Dusza(fragment większej całości)

dehnel  2134

Najpierw wyjaśnienie. Postanowiłam  b a r d z o   uprzystępnić mój – rzeczywiście nazbyt hermetyczny – tekst. Tutaj, tam – nie. Nie ukrywam, że interesuje mnie odbiór w postaci komentarzy i ciosów, w końcu nie od dziś trenuję podwójną gardę, zwłaszcza kiedy kocham.

  • Straszliwie mnie rozdrażnił tekst kobiety, pretendujący do miana filozoficznego. W ramach buntu napisałam ko-tekst, ten rósł, rósł i się rozrósł. Ko-tekst jak koty, które zawdzięczam Tadeuszowi. Tfu! Żadne tam koty – kopytne stwory kotopodobne z odmiany rozbójników. Serio – szukam kopyt… czterołapy galopują po schodach ze strychu, gonią piłeczkę – tupią i tętnią, aż człek się za tętnice skroniowe łapie. Słodkie kociaczki mają na koncie trzy gołębie, jedną kurę, szycie psiej skóry u weterynarza, dwie palpitacje serc sąsiadek, dwadzieścia rolek ręczników jednorazowego użytku, jedną szybę, jedno lustro(walczyły z wrogimi bliźniakami), stówę rozszarpaną na strzępy, dwieście nieprzespanych nocy(moich, moich przygodnych kochanków i jednej przypadkowo przenocowywanej artystki)… Tadziu! dzięki!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dzięki Tobie – znaczy – wiem, czym było moje życie    b e z   tych.. jak je nazwać? Wysłanników TK-niebios:P

Wracam do ko-tekstu. Otóż(koty cholerne, koniec łaszenia się i łażenia po klawiaturze – i tak wiem,że wolicie suchą karmę od mojej błękitnej krwi! To JA tu piszę!)  – NIE MAM DUSZY. Nie ma we mnie na nią miejsca. Nie mieści mi się w głowie ani w sercu, w podrobach też nie. Ta koncepcja nie jest mi potrzebna – żeby zacytować faceta, który nie mówi, ale jest genialny, chociaż na wózku. Jednak przez ponad dwa tysiące lat pojęcie duszy determinowało myślenie o człowieku, a podobno ja też człowiek, chociaż koty wątpią – widzę ich kpiące spojrzenia. Platon definiuje je(pojęcie – nie koty) – chociaż(stary asekurant) nie wprost,  np. w „Fajdrosie” tak: „Wszelka dusza jest nieśmiertelna. Bo co się wiecznie rusza – nie umiera. Tylko to, co inne rzeczy porusza, a samo skądinąd ruch bierze, mając koniec ruchu – ma też koniec życia”.

Dygresja – jedynym perpetuum mobile byłażby dusza właśnie?

Dowody nieśmiertelności? Platon je ma w zanadrzu peplosu;
– życie wyklucza śmierć(więc dusza wyklucza śmierć)
– dusza ma „wiedzę wrodzoną”(sprzed narodzin ciała, de ja vu..któż tego nie zaznał?)
– każda rzecz ginie od zła; złem jest niesprawiedliwość, tchórzostwo, ciemnota – skoro zatem duszy nie uśmiercają, to już nic nie może jej zabić:D

Wystarczy? Nie?
Dusza mieszka w ciele – to jej więzienie. Ale jest niejednorodna, więc sobie  różne pokoje wybiera. Część najdoskonalsza wybrała głowę(racjonalna, rozum..widocznie nie ma lęku przestrzeni), popędowość ulokowała się w sercu, a pożądliwość w miejscu najczulszym – poniżej brzucha. Powinna dominować głowa, ale.. czyż nie jesteśmy ludźmi? Przecież z pożądliwości i popędliwości mamy wiele przyjemności(to następne komponenty naszej duszy)… Platon nie zaleca ascezy – przeciwnie – można czuć rozkosz cielesną(nawet należy), jeśli się wie, że przyjemność związana z mądrością jest wyższa, piękniejsza, miaukliwsza(cholerne koty!) od pozostałych.
A co z wolą? Człowiek lubi sobą porządzić.
I znów Platon definiuje ją „nie wprost”. W „Fajdrosie” porównuje ją do woźnicy, trzymającego lejce pary koni(w tym jednego narowistego), aż mu kłykcie bieleją. Jeden koń – rasowy, piękny, ambitny(racjonalny pierwiastek duszy), drugi – bezczelny, narowisty, pożądliwy i nieposłuszny(popędowość i pożądliwość). Zaprzężone razem, skazane na siebie, w wiecznym konflikcie, który powinien rozstrzygnąć woźnica – jeśli zdoła. Wola = furman. Full-man? Ależ skąd!  Wola jest zdeterminowana siłą pociągowych zwierząt. W dodatku na jednym z nich siadła goła baba, bo Podkowiński ją uwiecznił po czasy wsze i wszeteczne.
Woźnica – żałosny dyrygent, który ma osiągnąć harmonię z dysharmonii końskiej i rozpasanej.
Dusza ma jeszcze jedną cechę(Platon to  w końcu idealista)  dąży do dobra, do ideału, a to imperatyw kategoryczny – ma się samodoskonalić! Dusza jest więc w trakcie procesu, który nigdy się nie kończy, w trakcie poznania(i żadne koziołki poznańskie niech nie beczą, blaszane są). Dusza dynamiczna, cudna, nieśmiertelna, wciąż „w ruchu”(ergo: nieśmiertelna). Byt niezależny od ciała, chociaż ciało jest narzędziem poznania.
Platońska koncepcja duszy może więc wyjaśniać pochodzenie niepokoju, który towarzyszy naszemu istnieniu, potrzebę kreatywności(immanentną cechę człowieka), zmierzanie „ku czemuś”, chrześcijańską nadrzędność duszy nad ciałem i nieco pogardliwy do tego „więzienia duszy”(ciała) stosunek.
Platon był filozofem-poetą, Arystoteles – filozofem poważnym ponad miarę. Ponad miarę rzeczy, którą jest człowiek(jak nie kochać języka polskiego? tyle możliwości!). Kiedy więc najzdolniejszy uczeń Platona chce napisać o duszy, czyni to w formie wykładu.  Nie można tu liczyć na konie, wymyślone mity, przypowieści, homeryckie porównania. Arystoteles – jak wszyscy zdolni uczniowie – ma kompleks mistrza.  Więc – nie zgadza się z jego dialektyczną metodą, bo uważa, że przy jej pomocy można analizować tylko pojęcia niezwiązane z ciałem. A przecież dusza jest ściśle z ciałem związana(tu widać jak na dłoni hylemorfizm Arystotelesa, tj. przekonanie, że materia, aby stać się „czymś” – czyli substancją, np. kotem – musi posiadać formę; materia bez formy i forma bez materii nie są samoistne, dopiero połączone – istnieją samoistnie i realnie). Ciało – to materia, dusza – forma. Połączone – człowiek. Rozłączone – nie są bytami samoistnymi, niech sczezną!
Ergo – dusza jest śmiertelna!
„Dusza jest to pierwszy akt ciała naturalnego, posiadającego w możności życie, czyli ciała obdarzonego organami”(organami władzy????) – cytuję Arystotelesa.
Akt pierwszy, w ostatnim akcie wypala ta strzelba, zabijając duszę.
Św.Augustyn schrystianizował poglądy Platona, św.Tomasz – Arystotelesa(miał trudniej, musiał uporać się ze śmiertelnością duszy). Augustyn nazwał platoński świat idei – Bogiem. Nie, nie spłycił – uznał, że człowiek nie dąży do poznania Absolutu przy pomocy rozumu, on chce się tylko z nim emocjonalnie zjednoczyć. Tomasz połączył arystotelesowski hylemorfizm z transcendencją(ekwilibrysta), uznając Boga za cel życia człowieka. Po to mamy rozum i wolę, żeby ten cel osiągnąć.

Pytanie – czyim celem jest BÓG? Twoim? Twoim? Jej(dziewice konsekrowane uprasza się o nieodpowiadanie.. wolę innych zboczeńców)?
Jeśli jest Twoim celem – licz się z tym, że potrafi zrobić unik. Jeśli jest celem Twojego życia – zastanów się, czy On tego chce…

To tylko fragment większej całości – uprzedzałam. Pominę więc np. interakcjonizm Kartezjusza i harmonię Leibniza. Nie wspomnę o Cabanisie i Le Mettrie.
A przywołani – i niewzywani – Platon, Arystoteles, Tomasz, Demokryt, Teilhard de Chardin, Tischner – wcale nie rozważali problemu duszy. Może mówili o świadomości jako funkcji mózgu? a Może jako o funkcji ciała i rozumu?

Pozwolę sobie w dalszych  rozważaniach pisać o świadomości, autotożsamości, samoświadomości i innych – szkodliwych dla wełenek wrażliwych na mole – bzdetach. Uprasza się zamkniętych o czytanie z niezrozumieniem, pozostałych – tylko o nieczytanie ;)

Tekst ilustruje obraz Jacka Dehnela.

Tagi: , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 77 to “Dusza(fragment większej całości)”

  1. dep Says:

    Cóż… nie chcę być źle zrozumiany, ale mam wrażenie, że autorka przeholowała z alkoholem…

  2. Logos Amicus Says:

    TadekKuranda napisał ongiś: „Rzeczywiście, w D’Orseju najbardziej podoba mi się zegar na peronie”.

    Od tego czasu darowałem sobie z nim dyskusje o sztuce.
    A kiedy niedawno wobec Sarny zachował się jak cham (patrz komentarze pod poprzednim wpisem), to daruję sobie z nim dyskusje wszelkie.

    Def. za dużo tu jednak TadekKurandy, za mało Ciebie… Pasuję.

  3. Logos Amicus Says:

    Chodzi mi o to, że facet, który flirtuje (prywatnie) do rana z kobietą, a później obwieszcza to na forum publicznym, aby ją ośmieszyć i wyszydzić – zachowuje się jak ostatni palant.

    PS. Defendo, posłucham Twojej prośby.

    Cofam ponadto moje ostatnie słowa z poprzedniego komentarza o Tobie: w tym tekście -jakże pięknie i uroczo zilustrowanym – rzeczywiście bardzo dużo Ciebie jest.
    Have a nice day!

  4. Sarna Says:

    ? )))) Amicusie to niby o mnie? Sorry ale to jakieś nieporozumienie.Może ten pan musi się dowartościować, ale nie jestem skłonna aż do takich poświeceń żeby znosić jego wredne i niezbyt „wyględne” towarzystwo.
    Nawet wdzięk Defendo nie jest w stanie sprawić bym znosiła towarzystwo nadwornego kuraka )) wiec pa ))

  5. defendo Says:

    Depie, nie przeholowałam, pijam wyłącznie wino, a winem niełatwo się upić(jeśli pija się je z kieliszków, nie z cebrów). Dlaczego sądzisz, że tekst powstał w oparach alkoholu?

  6. defendo Says:

    Logosie – może powinnam wyjaśnić przyczyny, dla których ten wpis powstał.
    Wielu – jednak – czyta Platona, niewielu – Arystotelesa. Nie dlatego, że bliższy im jest idealizm, ale dlatego, że Platona „łatwo” się czyta, że operuje metaforami, analogiami, przypowieściami, że nie jest nudny. Mało tego – można odpuścić sobie jakąś część jego systemu i zająć się np.Erosem w ujęciu platońskim. Albo skoncentrować się na przyjemności, płynącej z czytania pięknych dialogów. Tej radości pozbawia nas Arystoteles, śmiertelnie poważny i uporządkowany.
    Przeczytałam coś, co napisała pewna doktorantka filozofii i uznałam, że tekst filozoficzny nie jest. Wywiązała się dyskusja. Próbowałam znaleźć w rzeczonym tekście ontologię, starałam się… i nic. Od razu zresztą „odrzuciły” mnie użyte przez autorkę przenośnie – kojarzyły mi się z Anią z Zielonego Wzgórza(metafory w rodzaju piórka na wietrze). Odrzuciła mnie więc forma. Obawiałam się, że jestem małostkowa, że w tej – nieakceptowalnej dla mnie – formie ukryta jest interesująca treść. Odczepiłam się więc od formy i zaczęłam czytać inaczej. Wtedy okazało się, że cała – prezentowana przez nią – koncepcja zupełnie mi nie odpowiada, że mam wiele argumentów, które przeciw niej przemawiają.
    Może więc forma, która mnie odstręcza, związana jest tak bardzo z treścią, że umożliwi mi to szybkie selekcjonowanie tekstów i odrzucanie tych, które są mi niepotrzebne?
    Postanowiłam napisać ko-tekst, ale zrezygnować przy tym z języka, którego zwykle w takim pisaniu używam. A niech sobie będą metafory, czemu nie? Niech pojawią się niedopowiedzenia, nieprecyzyjności – jeśli pozwolą komuś poczytać mnie „przyjemniej”.
    Chcę napisać o przemianie – to, co teraz robię, to „malowanie tła”.
    I jeszcze – ten wpis to kolejny argument na to, że filozofowie są potrzebni. Świadomie lub nieświadomie wciąż patrzymy na świat ich oczami. Ilu współczesnych chrześcijan w Polsce wie, że koncepcja nieśmiertelnej duszy nie została stworzona przez teologów? Że sięgnęli oni do dzieł starożytnych filozofów?

  7. defendo Says:

    Sarno – sądzę, że tu jest miejsce dla wszystkich – różnie myślących, różnie czujących. Byłoby mi przykro, gdybyś odeszła.
    Lubię rozmawiać. Nie po to, żeby kogoś przekonać. Rozmowa sprzyja precyzowaniu poglądów, jest znakomitą akuszerką, pomagającą przyjść na świat myślom. Jasne, że czasem przeszkadza forma, której używa nasz rozmówca, ale on c h c e rozmawiać, to wiele.
    Wiesz, że niełatwo mnie obrazić. Mogę nie lubić niektórych zachowań/argumentów – wtedy je pomijam, to wystarczy. Ten sam rozmówca często inspiruje mnie w innej sytuacji. Zdarza się, że mam inny pogląd na jakąś kwestię niż np. Logos. Ale mam słodką pewność, że szanujemy naszą odmienność, a poza tym – w wielu innych sprawach się zgadzamy. Bo nie chodzi o to, żeby się upodobnić, ale żeby różnić się.. wspólnie;)

  8. Pruderia Says:

    Widzę, że strach tu zażartować…

  9. dep Says:

    Odpowiadam Autorce.

    Przeczytałem tekst po raz drugi – sprawia wrażenie bardzo niechlujnego (styl) i posiada przynajmniej jedno przekłamanie rzeczowe, bardzo poważne. Oto bowiem Autorka pisze, cytuję in extenso „A przywołani – i niewzywani – Platon, Arystoteles, Tomasz, Demokryt, Teilhard de Chardin, Tischner – wcale nie rozważali problemu duszy.” Takie stwierdzenie jest nieprawdziwe, wprowadzić może niewyrobionego czytelnika w błąd. Święty Tomasz z Akwinu wiele pisał o duszy, że wspomnę tylko o księdze II Summy contra gentiles, w której znajdujemy sporo rozdziałów dotyczących substancji niematerialnych, w tym o duszy właśnie. Odsyłam również do Sumy Teologicznej i pomniejszch komentarzy Akwinaty.

  10. dep Says:

    A! I jeszcze jedno – umknął mi rzadkiej urody fragmencik „Pytanie – czyim celem jest BÓG? Twoim? Twoim? Jej(dziewice konsekrowane uprasza się o nieodpowiadanie.. wolę innych zboczeńców)?”

    Zaliczenie dziewic konsekrowanych w poczet zboczeńców jest wielce karkołomnym przedsięzięciem i jak rozumiem trudnym do udowodnienia. To chyba było pisane przy drugim kieliszku….

  11. gadzina Says:

    Dobrze, że zacząłem czytać od komentarzy, bo po tym co tu napisano to tekstu czytać się nie odważę… A kiedyś Defendetka była taka bardziej przystępna… Ech…

  12. defendo Says:

    Depie – to rzekome „przekłamanie” jest po prostu próbą zwrócenia uwagi na to, że filozofowie najczęściej piszą o człowieku. A wykorzystują do tego wiedzę zdobytą m.in. dzięki obserwacji, samoobserwacji, rozmowom. Może więc rozważania o duszy są w gruncie rzeczy rozważaniami o świadomości człowieka? Może to(znów narażam się na to, że mnie nie zrozumiesz, ale co tam!) bliższe psychologii niż teologii?
    Fajnie zarzucić oponentowi alkoholizm, porzucenie pięciorga drobnych dziatek i bijanie żony/męża, czymkolwiek rzucisz, błędy stylistyczne(gdzież one? wiesz, że gdybym je znalazła – poprawiłabym, ale własnych błędów nie widzimy, więc wskaż mi je) – zawsze możesz liczyć na to, że coś przylgnie, prawda? A takiego utytłańca to nikt nie zechce czytać…
    Napisałam wyraźnie, że próbuję pisać mniej hermetycznym językiem. W realu ta „większa całość” napisana jest – wierz mi – piekielnie precyzyjnie. I przez to strasznie ciężko się czyta. Próbuję pisać o rzeczach niezmiernie trudnych tak, żeby czytelnik nie rejterował po pierwszym zdaniu. Bo może to komuś potrzebne? Może potrzebne chociaż mnie?
    Nie wiem, czy coś takiego jak dusza – istnieje, ale jest taka hipoteza. Więc się jej przyglądam. Wolno mi.

  13. defendo Says:

    PruderYjo:D tutaj żart jest ceniony i cenny…
    Bo człek to wszak homo ludens, może częściej nawet niż homo oeconomicus;)

  14. defendo Says:

    Gadzino – nadal jestem przystępna – i zamierzam być. Właśnie czynię wysiłki…
    Kryminał też zaczynasz czytać od ostatniej strony? Podobno można w ciemno stwierdzić, że zabił Żelisław Żyrafa(tak łatwo pomylić kryminał z książką telefoniczną) ;)
    Miło mi, że zaglądasz… że mnie jeszcze pamiętasz :)

  15. dep Says:

    1. Co się tyczy alkoholu – nie zarzucałem Pani broń Boże alkoholizmu, nie było to moją intencją. Z dowświadczenia wiem tylko, że niekiedy incydentalne przedawkowanie np. wytwornego burgunda może znacząco ograniczyć zdolność rozsądnego pojamowanie tego, co się akurat pisze… O smętnym losie dzieci i katowaniu się małżonków nawet nie pomyślałem;

    2. W kwestii dotyczącej duszy – przwołałem napisany przez Panią fragment, bo zawierał duży bład rzeczowy. Nie było w nim mowy o tym czy jakieś zjawisko istnieje bądź nie, a jedynie zawarte przekłamanie, że jeden z wymienionych przez Panią autorów nie zajmował się podaną kwestią, co stało w sprzeczności z prawdą i co udowodniłem podając odpowiednie materiały źródłowe;

    3. No i wreszcie last but not least – proszę mi objaśnić z łaski swojej, przy którym ze zdań Pani obstaje, bo to ułatwi mi zrozumienie Pani intencji „NIE MAM DUSZY. Nie ma we mnie na nią miejsca. Nie mieści mi się w głowie ani w sercu, w podrobach też nie.” versus „Nie wiem, czy coś takiego jak dusza – istnieje, ale jest taka hipoteza.”

    Z góry dziękuję i pozdrawiam.

  16. Pruderia Says:

    Po siedmiokrotnym przeczytaniu tekstu- wybacz def…. wątpię w swą kondycję intele – szczególnie ostatnio, stwierdzam, że jeśli mam wybierać, wybieram tę duszę śmiertelną. Co za udręka, drąc się ze swym jestestwem cała wieczność… to nie ateizm, to instynkt.

  17. Pruderia Says:

    Def, o tym nie żartowaniu… to ja tylko żartowałam. Zdumiewa mnie ( tak na marginesie) jak można nie uśmiechać się do krotochwili tadkowych….. są tak subtelne … molierowskie, trochę ciutkę, jak z Gogola… cudowna mieszanka klasykow, z podmalówką jego bujnej osobowości.

  18. defendo Says:

    Pozwolisz, Depie, że nie dam sobie narzucić formy „pan-pani”
    1. Zarzuciłeś mi, że pisałam popijając alkohol. Nie piłam. Dostrzeż, prozę, żart – żartowałam, podając kolejne przykłady możliwości deprecjonowania oponenta przy pomocy „tonkich” aluzji.
    2. Każdy z tych autorów pisał o duszy, to akurat jest oczywiste. Już wyjaśniałam, że możliwe, iż sądzili, że piszą o duszy, a pisali o czymś, co można nazwać inaczej. Albo – że nazywali duszą coś, co dziś nazywamy inaczej. Mogę o to pytać, bo to moje „zbójeckie” prawo.
    3. Wyjaśniam. Ja mogę nie mieć duszy. Istnieje hipoteza, że dusza jest. Mam prawo wątpić. Mam prawo pytać. Mam prawo sądzić, że nie mam duszy. Mam prawo nie wiedzieć. A ja bardzo lubię korzystać z moich praw.
    Mówiąc: „nie wiem” zasugerowałam inną możliwość, możliwość pewnej modyfikacji tej koncepcji. O tym napiszę w następnych notkach. Między innymi o tym.

  19. defendo Says:

    PruderYjo, zaufaj instynktom ;) nie tylko swoim…
    Lubię opowieści Tadeusza(i te jego kopytne kotopodobne stwory, którymi mnie obdarował). Szkoda,że nie chce narysować mi od niechcenia czegoś, co mogłabym sobie tutaj powiesić dumnie… ;)

  20. defendo Says:

    O konsekrowanych dziewicach już pisałam. Nie bardzo mam ochotę powtarzać. Niepokoi mnie, że poczytalność tych dziewic sprawdzają inne – równie konsekrowane dziewice…

  21. hmmm Says:

    Strasznie intrygujące … i zastanawiające

  22. TadekKuranda Says:

    to jest ciekawe co jest w winiecie tego wpisu Def – te embriony w formalinie. Akurat byłem na wystawie zbiorów medycznych” cara Piotra I w Amsterdamie. To była ciekawa wystawa bo wyszedłem z niej, nie jak moja koleżanka, na miękkich nogach ale z wiarą w swój sukces jako bytu na Ziemi. Nie znalazłem się w słoiku pod koniec swojego 8-miesięcznego życia w łonie matki. Cieszyć się czy nie, że ten mój okres prenetalny nie skończył się w słoiku? Czy moja dusza gdyby zaistniałaby poza tę organizację komórek byłaby pełna, niepełna, czy w ogóle by była? Kiedy ona się pojawia? Co byłoby moją duszą?
    Kiedyś umówiłem się ze swoją przyjaciółką, naukowcem, genetykiem pracującą w AM we Wrocławiu. Nieprzeciętnym umysłem w dziedzinie genetyki. Zabłądziłem w korytarzach Instytutu. Wszedłem do sali, w której były słoje. W tych słojach mieściły się różne części ludzkich ciał. Ręce, mózgi – co chcecie. Człowiek w kawałkach , w słoiku. Podeszła do mnie młoda kobieta w kitlu.

    – Pan kogoś szuka?
    – Tak ale nie w słoiku.
    Acha, pani profesor na drugim piętrze.

    Wszystko jest do przyjęcia. Musi być jednak nasza zgoda na to czego nie wiemy i nie widzieliśmy wcześniej. Musi być zgoda na zasady, których nie poznaliśmy wcześniej, a które nie mieszczą się jeszcze w naszym rozumieniu poprawności. Mówimy, że nienaturalne. Genetyk powie, że w naszym rozumieniu niepoprawne ale przecież możliwe i logiczne a nawet konieczne dla rozwoju. Powiemy, że bliźnięta syjamskie zrośnięte głowami to wynaturzenie. A genetyk powie, że natura zawsze popełnia błędy i to jedynie my je selekcjonujemy wedle własnych wyobrażeń o tym co poprawne. Nasze działanie jest właśnie wynaturzone, kiedy naturę poprawiamy. Poprawiamy też nasze rozumienie o to co możliwe. Skoro pojawiła się dusza, to poszukujemy sytuacji kiedy ona jest możliwa wywodząc nasze rozumowanie z tych domniemanych, kiedy nie jest możliwa. W słoiku? W ciele wywiedzionym z monstrualnej moruli? Z rozumu? Ale jakiego? Którego? Wraca wciąż to, że żadna forma niezdolna do życia nie jest uprawniona. Znowu to samo: jak długie życie można nazwać zdolnością do życia? Rok czy sto lat? Co lepsze?
    Poruszamy się w świecie pojęć utworzonych przez własną naiwność. To co jest, przecież nie potrzebuje weryfikowania, selekcjonowania, hierarchizowania i nazywania żeby istnieć. My nie jesteśmy Bogu potrzebni, to raczej nam jest potrzebny Bóg. Tylko nam – ludziom.
    Platon, Arystoteles, Tomasz, Demokryt, Pomoponazzi, Teilhard de Chardin, Tischner to tylko kulturowe skróty, które do niczego nie wiodą, do rozwiązania żadnej zagadki. To są uspokajające kołysanki cywilizacji. To tylko ikony płonnych dywagacji.

  23. TadekKuranda Says:

    podpowiedź: Uprawnione są te byty, które mogą się reprodukować.

  24. Pruderia Says:

    Tadku, czy coś, co wynika z poznania natury, nie wynika aby z natury? Tak tylko…. plum, mimochodem.

  25. gadzina Says:

    Defendo miła… Pomimo mojego bardzo ograniczonego umysłu, rozróżniam kryminał od Twojego pisania. Różnica polega na tym, że w kryminale to autor morduje kogo chce a tu niektórzy chcą zamordować autora sami siląc się na ofiary. Ponieważ zarówno kryminał jak i niektóre Twoje teksty są dla mnie za trudne to czytam je od końca. Jest jednak jakaś nadzieja po końce podobno zawsze są dwa. Może kiedyś zacznę od właściwego.
    Wbrew pozorom i plotkom jestem wierny do bólu, wiec sobie czasem zaglądam zgodnie z trendem równouprawnienia lansowanym przez jedną z bliskich mi osób, że kobiecie wolno wszystko (czytaj: spóźnić się, nie przyjść na spotkanie bez podawania powodów lub zmienić obiekt westchnień z dnia na dzień itp. ) a facet ma jeszcze za to przeprosić. Ale to tylko stan umysłu a nie duszy wiec zupełnie nie na temat.

  26. TadekKuranda Says:

    Pru/Plum – ależ i tak i nie, to zależy jak szeroko chcemy o tym mówić. Poznanie to świadomość ale czy już byt? Takie rozważania są możliwe tylko wtedy kiedy myślimy, ale przecież tylko rozważania.
    Powołałbym się na Cogito ergo sum – zdanie które stanowi podstawę filozofii Kartezjusza. Czy to znaczy, że jeśli nie myślę to mnie nie ma? Natura przeze mnie, swoją cząstkę, poznaje samą siebie? Kiedy jestem? I co to znaczy byc? No tak. Żeby myśleć muszę zaistnieć – bo skoro myślę to znaczy, że jestem, choć myślenie nie jest warunkującą właściwością bytu. Są przecież byty nieobdarzone możliwością poznania, a przecież są.
    Dalej.
    David Hume w Traktacie o naturze ludzkiej: „co do mnie, to gdy wnikam najbardziej intymnie w to, co nazywam moim ja, to zawsze napotykam na jakąś poszczególną percepcję. (…) Nie mogę nigdy uchwycić mego ja bez jakiejś percepcji i nie mogę nigdy postrzegać nic innego niż percepcje. (…) mogę zaryzykować i twierdzić, że reszta ludzi to nic innego niż wiązka i zbiór percepcji, które następują po sobie z niepojętą szybkością i znajdują się w nieustannym stanie płynnego ruchu.”
    Nie wynika stąd co prawda, że ja nie istnieje, a jedynie, że nie możemy stwierdzić jego istnienia z cała pewnością – jednak kartezjańskie cogito traci swą moc. Jest do pomyślenia, że ja jest postrzegającym siebie postrzeganiem, a nie istniejącą substancją.

    Immanuel Kant argumentował z kolei, że cogito jest tautologią – kartezjańskie myślenie jest jednoznaczne z istnieniem i jako takie nie może samo siebie potwierdzać.

    Dyskusja ta, właściwie na argumentach Kanta powinna się skończyć ale zaręczam, że tych argumentów z wielu źródeł są tomiszcza opasłe i w zasadzie też do niczego nie prowadzą oczekując na myśl światlejszą niczego nie tracą.

  27. TadekKuranda Says:

    Jeszcze dopisek w ramach porządkowania myśli:
    Argument podobny do cogito spotykamy również u Augustyna w jego dziele O państwie Bożym.
    Sformułowanie Augustyna brzmi si fallor, sum (jeśli się łudzę, istnieję). Kartezjusz formułuje tę myśl w formie niehipotetycznej. Augustyn nie przywiązywał większej wagi do tego argumentu i też go specjalnie nie rozwinął. Do Kartezjusza należy zasługa zwrócenia uwagi na jego znaczenie.

  28. dep Says:

    Bardzo interesujący wpis na temat kartezjańskich słów cogito ergo sum. Ze swej strony przytoczę wielce ciekawą powiastkę, która w sposób definitywny rozprawia się z Kartezjuszem.

    26 stycznia 2005 roku przeczytałem w prasie o Ricie Fedrizzi Pianello z Lario, szczęśliwej 41 letniej mężatce, nauczycielce języka w liceum, matce trójki dzieci, która umarła trzy miesiące po narodzinach najmłodszego syna, Fryderyka.

    Rita umarła, ponieważ urodziłą Fryderyka, nie chciała zabić syna, gdy był tak mały jak zarodek w probówce, a nie jak noworodek. Prasa pisałą, że Rita wraz z wiadomością o ciąży otrzymała też informację o raku, który zaczynał ją pożerać. Dwa początki, dwie „rzeczy” jeszcze tak małe. Była możliwość usunięcia obydwu, właśnie dlatego że na początku były małe. Ale by zniszczyć nowotwór, trzeba było też zniszczyć zarodek. Rzeczywiście, lekarze natychmiast doradzili aborcję, a żeby rada miałą większą wagę, uczynili to też na piśmie. Jednak Rita wzięła w obronę swego małęgo syna, prawie niewidocznego, cichego, dopiero co odkrytego, tę maleńką „rzecz”, być może mniejszą od nowotworu. „Nie – powiedziałą – to jakbym zabiła jednago z dwóch chłopców, których urodziłam. Nie mogę ratować własnej skóry, zabijając dziecko”.

    Dotychczas wszystkie gazety opowiadały tę historię ze wzruszeniem – także te, które prawie codziennie upierają się przy wyszukiwaniu argumentów przeciw twierdzeniu, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia. Po co wciąż poszukiwać pięknych świadectw, które potwierdzają nasze człowieczeństwo przed narodzinami? Które z nich jest najważniejsze? Największym świadectwem jest nie tyle odwaga i hojność Rity, ile fakt, że nikt naprawdę nikt nie twierdzi, że była ona szalona czy głupia. Nikt nie twierdzi, że jej decyzja była niemoralna. Ponieważ jeśli Fryderyk nie byłby Fryderykiem od samego początku, lecz jedynie zlepkiem komórek, „kawałkiem mięsa”, „rzeczą”, to właściwie należałoby powiedzieć, że przez głupią wiarę Rita uciekła od swojej odpowiedzialnośći jako matki dwóch chłopców i żony. Nie inaczej powiedzielibyśmy o matce, która wybrałaby śmierć zamiast wycięcia migdałków czy wrośniętego paznokcia. Wszyscy, naprawdę wszyscy, czytając gazety, ze łzami w oczach mówili „Rita jest bohaterką”. Na myśl przychodzą słowa Cycerona: „To, co zawsze, przez wszystkich i wszędzie jest przyjmowane, to jest prawdziwe”.

    Jeśli wszyscy uważają, że to, co uczyniłą Rita, jest szlachetne, oznacza to, że wszyscy uważają, że Fryderyk od momentu swojego pojawienia się z niczego nie był jak migdałek czy wyrostek robaczkowy. Nie był rzeczą. Był istotą ludzką. Był Fryderykiem. Prawie wszyscy świadczą z głębi swych serc i umysłów, że Rita racjonalnie potwierdziłą, nie tylko słowami, ale i czynem, iż nienarodzony jeszcze Fryderyk ma taką samą wartość jak jej dwaj już narodzeni synowie. Uczyniła to w sposób bardzo racjonalny.

    Cogito ergo sum wedle mojej opinii jest bardzo „rasistowskim” twierdzeniem – odbiera człowieczeństwo nie tylko dzieciom przed narodzeniem, ale i noworodkom, niemowlakom, osobom mocno upośledzonym umysłowo, ludziom pozostającym w śpiączce, ludziom starym i schorowanym z olbrzymimi deficytami demencyjnymi. Z ontologicznego punktu widzenia sam proces myślenia nie stanowi jeszcze o istocie człowieczeństwa.

  29. TadekKuranda Says:

    Def – pojęcie człowieczeństwa, bohaterstwa jest sentymentalizmem. Podany przez Ciebie przypadek zaistniał jako właśnie sentymentalna propaganda. Pochwała nieracjonalności, głupoty, emocjonalizmu oczywiście nie jest niczym złym. Świadomie przecież używam tego słowa „złym”. Nie wiemy skąd się wzięła ta jej logika? Czy to wymyślono wykorzystując Ritę (jak Ty do blogu, bo CI pasuje do czegoś), czy Rita to sobie sama tak głupio wymyśliła – tak czy owak stała się elementem propagandy i bohaterką w okopach trójcy świętej.
    To, jak powiedziałaś, rasistowskie twierdzenie jest bardzo ważną zasadą społeczną. Równouprawnienie nie jest możliwe. Nie jest też prawdą, że wszyscy mają tę samą wartość.

    Sarno – Wcale mi się nie podoba, że zasada przejrzystości tak bardzo Tobą zawładnęła. Czasem zdarza się, że z czyjegoś prostego oświadczenia widać wyraźnie nie tylko to co się ma w głowie.

    A propos Logos
    Logos Amicus mówi: Chodzi mi o to, że facet, który flirtuje (prywatnie) do rana z kobietą, a później obwieszcza to na forum publicznym, aby ją ośmieszyć i wyszydzić – zachowuje się jak ostatni palant.

    Logosie, rozumiem, że to o mnie? Zaraz pewnie dowiem się, że jestem kontynuacją Henryka VIII. OK. Weź jednak pod uwagę to, że od tej chwili nie traktuję poważnie tego co jeszcze powiesz na ten temat bo nie zamierzam się tłumaczyć z Twoich fantasmagorii?

  30. TadekKuranda Says:

    Sarno – Wcale mi się nie podoba, że zasada przejrzystości tak bardzo Tobą zawładnęła. Czasem zdarza się, że z czyjegoś prostego oświadczenia widać wyraźnie WSZYSTKO co ma w głowie.

  31. dep Says:

    Ale zabawne qui pro quo… Jeden z przedmówców wziął mój tekst za tekst gospodyni bloga, ubawiłem się po pachy:) Oj, ciężkie dni mają niekiedy artyści jak widzę…

    Z rozbawieniem również konstatuję, że niektórzy komentujący mają tendencje widzieć i czytać to, co chcą przeczytać i ujrzeć. Dlatego jestem zmuszony stwierdzić, że jako zaprzysięgły tradycjonalista i konserwatysta, uważam że między ludźmi istnieje naturalna nierówność. Jedyna możliwa równość zasadza się na posiadaniu przez nich równocennej duszy i na nienaruszalności ich osobistej godności. Ponadto uważam również, że rozum ludzki jest ograniczony i omylny. Gdyby były jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem:)

  32. dep Says:

    Jeszcze nie mogę się otrząsnąć ze śmiechu… co jak co, ale pomylić mnie z Panią Małgorzatą to doprawdy wielce ucieszne!:)

  33. Pruderia Says:

    Dep…Ci „wszyscy” w Twojej wzruszającej opowieści trącą mi demagogicznym smrodkiem. Skąd wiadomo, że „wszyscy” uznali bohaterstwo takiej postawy? Możesz sobie wyobrazić, że świadome osierocenie własnych dzieci ktoś mógł ocenić jako właśnie nie dość, że nieracjonalne, ale – okrutne, bądź nawiedzone?
    Przypadek tej pani nie jest dla mnie dowodem na istnienie duszy, lecz dowodem na potrzebę wiary w obdarzony duszą zarodek. To wszystko.

    A pomyłki się zdarzają – def i dep brzmi podobnie :)

  34. TadekKuranda Says:

    Dep, bardzo się cieszę że tak wiele radości sprawiają Ci literówki i przez to świat pokazują Ci na odwyrtkę – jest to pewnie dla Ciebie coś jak kubełek zimnej wody na głowę! Dlatego też nie przepraszam za literówkę. Literówki bywają zabawne. Mnie jednak tak to zupełnie nie śmieszy i Twój tekst nadal widzę, jak widziałem na początku – jakby wyjęty z broszurek Świadków Jehowy. Adresatem, bez względu na literówkę, wciąż jesteś Ty: Dep nie Def, pomimo późniejszych Twoich, tak przecież ważkich, deklaracji. Wynika ta moja korespondencja – i użyte argumenty – z tego jak odczytałem Twoje przesłanie.
    Rzeczywiście jest tak, że intencje tego co pisze i tego co czyta mogą być różne, ale trudno z tego czynić jakiś zarzut – można by jedynie pobawić się w analizę logiczną – tylko po co? Wynik poddany byłby kolejnej analizie i tak bez końca.

  35. dep Says:

    Pani Małgosiu!

    Strasznie zasadniczych ma Pani komentatorów, nawet mój szczery śmiech, nie sardoniczny ani zgryźliwy, ale szczery i radosny nie jest w stanie na moment rozluźnić ich napięcia wynikającego z przeświadczenia, że wszystkich trzeba pouczać i przywodzić do głoszonych przez siebie tez. Więcej optymizmu i poczucia humoru:)

    PS W przywołanym tekście ni razu nie pisałem o duszy, moją uwagę skupiłem na pytaniu czy sama czynność „myślenia” jest wyznacznikiem bycia człowiekiem.

  36. Twist Says:

    dep, no to pomyśl trochę ;)

  37. mniemanolog Says:

    Jak ogólnie wiadomo, a potwierdzają to „autorytety” na które powoływała się Defendo w jednym we wcześniejszych wpisów, kobieta nie posiada duszy. Pozdrawiam ;-)

  38. mniemanolog Says:

    Oczywiście jak wszędzie i w tym wypadku są wyjątki i kobieta posiada duszę…..ale na ramieniu.

  39. defendo Says:

    Dep się uśmiechnął… pierwszy raz!
    Sądzę, że powinien jednak wziąć pod uwagę słowa interlokutorów. Wygłosił wzruszającą homilie, z gatunku tych, z którymi trudno polemizować, bo jak można osądzać M AT K Ę? Matkę totalną i umarłą bezpowrotnie?
    (Ciekawe, czy jej mąż bardziej czuje żal czy ulgę?)
    Wciąż wolę kontakt z istotami rozumnymi, niż z embrionami, komórkami i innymi namiastkami życia. A bohaterstwem pozostanie dla mnie odwaga m y ś l e n i a, nie odczuwania. Empatia jest przywilejem – i karą jednocześnie.

  40. defendo Says:

    Mniemanologu – bo kobiety tak chętnie – i beztrosko – oddają duszę potrzebującym;)

  41. mniemanolog Says:

    Tym jednym zdaniem Defendo przekonałaś mnie, że duszy nie posiadasz….już ;-)

  42. defendo Says:

    No proszę… przekonałam… nie liczyłam na to;)

  43. YOYO Says:

    ahuj!!do dupy z duszą….i to by było na tyle,jak mawiał profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.

  44. dep Says:

    Pani Małgosiu,

    bardzo rzadko się uśmiecham, a jeszcze rzadziej śmieję, oczywiście poza sytuacjami kiedy pędzę z rozpałką by wzniecić kolejny stos, na którym skrępowana jęczy czarownica tocząca wykrzywionymi usty pianę feminizmu. To moja jedyna rozrywka, jak przystało na wsteczniaka, reakcjonistę i prostaka wyciągniętego z mroków przebrzydłego średniowiecza. Jestem człowiekiem gburowatym, pozbawionym subtelnej ironii, zupełnie nieciekawym, nie potrafiącym wzbudzić cienia sympatii wśród kobiet, ba! jestem tak nieśmiały względem płci przeciwnej, że jedyną przyjemność obcowania z nią czerpię oglądając stare ryciny przedstawiające ohydny proceder auto da fe (nie mylić z „Die Blendung”, uchowaj Boże, czegoś tak gorszącego nie wziąłbym do ręki). Stąd zapewne bierze się mój chroniczny pęd do szkalowania wszystkiego, co napisze kobieta…

    Życie z piętnem katola mnie przygniata, jest takie szare, nijakie, pozbawione szerokich perspektyw; gniotę w sobie – gdzieś tam w zakamarkach mojej duszy, której zapewne, jak Pani pisze, nie mam, jakieś okrutne wspomnienia z dzieciństwa; mam wrażenie, póki co dość mgliste, że będąc ministrantem musiałem być zapewne molestowany przez któregoś z gładkich wikarych na plebanii. Przepraszam, wiem że to nazbyt osobiste tak pisać otwarcie, ale niczego tak nie cenię sobie w blogsferze, jak właśnie szczerości. Tak, cyberprzestrzeń nauczyła mnie przede wszystkim szczerości.

    Dlatego proszę mi wybaczyć ten niepohamowany i niekontrolowany wybuch śmiechu, to się już nie powtórzy. Proszę mnie nie przeganiać, nie chcę przeżywać kolejnej traumy odrzucenia. Niech mnie Pani przemieni, pragnę by blog Pani stał się dla mnie nową Górą Tabor. Ze swej strony obiecuję, że będę pilnym uczniem.

  45. Pruderia Says:

    Na temat nie istnienia duszy pisano przerażające, dyskryminujące teksty dotyczące wybranej grupy, wedle kategorii płci, narodowości, koloru skóry. Wróciłam do ciekawych fragmentów nie tak dawno czytanej przeze mnie książki „Kobiety i duch inności” Marii Janion i oto jakie smakowite kąski znalazlam . ( Dedykuję je szczególnie Panu dep, z nadzieją, że zastanowi się chwilę, zanim wyrzuci z siebie kolejną złośliwą frazę typu „piana feminizmu” zaś defendo natchnie nadzieją – tudzież zgryzotą, że jednak duszę posiada) :

    „Otto Weininger w swej „Płci i charakterze” (1903) (…) Kobiety nie mają ani istnienia, ani jestestwa; nie istnieją i są niczym. Jest się mężczyzną, albo jest się kobietą, odpowiednio do tego, czy jest się kimś, czy się nim nie jest.” (…) Mężczyzna nisko stojący, stoi jeszcze nieskończenie wysoko ponad kobeitą, najwyżej stojącą, i to tak wysoko, że porównywanie i zestawianie wydaje się tu prawie niedopuszczalnym”.
    Kobieta w przeciwstawieniu do mężczyzny to byt nieświadomy bez pamięci, bez myśli, bez logiki, byt zdeterminowany tylko popędami, to chaos. Kobieta nie ma duszy, nie ma jaźni, nie ma ideałów. (…) Kobieta bez duszy pozostaje jedynie samą płciowością. Ponieważ „potrzeba spółkowania jest najsilniejszą potrzebą kobiety”, jej ciało i myśli są bezwzględnie oddane spółkowaniu… ”

    … i tym podobne brednie. Ale dalej, tenże sam pisze:
    „Żydzi zgoła żadnych wielkich mężów wydać nie mogą; żydostwo, tak jak kobieta najwyżej jest pozbawione genialności” Zgodność „żydostwa” z „kobiecością” wyznacza po obu stronach brak duszy i stąd brak potrzeby nieśmiertelności.”

    A oto lista wielbicieli pana Weiningera: Georg Simmel, Henri Bergson, Ludwik Wittgensttein, Oswald Spengler, James Joyce, August Strindberg, Simgund Freud, Hermann Brochh, Georg Trakl.

  46. Pruderia Says:

    Ach… zapomniałabym jeszcze o kolejnym godnym uwagi tytule Paula J. Mobiusa- ” O fizjologicznej tępocie kobiet” …

  47. dep Says:

    Nie wiem o co ten zgiełk… Jak rozumiem niejaki Otto Weininger pisał o tym, co chce nam teraz udowodnić pani Małgorzata. Nigdzie i nigdy nie twierdziłem, że pośród mężczyzn nie ma nawiedzonych wariatów, śmiem przypuszczać, że jest ich prawie tyle samo ile wśród kobiet jest nawiedzonych wariatek…

    Ja oczywiście posłużę się tekstem jednego z Ojców Kościoła, który chętnie przywoływany jest przez ruchy feministyczne i ateistyczne, jako – jakoby – wielki przeciwnik kobiet: „Pismo Boże nie zna podziału ludzi na mężczyzn i kobiety wedle płci. Przed Bogiem nie ma żadnej różnicy płci: ludzie są dzieleni na kobiety i mężczyzn wedle różnic duchowych. Ileż istot płci żeńskiej zalicza się przed Bogiem do dzielnych mężów, a iluż mężczyzn uznano za słabe i ociężałe kobiety!” (Orygenes).

    Uwielbiam mądre kobiety. Mądre tą mądrością, że nie obrażają się na Adama Mickiewicza, iż w Panu Tadeuszu napisał „babska rzecz narzekać”, które nie oburzają się za wielki kwantyfikator u innego autora: „każdej wrodzona niewieście, że nic taić nie może”. Każda mądra kobieta wie, że są to opisy symboliczne i żadna mądra kobieta nie musi odnosić do siebie zawartych w nich oskarżeń o rozgoryczenie czy plotkarstwo.

  48. Pruderia Says:

    Mądre kobiety dostrzegają również kontekst kulturowy, społeczny i historyczny, w jakim powstawały te niewinne powiedzonka.
    W mojej wypowiedzi nie ma zgiełku, a jedynie prośba, o nie cechowanie negatywne pewnych pojęć, a priori. Proponuję przyjrzeć się feminizmowi nie jako „pianie”, a jako reakcji na dyskryminację, mizoginizm, patriarchat, niesprawiedliwość społeczną. Niezależnie, jaką przybiera on formę, w swoim krzyku bądź szepcie. Tym bardziej, że nie czynię uwag zwrotnych ( ani nikt z tu obecnych) obdarzając pejoratywnymi przymiotnikami słowa „konserwatyzm”
    P.S. Nie traktowałabym manifestu Małgosi tak dosłownie…. :)

  49. dep Says:

    Mam szczerą nadzieję, że żadna mądra kobieta i żaden mądry mężczyzna nie potraktowali nazbyt serio mojego wpisu rozpoczynającego się od słow: „Pani Małgosiu, bardzo rzadko się uśmiecham, a jeszcze rzadziej śmieję (…)…:)

  50. Pruderia Says:

    Jeszcze jedno… lista „wyznawców”, nie bez kozery została podana. Pewne trujące treści wpisują się do kultury, tworzonej przez nazwiska, autorytety. Na tym to właśnie polega, na bezkarności takich „przytyków”, na ich przyzwoleniu. Mądrzy LUDZIE potrafią dostrzec ich poniżającą wymowę.

  51. Pruderia Says:

    Proponuję Małgosi kolejny post poświęcić interpretacji uśmiechów i konieczności podkreślania szlaczkiem dowcipów.

  52. dep Says:

    Jestem za – posty mają i tę zaletę, że sprzyjają zachowaniu linii.

  53. Pruderia Says:

    Ideologicznej …

  54. dep Says:

    W bazie i nadbudowie.

  55. Pruderia Says:

    “Pismo Boże nie zna podziału ludzi na mężczyzn i kobiety wedle płci.

    Ileż istot płci żeńskiej zalicza się przed Bogiem do dzielnych mężów, a iluż mężczyzn uznano za słabe i ociężałe kobiety!” (Orygenes).

    Mężowie – dzielni
    kobiety – słabe i ociężałe.
    Niezły oksymoron popełnił Orygenes :)))

  56. defendo Says:

    A ja popełniłam wstęp do rozważań …
    Szło mi nie o to, czy należy jej szukać w kobiecie, mężczyźnie, australopiteku, Azjacie, psie czy pantofelku. Czy w ogóle koniecznie trzeba być zwolennikiem tej koncepcji, bo wszystkie inne gorsze są – i mniej udowodnione(jakby można było ten gatunek idei udowodnić bezspornie).
    Chcę teraz zobaczyć, jak współczesne teorie świadomości duszę tra(k)tują, a potem zastanowić się nad przemianą. Przemianą, której ulegamy, podlegamy, na którą nalegamy, przed którą się uchylamy, przed którą się bronimy lub o którą walczymy. Będzie więcej powodów do bojów ;)
    Zatopiona w Platonie, Arystotelesie, Nietzschem, Heideggerze i Derridzie(ta kolejność) – postanowiłam wrócić do źródeł.
    Bo pisząc – staję się. A ja – to pisanie, podczas którego myślę, więc może jestem? Więc żyję – dopóki ktoś mi nie dowiedzie, że to tylko iluzja, że nie żyję. I za Nietzschem powtórzę zdanie, które stwarza tak wiele możliwości: „żyję na własny kredyt”(powiążcie to z jego autobiografią, którą niewątpliwie jest jego „Ecce homo” – to wskazówka;))

  57. defendo Says:

    A tak w ogóle – filozofia wielce jest ludyczna, a jej korzenie tkwią zapewne gdzieś w zagadkach, może u sofistów, zapewne i wśród szamanów?
    To stara gra… może prastara, kiedy to ludzie licytowali się – kto wykaże większą bystrość umysłu? Mieszali sacrum z profanum, dzięki czemu mogli znieść przemijanie i trudy.
    Śliczny fragment z dialogów Platona(zapisuję, jak pamiętam,sorry,o, wielki – bez cienia ironii – Witwicki!): pewien mędrzec napisał mowę, za którą dostał wynagrodzenie – 50 drachm; zapytano Sokratesa o opinię o tak drogiej oracji – odrzekł – „nie wiem, ja wysłuchałem takiej za jedną drachmę”…

  58. defendo Says:

    Dep – dzięki za autoironię…
    Niezawodna PruderYjo – jak Ci ę nie kochać, no jak?

  59. TadekKuranda Says:

    tylko Was na chwilę spuścić z oka a już samorzutnie dochodzi do sodomii i gomorii.
    Tak sobie pomyślałem o tym czy dusza ma płeć?
    Zapewne duch jest rodzaju męskiego, a dusza żeńskiego?
    Taka autoironia to samoświadomość. To zapewne dowód na to „jestem”.
    Przyczynek do rozważań nad pochodzeniem duszy-ducha.
    świadomość jest koniecznym, nieuchronnym wytworem materii ożywionej i zarazem w specyficzny sposób zawarta jest w jej właściwościach.
    Nie ma więc co poszukiwać innych, pozaziemskich inteligencji skoro nasze „rodzime” nieprzebrane nigdy do końca nie będą przebrane i sensu w tym nie widać.
    Skąd pojawił się duch, z czego się wyłania, gdzie jest on od zawsze? Czy ma jakieś stałe siedlisko? Czy kiedy patrzymy w gwiazdy jesteśmy w stanie go dojrzeć i wtedy najbardziej przenika nas myśl o jego istnieniu? Czym tak naprawdę jest?
    Skoro i my jesteśmy tej ogólnej materii częścią i jej duchem to niczego innego we wszechświecie szukać nie będziemy tylko siebie. Raz siebie jako narzędzia ale też jako materii do obrabiania – sensu, potrzeby.
    Jaki on jest – ten duch, jaki ma kształt, czy też jest bezkształtny, nieobleczony żadnym dla nas czytelnym sensem?
    Podoba mi się wyjaśnienie Ditfurtha. Wedle jego teorii ewolucja nie tworzy zjawisk psychicznych, tylko je właśnie wyłania, niejako dopasowując do pewnych istniejących już możliwości odpowiednie „urządzenia” biologiczne, byty fizyczne.
    Duch jest bytem fizycznym? Jest w mózgu? Hm, to tak jakbyśmy powiedzieli, że muzyka jest w skrzypcach.
    Ditfurth: „…mózg jest narzędziem myślenia, a nie jego przyczyną.
    Nie jest tak, że mózg nasz „wynalazł” myślenie, raczej jest odwrotnie.”
    Czy duch myśli?
    Gdyby duch myślał myślałby tak jak my ;))
    – To były senne dywagacje mojego ducha.
    ĆWICZ MIĘŚNIE DUCHA, BO NIE MASZ WIĘKSZEGO ZUCHA NAD DUCHA!

  60. TadekKuranda Says:

    Ten aspekt twórczości Dehnela mnie nie przekonuje. Nie przekonuje mnie hiperrealizm i hipernaturalizm. Jest to więc przyczynek do dyskusji – bo nie przekonuje mnie rzeczywistość ;) Dlaczego?

  61. TadekKuranda Says:

    Dep – dlaczego?

  62. defendo Says:

    Tadeuszu, za to jako ilustracja znakomicie pasuje do tego tekstu, prawda? ;)

  63. TadekKuranda Says:

    „znakomicie pasuje”…. to trochę tak jak z butem.

  64. Twist Says:

    trzeba szukać księżniczki na którą to pasuje?

  65. defendo Says:

    Gram „silnym pasem” od 13 pkt.w górę:D

  66. TadekKuranda Says:

    „Duch nie spadł z nieba” Homair von Ditfurth

  67. Głos Says:

    A na początku i tak był wodór.

  68. TadekKuranda Says:

    … na początku były pieluchy

  69. Głos Says:

    … albo kluchy z olejem.

  70. oceanofstupidity Says:

    Nie wiem co było pierwsze ale wzdrygam się na samą myśl, że mogłaby tu zostać taka kontrowersyjna liczba komentarzy.

  71. Pruderia Says:

    Wolałbyś 666?

  72. oceanofstupidity Says:

    Sam nie wiem… grunt, że oddalamy się od tematu ;)

  73. Twist Says:

    duszno

  74. Pruderia Says:

    Prośba do def o odświeżającą notkę.

  75. defendo Says:

    Już! Pruderio:D

  76. procyon7 Says:

    Słowa, słowa….i nic z nich nie wynika.

  77. wahadelko Says:

    Pieprzyć autorytety. Oni też bazowali na swym własnym odczuciu .

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: