Czasoświadomość(kolejny fragment większej całości)

Mózg to przedziwne urządzenie. Na ogromną część jego działań nie mamy najmniejszego wpływu. Nie kontrolujemy – świadomie – czynności oddychania, trawienia, mrugania(ale przymrużanie oka to już czynność świadoma), wielu czynności motorycznych i masy innych „akcji”, a przecież nasz mózg jest ich sprawcą.  Warto więc oddzielić umysł od mózgu. Można przyjąć, że umysł to coś w rodzaju biologicznej struktury przetwarzającej informacje. I mamy następny kłopot, bo przecież nie wszystkie informacje nasz umysł przetwarza świadomie. Wiele z nich dociera do umysłu, a on je selekcjonuje – jedne odsyłając do „centrum obliczeniowego”(ta część umysłu, której nie jesteśmy świadomi), a  inne załadowuje nam do umysłu… hmmm.. „rozważającego”. Taka hipoteza jest możliwa? Póki ktoś jej nie przewróci – jest. Świadomość koncentrowałaby się więc w części „rozważającej” umysłu.

Świadomość jest  związana z aktywnością umysłu. Jest procesem. Nie mamy pojęcia, jak działa. Nagle przypomina mi się jakaś melodia, usłyszana dawno temu, fragment wiersza, który czytałam jako dwudziestolatka – i nie nie wiem, jak to się stało, jakie zjawiska zaszły w moim umyśle, które mnie zaprowadziły do cytatu z Holderlina. Mój umysł zatem nie jest mi dostępny jako całość, ale pewna jego część – tak. Oprócz świadomości jest też samoświadomość. Powiedzmy, że to coś w rodzaju możliwości koncentrowania się na sobie samym. Na tym, co dla mnie ważne – czyli na moich emocjach, moich ideach, moich przekonaniach. I ludzie robią to zaskakująco rzadko. Z reguły myślimy o innych, o czymś innym niż JA. Łatwo to sprawdzić – wystarczy sobie ustawić w komputerze jakiś brzęczyk, który co pewien czas się odezwie – i uczciwie zapisać, o czym w tym momencie myślimy. Jeśli dumamy o filmie, który oglądamy, rozmawiamy z rodzicami czy dziećmi, czytamy książkę, buszujemy w necie – to nie skupiamy się wtedy przecież na sobie samych. Może to i dobrze? Może zanudzilibyśmy się na śmierć we własnym towarzystwie? A może byłoby to działanie ryzykowne – ludzie lubią, kiedy ich system wartości nie zmienia się, lubią czuć się bezpiecznie. A taka koncentracja na sobie samym mogłaby spowodować konieczność ustawicznych zmian – hierarchia wartości utraciłaby stabilność, idee okazałyby się zbyt spłowiałe, wiara – podważalna i podejrzana.
I jeszcze jedno – moje idee, wartości, przekonania, moje uczucia funkcjonują w relacjach z ideami wartościami, uczuciami innych ludzi. Z tymi,  których już nie ma, tymi, którzy są wokół mnie lub w  pewnym oddaleniu ode mnie, tymi, którzy dopiero się narodzą. Moja autotożsamość, moje poczucie własnego „ja” dzieje się ustawicznie w kontekście „ja” innych ludzi, a jednocześnie jestem kontekstem dla ich „ja”. Wola – jako akt samoświadomości – jest zatem wolna, ale spętana kontekstem. Wola zależy też zapewne od tej części umysłu, do której nie mam dostępu, od „centrum obliczeniowego” wybierającego informacje, które przekaże dalej. Nie wiem, jak je selekcjonuje. Mechanicznie? Ocenia intensywność bodźców? Czas ich trwania? „Czyści” moją pamięć?

Po diabła to wszystko piszę? Bo wciąż chcę namalować tło rozważań o przemianie, przenieść się na grunt filozofii, po którym poruszam się o wiele pewniej.
No i jeszcze czas. Czas, który oswajam jak jednorożca. Kot Schrodingera jest żywy i martwy jednocześnie i  nie ma żadnego „teraz”.  Jeśli mam jakiś wybór – powiedzmy, że mam kupić suknię i podoba mi się kilka różnych, to świat(wszechświat) natychmiast usłużnie się powiela – i w każej z replik podejmuję inną decyzję, a konsekwencje każdej z nich są inne. W jednej sukni odnoszę sukces,w innej zauważa mnie znany wydawca, w tamtej urywa mi się ramiączko i kompromituję się wobec ludzi, na których mi zależy itd. I za każdym razem mój kolejny, zreplikowany wszechświat znów się replikuje, bo skutki tych wydarzeń – i moje, związane z nimi decyzje, są różne itd. Kot Schrodingera w jednym świecie jest więc martwy – i trzeba go pochować, w drugim – łasi się, mruczy, drapie. Skoro istnieje nieskończenie wielka, niepoliczalna ilość wszechświatów, to w każdym z nich płynie inny czas. Powielone wszechświaty przecinają się, czasy przenikają się i splątują ze sobą. A w dodatku czas nie musi być linearny, dlaczego nie miałby mieć więcej wymiarów niż jeden? Skoro przestrzeń ma więcej niż jeden? Może właśnie dlatego nie da się wyjaśnić zarówno istnienia świata jak i jego stawania się?

Prawa fizyki są – niemal wszystkie – symetryczne względem czasu, działają niezależnie od niego. Wyjątki dotyczą tylko oddziaływań słabych niektórych cząstek elementarnych. Czas natomiast intuicyjnie pojmujemy jako niesymetryczny, jako coś, co ma kierunek i czego nie da się cofnąć. Jest jednak pojęciem z zakresu fizyki, więc powinien być symetryczny, a nie jest, tzn. nie tak go odczuwamy. Einstein i rewolucja czasoprzestrzeni, która zjednoczyła czas i przestrzeń, wcześniej uważane za absolutne i oddzielne, też nie wyjaśnia asymetrii czasu. Może zatem zmysły nas oszukują i czas nie jest asymetryczny, nie ma żadnej „strzałki czasu”? A przecież rodzimy się, żyjemy, umieramy i nie można się cofnąć do czasów dzieciństwa inaczej, jak tylko dzięki pamięci. A może to niedostępna  nam część umysłu potrafi „poznać” relacje następstwa w czasie? Wtedy można przyjąć, że za asymetrię czasu odpowiada sam jego upływ.
No to sobie tło namalowałam przy akompaniamencie dziwnego chichotu. Podejrzewałam koty o wydawanie z siebie drwiących dźwięków, ale śpią, zmęczone udawaniem półdiabląt. Podłoga skrzypi inaczej, drzewa za oknami stoją nieruchomo, wiatr ucichł. Więc kto ze mnie kpi?

Zdjęcie, które tak bezlitośnie potraktowałam, przesłał mi Valmont, dziękuję!

Reklamy

Tagi: , , , , ,

Komentarze 23 to “Czasoświadomość(kolejny fragment większej całości)”

  1. TadekKuranda Says:

    Małgosiu, chichot wszechświata to nie jest jakieś permanentne novum.
    Ma swoje miejsce w rozumieniu rzeczywistości (jaką by ona nie była).
    Wygrywamy bądź przegrywamy w interpretacji tej rzeczywistości, która (akurat nas) dotyczy. Świat nie jest nigdy pojedynczy w opisie, jednoznaczny i oczywisty pod każdym względem. Taka jest jego istota.
    Jest beznamiętnie subiektywny – sobie jest jaki jest. Ty sobie, a świat sobie tak samo sobie. Nawet ten wiatr co Ci ucichł zupełnie się z Tobą nie liczy i nawet się z tego nie tłumaczy. Zegar sobie tyka, a pani w ZUSie czy PZU zaraz, jak tylko wypije pierwszą kawkę, napisze Ci wezwanie za niezapłacone składki za poprzednie miesiące nie zważając na to czy przewidujesz dożyć do końca roku i czy tak naprawdę żyjesz. Pewnie indianie żyjący np. w brazylijskiej dżungli, czyli daleko od ZUSu, później siwieją, jednak jest to kwestia perspektywy, na którą się zgadzamy. Wygramy zawsze, Kiedy się nie zgodzimy. Z zasady nie powinniśmy się zgadzać na NIC, żeby żyć w zgodzie z sumieniem.

    Podam przykład: Podpisałem umowę z PZU na ubezpieczenie mienia. W tym od zalania. Zdarzyło się, że zimą, od mrozu, pękła rura w ścianie piętro wyżej i zalało mi łazienkę. Zalanie łazienki to sprucie wszystkich kafli i wymiana wszystkiego bo wszystko było na ściankach gipsowych.
    Na wniosek o zwrot poniesionych kosztów na remont PZU odpowiedziało, że ubezpieczenie tego nie dotyczyło. Mogliby uznać szkodę gdyby zalanie spowodowała rzeka. Mieszkam daleko od Odry. Ubezpieczyli mnie poprzez zarządcę budynku automatem. Jednak mój przypadek nie jest automatem.

    Powiedziałem o tym bo piszesz o kategoriach względnych dotyczących naszego życia. Względne to takie na które się TY zgodzisz. Możliwe jest jednak ich pozycjonowanie w tych innych kategoriach, pod warunkiem jeśli tamtych nie uznasz. Zatem zasada: nigdy na nic się nie zgadzaj jest najrozsądniejsza, bo kiedy już nie masz innego wyjścia to zrobisz jak zechcesz.

  2. defendo Says:

    Ja się godzę… Znaczy – świadomie podejmuję decyzję. To zależy od mojej woli. A ta wola – pozornie wolna – zależy od kontekstów i tej niedostępnej mi części umysłu. Noże więc nie ja się godzę, ale godzi się za mnie jakiś administrator?
    Dlatego właśnie tak bardzo chcę robić, co zechcę ;)

  3. mniemanolog Says:

    Świadomość? A cóż to takiego? Może to tylko coś, co nam się wydaje. Świadoma decyzja? Znajoma szukała pracy z miernym skutkiem.Posłuchała rady koleżanki i przed następną rozmową z potencjalnym pracodawcą ( mężczyzną) skropiła się feromonami. Ma dobrze płatną , interesującą pracę. Przypadek? Świadoma decyzja pracodawcy? Znam studentkę , która feromony wykorzystuje przy każdym egzaminie. Ona robi to świadomie, ale czy egzaminator świadomie podejmuje decyzje?
    Uważam , że na nasze „świadome” decyzje ma wpływ bardzo dużo czynników zewnętrznych i jest to składowa między innymi wiedzy, doświadczenia ,oraz uczuć…..czy raczej odczuć.Te odczucia sprawiają ,iż myślimy,że podjęliśmy świadomą decyzję, która całkiem świadoma nie jest. Pozdrawiam ;-)

  4. Głos Says:

    Fajne są te mądre teksty, w których fizyka występuje, jako tło dla teatru ignorancji.

  5. defendo Says:

    Grześ – znalazłeś mi się! Ha!
    Podejmowanie decyzji należy do sfery wolicjonalnej. Przynajmniej tak nam się wydaje. Znaczy – wydaje nam się, że wola jest wolna, bo nie czujemy tych najdelikatniejszych lin i więzów. Może pora odmitologizować wolę?

  6. defendo Says:

    Głosie – tak się składa,że zanim napisałam ten tekst – wysłuchałam wielu fizyków. Takich naukowców, którzy nie wahają się powiedzieć, jak dalece n i e wiedzą. Takich, którzy mają poczucie humoru. Gadaliśmy o czasie.
    Rzadko pcham się w rejony zupełnie nieoswojone. Fizykę kocham – bez wzajemności. Ośmielił mnie Feynman i Hawking. Stać ich było na poczucie humoru, którym i mnie objęli i dotulili do piersi…pierwsi.

  7. mniemanolog Says:

    Wolna wola… to najlepszy dowcip, jaki ostatnio usłyszałem.Jak każda wolność jest wymysłem filozofów.
    Znalazłem się Małgosiu, a raczej odnalazłem;-)

  8. defendo Says:

    „Wolna rączka, ale w trybach” – Jan Kaczmarek.
    I już się nie zgubisz?

  9. mniemanolog Says:

    Ten cytat jest najwierniejszą definicją wolności.

  10. defendo Says:

    Szkoda,że nie ja to wymyśliłam;)

  11. chłodnym_okiem Says:

    Znam kilku Chińczyków, którzy mają poczucie humoru i często gadamy o Chinach. Ale na pewno nie ośmielę się pisać o sinologii i nie mogę stwierdzić, że jest to rejon dla mnie oswojony. Znam też takich absolwentów Wydziału Fizyki, którzy nie potrafili rozwiązać równania kwadratowego a często mówili na temat zasady nieoznaczoności Heisenberga. Defendo życzę Ci więcej pokory w stosunku do tematów, o których nie masz pojęcia niezależnie od tego jak mądrych naukowców wysłuchałaś.

  12. Logos Amicus Says:

    Defendo, polecam Ci książkę Feynmana: „Pan raczy żartować, panie Feynman!”
    Z niej się możesz dowiedzieć jaki Feynman miał stosunek do filozofii.
    Wspaniała i ożywcza lektura!

  13. YOYO Says:

    „Czas jest najprostszą rzeczą”Clifford D.Simak
    Będąc pijakiem,często mam poczucie zanikania czasu.Ba,nawet bywam czasem,poza czasem hehe.
    Nie znam się na fizyce,ani filozofii,edukację zakończyłem na poziomie podstawówki.Jednak zgadzam się z teorią światów równoległych.
    Co do mózgu…Giovanni Baptista Fantoni w 16wieku określił go formułą”Obscura textura,obscuriores mordi,functiones obscurissime(niezrozumiała budowa,jeszcze niezrozumialsze choroby,zupełnie niepojetne funkcje).
    Tadeusz,dzięki tobie powtórnie przeczytałem Ditfurtha,dzięki.

  14. defendo Says:

    Logosie – Feynmana czytałam. I nie tylko Feynmana. Lederman, Teresi, Hawking cenią filozofów, bo – jak mówią – ich koncepcje są dla nich ważną inspiracją.
    Chłodnym okiem – ciekawe, czy życzyłbyś więcej pokory któremukolwiek z fizyków. Zachowałeś się standardowo, co mnie zresztą nie dziwi. Kobieta, która ośmiela się myśleć zasługuje najwyżej na pobłażliwość, a co najmniej na lekceważenie. Kobieta, która nie jest fizykiem czy matematykiem – tym bardziej.
    Niewielu dostrzega, że ci najwięksi, poszukiwacze i odkrywcy, nie tylko nie ukrywają swojej sympatii dla nauk humanistycznych, ale w końcu sami stają się humanistami. Feynman nazwał historię nauki „skonwencjonalizowaną historią mityczną”(tak ją widzą etnolodzy).
    Kiedy Lederman napisał Scenariusz Narodzin, nie wahał się potem dziękować swoim inspiratorom – Demokrytowi, Russellowi, Guthriemu i i wielu innym.
    Wypisywanie recepty na „pokorę” jest ustawianiem się w roli lekarza, który nie chce z pacjentem współpracować, bo wie lepiej od niego, co dobre. Bo ma większą wiedzę, doświadczenie i „zna się”.
    Warto sobie przypomnieć, że każdy autokrata lepiej wie, co dobre dla podwładnych niż oni sami. Wiele zbrodni popełniono „dla dobra” ludzi. W trosce o to dobro wymyślono eugenikę.
    Nie wymagam szacunku. Proszę tylko o przyjrzenie się temu tłu, które maluję – i wskazaniu mi tych miejsc, w których kolory są fałszywe, bo trudno mi czasem te miejsca dostrzec. A przecież można zmienić, poprawić, przemalować.

  15. oceanofstupidity Says:

    W pierwszym momencie zastanawiałem się dlaczego tak zmaltretowałaś to zdjęcie ;) ale po lekturze twojego tekstu stwierdzam, że twoje zabiegi są jak najbardziej usprawiedliwione. Cieszę się, że moje zdjęcie się przydało. Pozdrawiam.

  16. TadekKuranda Says:

    Def, wygląd rzeczy to w przewadze raczej nasze przeczucia. Opowiem Ci taką historyjkę.
    Kiedyś pracując w ekipie filmowej kręcącej film o Witkacym w Zakopanem – „Tumor Witkacego” otrzymałem zadanie znalezienia rekwizytu w postaci prawdziwej, rzeźbionej, góralskiej psiej budy.
    Znaleźliśmy taką w Kościeliskiej. Obejście było ogrodzone, budę widzieliśmy z odległości 50 metrów ale baliśmy się wtargnąć na teren posesji bo przed budą siedział wielki pies. Przy furtce nie było dzwonka ani sposobu na powiadomienie gospodarzy, że chcemy wejść. Zaczęliśmy więc drażnić psa rzucając w jego stronę kamyki i gałązki a nawet szarpać płot i wyczynialiśmy małpie gesty. NIC. Pies ani drgnął, siedział jak samuraj. Zrozumieliśmy, że prowadzi z nami jakąś swoją stałą grę. Jak w kreskówkach Disneya podpuszcza delikwenta na odległość krytyczną i wtedy z impetem atakuje rozrywając go na strzępy. Popychaliśmy się kto pójdzie przodem. Było nas trzech. Nikt nie chciał wejść pierwszy. W końcu zaczęliśmy wyzywać się od durniów i tchórzy. Trwało to już czas jakiś aż przechodząca drogą babina spytała: A cegóz to tam kcecie dziwoki?
    – Chcemy porozmawiać z gospodarzami w ważnej sprawie ale nie możemy wejść bo ten pies….
    – Aleście wy ślepoki co cud, przeca on wystrugany z drzewna.

  17. Pruderia Says:

    Podobnie zareagowal mój znajomek na widok reklamy kleju ATLAS, w której odlany z plastiku bociek pysznił się na jakimś rusztowaniu. Był to srogi i mroźny styczeń, a kolega zawrzasnął : „kurwa, bocian w styczniu! Wszystko już się w tej przyrodzie pierdoli”.
    Co zaś do niemożliwości powrotu do dzieciństwa, nie byłabym taką pesymistką. Starość umożliwia powrót do wielu przejawów zinfantylnienia – typu robienie pod siebie , brak uzębienia i bredzenie w suahili :)

  18. TadekKuranda Says:

    Pru najmilsza Ptaszynko – a propos pierdolenia się komuś coś… projektowałem dla pewnej firmy produkującej kleje opakowania i reklamę do sklepów. Tą reklamą miał być mój znajomy siłacz, Rafał Kubacki, którego próbowałem wkręcić w te reklamy mocarnego kleju.
    Przypomnę, że Rafał Kubacki to nasz wielokrotny mistrz świata wagi open w judo absolutny ewenement na skalę światową. Strażnika teksasu kładzie lewą ręką przy goleniu, a Brucea Lee pewnie pomyliłby z chomikiem – 205 cm i 150 kg.
    Prezes firmy klejarskiej pyta mnie: a czy pan słyszał, że Gołota na trawniku przed hotelem w Sopocie komuś przylutował w ryja i trafił za to do aresztu? A co będzie jak taki Kubacki komuś przywali? Co wtedy? Zainwestujemy w reklamy i co, cały szmal sie pójdzie pierdolić?
    Odpowiedziałem: Kiedyś się mówiło, że z faceta klej jakby przyjął taki cios jak z kowadła na siebie. Ale niech pan postara sie rozróżnić boks i judo. Judo to religia a boks to mordobicie – Kubacki nikogo nigdy nie uderzył……………….. a klej to klej.
    A propos starości to zobacz Marysiu jakie koleiny staruszki kolanami wydeptały pielgrzymując do Lichienia. Starość nic nie ma do rzeczy jeśli ma się wiarę.

  19. TadekKuranda Says:

    Def – nic nie jest jakie jest, a jest ku ergonomii bardziej rzeczywiście np.
    gdyby Hitler nie zmienił nazwiska to trzeba by było wtedy mówić „Heil Schinkelgruber” – przecież to byłoby niemożliwe żeby wygrali wojnę….

  20. TadekKuranda Says:

    …. rozpoczęli

  21. chłodnym_okiem Says:

    Naukowców nie trzeba uczyć pokory. Jeżeli uważasz, że jesteś przeze mnie traktowana jako pacjent to pozwolę sobie to kontynuować. Na podstawie wieloletniej praktyki klinicznej mogę stwierdzić, że nie da się „oswoić rejonów fizyki” poprzez pogawędki z fizykami przy lampce wina.

  22. mniemanolog Says:

    Zapominamy o mocy sprawczej lampki wina , przy której kobiety są piękniejsze, a nasze zachowania zaprzeczają wszelkim prawom fizyki ;-)

  23. Cudo Says:

    umysł jest niematerialną nadstawką nad materialnym mózgiem, a dualizm ten wyznacza granicę między biologią i psychologią, nie rzekomo istniejącym światem realnym
    czas przy prędkości ponad świetlnej cofa się
    zmysły nie percypują czasu
    itd. itp.

    w pełni zgodzę się z „chłodnym_okiem”

    „Defendo życzę Ci więcej pokory w stosunku do tematów, o których nie masz pojęcia niezależnie od tego jak mądrych naukowców wysłuchałaś.”

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: