobie zaszytą ranę na brzuchu (Ma rozcięty brzuch od mostka do spojenia łonowego) bo to ją strasznie swędzi. Będzie swędzieć jeszcze przez 10 dni, do zdjęcia szwów.
    Siksa w chorobie przestała być kotem z ADHD. Wczoraj obeszła całe mieszkanie….. tyłem.

  36. defendo Says:

    Wierzę,że Tadeusz-Kaduceusz każdego omami, Twiście ;)

    Koty po kotce stadeuszowionej nie mają wprawdzie ADHD, za to są koszmarnie niezależne i roszczeniowe(TK też tak ma?).
    Papkin kocha moje paznokcie – tuż po manicure. Kocha obgryzać. Własne go brzydzą. Może powinnam mu je pomalować?

  37. Twist Says:

    Pomalowanie pazurków Papkina może by go zatrwożyło i częściej by je chował?
    Kiedy Kluska zaczęła panoszyć się po okolicy. A była cała biała, z wyjątkiem połowy ogonka. To Tadeusz wpadł na pomysł żeby ją pomalować flamastrem, jak dalmatyńczyka. Twierdził, że kotka będzie zwracać na siebie wielką uwagę, jako zoologiczna niezwykłość. Raniłoby to jednak moje uczucia, niekoniecznie estetyczne.
    Sama jestem ciekawa co to jest. Ja bym tak nigdy nie pomyślała, ale on…. Wciąż mnie zaskakuje, bo myśli jak nietoperz – wszystko do góry nogami. Wyobraźmy sobie na pastwisku krowę pomalowaną jak zebra, albo konia pomalowanego jak tygrys albo gepard. Ciekawe, bo coś dziwnego się robi z tą przestrzenią w głowie. Chciałabym to umieć nazwać. To są wszystko jego wariackie pomysły.
    Niezależny i roszczeniowy? Nieeeeeeeeeeee. Ani egotyzm, ani egoizm – nic takiego.

  38. defendo Says:

    Tadeusz jest niezwykły. I widzę – oczyma wyobraźni – jak maluje na fasadzie gomułkowskiego „klocka” zwierzęta z Lasceaux, wyjaśniając zdumionym sekretarzom partii przeróżnych, że mieszkanie skojarzyło mu się z jaskinią, absolutnie nie z troglodytami, którzy zamieszkali w bloku. Albo jak dekoruje mnóstwem ptasich piór potężny buldożer.
    A koty wyglądają jakby każdy połknął piłkę, czy to normalne, żeby tak tyły? Nigdy nie miałam tak grubaśnych kociaków :)))
    Z dumą prezentują brzuszki, przewracając się na grzbiet i każąc się głaskać. Exo miał kiedyś na brzuchu regularne czarne kropki na szarym tle, dziś ma jakieś duże, rozciągnięte owale;)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: