Archive for Maj 2009

Kultura elitarna – kultura masowa(nieco mniej beztrosko)

Maj 31, 2009

Malcharek - collage

Kultura europejska jest elitarna. Może nawet za bardzo elitarna. Sale koncertowe w filharmoniach są przepełnione, w operach nie ma wolnych miejsc(w operze Wrocławskiej co spektakl, to głośne wydarzenie artystyczne), we francuskich kościołach mnóstwo ludzi na koncertach, za to na mszach zaledwie kilka osób, wernisaże i galerie nie narzekają na brak odwiedzających.
Zarzuca się nam, Europejczykom, dekadentyzm i pesymizm, ale po prostu nie jesteśmy hałaśliwi, wolimy Don Kichota od Sancho Pansy, chociaż akceptujemy obydwóch. Stworzyliśmy Monty Pythona, nie Myszkę Miki. Amerykański mit o karierze wcale nas nie przekonuje, nie marzymy o happy endzie, wolimy wieloznaczne zakończenia.
Nieprawda, że wszyscy ludzie rodzą się równi i mają takie same potrzeby. Jedni rodzą się zdrowi i bogaci, inni – chorzy i ułomni. Na świat przychodzą ci, którzy chcą rządzić i tacy, którzy wolą być rządzeni. Także ci, którzy nie uznają żadnej formy władzy. Tacy, którzy będą w nieskończoność rozważać problemy aksjologiczne i ontologiczne i ci, którym to nawet do głowy nie przyjdzie, bo absorbują ich telewizyjne opery mydlane lub trudności w zdobyciu wody czy jedzenia. Zdarzają się ludzie obdarzeni geniuszem matematycznym, innym poważny kłopot sprawia nauka czytania. Wspaniali pisarze i koszmarni grafomani. Twórcy i odtwórcy. Najwięcej jest takich, którzy chcą prowadzić życie mimetyczne, naśladując rodziców, znajomych, sąsiadów; powielają wzorce, chociaż uważają, że są  oryginalni(szukają argumentów, żeby to uzasadnić, ale znajdują tylko szczegóły, które nie zmieniają obrazu). Niewielu buntowników realizuje własne wizje. Na to trzeba rozumu i odwagi, a to rzadkie połączenie.
Cechą „masowego człowieka” jest hurraoptymizm(mit self-made mana), chciejstwo i kult emocji. „Ja chcę” to hasło wypisane na wszystkich murach i sztandarach. A przecież uczestnik poptłumu jest w tak ogromnym stopniu ograniczony, że konsumenci kultury elitarnej to – w porównaniu z nim – prawdziwie wolne ptaki. Ogranicza go choćby moda i poddaństwo mediom. Niewidzialne pęta, bez których czułby się zupełnie bezradny, jak wyprzęgnięty z kieratu wół – musi upaść. Własnym emocjom buduje ołtarze – „najważniejsze, co czuję”, „skoro podoba mi się mój goły pępek, to znaczy, że   j e s t   piękny i basta!”, „rymowanki są poezją, a ten cały Sosnowski czy Świetlicki to jakiś bełkot”, „harlekiny są w porzo, takie życiowe”, „to ja decyduję, czy dzieło jest coś warte, niech jajogłowi siedzą cicho, co oni tam wiedzą”.
Kultura masowa jest niewątpliwie dziełem anglosasów. Narodzona w XVII-tym wieku rozwinęła się żywiołowo – i dziś jest zjawiskiem globalnym. Zmieniła lub doprowadziła do upadku wiele kultur lokalnych. Jest uniwersalna, ale nie ma to nic wspólnego z uniwersalizmem średniowiecznym, który tworzył parenetyczne, nierealizowalne wzorce(król Artur, Tristan, Roland, św.Aleksy); ona wyniosła na piedestał przeciętność i powszechność – każdy może przykleić sobie tipsy, zoperować biust, śpiewać jak gwiazdeczka telewizyjna, powiesić na ścianie reprodukcję „Słoneczników”. Nie ma dla niej nic, co trzeba szanować, sacrum wymieszała z profanum, mdły pro/sac-drink nikomu nie zaszkodzi, nikogo nie zmusi do myślenia, lekkostrawny i wymiotny. Arystokracja intelektualna to dla popkulturowca obiekt do kopania i śmiechu, on nie uznaje autorytetów w żadnej dziedzinie. Odebrał jej wszystkie przywileje, zepchnął na margines. W pewnym sensie sama jest sobie winna – pozwoliła sobie na flirt z popkulturą, a teraz broni okopów św.Trójcy, licząc na cud. Krasiński to przewidział, niedoceniana „Nie-boska komedia” jest dla mnie źródłem nieustannego zadziwienia wizjonerstwem wieszcza. Zwycięża Pankracy, Hrabia musi zginąć, ale zdobywcy nie mają pojęcia, co z tym zwycięstwem zrobić.
Popkultura beztrosko zawłaszcza mity – i niech je sobie gwałci, ale po jakiego diabła intelektualiści się do niej wdzięczą, próbując analizować „Matrix” w aspekcie jego rzekomej gnozy? Kultura masowa mitów nie rozumie i nie zgłębia, ona na nich tylko pasożytuje. Parazytokultura nie wie, czym jest myślenie magiczne, a sama jest czymś w rodzaju kina akcji, w którym musi się dziać dużo i głupio, nie pozostawia czasu na refleksję, woli przemoc(bo przecież ta jest powszechna). Próba szukania klucza interpretacyjnego do „Conana” jest tyleż nieuzasadniona, co idiotyczna. Odnajdywanie w „Pasji” Gibsona czegoś więcej niż tylko pornograficznego widowiska, jest nadużyciem. A przecież i on ukradł jeden z najstarszych mitów ludzkości – mit zbawcy.
Istotą rozwoju kultury jest nieustanny spór o wartości, bez niego ginie i obumiera. Ten spór utrzymuje kulturę w stanie wciąż zagrożonej równowagi, zmusza do progresji, do szukania konsensusu. W zbiorowej świadomości istnieją zarówno Sokrates, jak i Lacan, Platon i Marks, Heidegger i Spinoza, nawet jeśli na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. I ta zbiorowa świadomość łączy konsumentów kultury masowej z elitarystami.
Lubię Gilmoure’a i A Perfect Circle, z przyjemnością słucham „Świetlików” i czytam Agatkę Christie, noszę czarne skórzane spódnice i wysokie obcasy. Używam telefonu komórkowego i oglądam czasem jakiś program w TV. Nie można dziś funkcjonować(niemal nie można) nie będąc konsumentem kultury masowej. Przed jej uwielbieniem i przed arogancją broni nas jednak poczucie smaku i metafizyczny temperament. Trzeba z niej korzystać, ale nie wolno jej się poddać. Nie chodzi o to, żeby słuchać jakiegoś Feela czy innej Dody z poczuciem wstydu, ale o to, żeby mieć wtedy świadomość, że to jednak jest wulgarne – i umieć się tej wulgarności pozbyć, stosując jakieś antidotum, dokonywać – chocby czasem – swoistego katharsis.
Dzisiaj każdy może być Parysem – wystarczy dać się skorumpować, oddając jabłko czy głos temu, kto oferuje spełnienie marzeń. Popkultura ochoczo czerpie z tego mitu – ale woli nie pamiętać o śmierci Hektora i zburzeniu Troi, a to przecież ta sama opowieść. Realizacja marzeń jednego człowieka kończy się tragedią wielu – jednak kultura masowa przestróg nie znosi, nazbyt jest ludyczna. Nie ma w niej jednak niebezpieczeństw, jakie stwarzał orszak Dionizosa. Menady rozszarpywały na strzępy wśród zabaw i radości.
Na marginesie: wolę brytyjską popkulturę od amerykańskiej – jest w niej ogromna witalność, wprawdzie destrukcyjna i wieloznaczna – potrafiła przecież rozwalić w gruzy stary ład eksplodując Beatlesami, Eltonem Johnem epatującym swoim homoseksualizmem – ale czuje się w niej jakąś namiętną demoniczność, siłę, która czaruje i uwodzi. Amerykańska kultura masowa niczego nie zamierza burzyć, ona buduje się z wielości kulturowej, powstaje z niczego, a prostota(nawet prostactwo) umożliwia jej objęcie swoim zasięgiem niemal wszystkich mieszkańców kontynentu i rozprzestrzenienie się na cały świat. Cóż – coś za coś – jednym Batman i McDonald, innym Hamlet i kolacja przy świecach.

Pętla

Maj 13, 2009

Uwodzenie wirtualne – erotyczne i/lub intelektualne – to ciemna gra o ostrej dynamice. Prosty układ: manipulant-manipulowany nie wchodzi w rachubę. Gra toczy się sferze pragnień, instynktów i przeczuć, w najbardziej intymnych zakamarkach umysłu – tworzy rzeczywistość, kształtuje ją, buduje nowe jakości. Jest dyskursem.
Zaciera granice między tym, co realne, a tym, co fikcyjne. Wszystko staje się kwestią interpretacji, podlega odczytaniu przez adresata i publiczność.Uwodzący kształtuje uwodzonego, starając się upodobnić go do swoich wyobrażeń,ale przy tym sam musi dostosować się i grać, staje się uczestnikiem, który w gruncie rzeczy nie zna kart, jakie rozdał. Powstaje pętla, w której centrum pozostaje co prawda cel, ale gracze poruszając się po obwodzie, tracą go z oczu. Zresztą cel tej gry nie jest nigdy jasno określony,z dwóch powodów:
– ponieważ brak określenia celu należy do rytuału uwodzenia
– bo trudno cel zwerbalizować [jak opisać nieuchwytną rozkosz posiadania czyjegoś ciała lub części umysłu czy woli – można metaforą, ale ta z kolei podlega interpretacji].

W powieści Laclosa narzędziem gry stały się listy. W listach Valmont balansuje na granicy prawdy i fałszu. Nie kłamie – ale świadomie pisze tak, żeby pani de Tourvel mogła je zinterpretować na jego korzyść. Valmont zdobywając przewagę nad prezydentową przekonuje ją, że to właśnie ona ma nad nim władzę [sam jest pewien, że ją okłamuje, a tymczasem rzeczywista władza należy do niej – gra zapętliła się po raz kolejny]. W sytuacji, gdy to, co zmanipulowane, sztuczne, zderza się z prawdziwym, niekłamanym – gra wymyka się spod kontroli antreprenera, role się odwracają. W efekcie sama gra rozsadza struktury własne i świata bohaterów, powoduje śmierć Valmonta i pani de Tourvel, a pozostałe postacie dramatu stają się ofiarami społecznego ostracyzmu.

Uwodzenie wirtualne to gra, której narzędziem są odpowiedniki listów z “Niebezpiecznych związków”: posty, blogi, wypowiedzi na forum [ niby łatwiej korzystać z komunikatorów głosowych, a jednak wolimy pisać ]. Większa ich część – zwłaszcza blogi – to grafomania [często zabawna, bo jest swoistą autoparodią pisaną w dodatku ze śmiertelną powagą – zupełnie w duchu “Trędowatej”], ale nie o styl i treść tu chodzi.To narzędzie uwodzenia – chwiejne balansowanie między prawdą i fikcją.

Najtrudniej tym, którzy posiadają władzę – nie tylko muszą uwieść, ale tę władzę utrzymać w świecie, z którego każdy z nas może odejść nie umierając, odejść w real lub w inne wirtualne światy, inne miejsca sieci. Władcy nie mogą przestać grać – uwodzą, ale sami są uwodzeni przez nieświadomych tego granych.W tej grze kibicuję mądrym władcom. Tym, którzy tworzą w sieci własne miejsca i wabią – czytelników i „pisaczy”.

Czy słusznie dopatruję się analogii między światem opisanym przez Laclosa a relacjami interpersonalnymi w wirtualu?
Czy ofiary na miarę Valmonta, prezydentowej i markizy [bo i ona staje się ofiarą własnej gry] są obecne również w społeczności wirtualnej? Czy tu gra zatrzymuje się na poprzednim etapie?
Czy i gdzie popełniłam błąd w rozumowaniu?
Jakie jeszcze pytania powinnam zadać?

Ogłoszenia drobne

Maj 12, 2009

CZASZKĘ Yorricka, tanio
Hamlet

KTO spał w moim łóżeczku? Poszukiwani świadkowie na rozprawę alimentacyjną
Królewna Śnieżka

KUPIĘ łódź podwodną w dobrym stanie, przystosowaną do walk ulicznych
Pacyfista

KURS tańca
Szkoła im.św.Wita

PRZENOSZĘ wszystkie swoje oskarżenia z Jana Kowalskiego(partia A) na Adama Nowaka(partia B)
Polityk(obecnie: partia A)

SPIEPRZAĆ mi stąd!
Kawałek podłogi

SPRZEDAM węża, cena wyżyłowana
Kieszeń

ŚCISKAM za szyję, codziennie od 6.oo do 14.oo
Stryczek

UDA rozchylam bezinteresownie, niestety
Wiatr

WYRYWAM tanie panie
Gabinet stomatologiczny „Casanova”

ZAMIENIAM wino w wodę
Anonimowy Alkoholik

Flota

Maj 11, 2009

kochaj tadeusza

Większość facetów chce mieć kobietę w łóżku i w kuchni – to zupełnie zaspokaja ich potrzebę posiadania.W gruncie rzeczy nie interesują ich jej poglądy – a najlepiej, jeśli nie ma ich wcale lub powtarza słodkie truizmy w rodzaju „życie jest trudną sztuką” – posiadacz odczuwa wtedy cichą dumę: oto zdobył sobie intelektualistkę. Kluczem jest tu słowo „sobie”. Kobietka ma być czuła do urzygania, zachwycać się bobaskami ze szczególnym uwzględnieniem własnych, marzyć i śnić o tęczowych skrzydełkach(niedługo producenci allwaysów te fantazje zrealizują), ale w garach z wprawą mieszać. On włada pilotem, kapciami i nią, a na znak objęcia w posiadanie – łaskawie kroczy w niedzielę u jej odświętnie odzianego boku, towarzyszy jej też na urodzinach ciotki, chrzcinach i pogrzebach. Układ idealnie zrównoważony – potrzeby obu stron zaspokojone w podobnym stopniu. I trwa między nimi cicha, spokojna i banalna miłość. Bezpieczny port. Rybacki.

Są tacy, którzy koniecznie chcą poznać obiekt swojej miłości – wiedzieć o jej myślach, znać najdrobniejsze szczegóły ciała i przeszłości. Sami sobie rozszerzają paletę wielobarwnego cierpienia – każda informacja o niej to obnażenie odrębności jej doświadczenia, emocji, przeżyć. Każdy okruch wiedzy – o którą mężczyzna zabiega – powoduje, że ma on coraz silniejsze uczucie oddalania się od partnerki, więc cierpi. Już zaczyna wiedzieć, że ona nie jest nim, jest osobna. Im bardziej tę osobność dostrzega, tym bardziej się dręczy i zaczyna podejrzewać, że mógłby znaleźć dziewczynę bliższą sobie – w końcu jest ich tyle…To też miłość. Port mniej bezpieczny.Falochron tu nieco skruszony i czasem zawijają doń jachty.

Czasem spotykają się okręty z dwóch portów wojennych – znienacka. Łączy je „przypadkowe” dziecko, mylne odczytanie bander, zmęczenie samotnością albo chwilowy stan morza, a dzieli wszystko. Jeśli uzbrojenie mają podobne, to pół biedy. Będą trwać w klinczu do znudzenia, abordaż możliwy, walki wręcz niewykluczone.W efekcie związek może być nadspodziewanie trwały, a najlepiej cementuje go pojawienie się w pobliżu trzeciego krążownika. Jeśli im się wydaje, że siły są wyrównane – zaczyna się poważna walka, jeden musi zatonąć lub zwiać. Często jeden z nich, poważnie uszkodzony, korzysta z pomocy holownika, który go do bezpiecznego portu odprowadzi, w suchy dok wsadzi, wyremontuje sobie i nie wypuści. A naprawiona jednostka nawet nie zauważy, ze brakło jej stopy wody pod kilem, za to ma stopę na karku.

Rzadkość to mężczyzna budujący związek – spokojnie i czule, gwałtownie i zazdrośnie. Nie wystarcza mu łóżko i stół. Godzi się na odrębność swojej kobiety. Chce wiedzieć o niej rzeczy naprawdę ważne – ważne nie dla niego, a dla obojga. Cieszy go jej samodzielność intelektualna, chociaż wie doskonale, że musi ustawicznie być dla niej atrakcyjny również pod tym względem, utrzymywać leciutką przewagę, bo jego dziewczyna umie odejść. Taka para wciąż się wzajemnie inspiruje, a obserwowanie rozwoju partnera-partnerki jest źródłem radości i dumy. To nie port – to żeglowanie na pełnym morzu, lawirowanie wśród raf, ciągłe sztormy. Jednak zetknięcie się takich jednostek może je połączyć w przepiękny katamaran. Sądzę, że to miłość bezwarunkowa, niebezpieczny związek. Nawet jeśli jakieś tornado rozdzieli go, a połówki zetknie z innymi jednostkami pływającymi, to obie wciąż będą o sobie pamiętać, widząc po nawietrznej nie tę burtę, którą widzieć by chcieli.

Są jeszcze porty handlowe – tu obowiązuje barter. Ty mi – ja ci(o, ja Cię!). Transakcje są zawierane bez nadmiernych emocji, nie wszystkie potrzeby obu stron sa zaspokojone, ale zawsze można pohandlować z kimś na boku.

W tym szkicu słowo „mężczyzna” można zamienić na słowo „kobieta”, każdy niech czyta, jak chce.
„Kochaj” Tadeusza Kurandę, oczywiście.

___________________________________________________
Słabi mężczyźni poszukują takich kobiet, które by ich wspierały, były opoką. Silni chcą kobiety jak nagrody dla zwycięzcy. Jakie parszywe fatum powoduje, że niemal zawsze słaby dostaje nagrodę, a silny – oparcie?

Szum szumo-win

Maj 7, 2009

jej-portretwzlecieć można w dół
wgłąb rzeczy
otchłannie
zaborczo
(znam wiele przysłówków słowom przykazanych)
odlecieć od
zapominając w
zapamiętaniu
pieprząc Dedale i I…hahahaaaa..kary
waląc archetypy
młotem symbole
strzepnąć skrzydła zuchwale
piejąc”ecce homo”
zasiać się w bruzdy na chętnych czołach
zejść
wzejść
zakwitnąć
i się skosić
kosom dać na żer
krukom wrony
durniów skąpać w poskąpieniu
zabić Boga i w sobie pochować
tak Go schować
zachować
wychować
na obraz i podobieństwo swoje

Dziękuję Tadeuszowi – za cenne sugestie. I dedykuję niniejszym.

Chyba o kobiecie…

Maj 6, 2009

most-w-avignon11

Pomysł, żeby sprawdzać wiedzę i umiejętności z polskiego przy pomocy testów, jest dziką ideą lub ideą dzikusa. Kanon lektur szkolnych dla LO nie tylko pozostawia wiele do życzenia, ale pozwala na czytanie fragmentów dzieł. Ta fragmentaryczność powoli staje się przekleństwem również w komunikacji. Rzuca się hasło, najczęściej wyguglane i wygulgotane z trudem i taki miotacz pławi się w samozadowoleniu – oto popisał się wyciętym hołubcem. Hołubca wyrżnął wprawdzie z kontekstu, dokonując brutalnej kastracji, ale tym to on akurat sie nie przejmuje – zawsze znajdą się klakierzy i podziwiacze, których mózgi funkcjonują zgodnie ze schematami wdrukowanymi uczniom ogólniaków: fragmentarycznie.

Ze znanego tekstu Nietzschego(całość na końcu postu, kto chce, niech czyta) najczęściej cytuje się zdanie „Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!” i w ten sposób „załatwia się” filozofa. Cios ma charakter samobójczy, bo przy okazji zabija się własną refleksję. A ten tekst wart jest przemyślenia.
O bacie nie mówi Zaratustra, mówi o nim stara kobieta, tak stara, że filozof może do niej mówić o kobietach, bo ona o tym szybko zapomni. Tak mówi. Może kłamie? Dlaczego Zaratustra tę „prawdę”, którą od starej kobiety otrzymał, tak skrzętnie ukrywa? Czemu przemyka w ciemności i to dziwną drogą, drogą złodziei? I dlaczego uważa, że o kobietach powinno się mówić tylko do mężczyzn?
Czy w tym, że kobieta ocenia wypowiedzi Zaratustry o kobietach jako „uprzejme”, nie ma ironii? Jeśli zaś jest, to przecież jest to równocześnie autoironia Nietzschego.
„Rzecz szczególna, Zaratustra mało zna kobiety, a jednak ma słuszność, gdy o nich mówi! Dziejeż się to dlatego, że w kobiecie każda rzecz jest możliwa?” – pyta starka. I tym samym podważa i uwiarygodnia zarazem wszystkie sentencje filozofa o kobietach.
Daleka jestem od uważania Nietzschego za feministę. Po prostu zastanawia mnie przewrotność tego tekstu.
A może mężczyzna musi czytać kobietę, bo inaczej jego wiedza będzie kaleka, ułomna, niepełna? Otwierając jej uda jak książkę, czyta siebie, czyta również swoją śmierć. Czasem usiłuje kobietę zawłaszczyć, „zakazując” jej innym. Każdy zakaz ma jednak druga stronę – otwiera możliwość jego naruszenia(już przez to samo, ze został sformułowany).
Kobieta czyta mężczyznę? Chce poznawać czy tylko mieć i należeć?
Kiedy zniknę, w połowie niedopowiedzianego zdania, wszystkie pytania nadal będą szukać odpowiedzi. Inni podejmą trud poznania i pozostawią kolejne pytania – równie pozbawione odpowiedzi. Po wielu z nas pozostanie milczenie. Po większości nawet milczenie nie pozostanie.

O STAREJ I MŁODEJ KOBIETCE.
„Czemuż, Zaratustro, przemykasz się tak płochliwie o zmierzchu? Cóż to osłaniasz tak troskliwie swym płaszczem?
Jestże to skarb, który ci darowano? Czy też dziecię, które ci się narodziło? Lub też poczynasz może sam drogami złodziei chadzać, ty przyjacielu zła?”-
Zaprawdę, bracie mój! rzekł Zaratustra, darowano mi skarb: drobną prawdę, którą oto dźwigam.
Jest wszakże niesforna, jak małe dziecko; a gdy dłonią ust jej nie przysłaniam, wrzeszczy zbyt głośno.
Dzisiaj, gdy samotny drogą swą o zachodzie słońca szedłem, spotkałem starą babinę, co temi słowy przemówiła do mej duszy:
„Wiele mówił Zaratustra i do nas kobiet, wszakże nigdy jeszcze nie mówił o kobiecie”.
Odparłem jej: „o kobiecie należy mówić tylko do mężczyzn”.
„Mów i do mnie o kobiecie, rzekła, jestem dosyć stara, aby wnet o tym zapomnieć”.
Uczyniłem zadość starce i rzekłem do niej w te słowa:
Wszystko w kobiecie jest zagadką i wszystko w kobiecie ma jedno rozwiązanie: zwie się ono brzemiennością.
Mężczyzna jest dla kobiety tylko środkiem: celem jest zawsze dziecko. Lecz czemże jest kobieta dla mężczyzny?
Dwóch rzeczy pragnie prawdziwy mężczyzna: niebezpieczeństwa i igraszki. Przeto pożąda kobiety, jako najniebezpieczniejszej igraszki.
Ku wojnie wychowany ma być mąż, niewiasta zaś ku wytchnieniu wojownika: wszystko inne jest głupstwem.
Zbyt słodkich owoców – wojak nie znosi. Dlatego też pragnie kobiety; gorzka jest najsłodsza nawet kobieta.
Lepiej niźli mężczyzna rozumie dzieci kobieta, lecz mężczyzna jest bardziej dziecinny, niż kobieta.
W prawdziwym mężczyźnie tkwi dziecko, co igrać rade. Dalej więc, kobiety, odkryjcież mi dziecko w mężczyźnie!
Igraszką niech będzie kobieta: czystą i subtelną, jako dyament, opromieniony cnotami świata, którego jeszcze niema.
Promień gwiazdy niechaj lśni w waszej miłości! Nadzieja wasza niech brzmi: „obym porodziła nadczłowieka!”
W miłości waszej niech będzie waleczność! Miłością uderzajcie na tych, co w was trwogę niecą.
W miłości waszej niech będzie i cześć wasza!
Mało rozumie się zresztą kobieta na czci. Lecz to winno być czcią waszą: zawsze bardziej kochać, niźli bywacie kochane i nie być nigdy wtóremi.
Niech się mężczyzna boi kobiety, gdy ta kocha: wówczas ponosi ona wszelkie ofiary, a wszystko inne wydaje jej się bez wartości.
Niech się mężczyzna boi kobiety, gdy ta nienawidzi: gdyż mężczyzna jest w głębi duszy swej tylko zły, kobieta jest tu licha.
Kogóż najbardziej nienawidzi kobieta? – Rzekło raz żelazo do magnesu: „nienawidzę cię najbardziej za to, że pociągasz ku sobie, lecz nie jesteś dość silne, by przyciągnąć do siebie”.
Szczęście mężczyzny brzmi: ja chcę. Szczęście kobiety: on chce.
„Spójrz, jakże doskonałym stawa się oto świat!” – tak myśli każda kobieta, gdy z całą miłością ulega.
A ulegać musi kobieta, i znaleźć głębię dla swej powierzchni. Powierzchnią jest duch kobiety, ruchliwą, burzliwą powłoką płytkich wód.
Zaś duch mężczyzny głęboki jest: prądy jego szumią w głębokich jaskiniach: kobieta przeczuwa jego siłę, lecz jej nie pojmuje.
Odparła mi tedy starka: „Wiele rzeczy uprzejmych powiedział Zaratustra, osobliwie dla tych, które są jeszcze dosyć młode na to.
Rzecz szczególna, Zaratustra mało zna kobiety, a jednak ma słuszność, gdy o nich mówi! Dziejeż się to dlatego, że w kobiecie każda rzecz jest możliwa?
A teraz weź oto w podzięce drobną prawdę! Wszak jestem dosyć stara na nią.
Otul ją tylko i zatkaj jej usta: gdyż krzyczeć zwykła zbyt głośno ta drobna prawda”.
„Dajże mi, kobieto, twą małą prawdę!” – rzekłem jej. – I rzecze tedy stara:
„Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!”
Tako rzecze Zaratustra

Friedrich Nietzsche „Tako rzecze Zaratustra”
Przekład: Wacław Berent.

A ilustracja? Uległam czarowi mostu w Avignon. Nie spina brzegów rzeki, niczego nie łączy, ale można nań wejść. Z ponad dwudziestu przęseł zostało tylko tyle, ile widać na zdjęciu. Siebie z tej fotografii wycięłam, byłam niepotrzebnym sztafażem.

Tekst napisałam pomna kilkugodzinnej rozmowy(realnej), którą zainspirował Paweł i wspaniale moderowała Maria. Czasem warto podejmować akademickie dyskusje.

Maj

Maj 5, 2009

dabrowka-rozlogowa

W niedzielę fotografowałam wiosnę, bezwstydną i uroczą. W lesie pozowała mi chełpliwie, obnażając się dąbrówką, kokoryczką, konwaliami, marzanką, rogownicą, i mnóstwem innych roślin.konwalie2

kokorycz

na-polanie

Mój ogród też nieźle się spisał: kwitnie kalina szorstkolistna, którą polecam wszystkim dysponującym choćby skrawkiem miejsca(nie traci liści zimą).kalina

kalina1

Lubię niepozorne śniedki, orliki, ostatnie już(niestety) tulipany:sniedki

tulipan-otwarty

ornitogallum

Ale na takiej polanie w lesie to ja mogę wszystko…las-polana

Zoilom

Maj 3, 2009

jastrzab-czeczota1

Zastanawiałam się nad tym, co kieruje osobami zaglądającymi tu jedynie po to, żeby mi „przyłożyć”  – tu lub w innym miejscu sieci. Czytają tak uważnie, że umyka im sens tekstu i kontekst, bo koncentrują się na wyrywaniu pojedynczych zdań, żeby potem móc z lubością oznajmić, że jestem nudna, głupia i brak mi poczucia humoru. Każdą tezę mozna przecież uzasadnić, pies nie ucieknie, kij łatwo wziąć do ręki, zwłaszcza kiedy ktoś doskonale włada cepem.
Dostrzegłam pewną analogię między nimi a terrorystami politycznymi, których cechuje podejrzliwość, agresja, nietolerancja, drażliwość, obronne nieprzyjmowanie krytyki (badania Falka opublikowane w 1997 r.). Ich aktywność polegająca na próbach skłonienia mnie do podjęcia działań obronnych(z góry skazanych na klęskę, bo przecież nie da się rozmawiać z kimś, kto mnie po prostu nie cierpi i wchodzi tu tylko po to, żeby się w tym nielubieniu utwierdzić) lub zmusić do likwidacji  blogu może
zatem pełnić dla nich funkcję kompensacyjną, dawać im iluzję własnej omnipotencji. Takie potrzeby są cechą osobowości neurotycznych; występują najczęściej jednocześnie z lękiem, niską samooceną i skłonnościami paranoicznymi. Być może to problem osobowościowy – krytykowanie tego, co piszą inni to dla nich swoista autoterapia: uwalnianie głęboko przeżywanej wrogości i uzasadnianie jej przed światem zewnętrznym. Próba racjonalizowania własnych
fobii, usprawiedliwiania niedostatków?
Są dogmatyczni – wszystko czytają w y ł ą c z n i e w kontekście własnej spiskowej teorii, w myśl której celem istnienia zjawiska „defendo” czy „poker”(właśnie przeczytałam notkę o nim, umieszczoną przez takiego zoila) jest sianie wulgarności i naruszanie norm i regulaminów, psucie doskonałego samopoczucia czytelników, dopieszczanie własnego ego i zaspokajanie potrzeb ekshibicjonistycznych,  tudzież eksponowanie poczucia wyższości autorów.
Są całkowicie zaimpregnowani na elementy zabawy, która stanowi dla większości z nas ważny element gry blogowej. I równie odporni na wątki, w których podejmowane są dość istotne rozważania, inspirujące do dalszych przemyśleń.
Jak to terroryści – zapominają, że skuteczne zniszczenie celu spowoduje również ich niebyt, przynajmniej w tej roli, w której tak doskonale się czują. Po zburzeniu wszystkiego burzyciele mogą już tylko budować – a tego nie potrafią. Co wtedy?
Szukałam wśród ich wypowiedzi czegoś konstruktywnego – nie umiałam znaleźć niczego poza bardziej lub mniej zawoalowanymi inwektywami. Mogłabym oczywiście pisać pod ich gust i smak, robić za słodką kobietkę, ustroić się w  różowiutkie wdzianko i otoczyć się zorzami, płonąc dziewiczym rumieńcem jako ta zorza; zachwycać się umorusanymi dzieciątkami, wzruszać na widok cierpiących(koniecznie im przy tym zalecając ofiarowanie cierpienia Bogu), głośno marzyć o wspanialcu, co to mnie w czarnym smokingu na swojego białego konia wsadzi i w dal uwiezie, okrasić to przesłodzone danie kilkoma mniej lub bardziej rymniętymi wierszykami – być może zyskałabym wtedy ich łaskawą akceptację na zasadzie: „no, nareszcie, prawdziwa kobieta!”. Mogłabym też pisać wyłącznie humoreski, jaja sobie robiąc ze wszystkiego i wszystkich na poziomie nie wyższym od dańcodowcipu i operując elementami piosenki biesiadnej – też zapewne bym im nie wadziła. Postulat unikania wulgaryzmów(to jeden z zarzutów) również mogę oczywiście zrealizować, ale za cenę wolności słowa, czego najwyraźniej nie pojmują. Tak jak nie pojmują różnicy między wulgaryzmem, na który mnie stać, a wulgarnością, której trudno nie dostrzec w ich notkach(od „vulgaris” – pospolity, prostaczy).

Weźmy taką lufę – narzędzie do grzebania w mrowiskach
Wtyka się ją w sam środek
Aby uciechy było po pachy
Po pachy wydepilowane
Dzioby karminową kredką malowane
Sława rodzi niesławę – taki kraj, taki raj.