Archive for Kwiecień 2009

Narcyz

Kwiecień 26, 2009

narcyz113Słusznie zapomniany dramaturg, Juliusz Wirski, mawiał o sobie nie bez dumy: „jeśli ja nie jestem Szekspirem, to tylko dlatego, że nie piszę po angielsku”. Miał tyle wspólnego z autorem „Hamleta”, że talent posiadał równie wielki jak czaszka Yorricka. Tupet miał za to zaiste wyjątkowy – napisał list do dyrektora Teatru Starego w Krakowie, w którym wyraził swoje oburzenie na szykany, jakich padł ofiarą: ilekroć są pustki na widowni, wtedy Teatr wystawia jego dzieło, a kiedy jest komplet – jakąś sztukę Szekspira…

Narcyzm uważany jest za „korzeń psychopatii”.
Nie chodzi tu o narcyzm pierwotny – tacy byliśmy wszyscy, jako dzieci. O ten wtórny, który sprawia, że człowiek koncentruje się całkowicie na sobie samym i nie potrafi związać się z nikim, bo wymagałoby to rezygnacji z własnych przyjemności. Uważa, że cały świat stworzono wyłącznie po to, żeby mógł zaspokoić pragnienia „kwiatuszka”. Inni ludzie są ważni, oczywiście, ale tylko wtedy, kiedy potwierdzają wartość wspanialca albo może on się z nimi identyfikować(są narzędziem narcystycznego podtrzymania).
A jednak… wśród narcyzów bywaja osobniki agresywne, ekscentrycy, ale i osoby twórcze. Istnieje hipoteza, zgodnie z którą nasilony narcyzm występuję częciej u twórców(artystów), niż w całej populacji. Pospiszyl uważa, że to wyjaśniałoby wyższy odsetek homoseksualistów w tej grupie ludzi: kochając przedstawiciela tej samej płci w gruncie rzeczy kocha on samego siebie, identyfikując się z obiektem uczucia, a może po prostu kieruje emocje na siebie samego. Wyniki badań niemieckich naukowców(Gotz) świadczą o tym, że u znanych i uznanych artystów średni poziom antysocjalności jest znacząco wyższy, niż wśród ludzi, którzy zajmują się czymś zgoła innym.
Kipling napisał: „From the depth of Gehennah to the steeps of the trone, he travels fastest who travels alone”(czyli: z samego dna, do szczytów tronu, ten dojdzie szybciej, kto idzie samotny”).
narcyz21

W drzwiach wawelskiej komnaty, w której odbywał się po wojnie zjazd intelektualistów, pojawił się Tadeusz Przypkowski i zapytał głośno:
– Czy mogę wejść?
Kilka najbliżej siedzących osób zawołało chórem:
– Ależ oczywiście, panie profesorze. Prosimy!
Na to Przypkowski jeszcze głośniej:
– Nie was pytam, chamy, własnego sumienia się pytam!

Fromm konstatował ze smutkiem, ze dziwny fenomen, jakim jest – mimo wszystko – ogromna popularność wśród ludzi jednostek narcystycznych(łatwo znajdują oni wielbicieli, bez trudu wyszukują kogoś, kto będzie nie tyle partnerem, ile narzędziem do zaspokajania codziennych zachcianek i zapewni im wysoki komfort życia) wynika z faktu, że prawdziwa miłość zdarza się dziś tak rzadko, ze jest niedostępna większości ludzi – w narcyzie współczesny człowiek „widzi kogoś, kto kocha prawdziwie przynajmniej jedną osobę: siebie samego”.
Większość z nas co najmniej toleruje, a częściej aprobuje osoby narcystyczne, bo:
– są pewne siebie, nie mają wątpliwości co do słuszności swoich czynów, są przekonane o własnej wyjątkowości: takie skłonności, mocno stłumione, tkwią w każdym z nas, chociaż nieczęsto sobie je uświadamiamy
– starają się oni, kosztem ogromnego często wysiłku, zyskać popularność, ukrywają nawet swój egotyzm, udają skromność i pokorę.
Czy Prometeusz nie był po trosze narcyzem? Może jest tak, że ukrytą przyczyną działalności wielu ludzi pro publico bono jest głównie chęć zaspokojenia własnej próżności? Czy powinnam o to pytać, skoro przecież efekty są społecznie pożyteczne?

Xawery Dunikowski podczas jakiegoś ostrego sporu z ministrem Kultury i Sztuki, Włodzimierzem Sokorskim zapytał go znienacka:
– A wie pan, kto był ministrem kultury we Francji za czasów Balzaka?
Sokorski oczywiście nie wiedział, a Dunikowski ze złośliwym uśmiechem dokończył:
– Widzi pan, a Balzaka wszyscy znają…
A w moim ogrodzie kwitną te cudowne, przepięknie pachnące kwiaty…
bzy-szaleja1

I szaleje bez – ogromny, wonny bukiet, moje ukochane, bardzo stare drzewo. Szkoda tylko, że sąsiedzi lubią grillować. Nigdy nie wiem, która nuta z tej swoistej, dodekafonicznej symfonii aromatów będzie miała większą siłę przebicia, kiedy otworzę okno.

nie-wiemco-to11Kwitnie też to „coś” o przepięknych, pierzastych liściach – nie znam nazwy, może ktoś mi pomoże? To bylina.

Reklamy

O mężczyznach – nieco niepewnie

Kwiecień 21, 2009

dehnel-luomo-vogue

Na mężczyznach to ja się nie znam. Podobno są z Marsa. Ponieważ mężczyźni sami się na sobie nie znają, to już nie wiem, kto moze być „fachowcem” od nich. Trzecia płeć? Kobiety, zniesmaczone tym, że są „wieczną zagadką”, nawet dla samych siebie, wymyśliły feminizm, który jednych zachwyca, w innych budzi obrzydzenie, ale ma jeden walor: umożliwił rozwiązywanie tej tajemnicy, tworząc różne narzędzia, które to ułatwiają. W odpowiedzi powstałby zapewne jakiś maskulinizm, gdyby nie to, że płeć uważana za brzydszą nauczyła się bierności i czeka, że zrobią to… kobiety.
Za Kozyrą to ja nie przepadam, ale 10 lat temu zrobiła ciekawy eksperyment – przebrana za mężczyznę, niewydepilowana, ze sztucznym penisem i zasłoniwszy piersi zwisającym z szyi ręcznikiem, weszła do męskiej łaźni w Budapeszcie. Tak dobrze naśladowała zachowania facetów, że nie została rozpoznana i nakręciła film, oczywiście ukrytą kamerą. Nie chcę tu oceniać wartości artystycznej tego, co zrobiła, nie o to mi chodzi.
dehnel-luomo-vogueii

Mężczyźni, pielęgnując wąsy, odsłaniając  „rodzime sobole” dzięki rozpięciu kilku górnych guzików koszuli, goląc głowę, unikając noszenia sandałów(podobno to „niemęskie”, jakby palce stóp były atrybutem kobiety tylko), jeżdżąc na ciężkich motorach(podobno w Japonii można dostać licencję na prowadzenie motoru pod warunkiem, że jeździec jest w stanie go podnieść o własnych siłach, jeśli maszyna się przewróci, co uniemożliwia większości dam samodzielne ujeżdżanie tych, które ważą za wiele), czyniąc wiele innych zabiegów – „przebierają się za facetów”. Tak jak my – wykonujemy masę aktów magicznych: malujemy usta(to naprawdę magiczna czynność, lubię to robić, wtedy się odsłaniam), wkładamy szpilki, odsłaniamy uda i kolana w takich spódnicach, które – uważnie wybrane – obiecują więcej, niż jest, wycinamy dekolty i numery facetom. Też „przebieramy się za kobiety”. Niepokoi nas może ta wewnętrzna tęsknota do Androgyne i dlatego musimy wciąż od nowa podkreślać przynależność do określonej płci? A przecież zdarzają się ludzie, którzy mają androgynyczną płeć kulturową, są tyleż kobietami, co mężczyznami, a przynajmniej tak chcą funkcjonować w sferze kultury. Nie godzą się na bycie tylko matką, żoną, siostrą, mężem, ojcem – chcą funkcjonować wielowymiarowo, odwiedzać zaklęte rewiry. Nie każdy facet lubi oglądać mecze piłki kopanej, nie wszystkim smakuje piwo i niekoniecznie kocha majsterkowanie i grzebanie się w smarach; nie każdą kobietę zachwyca widok „rozkosznego bobasa”(zwłaszcza cudzego, brrrr…), gadanie o garach i utyskiwanie na temat mężów, woli iść z kijem na ryby. Z reguły jednak nie przyznają się do tego głośno, bo otoczenie oczekuje od nich takich właśnie zachowań, konformizm to potęga.
dehnel-luomo-vogue-x

Mężczyzna potrzebuje grupy(dawniej był myśliwym, polował skutecznie, gdy niesamotnie), chociaż obecność innych w gruncie rzeczy jest męcząca – on chce mieć wyłączność: na kobietę, na samochód, na dom i na wiele innych „rzeczy”, chce być „posiadaczem”, a dziś jest raczej „posiadaczem kanapowo-pilotowym”, posiadując i wysiadując własny brzuch. Nie tego chciały kobiety, odbierając kolejno facetom różne sfery, które wcześniej były ich wyłączną domeną. Wojny spowodowały nie tylko ogromne straty, zabijając ludzi, nie tylko potężnie przyspieszyły postęp techniczny(to niemal rewolucje), ale wygenerowały lub usankcjonowały zmiany społeczne i kulturowe. Podczas wielkich wojen kobiety zastąpiły mężczyzn w pracy, przyjęły na siebie ich obowiązki i poradziły sobie z tym znakomicie. Kiedy nastaje pokój wojownicy nie chcą już walczyć o te zawłaszczone przez kobiety – a im przynależne – sfery, odpuszczają. Za cenę świętego spokoju? Nie wiem. Nie sądzę.
Dziecko próbuje swoich sił – wciąż przekraczając granice sprawdza, jak daleko może się posunąć – a kiedy rodzic czy nauczyciel nie postawi wyraźnych barier, zaczyna się poważny problem: smarkacz myśli, że mu wszystko wolno. Kobiety zachowały się podobnie, a mężczyźni jakby z ulgą oddali kolejne bastiony. Nie widzieli, że to wcale nie cieszy płci rzekomo piękniejszej, że zapanował jakiś „smutek tropików” pod tropikiem tego wspólnego namiotu. Bo ci panowie stworzenia już nawet nie chcą zdobywać, wolą czekać, chcą być uwodzeni. I są, co widać jak na dłoni w wirtualnej rzeczywistości. Ja się NIE ZGADZAM! Chcę być oczarowywana przez mężczyznę, uwodzona, zniewalana, zdobywana… dehnel-luomo-vogue-iv

I nie podoba mi się, że kobiety stały się agresywne, stokroć bardziej od mężczyzn, że nie tylko używają przemocy wobec nich, ale i wobec siebie nawzajem, wystarczy się przyjrzeć nastolatkom. Zresztą wiek nie ma znaczenia – ta agresja widoczna jest również u bardzo dojrzałych bab. A faceci przygladaja sie temu z nieukrywaną frajdą.  Gorzej – sami zaczęli atakować kobiety.Nie potrafią zwłaszcza znieść tych łagodnych, ale myślących i dumnych. Takie czepianie się kojarzy się z bluszczem: dawniej kobieta-bluszcz nie potrafiła istnieć samodzielnie, musiała się owinąć wokół mężczyzny, potrzebny był jej „silny pień”(ładnie brzmi, prawda?), dziś są faceci, którzy nawet własne blogi tworzą, owijając się wokół cudzych, kobiecych właśnie najczęściej(to mentalne kobiety chyba).
Jestem wdzięczna moim komentatorom – trafiają tu nietuzinkowe kobiety i niepospolici mężczyźni. Nie zdarzają się bluszcze i powoje, jeśli już – to incydentalnie. Rozmawiamy, spieramy się, uśmiechamy, czasem prawimy sobie złośliwości, ale nie mam cienia wątpliwości, że mówi do mnie mężczyzna, świadomy siebie i inteligentny, że czytam słowa kobiety, która jest kreatywna, czasem kapryśna czy zazdrosna, ale nie zawistna. Dziękuję!dehnel-dorian-gray1

Post scriptum – właśnie słyszę doniesienie medialne: grupa nastolatek zaatakowała inną grupę gimnazjalistek, tak skutecznie, że część uczestniczek zajścia wylądowała w szpitalu….
Notkę zilustrowałam obrazami Jacka Dehnela.

I uzupełniam zdjęciem, które przysłał mi Tadeusz:faun-barberiniego

Moje labirynty

Kwiecień 17, 2009

grafika-na-blog11Tezeusz zabił Minotaura. Symboliczny gest. Sic fata tulere. Zresztą może nie los? Może to powinność? Wielu jest wyróżnionych, niewielu powołanych. Ariadna podała mu kłębek nici, nie tyle po to, by znalazł drogę powrotną, ale na znak zwycięstwa.
Na marginesie – czy ktoś zastanawiał  się nad losem Minosa? Najpierw jego matka, Europa, została uwiedziona przez byka(taką postać przybrał Zeus, najbiedniejszy z bogów, bo żadnej ziemianki nie uwiódł we własnej postaci, zmuszony być to deszczem złotym, to łabędziem, to nawet przywdziewał skórę prawowitego małżonka, Eros to złośliwa bestia), potem żona króla Krety została uwiedziona przez przedstawiciela rogacizny… a w efekcie Eurypides mógł napisać: „Przez wpół bydlęcą, na wpół ludzką figurę / Wyrażał całym sobą swą podwójną naturę”. Tyleż człowieka, ile zwierzęcia; kto widzi w Minotaurze swój „portret własny”?
W zamian Ariadna zażądała „drobiazgu” – ślubu raptem(rapt to po staropolsku porwanie, gwałt). Torlin rzekł, że zakochana kobieta ma prawo do wszystkiego. Zgoda – ale oprócz szantażu. Poza tym zachowuje wszelkie prawa. Ariadna wiedziała jednak, że zarówno do środka labiryntu, jak i do wyjścia prowadzi tylko jedna droga.
labirynt-12

Minotaur być może nie walczył, a może to on właśnie nosił w sobie smutek jedynego uczestnika corridy, który   m u s i   zginąć? Może obnażył swój apetyczny kark, żeby Tezeusz mógł łatwiej wbić miecz? A może użył maczugi Peryfeta? Cyd powtórzy jego gest, z elegancją i rozpaczą.
A potem jest Naksos. Zmęczona Ariadna zasypia w gaju, a Tezeusz podstępnie to wykorzystuje i odpływa(uważajcie, dziewczyny, nie wolno zasypiać u boku bohaterów!). Jedni powiadają, że umarła ze zgryzoty i wstydu i błyszczy na niebie u boku Tezeusza(Korona Północna), inni – że pojął ją za żonę najbardziej tajemniczy i najkreatywniejszy z bogów – Dionizos.
A Tezeusz? Nie ma wyrzutów sumienia – w końcu Ariadna oferowała mu niewiele: zaledwie bezużyteczny kłębek wełny. A w zamian żądała wszystkiego. Można ją usprawiedliwiać – każda kobieta ma prawo żądać wszystkiego w zamian za nic zgoła. I z reguły to dostaje.
Kiedy wyrzucisz kłębek Ariadny, kiedy zabijesz w sobie Minotaura i założysz na maszt nie ten żagiel, którego po Tobie oczekują najbliżsi – pozbawisz się przewodników, nauczycieli i mistrzów – nareszcie wolny i gotów. Pielgrzym Absolutu musi być samotny mimo nałożnic i kochających(ukochanych) kobiet, które rozumieją…

labirynt-2

Wciąż wędruję na oślep. oślepiona i zamglona.
Bez lęku klękam nieulękła.
Zawsze gotowa odejść.

Pozwoliłam sobie zilustrować własną, nieudolną TFUrczością. Ale macie nagrodę za cierpliwość, rysunek Tadeusza:

calus-przez-kraty

Bardzo osobiste jaja

Kwiecień 12, 2009

pisanki-w1

Kwiaty osobiście wyhodowane, jajka własnoręcznie ozdobione, przyjemnej drogi w labiryncie(precz z Ariadną!), a poza tym – życzę Wam  wszystkiego, co najlepsze – o inne nie warto się ubiegać ;)

Życzenia

Kwiecień 10, 2009

jaja-1-tadziaI co ja bym zrobiła bez Ciebie, Ta-te-de-ze-uszu?

Jak dobrze, że jesteś!

Jutro wkleję moje nieporadne pisanki, ale za to adresowane;)

Laura

Kwiecień 5, 2009

kobiety

Ni mo prowdy!
Nie wim cy znana Wom jest postać Petrarki,który zakofoł się w dziewce szesnastoletniej  a miał już coś nad pindziesiont roków na karku. Wtedy wydawały sie i rodziły dzieci dziewki 13 letnie.
Oj…. i nadal tak się dzieje, ino probosz nie wi o tym nic.
No winc ten Petrarka napisoł strofy jedne z najpikniejsych poezyi miłosnych we świecie – „Sonety do Laury”. Łon sam nie całkym wiedział cy takie imie miało dziwce. Laurę widział ino przelotnie, ino tylko roz, ale nie dawała mu spokoju swoim urokiem dręcząc jego zmysły do dna. Aże zaczoł do niej pisać. Pisoł i pisoł, jak jaki opentaniec, az przerodziło się to w wielką poezyję.
Poezyję ducha pełną wszelkiej wraźliwości i wspaniałych poetyckich paralel i literackich łodniesień do piękna i urody.
Laura – nic o tym nie wiedzioła – Bo ka? Wielbiona była przez onego Petrarkę jako byt doskonały. A jego miłoś do niej niczm nie skazona, była idealna.
Laure pewnie na pierwszej randce w sianie tamtejszy Jaśko złapał za cycki wyłobracoł i poprosił: chces ze ty mnie?
Ona na to: ło jezusicku, ło panienko święto tegom cekała!
No i łostatnie zdanie jakie jest?!
No i tak mieli nieślubne dziecko
heheh
Ona pasła świnie, a on posed dziesi w świat za robotom.
I koniec miłowanio?!
A ona wiecorami zrywała listki z wierzbowej gałążki i powtarzała swoją mantrę: kochaniekochaniekochakochaniekocha i po tysiąc razów na dzień.
A casem: Ech ty Jaśku niewierny, dzieześty, łoby ci te kulosy naswiętsza panienka połamała niewierny, za to ze mie nie kochas, ześ się obrócił i juści inna ci osłodą. Ino wróć to sie docekos kie ci łe łocyska cos mie tak nimi swidrował ze aze przeswidrował, wydrapie… i takem ci uległa ja gupio. Sczeż się bo dziewczyńska zemsta najgorsejsa łod wszyćkiego na świecie.
A tu, w tym samym casie skryba patrząc w zielone horyzonty Iltalii mocył pióro w inkauście i pisoł:
„Szczerozłote serce moje
najmilsza istoto
gdym cię ujrzał cały świat zdał mi się dla Ciebie tylko oprawą”
Pokazali jej Onego Petrarkę, bo szukali jej, kiedy o tej poezji się dowiedzieli i straśnie byli ciekawi tej cudpikności co o niej pisoł.
No i co było dalej??
Heh…Ano przipoczcie się.
Znaleźli Laure za stodółą przy świniach trochę ubabraną z gicołami w błocku.
Pokazali ij genialnego wiszcza, co strofy światu układoł co cud. Królowie i ksiązenta klenkoli. Wierzta mi.
Przysłoniła łocy od słuńca, pszyjrzała się poecie i pisnęła jak to każda wiejska dziewka –piskliwie:
łiiiiiiii ty? A nacoście mi tego grzyba przyprowadzili tukej?
Jo kce Jantka ino, i żadnego co by nawet był bogacz najwinksy! Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!
Tupnęła, aże się błocko rozbryzło.
Jantka! Jantka! Jantka mi  trzo!
Przypoczcie się sami: i tu miłoś i tam też i jeszcze tam i gdzie indziej…
Cłek durny co cud, nie łospozno co miłoś prowdziwno a co ni.
Ani młondrego sukać tys nimo co jak f tych sprowach.
Hej!
Autorem tekstu jest Tadeusz Gąsienica-Kuranda, który jednokze nie fcioł go własnorencnym rysunkiem przyłozdobić. No wienc ja go udekorowałam, coby menscyźni wiedzieli, cemu ten cały feminizm powstoł i locego Laurka takie o chłopach zdanie mo, jakie mo.

A tulipanki i tak wkleję(moje własne,  osobistą dłonią w ziemię wrażone, zdjęcia też osobiście wczoraj zrobione):tulipan6

tulipany7

teraz-wlasciwy-kolor

hiacynty-zakwitly

zonkile-nagle

Witam w moim ogrodzie…

Ha! Jednak Tadeusz narysował! Sorry, Leorando:)))

laski-tadeusza

Moja prywatna wiosna

Kwiecień 1, 2009

krokusy-raz-jeszcze

Ostatnie krokusy

zawilce11

Pierwsze zawilce

jak-niebo1

Nie przepadam za kolorem niebieskim, ale te kwiatki – bardzo lubię

puszkinia

Pierwsza malutka puszkinia, następne będą okazalsze

biale-fiolki

Białe…

fiolki-liliowe

…liliowe…

fioletowe-fiolki

…i te najciemniejsze, fioletowe.

za-jasne

Nieco przekłamamy kolor, kwiaty zalało słońce, w rzeczywistości są nieco ciemniejsze.

hiacynty

To, co lubię najbardziej – kwiaty jeszcze w pąkach, jeszcze ukrywające tajemnicę barwy i zapachu.

Wiosna przyszła na pewno. Zetknęłam się z jej wysłannikiem nawet zbyt bezpośrednio – jakiś owad użądlił mnie w szyję tuż poniżej ucha(najwięcej poszlak obciąża pszczołę) i wyglądam dość zabawnie, chociaż pocieszam się myślą, że „symetria jest estetyką idiotów”.