Akt odwagi?

Są ludzie, którzy mogą mieć dzieci i tego nie chcą. To zupełnie świadoma decyzje.
Zarzuca im się egoizm, bunt przeciw normom społecznym, wygodnictwo, brak instynktu macierzyńskiego/tacierzyńskiego, tchórzostwo i niemal atak na WTC.
Dzieciaci patrzą na nich z pewną wyższością, opowiadają o urokach rodzicielstwa – skrzętnie pomijając jego ciemne strony, podkreślają, że decyzja o zostaniu matką/ojcem była przemyślana i dojrzała. Nie zająkną się o tym, jak bardzo dziecko ograniczyło ich swobodę, jak zmieniło ich życie, jak ogromnie się boją chorób i wypadków, wpływu rówieśników, tysiąca różnych rzeczy.
Zapominają przy tym, że ich decyzja nie była wynikiem naprawdę wolnej woli, że zadziałał instynkt włączając hormony. Wolą nie pamietać, że nie można zaplanować wszystkiego – kryzysu ekonomicznego, który skaże ich dzieci na bezrobocie lub wyjazd za granicę, uaktywnienia się genów uszkadzających płód, wyborów niezgodnych z opcjami rodziców, odejścia własnego partnera, wojny itd. Nietrudno trafić na gorzkie żale rodziców, których jedyny syn poczuł powołanie – i pozbawił ich uroków posiadania(!) wnucząt, że wypieszczone dziecko jest homoseksualne, że nie umieją się pogodzić. Ci bardziej szczerzy dodają, że przynajmniej mogą liczyć na starość na opiekę progenitury, ale te wnuki… ta niemożność przedłużenia życia – w tej akurat postaci – bardzo ich boli. Pytają ze smutkiem – kto odwiedzi ich groby, kiedy już braknie córeczki/synka, kto powiesi na ścianie ich zdjęcia, komu oddadzą rodzinny album, dom, pamiątki? Może więc decyzja o prokreacji jest sposobem na przedłużenie własnego życia? Tak decyduje za nas podświadomość,  w której wciąż jest zakodowany lęk przed śmiercią i przemijaniem. Opiekowaliśmy się naszymi rodzicami, kiedy tego potrzebowali – liczymy na rewanż? Tego wszytkiego nie bierze się pod uwagę mając mniej niż trzydzieści lat, więc świadome macierzyństwo/ojcostwo to mit? Narodziny niemal automatycznie generują miłość rodziców – i zagłusza ona wszystkie wątpliwości.
Dziecko łączy rodziców na mur, nawet jeśli nie utrzymują ze sobą kontaktów. Często jest argumentem za nieopuszczaniem partnera. Bywa, że staje się mimowolnym sprawcą trwania nieudanych związków. Facet porzucający żonę obarczoną dwojgiem lub wiecej potomstwa „gwarantuje sobie”, że ona pozostanie samotna, niełatwo jej będzie znaleźć kogoś, kto będzie chciał i umiał inwestować uczucia i pieniądze w cudze dzieci. Żonie, rodzącej trzecie dziecko, wydaje się, że mąż jej już teraz nigdy nie zostawi. To nie egoizm? Nie lęk?

Może więc decyzja o nieposiadaniu dzieci jest jednak aktem odwagi? Aktem naprawdę wolnej woli? Sądzę, że wtedy istnieje się inaczej – bardziej intensywnie przeżywa każdy dzień, mocniej odczuwa się upływ czasu, może częściej i chętniej poświęca się pracy. Może głębiej przeżywa się miłość?
Argument obrzydliwy: kiedy zdechnie nasz ulubiony pies, długo bronimy się przed adoptowaniem kolejnego, bo nie chcemy przeżywać jego śmierci. Płodząc/rodząc dzieci przywołujemy na świat kolejne istnienie, które musi umrzeć, może dlatego tak bardzo zależy nam na wnukach?

Reklamy

komentarzy 39 to “Akt odwagi?”

  1. Torlin Says:

    Ja już kiedyś napisałem notkę, po której wiele kobiet na stałe opuściły mój blog. Ja wiem, że to strasznie brzmi, ale my tylko żyjemy po to, aby dać życie następnym pokoleniom. Jak jętka jednodniówka. Cała reszta jest tylko dodatkiem. Gdyby wszystkie kobiety poszły w ślady kobiet nierodzących, to ludzkość zakończyłaby się na naszym pokoleniu.

  2. Sadoq Says:

    Nawet jeśli tylko przekazałem geny to i tak warto było :-)

  3. defendo Says:

    Torlinie – sądzę, że nie. Tak wielu ludzi nie pozostawiło potomków, a do dziś ich myśl istnieje i jest częścią zbiorowej świadomości. Gdyby było tak, jak mówisz, to naszą wartość określałaby liczba potomków.
    Platon podobno nie miał dzieci. I co z tego? Chopin też ich nie miał…
    A progenitura wielkich bywała – delikatnie mówiąc – nieudana. ;)

  4. defendo Says:

    Sadoq – gratuluję i rozumiem jako matka.
    Ale doceniam odwagę tych, którzy postanowili nie mieć dzieci. Kto wie, czy nie oni właśnie są bardziej od nas „pełnymi ludźmi”?

  5. oceanofstupidity Says:

    Defendo, nie bardzo rozumiem jak brak potomstwa ma się do bycia „pełnym człowiekiem”. Czy mogłabyś jeszcze bardziej rozwinąć tę myśl?
    Torlina zaś poprosiłbym o link do jego notki, o której wspomina.

  6. Torlin Says:

    Widzisz Defendo, Twoja interpretacja tylko ładnie brzmi – nie gniewaj się. Załóżmy, że wszyscy mężczyźni i kobiety poszliby w ślady Szopena, Platona – kto wtedy oceniałby, interpretowałby ich dzieła?
    Dla mnie świadome (powtarzam – świadome) zrezygnowanie z macierzyństwa to jest jeżdżenie na gapę przez życie, wykwit współczesnego hedonizmu.
    Przykład z metrem jest – moim zdaniem – znakomity. Część ludzi jeździ na gapę tylko dlatego, że większość płaci za bilety. Gdyby wszyscy jeździliby na gapę, to metro zbankrutowałoby i zostałoby zlikwidowane. I nikt by nie jeździł.
    Jak ta świadoma panna (lub kawaler) będzie stara, to będzie żądać opieki od państwa, leczenia, emerytury – tylko nie będzie takich, którzy by ją zapewnili.
    Z pewną dozą nieśmiałości takiej daję link, ale cóż – słowo się rzekło, kobyłka u płota.
    http://torlin.wordpress.com/2008/01/24/uniesmy-sztandary/

  7. TadekKuranda Says:

    Def? Jesteś tam?
    Taaaaaakie, poruszane przez Ciebie problemy, poruszane są jakby ktoś chwiał gałęzią śliwy gdzie nie ma śliwek. problem moim zdaniem jest szczególny – jak wszystkie.
    Sensu nie widzę dokonywać jego rozbioru a wrzucę na chybił trafił fragment mojej autobiograficznej książki:
    Raz zakochałam się w dziewczynie. Właściwie to nie była taka prawdziwa miłość tylko rodzaj uzależnienia. Zbliżyłam się z nią z ciekawości i braku czegoś lepszego. Potem było to zdumieniem, że to możliwe a potem ogromne uzależnienie. Zdziwienie, że ja…. Jako kobieta nigdy nie byłam tak zazdrosna o żadnego swojego faceta tak jak ona była zazdrosna o mnie. Zaborcza. Kobieta. Kobieta. Kobieta. To był kolejny jakiś absurdalny koszmar. Nie tylko ja jestem kobietą. Dziwne. Dałam się jej uwieść i zawładnąć sobą bez reszty. Zaborcza, bezwzględna. A ja oddana bez reszty i pod presją większą niż gdybym była z mężczyzną. Czy myślisz, że to łatwo będąc kobietą odejść od kobiety do innej kobiety? Leczyć jedną taką miłość inną taką miłością? Jak ją znaleźć? Miłość? Co ja wiem o miłości? Co Dotąd wiedziałam? Gdyby chodziło o to żeby będąc kobietą odejść od jakiegoś faceta do innego, problemu przecież by nie było. Seksualność nas potwornie ogranicza. Spróbuj znaleźć w głowie taką przestrzeń gdzie jest na świecie wiele kobiet, które siebie mogłyby potrzebować. Siebie. Swojej seksualności. Swojej wyrazistości w sensie „jestem” z innymi kobietami. Czy tam jest strach? Jakaś obawa o to kim się jest? Wolę być kimś innym? Czy lepiej być już sobą? Pozostać z tą niewygodą i zgodzić się z nią? Ten ocean jaźni zawsze będzie nam burzył możliwość kim się jest i jakie się ma możliwości w pojęciu BYĆ zawsze będzie dla nas możliwy tylko w takiej przestrzeni, że zgłębimy go tylko do kostek. Dalej staje się zagubieniem. Toniesz w możliwościach błędu w obawie o posądzenie o obłęd. Zawsze też będzie falował. Jesteśmy właśnie płytcy tylko dlatego, żeby móc się komunikować z innymi bo przecież to czego najbardziej potrzebujemy to siebie nawzajem, więc nie mogąc od siebie uciec ulegamy całej masie kompromisów. Czuć. Społeczne, cywilizacyjne, kulturowe i jakie tam sobie chcesz ramy to jak regulamin na tej plaży podczas sezonu a ty chcesz być w porządku z regulaminem i nawet do głowy ci nie przyjdzie myśleć inaczej. Wchodzisz do wody tylko do kolan, bo jest czarna flaga. Ta płytka woda to na przykład dziesięć przykazań z uczepionym do tego worem domysłów. Choć przewidujesz, że gdzieś jest inne życie, że to jest możliwe – ale tego nie chcesz bo lepiej jest nie wiedzieć, nie być, unikać konfrontacji. Zrozum. Przecież udajemy tylko, że jesteśmy. I rzeczywiście taka sytuacja powoduje, że stajesz się tylko pewnym arcytrudnym do określenia kompromisem. Z tego się składasz. I tylko z tego. Balonem napompowanym przypadkowymi, niezbadanymi miazmatami. Czy mogłoby być lepiej? Moja lalka z dzieciństwa, która ma tyle lat co ja nigdy nie udawała nikogo innego – a ja tak! Mój stosunek emocjonalny do mojej lalki był realny. Ona dla mnie była obdarzona osobowością. Bardzo chciałam być w przyszłości lalką Barbie. Ona była istotą pozbawioną lęku o to kim jest i dla mnie miała fantastyczne możliwości kreacji jako kobieta bo czerpała ze mnie, która jej zazdrościła. Z mojej nadziei, że nią będę. Choć nie była przecież żadną istotą – drewienkiem – Nieźle pokręcone. Wiem, ale tak jest. Być może dla kogoś innego ja też taka jestem – na przykład kimś takim byłam dla mojego męża? Co myślimy o innych? Co ty myślisz? Ja przecież wciąż jestem coraz to inną lalką. Wciąż dotyczy mnie coraz to inna rzeczywistość. Ale może dla mnie on też był taką lalką tylko miał inne potrzeby? Wymyśliłam go sobie. On wymyślił sobie mnie i tak zdani byliśmy wyłącznie na kompromisy i wieczne negocjacje. Nawet kiedy szukasz śmierci będziesz tylko po kostki w tej realnej wodzie.

  8. telemach Says:

    „Dziecko łączy rodziców na mur, nawet jeśli nie utrzymują ze sobą kontaktów.”

    Niestety. Ale czy to dobre dla dziecka?

  9. Klara Says:

    „Ale czy to dobre dla dziecka?” – bardzo dobre pytanie. Myślę, że powinny zadać je sobie również te kobiety, których instynkt macierzyński się nagle obudził i decydują się na dziecko, z góry zakładając, że ojciec w jego życiu nie będzie obecny. No bo dzidziusia bardzo chcą mieć, ale mężczyzna im niepotrzebny.

  10. Torlin Says:

    Jejku, jaki tradycjonalista ze mnie wyłazi. Więc żeby nie być już takim betonem to powiem, że dla dziecka lepiej jest mieć ojca osobno niż w ogóle nie mieć. Zarówno matka, jak i ojciec są niezbędni w rozwoju dziecka. Lepiej żeby dzieciak go widział 1 – 2 razy w tygodniu, niż w ogóle.

  11. sofijkaa Says:

    „Może więc decyzja o prokreacji jest sposobem na przedłużenie własnego życia?”- Def

    Z pewnością tak również.

    „Może więc decyzja o nieposiadaniu dzieci jest jednak aktem odwagi?”- Def.

    Ja uważam, że decyzja o braku potomstwa jest związana z lękiem, że ktoś może sobie nie dać rady..
    Dla mnie brak posiadania dzieci to pustka w życiu.. Dążenie do realizacji marzeń typu kariera, podróże, swoboda.. Wolny wybór, który szanuję. Ale przychodzi taki moment, że chciałoby się przystanąć, pobyć z bliskimi, a tych bliskich nie ma.
    Oczywiście, że posiadanie dzieci wcale nie ułatwia życia. Niezła harówa.
    Czasem zazdroszczę tym, którzy mają tylko jedno dziecko. Wydaje mi się, że jest im lżej. Nie zawsze jest tak jak sobie planujemy.
    Natomiast mojego dziecka nigdy nie skazałabym na jedynactwo.NIGDY.

    Sądzę, że decyzje o posiadaniu/nieposiadaniu dzieci, to po prostu wybór sposobu życia. I odpowiedzialność za drugiego człowieka.
    Dzieci się posiada po to, by mieć kogo kochać. Posiada się ich więcej, by nie były samotne w przyszłości, gdy nas już zabraknie.
    Taka moja prosta filozofia.

    pozdrawiam Def:)

  12. sofijkaa Says:

    „Płodząc/rodząc dzieci przywołujemy na świat kolejne istnienie, które musi umrzeć, może dlatego tak bardzo zależy nam na wnukach?”

    Gdyby spojrzeć na to z boku, bardziej z biologicznego punktu widzenia, beż ładunku emocjonalnego to powiedziałabym krótko:
    walczymy o przetrwanie gatunku ;) A wszystkie rytuały, teorie , uczucia.. to zwyczajnie zew natury. Zaprzeczanie temu spowodowane jest urazem, zaburzeniem, bądź nieudacznictwem ostatecznie priorytetami, które zazwyczaj zmieniają się wraz z upływem naszego życia.

  13. yoyo Says:

    Ahuj…Nie mam dzieci(przynajmniej się nie przyznaję,hihi),nie chce dzieci.Lubię cudze,ale sie długo gotują.A tak serio?Są jednostki ,które nie powinny miec potomstwa i ja sie do nich zaliczam.Ani akt odwagi,ani tchórzostwa.Jest to mój swiadomy wybór,nie chcę zostawić potomstwa.Niech mój ród zniknie ze mną.
    HOWGH

  14. Sadoq Says:

    Defendo,
    Pytać można o wszystko, ale nie sądzę, by decyzja o nie posiadaniu dzieci prowadziła do pełnego człowieka. Wg mnie jest to jednak jakiś delikt w kontekście uwarunkowań biologicznych i kulturowych. Powód tego może być różnoraki, ale jednak jest to delikt.

    PS. Wczoraj wzruszyłem się życzeniami od Pierworodnej. Ma sobie znany klucz do moich emocji. Cudownie jest być ojcem (-:

  15. samemuraj Says:

    Człowiek nie zwierzę, nie musi ulegać instynktom. Jedni ludzie są po to, by podtrzymywać ludzki bios, i niech tam sobie niańczą dzieci, ale jest cała rzesza „powołanych” do innych zadań, nierzadko równie istotnych dla ogółu. Tylko ci od rozmnażania nie zawsze potrafią to zrozumieć, tak jakby poprzez spełnianą w społeczeństwie funkcję rozpłodową dawali dowód na to, że są najbliżsi zwierzętom. I jak tu z takimi dyskutować? Nie ma sensu.

  16. Sadoq Says:

    Ad Samemuraj,
    Z Twego niezachwianego opierania instynktom motywowanego wyższymi celami – domniemam, że wszystko, co związane z podtrzymaniem ludzkiego biosa, w tym przyjemność z uprawiania seksu, są Tobie obce i wstrętne.
    Jakoś niewiarygodny jesteś w tym wyborze wyższych celów, ale mogę się mylić. :-)

  17. cogitomen Says:

    Moje życie tak się potoczyło, że dzieci nie mam. Dzisiaj już świadomie i z premedytacją wybieram życie bez potomstwa. Bywają chwile kiedy jestem wdzięczny za taki obrót sprawy, bywają jednak i takie kiedy klnę w żywe kamienie, że tak wybrałem. Zdania zmieniać nie zamierzam, jednak uważam swój wybór za porażkę. Myślę, że życie bez dzieci/dziecka jest niepełne. To trochę tak jak bym poprzez mój wybór pozbawił się doświadczania rzeczy, do których każdy człowiek jest niejako powołany. A ja sam siebie „ograbiłem” z doświadczeń, które z pewnością wzbogaciłyby moje życie. Dlatego takiego wyboru nikomu nie polecam. Pozdrawiam c.

  18. telemach Says:

    Rozważanie czy lepiej jest dzieci mieć – czy też nie mieć wydaje mi się być jałowym. Jeśli jest to rezultat przemyślanego i świadomego wyboru – to obie decyzje zasługują na szacunek.

    Inna sprawa to sformułowanie „mieć dzieci”. Dziecko nie jest przedmiotem posiadania lecz opieki, miłości i odpowiedzialności. Mieć można samochód, kolekcję znaczków lub żylaki.

  19. Sadoq Says:

    Telemachu,
    Chyba zbyt dosłownie interpretujesz mieć dzieci. Jak sądzę dla nikogo z wypowiadających się mieć dzieci nie jest tym samym co mieć samochód. Kontekst wskazuje na odmienne rozumienie MIEĆ.

  20. Logos Amicus Says:

    Cóż ten samolubny gen z nami nie wyprawia!

    :)

  21. sofijkaa Says:

    Samemuraj

    tak się złożyło, że akurat żyjemy w czasach, w których osoby posiadające więcej niż max dwójkę dzieciaków jest traktowany niemalże jak odrzut społeczeństwa, nieudaczne, nienowoczesne dziecioroby..jak to nazwałeś? „spełniają w społeczeństwie funkcję rozpłodową”
    Wypad za miasto z całą wielką rodziną i zapakowanym po sufit autem wygląda „żenująco”. Dlaczego? bo teraz się żyje dla fabryki. Bo teraz hoduje się zimnych drani, roboty, cyborgi, kolejne śrubki w systemie, dzieci kapitalizmu. I chwała za to, ale od dzieciorobów wara!

  22. sofijkaa Says:

    są traktowane*

  23. K.L.daV. Says:

    Odkryłem bloga świeżego jak Beaujolais Primeur.
    http://toteraja.wordpress.com/2009/06/25/skroty-myslowe/

  24. telemach Says:

    Sadoq: to, do jakiego stopnia język odzwierciedla (lub nie odzwierciedla) sposób pojmowania rodzicielstwa – to temat na całkiem, jak sądzę, odrębną dyskusję. Wydaje mi się. Ja nie interpretuję. Ja stwierdzam, że w stosunek współistnienia rodziców i dzieci określany jest we wszystkich znanych mi językach przy pomocy sygnalizującego relację posiadania czasownika „mieć” – co najzwyczajniej zastanawia. I nasuwa pytanie dlaczego tak jest.
    Pozdr

  25. Licencja Says:

    Mam mieszane uczucia po tej notce. Moje pierwsze wrażenie było takie, że wyprowadził Cię z równowagi Twój syn, tytułem odwetu napisałaś więc jak wyżej ;-)
    Ad rem: co ma do decyzji o nieposiadaniu dzieci odwaga? Czy też wolna wola? Mam dwoje dzieci, bo chciałam być matką, moja przyjaciółka nie ma dzieci, bo nie chce być matką, doprawdy co za odważna z niej kobieta…
    Można odwrócić Twoją tezę i stwierdzić, że świadome rezygnowanie z rodzicielstwa to życiowe tchórzostwo.
    Napisałaś: „Sądzę, że wtedy istnieje się inaczej – bardziej intensywnie przeżywa każdy dzień, mocniej odczuwa się upływ czasu, może częściej i chętniej poświęca się pracy. Może głębiej przeżywa się miłość?”
    Naprawdę Def? Co straciłaś będąc matką? Nie przeżywasz emocji, nie czujesz upływu czasu, nie dajesz z siebie wszystkiego w pracy, nie kochałaś prawdziwie i mocno? No to Ci współczuję.
    Bo ja- matka- żyję, podróżuję, przeżywam każdy dzień, zauważam zachody słońca nad oceanami i morzami tego świata, zakochuję się, odkochuję, pracuję po 12 godzin na dobę, ale nic i nikt mnie tak nie wzrusza jak moje dzieci. Nie mówiąc o ogromnym poczuciu odpowiedzialności, również i za tych bezdzietnych, ostatecznie urodziłam dwie przyszłe płatniczki ZUS-u.
    Pozdrawiam:)

  26. Sadoq Says:

    Telemachu,
    Ciekawy wątek i chyba godny podjęcia w odrębnej dyskusji dotyczącej użycia języka. Zawsze mnie intrygowało to, jak język którym się posługujemy wpływa na widzenie i ocenę rzeczywistości.

  27. andsol Says:

    Jak poczytam trochę dłużej to jeszcze uwierzę, że większość ludzi ma dzieci dlatego, że coś tam sobie postanawia.

  28. none Says:

    A wiesz, pewna firma odzieżowa (żeby nie było kryptoreklamy nazwę sobie podaruję) sprzedawała t-shirty z robotem, który w dymku ma wyrysowany tekst „More robots. Less clones”. Tak mi się nasunęło na bardzo dalekim marginesie tej notki..

  29. kasjo.pl Says:

    Bardzo ciekawe.Czemu niby przetrwanie ludzkości miałoby być tak wielką wartoscią? Czy wygaszanie ludzkosci(przez zaprzestanie rozpłodu) nie ma w sobie pewnego piękna? Nie nowa to idea(już katarzy to planowali).
    Jedni zostawiają po sobie owoce ducha a inni ciała-czemu nie pozostawić wyboru jednostkom?
    Czy J.S. Bach więcej dla nas uczynił przez to,że zostawił po sobie kilkanaścioro młodych,czy przez „Die Kunst der Fuge”?

    Zastanowiło mnie z tym trzecim dzieckiem-tak myślisz,że trzecie dziecko to gwarancja,że ojciec zostanie? Nie miałam takiej myśli ani przez chwilę-odwrotnie-dopiero przy trzecim czułam się uziemiona(że już nikt się we mnie nie zakocha).

  30. yoyo Says:

    Cholera…postanowiłem…CHCĘ MIEC DZIECI…Z ……DEFENDO!!!!!!!!!!!!!
    Gosia propozycja nie do odrzucenia….
    HOWGH

  31. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    żyjesz?
    Czy się na nas wszystkich obraziłaś?

    (Nie było Cię tu od ponad tygodnia. Mam nadzieję, że wszystko w porząku.)

    Pozdrawiam.

  32. obserwator jk Says:

    Sorry, Defendo, wczoraj byłem trochę przynapity, skasuj moje wpisy, proszę!

  33. mniemanolog Says:

    Dla mnie nie ma problemu i sprawa (dla mnie)jest oczywista.Każdy pogląd i działanie „pod prąd” jest swego rodzaju aktem odwagi, o ile nie wynika z głupoty, czy nieświadomości.Pozdrawiam;-)

  34. K.L.daV. Says:

    Małgosiu! tam tylko częścowo merytorycznie [czesc]http://toteraja.wordpress.com/2009/07/08/investor-xs/

  35. Cudo Says:

    ta, ludzie podejmują same zupełnie świadome decyzje

  36. Mazazel Says:

    W świecie zdominowanym przez bezmyślność decyzja o niemnożeniu się jest aktem odwagi. Zwłaszcza w państwie kościelnym w jakim żyjemy. Na świecie jest o pare miliardów ludzi za dużo. Każde kolejne dziecko oznacza POGORSZENIE warunków zycia już żyjących ludzi. A gadki dumnej mamusi jak to urodziła dwie płatniczki ZUS, smiechu warte, a kto sie na jej becikowe złożył? kto jej zapłacił za urlopy? za poród? za badania? za szczepionki? kto te dzieci teraz bedzie naście lat darmo uczył i leczył? ha? wszyscy pracujący musza sie na to składać! Laski na urlopach macierzyńskich na to nie płacą! Za to wszyscy odpowiedzialni ludzie musza sie składac na czyjeś becikowe czyjeś porody czyjeś dzieci ogólem. Gdyby kazdy pracował na swoja emeryture, nie byloby problemu. Dlaczego musze pracowac na czyjes dzieci?

  37. Drakaina Says:

    „Tak wielu ludzi nie pozostawiło potomków, a do dziś ich myśl istnieje i jest częścią zbiorowej świadomości.”

    Tak sobie myślę, że może właśnie to oddziela nas od świata zwierząt?

    Antropologowie fizyczni i kulturowi głowią się nad tym od pokoleń (no, nie tak znowu wielu, to w końcu w sensie nowoczesnym dość młode dziedziny…), mnie na fizycznej uczono, że radość z seksu niekoniecznie służącego prokreacji jest jednym z tych czynników, a tu ostatnio artykuły, że niektóre zwierzęta jednak też czasem tylko dla czystej przyjemności…

    A wracając do tego, co napisałaś, to w sumie jest niezła definicja kultury: że jest ona czymś, co przekazujemy kolejnym pokoleniom niezależnie od tego, czy ich przedstawiciele są naszymi genetycznymi krewniakami. Bo my poza tym wciąż jesteśmy bardzo niedoewoluowani do naszego trybu życia pod wieloma względami – zarówno postawy wyprostowanej jak i tego, że masowa prokreacja przestała być niezbędna dla przetrwania gatunku. W związku z czym atawizmem jest zarówno to, że jak zasypiamy na siedząco, to głowa nam opada, jak i to, że w wielu społeczeństwach tradycja wciąż wspiera – a w każdym razie akceptuje – strategie rozrodcze samców (promiskuityzm) i samic (rodzenie potomstwa jednemu samcowi)… Swiadome nieposiadanie dzieci jest wbrew naturze rozumianej biologicznie, ale co jest ‚naturą’ współczesnego człowieka?

  38. Kancermeister Says:

    Ładnie zastosowane retorsio argumenti. Pozwolisz, że odpowiem reductio ad absurdum:
    Społeczeństwo domaga się od należących do niego zachowania pewnych norm i obyczajów i karze tych, którzy się z nich zbyt jaskrawie wyłamują. Czy jednak nie powinniśmy cenić takich ludzi? Czy nie jest przypadkiem aktem wybitnej odwagi nie poddawanie się presji społecznej i dokonanie malwersacji na wielką skalę, masowego zabójstwa lub deprawacji nieletnich?

    Twoja notatka była po prostu obracaniem się dookoła własnego pępka. Niechęć do posiadania dzieci jest dowodem biologicznego zboczenia. Każda istota żywa chce mieć potomstwo. Wiele z nich dosłownie płaci za to życiem. Przykładem są samce zjadane przez swoje partnerki po kopulacji, czy ośmiornice zjadane przez swoje potomstwo po jego wykluciu.
    Jak ktoś chce jeść tyłkiem i defekować ustami, proszę bardzo, jego wybór, ale niech nie zaśmieca ludziom w głowach, bo niektórzy mogliby nie zrozumieć „finezji” jego rozumowania.

  39. andsol Says:

    @Kancermeister: post agresywny i niedyskutowalny, bo jego prawdy są z nawiedzenia. Oceny dotyczące świata ludzi w terminach wyłącznie przyrodniczych (z jakością tej przyrodniczej wiedzy dość wątpliwą) nieuchronnie zjeżdżają w śmieszność.

    Poziom zamieszania jest aż za oczywisty w takim zwrocie: Niechęć do posiadania dzieci jest dowodem biologicznego zboczenia. Każda istota żywa chce mieć potomstwo. Zboczenia biologiczne?? A może myślisz o wadach biologicznych, ale język Ci się poplątał? Natomiast o każdej istocie żywej (z absurdalnym wrabianiem rozmówczyni w martwość – ha, zapewne mówi to obrońca „cywilizacji życia” czy jakiegoś innego myślowego knota) powiem: nawet gdyby było prawdą, że każda kobieta chce mieć dziecko (czy dzieci, w jakiej ilości ma być to pożądanie, by uniknąć podejrzenia o zboczenie?) to z pewnością nie zawsze chce mieć dziecko. Rodzenie i utrzymanie przy życiu dzieci w okresach wojen i ostrych społecznych kryzysów jest rzeczą niesłychanie trudną. Oczywiście, nie dla osoby, która zapłodni i pójdzie sobie. Ponadto, w naszej kulturze uchodzi za naturalne, że kobieta chce mieć dzieci z partnerem o pewnych walorach, z którym ma zamiar zawrzeć w miarę stabilny związek. W braku takiego partnera, kobieta powinna obniżyć wymogi i zgodzić się na relacje seksualne z pierwszym lepszym troglodytą, nawet nie chcąc ślubu?

    Krótko mówiąc: oj, dużo tu nabredziłeś, dobry człowieku.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: