Archive for Luty 2009

Nie-umarła klasa

Luty 27, 2009

francja2008-jan-chrzciciel1

De gustibus est disputandum, bo dlaczego nie? Właśnie o gustach można i trzeba rozmawiać. Nie walcząc i kłócąc się, po prostu pogadać. Podoba Ci się Feel? Dobrze, opowiedz mi o tym. Mnie się nie podoba – i też powiem Ci, dlaczego.
Tak naprawdę to chcę porozmawiać o inteligencji, bo „ta Nasza Klasa” wcale nie umarła. Spory definicyjne są jałowe, bo granice pojęcia są nieostre. Powiedzmy – na użytek tego tekstu – że to grupa indywidualistów(sic!), porządnie wykształconych(niekoniecznie w instytucjach), którzy przeczytali pewien kanon lektur i go sobie zinterpretowali, których łączą wspólne potrzeby, np. bywania w filharmonii, oglądania dobrych spektakli teatralnych, szukania odpowiedzi na pewne egzystencjalne pytania i formułowania pytań do znanych powszechnie odpowiedzi, posiadających   j a k i e ś   poglądy polityczne od lewa do prawa(ale potrafią powiedzieć, dlaczego prawica czy lewica), którzy czasem czytają wiersze, a często czytają cokolwiek, ludzi wierzących i ateistów, którzy jednak nie usiłują tego argumentować racjonalnie, bo wiedzą,że to nie nadaje się do tego typu argumentacji, którzy nie ukrywają, że myśli filozofów i pisarzy nie są im obce i wywarły na nich wpływ. A wreszcie – inteligencja to klasa – dosłownie i mniej dosłownie – która potrafi myśleć w kategoriach życia zbiorowego. I właśnie dlatego opiera się wszechwładzy wolnego rynku.  Odesłano nas do lamusa, podobno w nowej rzeczywistości ekonomicznej staliśmy się zbędni. Po cholerę ktoś miałby mówić, co dobre, a co złe w kulturze? Skoro masa pragnie seriali bollywoodzkich, Dody i kretyństw emitowanych przez tv – to masa ma rację, bo jest masą, ma przewagę liczebną i finansową, nawet jeśli to tylko suma drobniaków. Otóż – nie ma racji! Masy się boję, ludu nie cenię, poczucia misji nie mam. Najdalsza jestem od oświecania, wolę wyświęcanie i prześwięcanie. Nie lekceważę tych, którzy mają inny gust niż ja, ale mi z nimi nie po drodze – i nie zamierzam się zmuszać. Po tysiąckroć wolę grafiki Tadeusza od „cudownych” efemeryd z motylimi skrzydełkami i odpustowych obrazków w internecie, z „prześlicznymi kobietkami płócien nastrojowych”. Wojtkiewicz to dla mnie wielki malarz, a Dali pobrzękuje kiczem. Max Ernst – nie. Amen.
Mam w odwłoku pojękiwania tych, którzy mi zarzucają, że używam wyszukanych słów – wolno mi, bo je znam. Dlaczego miałabym sie ograniczać? Jakim prawem ktokolwiek żąda, żebym to ja sie dostosowała do niego, a nie on do mnie?
Inteligencję wypchnięto do lamusa – o wiele za wcześnie. Wolny rynek wpuścił na salony  Leppera z kurwikami, Kurskiego, spindoktorów, Mandarynę i piosenkę biesiadną podszytą discopolo. Wolę tych, którym mole żrą w szafach fraki po pradziadkach, bo na nich nawet łachman doskonale leży. I to ja – do diabła! – a nie nuworysz – zdecyduję o tym, że jego dres z kreszu nie pasuje do premiery w operze, a złoty łańcuch niech sobie nosi na rodzimych sobolach tylko na koncercie Wiśniewskiego.
Masa ma rację? To własnie masy zrobiły rewolucję, to masa mordowała lekarzy, prawników, artystów, zniewalała i uwalała, masa pielgrzymowała do mauzoleum Lenina. Ani nauka, ani kultura nie powinny być towarem, to nie pietruszka, której cena zależy od urodzaju i koniunktury. Nauce i kulturze nie powinno się pozwolić pójść w las; lasy wycięto – więc w miasto – i sprzedawać się pod latarniami na zasadzie „kto da więcej”, bo na tych latarniach niedługo zawiśnie dobry smak.I kilka innych wartości, a ja nie zgadzam się na to, bo mi nie dynda, nie zwisa i nie powiewa. Bo nie życzę sobie żyć na chamskim, brutalnym targowisku, obmacywana i oceniana. Bo to mój świat i mój kraj.

A zdjęcie zrobiłam w pewnym maleńkim kosciółku nad Lago Maggiore. Janowi ścięto głowę – też za wcześnie, bo dzięki temu przetrwał. Dokładniej – przetrwał dzieki Salome(i – cholera! – to zamierzona ironia, bo znów mnie jakis bubek bez cienia poczucia humoru, za to mocno przyczepny, odczyta po swojemu, znaczy – zinterpretuje bez polotu, bez stosownej wiedzy, elementarzystów nie brak na tym świecie).

Homo somaticus

Luty 19, 2009

100_3314woda1Łatwiej funkcjonować w chaotycznym świecie, kiedy można coś „w myślach” porządkować. Najczęściej chyba stosuje się myślenie dychotomiczne, do którego nas od dawna przyzwyczajano, posługujemy się opozycjami: „byt-niebyt”, „jasność-ciemność”, „dobro-zło”, „natura-kultura”, „dusza-ciało” itd., przy czym w każdej parze jedna z stron ma konotację pozytywną, a druga – negatywną. Takie myślenie powoduje jednak konieczność przeciwstawiania tych pojęć, a przecież są nierozerwalnie związane. Borykała się z tym problemem już myśl mityczna, która próbowała te pary połączyć w jedność teleologiczną.

100_3316woda2

Dopiero niedawno zaczęto pytać o to,czy konieczne jest takie właśnie, nazwijmy je na użytek tego tekstu „klasycznym”, myślenie. Widzę w tym inspirację strukturalistów z Levy-Straussem na czele(chodzi mi zwłaszcza o „Myśl nieoswojoną”), ale dopiero Foucault głosząc „śmierć człowieka”(prawda,że niemal słyszymy słynne „Bóg umarł!” Nietzschego, nie można Foucaultowi przypisać nadmiernej skromności – i tu mam ochotę przymrużyć oko, bo znów ktoś mnie „wyczyta” zamiast „przeczytać”) zobaczył właśnie w ciele wybawienie od wszechwładzy dyskursu.Zdaniem Focaulta ciało podlega nieustannej presji wiedzy/władzy: odpowiednio karmione, podlegające nakazom higieny, karane i nagradzane, poddawane ceremoniałom i obrzędom itd. staje się użyteczne dla społeczeństwa i państwa, szczególnie w zakresie „pomnażania bogactwa”(ekonomia) i „odtwarzania ładu”(polityka). W ten sposób ciało zostaje włączone w wielorakie dyskursy, które implantują w nie wiedzę/władzę. Foucault mówi o tym, że wiedza/władza wypisuje na ciele „pismo blizn” – ładna metafora(przepraszam za tę mało merytoryczną uwagę, ale to wynik mojej wrażliwości na urodę języka).  „Dusza” rodzi się właśnie w tych bliznach, jakby z nich powstaje, wzmacniając władzę i wiedzę, więc w pewien sposób nad ciałem zapanowując. Teoria Foucaulta uprawnia do określenia społeczeństwa postindustrialnego mianem „społeczeństwa somatycznego”. Chyba uprawnia.

100_3312woda-3

Ciało stało się towarem. Medycyna, opisując je, korzysta z metafor zaczerpniętych z języka techniki i technologii, sugerując, że nie tylko funkcjonują w nas różne mechanizmy, że sami jesteśmy mechanizmami, czymś w rodzaju spójnego zbioru różnych części, z których wiele da się po prostu wymienić(nawet dłoń czy serce), a samo ciało można wymodelować, ozdobić tatuażem, przekłuwać i nakłuwać, likwidować blizny, wydłużać kości. Nie mamy już „organów szlachetnych”, w których jeszcze niedawno upatrywano siedliska duszy, serce traci swą symboliczną moc. Wiele podzespołów ciała funkcjonuje autonomicznie: mechanizm ruchu może być niesprawny, a równocześnie mechanizm oddychania działa bez zakłóceń. Ten rodzaj myślenia o człowieku przenosi się na myślenie o społeczeństwie(„Technopol” Postmana).

Dbamy o nasz towar, bo od niego wiele zależy: jesz zdrową żywność, chodzisz na siłownię, zoperowałeś sobie znamię na łopatce, poprawiłeś kształt nosa – a społeczeństwo nagradza cię swoistą premią: lepiej płatną pracą, uznaniem, podziwem, może nawet będziesz żył dłużej, więc wykorzystasz swoje ciało jako maszynę przyjemności, wchłaniając wszystko to, co oferuje ci społeczeństwo konsumpcyjne. A jednak… nie czujecie instynktownego lęku przed takim rozumowaniem?  Byliśmy przecież bodaj ostatnim reliktem natury, to my wyhodowaliśmy rasy zwierząt, dostosowane do naszych potrzeb, odmiany roślin, które pozwalają na uzyskanie wyższych plonów, potrafimy „hodować” nawet diamenty. A teraz my sami hodujemy rasę ludzką? Jakim prawem? Czy metoda sztucznej selekcji jest etycznie uprawniona?

100_3269woda4

A może moja „sobość”(celowo unikam określenia „dusza”, nie chcę rozważać możliwości jej istnienia bądź nieistnienia) jest w każdym momencie czymś jednocześnie cielesnym i myślowym, efektem działania mojej świadomości, podświadomości, nieświadomości, wychowania, genów, które odziedziczyłam, książek, które przeczytałam, kontaktu z ludźmi, który mi się przydarzył i wciąż się zdarza, intuicji i logicznego rozumowania, przebytych chorób, macierzyństwa, wątpliwości, pytań, które wciąż nieporadnie – mimo treningu – zadaję, tego wszystkiego, co mnie wciąż konstytuuje? Może nie ma żadnych dychotomii? Żadnej duszy w opozycji do ciała, rzeczy  przeciwstawionej jej znakowi? Mam nadzieję, że wciąż jestem podmiotem i przedmiotem jednocześnie, że dobro może być tożsame ze złem, że jasność doskonale sobie radzi bez ciemności, a niefizykalne granice są tylko wytworem naszego umysłu, który albo jest leniwy, albo tylko się lęka…

grafika21

Dziś zilustrowałam sama, więc nieco kulawo. O zjawisku rymotwórstwa nie chcę teraz rozmawiać, przepraszam. Chętnie jednak pod kolejną notką porozmawiam o gustach, bo uważam, że o gustach należy rozmawiać.  To jeden z ciekawszych tematów.

Gruba przesada

Luty 11, 2009

barox4

Założenia:
1. Shuty nie jest idiotą.
2. Shuty zrobił „Produkt polski”.
3. Shuty dostał od „Polityki” paszport m.in.”za odwagę w portretowaniu polskiej rzeczywistości”.
4. Shuty lubi kpić i prowokować. Uważa się za „papieża antykonsumpcjonizmu”
5. Shuty biczował się parówkami w ramach Cyrku z Huty. Pozostałe po samobiczowaniu parówki – zjadł.
„Ha!artuje” kulturę.
6.Shuty nominował do nagrody w konkursie „Blog Roku 2008” m.in. blog z rymowankami, który z literaturą nie ma nic wspólnego. I ten blog wygrał.

Teza:
Shuty, porażony żałosnym poziomem blogów „literackich” postanowił wybrać ten, który jest najbardziej reprezentatywny – i tym samym ośmieszyć całe blogopisanie TFUrcze.Przy okazji wykpił całą formułę głosowania idiomesami.
barox5

Argumenty(cytuję oryginał, niczego nie poprawiam, również ortografii):
1.Autorka, która używa nicku „Molekułka”(blog nosi nazwę „Poezja prowincjonalna”) ma  do przekazania wiele prawd życiowych, jako że posiada doświadczenie(wiersze dedykuje dzieciom i wnukowi). Kilka przykładów:
„Miłość to taka dziedzina
Która nie wiadomo jak i kiedy się zaczyna
Tyle teorii jest na temat miłości
Ale nikt niema na nią wyłączności
Chociaż każda miłość jest jedna, jedyna
Bo inaczej się kończy i inaczej zaczyna
Nie ma dwóch takich samych miłości
Wszystkie różnią się między sobą stopniem namiętności.”
i jeszcze:
„Nie bój  się błędu kochanie
Bo to on mądrości nauczyć jest cię w stanie
Decyduj śmiało
Życie twoje na własnych błędach już zmądrzało
Po to ,  to wszystko  się wydarzyło
By cię mądrości nauczyło
Tylko pamiętaj o tym że,
Mądry na błędach uczy się
A głupi całe życie te same błędy powtarza
Jak zrozumiesz swój błąd kochanie
Powtórzyć go nie będziesz w stanie
Bo chyba nie po to wyjechałeś  z tond
By jeszcze raz powtórzyć swój błąd.”

2. Większość wierszy zawiera „mądrość ludową”, nieco siermiężną, co może nasuwać podejrzenie, że Shuty zaraził się w krakowskiej atmosferze „chłopomanią”. Flirt inteligencji z ludem kończył się zawsze fatalnie, a flirt ludu z inteligencją rodzi następnego Szelę. Jakuba. Podejrzenie zamienia się niemal w pewność, kiedy przyjrzymy się komentarzom odautorskim(upublicznione,więc nie popełniam grzechu):
„Tak sama piszę swoje wiersze  .Czasami myślę ,że to jakieś anioły mi je szepczą  a ja tylko zapisuję,piszę ich bardzo dużo po kilka set miesięcznie w tym miesiącu  już mam 140.średnio najmniej w miesiącu 180,240, a najwięcej napisałam w lipcu 2004 bo chyba aż 577.oczywiście nie wszystkie są fajne ale jest z czego wybierać.Mam  ich  już coś z 18tys. ale jak tylko 10% jest dobrych to już bardzo dobrze .Na blogu mam dopiero dwieście parę ,bo dopiero uczę sie obsługi komputera  .we wrześniu dopiero założyłam internet.”
Płodność to ważna cecha, taki Boccaccio napisał aż sto nowel, Dostojewski – tysiące stron, a i Dante nie poprzestał na Piekle. Byli też tacy, którzy przez cały dzień pracowali, a wynikiem trudu było postawienie w wierszu jednego przecinka, który następnego dnia skreślali.

barox7

3. Autorka nie unika tematyki erotycznej, nie jest pruderyjna(a Shuty przecież popełnił „Ruchy”):
„Skurczył ci się fiut
Przedwcześnie ciut
Boś go zbytnio eksploatował
I niepoważnie miłość traktował
A teraz ponosisz skutki
Braku rozwagi i picia wódki
Gdybyś rozważny był i wódki mniej pił
Do późnej starości korzystałbyś z atrakcji miłości
A tak wszystko trafił szlak.”

i:
„Przyjdź i przytul mnie w  moim śnie
Niech chociaż w czasie snu czuję cię przy sobie tu
Przynajmniej nocą  naładujesz mnie swoją mocą
Bym w ciągu dnia do przodu szła
Wiem że mnie wspierasz ,doradzasz,pomagasz
I wiem że mnie nie zdradzasz
Bo teraz kochanie seks liczyć się nie jest już w stanie
Seks w śnie nie satysfakcjonuje mnie
Ale czy ja naprawdę śpię?
A może ty jednak  odwiedzasz mnie?”
a nawet:
„Zamiast viagry stosuj gips
Zwód zapewni ci jak nic
Nawet po skończonym stosunku
Prącie stoi w zbrojnym rynsztunku
Gips to świetna sprawa no w łóżku świetna zabawa
Ginekologicznego gipsu gatunek
To dla starszych panów jedyny ratunek.”

barox104.No i na koniec nieco rozważań filozoficznych:
„Nie  potrzebujesz elektronicznych przekaźników
Swoją myślą możesz sięgać szczytów
Super komputer w sobie masz
I od dzieciństwa go używasz
Ale tylko od ciebie zależy jaką opcję  wybierzesz
Więc nie siej zwątpienia byś nie musiał zbierać jego nasienia
Tylko ty sam decydujesz w jaki sposób swój komputer wykorzystujesz
Czy służy ci do twórczej pracy
Czy wykorzystujesz go inaczej.”
oraz:
„Świat nie potrzebuje zbawienia
Bo ludzkość nie potrafi żyć bez cierpienia
Kto przekazał ludzkości sadomasochistyczne skłonności?
Czy Ewa jeszcze jak w raju żyła Adama z diabłem zdradziła?
Bo z kąt się wzięły destrukcyjne skłonności w dzieciach ludzkości?
To by było najprostsze wytłumaczenie
Dlaczego  człowiek tak destruktywnie traktuje siebie i całą ziemię.”

5. Shuty ucieszył się, że odkrył Nikifora. Albo Celnika Rousseau. Oni mieli talent.
barox19

Nie pisałam wcześniej o tym blogu, bo tam są tylko wiersze. Nie chciałam oceniać poezji, zwłaszcza umieszczanej w blogach. Od tego są portale literackie, konkursy jednego wiersza itd. Tylko nagrody o wiele mniej okazałe, często ograniczają się do możliwości wydrukowania wiersza w zbiorowym tomiku, czasem to pieniądze, z reguły niewielkie: od 500 do 2-3 tys.zł.
Ciekawe, czy w przyszłym roku znów będzie można startować w kategorii „blogi literackie”, a jeśli tak, to czy ktoś się na to odważy? Istnieje również możliwość, że Shuty tak bardzo przesadził, że za rok znajdą się w tej kategorii już tylko blogi o poziomie zbliżonym do tego, który wygrał tym razem. Juror nie ma cienia litości dla „Molekułki”. Będzie musiała osobiście odebrać nagrodę, może nawet przeczytać któryś z wierszy. A jej komentarze świadczą o tym, że nie ma do siebie dystansu. Głośny śmiech widowni może być dla niej ogromną traumą, której nie wynagrodzi nie tylko skuter, ale nawet porsche. Do tej pory pisała sobie cichutko, miała swoich wielbicieli(co widać w komentarzach), jeśli ktoś ją odwiedzał, to tylko po to, żeby słówko podziwu napisać(inna sprawa, że w ten sposób zachęcono ją zapewne do wzięcia udziału w konkursie, na klakierach spoczywa część winy). Shuty chciał wywołać skandal, a wyszła tylko gruba przesada, wywołująca niesmak.
Tuwim, niezrównany w roli tropiciela „monstrografii piśmienniczej”(jak ją nazywał)zadrwił z wypowiedzi pewnego profesora literatury, który tak o czyjejś poezji powiedział: „Nagle z ciemnych sfer zagadnień wylatuje rój piosenek, z których każda trzyma w dzióbku perłę myśli”, ale na to, żeby autora tejże nagrodzić choćby hulajnogą, nie wpadłby.
Cokolwiek powiem – i tak znajdzie się ktoś, kto zachowa się wobec mnie jak ten słuchacz wykładu z meteorologii, który słysząc, że „…górne warstwy powietrza uciskają warstwy dolne…” wrzasnął:
– Hańba im!

Autorami prac, zdobiących tekst są Basia Bergner-Kaczmarek i Paweł Pawlak. Ona maluje obrazy, on – tworzy ramy. Ilustracje wybrałam nieprzypadkowo: obrazy autorki wchodzą z ramami w ustawiczny dialog, pełen złośliwych ripost i prawdziwych pochwał. Formy niby do cna zużyte, retoryka strzaskana i niepełnosprawna, ale to w nich ujawniają się emocje.

Mikrokosmosy

Luty 7, 2009

dehnel-adonis

Nasze społeczeństwo stało się somatyczne. Ciało znalazło się w centrum uwagi. Jest mikrokosmosem, odpowiednikiem makrokosmosu, towarem i opakowaniem, terenem eksperymentów i tworzywem artystów.
Przywykliśmy do tego, że w sztuce europejskiej nagie ciało przedstawiane było jako piękne, oczywiście zgodnie z kanonami piękna przyjętymi w określonej epoce. Muskularny Adam Michała Anioła, „opływowa” Maja Goyi, kobiety Rubensa – w setkach, tysiącach dzieł eksponujących nagość ciało było przedstawiane w sposób afirmatywny. Oczywiście – zdarzały się wyjątki, ale zdeformowane ciała przysłaniano jednak tkaniną, przyodziewano choćby w łachmany. Sztuka współczesna z tym zrywa, pokazuje ciała brzydkie, zeszpecone kalectwem, chorobą, zmarszczkami. Nie lubię tzw. feminizmu, ale to właśnie jego zasługą jest „przesuwanie granic” w tym zakresie. Ciało kobiety w dyskursie feministycznym nie jest już tylko obiektem seksualnym, swoistym ornamentem; malarki protestując przeciw „jedynie słusznej” percepcji, narzuconej przez kulturę patriarchalną, dokonały dekonstrukcji mitu, uczłowieczyły nagie ciało poprzez uczynienie zeń znaku w sensie semiotycznym.
Naga jestem dla siebie i pozostaję sobą, namalowana – staję się aktem, widzianym przez innych, ale wtedy nie ma już mnie, pozostaje tylko ciało. Akt i nagie ciało są więc sobie przeciwstawne. Czy muszę jednak godzić się na postrzeganie świata w kategoriach opozycji? Przecież  – moim zdaniem – dobro może istnieć bez zła, to, co materialne może przenikać się z niematerialnym, jestem równocześnie zewnętrzna i wewnętrzna. Sztuka współczesna powstaje jakby na moje zamówienie, pokazuje ciało w sytuacjach granicznych: umieranie, rozpad, anomalie fizyczne. Wiele dzieł budzi we mnie wprawdzie odrazę, ale wiem, że dzięki dekonstrukcji może powstać nowa konstrukcja. Nagi model to już nie tylko element wyposażenia pracowni malarskiej, to człowiek, który może niepokoić, pociągać, stać się niebezpieczny, bo odinstrumentalizowany. Powiedzmy, że to dojrzały mężczyzna, można więc zakładać, że doznał wielu porażek, ale zna smak sukcesu, że znalazł czas na to, co nazywa „życiem wewnętrznym”, a ono przecież łączy się z jego zewnętrznością. Pod każdą blizną pozostaje pamięć rany.dehnel-dorian-gray

Stoję przed lustrem – czeszę włosy, starannie maluję rzęsy, usta, uważnie się sobie przyglądam. Buty – koniecznie na obcasie. Przebieram się za kobietę, widocznie tego potrzebuję, widocznie nie dość   j e s t e m  kobietą. Mężczyzna boi się założyć bransoletkę, ale nosi brodę, wąsy, prostuje się, wypina pierś, kupuje zbyt dobry samochód – on też przebiera się za mężczyznę, jakby musiał to jakoś zamanifestować, jakby nie dość było tego, że nim jest. Może dlatego, że w gruncie rzeczy każdy z nas jest nieco androgyniczny, chcemy więc wciąż upewniać siebie i swoje otoczenie o naszej płci. Zdarzają się ludzie inni – nie tyle zaniedbani, ile nie do końca określeni, kobiety chodzące wyłącznie w spodniach i w butach na płaskim obcasie, nie malujące się, mężczyźni, którzy lubią się obwieszać biżuterią, noszący długie włosy, używający damskich perfum – ci pociągają niektórych właśnie swoim niedookreśleniem, niepokojący, budzący lęk i niepewność.
Zabiegi, żeby wyglądać kobieco lub męsko, są spowodowane również chęcią stłumienia w sobie tego innego, szczątkowej drugiej połowy. Powinna ustąpić, żeby jej miejsce mógł zająć nasz partner-partnerka, żeby nas dopełnił. I to się zdarza. Pewnie każdy z nas ma takie doświadczenia: był/jest z kimś, kto go rozumie bez słów, kto myśli o tym samym, umie dopowiedzieć rozpoczęte zdanie, z kim seks jest absolutnie spontaniczny i w pełni udany, spełnienie w tej samej sekundzie, ta sama wdzięczność, bliskość bez cienia lęku czy przymusu. Zdarza się – ale nie zawsze i nie każdemu. Wtedy dobrze obudzić w sobie uśpioną drugą połówkę, żeby nie zamęczyć otoczenia ciągłym poszukiwaniem, ustawicznym głodem.

Rytuały, podczas których kobieta przebiera się za kobietę, a mężczyzna za mężczyznę są ważne również w sytuacjach intymnych. Naga kobieta w obecności mężczyzny nie jest nigdy do końca naga, zatrzymuje pierścionek, naszyjnik, nie zmywa lakieru, mężczyźni nieco inaczej wtedy podkreślają swoją płeć, ale nie zapominają użyć po kąpieli choćby odrobiny wody kolońskiej. Jakby całkowita nagość pozbawiała nas erotyzmu. Może pozbawia?dehnel-dawid

O tym, jak niebezpieczne jest zupełne zniszczenie w sobie tej „szczątkowej drugiej połowy” przekonują się ci, którzy nagle tracą partnera. Trudno im odzyskać równowagę, wciąż czują się niedopełnieni, gorączkowo szukają kogokolwiek, „niechby pił, niechby bił, byle był”, bo samotność okazuje się za trudna, nie potrafią jej znieść. Żadna przyjaciółka, żadne hobby nie wypełni kobiecie pustki, a w  morzu wódki nie utonie samotność mężczyzny.

Autorem „Adonisa”, „Doriana Graya” i „Dawida” jest Jacek Dehnel. Jestem Mu ogromnie wdzięczna za zdjęcia obrazów. Bardzo żałuję, że nie mogę ich pokazać  w rzeczywistych rozmiarach. Są duże,  100×200, 90×220, 110×140, warto zobaczyć je na wystawie, dopiero wtedy można je naprawdę docenić.

Peccavi sine malitia

Luty 1, 2009

schabowy-po-polsku6Telemachu, odkładam te narzędzia,  spróbuję użyć innych, zgodnie z Twoimi sugestiami, chociaż nie będę w ramach ekspiacji bić czołem w klęcznik.

Chodzenie po dywanach jest zajęciem o wiele bardziej ekscytującym, niż spacerowanie po ulicach; tam zawsze jest ryzyko deptania po cudzych butach, milczenie też pozostawia ślad, jeśli wierzyć Nietzschemu. Nie wolno zapominać, że niektóre gry toczą się nie w dualistycznym świecie, ale w takim, w którym rządzą dwie, zupełnie odmienne zasady, to świat nieredukowalnych różnic, jak zapewne powiedziałby Bataille. Korzystam zatem z koła ratunkowego, które rzucił mi nieoceniony Tadeusz Grottkurandager, trafiając w dziesiątkę,  jak zwykle.