Miia

miia8

Pora się do czegoś przyznać, bez fałszywego wstydu. Prawdziwy wstyd jest tańszy, bo nie wymaga mleczka do demakijażu i nie  barwi wacików na różowo.miia-9

Każdy twórca potrzebuje pieniędzy. Z różnych powodów. Nie chodzi mi  o cele wzniosłe, na przykład ratowanie żyć mało narodzonych(raczej rzyci własnej), populacji białych misiów w polskiej piosence czy dofinansowania stoczni rybołówstwa saharyjskiego na Alasce. Twórca musi płacić rachunki za prąd i gaz, za gazowanie konieczne dla tworzenia, za pędzle, farby i włosie(we włosiennicy niewielu do twarzy), na zakup niezbędnych gadżetów typu: cyfrowy otwieracz do konserw, karma dla latających kotów, parasol antyatomowy, ochronniki antyspinowe i napiętniki Achillesowe.miia-odlotPraca na etacie umożliwia płacenie rachunków i skutecznie uniemożliwia wszelki akty tworzenia w czasie wolnym i dowolnym. Natchnienie ma to do siebie, że bierze i dopada. Duch pchnie wszak, kiedy chce. I w co  chce. Raz w ego, raz w jaźń.miia-6

A do tego dochodzą życzenia najserdeczniejsze – pod adresem własnym i kilkoma zaprzyjaźnionymi: żebyśmy zdrowi i piękni byli, wielce uduchowieni i wyrafinowanie subtelni, żeby mniej śliczna połowa ludzkości miała wytrysk dokładnie wtedy, kiedy życzy sobie tego połowa bardziej przez naturę uposażona w organy widoczne i dostępne niemal organoleptycznie(tak sobie myślę, oglądając filmy i pozy-pozycje-propozycje wybiegowe); ale cholernie trudno te cele skorelować z czymkolwiek. Indywidualna praca nad sobą wymaga drakońskich diet, ton potu wywalonych w siłowniach, bezsensownych pompek(te sensowne,jak wiadomo, są istotne jedynie nad innym ciałem, mało astralnym) tudzież stosowania wyciągów z rogu nosorożca(albo hipopotama).miia-komety-1

Dziś zachęcam zatem do kupowania obrazów. Miia jest sama obrazą. Nieboską. Kobieta – do tego młodsza i piękniejsza ode mnie(co ja robię??!!). Maluje wspaniale. Jej obrazy są jak życiorysy – tych jest wiele, bo wiele biografii składa się na   n a s z e  biografie. Ona codziennie szuka sensu, heroina na miarę mamadme Bovary, ale ma lepiej od Emmy, bo w niej płonie radość i bezwstyd się pali żywym ogniem.miia-bez-tytulu-5

Zamiast kupować w ślubnym pezencie ósmy serwis do kawy młodym(którego i tak nie użyją, wolą kubki), kupcie obrazek Mii. Ona nie potrafi się sprzedać, bo mało sprzedajna jest. Ja w roli marszanda jestem też żałosna, ale może? Niech w naszym kraju wejdzie w krew kupowanie – miast kolejnych śmierdzących obdarowanej – perfum, dzieło sztuki. Cena zbliżona, a radość większa. I duma: na mojej ścianie zawisł oryginał. Miia z wiszenia się ucieszy, bo dyndać lubi.miia-ulubiona

Jeszcze jedno – uwielbiam ją za klimaty Wojtkiewiczowskie! Niby nieporadna kreska dziecka, niby nic, a odlot!

A poza tym: na moich ścianach oprócz różnych takich, jest miejsce dla Tadeusza. Bo – mądry, wspaniały i odważny!

Trzeba odwagi, żeby … Ale to raczej prywatne ;)

A wracając do Marii Zielińskiej(Miia, Ty wyjdź za mąż za właściciela jakiegoś mniej popularnego nazwiska:P), to kocham w niej autoironię. Miia oswoiła banał i kicz,  nie traktuje siebie poważnie – i wie, co robi – i traktuje śmiertelnie poważnie odbiorcę, okrywając go(mnie) całunem, a w nim mi do twarzy;)miia-powiekszona

Miia – tworzysz linię demarkacyjną, oddzielającą banał i kicz od tego, co nim nie jest, ale uważaj – płaszczyzna porozumienia to najlepsze pole do walki!

miia-10

Tagi: ,

Odpowiedzi: 149 to “Miia”

  1. katjusza Says:

    Def, nareszcie ktoś tę kurę zareklamował, bo się ukrywa ze swoimi talentami, zupełnie jakby nie chciała cieszyć wzroku innych i ukrywała swój talent dla siebie. To malutki wycinek tego co robi miia, ale można z niego wyczytać oryginalny styl.
    Świetnie to wymyśliłaś:)

  2. Pruderia Says:

    Def… dziękuję.

  3. Anonim Says:

    Wedle mojego wzroku to ona bardziej szagalowska niż wojtkiewiczowska. Chciałem wejść do domu Chagalla w Paryżu ale było zamknięte natomiast wokół domu siedział wianuszek hippisów opartych o ściany i coś jedli, grali na fujarkach i bębenkach jakby świata nie widząc. Zrobiłem im zdjęcia ale odpłynęły wraz z moją miłością co mnie po Paryżu wiodła (i niemal wszystkim co miałem) w siną dal, więc ich nie pokażę. To było chyba na Sakreker (wybaczcie pisownię i ulotną pamięć – oczywiście, że transliteracja), szło się po schodach w górę i szło i szło aż u szczytu tych schodów domek niepozorny – dom Chagalla. Jedno co mnie zdziwiło wtedy ale też dziwi wciąż to ten kult Chagalla. Zadziwiająca popularność. Bo czym się tu zachwycać? Scena niewielka, diapazon niewysoki, kolor neurasteniczny, metoda prymitywna… itd.
    Nie zasuwa na skrzypcach na dachu a jeno z życiem wron się mocuje i też jej to pięknie wychodzi. Ona jest lepsza od tego Szagala bo ma subtelniejsze anegdoty, subtelniejsze nuty. Gra na zerwanej strunie. Jest bardziej społeczna a nie religijna czy narodowa, czy też tylko sobiesama. Najwyraźniej wybrała metodę, która jest jedyną z możliwych do opowiedzenia tego o czym mówi.
    KOMUNIKATY: Def, za komplementy dziękuję choć mam problem z ich zrozumieniem w całości. Odwagi się nie boję, no tak…

  4. TadekKuranda Says:

    UjUj…. Już dopisuję erratę do tego co powyżej stoi, otóż miało być: Nie zasuwa na skrzypcach na dachu…
    a Defendo posłałem obrazek o ptakach swój z mocniejszym diapazonem :) Ciekawe co by Wam wyszło z porównania?

  5. TadekKuranda Says:

    Znowu to samo! Miiiiiiiiiiiia Nie zasuwa na skrzypcach na dachu…

  6. mruuu Says:

    nie trza ukrywac ptaka

  7. defendo Says:

    Miia, Ty mi nie dziękuj, na serio i do folderu to ja Ci dopiero napiszę.
    Tadeuszu, jakie komplementy? Ja? Ja Ci prawdę serwuję z forhandu.
    Poznajcie prawdę, ona was ogłuszy!

  8. Logos Amicus Says:

    Kapitalne są te rybo-ptaki !
    A ile w nich człowieczeństwa ! :)

  9. defendo Says:

    Logosie – sądzę, że najwyższa pora kupić obraz Mii, zanim osiągnie cenę Siudmakową! Co my mamy w Polsce najlepszego? Twórców.

  10. Pruderia Says:

    Def… ja mam na pierwsze Magdalena, na drugie Maria:)) ( skoro już się tak ujawniam)
    Ta notka to niezły kopniak do pracy, Kochana Def. Zatem idę męczyć ptaka!

  11. defendo Says:

    Cholera, jak zwykle…zamieniłam kolejność, bo mi jawnogrzesznica w Tobie zaświtała! Gdybyś była Ernst, to na pewno wiedziałabym, żeś Max :P
    Kopniak to Ci się należy za zdjęcie, które mi wysłałaś, to wielkości znaczka pocztowego. Nijak na nim nic nie widać, nawet kolory wątpliwe. Ma rozmiar niewątpliwy i zajmuje na ekranie powierzchnię ok 1 cm2…

  12. Pruderia Says:

    kurr…… zapiał, już poprawiam :))

  13. habodacious Says:

    Jako zneurotyzowana osoba cierpiąca na kilka różnych zaburzeń (jak schizotypowe i symbiotyczne), czuję się w obowiązku powiedzieć ludności, że te obrazy mnie przerażają. I boje się ich.

    Piękne to, oczywiście, Bosch też tak robił – wziąć ptaka i przedstawić go jako człowieka. Pozwala spojrzeć na ludzkie zachowania fenomenologicznie, z dystansem – sztuczka dla tych, co by na siebie spojrzeć chcieli, ale nie mogą, bo lustro odwraca obraz i jest niewyraźne. Ale ja i tak się boję.

  14. Logos Amicus Says:

    Maria Magdalena vel Pruderia… no, no :)

    Niestety, nigdy nie mógłbym napisać tego, co w ostatnim zdaniu komentarza (z 7:04 pm) napisała MM :)

  15. habodacious Says:

    Zresztą, nie lubię cię, Defendo. I ciebie też, Miia.

    Ja tutaj się męczę, pół godziny obrabiam jakieś słowo, skreślam bez przerwy, potem skreślam skreślenie bo się rozmyśliłem, skreślam jeszcze raz, piszę od nowa, bo niewyraźne, całość zajmuje 2 godziny. A potem i tak jest okropnie. Rysować nie umiem, wychodzi mi „jakieś coś bez kształtu” – gdybym był Pollockiem uznałbym się za geniusza, ale niestety. O wierszach nawet nie będę pisać, mam traumatyczne przeżycia (nie lubię być wyśmiewanym, publiczne upokorzenie jest najgorszą rzeczą jaka może mi się przydarzyć – niech żyje neurotyzm. i narcyzm.). Sztuki teatralne mogę pisać tylko w stylu „Oddechu”, większe formaty się sypią. Mogę chyba tylko pisać powieści o tytułach z rodzaju „A lato było piękne tego roku – historia wielkiej miłości”. W ostateczności utnę sobie rękę i sprzedam na allegro.

    Sztuka mnie skrzywdziła. Na złość jej zostanę matematykiem, o.

  16. Licencja Says:

    A ja kilka miesięcy temu poprosiłam o zdjęcia, bo chciałam kupić jej obraz i nie dostałam. Znaczy się- marszand potrzebny. Kupuję sporo obrazów i bardzo chciałabym kupić obraz(y) Pruderii.
    Są piękne, tajemnicze, ujmujące i baśniowe.
    Nie widzę w nich jednak inspiracji Wojtkiewiczem, nawet w echu.
    Chagall i owszem, ale tylko przez latające skojarzenia.
    Jest oryginalna, a te ptaki są takie ludzkie.
    (I oczywiście mam nadzieję, że dostatecznie się już podlizałam i zasłużyłam na maila ze zdjęciami :))

  17. charmee00 Says:

    Miia nie lubi lizusów. Szczególnie nieszczerych /faja/. Znaczy się – tak myślę, że nie lubi. To była dygresja, jakby co. Luźno puszczona myśl. Nic osobistego, Bosz broń.

  18. Pruderia Says:

    Do habodacious – „sztuka ma niepokoić” – Braque. Jeśli mi się to udaje, to mogę się dziś napić piwka z tej okazji.
    Do Li – odbierz pocztę.

  19. defendo Says:

    Nie piwka, tylko czerwonego wina, albo absyntu(nie wypadaj z ram), nie dziś, tylko jutro. A poza tym – ze mną…

  20. Pruderia Says:

    Def – dzisiaj piwko, bo tańsze:)) No, chyba, że zapukasz do mnie zaraz z jakimś wykwintnym flakonem.

  21. mniemanolog Says:

    No proszę, a może jakaś aukcja?

  22. defendo Says:

    Mniemanologu – a nie prościej i taniej po prostu kupić?
    Zanim osiągną jakieś niebotyczne ceny.

  23. kusistofu Says:

    Te obrazy warte są tego by pokazać je światu, co się zresztą całkiem niedawno stało. Teraz gdy zostały zareklamowane także na blogu Defendo, Miia na pewno zyska nowe grono fanów.

  24. telemach Says:

    Polacy o tym co robią inni Polacy piszą a może nawet mówią dobrze…
    Swiat się kończy. Czekam na głos rozsądku doszukujący się u autorki niskich pobudek, interesu własnego, kumoterstwa itepe. Aby znów było normalnie.
    A malowanie piękne. I zupełnie nieistotne czy bardziej wojtkiewiczowskie czy chagalowskie.
    A zatem Logosie najwyższy czas.

  25. defendo Says:

    No właśnie, Telemachu, aż żal, że nie umiem być marszandem. Miia powinna malować bez presji rachunków, kredytów, troski o wiązanie końców, które i tak się rozłażą. Eeeech…

  26. TadekKuranda Says:

    KOMUNIKAT: Do Defendo. Jeśli chcesz zostać marchandem to podawaj choćby, technikę, wymiary i cenę. Następnie swoje konto bankowe i warunki dostawy dzieła. Umów się z autorem na swoją prowizję np. 10%. Zobaczysz, że interes ruszy natychmiast.
    Z moich doświadczeń:
    Zanoszę oprawioną grafikę w „pasparcie” i w złotej ramie za szkłem do galerii. Właścicielka galerii zadaje mi sakramentalne pytanie: ile?
    Odpowiadam 1500 zł bo ramka i oprawa 150 zł, „zabieganie” czyli kupienie i mocowanie się w oprawę, druk itp 100 zł, za wydrukowanie 100 zł. Dostawa do galerii 50 zł. O podatku nie wspominam ale to jest 25% ze sprzedaży całości (czyli też podatek od podatku) powiedzmy, że summasummarum wychodzi ok 500 zł czystych kosztów. OBRAZ sote: wcale nie za dużo, tymbardziej że w końcu unikat 1000 zł. Czyli koszty razy dwa – żeby wyliczenie było proste. Pani mówi: jak na grafikę monochromatyczną to sporo. Ja jej odpowiadam nieco zniecierpliwiony: Przecież nie sprzedaje pani gwoździ. No nie – odpowiada pani. I dodaje: moja marża to w tym przypadku 400 zł. Czyli grafika będzie kosztować 1900 zł. Ja do niej: Czy to nie za dużo? Pani: Ja tego to już nie wiem ale jak pan zejdzie z ceny o 500 zł to będzie kosztować 1300 zł i jest większa szansa że się sprzeda. Zobaczymy czy komuś te obrazy przemówią do kieszeni? Zastanowiłem się czy ceną tej grafiki nie podzieliłem się ze wszystkimi równo na pół, nawet z urzędem skarbowym ale talent, pomysł, pasja, płomień, wykonanie były moje – to ja jestem powodem tego, że inni mają zysk, więc jako firestarter powinienem być lepiej wynagradzany i lepiej potraktowany. Przez kogo? Pewnie przez siebie? Powiedziałem więc: w takim razie podwyższam cenę o 10 000 zł. Ale dlaczego? – Zapytała pani. Ja na to: podniosłem wartość dzieła. Teraz powinno się sprzedać lepiej bo ma większą wartość. Wolę też żeby ten obraz wisiał w tej galerii przez 5 lat za 10 500 zł niż za 1500 zł też przez 5 lat. Przynajmniej nie płacę za te wirtualia a darmowa reklama jest równie skuteczna jak każda inna.

    W przypadku galerii internetowej znikają koszty utrzymania galerii (i drzwi nie skrzypią) dlatego poza reprodukcją obraz powinien być rzetelnie, szczegółowo opisany. CENA (sic) Powinna być też notka o autorze, przynajmniej w dwóch językach. To jest bardzo ważne. Nie sprzedajemy przecież kserokopii dyplomów profesora akademii lecz dzieło bo to bardziej powinno przemawiać do wyobraźni kupującego.
    Def bierz się do roboty! Wszyscy Ci pomogą a rzecz wcale nie jest głupia a Ty m o ż e s z to zrobić bo masz najbliżej.

  27. TadekKuranda Says:

    Acha dokumentuj też inne dzieła autora. Np. prezentujesz swoją kolekcję reprodukcji prac Marii Zielińskiej choć wystawiasz do sprzedaży tylko jedną. Zauważyłem, że nie robi tego żadna galeria internetowa czy inna (z wyjątkiem takich, które sprzedają np. Beksińskiego, ale to…)

  28. TadekKuranda Says:

    defendo mówi:

    Mniemanologu – a nie prościej i taniej po prostu kupić?
    Zanim osiągną jakieś niebotyczne ceny.

    No to chociaż podaj jakąś cenę

  29. telemach Says:

    ludkowie kochani,
    bycie jednocześnie przyjacielem, sponsorem, marszandem i krytykiem wyklucza się. Defendo wybacz ale tu nie chodzi o to czy umiesz, Ty po prostu nie możesz, bo to związane jest z całkowitą utratą wiarygodności. To tak jakby policjant przebrał się w togę aby podpisać nakaz aresztowania a potem występowaą kolejno w funkcji strażnika więziennego, obrońcy, sędziego, dowódcy plutonu egzekucyjnego i ewentualnie właściciela zakładu pogrzebowego. Konflikt interesów – nie da się.

    Ale temat uboczny wynikł i nader on interesujący choć pewnie nie dla wszystkich wygodny: z czego wynika wartość (materialna) sztuki?

  30. telemach Says:

    ….
    ludkowie kochani,
    bycie jednocześnie przyjacielem, sponsorem, marszandem i krytykiem wyklucza się. Defendo wybacz ale tu nie chodzi o to czy umiesz, Ty po prostu nie możesz, bo to związane jest z całkowitą utratą wiarygodności. To tak jakby policjant przebrał się w togę aby podpisać nakaz aresztowania a potem występowaą kolejno w funkcji strażnika więziennego, obrońcy, sędziego, dowódcy plutonu egzekucyjnego i ewentualnie właściciela zakładu pogrzebowego. Konflikt interesów – nie da się.
    ….
    Ale temat uboczny wynikł i nader on interesujący choć pewnie nie dla wszystkich wygodny: z czego wynika wartość (materialna) sztuki?

  31. TadekKuranda Says:

    Telemachu, dodaj do tej swojej wyliczanki, że Def jest kobietą i mężczyzną a będziesz miał komplet przeciwności. Ty lepiej wybierz sobie inny zestaw bo ten jest nietrafiony.
    Tak usiłuję sobie przypomnieć kim był z zawodu Chrystus? Wydaje mi się, że po ojcu to przyuczał się w ciesiółce….

    Z czego wynika wartość materialna sztuki? Pieta Michała Anioła warta jest pewnie tyle ile waży kupa gruzu marmurowego, natomiast duch tego dzieła waży więcej i więcej jest wart.

    Dla przykładu: zastanów się ile byś dał żeby mieć na ścianie malunek Nikifora Krynickiego? Ile to było warte kiedyś a ile teraz? Nikifor płacił swoimi obrazkami za węgiel, za farbki, jedzenie… więc jasne jest, że wtedy były tyle warte jego obrazki. Dzieło jest tyle warte za ile można je kupić.
    Teraz za obrazki Nikifora można kupić znacznie więcej węgla a farby starczyłoby na wymalowanie pałacu.
    Sztuki nie można zważyć (2 kg Kurandy kosztuje stówę a Picassa dwie stówy?) bo podlega relacjom względnym.

    Def napisała: „Twórca musi płacić rachunki za prąd i gaz, za gazowanie konieczne dla tworzenia, za pędzle, farby i włosie(we włosiennicy niewielu do twarzy), na zakup niezbędnych gadżetów typu: cyfrowy otwieracz do konserw, karma dla latających kotów, parasol antyatomowy, ochronniki antyspinowe i napiętniki Achillesowe.”

    Tak, dokładnie tak jest. Za ile pan by to kupił? Ile ta pani zechce zapłacić żeby to mieć? Jeśli bardzo chce mieć to zapłaciłaby bardzo.

    No to za ile jej to sprzedać? Drapie się po głowie marchand

  32. defendo Says:

    No proszę! Mówiłam, że jestem kompletnie pozbawiona wszelkich talentów handlowych? Absolutnie nie znam się na technice sprzedaży, w życiu nie przyszłoby mi do głowy, żeby na tym cokolwiek zarobić, o wartości materialnej obrazów nie wiem zupełnie nic, ale wiem, ile kosztuje prąd, woda i gaz, masło, chleb i wino, szpilki i lakier do paznokci. A Miia po prostu – moim zdaniem – powinna malować, wiec powinna móc za te obrazy jakoś żyć, niekoniecznie luksusowo, ale j a k o ś.
    Mam nadzieję, że ktoś jej obrazy zechce nabyć, a moja rola ograniczy się do pośredniczenia w kontakcie między nią a kupującym. Ja je tylko pokazuję, jak w galerii. Chętnie stworzyłabym tutaj specjalny dział – galerię, w której wieszałabym dzieła sztuki, bo jednak sporo osób mnie odwiedza, może ktoś się nimi zainteresuje? Bardzo, bardzo zależy mi na tym, żeby ludziom wszedł w krew zwyczaj obdarowywania bliskich obrazami, grafikami, książkami. Nic to, że gust nabywcy, a nie obdarowanego, byłby decydujący: w końcu każdy prezent w ten sposób się kupuje.
    Zauważyliście, że dom pozbawiony obrazów i książek, choćby najbardziej luksusowy, jest zimny i nieprzyjazny?
    Na marginesie: nawet siebie… ups! własnej pracy sprzedać nie potrafię. Zdarza mi się napisać tekst za darmo, bo ktoś mnie prosi, bywa, że jakiś zrozpaczony student prosi o korepetycje z logiki i nie umiem policzyć godzin po jakiejś rozsądnej cenie, za to liczę na jego uczciwość i chęć wynagrodzenia mojego wysiłku, a to kończy się czasem strasznie i śmiesznie. No i w efekcie dom mi się sypie, pławienie się w luksusach odkładam na jakąś odległą przyszłość związaną z wygraną w totolotka(w końcu coś mi się od losu należy, prawda?), ale za to jaka satysfakcja, kiedy ktoś chwali tekst, a student na poprawkowym dostaje piątkę!

  33. TadekKuranda Says:

    Def, Ty nie wymyślaj klientowi do czego mu jest potrzebna Mona Lisa Leonarda bo będzie jak z lekarzem van Gogha, który podarowanym dziełem zatkał okno w swoim kurniku. Nikogo nie przekonuj czym jest prezent albo czy nie lepiej kupić obrazu niż zastawy stołowej bo w porównaniach w końcu zejdziesz do papieru toaletowego.
    Kupuje pan czy nie, bo inni czekają!
    Posłuchaj
    Sztuka jest towarem wyszukanym, dla ludzi wrażliwych, i takich którym to jest potrzebne. Oni sami wiedzą czego chcą i czego potrzebują. Zrobią wszystko żeby to mieć. Utopią w tym swoją zachłanność.
    Marchand jest filtrem. Wyobraź sobie taką scenę: Wchodzi Fibak z pięcioma malutkimi pieskami do galerii na placu Solnym we Wrocławiu i pyta swojego marchanda – Czy ma pani coś dla mnie pani Doroto? Coś ze sztuki współczesnej. Ona go rozumie. Popijają kawę. Ma przed oczyma katalogi kolekcji Fibaka. Telefonowała, rozmawiała na ten temat wcześniej z różnymi ludźmi, niekoniecznie twórcami. Podpowiada mu, pokazuje. Snuje się w jego myślach. Wreszcie czuje, że myślą unisono. Oboje już wiedzą. Teraz trzeba nad tym tematem popracować. Opłaca się – satysfakcja jest wielowymiarowa. Satysfakcja… a pieniądze? No cóż udało im się je właściwie ulokować. Za kilka lat okaże się czy była to dobra lokata, czy lepiej było kupić obligacje państwowe?
    W Amsterdamie muzeum Van Gogha zarabia jakby było kopalnią, jakby wciąż się tam coś wydobywało. Kiedy tam byłem to wydawało mi się, że jest środa (w środy wstęp za darmo) ale tam przez okrągły tydzień są tłumy ludzi. Zyskują na tym kolejarze, restauratorzy, hotelarze, taksówkarze i inni. Słowem wszyscy. Jaką wartość ma sztuka? Kup pan kolumnę Zygmunta to się przekonasz – jak to u Wiecha…

  34. TadekKuranda Says:

    Def, nie zważaj na przeciwności losu czy też własne fachowe niedomogi. Ja widzę, że nie będziesz tylko panią sklepową. A tak poza tym to opowiem Ci coś co mnie spotkało.
    Na pewnym ważnym przyjęciu z udziałem niezwykłych osób poznałem eleganckiego dżentelmena. (Niestety bardzo rzadko mam okazję mówić po angielsku, więc mówię słabo. W trakcie rozmowy przypominam sobie słówka i szybko mnie to męczy.) Spytałem go czym się zajmuje on na to, że sprzedaje elektrownie atomowe. O! Spodobało mi się to ponieważ miałem wiele do czynienia z pokrewnymi tematami. Mógłbym rozprawiać o systemach automatyki przemysłowej stosowanej w elektrowniach, o systemach odsiarczania i odazotowywania spalin, od łączenia historycznych systemów zarządzania, systemach dostaw, itp.
    Ten pan powiedział, że zajmuje się tematem od 25 lat. Spytałem: ile takich przedsięwzięć udało się panu zrealizować? Odpowiedział: jedną. W Kapsztadzie 15 lat temu. Ale to wystarczyło żeby ustawić mnie na całe życie. Teraz pracuję dla następnych pokoleń, bo sam pan rozumie – coś trzeba robić.

  35. telemach Says:

    Drogi Tadku Kurando,

    odnoszę wrażenie że wywalasz w moim przypadku drzwi szeroko otwarte. Pytanie o materialną wartość sztuki jest może na pierwszy rzut oka pytaniem podchwytliwym i przewrotnym. Ale zasadnym i z rozlicznymi implikacjami.

    @defendo: przypominanie, że twórca musi jeść, jest szczere, uczciwe i w jakiś sposób rozczulające.
    Ale czy jest to najlepsza strategia jeśli się pragnie wykreować sukces? Mam poważne wątpliwości.

  36. bebebetter Says:

    Defendo,

    przypomnienie, że twórca musi jeść wydaje mi się nie mieć związku z niczym właściwie. Może i jest szczere, jak zauważył mój przedmówca, ale czy jest uczciwe i w jakim sensie to ja mam tutaj poważne wątpliwości. Każdy musi jeść, albo prawie każdy. Nie każdy jednak, aby jeść robi to , co umie bądź lubi. Więc twórca czasem, aby zjeść musi również wziąć pod uwage konieczność zarobienia na jedzenie w sposób inny niż tworczość.
    A ile kosztuje twórczość? Cóż, mnie się wydaje, że tyle ile artysta uzna za stosowne, a odbiorca skoryguje o to ile jest skłonny zapłacić.

  37. Pruderia Says:

    Pozwolę sobie zabrać głos w sprawie, która ustami bebettera przemawia – sprawie żywienia artystów. Otóż argument, jakoby twórca miał w życiu strasznie fajowo, bo robi to, co go bawi i to, w czym babrac się kocha, umiejscawiał go w kręgu uprzywilejowanych jest z gruntu pomyłką. Niestety, twórca jak każdy człek odbijający kartę na zegarze żre tak samo, tak samo odziewa się, płodzi potomstwo kosztowne i za przysłowiowy gaz płacić musi. A to, że w związku z tym MUSI zarabiać inaczej, niż pławiąc się w rozkoszach tworzenia, oczywiście zawsze przyjemnych, bezproblemowych i słodyczą zalukrowanych do twardego rzygu – nie jest bez znaczenia. O tym właśnie pisze defendo i o tym rozmawiam z moimi przyjaciółmi, którzy zarabiają na życie użerając się z chałturami. Nie da się namalować dobrego obrazu między telefonem z banku, wywiadówką, obiadem a panią ze spółdzielni. Poziom stresu spowodowany walka o byt w tym przypadku ma znaczenie elementarne.
    I albo chcemy tych artystów mieć – albo ich po prostu nie chcemy. W związku z tym pytajmy- w myśl ironicznej uwagi Telemacha – jaki cel ma poruszanie tematu żarcia i czy jest w tym jakaś niska pobudka.
    Moim zdaniem nie ma zadnej. A to , co robi defendo, jest czystą, krystaliczną przyjacielską przysługą, w dodatku czynioną w zgodzie ze sobą.

  38. Pruderia Says:

    A co do „materialnej wartości dzieła” to mieści się ono w dwóch zasadniczych pojęciach – wartości artystycznej i wartości rynkowej. Czasem to się pokrywa, czasem nie. Ale skorelować te pojęcia tak, aby kogokolwiek zadowolić jest rzeczą trudną, której ja osobiście się nie podejmę.

  39. bebebetter Says:

    Pruderio,

    promowanie artysty jest sprawą wyboru i chęci. W ten sposób postrzegam symatyczny gest Defendo.
    Promowanie artysty poprzez przypominanie, że musi sie on odżywiać budzi moje wątpliwości. Ponieważ uważam to za kwestię wyboru artysty w jaki sposób zapewni sobie tę możliwość. W żadnym razie nie uważam tego za obowiązek odbiorców jego tworczości. Sądzisz, że Ci, którzy produkują namiętnie jelenie na rykowisku jeść nie muszą ? A przecież nie kupujemy ich kierowani tą szlachetną pobudka, a przynajmniej niewielu z nas. Kupujemy to, co nam się podoba, a czy twórca spożył tego dnia śniadanie czy też nie, wg mnie nie towarzyszy wyborowi.

  40. Pruderia Says:

    bebebetter… powiem tak. Gdyby prace moje, Tadka Kurandy tudzież wielu innych nie trafiały w gusta, w potrzeby – żadna siła, nawet strajk głodowy i nasze niespłacone kredyty nikogo nie zmuszą do kupowania naszych prac.
    Jednak przypomnienie, jak trudno jest tworzyć cokolwiek ( a to wymaga specyficznego skupienia) w atmosferze myślenia o pieniądzaph, które tak naprawdę zabija, bo zabija…. jest rzeczą właściwą. Nie ma to wiele wspólnego z promocją – bo notka def jest dwuwarstwowa. Def pomaga życzliwie koleżance pokazując jej obrazy, a tak przy okazji o czymś wspomina. I to dobrze, bo jak mnie pyta ktoś czy sprzedam obraz za 500 zł to mi się robi strasznie przykro – to są zwykle koszty materiałów. To jest to, o czym pisał Tadek.
    Bo gdzie jest nasza wiedza, nasza wrażliwość, zapał, praca, pomysł…?
    Def robi bardzo prostą rzecz – zwraca uwagę na fakt, że ten zawód nie jest prostowaniem gwoździ. Czy komuś się to podoba, czy nie – no kurwa mać, nie jest.
    Dobrze jest czasem zwrócić uwagę na takie prozaiczności, nie przez granie na strunach litości, ale właśnie dlatego, że takie jest to zasrane życie – ciągle wystawia nam rachunki i wcale nie metaforyczne.
    Dla mnie osobiście notka def nie jest promocją – choć może jest, bo dzięki niej mam pocztę zarzuconą mailami i zamówieniami. Ale jest uczciwa w swej prostocie. I nie ma moim zdaniem nad czym specjalnie dywagować – albo coś porusza, albo nie – jak porusza, płacz i płać:)

  41. Logos Amicus Says:

    Dziś prawdziwych Van Goghów już nie ma :)

  42. bebebetter Says:

    Pruderio’

    to jest zupelnie inna sprawa wg mnie. Nie należy, moim zdaniem, łączyć potrzeb twórcy z ceną. Masz prawo sprzedawać swoje obrazy za tyle, za ile wydaje Ci się być to stosowne. I nie wydaje mi się, aby fakt, że są osoby nie umiejące ocenić jego wartości adekwtanie do Twej oceny, powinnien na nią wpływać. Wiesz, kiedyś stojąc przed fontanna di Trevi usyszałam za placami – „cała ta fontanna razem z tym placem to jest jeden kicz.” Więc po prostu życzę Ci wrażliwych kupców, których obejdzie Twe dzieło, a nie Twój jadłospis. Wydaje mi się, że Ci drudzy są mniej chętni do zapłacenia Ci godziwej ceny.

    A życie nie jest, sądze, zasrane.

    Serdeczne pozdrowienia.

  43. Pruderia Says:

    Nie mam siły… napisałam dość jasno, co moim zdaniem w powyższej notce poeta miał na myśli. A międlić mi się już nie chce.
    Pozdrawiam również.

  44. Pruderia Says:

    Ale tak mi właśnie wpadło do głowy – bebebetter – Twoje zdanie „nie należy łączyć potrzeb twórcy z ceną” wykorzystam chyba do jakiegoś plakatu. Jest mocne!!

  45. TadekKuranda Says:

    Def, podaj mi wszelkie parametry tych dzieł a przedstawię je francuskiemu marchandowi, choć wydaje mi się, że Miia jest raczej ilustratorką i tu technika i wymiary są nieistotne. Zainteresowanie wydawnictw, które mogłyby zechcieć z nią współpracować jest chyba rzeczą prostą. Kwestia sporządzenia małego portfolio wysłanie go mailem i w ślad za tą wysyłką dzwonienie po wydawnictwach i dopytywanie o co trzeba. Tych wydawnictw nie ma dużo w Polsce. Można też zreprodukować te obrazki wydrukować cyfrowo zapakować w koperty i rozesłać po tych wydawnictwach kierując je do konkretnych tam osób odpowiedzialnych za dział graficzny. Itd. Zdarza się, że takie kontakty skutkują nawet wieloletnią współpracą. Obrazki, które maluje Miia są bardzo dobre, dlatego myślę, że szybko znajdzie tego typu amatorów jej twórczości.

  46. telemach Says:

    Cena, w przeciwieństwie do wartości jest/może być negocjowana
    Wartość, w przeciwieństwie do ceny zawsze jest subiektywna.
    Obydwie niewiele mają wspólnego z logiką.
    I nie wszystko co jest uznawane za bezwartościowe musi być bezcenne. Lub cenne. I na odwrót.

  47. TadekKuranda Says:

    … z czyją logiką? Kto tu szuka logiki?
    Rzecz dotyczy emocji i nikt o logice nie mówił.
    Chcę to mieć bo mi się podoba! To są emocje, kiedy postępuje się nierozsądnie, bo może lepiej zaoszczędzić na wakacje na Capri. Za każdym razem jest to jakiś wybór. Wybiera się to co jest trwalsze i bardziej satysfakcjonujące. Wybiera się marzenia.
    Dzieła sztuki zazwyczaj są adresowane do zmysłów. To są precyzyjnie skonstruowane pułapki, podobnie jak utwory muzyczne, architektoniczne i inne.
    Wiele razy mi się przytrafiło, że jakiegoś drobiazgu nie kupiłem na giełdzie staroci a potem z tego powodu spać nie mogłem, musiałem to mieć i wciąż o tym myślałem. Nie myślałem o cenie. Dlaczego?

  48. YOYO Says:

    Znam się na malarstwie,tak samo jak na pisaniu-czyli wcale. Ale jako samozwańczy Naczelny Alkoholik stwierdzam jedno,pijany ciptak jest super.Zgadzam się z Tadkiem,sztuka działa na zmysły.Co prawda ,zmysły mam przeważnie otępione,ale…Miia super,tak trzymaj.

  49. defendo Says:

    Jakaś relacja między ceną i wartością jednak jest, a przynajmniej powinna być. Nie mówię tu o warunkach ekstremalnych, za okupacji ludzie płacili ogromne pieniądze za żywność, żeby móc przetrwać. Nikt dzisiaj nie zapłaci np. 5 zł za jednorazową reklamówkę, których pełno w każdym warzywniaku. Te jelonki i aniołki prowadzące dzieciątka przez kładki życia też nie kosztują wiele. Za szpilki ze skóry płace więcej niż za te ze skóropodobnych materiałów – i nie buntuję się, bo wiem, że materiał, z którego je zrobili, jest droższy. Porównania są być może niestosowne, ale jednak.
    W wypadku przedmiotów unikatowych jest trudniej – można je mieć za darmo, za bezcen, za ogromne pieniądze. Różnie. Ostatnio coraz więcej ogłoszeń w prasie o wyprzedaży księgozbiorów, „od 20 gr za sztukę”. Smutno mi się wtedy robi – pewnie dziadkowie i rodzice gromadzili je latami, miały dla nich spore znaczenie, a spadkobierca pozbywa się balastu, żeby zrobić miejsce dla mebli „cudnie zdobionych”, pachnących taśmą produkcyjną.
    Któryś z ekonomistów przeprowadził stosowne badania i ku swojemu zdumieniu(i reszty specjalistów) dowiedział się, że ludzie, dokonując zakupu, kierują się głównie względami emocjonalnymi, wcale nie działamy racjonalnie. Badano nabywców samochodów: nie brali pod uwagę parametrów pojazdów, ceny itd. Po dokonaniu transakcji racjonalizowali swoje zachowanie, wychwalając nawet ewidentne wady pojazdów. A przecież inwestowali własne, ciężko zarobione pieniądze.
    Chcę, żeby Miia sprzedawała swoje obrazy i mogła z tego po prostu godnie żyć. Godnie – tzn. bez ustawicznego stresu, że rachunek, ze rata, ze termin, że buty, ze mleko, ze trzeba kupić bilet, nakarmić kota, że skończył się właśnie szampon, proszek i farba. One z reguły kończą się jakoś jednocześnie. Nie chodzi mi o to, żeby ktoś jej zapłacił za obraz 100 000, ale żeby mogła istnieć na tyle spokojnie, żeby malować kolejne. Ma rację – to nie jest praca w jakimkolwiek stopniu podobna do sprzedawania marchewki, układania kafelków czy naprawiania pralek. Nie uważam zresztą tych prac za „gorsze” czy „lepsze” – są tylko inne i stawiają wykonawcom inne wymagania.
    Siadam czasem przed komputerem, mam coś napisać i kompletna pustka. Wiem, że powinnam, ze pieniądze, że obiecałam, że… itd. I nic. Nie da rady. Koniec. I do tego lęk – nie umiem pisać, a nic innego przecież nie potrafię, nie będę robić zastrzyków, gotować w barze, zdobić bombek choinkowych. A kiedy w dodatku projekt, który miał zakończyć się przyznaniem grantu, padł, to nadzieja ulatnia się jak sen złoty.

  50. defendo Says:

    Tadeuszu, jesteś w i e l k i ! Zmobilizowałeś Miię – do poniedziałku ma stworzyć portfolio.
    Pozwolę sobie między Wami popośredniczyć, przynajmniej na razie, bo ona mogłaby naprawdę być – jeśli już nie starsza – to chociaż brzydsza, albo ciut mniej inteligentna.

  51. Sarna Says:

    I pomyśleć, że zupełnie podobne dzieła tworzy moja 5-letnia bratanica))
    Część skrzętnie przechowuję by mogła się pośmiać ” na starość ” ze swoich talentów, a część ( są tego stosy) dyskretnie niszczę. Nie jestem koneserem , by móc jak moi przedmówcy autorytatywnie się odnieść do obrazów jako dzieł. Wiem, że mi się podobają – barwa, oryginalność. Wiem, że chętnie powiesiłabym je w kawiarence, ale nie chciałabym ich mieć w domu. Jest w nich coś, co mnie niepokoi. Co?
    PS Defendo czyżby wiosna zawitała nie tylko do Twojego ogródka? Jesteś tak pięknie odmieniona, promienna :)
    pozdrawiam

  52. TadekKuranda Says:

    Sarno, wszystko jest podobne bez względu na wzrost pokrewieństwo. Ja dzisiaj kopiuję pomysły tego samego Tadka sprzed 30 lat i wydaje mi się, że wcale nie były głupie. Natomiast rysunki mojego syna to kopalnia pomysłów, nie śmiałbym zgubić żadnego z nich. Mam je wszystkie choć Misiek przerósł mnie już o głowę. Co sarny niepokoi? Pewnie własny cień najbardziej…

  53. Sarna Says:

    Tadeusz, moja bratanica to Miśka:)
    Doprecyzuj, co rozumiesz przez „dzisiaj kopiuję pomysły tego samego Tadka sprzed 30 lat”? Wypaliłeś się, czy zrozumiałeś, że tylko dzieci są oryginalne i twórcze, potem już tylko sztampa i matryca?
    Nie śmiałbyś zgubić żadnego z nich? To Ci się chwali, tylko nie zapominaj, że to tylko przedmioty. Prawdziwy Misiek jest obok i czeka na Twój czas i uwagę. Nieważne ile jego rysunków posiejesz, ważne byś nie przeoczył waszego czasu. Tu jesteś prawdziwym twórcą i mistrzem, guru dla własnego syna. I uważaj, dzieci są bystre i zepsute , w dobrym tego słowa znaczeniu . Lubią oryginały i dobre marki, żadne kopie i podróby.
    Nie wiem, co mnie niepokoi. Tak odbieram i już. Mam do tego prawo, jako odbiorca. Mam prawo polegać na zmysłach, nie interesuje mnie, że autor chciał inaczej:)
    PS Zastanawiam się czy dygresja o płochliwości sarny to żart czy złośliwość. Czyżbym trafiła w Twoją narcystyczną piętę Achillesa?
    pozdrawiam

  54. Pruderia Says:

    Sarno, a cóż to za nachalny dydaktyzm! Uczysz ojca dzieci… ten, no… ?

  55. Sarna Says:

    :))) fajni jesteście -solidarni

  56. Licencja Says:

    Do Sarny:
    Myślę, że niepokoi Cię to, że te obrazy nie są oczywiste, o ile oczywistym może być olejny jeleń na rykowisku (osobiście nigdy w naturze nie widziałam).
    Do ich oglądania trzeba zaprzęgnąć swoją wyobraźnię, przymrużyć oczy, poddać się kolorom i stworzyć sobie historyjkę.
    Ja tak zawsze oglądam obrazy, dla mnie są jak zatrzymany kadr filmu, gdzie koniec wymyślam sobie sama.
    Mówisz, że podobne dzieła tworzy Twoja 5-letnia bratanica? Przykro mi, bo to oznacza, że nie widzisz tych obrazów, dla Ciebie są tylko zamalowanym kawałkiem płótna, tu jakiś śmieszny ludzik, a tu ptaszek, a tu nie wiadomo co. Nie widzisz pięknej kreski, proporcji, nasycenia koloru, odcieni, szczegółów przykuwających uwagę….
    Długo uczyłam się oglądania obrazów, ale warto było. Niedawno, na wystawie Van Gogha w Wiedniu miałam dreszcze i łzy w oczach. Życzę Ci, byś kiedyś przeżyła takie wzruszenie. Pozdrawiam:)

  57. TadekKuranda Says:

    Sarno, moje dzieciątko ma teraz 25 lat, ma prawie 2 metry wzrostu, studiuje etnologię, ma swoją audycję radiową, własne mieszkanie i samochód, swoje pasje, jest bardzo samodzielny i radzi sobie w życiu doskonale. Rysunki Michała są jak jego zdjęcia, kiedy był malutki, kiedy łepkiem sięgał moich kolan. Przygryzał wargę i tym co miał pod ręką (kredką, długopisem, flamastrem, ołówkiem…) zasmarowywał każdy skrawek papieru i dawał mi go w prezencie. Dawał mi siebie w prezencie, swoją naiwność, nieporadność i pewność siebie i swoje widzenie świata, takie swoje dziecięce okulary ale też informację o tym, że jest świadom okrutnej oczywistości istnienia. To były zaszyfrowane informacje. Kiedy je odkodowywałem byłem poruszony ich treścią. Nie potrafił pisać ale potrafił rysować. Tym rysowaniem wyrażał więcej niż gdyby pisał. I moje i jego dziecięce notatki są ważne, są równoprawne w czasie. Korzystam z nich dzisiaj bo jako człowiek dorosły nauczyłem się szlachetnie oszukiwać, że jestem dorosły.
    Szef marketingu wrocławskiego MPK zamówił u mnie projekt reklamki usług reklamowych MPK. Powiadomił swoje szefostwo, że zamówił tę reklamę u kogoś kogo uważa za wybitny autorytet w dziedzinie reklamy marketingu. Kiedy wreszcie dostał mój projekt obawiał się czy się nie ośmieszy. Wreszcie odważył się go pokazać. Podczas prezentacji wszyscy mało nie pospadali z krzeseł bo oczekiwali szczytów dizajnu a dostali naiwny, kolorowy rysunek dziecka przedstawiający niebieski tramwaj sunący w trawce pośród stokrotek i biedronek, który ma na burcie napis: dzień dobry. Chichot przerwał prezes słowem: dobre!

  58. Sarna Says:

    Licencjo, być może masz rację.
    Na brak dreszczy i wzruszeń nie narzekam, a że akurat nie widzę w obrazach Pruderii tego, co widza inni, to nie powód do łez, przynajmniej moich.
    Dla jasności, nie twierdzę że mi sie nie podobają, nie twierdze nawet, ze mnie nie „ruszają”. Powiedziałam tylko, ze mnie niepokoją.
    Obawiam się, ze wszyscy sie skupiliście na owych 5 latach, ubodło Was porównanie. A może to moja bratanica w wieku 5 lat jest tak genialna, że dorównuje talentowi Pruderii, a? :)
    pozdrawiam

  59. TadekKuranda Says:

    Tak Sarno, dla Michała jestem guru. On dla mnie.

  60. defendo Says:

    Między rysunkami dziecka a projektem Tadeusza, pracami Miro czy „zniekształceniami dziecięcymi” Picassa jest ogromna różnica. Nie tylko warsztatowa. Jeśli Picasso malował jedno oko ogromne i umieszczone centralnie, drugie mniejsze i wyżej, to tak może widzieć twarz matki dziecko, przysuwając do niej swoją buzię. Kiedy Tadeusz „widzi” prostą formę wagonu tramwajowego, to nie jest to samo, co „ogląd” dziecka, chociaż jest w tym dziecięca radość, akurat w marketingu i reklamie bardzo potrzebna. Dzieciak namaluje człowieka z dwojgiem w miarę symetrycznych oczu, bo ono komunikuje, że wie o tym, iż tak wygląda twarz, pięć patyczków, kończących ramiona to palce, bo ono wie, że człowiek ma pięć palców, potem wie, że jeden jest wyraźnie krótszy itd. Komunikuje gesty proste, których znaczenie jest dla niego oczywiste, ale które dopiero niedawno odkryło. Stąd ta świeżość. Tadeusz ma rację – dzieciak opowiada o swoim świecie, chce koniecznie porozumieć się z najbliższymi, nawiązać łączność. Ale dopiero dorosłość, socjalizacja, wejście w ogromny świat kultury, doświadczenia, kontakty z coraz większą liczbą ludzi i ich światów i masa innych czynników powoduje, że komunikuje o wiele więcej, że obraz ma inne znaczenia, że jest warstwowy, że wysyła znak lub koduje zestaw znaków, które do odbiorcy mówią. Jeśli odbiorca dysponuje jakąś wrażliwością. I wcale nie musi to być wrażliwość estetyczna. Bo dzieło nie musi posiadać walorów estetycznych(chociaż dobrze, jeśli je ma), żeby być dla mnie dziełem dobrym.
    Kiedy na słynnym obrazie widzę dwie małpy, a to dla mnie jeden z najsmutniejszych obrazów świata, to widzę też ich łańcuchy, przestrzeń za oknem, w której są statki, widzę mnóstwo – i czytam jak ważną książkę. Kiedy Tadeusz tworzy swoje przewrotne prace, to nie tylko cieszą one moje oko – bo ja w i e m, jak on myśli, współtowarzyszę, bo pozwala na to. Kiedy patrzę ma „Wezwanie” Wojtkiewicza(też dziecko mogłoby namalować – pozornie), to widzę rozpaczliwy smutek dorosłych dzieci i dzieci-dorosłych, spod którego przebija radość zaklęta w barwach krajobrazu. I czytam tę wielotomową opowieść na różne sposoby, wciąż coś odkrywając.
    Pięciolatkowie rysują, malują, stawiają kreski, eksperymentują – zauważyliście, jak często się przy tym złoszczą? Bo wciąż wychodzi nie tak, bo widzą, że chcieli pokazać coś innego, a wychodzi inaczej, dlatego czasem drą swoje prace, dlatego tak ważne są dla nich pochwały i wsparcie. Na pytanie, kogo narysował, brzdąc nie tylko odpowiada zdziwiony:”Jak to, nie widzisz? Przecież to mama(ciocia, siostra itd.)!”, ale zaczyna się zastanawiać – co różni moją mamę od mojej siostry, babcię od tej obcej kobiety? O tym warto myśleć zawsze, nie tylko w dzieciństwie. Co różni i co łączy. A tych różnic i związków jest coraz więcej. I czasem twórca koncentruje je w jednej, niby nieporadnej kresce. Nieporadnej – bo wcale sobie nie radzi z mnogością rzeczywistości, ale umie ją oswoić. Wysyła sygnał, który niepokoi.
    A wrażliwość – i tu ma rację Licencja – można kształtować i kształcić.

  61. TadekKuranda Says:

    Mała dziewczynka rysuje kobietę – plakacik do przedszkola na ósmego marca. W pewnym momencie odwraca się do mamy i pyta: Mamuś a co jeszcze ma kobieta?
    – No wiesz – mama przygotowuje się do wykładu z anatomii.
    – Aaaaaaaaaaa wiem, Guziczki…..

  62. Logos Amicus Says:

    No wreszcie!
    przestaliście gadać o handlu (zwanym eufemistycznie marketingiem).
    I jaka świetna dyskusja o sztuce!

    PS. Defendo, Twój ostatni komentarz jest znakomity!

  63. TadekKuranda Says:

    Logos… nie podlizuj się…

  64. Sarna Says:

    Tadeusz, gratulacje! za całokształt :) i za takt. Dziękuję.
    Defendo, mądry komentarz i …. chyba naprawdę się zakochałaś, taka łagodność i życzliwość :)
    Licencjo, bez obrazy, ale cofam Ci licencję na „być może masz rację”. Cały dzień nie miałam czasu by tu zajrzeć, a teraz czytając powtórnie tekst dotarło do mnie, że jednak nie mogę się z Tobą zgodzić. Przeczysz sama sobie, bo piszesz, ze wystarczy przymknąć oczy, uruchomić wyobraźnię, a z drugiej strony piszesz, że nie można polegać na zmysłach by się wzruszyć do łez dziełem, bo trzeba się nauczyć patrzeć. To twórca oprócz posiadania talentu musi się uczyć, by doskonalić wypracować technikę i doskonalić warsztat. Odbiorca powinien jak sama nazwa mówi „odbierać” w oparciu o zmysły, w które go łaskawie wyposażyła natura. Wiedza jest pożądana, ale nie jest niezbędna by „poczuć” Jeżeli odbiorca ma opanowywać instrukcje odczytywania, by właściwie odczytać to, co wymyślił artysta, to wybalcz, ale chyba nie o to chodzi. Systemy totalitarne uczyły właściwego sposobu myślenia , postrzegania, interpretowania. Do zabawy znajdywania właściwych odpowiedzi przy pomocy „instrukcji” służą krzyżówki i rebusy.Tu obowiązuje zasada tylko jednej właściwej odpowiedzi. W sztuce mam prawo czuć po swojemu.

    PS A co do kiczowatych sarenek :) Właśnie dzisiaj podróżując o wschodzie i zachodzie słońca, na tle lasu, zaledwie w odległości 10-20 m ode mnie doliczyłam się zajączka, lisa i 5 sarenek. Choć urodziły się i żyją na wolności zupełnie nie są strachliwe, a sam widok jest piękny.
    Masz prawo Licencjo do własnego osądu, ale zauważ, że słoneczniki, irysy, pola tudzież inne widoczki Van Gogha są równie sielskie, co jelonki na rykowisku. Zastanawiam się czy gdyby Van Gogh namalował jelonki też byś je traktowała w kategorii kiczu, jak również czy gdyby pod irysami i słonecznikami widniało nazwisko Kowalski , czy byś się nad nimi tak do łez roztkliwiała?
    pozdrawiam

  65. Pruderia Says:

    Sarno, jedni się „odżywiają” inni „smakują” – ale karmią się jedni i drudzy.
    Chyba muszę zrewidować swój pogląd na „sielskość”…. jeśli bowiem van Gogh jest sielski, jakichże doznań musisz Sarno pragnąć!?

  66. Logos Amicus Says:

    Tadek,
    raczysz chyba żartować :)
    Ja się nigdy nie podlizuję… zapytaj Defendo :)
    Albo Sarnę :)

    No i doczekałem się, że ktoś Van Gogha nazwał „sielskim” :)

    PS. No właśnie, Pruderio… Jakich doznań pragnie Sarna?
    Hmm… muszę pomyśłeć :)

  67. TadekKuranda Says:

    DYGRESJA DO SIELSKOŚCI, VANGOGHA, WIARY I INNYCH RZECZY: Ciekawe, że tylu jest świętych „od tego czy owego” a nie ma świętego van Gogha, który spłonął w gorączce wiary w siebie. Tylko w siebie. Kupcie sobie „żywoty świętych” a doznacie zapewne olśnienia. Żaden katolicki święty nie szukał wiary w siebie. Wszyscy szukali Boga, Graala, prawdy, czy Bóg wie czego…. żaden siebie. Van Gogh jest sielski! Ustawcie swoich świętych przeciw moim a przekonacie się , że wasz wysiłek jest marny. Święta moja babcia Apolonia, święta babcia Stanisława, święty dziadek Bonifacy, święty Henryk…. jestem za panteizmem. Para z sierpami leżąca utrudzona pod snopem zboża vanGogha to ta kwintesencja świętego odpoczynku, tej sielskości, która jest wieczna po skończonej robocie. Do roboty!

  68. telemach Says:

    @defendo:

    „Jakaś relacja między ceną i wartością jednak jest, a przynajmniej powinna być.”

    Naturalnie że powinna. Problem jednak w tym, że wartość jest pojęciem subiektywnym, a twórca nie ma (i nigdy nie miał) najmniejszego wpływu na odbywające się w głowie potencjalnego odbiorcy procesy. Co może być przez twórcę odbierane jako niesprawiedliwe a nawet krzywdzące. Ja nazwałbym to ryzykiem zawodowym. Cena natomiast jest wynikiem poczynań marketingowych i jest w segmencie rzeczywistości zwanym rynkiem sztuki „robiona” przez tych którzy inwestują swój czas, wysiłek i pieniądze, aby stworzywszy zapotrzebowanie móc z tego żyć. Cena płacona jest wynikiem procesów rynkowych. Cena wymagana jest wynikiem myślenia życzeniowego i wynikających z niego nadzieji i aspiracji twórcy. Lub – jeśli istnieje pośrednik – tandemu twórca-pośrednik.

    Piszesz dalej, że chcesz aby Miia mogła żyć bez trosk i obaw ze swej twórczości. Jest to życzenie chwalebne ale nie ma ono niestety mocy sprawczej. I dotyczy to nie tylko Mii, której obrazy podobają nam się bardziej niż właścicielom grubych portfeli, galernikom, marszandom i krytykom. Nasze podobanie nie musi się automatycznie przełożyć na sukces finasowy – choć życzę jej aby tak się stało.

    Myślę również, że istota problemu leży w pytaniu o status twórcy i rozważeniu kto ponosi odpowiedzialność za jego wybór aby żyć z tego co pragnie i lubi robić najbardziej. I związane z tym wyborem ryzyko. Dysproporcja pomiędzy aspiracjami adeptów sztuk rozmaitych i gotowością rzeszy potencjalnych odbiorców aby aspiracje te finansować jest ewidentna i stara jak swiat. Możemy nad tym utyskiwać ale powiedzym sobie uczciwie: zjawisko twórcy jako jednostki stawiającej światu ultimatum typu „płać jeśli chcesz mieć sztukę, moje drogie społeczeństwo!” jest zjawiskiem cywilizacyjnie nowym. Taki Strzemiński przewrócił się nie tak aż dawno temu na ulicy z głodu. Z drugiej strony tacy artysci jak Liam Gillick, Neo Rauch, albo Damien Hirst dowodzą że można ze sztuki żyć i nie ustawiają się po stypendia. Moj serdeczny przyjaciel malujący neosurrealistyczne niepokojące kompozycje które zawstydziłyby warsztatowym perfekcjonizmem Magrittea pomalował ostatnio fabrykę. A przedtem zaopatrzył arby kosztują. transatlantyk w trompe d’oleil o powierzchin pol hektara. Nie wpadł by na myśl że obowiązkiem świata jest docenić jego malarstwo bo farby kosztują a on przecież musi z czegoś żyć. Maluje bo musi. Pracuje jako artystyczny wyrobnik – aby móc malować. Czy to jest sprawiedliwe? On uważa że tak.
    Trudna sprawa
    Pozdrowienia i ukłony

  69. Sarna Says:

    :) Jakaś epidemia? A gdzie ja powiedziałam, że Van Gogh jest sielski? Napisałam, że elementy sielskich obrazów są widoczne również w jego obrazach. Wszystko zależy od autora, od tego jak postrzega i jak nam to sprzeda. Wyobraźcie sobie, że doba pisarza, malarza, hutnika i wybitnego „producenta nawozu” ma tyle samo tj 24 godziny. Jeden napisze w tym czasie książkę, drugi namaluje obraz, a trzeci pozostanie tylko owym producentem. Można malować sarenki, aniołki, płaczące wierzby i nie być kiczowatym, co pewnie szanowne oburzone grono widziało w świątyniach i muzeach całego świata. I proszę nie wciskajcie mi czegoś, czego nie powiedziałam bo psujecie mi początek niedzieli.
    pozdrawiam i ruszam na podziwianie sarenek.

  70. defendo Says:

    Sarno – we mnie życzliwość buzuje i hasa, jak chce, kiedy nie chce – to nie hasa. Twardo będę walczyć z grafomanią, bezrefleksyjnym bleblaniem nazywanym przez autorów „literaturą”, z wieloma innymi zjawiskami. I tu nie ma mowy o spuszczeniu mojej życzliwości z łańcucha.
    Ostatnio walczyłam z samozwańczymi cenzorami internetowymi, którzy nie dość, że nie potrafią sami napisać sensownej notki, w której znalazłaby się jakaś myśl, która mogłaby inspirować, która cokolwiek wnosi, to jeszcze – stosując własne, „jedynie słuszne” kretyneria, oceniają i prześladują innych na bazie troski o wartości(wydawało im się, że wytropili jakieś pedofilskie odcienie w blogu, w którym autor czasem zamieszczał zdjęcia nagich kobiet, czasem dzieci, wydawało im się, że wiedzą, dlaczego i po co pisze Logos itd.). Przyjrzałam się komentarzom pod tymi wpisami, w których trzy cztery osoby kadzą sobie wzajemnie, mając na wszystko i wszystkich identyczne poglądy(jeśli się żrą – to względy jedynego koguta w kurniku), że też się w tym dymie nie udusili, dziw! Mam to szczęście, że ci, którzy tutaj przychodzą, czasem mnie wspierają, ale często mają inny ogląd i pogląd, stąd możliwa jest rozmowa, rodzą się kontrowersje, spieramy się, ale szanujemy oponenta, pamiętając, że w innej sprawie zgadzaliśmy się właśnie z nim; to gra nie tylko w „znajdź szczegóły, które są podobne na dwóch obrazkach”, ale również „znajdź różnice”, ale oba obrazki są piękne ;)
    Walczę też o coś – zupełnie inaczej. Chciałabym, żeby ci, którzy kupują innym prezenty, czyli chyba wszyscy, pomyśleli o możliwości nabycia dla prezentobiorcy nie blendera, który – jeśli mu potrzebny – i tak sobie kupi, a dobrej grafiki, obrazu, książki. Wiem, że obyczajów prezentowych nie zmienię, ale może kilka osób, które mój apel przeczytają, przynajmniej zastanowi się nad taką opcją. Może ktoś – choćby to była jedna osoba – zdecyduje się kupić. I jakiś twórca niech spożytkuje te pieniądze na chleb, wino czy farby, wszytko jedno.
    A zakochana jestem permanentnie – przecież to warunek istnienia – w Borgesie, Wojtkiewiczu, w ciepłych falach Oceanu, koniach i …. strasznie długa lista ;)
    Niedługo zakocham się w kocie, u którego zamieszkam, znam te stworzenia: pies wie, że mieszka u mnie, kot zawsze wie, że mieszkam u niego.
    A co do Van Gogha – specjalnie pojechałam do Arles, zobaczyć „jego” miejsca, jego barwy. Wiesz, że mieszkańcy miasta pisali listy z żądaniem, żeby się wyprowadził? Niepokoiło ich nie tylko jego zachowanie – bali się jego obrazów. Bo nawet kwiaty i krajobrazy – to jego świat, niepokojący i straszny, dowód zmagania się artysty, ustawicznie walczącego ze wszystkim, co go otaczało i co rosło w nim samym.

  71. defendo Says:

    Tadeuszu, Logos nie tylko się nie podlizuje, ale czasem potrafi dość boleśnie mi „przyłożyć”, nie balsam zgoła!
    Za to potem balsamem rany opatruje :)))
    Tadeuszu, stóg jak stóg, ale jakiś stos się znajdzie, nieatomowy, jeśli zechcesz z sierpem odpocząć, po robocie, przed robotą, w trakcie ;)

  72. defendo Says:

    Telemachu – zgoda, że twórca nie ma wpływu na wrażenia, jakie wywołuje w odbiorcy, niemal nie ma, bo już sam fakt, że je wywołuje, jest rodzajem wpływu. Wychowanie estetyczne jest powinnością nierealizowaną często, chociaż podobno jest obowiązkowe, przynajmniej w szkołach obowiązkowych. Nie mówię tu o wleczeniu dzieci do muzeów, chociaż należy je tam wlec możliwie wcześnie, oswajać i liczyć na to, że czasem pójdą tam później z własnej woli. I do galerii niehandlowych(bardzo mi się nie podoba, że duże budynki, w których pomieszczono wyłącznie sklepy, nazwano „galeriami”, szlachetny wyraz się spospolitował).
    Wiem, że problemów Mii nie załatwię, ani Ty, ani nikt inny. Też zgoda. Dlaczego jednak nie zwrócić uwagi na to, że twórca wykonuje pracę inną niż politurowanie mebli, a przecież podstawowe potrzeby ma takie same jak politurnik. Wielu jest kandydatów do stypendiów, wielu niezłych artystów ubiega się o klientów – ale ci, których zmuszono do wyrobnictwa, z czasem porzucają swoje idee, zajęci pogonią za chlebem. Jeśli porzucają – widocznie nie umieli, nie chcieli, byli nie dość opętani lub nie dość utalentowani. Miia nie porzuciła – dlatego napisałam o niej, nie o kimś innym.
    Odpowiedzialność za wybór? Ciekawe pytanie. I wcale niełatwa odpowiedź. Można odruchowo niemal stwierdzić: „jak to kto? ten, kto dokonuje wyboru”, ale to nieprawda. Wolny wybór musiałby się odbywać w warunkach całkowitej wolności, a taka dysponujemy jedynie w sferze myśli. I to przed jej zwerbalizowaniem. Nie można mówić o wolnym wyborze w sytuacji, kiedy odpowiadamy przed innymi – musimy zaspokoić potrzeby dzieci, jakoś mieszkać, w coś się ubrać, działamy w warunkach presji społecznej i kulturowej.
    Zainspirowałeś mnie do takiej refleksji: ten, kto pisze wiersz, maluje obraz, rzeźbi, rysuje(nie do szuflady to wszystko) itd.realizuje swoje prawo do wolności, a realizacja praw bywa kosztowna. Kosztuje na przykład narażenie się na krytykę, na potępienie, na koszty materiałów i inne takie. Twórczość wymaga odwagi, tak jak odwagi wymagało od Tadeusza zaprezentowanie tego tramwaju – zaryzykował i wygrał. Miia ryzykuje ogromnie, mając do wyboru pracę na etacie(gdyby ja znalazła) i niemalowanie(bo wtedy już nie dałaby rady) lub malowanie bez stałego źródła utrzymania. Paradoksalnie – walka wymaga odwagi, a odwaga walki – a jedno i drugie nie męczy, wzmacnia. Bunt się z czasem robi stateczniejszy, ale nie mija.

  73. TadekKuranda Says:

    Dzięki za miłe zaproszenie, ale…. nie wiem czy do tego czasu zdołam się oderwać od tego blogowiska ;)

  74. defendo Says:

    Nie odrywaj się za nic! Masz pojęcie, jak okrutnie wyglądałbyś taki oderwany? ;)

  75. Telemach Says:

    Def, nie było moim zamiarem kwestionowanie Twych jakże dla mnie zrozumiałych intencji. Mój komentarz dotyczył po części argumentów które pojawiły się w dyskusji nie zaś sensu bądź moralnego aspektu Twej inicjatywy.
    Nawiasem: „Galeria” handlowa też doprowadza mnie do rezygnacji zaprawionej wściekłością. Z uporem nadal mówię „ten barak ze sklepami, no wiesz, ten zorganizowany kociokwik dla ubogich kieszenią i duchem”.
    Czy jednak zaklinanie rzeczywistości pomoże?
    Ciekawa doprawdy dyskusja.

  76. defendo Says:

    Telemachu, wiem, że się zrozumieliśmy. Szukam innych argumentów, ale wcale nie jest łatwo.
    Czekam, kiedy kryty basen nazwą „galerią wodną”, a miejskie targowisko „oazą jarzyn”…

  77. TadekKuranda Says:

    Def, z tą odwagą to u mnie jest pewnie jak u innych – to bezczelność, arogancja… i takie tam. Z tym „tramwaikiem: dla MPK to nie była odwaga tylko moje przekonanie, że zdołam przebudować myślenie innych ludzi, ich myślenie o tym co robią i jak wyglądają. MPK to potężne przedsiębiorstwo. Przewożą dziennie milion pasażerów! przemnóżcie to przez wszystkie dni w roku. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki jest to moloch organizacyjny. To jest jak wojsko. Mi chodziło o odwrócenie sposobu myślenia tych ludzi o sobie samych i o swoim wizerunku. Nie takie, że: tysiąc kilometrów szyn, tysiąc pojazdów, cała elektrownia żeby zasilić trakcję, zespoły remontowe, zajezdnie, cała telekomunikacja i zawiadywanie ruchem, mycie, sprzątanie, rury, śruby, rozjazdy, spawarki…. Tuwima by trzeba żeby to ładnie przedstawił. Ja powiedziałem tylko „dzień dobry” pośród tego w czym są z tą całą maszynerią zanurzeni i czemu służą. No cóż… Zgodzili się. Ale nie było to pokazanie obrazka małego Tadzia. To była spójna, przemyślana koncepcja na wizerunek wielkiej firmy. Używanie takiego obrazka przez tę firmę ma swoje poważne konsekwencje, choć obrazek wydaje się niepoważny.
    Def, to nie ma nic wspólnego z odwagą.
    Staram się nie pokazywać swoich prac, których nie uważam za dobre, za znakomite. To jest próżność i też jest to bodaj najsilniejszy napęd do tego żeby tworzyć. Obawa pojawia się wtedy gdy posyłam swoje prace na konkursy. Wtedy moja próżność narażona jest na bolesną konfrontację z próżnościami innych ludzi – tych którzy te prace oceniają. Jeśli wysyłam na konkurs 4 prace i żadna z nich nie zostaje nawet dopuszczona do konkursu to najlepiej się upić żeby nie cierpieć z powodu urażonej dumy. Ja się tym nie przejmuję bo na szczęście sam bywałem jurorem i wiem jak wygląda praca takiej komisji – gadać mógłbym o tym długo bo rzecz jest bardzo ciekawa. To jest trochę jak z tymi wszystkimi wypowiedziami w tym blogu: jednym się podoba innym nie, jedni w tym coś widzą inni nic. Argumenty na to aby przyznać grand prix lub całkiem odrzucić mogą być identyczne.
    A Ty Mia maluj Mia, maluj bo to fajnie mieć dużo obrazków. Dużo nowych światów. Napisałbym więcej ale kończy mi się atrament…

  78. defendo Says:

    A Ty, Tadeuszu, kokietuj, kokietuj, ładny z Ciebie krokiet-spaniel ;)
    Jasne, że to odwaga. I doskonale wiem, że to spójny, przemyślany i piękny projekt, a nie rysunek małego Tadzia. Odwaga, bo niełatwo przeforsować coś, co zmienia sposób myślenia ludzi, którzy czują się pewnie jedynie w koleinach.
    Za Twoje konkursowe sukcesy to ja będę kciuki trzymać, aż mi zbieleją, z powodów absolutnie prywatnych i egoistycznych.

  79. defendo Says:

    A atramentu podeślę Ci kilka litrów, tylko pisz…
    Ty go nie pijesz,mam nadzieję?

  80. Pruderia Says:

    Maluję, maluję…. wspaniałe jest to, że im więcej maluję, tym więcej mi się pomysłów kluje, aż żałuję, że doba za krótka, że mam tylko jedną rękę prawą.

    Telemachu. Będę upierać się, że pewne „argumenty” ( nazwijmy tak te wolno puszczone myśli o trudach życia twórców) , nie są takie znów pozbawione sensu. Szczególnie w kontekście wspaniałej odezwy Małgosi, aby kupować nie malakser, a książkę, obraz lub inną formę artystycznego wyrazu. Możemy jęczeć, że sklepy nazywa się galeriami, ale niechże za tym jękiem idzie nasza mała, oddolna pozytywistyczna inicjatywa, wydawania nawet niewielkich pieniędzy na szeroko rozumianą twórczość.
    W mojej rodzinie jest taki zwyczaj, że na gwiazdkę każdy dostaje książkę.Na rocznice ślubu kupujemy z siostrą bilety rodzicom – na koncert fado, do opery, do teatru. I o to chyba właśnie chodzi.
    Znam wielu ludzi, którzy po raz pierwszy kupili w życiu obraz dopiero, kiedy im ktoś powiedział, że tak w ogóle można, bo sami na to wcześniej nie wpadli. Potem zarażają się tym i kupują więcej. Bez takich ludzi pozostaje nam naprawdę praca, która uniemożliwia rozwój artystyczny, choćby tylko z braku czasu.
    Przykładem jest moja znajoma, która po skończeniu studiów na ASP zatrudniła się w agencji reklamowej. Po roku zrezygnowała. Kiedy umówiłyśmy się na kawę powiedziala mi: wracam do domu o 19-ej, nie mam kiedy otworzyć nawet pudła z farbami. W sobotę zaczynam malować, kiedy w niedzielę już się rozmaluję, muszę kończyć, bo rano do fabryki.
    A maluje pięknie, szkoda byłoby ją tracić na rzecz reklamowej agencji, w której maluje myszką bliki na kiełbasie i maskuje pryszcze modelkom.

  81. Telemach Says:

    pruderyjo – bo wolnosc jest luksusem. Jedynym prawdziwym, zarezerwowanym dla straceńców i ryzykantów. I tylko wówczas gdy jest to ryzyko własne można do niej podążać.

  82. Pruderia Says:

    Och, Telemachu! Wreszcie poczułam się luksusowo! :))

  83. TadekKuranda Says:

    Pruderio, chyba nie ufam Twojej koleżance pracującej w agencji reklamowej – w to co powiedziała. To trzeba nie lubić tego co się robi w ogóle. Po roku zrezygnowała bo to jest bardzo odpowiedzialna praca i na termin. Praca w takiej agencji wymaga od grafika rozległej wiedzy, wyjątkowych umiejętności, kreatywności, niezwykłej cierpliwości i sumienności. Widocznie ona nie tak sobie wyobrażała swoją pracę idąc na studia na ASP? Jak już powiedziałem wcześniej o próżności która motywuje – chciała zaspokajać tylko tę swoją próżność, lub ona właśnie była wymówką. Zwyczajnie nie nadawała się do tej pracy.
    Nie mówię tego jako ktoś nieuprawniony do takiej opinii. Byłem i jestem od dwudziestu lat właścicielem i szefem agencji reklamowej a także jej najciężej pracującym grafikiem, fotografikiem, redaktorem, layouterem, specjalistą od prezentacji, bannerów, bilboardów, opakowań, biuletynów, książek, gazet, korekt, corporate identity, szyldów i neonów, specjalistą od DTP i informatyki, baz danych oracle i innych, planerem kampanii reklamowych ect., dytrektorem i negocjatorem, mającym oko na wszystko co się dzieje w firmie, która w porywach zatrudnia do 20 osób – gdybyś to wszystko zobaczyła to byś się za głowę złapała… że to niemożliwe żeby jeszcze mieć czas na rysowanie na zrobienie np. ponad setki własnych plakatów autorskich i sporej teki grafiki. Można, możliwe. Trzeba tylko lubić swoją pracę.

  84. TadekKuranda Says:

    Telemachu, masz świętą rację!
    Pruderio – agencja reklamowa nie jest krematorium dla wrażliwości utalentowanych artystów, tam też można być kreatywnym.

    Żeby Was rozbawić rozwinę swój dywan, który rozwinąłem u stóp pewnego wielkiego wydawnictwa. Od razu powiem, że moja oferta została odrzucona bezlitośnie. Ciekawe co powiecie na to?

    Jestem grafikiem – również komputerowym – artystą plastykiem i projektantem z dużym bo ponad 20-letnim doświadczeniem pracy w poligrafii i wszelkiego rodzaju wydawnictwach, także 15 letniej pracy w reklamie (full service) i kompleksowej obsłudze reklamowej dużych przedsiębiorstw. Własna działalność od 1991 roku. Posługuję się biegle programami graficznymi i DTP.

    W systemach wydawniczych byłem szkolony w firmie ORKLA w Norwegii i w „Dzienniku Dolnośląskim” będącym wspólną własnością konsorcjum ORKLA-NSZZ Solidarność o nazwie NORPOL-PRESS w 1989/91 r.
    Jako redaktor techniczny i grafik miałem bezpośredni kontakt z większością drukarń i wszelkiego rodzaju podwykonawców branży reklamowej. Z początku zajmowałem się opracowywaniem wydawnictw gazetowych i szkoleniem zespołów redakcyjnych, jako „DTP Service”, potem prowadziłem własną agencję reklamową typu full service znaną pod nazwą „COB” (Centrum Obsługi Biznesu).

    Intresuje mnie praca lub też współpraca z wydawnictwem bądź agencją reklamową, bądź przedsiębiorstwem poszukującym samodzielnego specjalisty w dziedzinie reklamy -projektowania-marketingu lub grafika, layoutera, redaktora technicznego, graficznego, kreatywnego. Mogę opracowywać wydawnictwa od A do Z.
    Jestem członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków; do niedawna byłem członkiem władz okręgu wrocławskiego Związku.

    Z ważniejszych moich dokonań…

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    GAZETY, WYDAWNICTWA PROBLEMOWE, BRANŻOWE

    – „Miedziak” miesięcznik KGHM (7 lat) – współredagowanie, skład, redakcja techniczna-graficzna w 100% + druk (nadzór nad produkcją)
    – „Gazeta Szkolna” – Kuratorium Oświaty we Wrocławiu – (format Wyborczej, 16-24 str.) skład, redakcja techniczna, przygotowanie do druku (7lat)
    – „Urologia Polska” – Polskie Towarzystwo Urologiczne (10 lat) – (250 str, format A5, nakład 1000 egz.) kwartalnik – korekta techniczna, skład, redakcja techniczna, druk, wysyłka
    – „Dziennik Dolnośląski” – Norpol-Press-ORKLA MEDIA – opracowywanie makiety, fortorepro, montaż, ilustracje, teksty
    -„Informator ZPAP” – Związku Polskich Artystów Plastyków – współredagowanie, skład i opracowanie, teksty, druk 100% (13 lat)
    – HALO WROCŁAW – Milo Media – (format Gazety Wyborczej) zaprojektowanie layoutu i winiety (2 lata produkcji)
    – „Wiadomości” – VIESSMAN Polska – skład – opracowanie techniczne – przygotowanie do druku (3 numery)
    – „Rynek Nieruchomości” – (format A4, 48 str.) konsorcjum 30 biur nieruchomości – produkcja 100%, skład, opracowanie layoutu, podanie do druku (1 rok)
    – AVANTI – oferta reklamowa działu marketingu MPK w formie gazetkiskierowana do agencji reklamowych i klientów indywidualnych
    – „Gazeta Wołowska” – (Format Gazety Wyborczej 16-24 str) inicjatywa wydawnicza (1 rok produkcji)
    – „Na Rubierzy” – 2 tygodnik – prywatne wydawnictwo – Zgorzelec opracowanie layoutu, skład, podanie do druku, wdrożenie produkcji, szkolenie zespołu redakcyjnego, (1/2 roku)
    – „Rita Baum” – nieregularnik zrtystyczny (filozofia sztuka)- współpraca – grafika – teksty
    – wdrożenie do produkcji kilku gazet lokalnych, szkolenie zespołów redakcyjnych

    – także opracowanie wielu wrocławskich wydawnictw podziemnych – gazet, książek, ulotek… w latach 1980-89

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    KATALOGI SZTUKI

    – UNSERE GEGENWART-NASZA OBECNOŚĆ – katalog wspólnej wystawy wrocławskich i monachijskich artystów
    – PO PIĘĆDZIESIĄTCE – katalog wrocławskich galerii na 50-lecie istnienia Związku Polskich Artystów Plastyków (600 str.)
    – CERAMIKA – GRAFIKA – SZKŁO – Malarstwo – RZEŹBA – SZTUKI INNE Obszerne katalogi sztuki prezentujące przez 6 lat dokonania wrocławskich artystów

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    KATALOGI FIRMOWE

    – opracowanie katalogu handlowego asortymentu CEFARM Wrocław – zaprojektowanie i skład tabelarycznej bazy 17 000 obiektów, zaprojektowanie i wdrożenie wydawnictwa, nadzór nad produkcją
    – opracowanie oferty reklamowej w formie katalogu dla firmy produkującej konfekcję jeansową ELPO, opracowanie kampanii medialnej, sesje fotograficzne z udziałem Leonardo DiCaprio
    – opracowanie katalogu systemu automatyki przemysłowej ProMan firmy PROCOM-System oraz redakcja strony internetowej
    – opracowanie katalogu-ulotki reklamowej Europejskiego Funduszu Leasingowego i hasła „Leasing – lokomotywa sukcesu” – nakład 1 000 000 egz
    – katalogi TECHTRA, prezentacja polskich przedsiębiorstw w CERN 1995 i 2000

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    WIZUALIZACJA PRODUKTU-MARKI

    – Centrum Kształcenia Ustawicznego Politechniki Wrocławskiej – corporate profiles
    – PROCOM-System – corporate profiles
    – Telewizja Kablowa VECTRA – wizualizacja produktu, logo produktu, hasło reklamowe, materiały reklamowe, plakaty, ulotki, oferty
    – Europejski Fundusz Leasingowy – wizualizacja produktu – oferta z komiksem w nakładzie 1 000 000 egz
    – IBS Polska – wizualizacja marki
    – Procom-SYSTEM wizualizacja produktu ProMan firmy
    – Gmina Wrocław – zestawy kart oryginalnych pocztowych
    – Gmina Kobierzyce – zestawy reklamowe
    – Gmina Długołęka – materiały reklamowe
    – Browar Lubusz – projekt etykiet na butelki i puszki od piwa
    – Kampanie wyborcze kilkunastu kandydatów na posłów AWS
    – MORAN (okna) – reklamy w Gazecie Wyborczej, wizualizacja produktu – okna ECO
    – MPK Wrocław – materiały reklamowe – obsługa działu marketingu, koncepcja oferty usług reklamowych MPK
    – ELPO – katalog, pocztówki, sesje zdjęciowe, projekty stoisk
    – FADROMA – ulotki, kalendarze, naklejki na produkowany sprzęt
    – CERN POLAND – Genewa, opracowanie katalogów, materiałów reklamowych, wizytówek, papierów firmowych itd
    – PTU (Polskie Tpowarzystwo Urologoiczne) – kompleksowa obsługa wydawnicza Zjazdu Naukowego

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    ZNAKI GRAFICZNE

    – PROCOM-System – automatyka przemysłowa – głównie elektrownie i przemysł energetyczny (zlecenie stałe)
    – MILO – agencja reklamy (zlecenie)
    – CP MEDIA – dom wydawniczy – „Wielcy malarze”, „Wędkarstwo”, „Szydełkowanie”, itd (zlecenie)
    – Centrum Kształcenia Ustawicznego Poliitechniki Wrocławskiej – corporate profile (konkurs)
    – MIEDZIAK – KGHM POLSKA MIEDŹ – winieta gazety (konkurs)
    – RABBIT – firma wykonuje oświetlenia uliczne (z konkursu)
    – PEPŁOWSKA NIERUCHOMOŚCI – biuro nieruchomości
    – Polnische Buchhandlung w Wiedniu – logo wydawnictwa
    – CCM – dom mediowy
    – TEIRKLINIK WODECKI – klinika weterynaryjna w Niemczech
    – TELEWIZJA KABLOWA VECTRA – logo produktu i hasło – „Dołącz do nas”. Wizualizacja marki.
    – COB – agencja reklamowa
    – ANTIDOTUM – broker bankowy
    – CERN Poland – logo organizacji zajmującej się transferem technologii i prezentacją polskiej myśli technicznej i naukowej wyłonionej z Instytutu Atomistyki do współpracy z CERN w Genewie

    //////////////////////////////////////////////////////////////////
    PLAKATY

    – kampanie wyborcze AWS
    – Imprezy Związku Polskich Artystów Plastyków
    – „Sklep dla ludzi” – reklama sklepu ze sprzętem alpinistycznym + hasło
    – MPK Wrocław – Plakat okolicznościowy na 125-lecie wrocławskich tramwajów, ulotki i plakaty reklamowe
    – Browary Zachodnie LUBUSZ – plakat reklamowy/kalendarz piwa „Lubusz”
    – POLAND IN CERN 2000
    – Przegląd Czechosłowackiej Kultury Niezależnej 1989
    – Plakaty promocyjne Telewizji Kablowej Vectra
    – ponad 100 plakatów własnych

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    AKCYDENSY

    – CGS BETON POLSKA – konsorcjum 18 firm produkujących beton – teczki firmowe, kalendarze, umowy dostawy betonu dla wszystkich członków konsorcjum – druki samokopiujące – 5 str. składanka komputerowa (2 lata kompleksowej obsługi
    – BERGER BETON – umowy dostawy betonu – druki samokopiujące – 5 str. składanka komputerowa – incydentalnie

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    REKLAMY PRASOWE

    – FEGA-POLSKA – „Oświetlenie”
    – ELPO – „FILM”
    – MORAN – OKNA I DRZWI – „Gazeta Wyborcza”
    – PROCOM-System – „Energetyka”

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    STRONY WWW

    – PROCOM-System
    – MORAN – OKNA I DRZWI

    //////////////////////////////////////////////////////////////////

    INNE

    – baza danych o klientach-prenumeratorach wydawnictwa CHIP 10 000 rekordów / 10 kwerend – acces
    – baza danych o klientach prenumeratorach wydawnictwa Auto moto i sport 5 000 rekordów – acces
    – baza danych o klientach prenumeratorach wydawnictwa „Przyjaciele z Zielonego Lasu” 12 000 rekordów – acces
    – opracowanie bazy danych 14 000 produktów/medykamentów hurtowni Cefarm-Wrocław
    – opracowania list wysyłkowych dla Działu Marketingu MPK – 2500 rekordów
    – kartki pocztowe, reklamujące wydawnictwo komputerowe CHIP – produkcja i kolportaż – 4 wzory
    – kartki pocztowe CGS BETON – POLSKA
    – kartki pocztowe PROCOM-System
    – prezentacja systemu automatyki przemysłowej ProMan – firmy PROCOM-System
    – projekt karty rabatowej dla Telewizji Kablowej VECTRA
    – projekt obwoluty i książeczki do płyty CD Kalela Kryla
    – zestaw widokówek wrocławskich na zamówienie Gminy Wrocław

    itd., itd., itd.

  85. TadekKuranda Says:

    są tam jakieś drobne literówki ale chodzi o treść.
    Podczas rozmowy w wydawnictwie powiedziano mi, że spełniam tylko jeden wymóg, ten że mam staż większy niż 2 lata, ale za dużą wiedzę i za duże doświadczenie, więc u nich pracy nie dostanę ;))

  86. Pruderia Says:

    Tadeuszu. Twój punkt siedzenia uprawnia Cię tylko częściowo do posądzeń o próżność. Każdy przecież ma inny rytm, system pracy i tempo.
    Moja koleżanka dokonała wyboru i nie wiem, czy zabrakło jej kreatywności, cierpliwości, umiejętności. Wiem, że zabrakło jej czasu na to, co naprawdę chciała robić. Może zabrakło jej „wolnej głowy”. Nie mam powodu, by temu nie ufać.

  87. Pruderia Says:

    O masz… ugięłam się pod Twym porfolio Tadeuszu. Nie wiem, czy się podniosę.
    Oczywiście, że nie twierdzę, iż agencja jest zamrażarką talentów! Miałam jeno na myśli dysonans między pragnieniem realizacji – tym wymarzonym, a swego rodzaju maszyną do wytwarzania bytu materialnego. Ty to widać godzisz i chwała Ci za to! Cyborgu interdyscyplinarny, chapeaux bas!
    Mam jedynie nadzieję kiedyś móc powiedzieć to o sobie.

  88. TadekKuranda Says:

    Pruderio, ja też tak to powiedziałem: Twoja koleżanka nie nadawała się do tej pracy.
    A ta praca wcale nie jest odmóżdżająca, jest wręcz niezwykle ciekawa i inspirująca dlatego puściłem tę wstęgę swoich różnych prac żeby to udowodnić. Podałem tylko fakty ale to jest też mocowanie się i współdziałanie z wieloma ciekawymi osobowościami, to są bardzo wartościowe kontakty i tysiące problemów do rozwiązania.
    Żeby np. zrobić katalog firmowy dla Elpo musiałem poznać strukturę firmy a nawet to jak się szyje dżinsy i całą technologię, żeby zajmować się obsługą firmy Procom musiałem zapoznać się z ich systemami zarządzania elektrowniami. Zjeździłem wzdłuż i wszerz cały KGHM. To są tysiące godzin pewnie wedle Ciebie zmarnowanych. Ja powiem, że nie – taką mam pracę. Plamkowanie twarzy posła, która pojawi się na bilbordzie to konieczność i zawodowa odpowiedzialność, to samo z bliczkami na kiełbasie. Dlatego Twoja koleżanka do tego się nie nadawała, powtarzam to raz jeszcze.
    Niechby poszła do dentysty, który jej powie: Wie pani nienawidzę tego robić. Proszę otworzyć usta.

  89. defendo Says:

    No proszę, wystarczy się odwrócić; Miia już mi Tadeusza uwiodła ;)
    A serio – Tadeusz, nie mogłeś być kobietą, wystarczająco głupią i dość zalotną? – i już miałbyś pracę:P

  90. defendo Says:

    Miia – chcesz móc o sobie powiedzieć „cyborg interdyscyplinarny”?
    Ja nie wiem, czy to komplement…
    W Tadeuszu nie ma nic z cyborga, ciepło bije od niego;)

  91. Pruderia Says:

    A tam uwiodła… coraz durniejsza się czuję. Same niefortunne przykłady podaję… ech.
    Def.. chciałabym móc o sobie powiedzieć, że godzę te dwa światy bez zgrzytu zębami.
    Tadeuszu… nigdy nie śmiałabym twierdzić, że ktoś marnuje godziny na poznawaniu. Zupełnie nie o to mi chodziło.

  92. TadekKuranda Says:

    Def, gdybym był kobietą to nie chciałbym żyć z takim wariatem. Nie pracowałabym w żadnej redakcji ani agencji reklamowej. Poznałabym normalnego faceta, który byłby we mnie zakochany i miałabym z nim dziecko. On by mnie utrzymywał a ja mogłabym sobie malować obrazki, które by się wszystkim bardzo podobały. Jedyna miła odpowiedzialność, na którą godziłabym się to opieka nad dzieckiem i dom. Nie chcę terminów, wstawania do pracy, pośpiechu i tej powtarzającej się codzienności homika w młynku. Chcę tylko malować… ;) Nie chcę być jak Kaśka, która nalewa piwo w pubie a skończyła szkołę muzyczną… Przychodzi do domu zmęczona i nie ma nawet ochoty wyjąć skrzypiec z szafy.

  93. Pruderia Says:

    I widzisz def, jak uwodzę- z wdziękiem Kaśki z pubu:))

  94. TadekKuranda Says:

    Prrrru, wszystko przemija więc przekornie trzymaj się nadziei, że i tak wszystko przeminie i rób swoje ;)

  95. defendo Says:

    Gdybym była kobietą…. tfu! znaczy: jestem kobietą i chciałabym , żeby mój wymarzeniec był poniekąd wariatem, na tyle przynajmniej, żeby mnie odnaleźć i już nie puścić. Niechby mnie sobie i przy sobie utrzymywał, na rękach nosił albo nie, niechby malował albo śpiewał, niechby… a niechże… to:)

  96. TadekKuranda Says:

    Chyba nie wiesz czego byś chciała :(
    Czyżbyś byś chciała tylko tego żeby ktoś chciał Ciebie? Ktokolwiek?

  97. defendo Says:

    Ależ nie! Cóż za dzika myśl Ci przez głowę przeszła, nawet się nie potykając?
    Gdyby mnie znalazł i chciał zatrzymać – znaczy, że wystarczająco mądry i dość szalony. A jeśli tak – to i utalentowany, bo Boh trojcu liubit. W sumie to ja stawiam strasznie wysokie wymagania, jak na zupełny brak atutów, bo rękaw za krótki ;)

  98. defendo Says:

    Znaczy – ja nie mam atutów…

  99. Pruderia Says:

    Prrrr… zatrzymaj się Tadeuszu, zanim posądzisz def o „ktokolwieka” :)) Z jej wyrafinowaniem? Czysta kokieteria.

  100. Pruderia Says:

    Def… atutów? Masz na myśli te okna połaciowe?

  101. TadekKuranda Says:

    Dear Prudence, ja Def o nic nie posądzam. Żadna kobieta nie marzy o tym, żeby się związać z pijakiem, moczymordą, awanturnikiem i do tego świetnym malarzem. Przypuszczam, że to chodzi jej o kogoś kto przemawiałby do niej z wyższych sfer i zapewnił tak przecież potrzebne każdej kobiecie poczucie bezpieczeństwa nawet przy otwieraniu szampana. Przecież te podstawy są mi dobrze znane. Gdybym miał białego rumaka z grzywą do ziemi i złotą zbroję (choćby srebrnego BMW) to wypróbowałbym czy to działa na jej wyrafinowanie. Podarowałbym jej rafinerię lub choćby rurociąg….. ale czy to cokolwiek zmieniłoby w jej widzeniu kolorów np.? Jakby mi się już wyczerpały wyrazy. Za chwilę stałaby w oknie i wyglądała czy na horyzoncie hak jej wyrafinowania nie zaczepi o kolejną grzywę rumaczą a pod balkonem czułe palce znów nie trącą strun lutni by wprowadzić w rezonans jej serca? A czy Def nie ma do zaoferowania jedynie tego swojego wyrafinowania? Kończę już bo za chwilę skończę słowami piosenki: „dla ciebie ja będę strukturą torsu podobny do skał, dla ciebie ja będę tak dzielny jak ten co zginął nam król, a dla mnie duuuuużą blądyną ty bądź, i rusz…”

  102. Pruderia Says:

    Ona zaś Ci zanucić może : ” Słowem stwórz, słowem zburz mnie od nowa, tonąć chcę, płonąć chcę w Twoich słowach… ” :))
    I pięknie się wpisze w całość dywagacji blogowych pytanie – szukamy żaru, czy płomienia? Rumaki po cwale się pienią, kłus bywa męczący, a w stępie można zamknąć oczy i wyjąć nogi ze strzemion. Rycerzu z wy- rafinerią:))

  103. TadekKuranda Says:

    Jakież to mało wyrafinowane……

  104. TadekKuranda Says:

    Dear Prudence. A Ty tu nie swataj. Mów za siebie.

    Mam niestety więzienne nawyki, takie że w celi zgłasza się pretensje wyłącznie o swój własny byt. Zgłaszanie pretensji ogólnych jest zawsze rozumiane jako bunt. Nie wiem jak jest teraz w więziennictwie, ale kiedy ja siedziałem w więzieniu to tak było – teraz w celi można mieć radio, komputer i telewizor i pewnie mają osobne toalety i prysznice.

    No więc można było powiedzieć tylko tyle, że jest MI zimno bo kaloryfery nie grzeją ale już powiedzieć: jest NAM zimno nie wolno było.
    Mów za siebie a Def sobie sama poradzi.

  105. defendo Says:

    Na mnie działa nie zbroja, ale nieco inne podniety. Nie chcę BMV,VW i nadmiaru UV, oprócz innych wad posiadam tę najstraszniejszą, że zdradzać nie potrafię. Czasem tylko zdradzam zainteresowanie, ale to rzadko się trafia. No i trafiło się, trefiąc Tadeuszowi myśli, jeśli wolno mi nadzieję żywić. I bronić.
    Tadeusz, mogłeś mnie uprzedzić, że władasz takim orężem, żem powinna się jak Odys do masztu przywiązać, a tak zostałam na pokładzie, płynąc wprost na Scylle… i w dodatku cieszę się z tego…

  106. defendo Says:

    Do diabła! Dwa razy ten sam komentarz wszedł,strasznie przepraszam za tę czkawkę…już usuwam nadmiar.

  107. Pruderia Says:

    Tadeuszu. Zwrot wołaczem kazał mi przypuszczać, że zwracasz się do mnie.. i jeszcze do tego ta trzecia osoba liczby pojedynczej, gdy mowa o def, spowodowała, że sobie Przyborą odpowiedziałam. Bo tak mi się def kojarzy – z pięknem słów i jazdą bez strzemion. I tu mówię wyłącznie za siebie, nie swatając:))
    Wybacz zatem moją siermiężność, brak wyrafinowania, kasiowatość i ogólny brak ogłady. Niechaj będzie, że nie umiem się wysłowić, już milczę:)

  108. TadekKuranda Says:

    A te okna płciowe to co to takiego?

  109. defendo Says:

    No proszę, przeczytał, co chciał – połaciowe były… taka nazwa, której używają dekarze, z którymi weszłam w dość bezpośredni kontakt, jako że dach wymaga poważnych działań, a przy tej okazji chcę rozjaśnić pomieszczenia światłem naturalnym. Fanaberie kosztują, nie wiem,czy się uda.

  110. Pruderia Says:

    No proszę, przeczytał, co chciał ( nie pierwszy raz).

  111. TadekKuranda Says:

    tak przeczytałem bo Prudence sugerowała, że to jeden z Twoich atraktantów ;) A propos, zawsze mi się podobała ta piosenka Beatlesów „Dear Prudence”.

  112. defendo Says:

    A propos – nie wiem, czy Ci mówiłam, ale te dźwięki, które mi wysłałeś… trafiłeś idealnie w moje klimaty.

  113. Pruderia Says:

    „Miał strzelić do pana Sawy, a strzelił do pana Sowy. Ot, taki nic nie znaczący – lapsusik językowy” ;)

  114. TadekKuranda Says:

    Def, Wszystkie klimatyczne dźwięki mogę Ci przesłać na adres wtopione w płytę z Australijskiej prowincji Kuranda. Dźwięki skanalizowane są przez Aborygenów tamtejszych i brzmią identycznie jak w moim zlewie w rurach.
    Albo jest wyjście, że posadzę je na ftp-ie i stamtąd je sobie ściągniesz.

    Def i Prudence – z Wami gada się bosko.
    – Co dwie sroki za ogon to nie jeden wróbel w garści. (Taki tam lapsusik)

  115. TadekKuranda Says:

    Zamierzałem zaproponować Miejskiemu Przedsiębiorstwu Wodociągów i Kanalizacji skomponowanie ich hymnu na flecie dedgeredoo, ale byłby ubaw ;)

  116. Pruderia Says:

    Widzisz Tadeuszu, jak ptactwo uzależnia… ani się obejrzysz i jesteś sokołem :))

  117. Pruderia Says:

    Jak lubisz takie burczenie w rurach, to odszukam moich Mongołów i prześlę def…genialne gardłowe mantry. Nie podobne do niczego.
    A propos rur. Dzisiaj dowiedziałam się od znajomej, że ponoć w USA na skutek kryzysu nastąpił masowy napływ bezrobotnych pracownic urzędów i fabryk do klubów dla panów. Zatrudniają się owe panie do tańców na rurze.
    ( takie sobie wolne skojarzonko)

  118. defendo Says:

    Najchętniej usłyszałabym jakiś hymn w Twoim osobistym wykonaniu, chociaż ta płyta mnie korci niezmiernie. I te dźwięki wysyłane inną drogą niż płytowo-ftpowa tez mnie cieszą niezmiernie, słucham i sobie trwam.
    A fletnia Pana, proszę Pana, to propozycja jak z „Ojca Chrzestnego”, absolutnie nie do odrzucenia, chyba że chce się znaleźć niespodziankę w pościeli. A ja konie kocham, więc nie odrzucę.
    Za tę srokę mam ochotę wyciąć w kły, ale dłoń mi drży ;)
    Prrr… uuu… de Rio, ptak umie uzależnić, oj, umie :)))
    Na marginesie – przez głupiego brydża i głupią kolację nie poszłam do Filharmonii, dyrygowała Alan, do Brahmsa i Bacewiczowej, zależało mi na posłuchaniu, ale ta sobota mi jakoś towarzysko się nawarstwiła. Następnym razem pozwolę sobie zawiadomić Cię o koncercie, niektóre są naprawdę warte wysiłku dotarcia na miejsce(moja młoda przyjaciółka jest najwyższym członkiem dwóch chórów, najwyższym, bo ma ze 187cm, i z tej wysokości mnie zaprasza). Pamiętam wspaniałe wykonanie „Missa pro Pace” w Kościele Uniwersyteckim pod dyrekcją Kilara, eech, twórca powinien rękę z batutą na pulsie trzymać, inaczej dzieło brzmi…

  119. Pruderia Says:

    Def…. muszę Cię ostrzec. Parę lat życia z muzykiem nauczyło mnie poza wiedzą, czym jest interwał i smakowaniem Tellemana, że łazienka zawsze jest zajęta. Drewno pracuje i czasami w wannie… za przeproszeniem… moczą flety:) Ten był traverso.

  120. Pruderia Says:

    Poza tym, to bycie sroką szalenie mi odpowiada. Wolę wdzięk sroki niż kury.

  121. TadekKuranda Says:

    Def, a propos chóróf to alikwoty też mnie kręcą tak jak Prudence. Zaposiadłem ich pewną ilość i gdybyś wyraziła żądzę posiadania to są do dyspozycji, a jak nie to zostają Ci tylko same gołe rury. Kryzys coprawda jeszcze nas tak nie dopadł jak te amerykańskie urzędniczki ale „Missa pro Miss” na fletni Pana w Twoim wykonaniu na rurze to mogłoby być coś apokaliptycznego. Sursum Cordia! Każdy by na to poszedł nie szczędząc majątku na bilety. Ja mogę robić dziurki w biletach ;)

  122. defendo Says:

    Wśród wielu dziwnych rzeczy, w które się wyposażyłam, jest podstawówka muzyczna, a babcia wyposażyła mnie w pianino, które czasem bez litości dla otoczenia najbliższego(promień kilkuset metrów) otwieram i wykorzystuję, kadencyjnie też. Kompletnie niemuzykalna suka zaczyna wtedy śpiewać i robi się straszny melanż, przy którym Warszawska Jesień to Mozart.
    Dzwony rurowe.. ;) nigdy nie mogę się zdecydować, czy to bardziej tytuł kompozycji czy rasa spodni. Czym te dziurki, jeśli wolno spytać?(odpowiedź typu:zębami z góry wykluczam, licząc na Twoje wyrafinowanie) ;)

  123. Pruderia Says:

    To ja mogę robić za pudło. Rezonansowe.

  124. defendo Says:

    Stare pianino,płyta rezonansowa żeliwna, ponad 400 kg, wytrzymasz? ;)

  125. Pruderia Says:

    Nie wytrzymam. Moje czeka 5 lat aż je odbiorę od eksa. Coś wspominał o molach. De molach, kurde molach? Antatolach? A może to były fiordy…

  126. TadekKuranda Says:

    dziurki? wiadomo……. wiertarką :}

  127. Pruderia Says:

    Wyrrrafinowwwanie….

  128. defendo Says:

    To te bilety aż widii wymagają? :)
    To ja chce to zobaczyć.. :)))

  129. Pruderia Says:

    Def, kupić Ci kartę miejską? :))

  130. silma Says:

    Panie Tadeuszu… mam Pana uwiesc, bo mam najblizej. Co Pan na to??

  131. defendo Says:

    To ja chyba napiszę nową notkę. Całe szczęście, że nie bywam zazdrosna :)

  132. Pruderia Says:

    Nie jestem wielbłądem, nie jestem wielbłądem… tylko w czym ja tę wodę noszę? ;)

  133. TadekKuranda Says:

    Jak to „masz mnie uwieść”, Silmo? Otrzymałaś takie zadanie? Wygląda to na spisek P&D by żądz moc móc zmóc. Def się wcześniej „wysypała”, że „Boh trojcu lubi”.
    Od pewnego czasu posyłam Def teksty szkoleniowe z zakresu partyzantki miejskiej. Teraz powoli zaczynam rozumieć dlaczego ich nie wykorzystuje na blogu – po prostu oprawia w twarde okładki i tworzy z nich biblioteczkę partyzanta miejskiego. Twój sygnał Silmo odbieram jako wprawki Def w desancie miejskim i zakładaniu stanowisk na terenie wroga.
    Jednego nie rozumiem, dlaczego Def ujawnia swojego szpiega na moim terenie?

  134. defendo Says:

    Kompletne nieporozumienie,Tadeuszu. Trojca to zespół Twoich.. jak to nazwać? najważniejszych zalet(znów przeczytał, jak chciał).
    Te teksty są dla mnie skarbem – i czekają, aż nabiorę sił do nowej walki. I już nawet wiem, o co. Jak możesz dopatrywać się „układu” tam, gdzie nawet na zakład nie ma miejsca?
    Aha – jak dorwę listonosza, to go wezmę w krzyżowy ogień pytań, bo albo on sie haniebnie spóźnia, albo Ty zgubiłeś kluczyk od skrzynki…

  135. TadekKuranda Says:

    Rozumiem, że przez swojego „listonosza” przesłałaś mi klucz od tych swoich poniemieckich drzwi, po otwarciu których ląduje się najpierw łbem na kaloryferze by w końcu, odzyskawszy siłę w nogach przy próbie salwowania się ucieczką zawisnąć na gruszy pod oknem. Ej Bruner, Bruner… Przecież to widać gołym okiem…

  136. defendo Says:

    Od tego czasu odbyło się kilka remontów i przemeblowań, teraz po drodze jest łózko, dziwne, prawda? jakoś nie pomyślałam,że może się przydać.
    Moja Babcia czasem mnie przestrzegała,że „przyślę Panu list i klucz” to już poważna deklaracja, ale co Ona wiedziała o kluczach uniwersalnych, wytrychach i właścicielach wiertarek?
    Podstępu nie ma, bo nie potrafię, zawsze podnoszę przyłbicę lub unoszę woalkę, tren sukni układa się wokół nóg, a dłoń prawa bez rękawiczki, co – jak wiadomo od średniowiecza – zwiastuje czystość intencji i bezbronność.
    Ach, kobietą być nareszcie… oszukiwać, dręczyć, zdradzać…

  137. Pruderia Says:

    Tadeuszu, proszę mnie z tego duetu natentychmiast wypisać! Nie mam nic wspólnego z żadnym knowaniem , tudzież uwodzeniem. Jestem tu za parobka, głupka wiejskiego i takim kaloszem pragnę pozostać. Fantastycznie odmóżdżająca pozycja i kondycja.
    Def .. „Ich Troje”? Pamiętasz, jak wspominałam Ci o lampce nagrobnej z pozytywką wygrywającą melodyję ” wstań, powiedz, nie jesteś sam”?:))
    Jak się tu szpiedzy zalęgną, to Tadek zanuci nam ” albowiem prysły zmysły i pajęczyny wątła nić”. A tego przecież nie chcemy. Towarzysze.

  138. defendo Says:

    Zdecydowanie nie chcemy! Miia – daj mu swój mail i niech będzie jasne, że my nie dość, że osobne, to w różnych miastach, co znacznie spiski utrudnia – i uniemożliwia przekazywanie sobie broni pod stołem i znaku pokoju(by grafika Tadeusza) nad stołem…

  139. Pruderia Says:

    Desperatka. Jutro , Kochana, jutro. Wraz z porfolio :))

  140. silma Says:

    wypraszam sobie Tadeuszu… partyzantke miejska cwiczylam cwierc wieku temu z niejaka Dymitra… teraz mi przeszlo…a uwodzenie rzucone zostalo jakby mimochodem… ze to niby wroclawski czlek z wroclawskim czlekiem jak ta gora z Mahometem i ze mam uwodzic … z lekka…
    no to sie z lekka rzucam, glowa w dol… a niech tam… czy czujesz sie uwodzony??? Z lekka?

  141. TadekKuranda Says:

    Silmo, np. lekkoatletyka od dzieciństwa niepoważnie. Atleta to atleta. Ma być frontalny i tymi rapciami wgryzać się jak glebogryzarka w tę wątłą moralnie i intelektualnie rzeczywistość, sprawiając że lekkosczeźnie ta popkulturalna bzdura, która… choćby jak te ichtroje zdechły bez śladu – też zdechnie. ZAKAZAĆ SPORTU W TELEWIZJI! Małysz np. niesiony w chmurach jak piórko przez wiatr ponad chmarami wielbicieli też jest lekkoatletą. Nie zjadł tysiąca kotletów. Żadna tam para buch. Żadne tam koła w ruch. Niestety. Niestety. Usłyszałem ostatnio jak komentator zakrzyknął poprzez telewizor: „a jutro nasz orzeł wraca do swojego gniazda, czyli do Wisły”. Przyjdzie czas, że weźmiemy się również za komentatorów. Za głupią nowomowę, z którą (jakby się zdawało) już dawno skończyliśmy. Ktoś wciąż przestawia nam rzeczywistość. I to wcale nie tak z lekka. Silmo, potrzebni będą tacy jak Ty, mający pojęcie o partyzantce miejskiej. Wolność wyboru nie polega na tym, że możesz tego nie oglądać. TEGO MA NIE BYĆ WCALE! To jest Twoja wolność wyboru! Głupota ma zniknąć zarówno świecka jak i klerykalna! Silmo, od dzisiaj ten świat ma bilong tu Ju! Cały a nie nieco!
    Żadne tam troszeczki czy coniecosi. WSZYSTKO! Gadanie półgębkiem tworzy półprawdy, półprawdy tworzą półgłupków, z półgłówków rekrutują się wszyscy półkownicy, których należałoby wszystkich wysłać na północ a wcześnej zrobić półkanie mózgów i żołądków!
    OK na pewno we Wrocławiu znajdzie się kawałek udeptanego placu gdzie możemy regularnie ćwiczyć przed akcją. Musimy ustalić jakieś miejsce zbiórki i tematy ćwiczeń!
    Mam kumpla w armii (tak się złożyło) na początek proponuję przejażdżkę czołgiem po poligonie. Chwilowo nie na 100% – muszę to wcześniej z nim ustalić. On mi to proponował, więc wydaje mi się realne.
    Jeśli nawet jesteś w siatce Def to niewiele możesz naszkoszić, ale przeszkolenie Ci się przyda.
    Czuwaj!

  142. TadekKuranda Says:

    Deeeeef, mam wszystkie klucze na oku, a od skrzynki na obu…

  143. silma Says:

    Tadeuszu… mimo zakusow uwodzicielskich… mimo pragnien i pozadan rozlicznych … czolgowi mowie stanowcze NIE. Nie ma takiej sily, ktora wtloczylaby mnie do tej wojskowej konserwy…a nawet gdybys mnie spoil, co wydaje sie malo mozliwe i wepchnal wew czolg nietomna, to na bank nie ma takiej sily, ktora by mnie z owego czolgu wydobyla w jednym kawalku. Prosze o inny zestaw do partyzantki ulicznej(do nabycia w Skladnicy Harcerskiej- zestaw Maly Terrorysta). Moge atakowac walac szpilka w leb.
    z harcerskim pozdrowieniem- czuwaj.

  144. TadekKuranda Says:

    silma! A ile masz w pasie? Może to rzeczywiście warunkuje Twój przydział do innych zadań?

  145. silma Says:

    Tadeuszu … co za pytanie? myslisz ze zapodam do ogolnej wiadomosci ze mie latwiej przeskoczyc niz obejsc? Mylisz sie

  146. TadekKuranda Says:

    Silma, przecież ja nie wiem ile trudu może kosztować Ciebie przeciśnięcie się przez właz do czołgu ani też ilu ludzi potrzeba żeby Cię stamtąd wyciągnąć – stąd to moje pytanie. Może więc lepiej inne formacje bojowe? Np marynarka wojenna? Albo okopy? Najlepiej w każdym razie tam gdzie czujesz się pewna swoich możliwości taktycznych.

  147. silma Says:

    Tadeuszu…zdecydowanie Mar- Woj… lubie wode, mam sternika jachtowego, spiewam szanty, co juz samo w sobie moze byc zabojcze, no i jestem niezatapialna…. Tylko jak Mar- Woj uzyc w walkach ulicznych…

  148. TadekKuranda Says:

    no dobra , pogadam z kumplami na barkach

  149. silma Says:

    Desantowych?? Bo na tych odrzanskich to mam kumpli…

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: