Archive for Lipiec 2009

Ten okropny Bataille…

Lipiec 12, 2009

Filozof nie opisuje świata – on go przedstawia. Każdy człowiek nosi w sobie obraz świata, stworzony na podobieństwo swoje. To obraz uporządkowany, bo chaos nas przeraża. Bo my chcemy być uporządkowani, wolimy dotyczące nas zdarzenia traktować jako przejaw „siły wyższej” niż dzieło przypadku. Tworzymy Systemy i z uporem się ich trzymamy, godząc się zaledwie na to, żeby czasem zastąpić je innymi, kolejnymi. Ciągłość i linearność pozwala nam na złudne uczucie pewności, przewidywalności tego, co może nastąpić. Ten komfort burzą filozofowie.

Bataille mówi, że można uzyskać świadomość, która nie jest świadomością czegoś, nie ma przedmiotu. Jest dosłownie SAMOświadomością. Aletheia.

Kultura Europy – czy tego chcemy czy nie – jest kulturą chrześcijańską. Wykołysało nas Morze Śródziemne, przesycając duchem helleńskim i hellenistycznym, otuliło rzymskie imperium, a potem przez ponad tysiąc lat częściej słyszeliśmy psalmy niż pieśni miłosne. Nawet „Pieśń nad pieśniami” utraciła swoją weselną radość, ucharakteryzowana na modlitwę. Chrześcijaństwo to jedna z nielicznych – jeśli nie jedyna – religii, które wyrzuciły seks i erotyzm poza sferę sacrum, czyniąc go wręcz wstrętnym. Jest zaledwie tolerowany – ze względu na prokreacyjną konieczność. Bataille próbuje sakralizować seks, przywrócić mu „świątynne miejsce”, które zajmował w czasach przedchrześcijańskich. Jest jak koło ratunkowe w czasach, kiedy można mieć każdy seks bez cienia erotyzmu, kiedy ciało powoli staje się instrumentem do osiągania wyłącznie fizycznej rozkoszy bez angażowania do roli głównej uczuć nazywanych kiedyś „wyższymi”, kiedy cyberseks umożliwia praktykowanie uciech bez dotyku partnera. Bataille pisze: „Zakaz, który przeciwstawia się w nas swobodzie seksualnej, jest ogólny, uniwersalny, a poszczególne zakazy są jego zmiennymi aspektami”. Kobieta staje się „zakazana” – wychodząc za mąż, zakazana dla innych mężczyzn niż mąż. Kobieta przyjmuje rolę matki i żony, ale równocześnie jest podmiotem i przedmiotem seksualnym, umie być jednocześnie człowiekiem i zwierzęciem; w akcie seksualnym – jest tylko zwierzęciem, jej osobowość przestaje istnieć – na szczęście, bo gdyby nie to, nie mogłaby osiągnąć orgazmu. Ta „chwilowa śmierć” osobowości pozwala kobiecie i mężczyźnie czuć rozkosz, zwiększoną dzięki zerwaniu tam, jakie stawia nam świadomość. Nie mam zamiaru przedstawiać tutaj głównych założeń Bataille’owskiej filozofii, ale bez przybliżenia jego stosunku do zakazu się nie obejdzie. Bataille mówi o nieusuwalności zakazu – tylko wydaje nam się, że zakazy przestały istnieć, a tymczasem są one jedynie uchylane, na przeciąg chwili. Każdy zakaz jest z natury irracjonalny; wciąż gwałcony i nieustannie nienaruszalny. Jestem dzieckiem ikonosfery, zatem myślenie Bataille’a próbuję sobie przełożyć na język obrazkowy. Kiedy pisze on o wspólnej przestrzeni nauki i filozofii, oddzielonej od obu, to wyobrażam sobie następujący zabieg:

Bataille - nauka i filozofiaW tej wspólnej przestrzeni nie ma już ani nauki, ani filozofii, chociaż w pewien sposób są w niej nadal obie. Widzę w niej miejsce na dyskurs, w którym definicje nie są formułowane, a tylko „przeczuwane”, nowa jakość, inne podejście.
Analogicznie można pojąć Bataille’owską koncepcję związku seksualizmu ze śmiercią. Wspólną strefą obu rządzi zakaz(jak wcześniej pisałam – irracjonalny). Tak właśnie rozumiem słowa B.: „Człowiek jest zwierzęciem, które chroni się w ‚zakazie’ śmierci i seksualnego zjednoczenia”.

Bataille - selsualność i śmierćErotyzm to zbytek. Nieustanne święto, bo przecież instytucja święta(podobnie jak instytucja wojny) funkcjonuje dzięki nagromadzeniu dóbr, które trzeba „zmarnować”.To  jak sypanie płatków kwiatów podczas procesji Bożego Ciała, jak przepych ceremonii intronizacyjnych.
Mężczyzna, otwierając uda kobiety, czyta w niej(nie w „nich”) swoją śmierć, ale wie, że właśnie teraz jej nie ma, jest od niego oddzielona. Kobieta, zamykając z rozkoszy oczy, widzi, jak bardzo jest śmiercią podszyta i jak ogromną ma – przez chwilę – nad nią przewagę. Zamknięte ciała – otwierają sie na siebie i dla siebie. Staje się coś niezwykle ważnego – przekraczanie granic. Erotyzm i seks pozwala przekraczać granice śmierci. A śmierć jest rozpustą. Natura hojnie nią szafuje(ona – w przeciwieństwie do ludzi – nie bywa oszczędna, raczej rozrzutna), ale dzięki temu zapewnia nieustanne odradzanie się i młodość. Śmierć trwoni nadmiar życia, seksualność umożliwia stworzenie tego nadmiaru. W akcie seksualnym śmierć jest usuwana przez erotyzm, w umieraniu zdarza się ekstaza podobna do miłosnej rozkoszy.

Fragmenty „Madame Edwardy”;
„Rozkosz zasługiwałaby na wzgardę, gdyby nie była owym przygniatającym przekraczaniem, które nie jest ograniczone do ekstazy zmysłowej, bo w ten sposób poznali je mistycy różnych wyznań, przede wszystkim zaś mistycy chrześcijańscy. Byt jest nam dany również w nieznośnym przekraczaniu bytu, równie nieznośnym co sama śmierć. A ponieważ w chwili śmierci w tym samym czasie, gdy jest on nam dawany, jest nam również odbierany, winniśmy go poszukiwać w uczuciu śmierci, w owych chwilach nie do zniesienia, gdy zdaje nam się, że umieramy, bowiem byt w nas istnieje już tylko w zbytku, kiedy to pełnia grozy i radości zbiegły się w czasie.
Nawet myśl(refleksja) dopełnia się w nas jedynie w zbytku. Cóż znaczy prawda – poza wyobrażeniem zbytku – jeśli nie patrzymy tam, gdzie zbywa zdolności widzenia, co jest nie do zniesienia dla oka, tak jak rzeczą nie do zniesienia w ekstazie jest przeżywanie rozkoszy?; jeśli nie myślimy tego, co przekracza zdolność myślenia?
U kresu tej patetycznej refleksji – która unicestwia się w krzyku przez to, że popada w brak tolerancji dla siebie – odnajdujemy Boga. On jest sensem, on jest bezeceństwem tej szaleńczej książki: opowieść ta zawiera Boga w całej pełni jego przymiotów – niemniej ów Bóg to przecież zwykła publiczna dziwka, całkiem podobna do innych. To wszakże, czego mistycyzm nie mógł wypowiedzieć(w chwili wypowiadania zanikał), powiada erotyzm: Bóg jest niczym, jeśli nie jest przekroczeniem Boga w każdym sensie, w sensie powszechnego bytu, jak również w sensie grozy i nieczystości, na koniec w sensie niczego… Nie możemy bezkarnie dodawać do języka słowa    B ó g; ledwie to uczynimy, słowo to, przekraczając siebie, burzy w zawrotny sposób własne granice. To, czym jest, nie cofnie się przed niczym, tam je znajdziesz, gdzie go nie posiejesz, samo w sobie jest bezeceństwem. Ktokolwiek żywi co do tego najmniejsze bodaj podejrzenie, milknie natychmiast. Bądź też szukając wyjścia, choć wie, że wpada we własne sidła, poszukuje w sobie tego, co – mogąc go unicestwić – kształtuje go na podobieństwo Boga, na podobieństwo niczego.”

„Dostrzegła mnie, w tym momencie zrozumiałem z jej spojrzenia, że wraca ze świata niemożliwości i dojrzałem – w głębi niej – przyprawiającą o zawrót głowy stałość. Zalewająca ją od korzenia fala znalazła ujście we łzach: łzy polały się z jej oczu. Miłość  w tych oczach była martwa, emanował z nich chłód jutrzenki, przejrzystość,  w której czytałem śmierć. I wszystko się ze sobą wiązało w owym spojrzeniu ze snu: nagie ciała, palce, którymi się rozwierała, mój lęk i wspomnienie śliny na wargach, nie było nic, co by nie przyczyniało się do tego ślepego zapadania w śmierć.
Rozkosz Edwardy – żywe źródło, wytryskiem rozdzierające w niej serce – trwała niebywale długo: przypływ rozkoszy nieustannie gloryfikował jej byt, czynił jej nagość bardziej nagą, jej bezwstyd bardziej wstydliwym. Z ciałem, twarzą oddanymi ekstazie, zapamiętana w bezsłownym szepcie i krzyku, uśmiechała się ze skruchą. Mój lęk przeciwstawiał się rozkoszy, której powinienem był pragnąć; bolesna rozkosz Edwardy przyprawiała mnie o męczące poczucie cudu.(…)
Ze snu, w którym trwaliśmy niedługo, obudziłem się pierwszy.Reszta jest ironią, długim oczekiwaniem na śmierć.”

„Otóż i pierwsza teologia zaproponowana przez człowieka, dla którego śmiech jest iluminacją i który dobrodusznie nie ogranicza tego, co nie wie, czym jest granica.”

Chętnie przytoczyłabym jeszcze inne fragmenty, ale to stanowczo nie jest lektura dla niewinnych panienek,  młodzieży przysposobionej przez katechetów do życia w rodzinie  i wielu innych nazbyt łatwo  gorszących się czytelników.  Bataille napisał w „Madame Edwardzie”: „Jeśli boisz się wszystkiego, czytaj tę książkę, lecz wpierw mnie wysłuchaj: jeśli się śmiejesz, to znaczy, że się boisz. Książka, wydaje ci się, jest rzeczą martwą. Być może. A jeśli jednak, co się przecież zdarza, nie potrafisz czytać? Czyż powinieneś się obawiać…? Czy jesteś sam? Zimno ci? Czy wiesz, do jakiego stopnia człowiek to ‚ty właśnie’? Imbecyl? I nagi?”.
_____________________________________________
Spośród „możliwe” i „prawdopodobne” wolę to pierwsze, bo – paradoksalnie – jest bardziej prawdopodobne(zbliżone ku prawdzie). Prawdopodobieństwo ogranicza.

Reklamy