Homo somaticus

100_3314woda1Łatwiej funkcjonować w chaotycznym świecie, kiedy można coś „w myślach” porządkować. Najczęściej chyba stosuje się myślenie dychotomiczne, do którego nas od dawna przyzwyczajano, posługujemy się opozycjami: „byt-niebyt”, „jasność-ciemność”, „dobro-zło”, „natura-kultura”, „dusza-ciało” itd., przy czym w każdej parze jedna z stron ma konotację pozytywną, a druga – negatywną. Takie myślenie powoduje jednak konieczność przeciwstawiania tych pojęć, a przecież są nierozerwalnie związane. Borykała się z tym problemem już myśl mityczna, która próbowała te pary połączyć w jedność teleologiczną.

100_3316woda2

Dopiero niedawno zaczęto pytać o to,czy konieczne jest takie właśnie, nazwijmy je na użytek tego tekstu „klasycznym”, myślenie. Widzę w tym inspirację strukturalistów z Levy-Straussem na czele(chodzi mi zwłaszcza o „Myśl nieoswojoną”), ale dopiero Foucault głosząc „śmierć człowieka”(prawda,że niemal słyszymy słynne „Bóg umarł!” Nietzschego, nie można Foucaultowi przypisać nadmiernej skromności – i tu mam ochotę przymrużyć oko, bo znów ktoś mnie „wyczyta” zamiast „przeczytać”) zobaczył właśnie w ciele wybawienie od wszechwładzy dyskursu.Zdaniem Focaulta ciało podlega nieustannej presji wiedzy/władzy: odpowiednio karmione, podlegające nakazom higieny, karane i nagradzane, poddawane ceremoniałom i obrzędom itd. staje się użyteczne dla społeczeństwa i państwa, szczególnie w zakresie „pomnażania bogactwa”(ekonomia) i „odtwarzania ładu”(polityka). W ten sposób ciało zostaje włączone w wielorakie dyskursy, które implantują w nie wiedzę/władzę. Foucault mówi o tym, że wiedza/władza wypisuje na ciele „pismo blizn” – ładna metafora(przepraszam za tę mało merytoryczną uwagę, ale to wynik mojej wrażliwości na urodę języka).  „Dusza” rodzi się właśnie w tych bliznach, jakby z nich powstaje, wzmacniając władzę i wiedzę, więc w pewien sposób nad ciałem zapanowując. Teoria Foucaulta uprawnia do określenia społeczeństwa postindustrialnego mianem „społeczeństwa somatycznego”. Chyba uprawnia.

100_3312woda-3

Ciało stało się towarem. Medycyna, opisując je, korzysta z metafor zaczerpniętych z języka techniki i technologii, sugerując, że nie tylko funkcjonują w nas różne mechanizmy, że sami jesteśmy mechanizmami, czymś w rodzaju spójnego zbioru różnych części, z których wiele da się po prostu wymienić(nawet dłoń czy serce), a samo ciało można wymodelować, ozdobić tatuażem, przekłuwać i nakłuwać, likwidować blizny, wydłużać kości. Nie mamy już „organów szlachetnych”, w których jeszcze niedawno upatrywano siedliska duszy, serce traci swą symboliczną moc. Wiele podzespołów ciała funkcjonuje autonomicznie: mechanizm ruchu może być niesprawny, a równocześnie mechanizm oddychania działa bez zakłóceń. Ten rodzaj myślenia o człowieku przenosi się na myślenie o społeczeństwie(„Technopol” Postmana).

Dbamy o nasz towar, bo od niego wiele zależy: jesz zdrową żywność, chodzisz na siłownię, zoperowałeś sobie znamię na łopatce, poprawiłeś kształt nosa – a społeczeństwo nagradza cię swoistą premią: lepiej płatną pracą, uznaniem, podziwem, może nawet będziesz żył dłużej, więc wykorzystasz swoje ciało jako maszynę przyjemności, wchłaniając wszystko to, co oferuje ci społeczeństwo konsumpcyjne. A jednak… nie czujecie instynktownego lęku przed takim rozumowaniem?  Byliśmy przecież bodaj ostatnim reliktem natury, to my wyhodowaliśmy rasy zwierząt, dostosowane do naszych potrzeb, odmiany roślin, które pozwalają na uzyskanie wyższych plonów, potrafimy „hodować” nawet diamenty. A teraz my sami hodujemy rasę ludzką? Jakim prawem? Czy metoda sztucznej selekcji jest etycznie uprawniona?

100_3269woda4

A może moja „sobość”(celowo unikam określenia „dusza”, nie chcę rozważać możliwości jej istnienia bądź nieistnienia) jest w każdym momencie czymś jednocześnie cielesnym i myślowym, efektem działania mojej świadomości, podświadomości, nieświadomości, wychowania, genów, które odziedziczyłam, książek, które przeczytałam, kontaktu z ludźmi, który mi się przydarzył i wciąż się zdarza, intuicji i logicznego rozumowania, przebytych chorób, macierzyństwa, wątpliwości, pytań, które wciąż nieporadnie – mimo treningu – zadaję, tego wszystkiego, co mnie wciąż konstytuuje? Może nie ma żadnych dychotomii? Żadnej duszy w opozycji do ciała, rzeczy  przeciwstawionej jej znakowi? Mam nadzieję, że wciąż jestem podmiotem i przedmiotem jednocześnie, że dobro może być tożsame ze złem, że jasność doskonale sobie radzi bez ciemności, a niefizykalne granice są tylko wytworem naszego umysłu, który albo jest leniwy, albo tylko się lęka…

grafika21

Dziś zilustrowałam sama, więc nieco kulawo. O zjawisku rymotwórstwa nie chcę teraz rozmawiać, przepraszam. Chętnie jednak pod kolejną notką porozmawiam o gustach, bo uważam, że o gustach należy rozmawiać.  To jeden z ciekawszych tematów.

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 22 to “Homo somaticus”

  1. habodacious Says:

    Spójrz na ciało pod kątem darwinizmu. Rozbudowane ciało jest, brutalnie mówiąc, sposobem na rozmnożenie się dla jednostki – sposobem skomplikowanym i wymagającym dużych nakładów pracy, ale bardzo skutecznym, bo i gwarantującym sukces, i spełniającym wymogi świata otaczającego jednostkę. Natomiast aspektem, który odróżnia ludzi od zwierząt jest według mnie celowość – człowiek wyznacza sobie cele sam, odwrotnie niż zwierzę, które jedynie się przystosowuje. Dlatego też przeznaczenie ciała ludzkiego jest inne niż zwierzęcego, zwierzęce jest tylko po to żeby się dostosowywać, a ludzkie po to aby spełniać inne, sztuczne acz cywilizacyjnie racjonalne wymogi stworzone przez człowieka. Człowiek wyznacza sobie cele i sam dąży do tego, że móc je zrealizować, odwrotnie niż zwierzę, i na tym polega cywilizacja. W tym kontekście zmienianie własnego ciała jest jedynie konsekwencją celowości ludzi.

    Btw. Zrozumiałem jakieś 65% tekstu. Jestem z siebie dumny.

  2. habodacious Says:

    A.

    Bądź łaskawa w krytyce moich głupot (jeśli jakieś napisałem). Jestem trzy razy młodszy od ciebie. ;)

  3. defendo Says:

    Trzy razy???? Ochżeż Ty… nie łudź, się, nie trzy, może dwa, a i to wątpię. Doliczyłeś mi do rachunku VAT, CIT i PIN, eeech!
    Pytam dziś – kim jestem? Czy połączeniem ciała i „ducha”, czy „sobością”?
    Nie pytam o cele, bo na razie nie uporałam się jeszcze z pytaniami łatwiejszymi, o źródła i przyczyny.
    Co do darwinizmu.. nie lubię kiedy się go bezkrytycznie przenosi na nauki społeczne. Determinizm biologiczny został chyba zdyskredytowany, chociaż pewne jego elementy można przyjąć. Samej idei – nie akceptuję.
    Naprawdę piszę aż tak hermetycznie? ;)

  4. habodacious Says:

    2,5.
    Nie odpowiem. Obecnie (dla mnie) jesteś sobością. Bo nie mogę cię zobaczyć. Nie wiem czy to co kiedyś widziałem na drugim blogu to na pewno ty, możesz równie dobrze być 10 letnią dziewczynką. A kim jesteś dla siebie… sama się spytaj :P
    Pytanie o cel (w naszym życiu) jest bardzo łatwe, bo odnosi się do nas samych, a wiadomo, że psychologia, mimo iż próbuje wykraczać poza naukę i staje się teoretyczną mitologią, jest najłatwiejszą z dziedzin nauki.
    I ja też nie lubię. Piszę bardziej o początkach ludzkości, kiedy prawa darwinizmu (w moich oczach nie zdyskredytowanego, bo jest najbardziej wiarygodną z możliwych teorii i ciekawym modelem do tłumaczenia wielu rzeczy, wystarczy tylko zamienić wartości) dobrze odwzorowywały powstawanie ludzkości. Abstrahując od samego darwinizmu, trudno jest zaprzeczyć twierdzeniu, że człowieka od zwierzęcia odróżnia mnogość celów człowieka, u którego występują „cele kreatywne”, czyli takie, które wymagają stworzenia czegoś tylko po to, aby dawało określone korzyści nie będące koniecznym warunkiem przetrwania. W modelu Darwina zwierzę realizuje tylko jeden cel kreatywny (przetrwanie genu), a pozostałe działania to tylko efekt przystosowywania się do warunków drogi do tego celu. A jeśli odrzucić model Darwina, jest jeszcze weselej. Działania zwierząt nie mają żadnej określonej długoterminowej celowości, którą posiadają jedynie zamierzenia ludzkie.

    I właściwie nie, to ja nie spałem ostatnią noc i zmęczony jestem.

  5. habodacious Says:

    Pewnie zostanę zlinczowany, ale wolę dociekać, dlaczego świat jest taki jak jest, niż dlaczego jest ;)

  6. dru' Says:

    Za trudne na drugą w nocy. Ale habodacious mądrze mówi. Działanie celowe i cenienie wartości sprzecznych z ewolucją to to co odróżnia nas od zwierząt.

    A co do podziału dusza-ciało to ciekaw jestem co dla poszczególnych ludzi kryje się pod tymi pojęciami.

    Idę spać, żeby nie być zmęczony… ;)

  7. YOYO Says:

    Relacja psychiki z ciałem?Dualizm Kartezjański,czy paralelizm Leibniza?Ufff ,za skomplikowane dywagacje,jak na mój mały móżdżek.Thomas Huxley twierdził,że świadomość jest produktem pewnych procesów fizyczno-chemicznych w układzie nerwowym.Myślę,że miał rację.Kurdę i przez jakąś fermentację myślę,że myślę?Nic tylko się upić.
    Habodacious-wielki szacun.Ja skumałem tylko z 25%(wliczając grafiki).
    Idę się biczować ,kara za niewiedzę.Auć,auć,auć….

  8. Pjerry Says:

    >jesz zdrową żywność, chodzisz na siłownię, zoperowałeś sobie >znamię na łopatce, poprawiłeś kształt nosa

    Czy nie popełniłaś nadużycia wrzucając wszystko do jednego worka?
    Jeść zdrowo to nic innego jak racjonalne postępowanie w tej dziedzinie, w której u zwierząt rządzi instynkt a który my jednak zatraciliśmy. To bardziej obrona niż działanie.

  9. defendo Says:

    Życie podporządkowane celowi? I to takiemu, który je w jakiś sposób przekracza? To grozi utratą wolności. Nie tylko grozi – to zapewnia jej utratę. Zresztą – jeśli celem jest realizacja jakiejś idei, powiedzmy – faszystowskiej? To – formalnie rzecz biorąc – wszystko jest w porządku. Zresztą – ostatecznym celem każdego życia jest śmierć. Jeśli wszystko ma być celowe, to zrezygnujmy z seksu w celach nieprokreacyjnych, przecież to jedno z tych działań, których jedynym celem jest osiągniecie chwilowej przyjemności, a potem „smutek post coitum”(nie wiem, czy nie powinnam tego podkreślić wężykiem…).
    Pytanie o cel jest najtrudniejsze. Czy zdobycie wykształcenia, awans zawodowy i społeczny jest celem egzystencji? Zapytam: po co? I będę to pytanie ponawiać po każdej odpowiedzi. Pytanie o cel to właśnie to pytanie, nie „dlaczego”.

  10. defendo Says:

    PJerry – to tylko część działań, którym poddawane jest ciało. Nie sądzę, żeby działał instynkt – przeciwnie, decydując się na rozmaite diety nie kierujesz się przecież instynktem. Obrona? Przed czym? Przed śmiercią? Nie można jej uniknąć, nie wymyślono takiej diety-cud(byłby to prawdziwy cud).

    Chciałam raczej porozmawiać o tym, kim jesteśmy, sugeruję próbę odejścia – choćby na chwilę) od „dychotomicznego myślenia”. Namawiam do refleksji, traktowanej – zgodnie z sugestią Marii – jako „zgięcie ku sobie”.
    Nie wiem, czy dusza istnieje. Jeśli ktoś jest zwolennikiem tego poglądu – akceptuję, ale proszę, żeby przynajmniej próbować nie postrzegać jej w opozycji do ciała.

  11. Sadoq Says:

    Duszy nie przeciwstawiajmy ciału, zła dobru, ciemności dniowi…
    Słuszne to i prawdziwe, gdyż to, co postrzegamy jako dobro uwidacznia sie wyłacznie jako takie w opozycji do swego zaprzeczenia… są to jakby dwa komplementarne oblicza tej samej rzeczywostości.

    Jako pierwszy z brzegu nasuwa mi się przykład teorii opisujących czym jest światło? Przeciwstawne kiedyś i konkurencyjne wobec siebie kocepecje (korpuskularna i falowa) okazały się w równym stopniu prawdziwe.

    Zatem wszystko może okazać się kiedyś prawdziwe, choć dziś jeszcze toczymy spory o słuszność tylko jednej kocepcji nie wiedząc do końca w jakim wymiarze jakieś zjawisko jest usadowione. Im jestem starszy tym z pewnym dystansem tarktuje wszelkie twierdzenia o charakterze absolutnym.

  12. mniemanolog Says:

    Życie jako takie , uwarunkowane jest brakiem (utratą) wolności. Tracimy ją zanim zdążymy poznać jej smak. Tracimy ją poprzez wychowanie, konwenanse,zwyczaje narzucane przez środowisko. Nie znam prawdziwie wolnego człowieka. Nawet uczucia głodu, bólu odbierają nam wolność, nie wspominając o miłości. Pytanie „dlaczego” i „po co” dla mnie są równoważne. Nie widzę sensu istnienia jednego bez drugiego. Z tym, ze pierwsze jest motorem działania, a drugie wyznacza cel.

  13. telemach Says:

    Mam problemy z tym tekstem. Nie rozumiem do końca ani przyjętych założeń ani kierunku wywodu ani wniosków. Pewnie przedwczesne zmęczenie wiosenne…

    Z dychotomicznym myśleniem pięknie rozprawili posmodernisci rozmaitych wyznań, ostatnio neokonstruktywiści, szczególnie Ci bardziej radykalni. Od von Glasenfelda porzez Piageta, Foerstera, Maturanę i Varele – przez dwa dziesięciolecia niesiono myślenie dychotomiczne do grobu. Zaniesiono ostatecznie w latach 80tych zeszłego stulecia. Tzn. pogrzeb odbył się w zasadzie ćwierć wieku temu, pogrzeb inscenizowany przez epistemologów na użytek uczonych kolegów reprezentujących dziedziny rozmaite – od teorii komunikacji po neuropsychologię a nawet psychologię marketingu.
    Zdrowemu rozsądkowi człowieka z ulicy to raczej nie zaszkodziło ani nie pomogło. Obywatel dalej żyje w dychotomicznym świecie gdzie prawda i fałsz, dobro i zło, lewe i prawe uzupełniają się we wzorek symetryczny i korespondujący z binarnymi modelami technokratów.

    Ale Defebdo, żeby pisać „Dopiero niedawno zaczęto pytać o to,czy konieczne jest takie właśnie, nazwijmy je na użytek tego tekstu “klasycznym”, myślenie” to trzeba by jednak – jak sądzę – sprecyzować do kogo się zwracasz i zdefiniować co rozumiemy poprzez „ostatnio”.
    Inaczej wyjdzie niestety tak jak wyszło. Tzn. zasadniczo słusznie. I w jakiś sposób interesująco.

    Brakuje mi w tym tekście jasno wyznaczonych granic, rozpływa on mi się we wszystkie strony. Ale – jak już wspomniałem – może wynikać to ze zmęczenia wiosennego.

    Ostatnio pojawił się bardzo kontrowersyjny kierunek w malarstwie zwany kubizmem.

  14. defendo Says:

    Też mam problem z tym tekstem. Usiłowałam streścić spory fragment przygotowywanej publikacji, a czuję, że go tylko wykastrowałam.
    Myślę, że filozofia to najpiękniejsza z dziedzin – nie ma właściwie takiego systemu, który straciłby rację bytu, jest jak kręgi na wodzie, wciąż trzeba się zmagać z Berkleyem, Gadamerem, Wittgensteinem, Platonem.
    Myślę, że naczelne hasło, dotyczące myśli ludzkiej brzmi: „nie można wykreślić, nie sposób pominąć”.
    Jestem nieco zmęczona czekaniem na wiosnę, może odżyję? A może właśnie wiosną odejdę?
    Sadoqu – nie wiem, może masz rację – wątpiąc, to postawa bardzo mi bliska.
    Telemachu – chylę czoła prze prawdziwą mądrością. Jesteś jedną z najjaśniejszych gwiazd na moim firmamencie. Żeby spojrzeć, muszę popatrzyć w górę.
    Mniemanologu – znasz ten rytm, na szczęście;) można opowiadać o wolności, ale można ja poczuć, to rzadkie – i powinno być chronione.

  15. cogitomen Says:

    Moja droga Def (jeśli pozwolisz). Właściwie Twój tekst ‚Homo Somaticus’ można sprowadzić do próby odpowiedzi na jedno pytanie, które zadajesz obok innych. Jeżeli dobrze odczytuję cała „sprawa” sprowadza się do Psyhe + Soma = Człowiek. I o pierwszym jak i drugim można myśleć w różnych kategoriach. Można posiłkować się tym co już w temacie zostało powiedziane jak i myślą zupełnie nową. (Pokusić się o stawianie tez i ich udowadnianie). Jednak nie zapominajmy, wynik równania jakie przytoczyłem wyżej jest jednoznaczny. Mówimy tu o człowieku, który z tych podstawowych dwu czynników jest skonstruowany. Mnie Twój tekst doprowadził właśnie do tego miejsca. Dziękuję za przyjemność myślenia podczas lektury i może mała prośba na koniec. Wielokrotnie mówiłem o przykrótkich tekstach w Twoim wykonaniu i to chyba najważniejszy zarzut jaki Ci czynię.(I proszę nie tłumacz się skondensowaniem, sam się łapię w tą pułapkę).
    Pozdrawiam ciepło ;) c.

  16. defendo Says:

    Cogitomenie, wg mnie człowiek to nie psyche plus soma, nie suma przeciwieństw. Soma w pewien sposób j e s t psyche, a psyche somą. Nie rozdzielam tego. Notkę faktycznie strasznie skondensowałam, i znów są pewne nieporozumienia. Zapraszałam do myślenia w kategoriach filozoficznych, nie socjologicznych czy psychologicznych.
    Nie wiem,czy można oddzielać tego, co cielesne od tego, co duchowe. Czy wolno ograniczać dyskurs do tego, co jest wytworem czystego rozumu, lekceważąc np.intuicję. Jesteśmy wielowymiarowi, zawsze, nawet pod prysznicem, nawet kiedy czytamy Hegla. Ciało jest niezbędnym warunkiem istnienia „duszy”, ale człowiek w stanie wegetatywnym nie może poznawać, jego mózg nie pracuje na poziomie logicznym(przynajmniej na to wskazują zapisy eeg). Brak możliwości „prowadzenia życia duchowego”(strasznie to upraszczam,sorry) powoduje, że nie mogę być człowiekiem. Bez ciała – nie ma mnie. Ciała poddanego na przykład dyskursowi seksualnemu – wśród wielu innych – dyskursowi zależnemu od kręgu kulturowego, w którym żyję. Nawet niby tak oczywista rzecz jak zapachy czy smaki – od tego kręgu zależą. Nie ma czegoś takiego, jak „instynktowny wstręt do zapachu”, bo to, co Europejczykowi śmierdzi, Azjacie – pachnie, i vice versa. Wąskie, skośne oczy są piękne dla Chińczyka, niekoniecznie piękne dla przeciętnego Niemca czy Szweda. „Kopytkowate”, zdeformowane stopy Chinek działały podniecająco na ich mężczyzn, w białych podróżnikach budziły odrazę. Nie wiem, czy nawet najpiękniejsza aktorka ozdobiona na modłę pewnych plemion mnóstwem układających się w ornamenty wypukłych blizn(powstają dzięki wielokrotnemu nacinaniu tych samych miejsc, blizna wygląda jak fasolka umieszczona pod skórą), budziłaby w Tobie pożądanie, a na ich partnerów dotykanie takiej „groszkowanej” kobiety działa podniecająco, gładka skóra jest uważana za pozbawioną „mocy erotycznej” itd. itp.

  17. Conchita Says:

    W moim odbiorze Twój tekst jest pytaniem o wartość człowieka jako całości duszy i ciała. Wyczuwam też rozczarowanie sprowadzaniem tej wartości do wartości rynkowej i naszą zgodą na ten fakt poprzez dostosowanie swojego życia, ciała do popytu rynkowego. Czy kolejna nagroda konsumpcyjna warta jest tego? Nie wnikając w koncepcję duszy, której próbowałaś uniknąć, moim zdaniem w miarę konsumpcji pojawia się pustka – zjawiska zewnętrzne nie są w stanie jej wypełnić. I tu jak Deus ex machina – zaczyna budzić się dusza (ale o tym miało nie być…).

  18. defendo Says:

    w zakres dyskursu może wejść ciało, a to nowa jakość. I znacznie poszerza możliwości, chociaż nie wiem, czy to dobrze. Faktycznie – nie chciałam rozmawiać o duszy, nie wiem, czy istnieje. I drażnią mnie argumenty w postaci opowieści tych, co przeżyli śmierć kliniczną, tunele, światełka i inne blaski. Nawet jeśli są wspólne i spójne – to nie znaczy jeszcze, że cokolwiek istnieje, może tak po prostu umiera świadomość?

  19. telemach Says:

    Wątpisz czy dusza istnieje? Jakże zatem interpretować słowa rosyjskiego poety, który stwierdził że „A tacy Niemcy proszę Pani – to są pozbawieni duszy”
    ;-)

  20. TadekKuranda Says:

    Ech Platton…. Panie to był Platton…

  21. TadekKuranda Says:

    Żadna tam dychotomia tylko defendyzm. Pięknie to pokazał Jack Nickolson w filmie „lepiej być nie może”. Aktor porusza się po świecie jak figura szachowa – nie może nadepnąć na coś co jest mniejsze od jego buta lub niecałe. Jest przy tym prawdziwy i w tej swojej naiwności i tragicznych obsesjach daje się lubić a nawet pokochać.
    Idąc tym tropem… Ze swojej strony mogę tylko pobłogosławić co tam czynicie.
    Nie kradnij, nie cudzołóż, nie pożądaj… itd. No a nie żałuj? Co z tym?
    W tej dychotomii jednak nie ma żadnej subtelności, nic ludzkiego…
    Więc działajcie niedychotomicznie, kiedy taka potrzeba.

  22. randka przez internet Says:

    randka przez internet…

    Witam. Fajnego arta szczeliłeś. Bardzo miło się czytało. Oby więcej takich tekstów trafiałą ona tego bloga….

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: