Korek

zima-2008-ciemierniki

Codziennie chodziła na spacer ulicami małego, sennego miasta, ze śmiesznym kundelkiem, Korkiem. Powoli, nigdzie się nie spieszyła. Zaglądała do ogródków, podziwiała kwiaty, chętnie przystawała, żeby porozmawiać z kimś znajomym. Czasem wyjmowała z portfela zdjęcia ślubne córki, potem drugiej i wnucząt. To właśnie od wnuków dostała Korka.
– No, Korek. Tak go nazywam, bo mi dzieciaki chciały chyba flaszkę z samotnością zakorkować – śmiała się.
Kiedyś zniknęła na dłużej, potem spotykano ją nieco smutniejszą. Korka potrącił samochód. Nie zgodziła się na uśpienie zwierzaka, wyleczyła go, ale miał sparaliżowane tylne łapki. Na spacery jednak nadal chodził, a właściwie jeździł. Przednimi nogami pracowicie przebierał po ziemi, tylne spoczywały na malutkim dwukołowym wózku, który ciągnęła jego pani. Nadal radosny, powarkiwał na koty i cierpliwie czekał, aż ona pogada z listonoszem. Latem było im łatwiej, zimą wózek ślizgał się na oblodzonych chodnikach. Zaczęła się martwić.
– Pani, co z nim będzie jak umrę? Już chyba wtedy i jego uśpić trzeba i ze mną pogrzebać, ale to  chyba nie wypada? Nie chcę, żeby go jak psa, gdzieś pod płotem… No a na taki pogrzeb to ksiądz się nie zgodzi.
Umarła. Do jej mieszkanka wprowadziła się jedna z córek. Korka, już bardzo starego, nadal wozi na spacery, zmienia mu pampersy, kąpie. Przyjaciółkom, radzącym jej pozbycie się psiaka, mówi:
– Ja ją naprawdę bardzo kochałam – i patrzy na Korka z uśmiechem.zima-2008-pnacza

Zdjęcia zrobiłam kilka dni temu, ciemierniki lubią mróz.

Tagi:

Odpowiedzi: 20 to “Korek”

  1. Marianna Says:

    Aniu:)

  2. cogitomen Says:

    Nie wiem co powiedzieć. Wzruszające. I tak się czuję. Wzruszony.
    Pozdrawiam ciepło c.

  3. ostoyya Says:

    Gdybym nie wiedziała,że krążysz gdzieś wokół Wrocławia pomyślałabym,że piszesz o pani Zosi i jej Człapaku,,,, : -)

  4. Moon Says:

    Zdjęcia piękne, opowieść „życiowa”… :)

  5. Moon Says:

    Chcę powiedzieć, że mimo wszystko wolę czytać takie „proste” historie niż większość innych wordpressowych blogów.

  6. Logos Amicus Says:

    Defendo, przestałem wierzyć w Twoje słowa.

  7. Mikosz Says:

    Okaleczone zwierzę cierpi niewyobrażalne męki. A te łzy które spywają mu z oczu gdy je głaszczemy ,nie broczy z wdzięcznosci lecz z bólu.
    Gdy z wielkim humanitaryzmem wykarmimy pisklę ptaszka które wypadło z gniazda i puścimy je na wolność nie przeżyje dwóch, trzech dni.
    Babcia która dotąd karmiła łabędzie w stawie aż nadeszła zima i mróz,zapewne nie chciała widzieć jak zdychały jeden po drugim zakute okowami lodu.
    Czy ten pies na wózku jest szczęsliwy. Śmiem wątpić, gdyż wyrwano mu z coś natury…zdolnosc biegania ,i nie zrekompensuje mu tego złoty wózeczek i pampersy.
    Ludzie lokują w dziwne miejsca uczucia. Czasem zamykają je w złotej uświęconej klatce własnej próżności.

  8. defendo Says:

    Chciałam opowiedzieć o miłości. Kropek nie był dla tej starszej pani „tylko psem”, w pewien sposób łączył ją z dziećmi i wnukami, mieszkającymi daleko. Dla jej córki też nie był „tylko zwierzakiem”, opiekowała się nim z miłości do matki. Tak myślę. To raz.

    Po drugie – Logosie, ta opowieść j e s t pewną prowokacją.

    Mikoszu – jeśli zgadzamy się na skracanie męczarni zwierząt, to powinniśmy nie protestować przeciw eutanazji, dokonywanej na ludziach, prawda? Z tymi ptaszkami niekoniecznie masz rację – kiedyś piorun uderzył w wielki platan, który rósł na terenie posiadłości mojej siostry. Ocalały pisklęta sowy. Odchowała je i jedna z sów do dziś mieszka w parku. Zupełnie samodzielna, nieufna. Fakt, że moja siostra dysponuje potężną powierzchnią mieszkalną, bo to pałac(i to naprawdę ogromny), że kilkanaście kilometrów dalej jest wylęgarnia kurcząt, więc nietrudno było o pożywienie dla młodych sów, że ludzie mieli czas i ochotę ma zajmowanie się ptaszyskami, które trzeba było przecież również nauczyć latać – dowiedziałam się wtedy, do czego konieczne są grube, wielowarstwowe rękawice, „ptaszyny” miały ostre szpony – ale warto było. Nie wiem, czy powinno się „usypiać” psy(zauważyłeś, jaki to eufemizm? to przecież nic innego, tylko uśmiercanie) i nie wiem, czy Kropek jest szczęśliwy.

  9. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    po przeczytaniu wszystkich komentarzy pod Twoim wpisem „Dlaczego nie” (doprawdy, nad wyraz przykra to była lektura), nie mam niestety najmniejszej ochoty na podejmowanie z Tobą dyskusji o miłości (którą sugeruje tag tego wpisu).

  10. Logos Amicus Says:

    (Tag wpisu „Korek”)

  11. defendo Says:

    Nie miałam zamiaru dyskutować o miłości, skądże!

  12. Logos Amicus Says:

    ani na jakikolwiek inny temat…sorry.

  13. procesVII Says:

    Nie możemy traktować zwierząt jak ludzi. Choćby dlatego, że jeśli nawet wydaje nam się, iż jest między nami uczucie, to nie jest ono w obrębie tego samego gatunku. Równie dobrze moglibyśmy mówić o miłości pawiana do sowy. Na pewno byłaby bardziej bezinteresowna.
    Myślę, że książka (albo film) ‘Myszy i ludzie’ jest ciekawym spojrzeniem na rzecz. Miłość starego Candy’ego do cuchnącego w robotniczych barakach psa. No i cała tragiczna postać Lenniego. W dzieciństwie dużo czasu spędziłem na wsi i przy lekturze Londona, w których pisał o miłości do psów dalekiej Północy, alaskijskich husky.

    Defendo, wybacz, że się wtrącę, ale nie sądzę by jakiś Logos Amicus miał Ci dyktować o czym i jak masz pisać. Jesteś wolną, białą kobietą, a jak cycek Logos ma peemesa, to niech spada. Nie daj sobą manipulować i bądź prawdziwa. Wkurwił Cię lans Kornelci – napisałaś o tym. Nie jesteś Tu po to, żeby sadzić rabatki i popierdywać dla jakichś obrażalskich męskich pind i nudziarzy.
    Przypieprzyłaś Magnolci, ale zrobiłaś to z klasą i wdziękiem, a Logos niech spada pod inną spódniczkę. I do innego cycka.
    Niektórzy źle pojmują Twoją uprzejmość, myślą, że Twoim obowiązkiem jest przymilanie się im i usługiwanie. A takiego wała! Pisz co Ci serce każe.

  14. defendo Says:

    Rzecz w tym, że to nie jest historia o miłości do zwierząt. Korek pełnił funkcję czegoś w rodzaju „pasa transmisyjnego”. Starsza pani kochała córki i wnuczki, a córki kochały ją. Nadal kochają. Nie ma tu miejsca na oczywiste i sentymentalne stwierdzenie „nie zdążyłam Jej powiedzieć”, pielęgnując psisko córka nadal Jej to mówi. On jest jak pies Candy’ego – dopóki żyje, żyje w pewien sposób i jej matka. Bo może coś dla niej zrobić. Candy był w pełni człowiekiem tylko dopóty, dopóki żył jego parszywy pies.
    Nie lubię tego „nie zdążyłam” – zawsze zdążamy, a jeśli czegoś nie powiedziałam, to znaczy, że miało zostać niepowiedziane, słowa są ogromnie potrzebne, ale nie zawsze konieczne.
    Pamiętam to opowiadanie, pamiętam Malkovitcha. Kawał dobrej literatury. I doskonale rozumiałam ten strzał w tył głowy Lennie’go, poprzedzony znieczuleniem w postaci kolejnej opowieści o cudownej przyszłości obu przyjaciół na króliczej farmie.
    Przez Ciebie sięgnęłam po Burnsa, „Do myszy”: nawet najdoskonalsze plany myszy i ludzi z reguły nie udają się, zamiast radości wywołują żal i smutek.
    Zobacz, to ciekawe, jak literatura się zazębia, Burns-Steinbeck-Vonnegut, to linia prosta, nie liczę licznych rozgałęzień.
    Wychodzi na to, że lubię tzw. męską literaturę, jakoś nie przemawia do mnie Orzeszkowa, Nałkowska, Hugo, Dumas(tak,tak – uważam ich za pisarzy „kobiecych”), może tylko Virginia Woolf?

    Nie zamierzam nikomu się przymilać. Często mówię komuś, że lubię go czytać, że lubię z nim rozmawiać lub że jestem innego zdania niż on, co nie wyklucza sympatii i szacunku dla interlokutora. To nawet nie jest uprzejmość – po prostu chcę, żeby to wiedział(wiedziała). Z reguły potrafię swoją opinię uzasadnić, chociaż nie zawsze, bo jak uargumentować fakt, że lubię zapach takich, a nie innych perfum? Że wolę jedwab niż flanelę? Karczochy, a nie kapustę?
    Jeśli chodzi o Logosa, to po prostu nie rozumiem – podobnie zresztą jak On mnie nie zrozumiał. Trudno. Chociaż żal.
    Procesie, o moją niezależność nie musisz się martwić, doskonale wiesz, że nie nadaję się do stada. A w uzdę albo wkładam głowę dobrowolnie, albo skutecznie się bronię;)

  15. K.L.daV. Says:

    Teraz poczytam Twoja notkę z komentami http://toteraja.wordpress.com/2009/01/30/tragedie-drobnych-ustrojow/

  16. K.L.daV. Says:

    Sklada się jak do trumny „business class”. tez pisalem o miłości do braci mimimalnych.
    K.L.daV.

  17. procesVII Says:

    Pusiu L.daV.
    Przychodzisz tu tylko nasrać, powiem Ci szczerze. Bardzo nieeleganckie jest informowanie o swoich notkach na każdym blogu. Pomyśl, gdyby tak każdy wklejał link do swojej notki na każdym czytanym przez siebie blogu. To jest zwykły brak kultury. Pod nickiem możesz wstawić URL do swojej strony. Jesteś zwykłą przekupką i spamerem.

  18. orchidea Says:

    Swietna prowokacja Defendo :)
    Zawsze powtarzam, Twoj sposób wyrażania siebie jest trójwymiarowy, moze sama o tym nie wiesz… Czyste, wyraźne teksty w rytmicznym pewnego rodzaju szyku trafiaja gdzieś w to, co ponad to co „widzialne”, oczywiste. Czasami mi sie wydaje, ze Ty nie dasz się nikomu tak naprawdę poznać w sposób zwyczajny. Kim naprawdę jesteś? I co napradę chcesz nam powiedziec?

    Hmm zwierzeta, ich zaufanie i oddanie jest ponad ludzkie wyobrazenie. Ich troska o młode doskonała. Można od nich nauczyc się doskonałości, jesli idzie o wychowywanie potomstwa-sa konsekwentne. W ich zyciu nie miejsca na podstep i fałsz. Jest miejsce tylko na harmonię. Dowód? Dogoterapia-wpływanie na rozwój dzieci uposledzonych, nawiązywanie z nimi kontaktu pozawerbalnego, przyczyniajacego sie do rozwoju tychze dzieci poprzez powiem wręcz fizjoterapeutyczne działanie ( lizanie, dotyk, kontakt z siersia, ciepło zwierzęcia, prawdopodobnie to powoduje regeneracje i rozwój sieci neuronowych) W pracy fizjoterapeutycznej np po wylewie prowokuje się do „regeneracji” organizm poprzez cwieczenia fizyczne-można rzec wprowadzenie w ruch informacji do mózgu człowieka poprzez wymuszone działanie-najpierw ciało czlowieka po wylewie, oczywiscie jak już pierwszy etap leczenia zostanie zakonczony, trzeba gimnastykowac pomimo przejmujacego bólu.
    Zwierzeta róznia sie tylko tym od człowieka , ze nie potrafia mówić, oszukiwać i nie potrafia posługiwac sie sprzetem i dlatego wyginą nie majac szans z człowiekiem. Tak naprawde to co dają nam zwierzeta, to wdzieczność- odbicie lustrzane naszego działania, tego potrzebujemy, co u niejednego czlowieka dziwnie zanika (okazywanie wdziecznosci). Brak czasu, niewrazliwość, chciwość ludzka? Gonitwa za bytem, lęk o zycie, czy rozwarstwienie naszego gatunku ? Czy po prostu zwyczajnie tracimy instynkt chcac wiecej niż nam potrzeba i nie tego co trzeba?

  19. orchidea Says:

    ProcesVII, Ty buraku, aleś dopierdolił. Idź o waginie ( bo Ciebie kojarze tylko z penisem i pipką) pisac na swoim blogu i nie broń Defendo, bo ona potrafi bronic sie sama, jak kazda kobieta z resztą.

  20. Sadoq Says:

    Tekst o Korku jest zapewne wielowymiarowy, czego dowodem są – tak odległe w klimacie i natężeniu różnorodnych emocji – komentarze.

    Mam ten przywilej, że przeczytałem i odbieram Twój tekst bez kontekstu blogowego (na szczęście). „korek” broni się sam i nie muszę dokopywać się w nim ukrytych sensów i pstyczków, by mieć przyjemność z lektury. Choćby w Twym zamyśle nawet miał jakieś konotacje i adresy jest… UNIWERSALNY i taki niech pozostanie.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: