Lilie

lilie5

Sadziła je moja babcia – w ogrodzie, którym się opiekuję, staroświeckie i niemodne. Nie mam serca ich przesadzić, chociaż w jednym miejscu marnieją. Tak jak nie mogę przestawić jej ulubionego fotela, jej koszyka z robótkami. Szanuję pamiątki.
Jakaś siła każe mi hołubić jabłoń, którą posadziła – chociaż nie rodzi owoców. I prowadzić syna na cmentarz – chociaż ani moja Mama, ani Babcia nie mogły  go przytulić – obie nie żyły, kiedy się urodził. Czasem myślę, jak inne byłoby moje życie, gdyby one mogły trwać, gdyby żył  Ojciec.
Na moim ukochanym pianinie jest kilka durnostojek – rogi jelenia, upolowanego przez Dziadka, figurki mnichów grających w karty, przywiezione mi z Asyżu przez przyjaciół, medalion z Francji, malachitowy przycisk do papieru, koszmarny kryształowy wazon(potwornych rozmiarów) ofiarowany mi przez studentów, odpustowy świecznik… nie wyrzucę – przeciwnie, pieczołowicie ścieram kurz. Wartości materialnej toto nie ma, ale ogromną – emocjonalną. Jak ten medal na ścianie – za wygranie jakiegoś turnieju brydżowego. Tandeta, ale…
Nie potrafię pozbyć się wyrw – podczas ogromnych mrozów pękł pień brzoskwini w moim ogrodzie, trzeba było ściąć martwe drzewo. Z tego drzewa ścinałam kwitnące gałązki, żeby włożyć je do trumny mojej Mamy, wciąż uwiera mnie ta pustka. Tyle wokół miejsc – po kimś, po czymś, niewypełnionych.
Jestem tandetna, ale nie da się mnie kupić. Jak nie można kupić ode mnie tych gadżetów. Ludzie są bezcenni nawet wtedy, kiedy wystawiają się na allegro. I kiedy nas zawiodą.
Nie chcę przetrwać w przedmiotach, ale chciałabym istnieć w Waszych myślach. Niedługo, chociaż chwilę.
Dziś moja tęsknota ma białe, mocno pachnące płatki.

Co roku czekam, aż zakwitnie pierwsza.

Tagi: ,

Odpowiedzi: 17 to “Lilie”

  1. flamenco Says:

    Od rana coś chciałam napisać, ale walczyłam z postanowieniem, że się u Ciebie nie odezwę. Mam nadzieję, że Cię tym nie zirytuję.

    To, co o sobie tu napisałaś, pozwala mi rozumieć wiele Twoich zachowań. Jesteś, kim jesteś, tylko dzięki sobie. Twoja siła pozwoliła Ci pokazać losowi środkowy palec. Wszystko, co osiągnęłaś i dałaś synowi – bądź też swoim uczniom – jest Twoim fundamentem. Nie pozwalałaś sobie na słabość i utonięcie w potknięciach. Jesteś harda, wyniosła, przywiązana do swego, każdy sprzeciw ze strony kogoś „nieuprawnionego” generuje Twoją kontrę i zbroi Cię do walki. Wszystko, co wymieniłam w ostatnim zdaniu, jest negatywne. Ale tylko do chwili, gdy nie weźmie się pod uwagę Twoich zapasów z życiem. Teraz jest dla mnie zrozumiałe.

    Nie złamię słowa. Możesz być pewna i rozliczyć mnie w każdej chwili, gdyby stało się inaczej. Jeśli potrzebujesz i chcesz – przyjmij moje przepraszam. Dziękuję Ci za te kilka prostych słów, które zmieniły wiele.

    Powodzenia, siły i wielu dobrych ludzi na Twej drodze, Def.

  2. Kasia Says:

    Sentymentalnie, ale jakże ..ludzko i pięknie. Wiesz? Bodajaże po raz pierwszy zobaczyłam Twoją kruchość…Zawsze jawiłaś mi się mocna.

  3. defendo Says:

    Nie ma we mnie cienia bohaterstwa. Zwyczajne życie, w dodatku obarczone mnóstwem błędów, nietrafionymi związkami, zresztą – nie bez mojej winy, jednym – wspaniałym, masą problemów, których wiele sama generuję, inne mnie dopadają niezależnie od woli.
    Nie, nie noszę zbroi – i zawsze podnoszę przyłbicę. I nie mam uczniów – mam tylko tych, którzy chcieli mi w moich rozważaniach towarzyszyć, którym – być może – ułatwiłam rozumienie. I tych, którzy pomogli mi otworzyć moje myślenie. Nadal pomagają.
    Nie, nie irytujesz mnie Ty, Flamenco – tylko sposób, w jaki dyskutujesz. Może dlatego, że w realu jestem rozpieszczona – przywykłam do uważnego słuchania – i słuchania mnie, nie spotykam się z lekceważeniem. To czasem nawet przeszkadza, kiedy dla rozładowania napięcia stosuję żart – co za okropne uczucie, jeśli zostaje potraktowany ze śmiertelną powagą!
    Nauczyłam się rozmawiać(a możesz mi wierzyć, że to wymaga czasu) w taki sposób, żeby po dyskusji móc nadal z jej uczestnikami „być”. Często nie trzeba podsumowywać, a „ostatnie słowo” wcale nie znaczy, że ten, kto je powiedział – wygrał. Bo dyskusja – jeśli nawet nosi cechy gry – to jest grą o sumie niezerowej, a przynajmniej grą niekonkurencyjną – wszyscy uczestnicy wygrywają, jeśli potrafią współpracować. Mogę mieć określony pogląd na aborcję – ale słucham argumentów „właścicieli” innych opcji, staram się znaleźć kontrargumenty – i naprawdę można rozmawiać, jeśli się nie zejdzie do poziomu wycieczek osobistych i nie użyje pseudoargumentów. Można dyskutować, co nie znaczy, że celem rozmowy jest przekonanie kogokolwiek – ważne, że wszyscy musieliśmy przemyśleć problem.
    Swoją drogą – ciekawe, kim jest dla Ciebie „dobry człowiek”, jakie ma cechy, jakie warunki musi spełnić…

  4. sofijkaa Says:

    Cieszę się, że nie da się Ciebie kupić. Mnie też nie. I żadne: „gdyby cokolwiek zależało Ci na mnie uwierzyłabyś mi ” jak to powiedziała do mnie jedna z moich rozmówczyń nie przekonuje mnie. Nie tędy droga..
    Niezależność objawia mi się przede wszystkim jako prawo do własnych doświadczeń, własnego zdania i nawet własnych błędów. Szanować innych mimo, że tak bardzo się różnią. Nie skreślać ich z góry ale rozważyć to, co mówią..Ostatecznie przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć inny punkt widzenia. Wydawało mi się, że to jest właśnie miarą inteligencji.
    Sentymentalizm – myślę, że jest wyrazem pewnych wartości.

  5. defendo Says:

    Kasiu – twarda to ja jestem tylko wtedy, kiedy rozważam jakiś problem, kiedy jestem zawalona pracą i wymaga to ode mnie ogromnej dyscypliny myślenia. Poza tym – jestem absolutnie zwyczajna, mam obniżony próg bólu(fizycznego), więc ryczę z powodu niewielkich urazów(podczas porodu traciłam przytomność zamiast wrzeszczeć) ;)
    Zwyczajna – bo na widok kwitnących brzoskwiń, pierwszych lilii – których już nie ma w ogrodach, zastąpiły je szlachetniejsze odmiany), na widok czyjejś sylwetki, łudząco podobnej do sylwetki kogoś, kto z mojego życia odszedł, na widok obrazów, którymi z kimś się zachwycałam, książek, o których przegadaliśmy całe noce – zawsze budzi się we mnie „pamięć blizny”.
    Jest taki odcień niebieskiego, kolor sukni mojej Mamy w trumnie, którego nie mogę znieść – i najwspanialszy obraz świata, który byłby utrzymany w tej tonacji , znienawidziłabym. A jednocześnie – zmuszona napisać o nim jakiś tekst – napisałabym pewnie panegiryk. Doceniłabym również kolorystykę. Tylko nie mogłabym go powiesić na ścianie mojego domu.

  6. defendo Says:

    Sophie, nie wiem, czy to sentymentalizm – jeśli tak, to jest tkanką każdego z nas, jak sądzę. Może to właśnie jest jeden z mechanizmów, dzięki którym istnieje ciągłość kultury?
    Dawno temu przeczytałam, chyba u Kosidowskiego, tekst o wianuszku kwiatów, który czyjaś kochająca ręka włożyła do trumny, w której pochowano faraona – i wszystkie wspaniałości bogatego wyposażenia komory grobowej trochę przybladły. W tych kwiatuszkach, które zresztą po zetknięciu z powietrzem natychmiast rozsypały się w proch, był dawno miniony gest osoby.
    I jeszcze jedna opowieść – o dziewczynie, która spóźniła się na własny pogrzeb. Wielcy władcy wymagali wielkiego orszaku nawet po tamtej stronie, więc podczas pogrzebu uśmiercano dla nich ludzi i zwierzęta. Przy szkielecie dziewczyny znaleziono zwiniętą srebrną przepaskę, której nie zdążyła włożyć, zanim – zapewne – podano jej jakiś środek odurzający i zabito. Co czuła kobieta, która dobrze wiedziała, ze za chwilę spotka się ze śmiercią i chciała wyglądać jak najpiękniej i nie zdążyła?
    Ten „argument”, który zacytowałaś, to żaden argument, to raczej powód do tego, żeby zastanowić się nad swoimi relacjami z tą osobą. Cios poniżej pasa nie jest argumentem, boli, czasem nawet kładzie na deskach, ale nie działa.

  7. Torlin Says:

    Wiele osób ma ten zwyczaj i niesie on – wierz mi – pewne niebezpieczeństwo. Po prostu trzeba pamiętać, że trzeba mieć pamiątki po najbliższych, ale nasz teren nie może przypominać sanktuarium. Mam podobny problem z ojcem, zawiesza na ścianach taką ilość starych dokumentów, zdjęć, zaświadczeń, tablic genealogicznych, że mieszkanie zaczyna przypominać muzeum. Musisz zachować złoty środek.

  8. defendo Says:

    Zachowuję :)
    Fotografie w albumach, dokumenty w teczkach, na ścianach nie brak obrazów bardzo współczesnych. Żadne sanktuarium, nie ma we mnie chęci przedłużenia fizycznego obcowania ze zmarłymi lub inaczej utraconymi. Są współobecni, ale inaczej.
    W muzeum jest porządek, ja wolę chaos;)

  9. poltergeist666 Says:

    Lubię zapach tych kwiatów i szuflady ze wspomnieniami, których zawartość pachnie historią. Nie przeraża mnie przemijanie.

  10. defendo Says:

    Przemijanie mnie nie przeraża. Sprowokowałeś mnie do zastanowienia się, co mnie właściwie przeraża. I nie wiem…

  11. Sadoq Says:

    W moim rodzinnym muzeum tez jest bałagan, ale lubię go i lubię w nim szperać, przekładać i znajdować. Przedmioty są siedliskiem emocji i wspomnień o bliskich. Dobrze je mieć.

  12. mniemanolog Says:

    Torlinie jedna z moich ścian wygląda podobnie , wiszą fotografie nie tylko rodziców, lecz dziadków i pradziadków. Znalazłem w komputerze fotkę kawałka tej ściany , chciałem Defendo wysłać ,ale mój net ledwo dyszy(jaki pan taki kram) zasięg w moim lesie cieniutki.

  13. defendo Says:

    Sadoqu – znasz to uczucie, kiedy szperając w poszukiwaniu jakiejś informacji w książkach trafiasz na notatki na jej marginesie, robione znajomą ręką? i już po pracy – rozsiadasz się, zaczynasz czytać te notatki, potem następne, potem szukasz innych, potem zdjęć… i tak mija czas, a właściwie – tak wraca czas.

  14. defendo Says:

    Mniemanologu – już dostałam, dziękuję! Nawet w leśnej głuszy net czasem łaskawie działa ;)
    Wzruszająca ta ściana…

  15. chłodnym_okiem Says:

    – Wziąłeś pierogi?
    – Nie. Zaraz wracam.
    Czy pierogi są egzystencją autentyczną a mój rozmówca egzystencją nieautentyczną? A może odwrotnie?
    Czy pierogi są egzystencją?
    Czy mój rozmówca jest egzystencją?

  16. Moon Says:

    Ze staroświeckich, niemodnych kwiatów mam stare piwonie sprzed wojny. I coś tam jeszcze, ale nie pamiętam wszystkiego.

  17. cogitomen Says:

    Mam problem, ponieważ trudno mi się z Tobą spierać moja droga. Mówisz „jestem tandetna”, a we mnie aż wrze, kipi i coś bardzo ekspresyjnie woła NIE. Tak wiele Ci zawdzięczam; od prowadzenia mnie za ‚rączkę’ (jak małego chłopczyka), gdy towarzyszyłem Ci w roli adwersarza, a Ty łaskawie zwracałaś moją uwagę na istotne kwestie przez wspieranie mnie gdy świat jawił mi się w rozmytych zaciemnionych barwach po cudowne chwile kiedy wystarczyła nam świadomość bycia ze sobą ‚blisko’ w milczeniu. Małgosiu wiesz przecież, że często jestem przy Tobie myślami. Jest to tak pewne jak zapach białych lilii, o których wspominasz. Co zaś do tandety.. To chyba Cię przebiłem. Pozdrawiam ciepło c.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: