Nie-umarła klasa

francja2008-jan-chrzciciel1

De gustibus est disputandum, bo dlaczego nie? Właśnie o gustach można i trzeba rozmawiać. Nie walcząc i kłócąc się, po prostu pogadać. Podoba Ci się Feel? Dobrze, opowiedz mi o tym. Mnie się nie podoba – i też powiem Ci, dlaczego.
Tak naprawdę to chcę porozmawiać o inteligencji, bo „ta Nasza Klasa” wcale nie umarła. Spory definicyjne są jałowe, bo granice pojęcia są nieostre. Powiedzmy – na użytek tego tekstu – że to grupa indywidualistów(sic!), porządnie wykształconych(niekoniecznie w instytucjach), którzy przeczytali pewien kanon lektur i go sobie zinterpretowali, których łączą wspólne potrzeby, np. bywania w filharmonii, oglądania dobrych spektakli teatralnych, szukania odpowiedzi na pewne egzystencjalne pytania i formułowania pytań do znanych powszechnie odpowiedzi, posiadających   j a k i e ś   poglądy polityczne od lewa do prawa(ale potrafią powiedzieć, dlaczego prawica czy lewica), którzy czasem czytają wiersze, a często czytają cokolwiek, ludzi wierzących i ateistów, którzy jednak nie usiłują tego argumentować racjonalnie, bo wiedzą,że to nie nadaje się do tego typu argumentacji, którzy nie ukrywają, że myśli filozofów i pisarzy nie są im obce i wywarły na nich wpływ. A wreszcie – inteligencja to klasa – dosłownie i mniej dosłownie – która potrafi myśleć w kategoriach życia zbiorowego. I właśnie dlatego opiera się wszechwładzy wolnego rynku.  Odesłano nas do lamusa, podobno w nowej rzeczywistości ekonomicznej staliśmy się zbędni. Po cholerę ktoś miałby mówić, co dobre, a co złe w kulturze? Skoro masa pragnie seriali bollywoodzkich, Dody i kretyństw emitowanych przez tv – to masa ma rację, bo jest masą, ma przewagę liczebną i finansową, nawet jeśli to tylko suma drobniaków. Otóż – nie ma racji! Masy się boję, ludu nie cenię, poczucia misji nie mam. Najdalsza jestem od oświecania, wolę wyświęcanie i prześwięcanie. Nie lekceważę tych, którzy mają inny gust niż ja, ale mi z nimi nie po drodze – i nie zamierzam się zmuszać. Po tysiąckroć wolę grafiki Tadeusza od „cudownych” efemeryd z motylimi skrzydełkami i odpustowych obrazków w internecie, z „prześlicznymi kobietkami płócien nastrojowych”. Wojtkiewicz to dla mnie wielki malarz, a Dali pobrzękuje kiczem. Max Ernst – nie. Amen.
Mam w odwłoku pojękiwania tych, którzy mi zarzucają, że używam wyszukanych słów – wolno mi, bo je znam. Dlaczego miałabym sie ograniczać? Jakim prawem ktokolwiek żąda, żebym to ja sie dostosowała do niego, a nie on do mnie?
Inteligencję wypchnięto do lamusa – o wiele za wcześnie. Wolny rynek wpuścił na salony  Leppera z kurwikami, Kurskiego, spindoktorów, Mandarynę i piosenkę biesiadną podszytą discopolo. Wolę tych, którym mole żrą w szafach fraki po pradziadkach, bo na nich nawet łachman doskonale leży. I to ja – do diabła! – a nie nuworysz – zdecyduję o tym, że jego dres z kreszu nie pasuje do premiery w operze, a złoty łańcuch niech sobie nosi na rodzimych sobolach tylko na koncercie Wiśniewskiego.
Masa ma rację? To własnie masy zrobiły rewolucję, to masa mordowała lekarzy, prawników, artystów, zniewalała i uwalała, masa pielgrzymowała do mauzoleum Lenina. Ani nauka, ani kultura nie powinny być towarem, to nie pietruszka, której cena zależy od urodzaju i koniunktury. Nauce i kulturze nie powinno się pozwolić pójść w las; lasy wycięto – więc w miasto – i sprzedawać się pod latarniami na zasadzie „kto da więcej”, bo na tych latarniach niedługo zawiśnie dobry smak.I kilka innych wartości, a ja nie zgadzam się na to, bo mi nie dynda, nie zwisa i nie powiewa. Bo nie życzę sobie żyć na chamskim, brutalnym targowisku, obmacywana i oceniana. Bo to mój świat i mój kraj.

A zdjęcie zrobiłam w pewnym maleńkim kosciółku nad Lago Maggiore. Janowi ścięto głowę – też za wcześnie, bo dzięki temu przetrwał. Dokładniej – przetrwał dzieki Salome(i – cholera! – to zamierzona ironia, bo znów mnie jakis bubek bez cienia poczucia humoru, za to mocno przyczepny, odczyta po swojemu, znaczy – zinterpretuje bez polotu, bez stosownej wiedzy, elementarzystów nie brak na tym świecie).

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 36 to “Nie-umarła klasa”

  1. cogitomen Says:

    Podoba mi się to co i o czym przeczytałem powyżej. Jednak abstrahując od tu i teraz chciałem o czym innym. Mam pytanie. Co z Twoim blogiem, gdzie jak mówisz „….tu się odsłaniam” mam na myśli to co kiedyś „robiłaś” na swoim drugim blogu. Czyżby pomału umierał?….. Zdecydowałem się zapytać ponieważ mnie odpowiedź na to pytanie intryguje coraz bardziej zwłaszcza, gdy nie znajduję na nim nowych wpisów. A cała rzecz jest banalnie, rzekłbym prosta. Po prostu on również mi się podoba(chociaż z pewnością można powiedzieć, że to inny ciężar gatunkowy). Zatem?
    Pozdrawiam c.

  2. oceanofstupidity Says:

    Myślę, że swobodnie można przyjąć, że ten blog jest tylko i wyłącznie dla ludzi inteligentnych, oczytanych, o szerokich horyzontach. Masa nie ma tu czego szukać. Twoje porozumienie się z masą i odwrotnie nie jest możliwe. Oni nie rozumieją ciebie a ty nie rozumiesz ich.
    Lubię twoje teksty. Nie wszystko rozumiem. Trochę to bywa zniechęcające, bo chciałbym rozumieć wszystko. Parę razy tłumaczyłaś mi gdy pytałem cię o coś i wtedy wszystko stawało się klarowniejsze. Wiem o co ci chodzi. Ty szukasz takiego porozumienia, które polega na swobodnej dyskusji bez zagłębiania się w szczegóły. Niestety takie coś możesz uzyskać tylko dyskutując z ludźmi, którzy są mniej więcej na tym samym poziomie co ty.
    Masz absolutną rację mówiąc, że to masa powinna równać do twojego poziomu a nie ty do masy ale niestety nie umiesz zachęcić ludzi by zechcieli do ciebie równać. Prawdę mówiąc to nawet nie wiem czy ci na tym zależy. Ludzie wyczuwają takie niuanse jak to, że ktoś patrzy na nich z góry i traktuje ich z pogardą.
    Wobec powyższego twój tekst może spowodować, że ktoś się uderzy w piersi i powie – chcę wiedzieć więcej ale znajdą się też pewnie tacy, którzy odczytają go jako pogardę właśnie i przyjdą wylać jad.
    Ja osobiście nie ukrywam, że jestem ciemny. Mnie ten tekst jedynie zasmuca w tym sensie, że nie wiem kiedy i czy w ogóle dotrę do takiego poziomu by stać się równym partnerem do rozmowy z tobą.

  3. bastet Says:

    Warto pamiętać, że najwięksi artyści w dziejach świata traktowali swoje dzieła jak towar właśnie, sprzedawali je, tworzyli na zamówienie i do głowy im nie przyszło, że należy im się coś z racji tej tylko, że wielkimi artystami są. Kultura to też towar, jak pietruszka, dla zainteresowanych.

    Z tymi krwiożerczymi masami robiącymi rewolucję, też należy być ostrożnym. Ani Robespierre, ani Dzierżyński, ani Trocki nie byli niewykształconymi tłumokami.

    Niedawno na blogu Waldemara Kuczyńskiego jeden z dyskutantów przypomniał co o różnych rodzajach głupoty sądził Michał Wiszniewski, XIX wieczny nauczyciel filozofii na UJ. Bardzo podobał mi się taki cytat: „Głupiec przeuczony: Styl ciemny, zagadkowe wyrażenia, wszystko, co nosi barwę tajemnicy, co pod zakrytościami się okazuje, czego zwłaszcza zrozumieć niepodobna, za głęboką u siebie poczytuje mądrość.”

  4. defendo Says:

    Cogito, czasem tam zaglądam, obiecuję nowe wpisy :)
    Oceanie, to nie jest tak – mogę rozmawiać o szczegółach, czemu nie? Chcę się porozumiewać, nie unikam kontaktu. Jasne, że moje teksty czasem(bo nie wszystkie przecież), wymagają od czytelnika, żeby je uważnie przeczytał. Nie zamierzam nikogo zachęcać do „równania do mnie”, bo i nie ma do czego równać. Czasem na nowo odczytuję stare teksty, te, które – moim zdaniem – można i trzeba pamiętać. Jeśli przywołuję „Paragraf 22”, to oczywiście trudno o tym rozmawiać komuś, kto tej książki nie czytał. Nie cytowałam jednak „Colas Breugnon”, „Złego”, „Księcia niezłomnego”, „Kobiety z wydm” czy „Cząstek elementarnych”, prawda? Chociaż to też można śmiało zaliczyć do kanonu. Nieprawda, że traktuję kogokolwiek z pogardą, staram się rozmawiać. To nie jest kwestia wiedzy – to kwestia myślenia. Pozbawionego osobistych animozji, wolnego od uprzedzeń. I wcale nie jestem pewna swoich racji. Przeciwnie – głównie wątpię. Czasem pozornie proste pytanie sprawia, że zaczynam się zastanawiać, dopytywać, szukać – i rodzi się nowa jakość. Interesujący rozmówca to niekoniecznie ktoś, kto dysponuje dużą wiedzą, ale ktoś, kto również ma wątpliwości i chce się z nimi zmierzyć. I gotów jest poszukiwać odpowiedzi – wspólnie ze mną albo na własną rękę.
    Nota bene: jednym z najbardziej oczytanych ludzi, których znam, jest Yoyo, a on przecież wciąż podkreśla, że brak mu formalnego wykształcenia.Yoyo.

  5. defendo Says:

    Bastecie, a Heidegger wspierał nazistów… zgoda.
    Różnie traktowali swoje dzieła – byli i tacy, którzy niechętnie się z nimi rozstawali, Leonardo zabrał ze sobą do Francji portret Giocondy. W pewnym sensie jednak masz rację – ja też „sprzedaję” swoje słowa, moje koncepcje.
    Flirt z ludem zawsze kończył się źle dla intelektualistów, zresztą „chłopomania” ograniczona była do środowiska krakowskiego(może ciut upraszczam, ale tylko trochę).
    Nie wszystko można powiedzieć w kilku prostych słowach. Dlaczego mam unikać określenia „implikacja” czy „dysjunkcja”, skoro logikę kocham, a wszyscy uczyliśmy się jej na studiach, niektórzy również w ogólniakach. Dlaczego mamy nie korzystać z nabytej wiedzy? Wcale nie uważam jej za zbędny balast, większość zostaje zinterioryzowana, tkwi gdzieś w nas, przywoływana w razie potrzeby.
    Dzisiejsza notka powstała trochę ze złości. Mam dość wmawiania mi, że kultura masowa jest cacy, bo jest na nią zapotrzebowanie, bo ludzie płacą. Wpierania mi, że telewizja publiczna m u s i emitować wyłącznie programy dla półidiotów, że „wszystkie rybki śpią w jeziorze” indolencji i ja powinnam im towarzyszyć. Że nie doceniam „poezji naiwnej” – niech sobie ktoś pisze, co chce, choćby najgorzej – skoro potrafi sobie znaleźć czytelników. Mam dość gadania o tym, że wolny rynek ma prawo decydować o wszystkim – również o kulturze, że inteligencja jest reliktem i straciła rację bytu. Z tym poglądem się nie zgadzam, przeciwnie – uważam, że jest bardziej potrzebna niż kiedyś. Bardziej interesuje mnie to, co ma do powiedzenia Kołakowski czy Marcin Król niż Doda.

  6. Sadoq Says:

    Myślę, że najważniejsze to zachowoać dystans do siebie i całej reszty, od której się odróżniamy. Nie zabiegać o względy większości, ale szukać kontaktu z podobnie myślącymi. Człowiek wolny nie potrzebuje tłumów.

  7. snoopy Says:

    Cieszy mnie to, że zechciałaś napisać coś o inteligencji. Może sporo w tym złości, a nawet resentymentu (a jakże!), ale dobrze Cię rozumiem.

    Parę dni temu sam napisałem kilka słów na ten temat na swoim blogu – zapraszam tutaj:
    http://bryka-brak.blogspot.com/2009/02/pytanie-inteligentne.html

    Jednocześnie przepraszam jeśli ktoś potraktuje to jako spam – nie takie są moje intencje. Po prostu napisałem tam swoje konkluzje co do tematu i nie chcę tego tutaj streszczać.

  8. defendo Says:

    Przepraszam, Snoopy, komentarze zawierające linki muszą czekać chwile na akceptację…
    Z przyjemnością przeczytam, oczywiście:)

  9. YOYO Says:

    Jestem debil,ki chuj „dysjunkcja”?Mam googlać?Inteligencja,w mordę!Nie chodziłem do ogólniaka,ani na studia,jeśli znajomość wyszukanych słów,ma świadczyć o inteligencji, to mam ją w…Zresztą wisi mi to.
    „Skwierczeć,czy nie skwierczeć?”pytał Omlet.Wszak czytałaś”Autosję”?
    Wielki Tuwim napisał:
    ” Izraelitcy doktorkowie,
    Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
    Co w Bochni, Stryju i Krakowie
    Szerzycie kulturalną francę !
    Którzy chlipiecie z „Naje Fraje”
    Swą intelektualną zupę,
    Mądrale, oczytane faje,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.”
    Tiaaa ,zgadzam się.
    HOWGH

  10. YOYO Says:

    Wbrew plotkom,mój komentarz nie jest wredny.

  11. Witold Skaczkiewicz Says:

    Dawno-m, tu nie był, a skoro wróciłem do blogowej aktywności, zaglądam. Miło mi było przeczytać znakomity powyższy tekst. Ukazujący że w dzisiejszych czasach można być i wspaniałą kobietą i rzadkiej klasy erudytą.

    Zapraszam panią, jako świetlana postać czatowej inteligencji, do dyskusji o problemach które ukazałem w wpisie ‚O kagańcu’, na moim blogu. Łaskawa pani sprawi mi wiele radości, wspierając swym intelektem przedstawione tam problemy.

    Z szacunkiem

    Witold Skaczkiewicz

  12. YOYO Says:

    O rany,bosy się uaktywnił………..pora umierać…..

  13. procesVII Says:

    Problem też będzie stanowić miejsce, gdzie należy wymieniać poglądy, powiedzmy takie „niemainstreamowe”. Wracać do starych lektur czy zapomnianych wydarzeń kulturalnych.
    Zauważ, że niektórzy weszli tu i napisali: dobry tekst, zgadzam się, ale zapraszam do mnie. Masa, która kocha Dodę jest bardziej zjednoczona. Ja nie będę odsłaniał swoich sentymentów i wrażliwości, które być może w sobie mam, na obcych blogach. Tych choćby tu reklamowanych. Ciebie znam, Tobie mogę zaufać. Na poznanie ludzi, którzy odpowiadają mi w rozmowie, kumają mój kod kulturowy, potrzeba sporo czasu. Dla fanów Feela wystarczy link do You Tube i już gra. Już mają poczucie wspólnoty. Inteligencja jest mniej pewna siebie i ma bardzo rozpięte w przestrzeni gusty. I bardziej szanuje czas, przez co ostrożniej odbiera adwersarzy.

  14. PJerry Says:

    Wybacz Defendo ale nie mogę się powstrzymać – komentarze Twoich nieśmiałych adoratorów zawsze mnie rozbrajają :-)
    A co do meritum. Masz rację (bo nie możesz jest nie mieć) i może dlatego tekst wydaje mi się zbyt truistyczny – dla człowieka inteligentnego oczywiście :-).
    Sięgam pamięcią wstecz i tak naprawdę zmieniło się chyba tylko to, iż inteligencja rozminęła się z władzą i posiadaniem. Co więcej to, że masa zepchnęła inteligencję na niziny to chyba skutek tego, że właśnie to masa osiągnęła pewien status wykształcenia na czym nam niby wszystkim zależało.
    A z Procesem muszę się zgodzić : Masa jest zjednoczona

  15. defendo Says:

    Jasne,że masa jest skonsolidowana – dlatego właśnie zastrzegłam, że inteligencja tworzy dość dziwną grupę – indywidualiści nie lubią życia stadnego, bo w nich tli się bunt. Z wiekiem ustateczniony, ale nadal gorący.
    Intelektualista nie potrzebuje wsparcia, chociaż przyjemniej mu żyć w towarzystwie podobnych do niego. Rozmowy są pożywką myśli, więc rozmawiamy, często publicznie.
    Inteligencja bardzo rzadko przejmowała władzę – a jeśli już, to na krótko, może tylko czasy Mazowieckiego i Unii Wolności można uznać za „należące” do niej. Chyba właśnie w dobie przemian i kryzysów jest najbardziej potrzebna.
    Truistyczne? A mało to znanych i wielkich obwieszczało śmierć inteligencji, negowało potrzebę istnienia kogoś, kto tworzyłby jakiś podstawowy kanon estetyczny, buntował się przeciw wprowadzaniu na salony ludzi, których miejsce w zgoła innych lokalach? Luminarze świata kultury poflirtowali z masami – i mamy upadek krytyki – literackiej, w znacznej mierze filmowej itd.
    Mam adoratorów? Nic mi o tym nie wiadomo :)
    Ale jako kobieta pełnej krwi – nie udaję, że nie chciałabym mieć…

  16. PJerry Says:

    Jak tak pomyślę to z tą „wysoką” kulturą nie jest chyba tak źle, np. w moim mieście teatry są pełne. Ostatnio byłem na III Symfonii Góreckiego – komplet. Gombrowicz byłby też zadowolony ze swojej poczytności. Dostęp do sensownej kultury jest największy w naszej historii. Dlaczego jest tak źle skoro teoretycznie mogło być tak dobrze? Czy powodem są media, gdzie panuje zgoda totalny debilizm ale które jednak przekłamują może rzeczywisty obraz kultury.
    Jedno jest pocieszające. Inteligencja jeśli coś doceni to jest na tyle zdeterminowana, że nie pozwala tej rzeczy umrzeć. Masa (czyli media) jest w stanie uśmiercić wszystko, bo zawsze musi mieć nową zabawkę. Dlatego może lepiej żeby kultura pozostała elitarna?

  17. Witold Skaczkiewicz Says:

    „inteligencja tworzy dość dziwną grupę – indywidualiści nie lubią życia stadnego, bo w nich tli się bunt.”
    Ośmielam się uprzejmie zauważyć, że „inteligencja” nie ma nic wspólnego z bycia indywidualistą.

    Oczywiście mam na myśli INTELIGENCJĘ, a nie przedziwne istoty, którym wydaje się, ze odróżnianie się od tła to wyraz lub indywidualizmu, lub bycia „inteligencją”. Stanowczo nie wystarcza znajomość alfabetu by korzystać z wiedzy pisanej.

    Obiecuje ze niebawem poruszę ten temat u siebie.

    Ukłony

    W.S.

  18. PJerry Says:

    > Mam adoratorów? Nic mi o tym nie wiadomo :)
    > Ale jako kobieta pełnej krwi – nie udaję, że nie chciałabym mieć…

    Adoratorów w sensie wielbicieli twojego intelektu.
    Ale to też Ci nic jako kobiecie oczywiście nie ujmuje :-)

  19. PJerry Says:

    Nie zgadzam się, że inteligencja nie ma potrzeby jednoczenia się. Ma jak najbardziej tylko potrzebny jest jej jakiś cel.

  20. procesVII Says:

    Zawsze czuję się niepewnie i wątpię, gdy zaliczam sam siebie do grona „inteligentów”. I nie ma w tym Russellowskiej przewrotności, że jako człek inteligentny winienem mieć wątpliwości. Piszę to bez kokieterii.

    Z czytelnictwem to jest trochę tak: znam masę kobiet, które pochłaniają po kilkaset książek rocznie, a nie ma z nimi o czym pogadać. Wiedzą, że „Komu bije dzwon” to o jakiejś wojnie i miłości, a „Wojna i pokój” to o Rosji i Napoleonie. Niby wiedzą, ale nie umieją powiązać tych kontekstów.
    Zapytajcie na czatach i forach, a dowiecie się o czytelnictwie o bogatym życiu kulturalnym. Potem zaproście taką oczytaną delikwentkę do rozmowy telefonicznej czy skype i po trzech minutach będziecie ziewać. Jeśli nie zaczniecie z nią flirtować, rzecz jasna.
    No dobra, ale to moja perspektywa, być może to ja właśnie jestem głąb i nudny jak flaki z olejem.

    Pjerry, trochę klaki i komplementów dla kobiety nie zaszkodzą, prawda? To podnosi ego i uwalnia skrzydła.
    Poza tym ja nie zawsze mam dobre stosunki z Defendo, teraz mam, bo muszę ją wspierać w walce z okolicznymi idiotkami. Powiedzmy, że jest to konfederacja, czyli mniej niż unia.

  21. Witold Skaczkiewicz Says:

    Panie Procesie siódmy,

    z przykrością odmawiam Ci miana INTELIGENTA. Jesteś człowiekiem niewątpliwie inteligentnym, i doskonale wiesz że to stanowczo zbyt mało by nazwać Cię INTELIGENTEM.

    Doskonale wiesz, że od mniej więcej drugiej połowy XIX wieku mianem INTELIGENCJA zwykło się określać tych, którzy „noszą” kulturę narodową. Pańskie cechy charakteru a szczególnie PIENIACTWO i jakże często bezmyślna hałaśliwość internetowego watażki, które pan ukazujesz na swoim blogu, niewiele ma kultura narodową.

    Zatem: Broń Panie Boże Naród od takich „Inteligentów”

    Serdecznie pozdrawiam

  22. procesVII Says:

    Nie przekonujesz mnie, Witoldzie. Jako już nie – inteligent dla Ciebie, mógłbym Ci spokojnie napisać: pierdol się spamerze i nudziarzu. Ale nie napiszę. Jeśliby napisało mi to kilka osób, które sobie cenię, poczułbym ulgę. Bo przecież bycie inteligentem, w tym przypadku, zobowiązuje. A ja mógłbym sobie nim bywać albo przynajmniej, tak by mi się zdawało, że bywam.
    Nie piszę tego przez złość, czy chęć rewanżu za Twoją wypowiedź, ale Twoje towarzystwo i bywanie z Tobą na Defendowych Salonach, również mi nie odpowiada. Smętny fiut jesteś po prostu. I spamer, dziś obsrałeś połowę blogów WordPressu z top100. Piszę to jako bezmyślny, hałaśliwy watażka.
    O ile Defendo jest intelektualistką, bo nie wiem czy wedle Ciebie jest, to jej pozycja, aczkolwiek niewymarzona i nieidealna, znacznie bardziej mi odpowiada.
    Nie odbieraj tego proszę jako złośliwość, ale ja nie mam ambicji czy aspiracji bycia inteligentem. A Ty już z pewnością, jeśliś inteligent wedle Ciebie, do tego nie zachęcasz. Smętna pipo blogowa.

  23. Witold Skaczkiewicz Says:

    Szanowny Procesie siódmy,

    Miły, ależ ja byłem święcie przekonany, że Ciebie nie przekonam. I zamiaru takiego nie miałem. Jestem natomiast wdzięczny, iż dowód mojej tezy //a to ze Proces siódmy jest inteligentny, lecz z INTELIGENCJĄ nie ma nic wspólnego// przeprowadziłeś sam powyżej. :)

    Pamiętasz taki zwrot używany przez matematyków //szkoła podstawowa?// który brzmi tak: „Co należało udowodnić”?

    Udowodniłeś Pan – CELUJĄCO.

    Pozdrawiam i życzę wielu serdeczności od bliskich i znajomych
    szczerze Pany oddany pański „Smętny fiut… /…/ po prostu. I spamer” oraz „Smętna pipo blogowa” :)

    W.S.

    Postscriptum.
    Pozdrawiam wszystkich tych którzy myślą inaczej.

  24. defendo Says:

    Myślę, że inteligencja polska ma rodowód nieco starszy, łączę jej powstanie raczej z panowaniem króla Stasia, z powstaniem czasopiśmiennictwa i Oświeceniem. I niekoniecznie była patriotyczna wielce, szabelką wymachując. To może być jeden z kolejnych mitów, ślicznie utrwalonych, ale nieprawdziwych. Nie wiem, czy warszawskie i krakowskie salony popadły w totalną rozpacz, bo Polskę rozebrano. Czartoryski entuzjastą powstań nie był. Traugutt doskonale wiedział, że stoi na czele powstania, które niekoniecznie jest tym, co dla Polaków najlepsze. Wielopolski wolał dogadać się z carem w kwestii otwarcia polskich szkół i uczelni, niż wysyłać młodzież do lasu(nie oceniam metod, branka nie uświęcała celu). I nie wiem, czy korzeni polskiej inteligencji trzeba szukać wśród szlachty, może raczej wśród bogatego i średnio zamożnego mieszczaństwa.
    Wobec problemu niepodległości Polacy wcale nie byli tacy jednoznacznie romantyczni – wielu wolało normalnie pracować, mając kontakt z wrogiem, który często był urzędnikiem kochającym literaturę i sztukę, dysponującym doskonałymi manierami i gruntownym wykształceniem. Jeśli pominąć żołdaków, którzy u nas stacjonowali, to wysyłano do nas nie mużyków, nie chłopów od pruskiego pługa, nie austriackich służących, ale ludzi zupełnie innego pokroju. To my właśnie ukuliśmy termin „rozumienie wroga”, nasz wieszcz pisał „do przyjaciół Moskali”. Romantyzm – paradoksalnie – zyskał nadmierne znaczenie dopiero w XX wieku, jak sądzę. W poprzednim ograniczał się raczej do środowiska emigracyjnego, a miało ono niewielki wpływ na polskie „tu i teraz”. Tu żyło się normalnie, pracując i pomnażając dobytek, a powstania otaczała nie tylko legenda, ale i świadomość, że były też katastrofą. Styczniowe cofnęło rozwój kraju o dziesięciolecia, wielu to widziało. Zaczęto robić to, co było możliwe – doceniono „ugodowego” Poniatowskiego, którego zasługą był ogromny rozwój polskiej kultury, a ta umożliwiła przetrwanie narodu, nie szabla i romantyczne zrywy. Kultura polska przełomu XIX i XX w. miała się całkiem nieźle. Po pierwszej wojnie też nie Ziuk i mit Legionów o niej decydowały, ale skamandryci, Witkacy, Boy, wspaniali malarze, wybitni inżynierowie, osławione Siłaczki i Judymowie. To oni byli twórcami postępu, nie politycy i wojskowi.
    A dzisiejszy inteligent to Adaś Miauczyński, ale i ten, kto biega do DKF-u, Kołakowski i Wiedemann, Górecki, Preissner i Skrzynecki, Kantor i Grotowski, nauczycielka z prowincji, która potrafi wciąż się kształcić i rozmawiać z uczniami bez paternalizmu, to bywalec wernisażu, który szuka w nowej sztuce inspiracji estetycznych, to ktoś, kto uważnie ogląda zjawiska społeczne i „o coś mu biega”. To „inteligencja budżetowa”, ale i ci, którzy doskonale odnaleźli się w nowej rzeczywistości ekonomicznej i kolekcjonują obrazy, bo ich stać i potrafią je doskonale ocenić. To pokolenia naukowców(bo w tym „zawodzie” profesję często po tatusiu dziedziczy potomstwo). To ci, o których napisał PJerry – dzięki którym na koncertach jest komplet, a bilety trudno dostać. Którzy kupują książki i chcą o nich rozmawiać. I czytają poezję. I walczą o wolność słowa, nie zgadzając się na cenzurę w sieci(bo w zakresie słowa drukowanego już dawno jej nie ma). To ci, którzy mają poglądy lewicowe lub prawicowe, ale nie wyznają spiskowej teorii dziejów, nie tropią układów, ale widzą, że korupcja istnieje i chcą, żeby jej przeciwdziałano. To wreszcie ludzie, którzy nie tylko zdobyli wykształcenie, ale wciąż je ugruntowują, którzy uczestniczą w dyskursach publicznych, bo żywotne problemy kultury, nauki, a nawet polityki wciąż ich interesują. Ci, którzy nie tylko chcą brać udział w tych debatach publicznych(choćby prowadzonych w wąskim kręgu znajomych), ale ich wiedza i możliwości intelektualne udział w tych dyskusjach im umożliwia. I są tego świadomi.
    Nie są dla mnie inteligentami czytelnicy kolorowych pisemek dla kobiet(czort wie, czemu dla kobiet, czytają je i faceci) i tabloidów i oglądacze telewizji, „czytacze” i twórcy marnej literatury, nabywcy koszmarnych obrazków na odpustach i jarmarkach, pańcie z tytułem magisterek, które swój gust wykształciły na Harlequinach i „ochają” tudzież „achają” na widok nędznych tekstów pisanych w akceptowanej przez nie konwencji uuuestetycznej. Ani marni glossatorzy, którzy koncentrują się na tropieniu moich rzekomych błędów jedynie po to, żeby je wyśmiać. I dlatego nie zgadzam się z panem Witoldem – bo inaczej definiuję inteligencję. A z Procesem dość często wchodzę w konflikt, bo nierzadko nasze poglądy się różnią, ale umie on się skupiać na meritum, bez czepiactwa. Jeśli ma ochotę. Jeśli odrzucić balast „ornamentów”, którymi poczuł pan się obrażony, panie Witoldzie(warto nauczyć się n i e czytać pewnych igraszek słownych), a przyjrzeć się temu, co chce powiedzieć, to naprawdę warto się zastanowić. W swoim komentarzu zwrócił uwagę na to, co ważne – inteligencja to nie tylko nabywanie wiedzy,czytanie literatury – to umiejętność kojarzenia pozornie odległych zjawisk i faktów, dekonstruowanie nie po to, żeby niszczyć, ale żeby sprawdzić, czy można porozmawiać o nowej jakości. Albo przywrócić do łask tę „starą”.

  25. Witold Skaczkiewicz Says:

    Szanowna Małgorzato, /sexto voto Defendo :)/,

    Oczywiście ma Pani prawo myśleć jak pani uważa, co nie zmienia nic tym, jak rzeczywiście jest.

    INTELIGENCJA /ta nazwa, służąca do wyodrębniania tego „stanu” z ogółu społeczeństwa, pojawiła się w pismach Karola Libelta w latach 40-tych 19 wieku. I doskonale Pani wie, że wówczas, było się, lekarzem, nauczycielem, czy po prostu urzędnikiem.

    Musi pani zrozumieć, że do tamtego to momentu, nie było potrzeby nadawania odrębnego statusu społecznego grupie, która objawiła się jako INTELIGENCJA.
    Zatem nie zależnie jak to Pani chce sobie nazywać ów proces przebiegła inaczej.

    Chciałby uprzejmie zwrócić Pani uwagę na to, że komunikacja językiem jest zbudowana podobnie jak znaki drogowe. Po prostu wszyscy, a ci ci maja Prawo Jazdy wiedzą na pewno, iż znak na który patrzą informuje /ostrzega etc/ jednoznacznie. I dla rzeczywistości nie ma żadnego znaczenia i Pani Defendo ma INNE zdanie co do treści jaką ów znak przenosi.

    Serdecznie Pania pozdrawiam,
    szerokiej drogi.
    Witek

    Ps.
    Warto również zwrócić uwagę, na nieco odmienny sposób powstawiania warstwy INTELIGENCJI w Polsce niż pozostałych krajach Europy.
    w.

  26. defendo Says:

    Określenie „inteligencja” ma rodowód niemiecki, do nas przyszło odbite rykoszetem z rosyjskiego chyba. Nie jest aż tak istotne, kto i kiedy go użył, pewne zjawiska istnieją nienazwane, zwłaszcza w sferze społecznej. I długo funkcjonują jako bezimienne, czasem długo nie są nawet postrzegane jako zjawiska. Proces powstawania inteligencji – jak każdy proces społeczny – nie może mieć jasno określonych w czasie początków. Ja łączę go z Oświeceniem. Bo już wtedy działali u nas ludzie, którzy w dyskursie publicznym udział brali, niekoniecznie będąc politykami. Powstają czasopisma, bo są tacy, którzy chcą je czytać, rodzi się publiczny teatr, bo są tacy, którzy chcą do niego chodzić. powstaje grupa ludzi, którzy mają „nowe” potrzeby i poszukują wiedzy.
    Komunikacja nie jest taka prościutka, słowa są znakami, rzecz jasna, ale ich wzajemny związek tworzy kod, który można różnie czytać. I rozmaicie interpretować. Jedni spróbują rozumieć, co mówię o zasypywaniu przepaśc(może określenie „rów” byłoby bardziej adekwatne) Arystotelesa między metafizyką a fizyką, inni – czepią się, że nie używał tego terminu. Nie rozumieją istoty wywodu, więc trudno z nimi polemizować. Słynny fragment „Tako rzecze Zaratustra”,zatytułowany przez Nietzschego „O starej i młodej kobiecie”(to z niego pochodzi cytat „Idziesz do kobiet? nie zapomnij bicza!”) można odczytać jako gorący manifest przeciw kobietom, jako postulat, ze powinny ograniczyć sie do roli matem i żon, ale można czytać zupełnie inaczej. To nie Zaratustra mówi o biczu, to mówi stara kobieta, spotkana przez niego na drodze, dość stara”żeby zapomnieć”, a o spotkaniu z nią Zaratustra opowiada komuś, kto mu zarzuca, że „chodzi drogami złodziei”. I jak wygląda jasny i czytelny system znaków drogowych komunikacji językowej? Każdy z nich mówi coś innego, są wzajemnie sprzeczne, a przecież dzięki nim można odnaleźć kierunek. Jakiś kierunek, własny, niekoniecznie właściwy.

  27. Witold Skaczkiewicz Says:

    Łaskawa Małgorzato /undecimo voto Defendo :)/,

    uprzejmie zauważam, iż nie zechciałaś mnie właściwie zrozumieć.

    Szanowna pani, wybaczy Pani truizmy, ale jak się wydaje, nie do końca pani zdaje sobie sprawę z tego gdzie leży ISTOTA.

    Postaram się przedstawić to językiem w miarę prostym i zrozumiałym.

    Otóż wie Pani znakomicie, ze aby KOMUNIKACJA zaszła muszą być dwie strony nadawca /adresant/ i odbiorca /adresat/. Jest oczywiste, że aby ów akt komunikacji UDANIE zaszedł, obie strony muszą posiadać ta samą bazę pojęciową.

    Przywołane przez mnie znaki drogowe ilustrują to w sposób znakomity. Na przykład znak D-3 informuje o tym, że droga której dotyczy jest droga jednokierunkową.

    Proszę zwrócić uwagę, że znak ów nie opisuje tego, czy na tej drodze są domy, czy ich nie ma, zatem nie może opisywać ani kolorów tych domów, ani tego czy w oknach siedzą przepiękne niewiasty wabiąc swymi wdziękami poruszających się ta droga mężczyzn.

    Czytając Pani komentarz, odnoszę nieodparte wrażenie, ze przyjęła Pani konwencję zabawy i gry słów nie zwracając uwagi, lub celowo omijając, czego właściwie ta zabawa dotyczy, zatem SENSU owego znaku D-3.

    Ile by Pani sił użyła na pokazanie swej niewątpliwej erudycji, cała ona zmarnowana, jeżeli po drodze okreslaniej znakiem D-3 będzie się Pani poruszać w obu kierunkach.

    I co by pani nie myślała, to podstawa pani myślenia nie powinno być nic innego jak tylko: OD JAKIEGO MOMENTU dziejów narodu CZĘŚĆ LUDZI ZACZĘŁA SOBIE ZDAWAĆ SPRAWĘ ZE TEGO ŻE JEST ‚INTELIGENCJĄ’ I DLACZEGO.

    By nie utrudniać tego wykładu, zasugeruje Pani by zechciała pani rozważyć o czym to pisze Znaniecki cyt.: „grupą społeczną nazywamy każde zrzeszenie ludzi, które w świadomości samych tych ludzi stanowi odrębną całość”.

    Serdeczności

    W.S.

    Postscriptum
    Uważam ze na tej wypowiedzi z mojej strony temat został wyczerpany.
    w.

  28. dru' Says:

    Szanowny Witoldzie,

    metafora „znaków drogowych” może i zgrabnie wygląda, ale jej użyteczność wydaje się mocno wątpliwa. Język znaków drogowych jest prostą metodą komunikacji, co w jakiś sposób z normalnym językiem go wiąże niemniej nawet on nie jest, aż tak bardzo jednoznaczny jak na pierwszy rzut oka może się wydawać.
    Ponadto metafora sugeruje iż jest to jakiś system trwały, regulowany odgórnie i że istnieją ludzie którzy do używania pewnego języka mają większe uprawnienia niż inni.

    Wprowadzenie pojęcia „Inteligencji” mogło być w pewnym momencie użyteczne dla zarysowania pewnej grupy społecznej. Niemniej wskazanie kto do tej grupy prawdziwie (zgodnie z pojęciem) wtedy należał, kto nie oraz co to pojęcie może znaczyć dziś to już są sprawy dyskusyjne. Przypadków granicznych było by pewnie więcej niż tych dających się jednoznacznie zakwalifikować.

    Pojęcia ułatwiają orientację w temacie kosztem pewnych uproszczeń.

  29. defendo Says:

    Dru – właśnie dlatego zastrzegłam w tekście, że nie chcę się pakować w spory definicyjne, one w tym wypadku są postojem na biegu jałowym.
    Napisałam ten post, bo zauważyłam, że marginalizowana dotąd inteligencja, której śmierć już kilka razy obwieszczano, którą nawet luminarze świata kultury i nauki odesłali do lamusa, znów jest potrzebna, znowu staje się układem odniesienia. Może dlatego, że zapanował kryzys?

  30. procesVII Says:

    Przepraszam za ten wywód powyżej, ale przecież nie mogłem zawieść Bosego. Moje podejrzenia o śmiecenie nie są bezpodstawne, wczoraj z dziewczynami otworzyłem blogasek „Plotki” na WordPressie, bo chciałem sprawdzić jak zachowa się w rankingu. I niestety, jest wyżej od tego, a Bosy Witold się tam wpisał. Po co wpisywał się na blogu, w którym przeklejamy fotki z Pudelka?
    Denerwuje mnie Gwintold, bo on wie lepiej. Owszem w Wikipedii stoi jak byk, kiedy powstało pojęcie „inteligencji”, ale ja nie chcę takiej dyskusji. Jeśli przyjmiemy definicje i reguły z Wikipedii, to po co nam dyskusja? W ogóle denerwuje mnie to jego podwójne, a czasem potrójne wyszczególnianie tekstów (spacja, Caps Lock plus pogrubienia). Zobaczysz, kiedy skuma jak się tu pogrubia, będzie pisał tłustym drukiem.
    Bo w sumie chodzi o to, by jednak mieć te wątpliwości, a nie wiedzieć lepiej, bo Wikipedia wie. Tak jak poruszyłaś tu kwestię literatury na blogach. Wiadomo było, że przecież nie wprowadzimy definicji, nikogo do niczego nie przekonamy: literatki nadal będą uważać się za wybitnych twórców.
    Tak samo ma się sprawa inteligencji. Może współczesnym warunkiem sine qua non bycia inteligentem jest posiadanie pieniędzy? Albo przynajmniej umiejętność ich zdobywania?
    Biorąc nawet rzecz z logicznego punktu widzenia, inteligencja, intelektualiści nie są w stanie siebie zdefiniować (paradoks kłamcy).
    Tak jak nie zajmuje mnie zdanie Bosego Miękkiego aka Witolda na temat mojej przynależności do sfer, tak nie sądzę, że tę przynależność można matematycznie uzasadnić. Ba! Nawet nie jesteście w stanie jej logicznie uzasadnić.
    Może chodzi o pytanie: kto jest współczesnym inteligentem? Ibisz i Durczok? Czy Szymborska i Bartoszewski. No ale co to za inteligencja, której nie ma w mediach?
    Definiowanie się jako inteligent czy intelektualista nie może, wedle mnie, usprawiedliwiać faktu bycia nieudacznikiem. Niech Witold spróbuje sprowokować dyskusję jak Defendo u siebie, gdzie tak namolnie zaprasza. Nie jest intelektualistą ten, kto pisze blog, którego nikt nie kuma, a sam jest członkiem elitarnego klubu intelektualistów. Jak właśnie Witold.

  31. Sarna Says:

    Procesa nie trawię )), ale się z nim zgadzam :) Identyfikuje sie z Twoimi teoriami Defendo, ale ( nie obraź się ) już nie akceptuję Cię. Jesteś gołosłowna, ostatnie Twoje ataki, obietnice dostarczenia dowodów „na” spełzły na niczym i wszyscy udają ,że jest ok, a ja naiwna czekam .. ))
    Teraz ponownie piszesz o sobie jak o mnie, więc chciałabym się zgodzić ale nie ufam już Twoim słowom . Dlaczego?

  32. Witold Skaczkiewicz Says:

    Madame Defendo, Herr Process /Roman sieben/,

    Koń jaki jest zostało ukazane. :)
    Dziękuje za współprace.

    Życzę wiele dobrego.
    W.

  33. TadekKuranda Says:

    Ojojoj, zatrzymałem się na wypowiedzi Jojo. Dalej to już przygniotła mnie lawina literek. Bałem się, że jak drzezga w bucie uwięznę w tęj gęstwie i nic nie powiem tylko będę… szuuuurał podwiniętą podeszwą. Tylko tę konkluzję wypowiedzianą przez Jojo mając w głowie i spoglądając to na tę i na tę – pół na pół. Jasne, Tuwim miał niespotykane poczucie humoru więc koturny wielkiego artysty nijak mu nie pasowały, mogłyby raczej jeszcze bardziej pobudzić jego wesołość. Nabieranie się na inteligencję jako właśnie coś co różni inteligentów od tych co ulegli zmasowanemu gustowi jest jest tylko naturalną potrzebą każdego człowieka. Ale też wcale nie wyróżniającą jakoś szczególnie spośród innych również dążących. Cóż za różnica sięgać gwiazd tych co blisko czy tych co daleko? Fajniej jest sięgać tych, które łatwiej dosięgnąć – oczywiste. Pociesz się Jojo. Jest gdzieś jakaś granica, której ci Żydkowie nie przeskoczą. Ona jest w Tobie, ta granica – Ty wiesz to doskonale. Właściwie to sam jesteś granicą. Pewnie golisz czajnik na łyso i ubierasz się w czarne moro, jak ja. Ja robię to dlatego żebyś myślał, że jestem taki jak Ty, naiwnie sądząc pewnie, że ten mimetyczny sposób zachowania chroni mnie przed czymkolwiek. Boję się swojej inteligencji.
    Boję się zmasowanego gustu. Nie przyznaję się do tego, że mam swój, bo nie jestem głupi – przecież z mety dostałbym w ryja. Była by to manifestacja inności – gdyby ktoś się jej we mnie doszukał. Wiem Jojo, że masz rację i szanuję Twój wybór. Wybór cytatu też doskonały – bo właśnie o tym o czym mówię – Tuwim w końcu był Żydkiem inteligencikiem. Bywają i bywały takie sytuacje kiedy osiemdziesiąt milionów ludzi przebiera się w takie same łachy idzie na ulicę i krzyczy HEIL! Mam wrażenie, że wszystko już przeżyłem. Niech ta Matka Boska nad Tobą czuwa i chroni Twoich granic. Bo to już nie jest rzeczą gustu ani też jego braku.
    PS. Tak się ukrywam, że sam już nie rozumiem co gadam. Wybaczcie.

  34. telemach Says:

    „Określenie “inteligencja” ma rodowód niemiecki, do nas przyszło odbite rykoszetem z rosyjskiego chyba. ”

    Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Inteligencja (Интеллигенция) jest najczystszej wody rosyjskim, dziewiętnastowiecznym wynalazkiem. Amorficzny twór, worek do którego obok poetów włożono nauczycieli obdarzonych dobrodziejstwem prawdziwej matury, obok ktytyka literackiego – czytelniczki recenzji w pismach kobiecych, słowem wszystkich gramotnych z ambicjami.
    Termin po raz pierwszy w udokumentowany sposób użyty przez Wasyla Zukowskiego w 1836 roku, popularyzacje zawdzieczamy jednak Boborykinowi (według jednych) gdzies w latach 60-tych XIX wieku na marginesie toczonej wówczas w prasie debaty o obowiązkach klasy oświeconej w zakresie noszenia kaganka oświaty albo Berdjajewowi (według innych).
    My Polacy naturalnie wiemy lepiej i uznajemy za twórcę pojęcia Karola Libelta. Nie zdołałem się jednak doszukać gdzie to miało miejsce. Tak w kazdym razie pisał Kautsky i mimo iż to socjalista nie trzeba od razu wątpić .

    Prawdziwą karierę zawdzięcza pojęcie jednak władzy sowieckiej z jej obsesją społecznej klasyfikacji. Pismiennictwo krajów zachodnich żadnej „inteligencji” jako grupy sposłecznej nie zna. I znac nie chce. Tam używa się pojęcia „intelektualista” – ma ono pozytywny ładunek w przeciwieństwie do pejoratywnie obciążonego „inteligenta” nazywanego tak ze względu na przydział do grupy a nie indywidualne walory intelektualne.

    Acha, a związku tematu z egzekucją Sw. Jana nie pojąłem. Pomóż proszę.

    Ukłony i pozdrowienia
    T.

  35. telemach Says:

    Przepraszam za zaśmiecanie – dopiero teraz zauważyłem, że przede mną już inni, itp…

    Ale ostatnie pytanie pozostaje naturalnie aktualne.

  36. defendo Says:

    Telemachu – zastanawiałam się po prostu, kto po tym tekście zażąda mojej głowy, i stawiałam na jakąś kobietę. Rzecz w tym, że linczujących się zapomina, pamięta się o zlinczowanych. Salome jest wyjątkiem – i wciąż trafiają się współcześni naśladowcy, którzy chcą przejść do annałów nie dzięki własnym dokonaniom, a boczną furtką: usiłując dokopać tym, którzy stawiają jakieś tezy. Jasne, że można polemizować, ale polemika nie polega na szydzeniu.
    Przepraszam za znaczne opóźnienie w udzieleniu odpowiedzi, ale stać mnie było ostatnio tylko na jakieś igraszki słowne. Ogłupienie przedwiosenne plus bardzo ciężka(gatunkowo) lektura w realu zrobiły składkę na moją inercję blogową. Na szczęście – lub na nieszczęście – mija mi ten stan …

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: