Ten okropny Bataille…

Filozof nie opisuje świata – on go przedstawia. Każdy człowiek nosi w sobie obraz świata, stworzony na podobieństwo swoje. To obraz uporządkowany, bo chaos nas przeraża. Bo my chcemy być uporządkowani, wolimy dotyczące nas zdarzenia traktować jako przejaw „siły wyższej” niż dzieło przypadku. Tworzymy Systemy i z uporem się ich trzymamy, godząc się zaledwie na to, żeby czasem zastąpić je innymi, kolejnymi. Ciągłość i linearność pozwala nam na złudne uczucie pewności, przewidywalności tego, co może nastąpić. Ten komfort burzą filozofowie.

Bataille mówi, że można uzyskać świadomość, która nie jest świadomością czegoś, nie ma przedmiotu. Jest dosłownie SAMOświadomością. Aletheia.

Kultura Europy – czy tego chcemy czy nie – jest kulturą chrześcijańską. Wykołysało nas Morze Śródziemne, przesycając duchem helleńskim i hellenistycznym, otuliło rzymskie imperium, a potem przez ponad tysiąc lat częściej słyszeliśmy psalmy niż pieśni miłosne. Nawet „Pieśń nad pieśniami” utraciła swoją weselną radość, ucharakteryzowana na modlitwę. Chrześcijaństwo to jedna z nielicznych – jeśli nie jedyna – religii, które wyrzuciły seks i erotyzm poza sferę sacrum, czyniąc go wręcz wstrętnym. Jest zaledwie tolerowany – ze względu na prokreacyjną konieczność. Bataille próbuje sakralizować seks, przywrócić mu „świątynne miejsce”, które zajmował w czasach przedchrześcijańskich. Jest jak koło ratunkowe w czasach, kiedy można mieć każdy seks bez cienia erotyzmu, kiedy ciało powoli staje się instrumentem do osiągania wyłącznie fizycznej rozkoszy bez angażowania do roli głównej uczuć nazywanych kiedyś „wyższymi”, kiedy cyberseks umożliwia praktykowanie uciech bez dotyku partnera. Bataille pisze: „Zakaz, który przeciwstawia się w nas swobodzie seksualnej, jest ogólny, uniwersalny, a poszczególne zakazy są jego zmiennymi aspektami”. Kobieta staje się „zakazana” – wychodząc za mąż, zakazana dla innych mężczyzn niż mąż. Kobieta przyjmuje rolę matki i żony, ale równocześnie jest podmiotem i przedmiotem seksualnym, umie być jednocześnie człowiekiem i zwierzęciem; w akcie seksualnym – jest tylko zwierzęciem, jej osobowość przestaje istnieć – na szczęście, bo gdyby nie to, nie mogłaby osiągnąć orgazmu. Ta „chwilowa śmierć” osobowości pozwala kobiecie i mężczyźnie czuć rozkosz, zwiększoną dzięki zerwaniu tam, jakie stawia nam świadomość. Nie mam zamiaru przedstawiać tutaj głównych założeń Bataille’owskiej filozofii, ale bez przybliżenia jego stosunku do zakazu się nie obejdzie. Bataille mówi o nieusuwalności zakazu – tylko wydaje nam się, że zakazy przestały istnieć, a tymczasem są one jedynie uchylane, na przeciąg chwili. Każdy zakaz jest z natury irracjonalny; wciąż gwałcony i nieustannie nienaruszalny. Jestem dzieckiem ikonosfery, zatem myślenie Bataille’a próbuję sobie przełożyć na język obrazkowy. Kiedy pisze on o wspólnej przestrzeni nauki i filozofii, oddzielonej od obu, to wyobrażam sobie następujący zabieg:

Bataille - nauka i filozofiaW tej wspólnej przestrzeni nie ma już ani nauki, ani filozofii, chociaż w pewien sposób są w niej nadal obie. Widzę w niej miejsce na dyskurs, w którym definicje nie są formułowane, a tylko „przeczuwane”, nowa jakość, inne podejście.
Analogicznie można pojąć Bataille’owską koncepcję związku seksualizmu ze śmiercią. Wspólną strefą obu rządzi zakaz(jak wcześniej pisałam – irracjonalny). Tak właśnie rozumiem słowa B.: „Człowiek jest zwierzęciem, które chroni się w ‚zakazie’ śmierci i seksualnego zjednoczenia”.

Bataille - selsualność i śmierćErotyzm to zbytek. Nieustanne święto, bo przecież instytucja święta(podobnie jak instytucja wojny) funkcjonuje dzięki nagromadzeniu dóbr, które trzeba „zmarnować”.To  jak sypanie płatków kwiatów podczas procesji Bożego Ciała, jak przepych ceremonii intronizacyjnych.
Mężczyzna, otwierając uda kobiety, czyta w niej(nie w „nich”) swoją śmierć, ale wie, że właśnie teraz jej nie ma, jest od niego oddzielona. Kobieta, zamykając z rozkoszy oczy, widzi, jak bardzo jest śmiercią podszyta i jak ogromną ma – przez chwilę – nad nią przewagę. Zamknięte ciała – otwierają sie na siebie i dla siebie. Staje się coś niezwykle ważnego – przekraczanie granic. Erotyzm i seks pozwala przekraczać granice śmierci. A śmierć jest rozpustą. Natura hojnie nią szafuje(ona – w przeciwieństwie do ludzi – nie bywa oszczędna, raczej rozrzutna), ale dzięki temu zapewnia nieustanne odradzanie się i młodość. Śmierć trwoni nadmiar życia, seksualność umożliwia stworzenie tego nadmiaru. W akcie seksualnym śmierć jest usuwana przez erotyzm, w umieraniu zdarza się ekstaza podobna do miłosnej rozkoszy.

Fragmenty „Madame Edwardy”;
„Rozkosz zasługiwałaby na wzgardę, gdyby nie była owym przygniatającym przekraczaniem, które nie jest ograniczone do ekstazy zmysłowej, bo w ten sposób poznali je mistycy różnych wyznań, przede wszystkim zaś mistycy chrześcijańscy. Byt jest nam dany również w nieznośnym przekraczaniu bytu, równie nieznośnym co sama śmierć. A ponieważ w chwili śmierci w tym samym czasie, gdy jest on nam dawany, jest nam również odbierany, winniśmy go poszukiwać w uczuciu śmierci, w owych chwilach nie do zniesienia, gdy zdaje nam się, że umieramy, bowiem byt w nas istnieje już tylko w zbytku, kiedy to pełnia grozy i radości zbiegły się w czasie.
Nawet myśl(refleksja) dopełnia się w nas jedynie w zbytku. Cóż znaczy prawda – poza wyobrażeniem zbytku – jeśli nie patrzymy tam, gdzie zbywa zdolności widzenia, co jest nie do zniesienia dla oka, tak jak rzeczą nie do zniesienia w ekstazie jest przeżywanie rozkoszy?; jeśli nie myślimy tego, co przekracza zdolność myślenia?
U kresu tej patetycznej refleksji – która unicestwia się w krzyku przez to, że popada w brak tolerancji dla siebie – odnajdujemy Boga. On jest sensem, on jest bezeceństwem tej szaleńczej książki: opowieść ta zawiera Boga w całej pełni jego przymiotów – niemniej ów Bóg to przecież zwykła publiczna dziwka, całkiem podobna do innych. To wszakże, czego mistycyzm nie mógł wypowiedzieć(w chwili wypowiadania zanikał), powiada erotyzm: Bóg jest niczym, jeśli nie jest przekroczeniem Boga w każdym sensie, w sensie powszechnego bytu, jak również w sensie grozy i nieczystości, na koniec w sensie niczego… Nie możemy bezkarnie dodawać do języka słowa    B ó g; ledwie to uczynimy, słowo to, przekraczając siebie, burzy w zawrotny sposób własne granice. To, czym jest, nie cofnie się przed niczym, tam je znajdziesz, gdzie go nie posiejesz, samo w sobie jest bezeceństwem. Ktokolwiek żywi co do tego najmniejsze bodaj podejrzenie, milknie natychmiast. Bądź też szukając wyjścia, choć wie, że wpada we własne sidła, poszukuje w sobie tego, co – mogąc go unicestwić – kształtuje go na podobieństwo Boga, na podobieństwo niczego.”

„Dostrzegła mnie, w tym momencie zrozumiałem z jej spojrzenia, że wraca ze świata niemożliwości i dojrzałem – w głębi niej – przyprawiającą o zawrót głowy stałość. Zalewająca ją od korzenia fala znalazła ujście we łzach: łzy polały się z jej oczu. Miłość  w tych oczach była martwa, emanował z nich chłód jutrzenki, przejrzystość,  w której czytałem śmierć. I wszystko się ze sobą wiązało w owym spojrzeniu ze snu: nagie ciała, palce, którymi się rozwierała, mój lęk i wspomnienie śliny na wargach, nie było nic, co by nie przyczyniało się do tego ślepego zapadania w śmierć.
Rozkosz Edwardy – żywe źródło, wytryskiem rozdzierające w niej serce – trwała niebywale długo: przypływ rozkoszy nieustannie gloryfikował jej byt, czynił jej nagość bardziej nagą, jej bezwstyd bardziej wstydliwym. Z ciałem, twarzą oddanymi ekstazie, zapamiętana w bezsłownym szepcie i krzyku, uśmiechała się ze skruchą. Mój lęk przeciwstawiał się rozkoszy, której powinienem był pragnąć; bolesna rozkosz Edwardy przyprawiała mnie o męczące poczucie cudu.(…)
Ze snu, w którym trwaliśmy niedługo, obudziłem się pierwszy.Reszta jest ironią, długim oczekiwaniem na śmierć.”

„Otóż i pierwsza teologia zaproponowana przez człowieka, dla którego śmiech jest iluminacją i który dobrodusznie nie ogranicza tego, co nie wie, czym jest granica.”

Chętnie przytoczyłabym jeszcze inne fragmenty, ale to stanowczo nie jest lektura dla niewinnych panienek,  młodzieży przysposobionej przez katechetów do życia w rodzinie  i wielu innych nazbyt łatwo  gorszących się czytelników.  Bataille napisał w „Madame Edwardzie”: „Jeśli boisz się wszystkiego, czytaj tę książkę, lecz wpierw mnie wysłuchaj: jeśli się śmiejesz, to znaczy, że się boisz. Książka, wydaje ci się, jest rzeczą martwą. Być może. A jeśli jednak, co się przecież zdarza, nie potrafisz czytać? Czyż powinieneś się obawiać…? Czy jesteś sam? Zimno ci? Czy wiesz, do jakiego stopnia człowiek to ‚ty właśnie’? Imbecyl? I nagi?”.
_____________________________________________
Spośród „możliwe” i „prawdopodobne” wolę to pierwsze, bo – paradoksalnie – jest bardziej prawdopodobne(zbliżone ku prawdzie). Prawdopodobieństwo ogranicza.

Odpowiedzi: 33 to “Ten okropny Bataille…”

  1. faithpro Says:

    „Nawet „dycha” leczy raka”……moja akcja pomocy 23 letniej dziewczynie chorej na raka….odwiedż mój blog oraz JEJ—Paula i Pan Śmieciuch—Może jest coś co mógłbyś zrobić i TY……dziekuje!!!!

    podaj dalej…

  2. YOYO Says:

    Gosia najwyrażniej chłopa ci trza.Tak odczytuję ostatnie wpisy,no ale ja debil i menel.I wiesz co?Przestałem już wierzyć,kurwa zdarza się!Paaaa do może kiedyś???
    Każdy przeżywa seks indywidualnie i dopisywanie do tego filozofii,jest dla mnie bzdurą.Ale każdy ma ,co lubi.
    Poznanie Ciebie Małgoś było jednym z najważniejszych zdarzeń,mego kurewskiego życia.Zdrowiej maupo i bądż…
    Nie żegnam się, bo jestem niewierzący.
    HOWGH

  3. defendo Says:

    A pomyślałeś, Yoyo, dlaczego seks jest tak bardzo różny? Dlaczego czasem zdarza się, że przekraczamy granice i czujemy albo przeczuwamy coś niezwykłego, a z kimś innym to po prostu „ćwiczenie fizyczne”?
    Może odpowiedzi udziela właśnie Bataille? Może to kwestia samoświadomości? A może coś zupełnie innego?

  4. Torlin Says:

    Mnie coś innego zastanawia. Że zwierzęta łączy seks tylko dla zachowania gatunku, dlaczego u ludzi jest inaczej?

  5. Torlin Says:

    Yoyo!
    przypomniał mi się fajny dowcip: „Żona budzi męża o w pół do trzeciej, przytula się do niego i mówi – Chłopa mi trza, a on na to spoglądając na zegarek i odwracając się na drugi bok mówi – a skąd ja ci kobieto chłopa o w pół do trzeciej w nocy wytrzasnę?”

  6. Sadoq Says:

    Rozkosze ducha i ciała… obydwu nam trzeba. Nie zawsze potrafimy werbalizować to, co czujemy i co przeżywamy, ale warto próbować.

    PS. Torlin podniósł dość ciekawą kwestię, choć jak sądzę nie znajdziemy nań satysfakcjonującej odpowiedzi.

  7. telemach Says:

    Nic nie pozwala przekraczać granic śmierci.
    Nawet erotyzm.

    Od momentu narodzin możemy liczyć jedynie na odroczenie wyroku i mądrość, której kwintesencją jest dostrzeżenie zalet tego stanu. Zycie jest tu i teraz. Nie trzeba szukać łatwego pocieszenia. Trzeba szukać trudnego. W dobrym towarzystwie.

    Serdeczności
    t.

  8. Sadoq Says:

    Przypomniała mi się jeszcze fraza z szacownego Karola Marksa, cytuję z pamięci: Do tej pory filozofowie opisywali świat, chodzi o to by teraz go zmienić.

    Zdanie jest dość zgrabnie i dobrze skonstruowane, a PR-owcy z PO nie powstydziliby się go, gdyby nie przywołany autor. Tak naprawdę myśliciele od zawsze chcieli mieć wpływ na rzeczywistość. Sztandarowym przykładem może być tu Platon snujący projekty dotyczące oragnizacj apaństw ai społeczeństwa.

  9. cogitomen Says:

    Dzień dobry. Sadoq’u „Nie zawsze potrafimy werbalizować to, co czujemy i co przeżywamy, ale warto próbować.” zgadzam się z Tobą w 100%. Zważ jednak, że trudno jest werbalizować to co się dzieje w alkowie. A przecież jak świat światem próbujemy, nieprawdaż? Bowiem wypowiadając powyższe zdanie wątek dotyczący łoża miałeś na myśli? Cóż moim skromnym zdaniem próbować będziemy jeszcze bardzo długo.
    Pozdrawiam czule Def ..tak wiesz;) c.

  10. cogitomen Says:

    Przyznaję! Ilustracja niewątpliwie tak nie tuzinkowa co urocza.
    Z rozkoszą pozdrawiam po raz wtóry urocza Def. ;) c.

  11. Sadoq Says:

    Ad Cogitomen,
    To, co napisałem jest bardzo pojemne, zatem i alkowa się w tym pomieści. W tym wszystkim najprzyjemniejsze są próby, cokolwiek będziemy przez nie rozumieć.
    Nie sztuka złapac króliczka, ale gonić go.

  12. cogitomen Says:

    Sadoq. Jesteś wielki..
    Pozdrawiam c.

  13. Sadoq Says:

    Cogitomen,
    Wersal przy nas to pikuś:-)

  14. cogitomen Says:

    Sadog’u. Powiem tak: -No ba!.

  15. orchidea Says:

    heh ciekawe no nie? zwierzeta sa wolne a czlowiek ma wyprany mozg, zgubil gdzies swoj instynkt i zamienil go na kulture a robi to tylko po to by jego czastki zostaly zachowane w swiecie. czasami by osiagnac cel ostateczny trzeba zmienic taktyke walki o przetrwanie w swiecie. nie mniej uwazam ze nadal pomimo swej wiedzy czlowiek dziala podswiadomie. przezywanie seksualnosci w sposob pozafizyczny z odlotem jest czyms w rodzaju ekstazy swietych, jest czyms w rodzaju odlotu narkotycznego, czy rzeczywiscie trzeba drugiej osoby w postaci fizycznej do tego? moze wystarczaja bodzcie z pogranicza kultury?ave
    Ale z kultury nie rodza sie dzieci tylko z cial, fizycznego zblizenia. A jak odwlec termin smierci? slowem? seksem?

  16. nameste Says:

    „Chętnie przytoczyłabym jeszcze inne fragmenty, ale to stanowczo nie jest lektura dla niewinnych panienek, młodzieży przysposobionej przez katechetów do życia w rodzinie i wielu innych nazbyt łatwo gorszących się czytelników.”

    Defendo dziwnie trzeźwo ocenia swoich czytelników in gremio ;). Czy jednak taki realizm nie jest zarazem rodzajem minimalizmu (autorskiego)?

  17. Sadoq Says:

    Cosik mi się widzi, że wakacje nie tylko mnie dopadły:-)

  18. telemach Says:

    ???

  19. TadekKuranda Says:

    Telemachu, gdybyś uważnie czytał wpisy watek byłby dla Ciebie jaśniejszy w kontekście zaczepki Def. Otóż. ja sądzę, że Def nie sprowokowała dość wyraźnie, więc tematu dyskusji nie ma i – właściwie – to powinna zmienić wajchę, jeśli chce ciągnąć wątek. Sami widzicie.
    Jeśli mogę coś dodać do samych dopisków, to powiem, że się z nimi zgadzam o tyle, że dyskutowanie z tezą Def może wykraczać poza znacznie przekraczając rozmiar choćby pracy magisterskiej z teorii filozofii egzystencjalnej. Więc po co się turbować w próżne?
    Wypowiedź YoYo jest dla mnie jak wskazówka hygrometru.
    Jeśli nie wiecie jak skonstruwany jest hygrometr, to Wam powiem co pamiętam z lekcji meteorologii.
    Mój profeseror od (Muzyka) od meteorologii ,mówił, że zasadniczym elementem hydgrografu jest skręcony włos blondynki. Dla nas – siedemnastolatków, badających mechanizmy funkcjonowania wszechświata, bardzo istotnym był fakt który włos blondynki jest tak czuły na wilgoć? Pan profesor pytany o tak przecież przydatne szczegóły konstrukcji blondynek, nigdy nam na to pytanie nie odpowiedział. Domyślaliśmy się z jakiego powodu, choć przecież pewni tego nie byliśmy. Co było zachętą do skłonienia nas do badań na własną rękę.
    Znam wiele przypadków, kiedy kończyło sie to fatalnie.
    No cóż ofiar nauki nie zliczysz…

  20. telemach Says:

    @TadekKuranda: ano pewnie tak. Znaki zapytania wynikały z niepokoju. Polubiłem to miejsce bo skłania do ponownego zadawania pozornie prostych pytań.

    Ale może tak musi być jak właśnie jest.

    Pozdrowienia
    t.

  21. Logos Amicus Says:

    !!!

  22. K.L.daV. Says:

    troche na temat, troche nie:

    [czesc]http://toteraja.wordpress.com/2009/08/06/copacobana/

  23. K.L.daV. Says:

    http://toteraja.wordpress.com/2009/08/06/copacobana/

  24. TadekKuranda Says:

    Zmarł Leszek Kołakowski. Pomyślałem, że jego wykłady warto by jeszcze prześledzić – nie w kontekście tego co mówił, ale jak mówił. Co mówił to słuchać nie mam czasu, ale czasu nie dość jak mówił. Umarł wielki (aż boje się mówić) pierdoła. Pociesza tylko to, że w kontekście czasu, który wszystko gładzi wszelkie żarty uchodzą bo trafiamy wszyscy do jednego zlewu. Mam tylko nadzieje tak, że to co co moje i Kołakowskiego znajdzie się w jednym zlewie. Tym złotym, oczywiście.

  25. K.L.daV. Says:

    Czy Małgosia jeszcze żyje, czy już wróciła do M. Fogga ?
    http://toteraja.wordpress.com/2009/08/23/robak-w-menu/

  26. telemach Says:

    ????

  27. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    czyżbyś już naprawdę miała nas wszystkich… gdzieś? :)

  28. grześ Says:

    Def, gdzie ty się podziewasz?

    Bys zajrzała do mnie czasem na TXT, albo i napisała cuś czy skomentowała, no:)

  29. 44m Says:

    Def, aż mi się kompa nie chce włączać, gdy nie piszesz.
    Czekamy tu większa paczką zdaje się na Twoje nowe teksty.
    Mam nadzieję, że jakieś cud miód przedłużone wakacje spowodowały tak dłuuuuugą przerwę.
    Serdeczne pozdrowienia.

  30. Bataille.. hmm.. hmm.. Says:

    ,,Spośród “możliwe” i “prawdopodobne” wolę to pierwsze, bo – paradoksalnie – jest bardziej prawdopodobne(zbliżone ku prawdzie). Prawdopodobieństwo ogranicza.”
    Witaj moja ‚mądrósiu’ !!! Rozkoszna oratorko (i nie tylko =’oratorko’). Miła jest mi bardzo świadomość-wiadomość, że jesteś, masz się dobrze i zapewne powrócisz wkrótce do pisania. Pewnie również zauważyłaś ‚wyposzczenie’ co poniektórych wiernych tu bywalców i apetyt wielki na nowy wpis Twoją tyle zgrabną co powabną i .. tak w ogóle ach.. ach.. rąsią. Zatem z nadzieją, że prawdopodobieństwo jest ostatnim z ograniczeń na jakie możesz natrafić czekam nie cierpliwie na Twój nowy tekst.
    Moja Ty mądrósiu.. Pozdrawiam serdecznie c.

  31. TadekKuranda Says:

    Wygląda na śmierć bloga to milczenie. Mam pomysł na to żeby pochowali mnie z komórką. Niech się nagrywają do końca świata….

  32. defendo Says:

    Nie grzeb mnie jeszcze,Tadeuszu – zamierzam dziś-jutro zmartwychwstać – między innymi po to, żeby Ci pogratulować… ;)

  33. defendo Says:

    Jeszcze jedno – poczekam na urny z komórką, cierpię na nadsłyszność ;)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: