Na gorąco

dalajlama1

Przed gmachem Hali Ludowej we Wrocławiu kilkanaście osób pyta, czy nie mamy wolnych zaproszeń. Nie mamy. Przy wejściu każą oddać aparaty fotograficzne, ostre narzędzia, butelki z wodą. Prześwietlają torby, czasem proszą o  rozpięcie kurtek. Podobno w budynku może usiąść swobodnie 5000 widzów. Powoli zapełniają się wszystkie miejsca. Są tacy, którzy koczują na schodach, na podłodze w przejściach. Czekamy. Mój wiecznie głodny znajomy wagi grubo powyżej średniej europejskiej wyskakuje do bufetu w foyer i przynosi ogromny kawał żytniego, cudownie pachnącego chleba ze smalcem i kiszonymi ogórkami, wrocławską specjalność, dodawaną gratis do piwa w „Spiżu”, dziś sprzedawaną tu bez piwa. Niby nikt nie był głodny, a po chwili większość naszego sektoru objada się rarytasem. Pierwszy rząd, można swobodnie umieścić nogi. W tle produkuje się trzyosobowy zespół, całkiem niezły, oryginalny, coś w rodzaju współczesnych”Novi Singers”, ale klimaty klubowe. Na scenie dużo doniczek z białymi, egzotycznymi kwiatami. Na dwóch dużych telebimach zdjęcia z Tybetu – piękne; czasem pojawia się na nich publiczność, czasem zespół. Czekanie przedłuża się. Wreszcie konferansjer zapowiada – już jest! Cała sala, kilka tysięcy ludzi, wstaje i zaczyna bić brawo. W milczeniu, coraz głośniej. Wchodzi Dalajlama – nie widać go spoza ochroniarzy. Wita go prezydent Wrocławia. Dalajlama zajmuje miejsce na białej kanapie, za nim, nieco z boku, na krześle – tłumacz. Nareszcie! Na początku duchowy przywódca Tybetańczyków prosi publiczność o zgodę na to, żeby mógł usiąść wygodniej. Śmiech. Dalajlama pochyla się i… zaczyna zdejmować buty. Zwinnie przybiera na kanapie pozycję typową dla buddystów. Też się śmieje. Zaczyna mówić. O pokoju i tolerancji. Na początku jednak opowiada o tym, jak to dziś przypadkiem dowiedział się o istnieniu we Wrocławiu „dzielnicy czterech wyznań”. Natychmiast poprosił władze miasta o umożliwienie mu jej zwiedzenia(prośbę od razu spełniono) – i wyraża swój zachwyt; w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie funkcjonują: kościół katolicki, synagoga, zbór ewangelicki i cerkiew prawosławna. Zdarza się, że wyznawcy różnych religii modlą się wspólnie. Chciał odwiedzić te świątynie, bo uważa się za pielgrzyma. Mówi o pokoju – dla niego to nie tylko „brak wojny” – ważne są intencje; można mieć broń i siłę, ale nie dokonywać podbojów, bo pokój jest cenniejszy niż inne wartości. Mówi, jak ważny jest spokój, który każdy powinien mieć w sobie. Warunkiem spokoju jest wolność od nienawiści, zawiści, zawziętości, przemocy – od wszelkich negatywnych emocji. To trudne, ale możliwe. Pozwala szanować przeciwnika i jednocześnie samemu nie stać się ofiarą. Tybetańczycy, na których czele stoi, szanują wrogów, unikają przemocy, dzięki temu popiera ich niemal cały świat. Uśmiecha się często. Dostrzega obecność wielu młodych ludzi(na sali dominują studenci) i często zwraca się bezpośrednio do nich. Tłumacz z trudem nadąża, bywa zagłuszany brawami – angielszczyzna Dalajlamy nie jest skomplikowana. Podkreśla, że jest zwykłym człowiekiem, żeby nikt nie liczył na jakieś „cudowne” efekty spotkania, uzdrawiać to on nie umie(niedawno przeszedł operację woreczka żółciowego, więc gdyby miał moc leczenia – na pewno uleczyłby się bez pomocy lekarzy – śmieje się, ale zupełnie poważnie dodaje, że wbrew prognozom doktorów wyzdrowiał bardzo szybko, przypisuje to właśnie swojemu wewnętrznemu spokojowi). Wykład kończy się stanowczo za wcześnie. Pozostaje niedosyt. Czas na pytania. Pierwsi dopadają mikrofonu uczniowie ogólniaków – najmłodsi i najsprawniejsi, wiadomo – pytania są żenujące, np.”jak wygląda Pana zwyczajny dzień”(mógł sobie wyguglać), „z czym się Panu kojarzy Polska”, kuriozalne: „czemu Pan spotyka się z młodzieżą, co chce im Pan powiedzieć”(było słuchać, tłuku pięściowy!) – chętnie zamordowałabym wyraźnie zadowolonych z siebie belfrów, którzy poszczuli swoich uczniów na gościa;  dwa sensowne zadaje facet z brodą. I koniec. A nie – jeszcze prezent od prezydenta Wrocławia – uszczęśliwił Dalajlamę krzyżem wykonanym wg pomysłu Gertrudy Stein. I drugi – tym razem piękny: stara, tybetańska pieśń(napisana przez 17-tego Karmapę; harmonię do niej napisał specjalnie na tę okazję i na prośbę wykonawców Jean-Claude Acquaviva, lider polifonicznej grupy z Korsyki „A Filetta”) w wykonaniu artystów Teatru „Pieśń Kozła” – powiało mistycyzmem. Dalajlama jest wyraźnie wzruszony, dziękuje, kłania się artystom. Bo i jest za co. Wracamy. Nawet gigantyczne korki jakoś nikogo nie drażnią. Jasny, pomarańczowy spokój Dalajlamy i nam się udzielił. Do zobaczenia, kiedyś…
Po bardzo długim czekaniu nastąpiło coś ważnego – spotkanie z człowiekiem skromnym, dowcipnym, spokojnym i walczącym. Jeden z moich przyjaciół mówi:
– Niech sobie gada, co chce, a ja wyraźnie lepiej się czuję… Łeb mnie bolał i przestał. Nie ma to jak pooddychać jednym powietrzem z niezwyczajnym człowiekiem, przy was było mi gorzej! – uprzejmie proponuję mu w odpowiedzi, żeby wrócił piechotą do domu, ma szanse na jakieś większe uleczenie. Odmawia, aż tak chory to on nie jest.
Mój ukochany Wrocław jest szczególnie piękny wieczorem.

Mam uczucie, że uczestniczyłam w święcie. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie czuję.

Logosie, tak pięknie mnie dopowiedziałeś, że się nie oprę. Rzadko zagląda ktoś do komentarzy – a tymczasem  w nich tkwi to, co najważniejsze.

Prostota.
Wyrafinowana myśl nigdy nie zdobędzie masowego poklasku. Wiedzą o tym ci, którzy sterują umysłami ludzi. I nie jest istotne, czy robią to z premedytacją, czy intuicyjnie. Efekt jest ten sam, choć premedytacja wymaga od nich ciągłej uwagi i kontroli, która w końcu może osłabnąć; intuicja zaś zdradza rasowego przywódcę.
Prostota w połączeniu z pasją, oddaniem i mocą sugestii (to ostatnie może wskazywać na fanatyka, wizjonera lub genialnego manipulatora) – ten mariaż jest w stanie uczynić z człowieka charyzmatycznego lidera.
(…)

Kiedy prostotę mędrca można uznać za naiwność, a mądrościową maksymę za banał?
Kiedy szlachetna dążność zaczyna się przemieniać w pobożne życzenie?
Czy cudowne recepty zbyt często nie ignorują rzeczywistości, faktów i całej masy uwarunkowań?
(…)

Czyż nie jest tak, że tylko pozycja i autorytet Dalajlamy mogą uchronić go przed krytyczną oceną takich choćby jego wypowiedzi?:

‘Musimy nauczyć się żyć jak bracia i siostry w jednej wielkiej ludzkiej rodzinie’.
‘Buddyści i chrześcijanie powinni wzmacniać swe wysiłki, by krzewić mądrość, prostotę i miłość’.
‘Nie wolno dopuszczać do tego, by religie stawały się przyczyną podziałów między ludźmi i nie wyrządzały krzywdy’.

Amen.
Ja również tego bym sobie – i innym – życzył.”

Teraz ode mnie – podziwiam XIV Dalajlamę – za ten zupełnie nieziemski spokój, za to, co  zrobił dla Tybetańczyków, za ten rzadki u wielkich ludzi dystans do samego siebie, za poczucie humoru. Za tolerancję.

Buddyzm to religia(?) wielce optymistyczna. Liczę na to, że w końcu do władzy w Państwie Środka dorwą się tacy, którzy zapewnią autonomię Tybetowi. Nie wiem, czy ludzie z Dachu Świata potrafiliby stworzyć samodzielne państwo. Być może. A może pogrążyliby się w piekle walki. Jak Czeczeni, gdyba im umożliwić byt państwowy, do którego – moim zdaniem – nie są przygotowani. Jeszcze nie.

Tagi:

Odpowiedzi: 26 to “Na gorąco”

  1. Logos Amicus Says:

    NA GORĄCO… 12 LAT WCZEŚNIEJ :)

    Defendo,
    może zainteresuje Cię to, co ja napisałem „na gorąco” wieki temu, zaraz po spotkaniu z Dalajlamą w chicagowskiej Medinah Temple:

    „Prostota.
    Wyrafinowana myśl nigdy nie zdobędzie masowego poklasku. Wiedzą o tym ci, którzy sterują umysłami ludzi. I nie jest istotne, czy robią to z premedytacją, czy intuicyjnie. Efekt jest ten sam, choć premedytacja wymaga od nich ciągłej uwagi i kontroli, która w końcu może osłabnąć; intuicja zaś zdradza rasowego przywódcę.
    Prostota w połączeniu z pasją, oddaniem i mocą sugestii (to ostatnie może wskazywać na fanatyka, wizjonera lub genialnego manipulatora) – ten mariaż jest w stanie uczynić z człowieka charyzmatycznego lidera.
    (…)

    Kiedy prostotę mędrca można uznać za naiwność, a mądrościową maksymę za banał?
    Kiedy szlachetna dążność zaczyna się przemieniać w pobożne życzenie?
    Czy cudowne recepty zbyt często nie ignorują rzeczywistości, faktów i całej masy uwarunkowań?
    (…)

    Czyż nie jest tak, że tylko pozycja i autorytet Dalajlamy mogą uchronić go przed krytyczną oceną takich choćby jego wypowiedzi?:

    ‚Musimy nauczyć się żyć jak bracia i siostry w jednej wielkiej ludzkiej rodzinie’.
    ‚Buddyści i chrześcijanie powinni wzmacniać swe wysiłki, by krzewić mądrość, prostotę i miłość’.
    ‚Nie wolno dopuszczać do tego, by religie stawały się przyczyną podziałów między ludźmi i nie wyrządzały krzywdy’.

    Amen.
    Ja również tego bym sobie – i innym – życzył.”

    * * *

    Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że pisał to człowiek… wprawdzie podobny do mnie, ale jednak młodszy o te – bagatela! – 12 lat :)

  2. cogitomen Says:

    Dziękuję.
    :)
    Pozdrawiam ciepło c.

  3. sofijkaa Says:

    To bardzo ładna opowieść Def.. od samego czytania robi się cieplej na duszy a umysł porzuca negatywne myśli..

    Ciekawa jestem tylko jakie były te „dwa sensowne [które] zadaje facet z brodą” I dlaczego dyskredytujesz pytania młodzieży…

  4. mniemanolog Says:

    Mądrość nie musi być ubierana w słowa. Prosta w przekazie ma większy wydźwięk i jest zrozumiała przez wszystkich.Zazdroszczę Wam bezpośredniego spotkania z Dalajlamą.

  5. sofijkaa Says:

    Dodam, że wydaje mi się ,iż nie o pytanie sensu stricte w tym wszystkim chodzi a o sam kontakt małolata z Wielkim Uduchowionym..

  6. Logos Amicus Says:

    Nie, Defendo!
    Myślę, że nieprawdą jest to co piszesz, iż „rzadko kto zagląda do komentarzy”.
    Wręcz przeciwnie: niekiedy mam wrażenie, że to właśnie komentarze budzą największe zaintereswoanie, tudzież wywołują największe poruszenie i emocje wśród czytelników blogów. Także bywają największą prowokacją, inspiracją, pobudzeniem do myślenia.

    Dziękuję za to wyróżnienie i zacytowanie mnie na Twojej stronie. Bardzo mi to pochlebia.
    Prawdę pisząc, zdziwiłem się nieco, bo jednak często różnimy się w podejściu do pewnych tematów i myślę sobie wtedy: znowu zirytowałem Defendo :)
    Lecz przecież różnić też można się pięknie, a co najmniej interesująco :)

    PS. Czy nie zastanawia Cię milczenie Twoich wiernych Czytelników i komentatorów po tym wpisie?

  7. defendo Says:

    Do przeszłych komentarzy – jednak chyba nie zaglądają. Zaszczyt? Raczej dla mnie…
    Nie, nie zastanawia mnie milczenie – sądzę(co mnie nie cieszy), że po prostu sprawa Tybetu, Dalajlama – po prostu ich nie interesuje. Zwyczajnie – bliższa ciału koszula i przepychanki personalne wśród „przyjaciół” netowych, może wśród polskich polityków… Spójrz, jak ogromną popularnością cieszą się blogi towarzyskie, traktowane przez komentatorów jak czaty. I te kulinarne. I o dzieciakach. I o emocjach – szalenie prywatnych, niemal ekshibicjonistyczne. Nie ma mody na myślenie…
    Nie szkodzi;)

  8. Logos Amicus Says:

    Lecz przecież Twoi czytelnicy i komentatorzy nie boją się umysłowego wysiłku.
    Myślę, że jednak temat im „nie leży”.

    Ale to nie tylko chodzi o Dalajlamę i Tybet…
    Także o psychologię tłumu, socjotechnikę, ekumenizm, globalizm, władzę, autorytety… Przecież to nie mogą być tematy obojętne ludziom myślącym.

    Czyżby znów trzeba im pokazać zakrawiony sztylet, ślepą czaszkę albo jakąś „Penetrację” ? :)))

  9. Sarna Says:

    Defendo, dlaczego mi to robisz? Zawodzisz mnie, a tak zachwycałaś, mimo że często się z Tobą nie zgadzam. Zachwycasz się tolerancją Dalajlamy, ale już u Ciebie o nią trudno. O swoich czytelnikach wypowiadasz się lekceważąco „nie ma mody na myślenie”. A o czym tu myśleć. W zasadzie Twój wpis nie prowokuje do myślenia. Nie ma w nim jakichś osobistych refleksji, ani wniosków w zasadniczych sprawach do których można nawiązać. Tak jak wyguglanie nic by w zasadzie nie powiedziało nowego uczniakom o bohaterze wieczoru , tak i on sam nie powiedział niczego nowego czego byśmy już od niego i o nim nie słyszeli, a i Ty ograniczyłaś się do czystej relacji okraszonej zachwytem nad zapachem chleba ze smalcem i faktu, że zdjął buty. Cejrowski tez ich nie nosi, tak jak Doda bielizny i jakoś nikogo to specjalnie nie zachwyca.
    Takie masowe spotkanie nie służy rozmowie, a zadawane pytania są grzecznościowe , mają prowokować krótkie odpowiedzi, bo czas ograniczony, więc zaledwie dotkną tematu. To czas gościa.
    No cóż. Popełniasz kardynalny błąd belfra. Wymagasz, a nie uczysz. Czepiasz się biednych uczniaków, a sama z pierwszego rzędu się nie wychyliłaś. Wyciągnęłaś nogi i krytykujesz. Może więc teraz wyciągniesz jakieś wnioski? Nie dałaś im przykładu, nie pokazałaś jak można to zrobić. Szkoda! , bo jesteś inteligentna i masz coś do powiedzenia. Może i mógł osioł uważniej słuchać, zamiast skupiać się na zapamiętaniu i wyrecytowaniu wcześniej przygotowanego pytania. Może i mógł cicho siedzieć i udawać Greka jak kilkutysięczny tłum, albo wszystko sobie wyguglać. Może i masz prawo się wściekać na belfrów, którzy poszczuli swoich uczniów na gościa, tylko gdzie byli Twoi uczniowie?
    Poza tym zazdroszczę Ci, że mogłaś tam być i GO spotkać.
    pozdrawiam

  10. defendo Says:

    Sarno – notka mogła być pretekstem do rozmowy. Jasne,że drażnią mnie pytania „poniżej pasa”, można było zadać wiele innych. Jeśli „wyucza się” dzieciaki, które zaczynają pytać od przedstawienia się(zgoda) i k o n i e c z n i e podania numeru i nazwy szkoły, którą reprezentują, to jednak coś nie gra. Moja krótka relacja nie opisuje wszystkiego, co zaszło, wszystkich treści, które Dalajlama przekazywał. Napisałam jednak, że często zwracał się bezpośrednio do młodych. Po czym pada żałosne, wyuczone pytanie(sala zareagowała śmiechem).
    Nie jestem belfrem – na szczęście – chociaż zdarza mi się czasem prowadzić zajęcia z osobami wprawdzie dorosłymi, ale bardzo młodymi. Wierz mi, ze do głowy by mi nie przyszło przygotowywać uczniów do zadawania pytań, tylko po to zresztą, żeby zareklamować szkołę.
    Sama pytań nie zadałam, bo błyskawicznie ustawił się tłumek nastolatków w kolejce do mikrofonu, nie miałabym szansy.
    Dalajlama nie powiedział nic nowego – to prawda. Ale jest twórcą „drogi środka” w dążeniu do autonomii, pomysłu, że można walczyć b e z przemocy. To nie jest proste ani łatwe. Wiele wymaga, od siebie i od innych. Wyobrażasz sobie papieża mówiącego o konieczności demokratyzacji Watykanu? Pragnącego ograniczyć własną władzę?
    Czas rzeczywiście był ograniczony. I oczywiście belfrowie znali treść wyuczonych na pamięć pytań(bardzo mocno było słyszalne owo „wyuczenie”) – powinni byli powstrzymać swoich podopiecznych zanim się skompromitowali.

  11. defendo Says:

    Logosie – nie dziwię się. Tybet i jego problemy są odległe, egzotyczne.
    Jasne, że nie boją się umysłowego wysiłku, wielokrotnie tego dowiedli.
    Zgadzam się, że ten temat nie jest szczególnie interesujący. Być może przyjęli, że skoro myślą podobnie jak ja, to nie ma sensu zabierać głosu…

  12. Logos Amicus Says:

    Wybacz Defendo, ale ja się nie zgadzam, że ten temat „nie jest szczególnie interesujący”.
    Dla mnie jest i podejrzewam, że byłby i dla innych, gdybyś tylko inaczej do niego podeszła. (Właśnie – czując się zobligowana podtytułem swojego blogu ” kontrowersje.)
    W Twoim wpisie nie ma żadnych kontrowersji, on jest niestety w poetyce „Bunia”, czyli takiej sobie bagateli.

    Ja przed laty wsadziłem kij w mrowisko bo zakwestionowałem charyzmę i „wielkość” Dalajlamy.
    Nie podobał mi się wtedy jego mariaż z Hollywoodem, para-gwiazdorski image (którego może on nie kreaował, ale któremu ulegał); a i to, co mówił i czynił później wydało mi się… jakieś takie naiwne i banalne.

    Oczywiście jego prostota i spokój może ujmować (tak jak sam buddyzm), ale to za mało, by być politycznym przywódcą (a Tybetańczycy potrzebują nie tylko przywódcy duchowego, a także politycznego… kogoś w rodzaju Ghandiego, który potrafił te cechy połączyć).
    Nie bez kozery od Dalajlamy odwrócili się jego dwaj bracia, zarzucając mu m. inn. brak skuteczności i zbytni kompromizm wobec Chin.

    Ale cieszę się, jeśli na kogoś innego, może nawet na tłumy, potrafi wywrzeć on charyzmatyczny wpływ, bo doktryna, ktorą głosi jest mimo wszystko dobrem.

  13. Sarna Says:

    Nie znam faktów, może i jest twórcą drogi, ale podąża nią w obecnych czasach już wielu i w wielu krajach. Może nie robią tego doskonale , ale są i efektem ich działalności są to, np. modne w ostatnich latach, w wielu krajach bezkrwawe ruchy, kolorowe i kwiatowe rewolucje.Takie myślenie i działanie już funkcjonuje i nie jest odosobnione.
    Nie oczekiwałam, że dokładnie zrelacjonujesz minuta po minucie, ale po Tobie spodziewałam się mocnej esencji, a nie cienkiej herbatki, tak beznamiętnego potraktowania tematu i samego bohatera. Tak jakby Ciebie w tym tekście nie było, z czym jeszcze na tym bloogu się nie spotkałam.
    Daj młodym szansę, nie gań ich tak, dopiero się uczą.Ważne, że poszukują swojej drogi, a może już ją znaleźli skoro, byli na tym spotkaniu.
    A papież swoimi wystąpieniami i nowatorskim podejściem wielokrotnie ryzykował podkopaniem ugruntowanej pozycji Kocioła w wiernych. Pozwalał nam myśleć, myśleć odmiennie niż przez wieki Kościół nam wpajał, przez co miał wrogów w samej kościelnej organizacji. Temat szeroki, czasu mało więc zawężę do stwierdzenia, że jego drogą środka był np głoszony i praktykowany przez niego ekumenizm.

  14. defendo Says:

    Nie chciałam wpisywać się w nurt deprecjonujących działalność Dalajlamy. Myślę o sile wiary buddystów – i samego ich przywódcy. Nie wiem, czy jest druga taka religia, w której „znajduje się” najważniejszego dla wiernych człowieka, kiedy jest małym dzieckiem. Obecny – miał raptem dwa lata. Mógł okazać się kompletnie niezdolny do pełnienia swojej roli, kiedy dorósł. Mógł być jednym ze swoich braci, którzy poszli zupełnie odmiennymi drogami, a wtedy Tybet skończyłby się pewnie – albo tonąc w morzu krwi, albo poddając bezwarunkowo Pekinowi.
    Polscy dziennikarze(akurat prawicowi, przypadek?) uznali go za pajaca, śmiesznego i przereklamowanego na dodatek. Nie zobaczyłam w nim śmieszności – ale żelazną konsekwencję. Trudną do zrealizowania. Jak walczyć i jednocześnie zrezygnować z przemocy? A przecież właśnie ten upór zjednał Tybetowi przychylność świata. Nie dokonują zamachów terrorystycznych, nie próbują zabijać osiedlających się na ich ziemiach Chińczyków.
    Zrelacjonowałam spotkanie naprawdę „na gorąco”, natychmiast po powrocie. Młodzież ma obecnie nadmiar szans. Dobrze byłoby, żeby z nich korzystała, ale… tak jak nie będę się zachwycać „cudownymi” dziećmi, śpiewającymi w tv prześliczne piosenusie popowe, dziewięciolatkami tańczącymi i wdzięczącymi się jak emerytki w zamtuzie, tak nie zamierzam podziwiać tych, którzy nie tylko są przemądrzałymi nastolatkami, to jeszcze idą na krótkiej smyczy swoich belfrów(ciekawe, co im obiecali za to dorwanie się do mikrofonu, pewnie uzasadnią tym szóstki na półrocze). Wszytko ma swój czas i miejsce. Nastolatka wygrywająca „Idola” została bezpowrotnie „zepsuta”, ośmiolatka dysponująca pięknym głosem powinna go kształcić, nie eksploatować, bo szkody są nie do naprawienia. Nie mówię już o zmianach, które zachodzą w jej psychice. Rozmawiałam z dziewięciolatkiem, tańczącym w jednym z takich programów – i ręce mi opadły.
    Dalajlama studiował dialektykę i logikę, czytałam fragmenty jego pism teologicznych – wcale nie łatwe, nie proste. Przeciwnie – poważne, głębokie rozważania, napisane językiem filozofa. Na szczęście – dla Tybetańczyków – jako ich ambasador mówi do wielu ludzi na świecie tak, jak można i trzeba do tłumów mówić. A jego ekumenizm jest niekłamany.
    Traktuję go tak, jak traktuję np. papieży – z szacunkiem nie wykluczającym krytyki. Rozbraja mnie swoim ciepłem, skromnością, naturalnością, uśmiechem, a przede wszystkim – widocznym dystansem do siebie. Taki dystans trudno znaleźć u innych – dzierżących „rząd dusz”. Jest kontrowersyjny – choćby w tym, że chce zmienić wielowiekową tradycję szukania następcy, chciałby demokratycznych wyborów nowego Dalajlamy, wciąż uważa się za „adepta buddyzmu”, nie za jedyną wyrocznię. Niczego nie narzuca. Jeżdżąc po całym niemal świecie wciąż przypomina, że istnieje Dach Świata i że ludzie tam mieszkający mają poważne problemy.
    Co do nowatorstwa papieża – uważam, że był konserwatystą w sprawach najbardziej fundamentalnych. Nowatorski był ekumenizm, chociaż niezupełnie, bo już sobór watykański II odbywał się w takiej właśnie atmosferze.

  15. Sarna Says:

    Witaj Defendo! cieszę się, że znowu Cię tu spotkalam ( własnie taką :)
    Tak trzymaj.

  16. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    tak naprawdę, to cieszę się z tego, że bronisz Dalajlamy.
    Cum Pace! :)

  17. telemach Says:

    „nie ma mody na myślenie”

    Defendo, szanowna radykalna pesymistko, na jakich przesłankach opiera się to kategoryczne stwierdzenie?
    Jesteś w internecie, medium dostępnym każdemu jal ściana wychodka lub ściana garażu po zapadnięciu mroku. Twoje graniczące z rozgoryczeniem zdziwienie (wybacz, tak to odczytałem), że na ścianie wychodka nie prowadzone są dialogi poststrukturalistów na temat wyższości Derridy nad Piagetem albo na odwrót budzi moje osłupienie.
    Jeszcze nigdy nie było aż takiej ilości ogólnie dostępnej wiedzy. Jeszcze nigdy taka ilość ludzi nie miała szansy zakomunikowania światu swych odczuć i przemyśleń.Ze wynik rozczarowywujący? Ze raczkują? Naturalnie że większość raczkuje i rozlewa kaszkę. Naturalnie, że udają się chwiejnym krokiem do McDonalda a nie, cytując przy tym Jean Anthelme Brillat-Savarina, do wykwintnej restauracji. Tam trzeba umieć rozróżniać pomiędzy trzema rodzajami kieliszków, umieć degustować wino, wiedzieć jakie pasuje do dwuletniego sera Chamfort a jakie do świerzego Tomme de Savoie. Trzeba umieć otwierać ostrygi i jeść kraby. Wiedzieć czy kozi ser na liściu chrzanu pasuje do Filet Mignon.

    Tak że większość udaje się do Baru Szybkiej Obsługi. Piwo z butelki nie wymaga żadnej wiedzy, to tak nie męczy. Ale czy to źle?

    Mody, droga Defendo, potrzebują czasu aby się wytworzyć. Dlatego nie dziw się i nie bądź rozgoryczona, gdy „foty”, „ploty”, „dzwonki i tapety”, skuteczne metody usuwania owłosienia łonowego, przepisy świąteczne i wspomnienia „takiego jednego co z taką jedną a potem drugą” cieszą się większym zainteresowaniem. To naturalne. Ja osobiście jestem zdziwiony, że nie jest gorzej. Ze zalew chamstwa, taniej prowokacji, półwiedzy i wątpliwej jakości humoru stajennego ulega powolnej krystalizacji wokół miejsc do których chodzić można ale nie trzeba. Ze na nieznanym nowym blogu, na post opatrzony Tagiem „Baudrillard” poajawia się nagle 200 odwiedzających.

    Nie ma powodu do kulturowego pesymizmu. Jeśli nawet niekoniecznie jest dobrze to jednak jest coraz lepiej.

  18. defendo Says:

    Telemachu – pod Twoim komentarzem mogę się tylko podpisać.
    Nie ma we mnie goryczy. To nie tak. Konsumentów kultury masowej zawsze jest więcej, niż wyrafinowanych odbiorców.
    Masz rację, że najchętniej idzie się w miejsca niczego-nie-wymagające. Mnie zniechęca jednak sam zapach i wygląd restauracji typu fast food.
    Rzecz jednak w tym, że ci, których stać na pójście do dobrej restauracji, wolą McDonalda, nawet narażając się na to, że jakiś rozwydrzony bachor wsadzi im łapkę w talerz. I w dodatku twierdzą, że hamburgery są smaczniejsze od karczochów. Skoro tak – smacznego im!

  19. telemach Says:

    „Masz rację, że najchętniej idzie się w miejsca niczego-nie-wymagające. Mnie zniechęca jednak sam zapach i wygląd restauracji typu fast food.”

    A w moim przypadku jest zupełnie inaczej. Ja cenię sobie i jedno i drugie.
    Bez trywialności nie ma dogłębnej powagi, bez kiczu – czystej estetyki, bez pastiszu – tragedii, bez literatury brukowej – form wyższych, bez fast-foodu sztuki kulinarnej, bez burdelu – zakrystii, bez grzechu – swietosci.
    Sacrum wynika zawsze z faktu obecnosci profanum. Jedno warunkuje drugie i w ten sposob jest potrzebne. Profanum jest rowniez w pewien sposób kuszące. Czasem i w pewien sposób. Tak, że nie potępiałbym w czambuł.
    Innymi słowy: świat jedynie z Dostojewskim, Stockhausenem oraz malarstwem niefiguratywnym byłby światem uboższym niż świat w którym dodatkowo egzystują np. Chandler, Irwing Berlin i Jeff Koons. A nawet Chmielewska, Doda i Landszaft z jarmarku.
    To obecność kiczu pozwala estetom na ich estetyzm. Jego brak doprowadziłby do absurdalenej sytuacji w której wielu kategorii estetycznych nie dało by się nawet zdefiniować.
    Jeśli ja dajmy na to postanowię napisać wiersz (co mi się od lat nie zdarzyło) to będzie to wiersz stojący w pewnej opozycji do słowotoku nawiedzonych panienek nadużywających przymiotników i lingwistycznych wygibańców udających figury liryczne. Gdyby jednak panienek tych nie było to ja będę miał jednak pewien kłopot…

    Pozdrowienia
    Pozdrowienia

  20. Sarna Says:

    Telemachu, a dlaczego wiersz ma być podobny do słowotoku nawiedzonych panienek, a nie np. ckliwych lovelasów?
    Akurat po Tobie nie spodziewałam się takiego męskiego szowinizmu :)
    Poza tym, gdybym się nie obawiała, że Defendo oskarży mnie o plagiat i rzuci we mnie którymś z klejnotów od Amicusa )))))) podpisałabym się pod Twoim tekstem obiema rękami.
    pozdrawiam

  21. Sarna Says:

    Telemachu, a dlaczegóż to wiersz ma być podobny do słowotoku nawiedzonych panienek, a nie np jakiegoś ckliwego lovelasa?
    Akurat po Tobie się nie spodziewałam męskiego szowinizmu :)
    Poza tym nie mam uwag i gdybym nie obawiała się, że Defendo posadzi mnie o plagiat podpisałabym sie pod tym obiema rękam ))

  22. defendo Says:

    Sarno – w Tobie jest autentyzm i uczciwość:) nie obawiaj się.
    Ostatnio zbrzydziły mnie dopełnieniowe metafory – u Ciebie i większości moich komentatorów ich nie ma. Właściwie u niemal nikogo;)

  23. Sarna Says:

    Dzięki.
    Defendo, mijamy się na bloogach od kilku dobrych miesięcy, miałam możliwość troszkę Ciebie poczytać i kilka ładnych kwiatków z tej łączki wpiąć sobie w główkę:) Poruszasz ciekawe tematy, interesująco je interpretujesz i prezentujesz, potrafisz bronić swoich racji, jesteś mrówczo pracowita. I choć często odmiennie niż Ty myślę i czuję, imponujesz mi.
    Zbliżają się święta i ( tym razem zgodnie) nieumalowana z umalowaną mnie ponaglają do złożenia Tobie życzeń, więc pozwól, że to uczynię. Miejsce dobre jak każde inne, zwłaszcza, że pod patronatem Dalajlamy, który będzie „robił” nam za gałązkę jemioły :) Akurat Tobie nie muszę przypominać, że jego duchowe imię ozn. ocean mądrości, elokwentny, doskonałej chwały, etc, więc może i nam coś z tego skapnie:). A zważywszy na jego światopogląd i hasła o otwartym sercu, życiu lepszym życiem, o osiąganiu jedności ze wszechświatem i darze współczucia więc przesłanie na nadchodzące święta i Nowy Rok bardzo pobożne i należy sobie życzyć, by nie okazały się tylko pobożnymi życzeniami :)
    Wiem, ze lubisz, by spełniało się co dziesiąte życzenie, więc życzę Ci:
    – masy nowych pomysłów, planów i marzeń,
    – z bucików już przestałaś wyrastać, ale obyś nigdy nie wyrosła z marzeń,
    – byś potrafiła sobie czasami pozwolić być niedoskonałą, umalowaną i naiwnie szczęśliwą
    – byś za Edith Piaf potrafiła zanucić życiową mądrość gdy Ci będzie źle ( oby nigdy nie było) ” niech pan nie płacze, takie jest życie Milordzie”, a myśląc o swoim życiu ” nie, nie żałuję niczego”
    – jesteś kobietą ( jak zauważył mój znajomy, namiętną kobietą:), więc miłości, namiętności, spełnienia- słowem szczęścia,
    – obyś znalazła w sobie tyle hartu, tolerancji, mądrości, by nasze czasami zgryźliwe komentarze nie zbrzydziły Ci prowadzenia blooga,
    – pomyślności w Nowym Roku 2009
    pozdrawiam

  24. tilow3 Says:

    W tym czasie gdu Defendo pytali o wolne zaproszenia chetni do wejscia, ja byłem swiadkiem wypadku na jednym z wiekszych wroclawskich skrzyzowań. Autobus uderzył z potęzna siłą w tramwaj tak, ze ten „wyskoczył” z szyn, i zablokował ulice. Z minuty na minute przybywało aut sterczących w korku oraz gapiów obserwujacych skutki wypadku. Pojawiła sie straż pożarna celem odlaczenia pojazdow wczepionych w siebie. Odezwałem sie przy robotnikach budowlnych wyraznie przejetych obserwacja wydarzen, ze szkoda bo nowy tramwaj … Na co uslyszłem „ch*j z tramwajem, Dalajlama przed chwilka tedy przejedzal”. Pomyslalem, ze chyba mieli racje…

  25. telemach Says:

    Sarno Szanowna,

    „Telemachu, a dlaczego wiersz ma być podobny do słowotoku nawiedzonych panienek, a nie np. ckliwych lovelasów?”

    Naprawdę interpretujesz to jako dowód męskiego szowinizmu? Hm…
    Ja tego tak nie widziałem. Nawiedzone panienki pojawiły się nie ze względu na mój mizoginizm kecz na skutek obserwacji własnych. Więcej nawiedzonych niespełnionych Pawlikowsko-Jasnodrzewskich mi się jawi w sieci niż dajmy na to niezrealizowanych Tetmajerów lub Wojaczków. Co nie oznacza automatycznie że damy mają wyłączność na nawiedzenie, np. w publicystyce politycznej proporcje są odwrotne. Signum temporis?

    Przecież jeśli będziemy rozmawiać o przemocy w małych miasteczkach lub wśród zwolenników piłki nożnej to też zwrócimy uwagę na dresiarzy i kiboli pomijając drsiarki i kibolki. Bez narażania się na podejrzenie o skrajny ferminizm.
    Pozdrowienia.

  26. grześ Says:

    Defendo, dopiero teraz przeczytałem tekst, choć zgadzam się z komentatorami, że zbyt surowo oceniasz tych nastolatków tam i w ogóle twoja wojna kulturowa czasem mi się zbyt serio wydaje.

    Ja tam często w kiczu się lubuję:), ale to pewnie wiesz, mnie czytając.
    No.

    Pozdrawiam i idę czytać inne zaległe twoje notki.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: