Koło Bunia

przydrozny-rolls

Bunio objawił mi się dwa tygodnie przed świętami. Bywał, w brydża grywał i..nic. Jakby w tym roku pech o nim już zapomniał. Uśpił moją czujność do tego stopnia, że z radością przyjęłam jego ofertę – obiecał mi pomoc w zakupach przedświątecznych w roli kierowcy i tragarza jednocześnie. Perspektywa samotnego targania ryb, jarzyn, cukru, mąki, mięs, prezentów i innych drobiazgów nieco mnie przerażała. Na siłownię nie chodzę, mięśnie gladiatora nieźle wyglądają na gubernatorze Arnoldzie, ale potrafią zrobić z kobiety aseksualne monstrum. Bunio oprócz muskułów posiada przy tym auto, do którego zmieszczą się wszystkie zakupy, pod warunkiem, że na liście nie ma trzydrzwiowej szafy z lustrem – turystyczny VW T3 z lodówką, klimatyzacją i wazonikiem na kwiatki. Termin wyjazdu do Wrocławia uzgodniliśmy na poniedziałek, logicznie: w niedzielę wszyscy się wybiorą, we wtorek ciut za późno, w środę wigilia. Nie przewidziałam, że w poniedziałek jednak będę musiała pracować. Plan się nieco sypnął, ale pocieszałam się tym, że we wtorek zakupy zrobimy bez tłoku, bo rodacy są zapobiegliwi i nie lubią niczego zostawiać na ostatnią chwilę. Chyba pół Wrocławia pomyślało tak samo i wtorek odznaczał się gigantycznymi kolejkami, ściskiem, korkami – z marszu weszłam w prawdziwie świąteczny nastrój, nieco tylko zgrzytając zębami. Wyjeżdżaliśmy uśmiechnięci, ale stopniowo miny nam rzedły. Droga coraz bardziej zatłoczona nie życzyła nam wszystkiego najlepszego. Jakieś 15 km przed Wrocławiem zobaczyliśmy na poboczu samochód znajomych, udekorowany wielką choinką przymocowaną zamiast roweru do specjalnych uchwytów i wypakowany po sam dach paczkami i torbami. Auto na lewarku, nasz wspólny przyjaciel w pocie czoła odkręcał ostatnie śruby koła, o pojazd oparte było drugie, które miało kalekę zastąpić, żona przyjaciela kibicowała mu z rozpaczą okraszoną złością – scenka rodzajowa jak z obrazka. Zatrzymaliśmy się, a Bunio z miejsca zamienił się w wulkan uprzejmości. Obydwoje doskonale wiedzieliśmy, że znajomi mieszkają jakieś 6-7 km dalej, w niewielkiej wsi. Panowie zajęli się kołem, Ewa narzekaniem, ja współczuciem, a czas mijał. Bunio zaproponował, że weźmiemy ich koło do wulkanizacji, skoro i tak jedziemy do miasta(na ich wsi nie istnieje żaden warsztat samochodowy), znajomi się ucieszyli, ja westchnęłam, spojrzałam wymownie na Bunia i zegarek, więc szybciutko wrzucił koło do volkswagena, wskoczył za kierownicę i pojechaliśmy, pozostawiając im dokończenie czynności umożliwiających dalszą podróż. Koło oddaliśmy pierwszemu wulkanizatorowi na wrocławskich rogatkach i spokojnie udaliśmy się na zakupy. Nawet bardzo spokojnie, piechotą byłoby chyba szybciej. Wrocław normalnie jest słabo przejezdny, przed świętami był zapchany do cna, w dodatku z domów wyruszyli kierowcy niepowszedni. Zawsze się zastanawiam, dlaczego wszędzie w Europie – kiedy światło zmienia się na zielone – kierowcy ruszają ze skrzyżowania równocześnie, a nasi – po kolei, co sprawia, że w tym samym czasie świetlną pułapkę opuszcza 5 zamiast 25 pojazdów. Zakupy jak zakupy – drożej i dłużej niż sądziłam, ale za to wszystko. Bunio nadal szarmancki – koszyk pchał, cierpliwie przeczekiwał poszukiwanie prezentów w galerii handlowej, jeszcze cierpliwiej – w malutkich sklepikach wokół Rynku i na Jatkach. Zrobiło się ciemno, kiedy z ulgą wsiedliśmy do samochodu. Jeszcze tylko wyjazd z Wrocławia i.. przypomnieliśmy sobie o nieszczęsnym kole. W tył zwrot, powrót – zaledwie trzy nędzne kilometry. Majster nie chciał pieniędzy, twierdząc, że dziury nie mógł załatać, bo jej nie znalazł. Bunio pomamrotał pod nosem coś na temat lenistwa i braku fachowości, ale koło zabrał. Droga prawie pusta, zakupy – zrobione, dobry uczynek – wykonany, życie bywa piękne! Było – ale krótko. Samochód znajomych – nadal zapakowany i zamknięty na głucho stał sobie na poboczu – pojechaliśmy więc do naszych znajomych. Ewa wrzała wściekłością, wyżywając się na mężu i psie, dzieci przezornie wysłała wcześniej do dziadków. Wulkanizator okazał się człowiekiem uczciwym – nie znalazł dzieury, bo jej nie było – do wulkanizacji Bunio zabrał koło przeznaczone na zmianę, to do cerowania – zostawił. Mąż Ewy zaś stanowczo odmówił jeżdżenia taczką do pozostawionego na szosie pojazdu w celu przytargania jego zawartości. Zwłaszcza zaś dwumetrowej choinki. Pech Bunia tym razem ustrzelił naszych  znajomych. Zostałam z Ewą, lejąc oliwę na wzburzone fale i doskonale ją rozumiejąc, panowie pojechali rozwiązać problem definitywnie – czyli z  wizytą w rzeczonym warsztacie włącznie. A ja już wiedziałam, że wigilię muszę przesunąć o ładnych kilka godzin, bo  w żaden żywy sposób nie zdążę na pierwszą gwiazdkę. Na szczęście zdążyłam przed ostatnią. A Bunia i tak lubię, naprawdę ma złote serce. Chociaż dzięki niemu przybył kolejny kamień do pryzmy dobrych chęci, którymi brukowana jest droga do piekła – najgładsza  nawierzchnia na świecie…

Zdjęcie zrobiłam na parkingu jakiejś stacji benzynowej. Podobno   t e   ssamochody się nie psują.

Odpowiedzi: 15 to “Koło Bunia”

  1. ostoyya Says:

    Bunio to podstawa : -)
    Wszelakich „ości” /radości, czułości, otwartości,miłości,i innych tez : -)w Nowym Roku, dla Ciebie i dla Bunia oczywiście ,,,,,

  2. woow Says:

    Bunio powrócił!!!! Hurrra….. ( kocham Bunia;) prawie… chyba… czy jakoś tak)

  3. kusistofu Says:

    Zawsze mogło być gorzej :))) Tego naprawdę nie jest w stanie przewidzieć żaden dobry scenariusz. Kategoria – „Życie bywa zabawne” jest moją ulubioną na tym blogu.

    Szczęśliwego Nowego Roku Małgosiu :) Najlepsze życzenia także dla Bunia :)

  4. nyema Says:

    historie koliste zawsze mają w sobie coś:)
    dobrego roku Ci życzę na okrągło!!!

  5. cogitomen Says:

    No tak. Jak zwykle Bunio dotrzymał dzielnie kroku swoim wcześniejszym przygodą ze”światem rzeczy martwych”. Im częściej czytam o Buniu tym mój podziw dla niego rośnie.
    Pozdrawiam ciepło c.

  6. Elżbieta Says:

    Pozdrawiam noworocznie Ciebie Defendo,Twoich gości…i oczywiście
    Bunia…

  7. Głos Says:

    Przeczytałem

  8. telemach Says:

    Do pozdrowień noworocznych dołączam się bo jest okazja.

  9. tilow3 Says:

    Defendo, najlepszego w nowym roku…
    ps
    polubiłem Bunia :)

  10. habodacious Says:

    Czuję się okropnie… wybacz, ale od 5 dni mam potężną migrenę. Mi się naprawdę nie chce nic pisać. Nic absolutne. 277,11.

    Dobrego Nowego Roku.

  11. grześ Says:

    Jak zwykle, świetnie się czyta.

    Pozdrawiam noworocznie.
    Bunia też, a historia rozbrajająca totalnie.

  12. Sarna Says:

    Bunio, jesteś niesamowity :)
    pozdrawiam

  13. Torlin Says:

    Defendo!
    Pozdrawiam Cię serdecznie

  14. habodacious Says:

    Nie mija.

  15. K.L.daV. Says:

    http://toteraja.wordpress.com/2009/01/14/dla-malgosi/

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: