Pętla

Uwodzenie wirtualne – erotyczne i/lub intelektualne – to ciemna gra o ostrej dynamice. Prosty układ: manipulant-manipulowany nie wchodzi w rachubę. Gra toczy się sferze pragnień, instynktów i przeczuć, w najbardziej intymnych zakamarkach umysłu – tworzy rzeczywistość, kształtuje ją, buduje nowe jakości. Jest dyskursem.
Zaciera granice między tym, co realne, a tym, co fikcyjne. Wszystko staje się kwestią interpretacji, podlega odczytaniu przez adresata i publiczność.Uwodzący kształtuje uwodzonego, starając się upodobnić go do swoich wyobrażeń,ale przy tym sam musi dostosować się i grać, staje się uczestnikiem, który w gruncie rzeczy nie zna kart, jakie rozdał. Powstaje pętla, w której centrum pozostaje co prawda cel, ale gracze poruszając się po obwodzie, tracą go z oczu. Zresztą cel tej gry nie jest nigdy jasno określony,z dwóch powodów:
– ponieważ brak określenia celu należy do rytuału uwodzenia
– bo trudno cel zwerbalizować [jak opisać nieuchwytną rozkosz posiadania czyjegoś ciała lub części umysłu czy woli – można metaforą, ale ta z kolei podlega interpretacji].

W powieści Laclosa narzędziem gry stały się listy. W listach Valmont balansuje na granicy prawdy i fałszu. Nie kłamie – ale świadomie pisze tak, żeby pani de Tourvel mogła je zinterpretować na jego korzyść. Valmont zdobywając przewagę nad prezydentową przekonuje ją, że to właśnie ona ma nad nim władzę [sam jest pewien, że ją okłamuje, a tymczasem rzeczywista władza należy do niej – gra zapętliła się po raz kolejny]. W sytuacji, gdy to, co zmanipulowane, sztuczne, zderza się z prawdziwym, niekłamanym – gra wymyka się spod kontroli antreprenera, role się odwracają. W efekcie sama gra rozsadza struktury własne i świata bohaterów, powoduje śmierć Valmonta i pani de Tourvel, a pozostałe postacie dramatu stają się ofiarami społecznego ostracyzmu.

Uwodzenie wirtualne to gra, której narzędziem są odpowiedniki listów z “Niebezpiecznych związków”: posty, blogi, wypowiedzi na forum [ niby łatwiej korzystać z komunikatorów głosowych, a jednak wolimy pisać ]. Większa ich część – zwłaszcza blogi – to grafomania [często zabawna, bo jest swoistą autoparodią pisaną w dodatku ze śmiertelną powagą – zupełnie w duchu “Trędowatej”], ale nie o styl i treść tu chodzi.To narzędzie uwodzenia – chwiejne balansowanie między prawdą i fikcją.

Najtrudniej tym, którzy posiadają władzę – nie tylko muszą uwieść, ale tę władzę utrzymać w świecie, z którego każdy z nas może odejść nie umierając, odejść w real lub w inne wirtualne światy, inne miejsca sieci. Władcy nie mogą przestać grać – uwodzą, ale sami są uwodzeni przez nieświadomych tego granych.W tej grze kibicuję mądrym władcom. Tym, którzy tworzą w sieci własne miejsca i wabią – czytelników i „pisaczy”.

Czy słusznie dopatruję się analogii między światem opisanym przez Laclosa a relacjami interpersonalnymi w wirtualu?
Czy ofiary na miarę Valmonta, prezydentowej i markizy [bo i ona staje się ofiarą własnej gry] są obecne również w społeczności wirtualnej? Czy tu gra zatrzymuje się na poprzednim etapie?
Czy i gdzie popełniłam błąd w rozumowaniu?
Jakie jeszcze pytania powinnam zadać?

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 76 to “Pętla”

  1. orchidea Says:

    Można grać, można uwodzić w sposób namacalnie „widzialny”, można grać i uwodzić sprytnie jak lis, można w prostych słowach ukrywać podteksty, można zagubić się pod wielkimi słowami. To tak jak jazda różnymi środkami lokomocji. Jadąc skomplikowanym autem z wmontowaną automatyką, gdy zawiedzie system pozostaje w miejscu, przegrywamy. Jadąc prostym autem, w razie awarii czasem wystarczy „zmostkować” na złączach i dojedziemy do celu często przezywając po drodze mnóstwo ciekawych przygód. Mozna jechać też na stopa przesiadając się z jednego w drugie autko. O ile w ostatnim przypadku można sobie pozwolić na elastyczność, to w pierwszym musimy wciąż się kontrolować i pozostać idealni tzn, nie da się ominąć programu. To tak jakbyśmy mieli założone kajdany, pozostaje człowiek zniewolony systemem. W sieci człowiek wolny jest interesujący, może sobie pozwolić na wszystko. Na to pozwala nam w jakimś stopniu anonimowość w sieci. Czasem nieoczekiwanie zyskujemy aprobatę czytelników i ich zainteresowanie naszą grafomanią. Dla mnie najbardziej pociągającą jest oryginalność. Coś co nieznane mi pociąga mnie. Najbardziej atrakcyjne jest to co zakazane i grzeszne-wolność!

  2. Sadoq Says:

    Defendo! Nihil novi sub sole!
    Uwodzenie – bez względu na obszar rozgrywania – towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Pierwszy opis takiego uwodzenia zawarty jest w Biblii. Wąż zwiódł niewiastę, przechytrzył Stwórcę. Niewiasta wciągnęła w tę grę mężczyznę… To zapętlenie trwa… Nie ma szans na opuszczenie zaklętego kręgu. Lubimy tę grę, aktywnie w niej uczestniczymy w różnych rolach.

  3. justyna Says:

    Nie wiem czy dobrze zrozumiałam przesłanie :) nie chodzi o uwodzenie jako takie , a o uwodzenie internetowe? czy można wprowadzić taki podział na realne i to z sieci ? i jeśli tak to z powodu? Def trudno dać jednoznaczną odpowiedź, ponieważ wiele osób net traktuje jako starter do realności. Internet to takie samo dobre miejsce na zawarcie znajomości jak kiedyś dyskoteki:)Jednak część osób flirtuje wirtualnie nie planując kontynuacji znajomości. Traktuje ten flirt niezobowiązująco jako „umilacz” czasu wolnego, odkurzenie kobiecości, odgruzowanie dawnej atrakcyjności no jednym słowem jako niewinny a potrzebny dodatek do dobrego samopoczucia. Nawet jeśli to jest gra, a myślę że jest, to obie strony podejmują warunki i w to wchodzą. Oczywiście podobnie do powieści Laclosa zaczynamy się kreować na lepszych , ładniejszych bardziej elokwentnych, ale uwodząc realnie też to robimy:) tylko środki są inne. Odpada makijaż, ubiór, mimika , gesty itp.

  4. Sarna Says:

    Flirt to mój żywioł ))
    Lubię te subtelne podchody, tylko Defendo ja w przeciwiństwie do Ciebie nie rozpatruję tego w kategoriach manipulowania, uczuciowego oszustwa, wciągania kogoś w coś, jakby bez jego wiedzy i zgody. Skoro ” uwodzicielem zowie się mężczyzna ( a to opinia znanego mężczyzny ) , któremu kobieta nie może i nie chce się oprzeć” , to zasady są jasne. On ma na to jej przyzwolenie, wręcz zachętę. Zresztą kobiety również flirtują i uwodzą i to mi się w nich podoba. Kobieta bez odrobiny flirtu jest bezwonna i bezbarwna. Nieszczęsna ofiara systemu społecznego wychowania)) Tak mnie wkurzają takie sieroty, że nie potrafię się nad nimi nawet litować.
    Czy osoba czarowana, uwodzona przez prowadzącego bloog jest jego ofiarą ? Nie sądzę ))) Jest raczej jak zastrzyk energii dla jego wirtualnego bytu bez którego więdnie i usycha. Odwrotnie to nie działa. CO prawda przyzwyczajamy się do bloogowego towarzystwa, wzajemnej obecności, ale to nie rzutuje na nasze realne życie. Nie popadamy z tego powodu w realu w niebyt, tak jak ma to się z blogami w ich wirtualnym świecie. Zresztą w tym się obie zgadzamy, bo sama słusznie zauważasz, że „nie tylko muszą uwieść, ale tę władzę utrzymać w świecie, z którego każdy z nas może odejść nie umierając, odejść w real lub w inne wirtualne światy, inne miejsca sieci. Władcy nie mogą przestać grać – uwodzą, ale sami są uwodzeni przez nieświadomych tego granych” Nie zgadzam sie tylko ze stwierdzeniem, że uwodzeni są nieświadomi, bo jak wiesz, do tanga trzeba dwojga.
    Flirt to urocza, skomplikowana gra. Fakt, że jakoś piękniej flirtujemy klikając w necie niż dukając w realu. Może w necie opada z nas nasza fizyczna niedoskonałość krepująca naszą pewność. Brak cielesności sprawia, że wyłącza się nasz krytyczny, obezwładniający nas obserwator. Potrafimy się wyluzować, umalować usta i spuścić ze smyczy tę przykładną, odpowiedzialną, wciśniętą w ramki społecznych obowiązków, powinności i oczekiwań. Wirtualny flirt zwalnia nas z konsekwencji zabawy. Bo flirt to zabawa o ile obie strony wiedzą od początku w co się bawią. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy wirtualny flirt kończy się realnym spotkaniem. Przestajemy się bawić i zaczynamy brać za to odpowiedzialność . Tylko, że wówczas Twoje dywagacje Defendo o tym, że ” postacie dramatu stają się ofiarami społecznego ostracyzmu” w dzisiejszych czasach już nie maja racji bytu. Ludzie raczej zrozumieli, że głupotą jest poświęcać własne szczęście dla tego, co mówi o nas inni i sami też dają już więcej prawa do swobody i prywatności innym.
    pozdrawiam

  5. defendo Says:

    Jak miło gościć tu kobiety!
    Orchideo, uwodzenie to gra, w której udział biorą obie strony. Obiekt uwodzenia w pewnym stopniu „rządzi” uwodzącym. To właśnie uwodzony czyta i interpretuje sobie, jak chce…

  6. defendo Says:

    Sadoq – a nie wcześniej? Czy boga nie uwiodła koncepcja stworzenia człowieka? A może relacja Bóg-Adam już była grą?
    Może Bóg stworzył człowieka po to, żeby ktoś Go wielbił? Z materią i zwierzętami nie mógł grać, nie obdarzył ich wolą, wolną pozornie…

  7. defendo Says:

    Justyno – uwodzą nas i politycy…
    Gra toczy się między ludźmi, Sadoq sugeruje, że również między ludźmi i Bogiem.
    Problem w tym, że wyrafinowany gracz nie kłamie, ale mówi tak, ze można go interpretować na moją, czytelnika, korzyść; w ironii widzieć pochwałę, w uderzeniu – pieszczotę. Obiekt zabiegów jest aktywny – interpretując wciska w usta uwodziciela przesłanie, którego ten nie miał zamiaru głosić.
    Gra trwa – i role się odwracają. Uczestnikom w y d a j e się, że każdy z nich ma największy wpływ na przebieg wydarzeń. Może to gra nimi rządzi?
    A może w końcu dochodzi do sytuacji, kiedy zaczynają władać reguły – i same siebie niszczą?
    Politycy, władcy, rządzeni – to też gra. Rewolucja lub ewolucja(która nie jest niczym innym jak pełzającą rewolucją) w pewnej chwili rozsadza ramy gry, zderza fakty i idee. Zaczyna się nowa gra, bo poprzednia już zniszczyła swoich uczestników,. swoje reguły i samą siebie.
    Kiedy polityk mówi:”jeśli mnie wybierzecie, to ja wam dam…” czasem dodaje, że da każdemu po 1000 zł. Uwodzony doskonale wie, że to element gry – i niemal nikt nie domaga się od polityka tego tysiąca, a on sam może powiedzieć, ze wszyscy już swoje dostali, bo gdyby tak zsumować koszty napraw samochodów(których nie ponieśli, bo część dróg naprawiono), jakiś bezpłatny pakiecik zdrowotny w postaci obniżenia ceny leków stosowanych u chorych na anemię sierpowatą) itp.
    Ale będą następne wybory…
    Gra nie-polityczna może zapętlać się bardzo długo, nawet kiedy indywidualna prawda jednego z graczy zderzy się z takąż prawdą innego.

  8. defendo Says:

    Sarno – flirt to też gra, ale w niej obie strony od początku mają świadomość, że to właśnie gra. Tutaj nie ma mowy – moim zdaniem – o uwodzeniu.
    Pisanie to uwodzenie – i efekt uwiedzenia. Tak zapewne było i mam nadzieję, ze tak będzie. Cervantes, budując świat Don Kichota i zapraszając nas do niego, proponuje współudział. Czytamy, jak chcemy, utożsamiamy się z bohaterem, nie lubimy go lub kochamy.
    Pamiętasz, że okrutny żart możnych? Przystosowali kawałek świata do jego wyobrażeń. Dali się jednak uwieść.
    Don Kichot czyta o swoich przygodach w książce, która własnie wydrukowano. I buntuje się. Nie chce być „napisany”, chce władać sobą i swoim życiem.
    Umiera, kiedy odbiera mu się j e g o świat. Ale czy śmierć nie jest zabraniem nam naszego świata?

  9. Sadoq Says:

    Defendo
    W Twej tezie jest sporo racji, z tym, że w sytuacji przed aktem stwarzania Bóg musiałby uwodzić sam siebie swoimi pragnieniami. Ale idąc dalej: dał paradisum Adamowi, bu poprzez jego bogactwo kupować wdzięczność (wielbienie) ze strony człowieka. Tylko do licha skąd się wziął Wąż-Kłamca?:-) Czyżby Stwórca sam go tam umieścił, by wystawiać na próbę swoje największe osiągniecie (?) jakim był człowiek.

    Uwodzenie, manipulację, pijar należy postrzegać szerzej niźli relacje damsko-męskie (są także damsko-damskie i męsko-męskie), które są szczególną płaszczyzną komunikacji.

  10. orchidea Says:

    Defendo, fajnie jest jak uwodzony ma wpływ na dalszy tok uwodzenia uwodzącego. Dobrze wiesz, jak to działa na blogach, jak dostrzegamy swoje nieodkryte mechanizmy myślenia i reakcji właśnie dzięki, jak Ty to mówisz dyskursowi. Gra-już pisałam na Twym blogu na temat gry-relacja miedzyludzka-analiza transakcyjna- na podstawie ksiązki
    „W co grają ludzie”
    http://www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/socjologia/18726-analiza_transakcyjna_na_podstawie_ksi%C4%85%C5%BCki_erica_berne_a_w_co_graj%C4%85_ludzie.html

    —>polecam do poczytania :)

  11. Torlin Says:

    Podpisuję się pod tym, co napisała Sarna.

  12. kasjo.pl Says:

    nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie z własnego doświadczenia-nigdy wirtualnie nie flirtowałam :)))
    Ciekawi mnie,dlaczego w tym kontekście-ten film.To chyba Tadzio ze „Śmierci w Wenecji”? Dziecko jeśli uwodzi,to nieświadomie i niecynicznie.
    Nie było trailerów z którejś wersji „Niebezpiecznych Zwiazków” (tyle już ich było)???

  13. defendo Says:

    Mahler w każdym kontekście jest kosmiczny!

  14. Sarna Says:

    Defndo z czego wywodzisz twierdzenie, że flirt to nie uwodzenie?
    Sądzisz, że wystarczy powiedzieć „a teraz będziemy sobie wzajemnie prawić zawoalowane komplementy” i już jest flirt? Jestem cienka w sztuce kulinarnej, ale porównałabym to jednak np do upieczenia tortu. Nie wystarczy powiedzieć upiekę, ale jeszcze znać tajniki typu odpowiednie składniki i proporcje, właściwy czas,dopieszczenie dekoracji.Tak jest też i z flirtem, który nie istnieje bez uwodzenia. Musisz przygotować właściwe składniki typu słowa,gesty,strój i wystrój,słowem wszystko co tworzy odpowiednią aurę ( czyt. podgrzać do odp. temperatury piekarnik :), a gdy już uznasz, że zrobiłaś, co należało to dręcz :) aromatem piekącego się ciasta. Niech mu leci ślinka , a co tam! Skoro on lubi ciasto, to wytrzyma te tortury i podziękuje za małe co nieco, mówiąc z uśmiechem w oczach – delicje :))
    Zastanawiam się tylko czy jeśli flirt nie może obyć się bez uwodzenia, to w drugą stronę też to jest nieodzowne. I tu sądzę , że już nie zachodzi ta konieczność. Bo flirt to uwodzenie dla zabawy, swoista gra, a uwodzenie np dla zdobycia czyjegoś uczucia to już nie zabawa, choć czasami gra warta świeczki :)
    pozdrawiam

  15. telemach Says:

    Dzieńtakisobie!
    Na temat uwodzenia się nie wypowiem bo się nie znam. Jako młody człowiek byłem zbyt nieśmiały aby uwodzić, potem udało mi się opanować nieśmiałość do pewnego stopnia przynajmniej ale zapomniałem w jakim celu i masz babo placek. Uwiedziony zostałem raz, przez późnego Grotowskiego. Było to jednak uwiedzenie po pierwsze intelektualne, po drugie szybko mi przeszło.Więc się chyba nie liczy. Więcej uwodzeń sobie niestety nie przypominam. Zawsze chciałem być ofiarą, ale jakoś nie wyszło. To znaczy tam, gdzie była szansa powodzenia, to ja raczej nie chciałem. Tam gdzie chciałem to znowu szansy nie było. A jak była to dotyczyła kolegi. Co czasem emocjonalnie było jeszcze gorsze. Na sprawce byłem wpierw zbyt nieśmiały, potem zbyt leniwy. ALe może jest to jedynie wymówka i nadal jestem nieśmiały. W zasadzie dramat. Chociaż raczej jednoaktówka. Z braku masy.

    A Tadzio ładnie obecnie wygląda.
    http://mikee.vox.com/library/post/the-most-beautiful-boy-in-the-world.html
    Nabral charakteru. Jak stare wino. Jaka szkoda ze Dirk Bogarde tego nie doczekal…

    Przepraszam wszystkich którzy to czytają za błędy interpunkcyjne i ortograficzne ale tak mi się jakoś ze wzruszenia porobiło, że wszystko widzę niewyraźnie, a najbardziej litery.

  16. defendo Says:

    Sarno = taka jest moja opcja, być może dlatego,że nie potrafię flirtować?
    Za to jestem podatna na uwodzenie…

  17. defendo Says:

    Telemachu – wielkie dzięki! Ciekawa byłam, jak dzisiaj wygląda Tadzio. Wprawdzie nie ma to wpływu na muzykę Mahlera – przy niej najchętniej umierałabym,chociaż na razie umiem tylko się poddawać – ale Visconti by pewnie przyklasnął. Stanowczo wolę dojrzałość.
    Nie wiesz nic o uwodzeniu? Akurat… a Twoje pisanie?
    Uwiodłeś wielu – i bardzo dobrze! Lubię, kiedy mądrość uwodzi.

  18. telemach Says:

    Pisanie Def to nie uwodzenie. To nerwica…

  19. defendo Says:

    ..natręctw?

  20. defendo Says:

    A poza wszystkim – Mahler jest ponadczasowy. Mój wpis, Telemachu jest również pendant do notki Logosa, pytał o piękno… dostał piękno bezwarunkowe = Mahler i Tadzio…

  21. Sadoq Says:

    Hm… człowiek całe życie się uczy, a zdawać by się mogło, że już nic nie może go zadziwić.
    Czytając o uwodzeniu, flircie, manipulacji konstatuję ze zdziwieniem niczym molierowski pan Jourdin, który właśnie dowiedział się że mówi prozą.

  22. orchidea Says:

    Telemach, tak-pisanie to nerwica natręctw, to po prostu samo uspokajanie. Ale lepsze to niż prześladowanie domowników swoimi fobiami. Obsesje bardzo wyczerpują nie tylko chorego ale i otoczenie. Pisanie uspokaja, zastępuje braki, jakie mamy w swym życiu.

  23. Sarna Says:

    Defendo, Ty nie potrafisz flirtować?
    Mnie się wydaje, że ty nie przestajesz flirtować i uwodzić, poczynając od wtrętów o pończochach i szpilkach, poprzez zgrabne wywody zgłębiające meanadry ludzkiej psyche, błyskotliwą tyradę zawartości zwoj mózgowych, a wszystko to spowite w kwieciu, pięknych dźwiękach smyczków i basów, nie wspominając o Twoim szczebiocie w rozmowach z wirtualnymi mężczyznami. Kobietka – kokietka ))

  24. Sarna Says:

    Defendo, Ty nie potrafisz flirtować?
    Mnie się wydaje, że ty nie przestajesz flirtować i uwodzić, poczynając od wtrętów o pończochach i szpilkach, poprzez zgrabne wywody zgłębiające meandry ludzkiej psyche, błyskotliwą tyradę zawartości zwoj mózgowych, a wszystko to spowite w kwieciu, pięknych dźwiękach smyczków i basów, nie wspominając o Twoim szczebiocie w rozmowach z wirtualnymi mężczyznami. Kobietka – kokietka ))

  25. TadekKuranda Says:

    Sarno, Trzeba by (trze baby) wpierw definiować to co to takiego jest to uwodzenie. Np. Def w szpilkach ma 180 cm wzrostu a bez 150 cm – oczywiście, że w szpilkach jest bardziej uwodzicielska. Bez szpilek Def zdecydowanie traci.
    Wydawałoby się, że mogłaby wystawiać na aukcji te wszystkie swoje asy z rękawa, jako sprawdzone w działaniu. Obawiam się jednak, że one działają tylko w jej okoliczności. Poza nią są bezwartościowe. Tych poziomów uwodzenia jest tyle, że nie warto o tym gadać, tylko brać się za uwodzenie.
    To prawda, że uwodzenie łatwo przechodzi w nawyk….

  26. justyna Says:

    Kokieteria jest w pewnym sensie manipulacją , której głównym celem jest zwrócenie uwagi u płci przeciwnej . Ja traktuję kokieterie jak kroplę dobrych perfum;) chcę dodać ,że między kokietowaniem a uwodzeniem wyczuwam subtelną różnicę. Perfumy czuje każdy , ale tylko wybrany kojarzy mnie z tym a nie innym zapachem. Nie wiem czy dość jasno ;) podkreślę więc kokietować można ogół ale uwodzić już wybranego;)
    ps. oberwało mi się Aniu wczoraj od Mściciela- Smutasa za Termita ;) wiesz coś o tym?:))

  27. YOYO Says:

    Buhaha,brzuch mnie rozbolał,sztuczna szczęka z wrażenia wypadła.Ty nie potrafisz?Ilość uwiedzionych przez Ciebie wirtualnych faciów,przekracza objętość tego blogu.Wypisywanie nicków,zapchałoby serwer wordpressu.
    Różnic między uwodzeniem w realu,a w internecie,nie ma.I tu i tu się ściemnia na potęgę.W realu dochodzi jeszcze urok osobisty i czar…
    Uwaga panowie,którzy nie mieli okazji poznać defendo osobiście,osóbka ta potrafi tak czarować oczkami,że Bazyliszek przy niej,to pikuś.
    Uwodziłem wielokrotnie,nawijałem bajerę tylko po to,by wybzykać panienkę,a potem kop.Jeśli przy okazji udało się ją wytrzepać z kasy,było super.Robię to nadal.Cyniczne?Być może,ale prawdziwe.
    Tadek ma rację,to nawyk.
    Aha,sam nie byłem uwiedziony,nawet jeśli się niektórym kobietom tak wydawało i tak stawało na moim.
    Na koniec napiszę wierszem,stwierdzenie najszczersze:
    Flirt w necie,potrzebny kobiecie
    zaspokaja nim swą romantyczną duszę
    gdy mąż woła:Zostaw komp,bo uduszę!!!
    HOWGH

  28. defendo Says:

    Bazyliszek???? Yoyo, doigrałeś się – chyba Cie uwiodę…;)

  29. TadekKuranda Says:

    Wygląda na to, że Def jest modliszką a nie bazyliszkiem…. Jakiż ten los mądry, pisząc takie scenariusze jakie pisze. W ciemności południa poczułem ledwie wiew przesuwającej się po wrocławskim bruku Def. Jeszcze tam w zawirowaniach powietrza krążą molekuły jej perfum i widać rysy po jej obcasach na bruku wrocławskiego Rynku. Przecież minąłem ją i nie poznałem ale serce w pewnym momencie zaczęło zachowywać się jak sekundnik. Właśnie wtedy Ona była naprawdę blisko. Zapach ozonu był dojmujący, jak przed ściśniętą eksplozją. Przeładowałem broń i zatknąłem z tyłu za paskiem spodni. Niestety miałem przy sobie tylko panzerfausta po dziadku. Zawsze to jednak coś. Od dawna wiadomo było, że kierowniczka blogu chodzi z obstawą degeneratów typu Yoyo, którzy zostawiają za sobą śluz jak ślimaki śliniąc się od wpatrywania w jej pośladki. Kierowniczka blogu dobrze wiedziała, jak wieść za sobą ten orszak dziwadeł. To pokrakowisko. Otumaniała to panoptikum chmurą perfum, stukaniem szpilek, doskonałą geometrią, słów wypowiadanych w taki sposób, że najtęższym sceptykom, o skórze hipopotama robiła się gęsia skórka.
    To co obiecywała to dobrą śmierć w jękach rozkoszy. Ten mroczny blog, jaskinia w której składała swoje jaja wygrane na aukcji ogłoszeń pełen był walających się pod nogami pustych skorup po wyssanych z ich wnętrza właścicielach.

  30. TadekKuranda Says:

    Tych, którzy wpadli w studnie jej oczu. Nieszczęsnych blogerach trwających w przerażającym uwielbieniu do samego końca, aż jej kły nie zatonęły w ich czaszkach.

  31. TadekKuranda Says:

    Zauważcie, że autor uwodzenia tworzy utwór mający zupełnie osobny, odrębny żywot. Jednak wciąż z nim kojarzony. Autor „Niebezpiecznych związków” nie ma już żadnego znaczenia jako człowiek, jednak nadal uwodzi tą swoją zgrabnie skonstruowaną pułapką na zmysły, i uwodzić będzie nadal. Uwodzenie w każdej postaci jest(!) sytuacją tak skonstruowaną, że urokowi konstruktora nie można się oprzeć. Doskonałość przekazywania myśli o doskonałości. Uwodzi nas doskonałość.

  32. Nudziarz Says:

    to nie blog to wypierdziny chorego umysłu na dodatek skopiowane z przepastnych zasobów internetu włazicie w dupe bez wazeline kretynce , która nie zmnieniła wielu skopiowanych rzeczy

  33. Logos Amicus Says:

    Widzę tu samych znajomych więc ośmielam się napisać te słowa, gwoli pozdrowienia, chociażby :)
    Temat fascynujący, takoż dyskusja (wreszcie konkretna, jak za dawnych dobrych czasów – nie jakieś tam dyrdymały, których miałem już chyba serdecznie dosyć).
    Uwodzenie via internet – co za wspaniała i ekscytująca przygoda! :))

    Mógłybym pisać i pisać…
    Ale nie dzisiaj – tak jestem oszołomiony całodzienną wizytą w d’Orsay.
    Jakież miasto może się równać w opanowaniu sztuki uwodzenia z Paryżem?

    Któż może się równać z malarzami francuskimi w ukazywaniu kobiecej uwodzicielskości ?
    Dzisiaj mogłem się o tym przekonać kolejny raz, oglądając obrazy Renoire’a, Courberta, Maneta, Degasa, Cezanne’a, Touluse-Lautreca…
    Zachwyciłem się nawet pięknem ciała słodkiej Wenus Cabanela (proszę się nie śmiać) mimo owych okropnych amorków fruwających nad jej głową – i obecności Olympii Maneta tuż obok.
    No i jeszcze to „The Origin of the World” Courberta :)

    Mam nadzieję, że mi wybczycie również i ten komentarz.

    Pozdrawiam Wszystkich!

  34. Logos Amicus Says:

    A tak wogóle to… too much wine :)

  35. TadekKuranda Says:

    Nudziarzu, to miłe, że odwiedziłeś to miejsce i ukwieciłeś je stosownym komentarzem. Wszyscy wiemy, że będziesz je odwiedzał i odwiedzał do znudzenia i tu pozostawiając swój wirtualny stolec. Taka forma wypowiedzi jest również sposobem uwodzenia. Każdy, kto zostawia tutaj swój wpis robi to w sposób przemyślany i robi to tak aby mieć z tego jakąś satysfakcję.
    No cóż, w wypróżnianiu się również można znaleźć wiele radości.
    Powstaje pytanie o granice uwodzenia. Gdyby analizować problem do „spodu” to takich granic nie ma. Myślę, że warto tylko analizować (na-lizować) sposób i podmiot uwodzenia. W jakimś momencie zapewne skonstatujemy, że jakakolwiek forma komunikacji jest uwodzeniem.

  36. TadekKuranda Says:

    *(ana-lizować)

  37. TadekKuranda Says:

    Nudziarzu, nareszcie jakaś sensowna emocjonalnie cegiełka w tej konstrukcji myśli. Też postulowałbym aby w tym blogu było dużo więcej bigosu niż kisielu.

  38. Logos Amicus Says:

    Cóż… stokroć lepiej jest uwodzić, niż analizować sztukę uwodzenia… zwłaszcza o godzinie 3-ej nad ranem.

    Problematyczne jest natomiast zostawianie tutaj komentarza w takim stanie, w jakim to zrobiłem ostatnio.
    Bynajmniej nie jest to usprawiedliwienie, ale wskazanie pewnego ograniczenia.
    Wino nie zawsze zbliża nas do prawdy, wbrew wyświechtanej maksymie „in vino veritas”. Zbyt często ową prawdę spłyca, a nawet wulgaryzuje – dając złudzenie łatwiejszego do niej dostępu.
    Ma za to inne zalety.

    Swoją drogą ciekawe są te wszystkie wypowiedzi pod tym wpisem, gdyż – jak widzę – temat uwodzenia bardziej zbliża nas do prawdy o nas samych, niż wino. Uwodząc, zakładamy maskę, ale kiedy ona spada, nasze obnażenie jest totalne.

    PS. Cóż mnie podkusiło, aby tu zaglądnąć podczas mojej internetowej kwarantanny? Niewątpliwie małe uzależnienie od Defendo, od jej uwodzicielskich prowokacji :)
    Ale i z tym nałogiem dam sobie radę :)

  39. Sadoq Says:

    Ciągnie wilka do lasu! Witaj Amicusie!
    Z tego co piszesz wynika, że nieustannie poddajesz się pokuszywaniu estetycznemu. Mam nadzieję znaleźć te miejsca widziane w części fotograficznej Twego bloga… mam nadzieję, że tego nie zaniechasz.

  40. TadekKuranda Says:

    „Cóż… stokroć lepiej jest uwodzić, niż analizować sztukę uwodzenia… zwłaszcza o godzinie 3-ej nad ranem.”

    Logosie, czyżby rozum zależał od godziny? Toż to jakieś uzależnienie!

    Rzeczywiście, w D’Orseju najbardziej podoba mi się zegar na peronie.

  41. defendo Says:

    Tadeuszu – uświadomiłeś mi, dlaczego unikam luster.
    I w polowie mnie zdobyłeś – bo rozbawić kobietę, to prawie ją zdobyć….

  42. defendo Says:

    D’orsay mnie nieco.. rozczarowało, gdyby nie Rodin. Pewnie dlatego, że nie przepadam za impresjonizmem, chociaż doceniam. Podoba mi się też pomysł zrobienia muzeum w zabytkowym dworcu, nie podoba mi się likwidacja Halle. Leziesz podziemnym pasażem i widzisz brzuchy ludzi, pływających w krytym basenie – wyglądają jak zgraja upasionych rekinów; podejrzliwie macałam szybę, czy aby toto się na mnie nie rzuci…
    Polecam La Chapelle – jedyna w swoim rodzaju.
    I koniecznie – Lapine Agile – najstarszy, do dziś czynny kabaret paryski u stóp Montmartre’u, niesamowity… rozczulił mnie cementowy płotek. i ten widok na ostatnią w Paryżu winnicę. Błagam – zrób zdjęcia, moje maja tę wadę, że na niemal wszystkich jestem i ja.
    Niesamowite spotkanie w Paryżu: idę sobie z Buniem ulicą Lapic, szukamy czegoś tam, zaczepiając przygodnego Francuza(na tubylca wyglądał, bo pchał wózek z dzieckiem). Przyjazny, kontaktowy, Bunio wiec go informuje, ze niema postać u jego boku to Polka. Uśmiechy itd. Próby dialogu,padają nazwiska…oczywiste, jak Rabelais, mniej oczywiste – jak Lautreamont – i w tym momencie Francuz jest ugotowany jak escargotes. Uwiodłam go swoim zachwytem dla L., a tak w ogóle, to oświadcza, że niewielu Francuzów ma o nim jakiekolwiek pojecie, a tu Polka… Prosi, żebyśmy zaczekali – po chwili wraca bez wózka i w nagrodę prowadzi nas w miejsce otoczone wysokim murem, obwarowane napisami,że „tylko dla miejscowych:,”turystom wstęp wzbroniony”. Mamy się nie odzywać, akcenty mamy mało paryskie. Wspaniałe wino, plac do gry w boulle i pies, aportujący kule….
    W tym momencie pokochałam Paryż na mur!
    Jeszcze jedno – przelotny deszcz, chronimy się w centrum w jakiejś kafejce, przy stoliku uśmiechnięty starszy pan podsłuchuje naszą rozmowę. Gadamy po polsku. Wreszcie odzywa się – łamaną polszczyzną. Okazuje się, że jest synem przedwojennego warszawskiego krawca, Żyda. Zaprasza. I mój pobyt w Paryżu trwa dzięki temu kilka dni dłużej. Do dziś mam z nim przesympatyczny kontakt – zawsze mogę się tam zatrzymać. To cenne, zważywszy, że Bunio zalał hotel, w którym mieszkaliśmy. Wodą zalał, żeby nie było.
    I żeby rzecz do końca wyjaśnić – z Buniem łączą mnie więzy nierozerwalne, bo krwi serdecznej. Kiedy mnie zezłości – mówię mu „wuju” z akcentem na „ch”…

  43. defendo Says:

    Sadoq – Ty też przecież doceniasz piękno…

    To właśnie dla Was, koneserów, powiesiłam tę tubę z Mahlerem i Tadziem. Swoją drogą – w opowieści Manna Tadzio – to Polak.
    A nałogi? Po diabła z nimi walczyć? Nie lepiej się poddać? Człowiek bez nałogów jest osobnikiem podejrzanym – podejrzanym o to, ze n i e jest człowiekiem.

  44. defendo Says:

    Tadeuszu – z offu padły pytania, czemu trolli nie tępię(vide nudziarz). Proste: jeśli pan wyzwie sługę na pojedynek, to może się tylko ośmieszyć.
    Drugie – bo to kobieta, a przynajmniej mentalna kobieta. Żal mi facecików, którzy mają babską mentalność. Trzecie – niekarmienie trolli powoduje, iż same obumierają, tonąc we własnej złości – nie stać ich na samodzielny byt.

  45. Flirt, uwodzenie… Pamiętnik zmarłego « SADOQ Says:

    […] z dużym zaciekawieniem śledzę na blogu Defendo dyskusję dotyczącą flirtu i manipulacji. Przednia uczta… Uczestnicy dyskusji – […]

  46. TadekKuranda Says:

    Def….. Ujujuj sam się teraz wydałaś na bój, więc teraz bój się bój.
    Taka zasada nas wzrusza, że gówna się nie rusza, ale….

    Ja chciałem tylko powiedzieć we wcześniejszych wypowiedziach, że wyzwiska pod Twoim adresem też mają sens, są tak samo uprawnione jak i te, kiedy kto pod niebiosa wynosi Twoje pośladki oraz umysł.
    W tomistycznym dowodzie na istnienie Boga, bodaj piątą zasadą jest to, że: skoro jest istota najniższa to musi być najwyższa. Ja się co prawda naśmiewałem ze św. Tomasza, ale w tym przypadku jestem sewrystą, czyli wierzę w metr. Tzn. że metr występuje dopiero po stu centymetrach i każdy centymetr jest ważny tak samo. Nie wyzłośliwiaj się więc na pacjentach swojego oddziału cierpiących jak pt. Nudziarz,.czy ja, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.

  47. TadekKuranda Says:

    Też jestem mentalną kobietą i też wszystkimi „których dręczy głód”

  48. defendo Says:

    Tadeuszu – ależ jestem najdalsza od postsponowania Nudziarzy i innych członków II(klubu Intelektualnych Impotentów). Mają prawo oceniać mnie, jak chcą – to ich niezbywalne prawo, prawo pierwotniaków.
    Jako mentalna kobieta interesujesz mnie nawet bardziej. Płaszczyzna porozumienia to najlepsze pole do walki, również w syfialni.

  49. defendo Says:

    O rany! Freud zachichotał!

  50. TadekKuranda Says:

    Def, pozwól, a jeszcze wrócę. Ty jesteś tym panem czy tym sługą? A może obydwoma jednocześnie?
    Sama siebie uwodzisz Narcyzie!

  51. defendo Says:

    Narcyzka, bazyliszka, uwodzicielka(nie umiem), uwodzona(uwielbiam), co jeszcze?
    Może po prostu – kobieta? A – jeśli wierzyć Nietzschemu – cokolwiek powiesz o kobiecie, to prawda? Bo w kobiecie są w s z y s t k i e możliwości?
    Sługą nie jestem, podobno mają puchlinę kolan – mogę cierpieć nawet na cholerę, ale kolana mam w porządku;)

  52. TadekKuranda Says:

    …. no to pójdziesz na kolanach do Częstochowy postawić świeczkę na ołtarzyku św. Tadeusza

  53. Wpis zastępczy nr.3 « kultura szamana Says:

    […] Dla przeciętnie (chociażby) inteligentnego czytelnika oczywistym jest, że zazwyczaj pisze się własny tekst, inspirując się kimś/czymś. O ile nie jest to fikcja literacka, która ma być formą nowatorską. Moje notki rzadko zawierają cytaty, ale jeśli cytat stanowi szkielet wpisu, bądź zacytowana jest znaczna część czyichś przemyśleń (nie przytoczonych przez kogoś faktów ze świata nauki, jak w omawianym ekhm! przypadku), to jest to wyraźnie zaznaczone – o czym moi czytelnicy wiedzą. No, ale.. to oczywiste jest dla – jak wspomniałam – chociażby przeciętnie inteligentnych osób. Na dokładkę nie posiadających na stanie misji rzucania szyderstwem i czepiania się wszystkiego &… […]

  54. TadekKuranda Says:

    Def, ja zadam Tobie pytanie, które jest (lub też być powinno) odpowiedzią na Twoje wszystkie.
    Czego piękno nie potrzebuje?
    A propos słów Logosa…. to właściwie piszę już przez sen………………..

  55. K.L.daV. Says:

    Panie tu obecne piszą zapewne o miłości czystej i niezbluzganej. Masło.
    Ja bym poczytał taką jeszcze praktykującą. Wytatuowaną.

  56. YOYO Says:

    Małgoś jak mnie uwiedziesz,przestanę pić piwsko i bzykać małolatki,słowo humoru.

  57. TadekKuranda Says:

    Yoyo, ech…. jesteś dla mnie źródłem wiecznych inspiracji…
    Opowiem dowcip w nagrodę i dla zachęty.
    Dwie góralki rozmawiają
    – A co to gaździno letników mocie?
    – A ba jo! I nawet jednego intelektualistę!
    – Ki dyjaboł? Chłop cy co? Te miastowe to wymyślajo różne dziwy…
    – Ano chłop ino chuja mo ciutkę mniejsego…

  58. Anonim Says:

    eeeeeeeeeeee połozyłem dowcip…..
    muszę jeszcze raz

  59. TadekKuranda Says:

    Yoyo, ech…. jesteś dla mnie źródłem wiecznych inspiracji…
    Opowiem dowcip w nagrodę i dla zachęty.
    Dwie góralki rozmawiają
    – A co to gaździno letników mocie?
    – A ba jo! I nawet jednego intelektualistę!
    – Ki dyjaboł? Chłop cy co? Te miastowe to wymyślajo różne dziwy…
    – Wicie, intelektualista to mo penisa, wicie?
    – No co wy kumo a cóż to takiego ten penis. Gadojcie wartko?
    – Ano taki chłop po wierzchu jak każden inny ino chuja mo ciutkę mniejsego…

  60. TadekKuranda Says:

    Albo taki: żona namówiła męża na spacer po ZOO, choć on wolałby pójść do baru na piwko. Chodzą po tym zoologui, a ona zaczyna mu opowiadać o zwierzętach: o popatrz, to jest wielbłąd, on może nie pić nawet dwa tygodnie. A mąż: no, zaczyna się!

  61. TadekKuranda Says:

    Def, sama widzisz, że w kontekście popytu publiki na spektakle ten się wyczerpał pomimo usilnych prób nawiązania kontaktu z ew. interlokutorem. Wniosek! Zmień wajchę bo klientela nie nadąża… Ja popatrzę gdzie przepaść….

  62. Torlin Says:

    Defendo!
    Ja Ci dobrze radzę – wprowadź cenzurę.

  63. YOYO Says:

    Jestem natchnieniem Tadeusza?Kurde, to mnie wzrusza…hihihi.
    Dziki zachód,do baru wchodzi kałboj i zamawia piwo.Nagle na stół wskakuje mała małpka,kapucynka i sika mu do kufla.Kałboj chwyta barmana i pyta”gnoju,co to za burdel ,zaraz ci łeb odstrzelę,dlaczego małpa szcza do piwa?””panie to nie moja małpa,tylko tego pijanego grajka co siedzi przy pianinie”.Kałboj podchodzi do gostka,klepie go w ramię”grajek,dlaczego małpa szcza do piwa?”a grajek”okej….dlllaczego małpa szcza doooo piwaaa blues,oooo blues…”.

  64. Bzyk Says:

    Witam mniamniuśnie uwodzonych i uwodzących :)))
    Najrozkoszniejszą wersją filmowo-prawie-netowego uwodzenia był „pojedynek zatapiania się wzajemnego” Tadzia i Kirka w ulubionej
    „Śmierci w Wenecji”,po kilkakrotnym obejrzeniu filmu dostrzegłam dopiero:)),że osoby dramatu nie zamieniły ze ani sobą jednego słowa.
    Kongenialne rozegranie „romansu bezdotykowego” przez Viscontiego z muzyką adagietta pozostawił mnie w przekonaniu,że wszystko jest
    możliwe,”realne”!,choć tylko w wyobrażni.Uwodzenie dystansem to
    to już górna półka. Natomiast niebagatelną rolę odegrał tu zachwyt nad
    pięknem p.Logos Amicus,bez Tadzia nie byłoby „rozmowy oczu”.
    Czy można uwodzić Wenus,przynajmniej ze skutkiem dla jednej ze stron ?.
    Defendo dzięki za Tadzia,taki mały,a taki dorosły.
    Manipulacja=uwodzenie….NIE.Kojarzy mi się z gmeraniem do skutku,niemiłe to jakieś:),chyba,ze ktoś lubi mieć poczucie dominacji.
    /przez chwilę? :)/
    Pozdrawiam odtopionych i pływajacych po………n.

  65. TadekKuranda Says:

    Wciąż mam wrażenie, że „zaczepki” Def są dekadenckie. Choć nie bezwartościowe to jednak…. szkoda gadać.
    Zastanawiam się jak się do nich odnosić, i …. zwyczajnie mi się nie chce.
    Dekadencja ma swoje walory. Jednego nie generuje – energii.

    Dekadencja – określenie pierwotnie stosowane, przez krytyków sztuki pisarskiej, jako negatywna ocena, a następnie ochoczo przejęte przez samych autorów, w odniesieniu do kilku pisarzy późnego XIX wieku fin de siècle kojarzonych z symbolizmem w sztuce.

    Pojęcie dekadencji odnosi się do domniemanego upadku społeczności spowodowanego zanikiem moralności. Jako najpowszechniejszy przykład służący potwierdzeniu tej tezy wytaczany jest starożytny Rzym, który pogrążył się po generacjach panowania chrześcijaństwa. Większość z władców kojarzonych bezpośrednio z dekadencją (Neron, Kaligula, itp.) sprawowała jednak władzę na stulecia przed upadkiem Imperium Rzymskiego. Pojęcie dekadencji pochodzi z XVIII wieku, a w szczególności od Monteskiusza. Zostało podchwycone przez krytyków literackich jako derogatyw po zastosowaniu go jako epitet przez Désiré Nisard wobec Wiktora Hugo i romantyzmu jako takiego. Późniejsze generacje romantyków takich jak Theophile Gautier i Charles Baudelaire podjęło to wyzwanie ze swoistą dumą i jako oznakę tępego odrzucenia tego co sami postrzegali jako postępowość. W latach 80. XIX w. grupa francuskich pisarzy sama określała się jako Dekadenci. Typową powieścią tego gatunku jest Na wspak (franc. tytuł „A rebours”) autorstwa Joris-Karl Huysmans. Jako ruch literacki dekadencja jest obecnie postrzegana jako forma przejściowa pomiędzy romantyzmem a modernizmem.

    W czasach obecnych pojęcie dekadencji definiuje się jako utratę wybitności oraz obstrukcję wyższych ideałów. Charakteryzuje się uniesieniem przebiegłości, edukacji i pretensjonalności intelektualnej nad doświadczenie na rzecz czystego materializmu.

  66. Pruderia Says:

    Ciągle miętolicie tę samą notkę? Boszzzz……

  67. TadekKuranda Says:

    Miętolimy ale przez sen. Ja już mam całkiem zmiętolone prześcieradełko.
    A tak poza tym to czekałem z tęsknotą aż wrócisz z tych twórczych okolic i wreszcie się coś zacznie dziać.

  68. defendo Says:

    Tadzio, Mann. Visconti, Mahler – trudno o doskonalsze doskonalszości. Trzeba poczuć tę metafizykę, do której tylko niektórzy są zdolni – albo tylko niewielu na nią wrażliwych.
    Wciąż wiem, że metafizyczny temperament jest dany lub nie. Dar Boga bywa przekleństwem. Jeśli On jest. Dar refleksji bywa palmą. Męczeństwa też. Lub tą odbitą.
    Wciąż się zmagam. Pomożecie?(by Gierek)….

  69. TadekKuranda Says:

    Def, ta tęsknota za ideałem nie jest niczym co wyróżnia jednych spośród innych, nie jest też doskonała. Tęsknota za doskonałością nie jest doskonała. Nie jest walorem wrażliwość. Niczym Cię nie wyróżnia. To Ty czujesz się wyróżniona bo ulegasz ułudzie. Czas miesza w głowach tworząc wielorakie konfiguracje poczucia piękna i doskonałości. Zresztą nie tylko czas. Tadzio jest naiwnym, neurotycznym pieścidełkiem, które nie ma swojego miejsca w rzeczywistości. Przecież tak samo mógłbym tkwić na kolanach na Twojej wycieraczce i zaglądać przez dziurkę od klucza opalając gorącym oddechem lakier na drzwiach. Wyobrażać sobie Ciebie i odnajdując nieskończone horyzonty piękna tego czego w tej dziurce nie zobaczę. Przejście przez te drzwi już byłoby nie takie. Znika wąskie widzenie rzeczy, wyłania się codzienność ze szczegółami. Taka jak gdzie indziej. To co przestaje być wyimaginowane staje się już trywialne. To co było wieczne staje się codzienne i nieznośne. Dożywotnia kara życia i wieczne spoglądanie przez kraty. Dekadencja jest bzdurą, ale pewnie są tacy co to lubią.

  70. defendo Says:

    Witam, Bzyku :)
    Racja – zwyczajny zachwyt. Nie muszę dotykać, żeby cieszyć się i ucieszyć. Mogę być najbliżej i bezładnie, szybko opowiadać – i to też może być radość. I milczeć.
    Coś, co uważam za piękne, sprawia mi niemal fizyczną rozkosz. Poczuć na twarzy ciepło słońca, przenikającego przez witraże La Chapelle, zobaczyć na łące w puszczy pasące się daniele i wstrzymywać oddech, żeby jego szelest ich nie spłoszył, słuchać Mahlera albo Mastodon, otworzyć sobie drzwi do świata Borgesa i uwierzyć, że opowiedzieć jakąś okoliczność – to do niej nie dopuścić, pozwolić psu położyć łeb na kolanach i spojrzeć mu w oczy, uśmiechnąć się – bo przypadkowo spotkana dziewczyna ma takie smukłe dłonie o długich palcach – tyle radości. Niektórymi staram się dzielić :)

  71. defendo Says:

    Taduceuszu – jaka dekadencja? Nic z „tych” rzeczy, a raczej: t e
    r z e c z y też mi sprawiają radość. A że metafizyczny temperament? Trza się z nim urodzić, bo „warto, warto być poetą, bo u poety cztery żony, a
    z każdą dawno rozwiedziony” ;)

  72. TadekKuranda Says:

    Def, yassne! Gadał dziad do obrazu a obraz ani razu…

  73. TadekKuranda Says:

    to jest pętla Mobiusa, kręci się po jednym wymiarze i w nieskończoność

  74. defendo Says:

    Dziad? Ależ jurny młodzian! Ważne, jak Cię postrzegam, metryka jest tylko papierkiem.
    Wstęga..eech.. wiesz – eksperymentowałam z nią – rozcinając wzdłuż – i sama przeraziłam się efektów – wiszą z żyrandola jak memento: „nie wolno sobie zadawać p e w n y c h pytań” ;)
    Rozetnij – ale nie jeden raz – dwa lub cztery…niesamowite efekty:)

  75. K.L.daV. Says:

    Znam jednego Viscontiego. Hochsztapler z „Podróży z moją ciotką ” G.Greena. Ale był doskonały niekompletnie, więc to chyba nie o nim?.
    A z hochsztaplerów jeszcze Laarmansa od Willema Elsschota, chyba nie bywa w takim doborowym Towarzystwie?

  76. defendo Says:

    Kocie – ja akurat kocham tylko niedoskonałych ;)
    Z hochsztaplerów to ja lubię Mobiusa i Kleina – za wstęgi i butelki…

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: