Kultura elitarna – kultura masowa(nieco mniej beztrosko)

Malcharek - collage

Kultura europejska jest elitarna. Może nawet za bardzo elitarna. Sale koncertowe w filharmoniach są przepełnione, w operach nie ma wolnych miejsc(w operze Wrocławskiej co spektakl, to głośne wydarzenie artystyczne), we francuskich kościołach mnóstwo ludzi na koncertach, za to na mszach zaledwie kilka osób, wernisaże i galerie nie narzekają na brak odwiedzających.
Zarzuca się nam, Europejczykom, dekadentyzm i pesymizm, ale po prostu nie jesteśmy hałaśliwi, wolimy Don Kichota od Sancho Pansy, chociaż akceptujemy obydwóch. Stworzyliśmy Monty Pythona, nie Myszkę Miki. Amerykański mit o karierze wcale nas nie przekonuje, nie marzymy o happy endzie, wolimy wieloznaczne zakończenia.
Nieprawda, że wszyscy ludzie rodzą się równi i mają takie same potrzeby. Jedni rodzą się zdrowi i bogaci, inni – chorzy i ułomni. Na świat przychodzą ci, którzy chcą rządzić i tacy, którzy wolą być rządzeni. Także ci, którzy nie uznają żadnej formy władzy. Tacy, którzy będą w nieskończoność rozważać problemy aksjologiczne i ontologiczne i ci, którym to nawet do głowy nie przyjdzie, bo absorbują ich telewizyjne opery mydlane lub trudności w zdobyciu wody czy jedzenia. Zdarzają się ludzie obdarzeni geniuszem matematycznym, innym poważny kłopot sprawia nauka czytania. Wspaniali pisarze i koszmarni grafomani. Twórcy i odtwórcy. Najwięcej jest takich, którzy chcą prowadzić życie mimetyczne, naśladując rodziców, znajomych, sąsiadów; powielają wzorce, chociaż uważają, że są  oryginalni(szukają argumentów, żeby to uzasadnić, ale znajdują tylko szczegóły, które nie zmieniają obrazu). Niewielu buntowników realizuje własne wizje. Na to trzeba rozumu i odwagi, a to rzadkie połączenie.
Cechą „masowego człowieka” jest hurraoptymizm(mit self-made mana), chciejstwo i kult emocji. „Ja chcę” to hasło wypisane na wszystkich murach i sztandarach. A przecież uczestnik poptłumu jest w tak ogromnym stopniu ograniczony, że konsumenci kultury elitarnej to – w porównaniu z nim – prawdziwie wolne ptaki. Ogranicza go choćby moda i poddaństwo mediom. Niewidzialne pęta, bez których czułby się zupełnie bezradny, jak wyprzęgnięty z kieratu wół – musi upaść. Własnym emocjom buduje ołtarze – „najważniejsze, co czuję”, „skoro podoba mi się mój goły pępek, to znaczy, że   j e s t   piękny i basta!”, „rymowanki są poezją, a ten cały Sosnowski czy Świetlicki to jakiś bełkot”, „harlekiny są w porzo, takie życiowe”, „to ja decyduję, czy dzieło jest coś warte, niech jajogłowi siedzą cicho, co oni tam wiedzą”.
Kultura masowa jest niewątpliwie dziełem anglosasów. Narodzona w XVII-tym wieku rozwinęła się żywiołowo – i dziś jest zjawiskiem globalnym. Zmieniła lub doprowadziła do upadku wiele kultur lokalnych. Jest uniwersalna, ale nie ma to nic wspólnego z uniwersalizmem średniowiecznym, który tworzył parenetyczne, nierealizowalne wzorce(król Artur, Tristan, Roland, św.Aleksy); ona wyniosła na piedestał przeciętność i powszechność – każdy może przykleić sobie tipsy, zoperować biust, śpiewać jak gwiazdeczka telewizyjna, powiesić na ścianie reprodukcję „Słoneczników”. Nie ma dla niej nic, co trzeba szanować, sacrum wymieszała z profanum, mdły pro/sac-drink nikomu nie zaszkodzi, nikogo nie zmusi do myślenia, lekkostrawny i wymiotny. Arystokracja intelektualna to dla popkulturowca obiekt do kopania i śmiechu, on nie uznaje autorytetów w żadnej dziedzinie. Odebrał jej wszystkie przywileje, zepchnął na margines. W pewnym sensie sama jest sobie winna – pozwoliła sobie na flirt z popkulturą, a teraz broni okopów św.Trójcy, licząc na cud. Krasiński to przewidział, niedoceniana „Nie-boska komedia” jest dla mnie źródłem nieustannego zadziwienia wizjonerstwem wieszcza. Zwycięża Pankracy, Hrabia musi zginąć, ale zdobywcy nie mają pojęcia, co z tym zwycięstwem zrobić.
Popkultura beztrosko zawłaszcza mity – i niech je sobie gwałci, ale po jakiego diabła intelektualiści się do niej wdzięczą, próbując analizować „Matrix” w aspekcie jego rzekomej gnozy? Kultura masowa mitów nie rozumie i nie zgłębia, ona na nich tylko pasożytuje. Parazytokultura nie wie, czym jest myślenie magiczne, a sama jest czymś w rodzaju kina akcji, w którym musi się dziać dużo i głupio, nie pozostawia czasu na refleksję, woli przemoc(bo przecież ta jest powszechna). Próba szukania klucza interpretacyjnego do „Conana” jest tyleż nieuzasadniona, co idiotyczna. Odnajdywanie w „Pasji” Gibsona czegoś więcej niż tylko pornograficznego widowiska, jest nadużyciem. A przecież i on ukradł jeden z najstarszych mitów ludzkości – mit zbawcy.
Istotą rozwoju kultury jest nieustanny spór o wartości, bez niego ginie i obumiera. Ten spór utrzymuje kulturę w stanie wciąż zagrożonej równowagi, zmusza do progresji, do szukania konsensusu. W zbiorowej świadomości istnieją zarówno Sokrates, jak i Lacan, Platon i Marks, Heidegger i Spinoza, nawet jeśli na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. I ta zbiorowa świadomość łączy konsumentów kultury masowej z elitarystami.
Lubię Gilmoure’a i A Perfect Circle, z przyjemnością słucham „Świetlików” i czytam Agatkę Christie, noszę czarne skórzane spódnice i wysokie obcasy. Używam telefonu komórkowego i oglądam czasem jakiś program w TV. Nie można dziś funkcjonować(niemal nie można) nie będąc konsumentem kultury masowej. Przed jej uwielbieniem i przed arogancją broni nas jednak poczucie smaku i metafizyczny temperament. Trzeba z niej korzystać, ale nie wolno jej się poddać. Nie chodzi o to, żeby słuchać jakiegoś Feela czy innej Dody z poczuciem wstydu, ale o to, żeby mieć wtedy świadomość, że to jednak jest wulgarne – i umieć się tej wulgarności pozbyć, stosując jakieś antidotum, dokonywać – chocby czasem – swoistego katharsis.
Dzisiaj każdy może być Parysem – wystarczy dać się skorumpować, oddając jabłko czy głos temu, kto oferuje spełnienie marzeń. Popkultura ochoczo czerpie z tego mitu – ale woli nie pamiętać o śmierci Hektora i zburzeniu Troi, a to przecież ta sama opowieść. Realizacja marzeń jednego człowieka kończy się tragedią wielu – jednak kultura masowa przestróg nie znosi, nazbyt jest ludyczna. Nie ma w niej jednak niebezpieczeństw, jakie stwarzał orszak Dionizosa. Menady rozszarpywały na strzępy wśród zabaw i radości.
Na marginesie: wolę brytyjską popkulturę od amerykańskiej – jest w niej ogromna witalność, wprawdzie destrukcyjna i wieloznaczna – potrafiła przecież rozwalić w gruzy stary ład eksplodując Beatlesami, Eltonem Johnem epatującym swoim homoseksualizmem – ale czuje się w niej jakąś namiętną demoniczność, siłę, która czaruje i uwodzi. Amerykańska kultura masowa niczego nie zamierza burzyć, ona buduje się z wielości kulturowej, powstaje z niczego, a prostota(nawet prostactwo) umożliwia jej objęcie swoim zasięgiem niemal wszystkich mieszkańców kontynentu i rozprzestrzenienie się na cały świat. Cóż – coś za coś – jednym Batman i McDonald, innym Hamlet i kolacja przy świecach.

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 69 to “Kultura elitarna – kultura masowa(nieco mniej beztrosko)”

  1. procesVII Says:

    noszę czarne skórzane spódnice i wysokie obcasy. Używam telefonu komórkowego

    A jakiż to ma związek z niechęcią do kultury masowej. Powinnaś nosić sukienkę i sandałki na płaskim obcasie. I używać telegrafu albo telefonu stacjonarnego? Najlepiej przez centralę i na korbkę?
    A propos Parysa i Hektora: Ile ważył koń trojański?

  2. mniemanolog Says:

    Niektórzy głoszą ,że Kościół Narodowy jest ściekiem Kościoła Katolickiego z jego odpadami.Niektórzy głoszą, że popkultura jest ściekiem Kultury z jej odpadami. W takim razie co jest ściekiem popkultury z jej odpadami? I czy należy tak stanowczo obstawać przy swoich sądach? Czy Kultura , jej kierunki nie przenikają się nawzajem? Kiedyś kicz , dzisiaj sztuka.Kiedyś muzyka popularna , dzisiaj poważna. Gdzie granica i kto ją wyznacza?Jeśli wyznacza ,to czy słusznie? Może się myli?Czy Wagner to Sztuka, sztuka, czy sztuczka? Czy walce Straussa to ówczesna lambada, a dzisiejsze dzieła?
    Pozdrawiam

  3. mniemanolog Says:

    ps Czy jak twór popkultury odpowiednio się zestarzeje, to staje się arcydziełem?A może Kultura jest na równi pochyłej?

  4. defendo Says:

    Przeciwnie – telefon,niektóre stroje, muzyka(czasami) – to moje oddychanie kulturą masową, ale muszę się potem dotlenić czymś zupełnie innym, oczyścić płuca – i znowu… ;)

  5. defendo Says:

    Nie jest, Mniemanologu, ale to zasługa Europy, jak mniemam :)

  6. YOYO Says:

    Kochanie…przykro mi to pisać,powtarzasz się.To już było wałkowane.
    HOWGH

  7. defendo Says:

    Było, Yoyo, jednak inaczej. Tutaj chodziło o przestawienie akcentów, nie zauważyłeś?

  8. defendo Says:

    Jednym z powodów, dla których napisałam tę notkę, jest ten:
    http://kulturamasowa.googlepages.com/
    i kilka podobnych.
    I maile. I to, że ogromnie mi potrzebna książka Barthesa „Mitologie” – może ktoś się odezwie? Z zaprzyjaźnionych bibliotek ukradziona…
    Ta przeklęta odpowiedzialność za słowo… zgiń, przepadnij!

  9. flamenco Says:

    Własnym emocjom buduje ołtarze – “najważniejsze, co czuję”, “skoro podoba mi się mój goły pępek, to znaczy, że j e s t piękny i basta!”,

    Def, zdajsie wpadłaś we własne sidła :) To nie ma żadnego związku z tymi, którzy bezkrytycznie hołdują kulturze masowej. To postawa zarówno mas, jak i elit. Wynika z umiejscowienia siebie w kosmosie – pępkiem świata, narcyzem zapatrzonym w siebie (a więc przywiązanym do własnego porządkowania świata), jest każdy rasowy artysta. On nie musi szukać dla swoich gustów usprawiedliwienia – jeśli coś uważa za sztukę, toz automatu uważa, żetojest sztuka i basta!

    Myślę, że jest znacznie gorzej. Przeciętna plamka masowej szarości, często z powodu zuchwałości, czy konieczności tłumaczenia się (isiebie), umie motywaować swój wybór/gust. Mniejsza o to, jak – to zależy od możliwości, realiów, etc. Elita idzie na ślepo za konkretną grupą – jeśli ktoś o wysmakowanej estetyce uważa to za ważne, ciekawe i upajające zmysły, to musi! być TO. Opinie masowego konsumenta o własnych upodobaniach różnią się szczegółami, które wskazują na osobniczy odbiór, na zrozumienie. Opinie elit, to przeważnie dwie-trzy opinie krytyków,które są żywcem przyswajane i powtarzane o tyle beznamiętnie, co z barwną egzaltacją ;)

    Tyle na szybko, po pierwszym czytaniu – ten fragment wyrwał się krzykiem w stylu american pop ;)

  10. flamenco Says:

    ups – pozdrowienia :)

  11. defendo Says:

    Flamenco – sądzę, że są tacy, którzy koncentrują się nie tyle na własnych emocjach, ile na własnych refleksjach. Masowidz potrafi tylko na tych pierwszych. Tu właśnie widzę różnicę. Kiedy jesteś np. na wernisażu, to obrazy do Ciebie „mówią”, coś opowiadają, Twoje doznania są nie tylko czysto estetyczne. Masowcy(mam na myśli tych, którzy są konsumentami
    w y ł ą c z n i e tej kultury) czują, że któryś obraz im się podoba, ale są na jego przekaz głusi, nie potrafią go sobie zinterioryzować. Obrazy to dla nich ornamenty.
    Elity flirtują z popkulturą – i wolno im, ale chłopomania źle się skończyła dla krakowskiej inteligencji(Rydel nawet ożenił się z chłopką, ale… wyobrażasz sobie takie połączenie?). Czymś zupełnie innym było sięganie do kultury ludowej w romantyzmie, czymś innym jest współczesna fascynacja elit popkulturą.
    A dorabianie filozofii do „Pasji” i szukanie w tym filmie nowego czy choćby twórczego odczytania mitu najpierw mnie śmieszyło, teraz już tylko złości. Wpadła mi ostatnio w ręce dziwaczna praca – jakiś młody naukowiec, zafascynowany literaturą fantasy, dorabia gębę ideologiczną „Wiedźminowi”(!). Jakież on tam odnalazł „archetypiczne struktury”, jaką głębię ontologiczną! A jak się przy tym wysilał – czuć w tej pracy krew, pot i łzy. A wszystko po to, żeby przekonać siebie i innych, ze „Wiedźmin”(i cała popkultura) może uratować mity, które ludzkość powoli zapomina…

  12. procesVII Says:

    Wyspiański też ożenił się z chłopką i nie rozumiem, dlaczego źle się dla niego to skończyło? Nie ona zaraziła go luesem.
    Właśnie ten flirt z podkrakowskim chłopstwem miał odświeżyć krew ówczesnej, zblazowanej inteligencji, jak i Czwartemu Wieszczowi. Najlepsze jego dzieła powstały po ślubie z Teodorą, a przecież pięć lat przed ślubem miał już z nią córkę Helenę (urodzoną 1895).
    Marquez we wszystkich swoich dziełach odwołuje się do kultury ludowej, do opowieści ludzi, którzy nawet nie umieją pisać ani czytać. To kultura najniższych warstw społecznych, tylko nam zdaje się – z naturalnych względów – być mroczna, tajemnicza, pasjonująca czy egzotyczna.

  13. TadekKuranda Says:

    Def, och jak dobrze podumać na Twym łonie.
    Def, najpierw ta ptasia grypa, potem te wściekłe krowy, teraz znowu świńska choroba. Teraz chorują na to elity. Mało kto pamięta, że grypa hiszpanka 1918 roku pochłonęła 50 milionów istnień ludzkich. W dzisiejszych czasach ogromną rolę w zwalczaniu epidemii odgrywają przekaźniki informacji takie jak telefon, radio, telewizja Internet.
    Słuchasz radia i otrzymujesz taką informację: Za godzinę i piętnaście minut na warszawskim Okęciu wyląduje czarterowy samolot z Nowego Jorku. Na pokładzie samolotu na miejscu numer 44 siedzi Tadeusz Kuranda, 44-letni młody mężczyzna, który na alei 44 pomógł wstać przypadkowemu przechodniowi, który zasłabł, rzeźnikowi Stevenowi Fourthyfour podejrzewanemu o kontakt z mięsem chorej na świńską grypę. Na lotnisku służby epidemiologiczne przygotowały dwa autokary, którymi przewiozą pasażerów wprost do kliniki Ojca Rydzyka. Wyobraź sobie 50 milionów takich samych informacji na temat chorych na świńską grypę.

    Te same przekaźniki codziennie atakują nasze szare komówki potokami bezwartościowego szlamu spłycając naszą wrażliwość. Poszukujemy odpoczynku od nieustannego segregowania informacji, chcemy wesprzeć się na czymś co uznano-uznaliśmy za trwałe, wysokie co jest jak peryskop łodzi podwodnej zanurzonej w oceanicznym szambie.

    Zawsze istniał rozdział pomiędzy kulturą masową i elitarną a co za tym idzie za tzw. masowym gustem i gustem elitarnym. Rozdział ten jest oczywiście sztuczny jak lalka Barbie i niepotrzebnie zhierarchizowany.
    Dywagacje artystów o tym czy sztuka ma coś mówić czy, czy ma sięgać gwiazd czy korzeni niczego nie przyniosły prócz konstatacji, że w tej dziedzinie nie ma granic i nie ma miary.
    Jesteśmy jak igła gramofonu opuszczona w dowolnym miejscu wirującej płyty. Taki wydamy dźwięk, jakie będą okoliczności. Coś co dzisiaj jest grafomanią jutro będzie sztuką wysoką i na odwrót. Jedynie koleiny naszych przyzwyczajeń, intelektualne nagniotki i formalne tęsknoty a nawet społeczne ambicje każą trwać na posterunku intelektualnych latarni morskich dobrego. Wszystko byśmy mierzyli i przymierzali. A tu, w sztuce, kulturze wszystko płynie i wszystko jest względne. Każdy może udawać lub mieć przekonanie, że jest artystą, i że coś tworzy, ale jakie to jest – dobre czy złe – tego nikt już nie wie. Bo po co? Pigułka, która pomogła twojej sąsiadce tobie może zaszkodzić, więc dobre jest to co mi się podoba. Konglomerat wyłącznie moich emocji bez względu na to jakie są tych emocji przyczyny. Masowy gust nie istnieje – to mit. Chociaż uwiarygodniany przez pokolenia bo jest elementem handlu. Mit, który ma swój marketing i swoją cenę. Mona Lisa Leonarda jest ikoną takiego mitu. Każde zdanie opisujące ten obraz zaczyna się od „genialne dzieło mistrza” – to aksjomat. Każdy kto będzie się z nim mocował tylko się niepotrzebnie spoci.
    Pewnego razu stałem pół godziny w kolejce do muzeum van Gocha w Amsterdamie i czas ten poświęciłem na rozważania typu „ki diabeł?”. Kiedyś nie mógł sprzedać jednego nawet obrazka a teraz napędza wielki przemysł a cena jego jednego dzieła jest taka, że mogłyby z tego żyć całe pokolenia jego wnuków nic nie robiąc.
    Sztuka jest tą dziedziną gdzie na to udawanie można sobie pozwolić, bo każdemu wolno gadać i krzywda się z tego nikomu nie dzieje. W takiej zupie bez znaczenia jest to co na wierzchu a co pod spodem. Artyści już sczeźli.
    Pojawili się prawdziwi artyści, tacy którzy wierzą w rzetelną wiedzę, talent, umiejętność, wyobraźnię i konstrukcję. Tacy, którzy tworzą dzieła dające się zmierzyć i porównać. Inżynierowie i konstruktorzy. Nie bójmy się jednak tej technicyzacji naszej cywilizacji, kiczowate mydlane opery i landszafty z jeleniami na rykowisku nadal powstają tak samo jak kalesony i ineksprymable.
    Ojciec Mozarta pyta go: Jak to nie masz uczniów? To z czego ty żyjesz?
    Dzisiaj działa rzecz nie do pomyślenia. Zespół LED Zeppelin doliczył się 70-milionów sprzedanych płyt (niechby mieli tylko dolara od sztuki). Mozart pewnie nie sprzedaje się lepiej bo ma słaby marketing i mniejszą, bo elitarną, publikę. Pocieszmy się jednak, że jego muzyka sprzedaje się na wykresie na jednej wysokości przez wieki.
    Gdzieś muszę przerwać ten wywód, bo ptaki za oknem już się budzą.

  14. TadekKuranda Says:

    Jeszcze dodam coś…. Rozmawiałem niedawno z przemiłą, śliczną, młodą (24) dziewczyną, która oznajmiła mi, że jest piosenkarką i wydała właśnie swoją pierwszą płytę. Sprzedała jej już 3000 egzemplarzy. Jedną dostałem w prezencie. Cały nakład – 10 000 – finansował jej ojciec, który uważa, że córka ma talent, powinna tylko dużo pracować – ale ten pierwszy sukces (tak to nazwijmy) przyda jej się, żeby nie musiała się zmagać z losem, z wytwórniami, kontraktami itp. Ma coś na zachętę i dalej niech sobie radzi sama. Niestety wybory do europarlamentu tak zaabsorbowały mój czas, że nie miałem go już na to żeby zaprojektować okładkę do jej płyty, za to podałem kontakt do tłoczni płyt gdzie 1 egz. kosztuje jej ojca 2,50 zł netto wraz z opakowaniem.
    Pomyśleć tylko co to było 10-20 lat temu na tej spalonej ziemi, tej ziemi…
    Mój stary kumpel. Alek Mrożek – fantastyczny gitarzysta – ten od „Porter band”, „Recydywa blues band” i wielu innych znanych zespołów mieszka w malutkiej kliteczce wraz ze swoją poetką i nie dorobił się na sztuce choć przecież przy jego talencie mógłby pozwolić sobie na znacznie więcej materialnej satysfakcji. W jakimś sensie kultura masowa tworzona „niedorozwiniętych” (w sensie rozwoju artystycznego) dwudziestolatków radzących sobie samodzielnie z finansowaniem, produkcją i marketingiem – prześcignęła jego pojęcie wdrapywania się po szczeblach kariery artystycznej popularności. Kanały dystrybucyjne dwudziestolatków są fantastyczne, bo rówieśnicy tej dwudziestolatki, nie mając pomysłu na własne życie, chętnie jej pomagają – rozprowadzają jej płyty jak w sieci AVON. Tego nie można powiedzieć o kolegach znanego gitarzysty, ani mieć do nich pretensje.
    Doda nie zostanie operową divą ale jest bardzo dobra w tym co robi. Potrafi się sprzedawać a to przecież o to chodzi.
    Możemy się zastanawiać gdzie rodzi się nasz smak i tęsknota do orgazmu naszych kubków smakowych, jednak może być tak, że najbardziej wkurza nas sukces jętek jednodniówek.
    Miejmy sobie tę czy tamtą kulturę za wysoką a inną za niską – to tylko nasz prywatny problem i roztrząsanie tego prowadzi tylko na manowce.

  15. TadekKuranda Says:

    Podoba mi się sztuka, którą tworzy Robert Makłowicz. Pokazuje jak gotuje, potem bierze top do ust i mówi jako samozwańczy autorytet kulinarny: mmmmmmmmmmmm, pycha.
    Smaku tego co ugotował nie poczujecie, chyba że sami spróbujecie coś takiego ugotować. Nawet jeśli poczujecie smak spalonych trocin to w uszach będzie Wam dźwięczał głos Makłowicza: mmmmmmmmmmmmm, pycha.

  16. Pjerry Says:

    Kultura nazwijmy ja symbolicznie „wysoka” i „kultura” niska zawsze funkcjonowały sobie obok siebie wzajemnie się przenikając. A taki zabawny przykład symbiozy to Ferdydurke gdzie zakończenie „Koniec i bomba..” wymyśliła służąca Anielka.
    Natomiast niebezpieczne dla kultury stała się może nie tyle masowość co pewne zachwianie równowagi jakie zachodzi w mechanizmie medialnym.
    A więc nie tyle masowość kultury co zaprzęgnięcie jej w cykl produkcji jakim są media. Stało się bowiem tak, iż zarówno media (ale też kluby piłkarskie) stały się przedsiębiorstwami produkującymi kulturę tak jak klub piłkarki jest przedsiębiorstwem produkującym widowisko nazywane dla ułatwienia meczem piłki nożnej.

  17. flamenco Says:

    Defendo,

    Myślę, że pomijasz w założeniach podstwę, o której wspomnieli Panowie, skupiając się na wykazywaniu braków jednej kultury i wyższości, czy wręcz zasadności, drugiej.

    Dzisiaj kultura jest takim samym towarem jak mleko w kartonie. Umiesz wmówić konsumentowi, że akurat sprzedawane przez Ciebie mleko jest najzdrowsze, ma wyrazistą barwę i najszlachetniej wyważone walory smakowe, to już masz połowę sukcesu. Musisz tylko zadbać o opakowanie, by wzbudzić pragnienie oczu, o reklamę (niekoniecznie tę głośną – w chaosie najlepiej słychać subtelny szept, tak jak na pstrym tle wybija się monochromatyczny motyw), i patent na sukces gotowy. Jesteś producentem – możesz być odbierany jako mecenas. Nie, bynajmniej nie tak o sobie myślisz, to szybko doprowadziłoby do porażki na wolnym rynku – producent/menager jest tylko inwestorem, musi reagować na wskaźniki ekonomiczne, od dokonywania ocen walorów estetycznych i edukacyjnych kultury być jak najdalej. Jeśli tyle potrafisz, umiesz jednakowo beznamiętnie sprzedać Dodę i Małgorzatę Walewską jako produkt z tej samej półki – określasz jedynie docelową grupę odbiorców, bo to ma znaczenie zarówno przy bilansowaniu potencjalnych zysków i strat, jak i przy szkicowaniu opakowania. Opakowania w każdym znaczeniu – nie tylko wizerunku i reklamy, ale świadomego manipulowania dostępnością, tworzeniem pozornych nisz, które przyciągną odbiorcę lubującego się w poczuciu posiadania wysmakowanego gustu i rozumienia artystycznych cierpień i wzlotów.

    Wszyscy jesteśmy jednakowo manipulowani, w najwytrawniejszy ze sposobów. Schlebia się naszym gustom, zachciankom, tęsknotom, a nawet oburzeniu. Gdyby nisza była nam sprzedawana tak, jak szeroki strumień plastikowej popkultury, to przestałaby być niszą. Nie odnajdywałabyś w niej już ani smaku, ani upodobania, ani sensu. Coś, czym zalewa się masy, przestaje pociągać indywidualnego odbiorcę. Jest zachwytem tłumu, w którym Ty byś się nie odnalazła. Możesz w niego wejść i potupać pogo, poczuć pierwotną dzikość, pot, bezrefleksyjny rytuał, jedność z resztą takich samych jednostek. Za chwilę i tak z niego wyjdziesz, weźmiesz prysznic i upewnisz się w lustrze, że to Ty. Usłyszysz Mahlera i z ulgą pomyślisz, że to jest ta wolność sam-na-sam z głębią, do której należysz. A powinnaś pomyśleć zupełnie inaczej – jak to dobrze, że Mahler nie wyskakuje z każdej lodówki, bo przestałabym go cenić i rozumieć; widziałabym tylko iluzję, którą jest w rzeczywistości, a która jest mi niezbędna do zbudowania własnego rozumienia głębi.

    Produkt rynkowy nie jest dostosowany ani do gustu, ani do potrzeby karmienia się czymś wartościowym. Jest serwowany dla naszej próżności i instynktu należenia do jakiejś grupy (mniejszej, większej – nieważne). Wszystko, co jest ponad podstawowe potrzeby, może stać się potrzebą konsumenta tylko wtedy, gdy wmówi mu się, że tego potrzebuje. W demokracji i kapitaliźmie to możliwości rodzą potrzeby, nie odwrotnie. Muszą to robić umiejętnie i skupiając się tylko na celu (inaczej mówiąc, w nosie mając rzeczywistą wartość sprzedawanego, zrównywać ją, by ustalić nową stawkę na sprzedaż ), bo tylko wtedy mogą nam wmówić, że coś jest faktycznie naszym wyborem, wyrazem naszej wolności. Nie warto być zbyt naiwnym i dopisywać do transakcji ideologii, chociaż – fakt – dla rozrywki można jak najbardziej. Przecież w ten sposób karmimy konta kolejnych inwestorów – o czymś trzeba tu dyskutować, czemuś służyć muszą krytyczne opinie, z czegoś wyrastać pozornie fachowe recenzje. Potem można się z tym do woli kłócić, oburzać.. czuć. Kupujemy czucie. Jedni mogą seks traktować sportowo i dla czucia orgazmu przespać się z pierwszym lepszym poartnerem. Inni muszą się zakochać. Jeszcze inni muszą przeżywać fascynację, penetrować umysł umysłem, symulować pchnięcia gorączką sporu i celnymi kontrargumentami – dopiero gdzieś na końcu tego intelektualnego aktu seksualnego zdarza się zbliżenie stricte płciowe, albo i nie, z obawy przed tym, że cielesność skończy dzikie obcowanie na stole metafizyki. Tak, czy siak – zawsze chodzi o CZUCIE ;)

    Miłego dnia :)

  18. Sadoq Says:

    TadekKurranda napisał: Podoba mi się sztuka, którą tworzy Robert Makłowicz.

    Uważam, że w tym stwierdzeniu jest clou całej dyskusji. Dzielimy włos na czworo, spieramy się o pojęcia, wartości, rodzaje kultury tak, jakby to stanowiło istotną różnicę, jak w przypadku krzesła i krzesła elektrycznego.

    Pompujemy swoje ego uczestniczeniem w wydarzeniach kulturalnych tygodnia, miesiąca etc. A tak naprawdę lubimy czasem poczytać kiczowate harlekiny i zmyślenia Dan Browna, podczas, gdy Lema Dziennik znaleziony w wannie przejrzeliśmy ledwie w połowie. Jedni wolą Makłowicza opowiadającego smaki, drudzy nieapetycznego Kuronia.

    De gustibus non disputandum… i tego się trzymajmy, bo jeden woli córkę, drugi zaś teściową

  19. defendo Says:

    Popkultura to nie kultura ludowa, nie można stawiać znaku równości. Co więcej – wiele lokalnych kultur zanika lub zanikło pod jej wpływem. Marquez – to myślenie magiczne, właśnie dlatego, że czerpał z kultury ludowej, która z magią jest za pan brat, Procesie.

  20. defendo Says:

    Tadeuszu – racja, że szukamy oparcia, przygłuszeni szumem informacyjnym. Chcemy mieć coś trwałego, czegoś, co jest niepodważalne.
    Sądzę, że jednym z kryteriów wartościujących dzieła, jest możliwość przetrwania w zbiorowej świadomości. Norwid umarł w rozpaczliwej nędzy, ale wciąż jest czytany, nadal inspiruje. But w butonierce, „Pogrzeb hrabiego Orgaza”, „niegdysiejsze śniegi” Villona, rubajjaty Hafiza – wszystko to nadal inspiruje. Wyobrażasz sobie współczesną filozofię bez Platona, św.Tomasza, Descartesa, Hegla, Heideggera? Europejczycy czytają mity greckie i „Antygonę” – i nie tylko czytają, odczytują wciąż na nowo.
    O Twojej „gwiazdeczce” zapomną już wkrótce, jeśli ma zaledwie talencik, nie prawdziwy talent, a zespół Johna Portera będzie nadal słuchany przez wrażliwców.
    Nie boję się kultury masowej – ufam, że kultura wysoka sama się obroni. Warto jednak, żeby jej zwolennicy wiedzieli o sobie nawzajem. Nigdy nie stworzą grupy, żadne lobby nie wchodzi w grę – to indywidualiści. Jednak świadomość, że coś ich łączy, ze nie są samotni – jest przyjemna, prawda?
    O gustach trzeba dyskutować. Choćby po to, żeby ktoś, kto się takiej dyskusji przygląda – sięgnął po Barthesa, usłyszał o Mahlerze, przeczytał choćby jeden tekst Sosnowskiego. Popodbiorca mówi, ze nie cierpi opery – ale nigdy w niej nie był, że książki są niepotrzebne i nudne – ale ich nie czytał i nie czytuje, że teatr jest gorszy od filmu – ale nigdy nie kupił biletu itd. Może – kiedy przyjrzy się dyskusjom – zdecyduje się na to?
    W tym wypadku siła nie w jedności – bo między elitarystami zawsze będą spory – ale w pozyskiwaniu nowych, indywidualnych konsumentów kultury wysokiej. Mój syn nie ma talentu muzycznego, ale lubi chodzić do filharmonii, bo tak został wychowany. Dla wielu ludzi pójście na koncert Krawczyka jest obciachem, chociaż w domu – słuchają go czasem.
    Res Publica Nowa ma niewielki nakład – zaledwie 4 000 egzemplarzy czy coś koło tego, „Życie na Gorąco” rozchodzi się zapewne w dziesiątkach tysięcy, a jednak wartość publikacji jest nieporównywalna. Nikt nie zbiera „Pani domu”, ale nie znam nikogo, kto wyrzucałby „Kontrasty” czy „Literaturę na Świecie”(spróbuj zresztą poszukać tych pism w antykwariatach, mowy nie ma, zaprzyjaźniony antykwariusz mówi, ze sprzedają się na pniu, ale bardzo rzadko ktoś je oferuje).
    Prawa artysty to już temat nieco inny. Pisałam o tym – i zamierzam kontynuować. Udawanie? Masz rację, ale na dłuższą metę się nie da. Można okłamywać skutecznie jedną osobę przez dłuższy czas, nie można okłamywać wszystkich i zawsze.
    Jasne, że doceniam ludzi, którzy są dobrzy w tym, co robią. Mam zaprzyjaźnionego murarza, który wykonuje swoją pracę naprawdę znakomicie – i twórczo. Doda niech sobie śpiewa, bo nie fałszuje. Telenowele mają swoją publiczność i robią je fachowcy, skoro potrafią przykuć do telewizorów tak wielu widzów.
    Nie chcę jednak, żeby problem, co jest kulturą elitarną, a co masowym chłamem, był sprawą prywatną i zależną od indywidualnych upodobań.
    W końcu od czegoś są krytycy – to raz. A po drugie – nie chodzi mi o to, żeby wszyscy latali do teatru na Mrożka, ale o to, żeby ci pozostali mieli świadomość, ze poza ich idolami jest coś większego, ta siła fatalna, która niektórych w aniołów przerabia. Tak jak wierzący modlą się wgapieni w „cudowny” obraz wiedzą, że gdzieś tam, a może tuż obok – jest Bóg. O wiele potężniejszy od obrazu. I zupełnie inny…

  21. defendo Says:

    Pjerry – dziękuję! Nie pomyślałam o tym. Rzeczywiście – kultura jest produktem, który dziś się sprzedaje i musi przynieść zysk.
    Tylko ten zysk.. wiesz, że Japończycy, pragmatyczni do bólu, inwestują potężne pieniądze w wykształcenie kobiet, chociaż ogromna część tych wykształconych nie podejmuje pracy zawodowej? Bo zrobili badania – i dowiedzieli się, ze sukcesy dzieci w nauce zależą od poziomu wykształcenia matek. Do największych europejskich muzeów narodowych można wejść za darmo w określonym dniu tygodnia – i nikt nie rozpacza nad stratą pieniędzy z biletów. Francja dofinansowuje wydawnictwa – i książki są tam relatywnie tanie – od kiedy zaczęła to robić, znacząco wzrósł tam poziom czytelnictwa. Chyba mają dziś najwyższy odsetek czytających w Europie.
    Mało tego – w kryzysie zwiększono tam nakłady na kulturę – założenie jest takie, że to najszybciej zwracająca się inwestycja. Wystarczy tylko rozbudzić w ludziach pewne potrzeby…

  22. defendo Says:

    Flamenco, kultura jednak nie jest towarem. Tak sądzę. Nie tylko czymś, co można zapakować i sprzedać. Radiohead udostępnił swoją najnowszą płytę w internecie za „co łaska”, wcale jej nie wydał w wytwórni. Bardzo wielu ludzi ściągało tę muzykę – i nie płaciło, zespół liczył się z tym. Zdumiewające, że zarobili więcej niż na którejkolwiek z dotychczas wydanych płyt, chociaż w ich produkcję angażowały się potężne firmy.
    Na bezpłatne zajęcia(bardzo trudne zresztą, bo to dyskusje filozoficzne) przychodzi tak wielu ludzi,że trzeba jakoś reglamentować udział, na otwartych wykładach sale pękają w szwach itd. To akurat nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. Ten towar nabywa się bezpłatnie – i oferujący nie osiąga żadnych materialnych zysków. Zniesienie abonamentu rtv oznacza, że każdy będzie mógł posłuchać Szymanowskiego za darmo i obejrzeć sobie „Makbeta” w najlepszej obsadzie.

  23. defendo Says:

    Sadoq, a jednak… właśnie gust podlega dyskusji, ponieważ można go kształtować i kształcić.
    Jasne, ze czytamy bestsellery i oglądamy „Samych swoich”, nie twierdzę, że mamy nie korzystać z produktów kultury masowej, ależ trzeba nawet!
    Byle nie z a m i a s t uczestniczenia w naprawdę ważnych wydarzeniach, tylko o p r ó c z tego.
    Popkultura jako taka mi nie szkodzi – gdyby tylko tak się bezczelnie nie panoszyła, wrzeszcząc, że jest jedyna i najlepsza…

  24. flamenco Says:

    Defendo,

    podałam jedynie jeden z możliwych środków płatniczych. Ten najbanalniejszy, przeliczalny na papierki i żelastwo. Płacisz nie tylko pieniędzmi – płacisz uwagą, przywiązaniem, zainteresowaniem. Wszystko to kiedyś przynosi też te wymierne zyski, bo zechcesz – po spróbowaniu darmowej próbki – kupić kolejną książkę autora, który na pojawienie się na rynku (a raczej kogoś, kto mu to podszepnął, bo nie posiada wystarczających środków inwestysyjnych – inwestuje więc swoją m y ś l, oszacowawszy wielkość przeliczalnego na zera na koncie kapitału początkowego osiągniętego zyskiem z wprowadzenia jej w życie) musiał znaleźć furtkę, wyrzucony drzwiami (opublikował więc coś w internecie), zapragniesz zobaczyć na żywo koncert poznanego dzięki darmowemu MP3 artysty, etc.

    To, o czym piszesz, to tylko różne sposoby dojścia do tego samego celu. Twojego portfela. Czy przez emocje, czy przez zalew, czy przez zrozumienie, czy przez cokolwiek innego.. jesteś konsumentem, w którym podaż kształtuje popyt i wcześniej nieuświadomione apetyty na nowe smaki.

    Mam nadzieję, że przynajmniej dopuszczasz taką możliwość – zgadzać się absolutnie nie musisz, to zawsze jedynie kończy dyskusję :)

  25. Pjerry Says:

    >Pompujemy swoje ego uczestniczeniem w wydarzeniach kulturalnych >tygodnia, miesiąca etc. A tak naprawdę lubimy czasami też kiczowate >harlekiny, zmyślenia Dan Browna, podczas, gdy Lema Dziennik >znaleziony w wannie przejrzeliśmy ledwie w połowie.

    Nie, nie. To uproszczona interpretacja, pisałem już o tym wielokroć.
    Ja nie lubię ani harlekinów ani Dana Browna, jeśli już to czytam Pana Samochodzika. Ale uwielbiam np.muzykę pop
    Co odbioru tzw.wyższej kultury to jeśli komuś czytanie Ferdydurke sprawia radość to znaczy, że znalazł do tej powieści klucz, nic więcej, Starałem się to wyjaśnić na moim blogu w „rozprawie” z Gombrowiczem
    Jednak co innego słuchać takiej czy innej muzyki a co innego wmawiać komuś, że jest to coś wartościowego. Uważam, że wszelkie dyskusje o gustach mają jak największy sens bo odbiór kultury nie występuje tylko w relacji artysta i Ja, jest o wiele bardziej skomplikowany. Oczywiście, że jedynym pojęciem dającym się zdefiniować w kulturze jest „Ja” i „Mój” odbiór, jednak nie przeszkadza to w niczym, żeby toczyć boje o rzeczy, które „Ja” uważam za wartościowe. Zawsze będę mieszać z błotem muzykę Rubika bo takie jest moje prawo. I będę bronic tej czy innej muzyki, która choć jest lekka łatwa i przyjemna nie pretenduje jak wspomniany mistrz Pan Piotr do wielkiej sztuki.

  26. telemach Says:

    Def, ja mam „Mitologie” Barthesa jedynie – o zgrozo – po niemiecku. A i to w dodatku nie całe lecz jedynie okrojoną wersję wydaną pod tytułem „Mythen des Alltags”.

    Ale o ile sobie przypominam, na poczatku lat siedemdziesiątych Mitologie ukazały się nieznacznie okrojone przez cenzure w PIWowskiej seri plus-minus pod tytułem „Mit i znak”. Może to uda Ci się znaleźć?

    A tekst – aby nie być nieuprzejmym – zadziwił mnie z wielu powodów. Trawie. jeszcze bardziej zadziwiło mnie jednak w jakim kierunku rozwinęła się dyskusja.

    pozdrowienia
    r.

  27. telemach Says:

    A tak na marginesie: Def, jesteś pewna, że taksonomia kultur w oparciu o geografię to dobry pomysł?
    W odniesieniu do zjawisk współczesnych, naturalnie.

  28. defendo Says:

    Telemachu – książka jest dostępna w internecie, ale po hiszpańsku, ogromnie mi na niej zależy, pamiętam, jak wielkie wrażenie na mnie wywarła. Od dawna szukam jej w antykwariatach – bezskutecznie.
    Miałam poważne powody, żeby tak właśnie rozłożyć akcenty – część tych powodów ujawniłam w komentarzach.
    Dyskusja mogła rozwinąć się w każdą stronę – mogła też wcale się nie rozwinąć – więc cieszę się, że ktoś chce ze mną o tym porozmawiać.
    Żadne kryterium nie jest doskonałe. Geograficzne – w odniesieniu do kultury – nie jest pozbawione sensu. Europę nadal kołysze śródziemnomorska kolebka. A kultura europejska miała – i nadal ma – pewien wpływ na kulturę innych rejonów świata. Można z tą opinią polemizować, ale – podobnie jak łatwo o argumenty – równie łatwo o kontrargumenty. Dziękuję, Telemachu – zawsze umiesz zadać pytanie tak istotne, że muszę się zastanawiać nad przewartościowaniem.

  29. defendo Says:

    Pjerry – jesteśmy więc wyznawcami podobnej opcji;)

  30. beatrix17 Says:

    Mitologie ukazaly sie w 2008 r.

    Wydawca: Wydawnictwo Aletheia
    Ilość stron: 298
    Numer Wydania: I
    Indeks: 61567030

    Mozna kupic w empik, a jak nie ma w ksiegarni zamowic przez internet.

    Powodzenia.

    A swoja droga przypomnialy mi sie Twoje wypowiedzi n/t kultury masowej kiedy czytalam Zycie w kontekstach Baumana w ubiegla wlasnie niedziele. Polecam, rzuca swiatlo.

  31. Pruderia Says:

    Spróbuję odnaleźć akcent , o który jak mniemam, chodziło def. Nie wiem, co prawda, czy chodzi tu bardziej o typ obuwia, jaki autorka preferuje, czy bardziej o owe ” mizdrzenie się” do popu.
    Co do mizdrzenia się.. ( wątek obuwniczy pominę, gdyz jako niewolnica popkultury chodzę w trampkach, wykonanych w Tajwanie przez małe, żółte rączki), nie jestem przekonana, czy aby rozbieranie Matrixa, Conana, Gwiezdnych Wojen, czy Wiedźmina na mityczno – społeczno- uniwersalne części jest aż tak bardzo godne potępienia. A to dlatego, że patrzę na to z punktu widzenia opiekunki nastolatka, zaczytanego w Sapkowskim. Matki dzieci wychowywanych przez otoczenie ( koledzy) w duchu bardzo popkulturowym. I jedyne antidotum jakie jestem w stanie zastosować, to właśnie interpretacja gniotów pod tym kątem. To rzucone mimochodem, podczas oglądania hollywoodzkiej „Troi” coś o Parandowskim, to szukanie jazzowego tła w hip – hopie, to dyskretne aluzje historyczne, anegdoty mające zachęcać do dalszych poszukiwań.
    Jeżeli tego typu flirt ma po Sapkowskim komuś pokazać Lema, a potem Dostojewskiego, to ja nie mam nic przeciwko temu. Wydaje mi się, że kategoryczność tego rodzaju jest strzałem we własne kolano.
    Z całym szacunkiem def, dla Twej wojowniczości o kryształy, brzmisz doktrynalnie. W kryształach, pamiętaj, większośc trzyma pudrowane landryny.

  32. defendo Says:

    Zgoda, Miio – na tzw. użytek własny – jak najbardziej. Ale pisanie dysertacji naukowych to już poważna przesada, bo ich celem nie jest przemycanie do umysłów nastolatków kulturowych archetypów i symboli, ale próba dorabiania ideologii do uprawy kapusty. Spodobał im się „Wiedźmin” i chcą samych siebie i innych przekonać, że to twórcze odczytanie mitów itp., a to nadużycie. Równie dobrze można szukać motywów Ygdrassilu w „Lokomotywie” Tuwima, a w „Kaczce dziwaczce” znaleźć motyw kozła ofiarnego.
    Nie mam nic przeciw dowcipnemu używaniu motywu rycerzy Okrągłego Stołu w reklamie telewizyjnej, podoba mi się konwencja, w której te reklamy są robione(„ta palma ma sucho”, „lubiłeś siedzieć na podusi” królu Arturze), jest w tym nutka Monty Pythona. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się tu doszukiwał jakiejkolwiek ideologii czy twierdził, że reklama ma walory dydaktyczne ;)
    Landryny w kryształach, powiadasz? Lepsze to od pustych kryształowych durnostojek. W kryształowym kieliszku najlepiej smakuje wino ;)

  33. defendo Says:

    Ogromne dzięki, Beatrix!
    Baumana czytałam, ale nie pomyślałam o nim w kontekście tej notki. Niepokoi mnie tylko liczba stron tego Barthesa, coś mało, ale nawet jeśli okrojone to, to i tak dla mnie bezcenne, poszukam:)
    Ostatnio udało mi się trafić w antykwariacie na prawdziwy rarytas – „Mimesis” Auerbacha :)

  34. sofijkaa Says:

    Pruda
    Jeżeli tego typu flirt ma po Sapkowskim komuś pokazać Lema, a potem Dostojewskiego, to ja nie mam nic przeciwko temu.

    Dokladnie to samo mialam na mysli prezentujac i nie majac nic przeciwko trojwymiarowym figurkom „wycietym”‚ z obrazow, na rzecz masowki.. Miju;)/ tam , wtedy, w hotelu/
    Punkt zaczepienia podkrecajacy do poszukiwan.. do odkrywania o wiele cenniejszych spraw, dziel, tworczosci wszelakiej.

    Czasem to jedyna droga by dotrzec do masowki.

  35. sofijkaa Says:

    taki prozaiczny przyklad, jak msza sw.

    Inaczej jest prowadzona dla doroslych a inaczej dla dzieci..
    jednak co jest bardziej istotne.. forma czy tresc?

  36. Torlin Says:

    Droga Defendo, miało być inaczej, a wyszło jak zwykle. Ponieważ w sumie dyskusja kręci się wokół dawnych tematów, to powtórzę swoją bardzo głęboką myśl – kultura elitarna dlatego jest elitarna, ponieważ jest elitarna :D Nigdy w historii, i moim zdaniem w przyszłości, tego rodzaju kultura nie będzie zajmować więcej niż 5 % ludności. W porywach absolutnych dochodzi do 10. I Schluss. Większość społeczeństwa nie będzie chodzić do opery, nie będzie słuchać Webera, czytać Schopenhauera i oglądać Bergmana.
    A jeżeli chodzi o prace naukowe – ja nie jestem ortodoksą, więcej powiem, nie mam nic przeciwko temu, aby były badane zjawiska w muzyce czy literaturze popularnej. Pisałem ostatnio o Wiedźminie, bo jestem strasznym jego fanem i nawet Wachmistrz, poważny człowiek, zachwycił się innym odczytaniem bajek i mitów. Ja nie mam nic przeciwko temu (pod warunkiem oczywiście, że nie będziemy mieszać Wiedźmina z Rubikiem, bo poziom należy zachowywać nawet w popkulturze).
    Telemachu!
    Ja od razu się zastrzegam, że nie jest to żadne zwracanie uwagi, jest to raczej moje zastanowienie. Ja wiem, że wyrazy zmieniają swoje znaczenie, „pasjonat” to nie jest już człowiek wpadający łatwo w pasję, człowiek spolegliwy to nie jest ten, na którym można polegać, a „oportunista” to człek stawiający opór. Ale ja dotąd w swoim życiu używałem słowa „taksonomia” jedynie jako opis gatunków, w systematyce organizmów – o taksonomii kultury – jako żywo – w życiu nie słyszałem.

  37. Logos Amicus Says:

    Kultura i sztuka jak najbardziej podlega naszemu wartościowaniu, wbrew postmodernistycznej tendencji, która wmawia nam, że nie ma dobra ani zła (z tego wynika, że nie można odróżnić sztuki dobrej od złej); że wszystko jest prawdą (fałszem), i że wszyscy mają rację (albo że racji nie ma nikt).
    I nie zapominajmy, że wszystkie „izmy” (w tym i postmodernizm), także wykluwały się elitarnie (a ich luminarze mieli poczucie nie tylko elitataryzmu, ale i bycia awangardą).

    W tej dyskusji (na temat sztuki „niskiej” i „wysokiej”, elitarnej i egalitarnej) nikt nie zwraca uwagi na coś, co dla mnie jest nie tylko oczywiste, ale i wręcz radykalne.
    Wyrażę to prosto: Kultura (sztuka) „niska”, masowa, egalitarna wcale nie musi być gorsza od kultury „wysokiej”, elitarnej (i vice versa).
    Czyli: wszyscy popełniają zasadniczy błąd aksjologiczny, bezwiednie (bardziej lub mniej świadomie) uznając kulturę elitarną za wyższą (bardziej wartościową) od egalitarnej.
    W podobnych dyskusjach jest to aksjomatem (a nawet wręcz dogmatem). A tak wcale nie jest. W elitach (tak mi się wydaje) głupota, hucpa, pozerstwo, badziewia, machloje, wyrachowanie, małostkowość… etc. rozkłada się statystycznie podobnie jak w „masach”.
    Twórcy kultury masowej mogą być prawdziwymi artystami, tak jak wśród „elit” zdarzają się beztalencia, hochsztaplerzy i miernoty.
    (Zważywszy na to wszystko, sam podział na kulturę „wyższą” i „niższą” jest wg mnie nieporozumieniem).

    Błąd nasz polega na tym, iż pozwalamy, by słowo „elita” budziło w nas odruch Pawłowa: ślinimy się, jakby stamtąd rzeczywiście rzucano nam najsmakowitsze kostki. Modlimy się i kierujemy wzrok ku „elitom”, jaby tam był ołtarz prawdziwych i jedynych bogów, a przynajmniej ludzi bogom podobnych.
    Wymądrzamy się podłapując wydzialane przez „elity” idee, jakby tam był prawdziwy zdrój mądrości.
    Jednym zdaniem, traktujemy „elity” bałwochwalczo i często bezrkytycznie, uznajemy je za kulturową śmietankę. Również dlatego, że sami – bardziej lub mniej skrycie – mamy aspirację, by do „elity” się zaliczać.

    No cóż… Długo by można pisać na ten temat.
    Wspomnę tylko jeszcze o pewnej anegdocie, której bohaterem jest Ryszard Kapuściński.
    Otóż napisał on kiedyś, iż nie znosi on luksusowych, wielogwiazdkowych – właśnie „elitarnych” i wysokiej klasy hoteli – przedkładając nad nie pobyt w zwykłych, tanich, często nawet dość podłych hotelikach, gdyż… w tych ostatnich spotyka on nie tylko bardziej autentycznych, ale i ciekawszych ludzi. Jest w nich po prostu więcej prawdziwego życia.

    Wprawdzie elita bogaczy to nie to samo co elita „robiąca” w kulturze, to jednak owo wrażenie Kapuścińskiego koresponduje we mnie z odbiorem szeroko pojętej kultury, której nie chcę dzielić na kulturę „elitarną” i egalitarną, „niską” i „wysoką”, a raczej na dobrą i złą.
    Tak mi dopomóż mój smaku – moje zmysły i umyśle.

  38. Sadoq Says:

    Roma locuta, causa finita: sapientiae satis
    Logosie swym komentarzem wyczerpałeś wszystko, com mógł sobie pomyśleć, czy też napisać, przyłączając się do powyższej dyskusji.

    A tak w ogóle to pozdrowienia z deszczowej Wielkopolski (-:

  39. flamenco Says:

    O tak, z całą pewnością od strony odbiorców kultury (i sztuki), Logos temat wziął na tarczę i wyszedł z potyczki z tarczą.

    Zdaję sobie sprawęz tego, że tym komentarzem niczego nie wnoszę do dyskusji, ale pozwoliłam sobie – nie powielając innymi słowy perfekcyjnie powiedzianego – zgodzić się na głos, wyraziwszy uznanie.

  40. defendo Says:

    „Twórcy kultury masowej mogą być prawdziwymi artystami, tak jak wśród “elit” zdarzają się beztalencia, hochsztaplerzy i miernoty.”
    Tyle że ja nie o twórcach pisałam, a o wytworach. Miernotom raczej nie przytrafia się takie olśnienie, które owocuje „Świętem wiosny”. Zgoda – każdy może się potknąć, może mieć lepsze i gorsze dni i lata, ale beztalencie nie namaluje „Guerniki”. Ostatnie wiersze Mickiewicza nie dorównują „Dziadom”, po „Paragrafie 22” Heller nie stworzył już powieści aż tak znaczącej, ale Borges pisał coraz lepiej – i nie umiem wytknąć mu słabszego dzieła.
    Nigdzie nie napisałam, ze coś jest lepsze czy gorsze – chodziło mi tylko o pewne prawa, które artyści mieć powinni – oni tworzą wzorce, są niepowtarzalni i jedyni, to oni sprawiają, że kultura wciąż się rozwija, nie kuglarze masowej wyobraźni. i niech sobie popartyści śpiewają i tańczą – proszę bardzo, ale miejmy świadomość, że to tylko naśladowcy. Kiedy panna Andzia ma wychodne, ma piórko na kapeluszu p r a w i e takie samo, jak jej pani, a nawet nieco bardziej kolorowe…
    Witam, Logosie, jak miło, że nareszcie wróciłeś z wojaży, już się nieco niepokoiłam :)

  41. Logos Amicus Says:

    Flanelko,
    nie mam wrażenia, że to było perfekcyjnie powiedziane (i piszę to bez cienia jakiejkolwiek kokieterii).
    Mam natomiast wrażenie, że ledwie musnąłem to, co chciałem wyrazić.

    Nie chciałbym jednak, aby to co napisałem było wodą na młyn wszelkim „anty-elitarystom” i popierało istniejącą wobec elitaryzmu bezwględną wrogość, podszytą najczęściej prostactwem i pospolitą zawiścią (a taka też, niestety, istnieje).
    Nie o to mi szło, by krytykować (czy też odrzucić) elitaryzm en bloc.
    Uważam, że elita (rozumiana przeze mnie jako zbiór ludzi pod pewnymi względami wybitnych) jest potrzebna.

    Jestem po prostu przeciwko tworzeniu się na polu kultury zwalczających się obozów, patrzących na siebie z nieufnością i pogardą, tudzież z poczuciem wyższości czy cierpiących kompleksy (na jedno zresztą wychodzi).

    Operujemy stereotypami, które budują sztuczne podziały.
    Tego staram się unikać.

  42. flamenco Says:

    Logosie,

    Moje perfekcyjnie oznaczało ni mniej, ni więcej to, że wyważyłeś swój komentarz na tyle, że naprawdę nie trzeba go było precyzować powyższym.

    Niemniej postaram się w takim układzie nie wyrażać głośnej aprobaty, najwyraźniej poczułeś się zobowiązany do wyjaśnienia, że nie masz na myśli tego, co mogę ja mieć ewentualnie. Nie znadinterpretowałam Twoich słów, możesz być pewien.

    Dobranoc Państwu :)

  43. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    Panna Andzia może też się śmiać bardziej serdecznie, kochać mocniej, przyżyć kilka orgazmów jednej nocy, mieć lepsze trawienie, szanować swoich rodziców, być prawdziwą przyjaciółką, lubić życie, dzieci i zwierzęta, nigdy nie czuć się znudzoną i zblazowaną… w przeciwieństwie do jej arystokratycznej i elitarnej Pani.

    Wybacz, ale tym „nigdzie nie napisałam, ze coś jest lepsze czy gorsze” to mnie doprawdy rozbrajasz (zwłaszcza, że dosłownie JEDNO zdanie wcześniej piszesz: „…ale Borges pisał coraz lepiej”.)
    No więc jak: Virginia Wolf nie jest lepsza wg Ciebie od Mniszkówny, Maria Callas od Dody a Strawiński od Rubika?

    Defendo, podobnymi stwierdzeniami zawieszasz zasadność nie tylko dyskutowania o gustach – ale i na temat kultury i sztuki wogóle.
    Nie da się tego robić bez wartościowania!
    Czyli bez mówienia, że to jest lepsze a tamto gorsze.

    Ponadto:

    – kto decyduje o tym, by kogoś uznać za artystę albo za kuglarza? Czy samozwańczy artysta jest już artystą? Czy jeśli Ty albo ktokolwiek inny nazwie kogoś artystą to ten ktoś już jest artystą? Czy wystraczy zabrać ze sklepy kibel, zawlec go na wystawę do Satchi by ogłosić się artystą? Jakie są więc kryteria uznania kogoś za artystę (a nie hucpiarza)? I kto te kryteria ma ustalać?… Itd. itp.

    – Tzw. artyści mogą też sprawić, że kultura ulega recesji.

    PS. Dzięki za troskę :) Niby wróciłem, ale jakbym jeszcze nie wrócił – trochę się czuję na takim rozdrożu.

  44. defendo Says:

    Oczywiście, że może, panna Andzia może wszystko! Dlaczego jednak uważasz, że pani czuje się zblazowana i znudzona? Skąd wiesz, czy w otoczeniu pięknych przedmiotów, w atmosferze salonu – nie jest zwyczajnie szczęśliwa? I że przeżywa wspaniałe orgazmy w ramionach swojego mężczyzny? Skąd – do diabła! – wziął się ten stereotyp, że naprawdę szczęśliwi mogą być tylko ludzie z tzw.”ludu”?
    Właśnie dlatego unikałam wartościowania – widzę inność popkultury, a nie jej „gorszość”, dla mnie to ona sobie może egzystować, jest potrzebna. Problem w tym, że niszcząc elity(z ich winy – po części), podcina gałąź, na której sama siedzi. Kultura masowa jest mimetyczna. Panna Andzia musi mieć kogo naśladować, choćby była w tym naśladowaniu karykaturalna.
    Racja, że w pewien sposób, na prywatny użytek – wartościuję, drażni mnie jarmarczna krzykliwość. Ale uśmiecham się, czytając vlepki. Np. tę: „Nie zabijaj motyli zimą na chwałę niekrwawych estetów”, ozdobioną rysunkiem człowieczka strzelającego sobie w skroń, albo tę „Vlepki stały się już tak głupie jak ludzie, których miały zmieniać” ;)
    Widzisz w tramwaju dwie śliczne dziewczyny – obie w Twoim typie, obie uśmiechnęły się do Ciebie – do której podejdziesz – do tej, która czyta „Panią Domu” czy do tej, która wertuje „Politykę”?
    Nie wiem, czy są artyści, którzy powodują recesję kultury, nie potrafię znaleźć żadnego przykładu…

  45. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    można mieć dwie – tę, która czyta „Panią Domu” za żonę; zaś tę wertującą „Politykę” za kochankę :)

  46. beatrix17 Says:

    Wroce do Baumana. Otoz Profesor w ksiaze Zycie w kontekstach wyraza m.in. poglad, ze dyskusja ( powszechna) o kulturze masowej to zjawisko niefortunne. Uwaza, ze jest ona wyrazem frustracji prawodawczych zapedow intelektualistow, ktorym raczej wskazuje role tlumacza. Krotko mowiac nieco ironicznie przedstawia w tym kontekscie intelektualistow wiedzacych lepiej co dal „ludu” dobre.
    Nie przecze, ze ten poglad do mnie przemawia. Bo, nawiazujac do odbywanej tu rozmowy, musze przyznac ze mam pewnien problem z odkryciem i zrozumieniem Twojej intencji, Defendo.
    Jesli cos jest elitarne, to z zalozenia niedostepne dla szerokiego odbiorcy. Gdzie wiec tu miejsce na niepokoj, ze do tego odbiorcy nie dociera? I dlaczego, w jaki sposob mialoby dotrzec? Tu dochodzimy, jak sadze do roli intelektualisty. Tak sobie mysle, ze gdybys napisala notke o tym co Cie ostatnio zachwycilo, pewnie znalezliby sie tacy, ktorzy wiedzieni chocby ciekawoscia siegneliby po to i byc moze odnalezliby cos dla siebie. Moze ktos nie osluchany w muzyce nie dostrzegnie wszelkich subtelnosci Mahlera, ale moze sie wzruszy? Moze nie odnajdzie kunsztu warsztatu w obrazie, ale moze pociagna go barwy?
    Wybacz, ale stosujac „porownanie” Doda jest kiczowata a Mahler elitarny budujesz granice, moim zdaniem. U czytelnika stawrzasz wrazenie, ze cos, co uznajesz za „kulture wyzsza” jest dla niego nieosiagalne.
    I w porzadku, ale dlaczego Cie martwi wobec tego, ze zalewa nas kicz? NIkt o nim nie twierdzi, ze trzeba posiasc wyzszy stopien wtajemniczenia, aby go kontemplowac.

    Pozdrowienia.

  47. beatrix17 Says:

    I jeszcze jedno. Analizujac wplyw roznych myslicieli, filozofow, socjologow na nasza percepcje swiata, dokonuje rowniez profesor krotkiej, aczkolwiek przemiawiajacej do wyobrazni analizy socjologicznej filmu Titanic James’a Camerona.
    A piszac o dyskusji o kulturze masowej przywoluje wypowiedziane przez Paul’a Valery cogito intelektualistow – skarze sie wiec jestem.
    Profesor Bauman sie nie skarzy. On obserwuje i tlumaczy jak rozumie to co, widzi. Przyznam, ze szalenie mnie to pociaga i zdaje mi sie byc budujace.

  48. flamenco Says:

    Niestety, Logosie, zmuszona jestem kolejny raz przyznać rację Twojej treściwej złotej myśli ;O Liczę na nieskarcenie, acz biorę je pod uwagę – zapracowałam solidnie, odpracowywać należy w pokorze :)

    Defendo,

    Przyznam, że zastanawiający jest dla mnie Twój pozorny sprzeciw. Nie za bardzo mogę dojść jego źródeł. Zaczyna we mnie kiełkować myśl, że wynika on raczej z rejestrowanego przez Ciebie faktu coraz częstszego i ochoczego – ba! sprawiającego przyjemność – sięgania do koszyczka z napisem kultura niska. Flirt polegający choćby na podświadomym wprawieniu palców w stukanie o blat do rytmu, czy nawyk powtarzania dość sztampowych, a pustych w treść, haseł, powoduje w Tobie jakiś irracjonalny lęk o zainfekowanie się tym, co uważasz za nieprzystające Twemu intelektowi i daleki od założonych gustów. Lęk ten z kolei rodzi sprzeciw, bo skoro nie możesz nad zjawiskiem zapanować od środka, to chciałabyś, by ktoś zadbał o to niejako za Ciebie – zewnętrznie.

    Naprawdę nie widzę innego powodu dla formy, w jakiej przedstawiasz swoje zapatrywania na omawiany temat.

    Elitarne – moim zdaniem – mogą być poglądy, gusta, przekonania. Wszystko to dotyczy odbiorcy, nie kultury i sztuki samej w sobie – zadaniem tej jest dostarczyć możliwie szeroki wachlarz możliwości do wyboru. Forma, w której prezentujesz swoje rozważania i dokonywane wybory sugeruje, że należałoby zaingerować w wolność zarówno dostępności, jak i samego wyboru. Chciałabyś poniekąd nauczać, co powinno się podobać i w czym odbiorca powinien widzieć sens i głębię, a w czym absolutnie nie ma prawa, bo Ty tak właśnie wartościujesz materiał poddawany analizie smaku. Czy nie przyjemniej i mniej męcząco wewnętrznie byłoby się po prostu dzielić swoim gustem? Powiem Ci, że od strony czytelnika, byłoby to na pewno dalece bardziej zachęcające do poznawania piękna. Zderzenie Mahlera z Dodą w takim kontekście, jaki dla rzeczonego znalazłaś, jest rzeczywiście dość niefortunne, bo wprost wywołuje w czytelniku poczucie, że jeśli lubi tę drugą, to utożsamia się estetycznie z – jak to gdzieś nazwałaś w ostatnich swoich komentarzach – miernotą. To już nie jest wartościowanie samego produktu, czy twórcy. To wartościowanie odbiorcy. Gdzieś w tle pobrzmiewają echa pomysłu budowania gett – przynajmniej w umysłach (a to jest podstawa każdego realnie postawionego muru).

    Dość humorystycznie sposób elitarnego myślenia przedstawił u mnie niedawno jeden z komentatorów, przywołując przykład swojej babki. Na zadane jej kiedyś pytanie, czy dziadek ją zdradzał, stanowczo i bez wszelkiej wątpliwości odpowiedziała NIE. Umotywowała to dość kategorycznie, acz nie bez racji – przewrócenie gdzieś na sianie jakiejś dziewuchy ze wsi przez jej podpitego (albo i nie) męża nie godzi w nią, jako żonę i kobietę, szlachetnie urodzoną, z tytułem, wniesionym posagiem i dalej przekazywanym dziedzictwem. Nie ma nad czym rozmyślać i o czym dyskutować w takim kontekście. Zdradą byłoby porzucenie jej i rodziny, rozwód, sprzeniewierzenie majątku.

    Podobnie w Twój gust nie godzi gust tych, którzy kochają kulturę masową i widząw niej szczyt uniesień estetyczno-emocjonalnych. Bo czymże mogą Tobie i Twojemu smakowi zaszkodzić, że flirtują z tą wiejską dziewuchą? ;) Czym może – zatem – zaszkodzić Ci ona sama, jakby się nie panoszyła i nie wdzięczyła? ;)

  49. telemach Says:

    Torlin

    Zadziwiasz mnie:

    Taxonomy is the practice and science of classification. The word finds its roots in the Greek τάξις, taxis (meaning ‚order’, ‚arrangement’) and νόμος, nomos (‚law’ or ‚science’). Taxonomy uses taxonomic units, known as taxa (singular taxon).

    W przypadku ewentualnych wątpliwości polecam:
    http://www.db.dk/jni/lifeboat/info.asp?subjectid=15
    albo:
    http://www.ontopia.net/topicmaps/materials/tm-vs-thesauri.html#sect-taxonomies

    To, o czym Ty piszesz to klasyczna taksonomia linneańska. (linnean biotaxonomy). Ale od XVIII wieku upłynęło już trochę czasu.

    Pozdrawiam
    T.

  50. Logos Amicus Says:

    Flamenco napisała:
    „Flirt polegający choćby na podświadomym wprawieniu palców w stukanie o blat do rytmu, czy nawyk powtarzania dość sztampowych, a pustych w treść, haseł, powoduje w Tobie jakiś irracjonalny lęk o zainfekowanie się tym, co uważasz za nieprzystające Twemu intelektowi i daleki od założonych gustów. Lęk ten z kolei rodzi sprzeciw, bo skoro nie możesz nad zjawiskiem zapanować od środka, to chciałabyś, by ktoś zadbał o to niejako za Ciebie – zewnętrznie.”

    I jeszcze to:

    „Forma, w której prezentujesz swoje rozważania i dokonywane wybory sugeruje, że należałoby zaingerować w wolność zarówno dostępności, jak i samego wyboru. Chciałabyś poniekąd nauczać, co powinno się podobać i w czym odbiorca powinien widzieć sens i głębię, a w czym absolutnie nie ma prawa, bo Ty tak właśnie wartościujesz materiał poddawany analizie smaku.”

    Flamenco Droga,
    taka z Ciebie inteligentna kobieta, a takie głupoty piszesz!
    Odnosisz się ad personam, więc – mimo, że tego nie lubię robić na czyichś blogach – muszę Ci napisać, iż wszystko co mi tu insynuujesz i przypisujesz jest nieprawdą.

    Sprawy się zgoła mają wręcz przeciwnie.
    Pozdrawiam.

    (Przepraszam Wszystkich za tę osobistą uwagę).

  51. flamenco Says:

    Logosie, to było skierowane do Defendo, nie do Ciebie. Zgadzam się, w Twoim przypadku jest dokładnie odwrotnie.

    Niemniej.. tak, czy owak, nie było to nic personalnego; to jedynie próba znalezienia motywów takiego nie innego prezentowania przez Defendo tematu. Bez tego nie jest możliwe zrozumienie i – co za tym idzie – porozumienie. Skoro to jest odebrane, jako uszczypliwość personalna, to się chyba jednak poddam. Najwyraźniej z inteligencją mi nie po drodze.

    Ukłony.

  52. Logos Amicus Says:

    No i po co mi się było odzywać? :)

    Sorry, flamenco.

    PS. Ale to, że uważam Cię za inteligentną kobietę, która dość często pisze głupoty… podtrzymuję :)

  53. telemach Says:

    Logosie, wprawiłeś mnie w osłupienie. Czy naprawdę mogłeś wziąć do siebie tekst zaczynający się od słów
    „Forma, w której prezentujesz swoje rozważania i dokonywane wybory sugeruje, że należałoby zaingerować w wolność zarówno dostępności, jak i samego wyboru. CHCIAŁABYŚ poniekąd nauczać, co powinno (…)”?

    Pozdrowienia
    t.

  54. flamenco Says:

    Nie ma sprawy, Logosie. Po prostu mnie zaskoczyłeś takim nastawieniem na odbiór mnie po mailu, który wysłałam Ci kilka godzin wcześniej. Co nie znaczy, że nie masz do niego pełnego prawa.

    Dość OT, wybacz Def. :)

  55. defendo Says:

    Beatrix, wiem, że nie nie można dotrzeć do wszystkich, tak jak nie można się wszystkim podobać.
    Chciałam zwrócić uwagę na kilka kwestii:
    – na różnice między kulturą europejską i amerykańską(chociaż ta ostatnia wywodzi się z kręgu anglosaskiego, więc i z Wysp Brytyjskich)
    – na możliwości dotarcia do pewnych ludzi
    – na potrzebę rozmawiania – właśnie o kulturze, bo dlaczego nie? argumenty Baumana niezupełnie mnie przekonują, a jedynym grzechem jest – moim zdaniem – grzech zaniechania
    – na niebezpieczny flirt elit z popkulturą, który może być twórczy, ale może tez być zabójczy
    – na pseudonaukowość prac, w których siłą dorabia się ideologiczną gębę literaturze rozrywkowej(ona czerpie pomysły z mitów, ale nie czyta ich na nowo)

    Fragment „Śmierci w Wenecji”, który ilustrował mój poprzedni wpis, to właśnie muzyka Mahlera – może ktoś się jednak zachwycił?

  56. defendo Says:

    Logosie – przewrotne to;)
    Kobieta do łóżka to jednak ta od „Polityki”…

  57. defendo Says:

    Flanelko,
    „skoro nie możesz nad zjawiskiem zapanować od środka, to chciałabyś, by ktoś zadbał o to niejako za Ciebie – zewnętrznie.”
    Nie mam pojęcia, skąd ta diagnoza. I po co w ogóle miałabyś mnie diagnozować?
    „Naprawdę nie widzę innego powodu dla formy, w jakiej przedstawiasz swoje zapatrywania na omawiany temat. ”
    Tego sformułowania kompletnie nie rozumiem – co ma do tego forma? Chodzi Ci o to, ze to tylko wpis na blogu, czy o styl? Nie mam pojęcia. Nie wiem tez, jak to się ma do tego, że ktoś ma za mnie panować nad zjawiskiem, nad którym sama nie panuję.
    A może po prostu nie wiem, co to forma?
    „Chciałabyś poniekąd nauczać, co powinno się podobać i w czym odbiorca powinien widzieć sens i głębię,”
    Nie, nie chciałabym. Analizuję pewne zjawiska i czasem o nich tutaj piszę, to tylko luźne uwagi. A trochę poszukiwanie wspólników – niekoniecznie takich, których poglądy są zbieżne z moimi w większości kwestii, ale takich, którzy lubią się zamyślać nad czymś i tymi przemyśleniami dzielić. Zawsze mogę liczyć na interesujący argument lub kontrargument. I zawsze taki się zdarza.
    To raczej Ty pouczasz mnie, jak powinnam pisać i co z czym zderzać.
    Miałam ochotę napisać tak, jak napisałam i zrobiłam to. Można dyskutować, warto się spierać, ale nie lubię, kiedy ktoś komuś dyktuje co i jak ma napisać. Ten blog jest taki, jaki jest – bo to ja go tworzę.
    Fakt, ze korzystam z inspiracji komentatorów, ale notki piszę ja. Może palma ma sucho, ale to mój tron i mój okrągły stół.

  58. defendo Says:

    Torlinie – przepraszam za to, ze musiałeś czekać – komentarze zawierające linki muszą czekać na akceptację – niestety.
    W przeszłości zdarzało się, ze spełniałam rolę słupa ogłoszeniowego;)

  59. flamenco Says:

    Przyznam – Defendo – że miałam nadzieję na to, że raz dostrzeżesz, że podobne uwagi – o kierunek chodzi i o formę, o wskazywanie dziwnego kontekstu zderzenia Dody i Mahlera, nie zaś o samą treść i omawianie tematu, czy też Twój styl pisania (cóż mi do niego? zlituj się, proszę :)) – dało tu kilka osób poza mną. Niemniej w ten sposób zareagowałaś jedynie na mój komentarz. Cóż.. między oceną a dążeniem do dostrzeżenia motywacji dla zaistnienia jakiegoś tematu w konkretnej formie, jest przepaść. Nawet, jeśli udajesz, że jej nie dostrzegasz, to robisz to nieco nieporadnie, nadrabiając emocjonalnym zabarwieniem reakcji. Czy to o czymś – i o czym – świadczy, to już osoba o Twoim intelekcie wie bez mojego dopowiadania. Wszak wolność słowa, o którą tak walczysz, wyklucza tego rodzaju komentarze, prawda? ;)

    Aha. Jesze coś jednak :) Między diagnozowaniem, a wyraźnym stawianiem pytania/pytań z jednoczesnym przedstawieniem widzianej przez siebie możliwości odpowiedzi, jest kolejna przepaść.

    Dobranoc :)

  60. flamenco Says:

    ps. Linki wstawił Telemach mimo wszystko – zwracając się do Torlina. :)

  61. defendo Says:

    Nikt nie mówił o formie, Flanelko. Możesz zdefiniować, co przez to rozumiesz?
    Chyba pozostaniemy jednak po dwóch stronach przepaści. Nie twierdze, ze piszesz nieporadnie, nie zarzucam Ci braku argumentów itp. Rzeczywiscie – bardzo się różnimy. Nie próbuję nikomu narzucać, co ma pisać w swoim blogu i w jakiej formie. I pojęcia nie mam o czym coś tam świadczy lub nie. Naprawdę – starałam się czytać Cię bardzo uważnie. I jakoś się do tego ustosunkować. Nie udało mi się – po raz kolejny. Zapewne to moja wina. Trudno.
    Rzeczywiście – linki wstawił Telemach.

  62. flamenco Says:

    Wina? Bynajmniej. Wina, to możemy się wspólnie napić – choć po czasie – w ramach toastu za wolność!.
    Ani ja, ani – jak sądzę – nikt inny tutaj, nie zarzuca nieporadności pisania Tobie. Co najwyżej dostrzega pewną manierę, która powoduje, że odbiera się Ciebie (ilustrującą takie tematy – o tak pojmowaną formę chodzi) jako osobę wyniosłą i motywującą wyniosłość, jako po części wyraz posiadania elitarnego gustu. Usprawiedliwiającą ją, jako zasadną dla traktowania z góry miernoty (cytat z Ciebie).

    Powiedz mi, tak szczerze, po co Ci sięganie po takie słowa? Z jednej strony podkreślasz niejednokrotnie, że nie używasz wulgaryzmów i poczytujesz to sobie, jako powód do co najmniej zadowolenia. I ok, chwała Ci za to, że ich nie używasz. Ale – widzisz – o ile czasami wulgaryzmy bywają dalekie od wulgarności, to takie określenia jak wspomniana miernota służące etykietowaniu tego, co nieelitarne, są bardziej niż wulgarne. Gorzej. Są nieelitarne z natury. Dlatego to, o czym piszesz – nawet najciekawiej – w zderzeniu z tym jakimi słowy etykietujesz/wartościujesz (forma) pewne pojęcia (ale i ludzi z nimi związanymi – zarówno jako tworcy, jak i odbiorcy), jest w sporym dysonansie i całość wywodu zdaje się być niemerytoryczna. Chyba, że celowo postanawiasz dać przykład kultury nieelitarnej językiem, po który sięgasz, jednocześnie ją krytykując.

    To oczywiście tylko jeden przykład szerszej wątpliwości, we mnie (np.) rodzącej zdziwienie wobec Twoich tekstów. Ma to jak najbardziej swój urok – jako zodiakalny Bliźniak go dostrzegam, a po nieciekawych i nie wartych uwagi – moim zdaniem – miejscach nie chadzam, wierz mi.

    Chciałabym zrozumieć, skąd to się bierze. Bez najmniejszej uszczypliwości – raz w życiu mi uwierz. Nie o winę idzie, a o nastawienie, które zresztą rozumiem i biorę pod uwagę. Ale nie oczekuj w związku z tym, że pozwolę sobie garnki na głowie tłuc, nie z takiej gliny obie jesteśmy ;)

    I proszę w rewanżu za niegdysiejszą prośbę Twoją – mój nick brzmi flamenco, proszę byś to uwzględniła, zwracając się do mnie. Nie mówię Ci tu per Anna Purna, nicków można można mieć wiele, ale dość czytelny jest ten używany tu przeze mnie. Dzięki z góry za wzajemność szacunku.

    A teraz stanowczo.. spaaaać :) Życzę i Tobie spokojnej nocy.

  63. flamenco Says:

    No i jak zwykle, ja z dokładką. Jakoś przeżyje potencjalny czytelnik, mam nadzieję;)

    Zastanawia mnie też Twoje ciągłe zdziwienie zagadnieniami „z zakresu zalewu kultury masowej”. Zastanawia, bo jest – wybacz użytą analogię – zdziwieniem na miarę tego, które nakazywałoby kręcić głową wobec ustalonego porządku heliocentrycznego. Bynajmniej – dziwić Ci się nie bronię, ale.. i mnie wolno w odpowiedzi, prawda?:)

    Spadam.

  64. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    podobno większość mężczyzn zastanawiała się nad tym, czy aby nie są homoseksualistami… a ja zastanowiłem się raz jeszcze, kiedy słuchałem (i oglądałem) Twój załącznik z muzyką Mahlera i kadrami z filmu Viscontiego.
    Bo doprawdy, zachwyciłem się nie tylko dźwiękami tej muzyki, ale i urodą tego chłopaczka.
    On jest piękny! :)

    Grazie!

  65. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    ależ ja z (moją) żoną też sypiam i to nawet dość często!
    Zazwyczaj w łóżku… zresztą :)

    PS. Na szczęście, obok „Twojego Stylu”, czyta ona również „Politykę”… także „Newsweeka” i „Forum”.

  66. beatrix17 Says:

    Defendo,

    niewykluczone ze sie zachwycil i oby tak bylo. Jedyne, co mnie niepokoi, albo „swedzi” podswiadomie to ogolny ton Twej wypowiedzi, ktory odczytuje jako nieco „pouczajacy”. Mysle, ze i Bauman nie mial na mysli zaniechania dyskusji o kulturze, a jedynie wlasnie jej wymowe ogolna. Rozmawiac jest przyjemnie, o wszystkim. I o tym, co nam sie podoba, co lubimy a czego nie tez. Dla mnie warunkiem aby ta rozmowa byla przyjemna jest stwierdzenie, ze wyrazamy wlasny i jedynie wlasny poglad, nie nadajac twierdzeniom ( szczegolnie dotyczacym gustow)charakteru prawidla, zasady jakiejs. Ale moze sie myle i wcale tak nie jest, a tylko tak wyglada.
    Pozdrowienia.

  67. grześ Says:

    Def, tekst przeczytałem, dyskusję też ale nie do końca i niezbyt szczegółów, mam nadzieję, ze nie powtórzę czegoś co ktoś napisał.

    Od czasów romantyzmu moim zdaniem podzial na kulturę wysoką i niską jest nie do końca słuszny.
    Romantyzm to przecież rozwalił, że tak kolokwialnie powiem.

    Zaczął sięgać po kulture ludową, zaczeli romantycy w swych dziełach używać języka wasrtw niskich.

    Nie przypadkiem to wtedy narodziły się (lub znacznie rozwinęły) dwa gatunki typowe dla kultury masowej cyzli horror i romans.

    Jak dla mnie zbyt sztywny podział ogranicza, ja tam czerpię z różnych kultur, z różnych rejonów stylistycznych czy kulturowych.

    czy Agatha Christie albo cahndler to kultura niska?
    A w czym oni sa gorsi od jakieś pseudointeligenckiego nudziarza.

    Szczerze mówiąc wolę dobry serial (np. „Desperate Hosuewives” niż niejeden ambitny film.

    KUltura niska i wysoka się mieszaja, pop przenika do kultury elitarnej i odwrotnie.
    lepiej przeczytać dobry kryminał niż się snobować na nie wiem Bergmana, który nas nudzi, ale oglądamy, bo wypada.

    pzdr

  68. grześ Says:

    No i podział ten jest jeszcze sztuczny z tego względu, że np. ja od zawsze otoczony byłem popkulturą, kulturą masową, od zdzieciństwa właściwie.
    Dopiero później jakby sięgałem po rzeczy ambitniejsze, ale np. taki „Koszmar z ulicy wiązów” Wesa Cravena wazniejszy dla mnie było niż nie wiem, filmy Antonioniego:)

    Nie znaczy to że kulturę wysoką odrzucam, bo zdarzyło mi się zapoznać w miare dobrze z klasyką literatury polskiej i światowej (acz mam braki totalne w niektórych miejscach, aż wstyd się przyznawać), jako tako orientuję się w kinie, ale juz z innymi gałęziami sztuki/kultury jestem na bakier.

    De facto jestem ignorantem, w dodatku ignorantem świadomym i niekoniecznie chcącym to zmieniać.

    Znaczy zmiast czytać np. kolejny raz Dostojewskiego czytam kolejny raz Kinga:)

    Moim zdaniem, dobra kultura masowa i kontakt z nią nie sa powodem do wstydu.
    Ni dla twórcy ni dla odbiorcy.

  69. pyta Says:

    Ja mam pytanie.
    Co kiedys było kulturą masową a teraz jest kulturą elitarną. Jak bym mogła prosić o jakies przykłady.
    I na odwrot.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: