Nie chciałam, samo wyszło

biala-roza-ze-sztyletem-033duze
Na zajęciach mieliśmy rozmawiać m.in. o symbolach i archetypach. Jung pewnie cierpiał w zaświatach. Grupę znałam dość dobrze, ale miałam „gości” – trzech facetów z przeszłością. I trzech ich „aniołów stróży”. Ćwiczenia jak ćwiczenia –  po twarzach można było poznać, dla kogo temat jest „ziemią niczyją”, a kto przykładnie poczytał.
Wymyśliłam, że na środku sali stanie stół przykryty białym, wykrochmalonym obrusem – nie żadnym tam „plamoodpornym” – lnianym. Na nim chleb – pięknie wypieczony i pachnący. Symbol jak cholera! Symbol symboli. Obok wielki, ostry nóż. W chlebie ukryłam spreparowany przy pomocy zaprzyjaźnionego plastyka – balonik z czerwoną farbą. Ciśnienie miało spowodować, że farba tryśnie – na mnie i wszystko wokół. Taki malutki performance, do którego właściwie nie miałam prawa. Na próbach – działało jak złoto! Jeszcze tylko poprosiłam, żeby uczestnicy zapomnieli o kamerze(miała dokumentować zajęcia). Ciekawe, że kobiety zapomniały łatwiej, faceci stroszyli piórka o wiele dłużej.
Rozmawiamy.  Zaczyna się robić ciekawie. Chleb determinuje dyskusję. Padają interpretacje oczywiste – życie, Bóg, praca, mądrość, gościnność, przyjęcie do rodziny(jedna osoba cytuje „pater noster”), kombinują w temacie”chleb i igrzyska”. Wprawiam ich w zakłopotanie wspominając o „łasce Sodomy” – obfitości jadła.
Piotr – zachęcony przeze mnie – sprawdza, czy nie jest słodki – nie jest(„słodki jest chleb kłamstwa”). Trochę się bałam, że ukroi i zdemaskuje mój podstęp, ale odrywa kawalątek skórki z boku. Jaśku – dość nerwowo – konstatuje, że to pierwsze zajęcia, z których nie wyjdzie głodny. Ktoś inny proponuje mu wódę „zamiast”. Uznają, że chleb nie nadaje się na „zagrychę”, że czuliby się dziwnie, pijąc pod suchy chleb. Pod kiszonego ogóreczka – owszem.
Włazimy powoli  w Junga i jego koncepcję. Ma swoich zwolenników i przeciwników – są tacy, co słupki odrobili. I tacy, co improwizują – tych szczególnie lubię, bo zmuszają się do nadmiernego wysiłku. Moi „inni” głównie milczą.
Zaczyna się robić za gorąco, argumenty dotykają ludzi, nie ich postaw. Ktoś wreszcie zwraca uwagę na nóż. Interpretacje sypią się jak z rękawa, mój operator zza statywu rzuca uwagę, że powinien być krzemienny, wtedy poszukałby ofiary(czuję lekki niepokój, on przeciez wie, jaka scena nastąpi, może ją „spalić”). Na szczęście wchodzą w inne znaczenia: symbol falliczny, płomień. Sprawa przerwy staje na ostrzu noża – palacze muszą uzupełnić poziom nikotyny. Proszę bardzo.
Wracają niepoganiani. Któraś z dziewczyn wspomina o indywiduacji(Jung), która – jako świadome działanie – dana jest tylko wybranym, inni skazani są na nieświadomą, poprzez archetypy i symbole.Przypominam im o szczególnej mocy archetypów w sytuacjach granicznych(np. w niebezpieczeństwie czy w miłości). Ustalamy, mimo wielu zastrzeżeń, że symbol jest elementem języka archetypów, że łączy nieświadomość ze świadomością. Tomek(urodzony i wychowany  w Niemczech, dwujęzyczny) mówi o tym, że niemieckie Sinnbild jest zrostem sinn(znaczenie) i bild(obraz), byłby to więc jeden z argumentów przemawiających na korzyść tej tezy. Ciekawe, czy wyczytał, czy sam wpadł na taki pomysł, po zajęciach go zapytam. Kątem oka widzę, że „nowi” zaczynają się nudzić – w pierwszej części zajęć dwaj z nich czasem się odzywali. Ewa pyta, co to wszystko właściwie ma wspólnego z tematem zajęć, miała być mowa o prawach artysty. Mieliśmy też odpowiedzieć na pytanie czy nie-artyści mają równe prawa. Nareszcie! Wstaję. Podchodzę do stołu.  Spokojnie. Mam świadomość nadmiernej oczywistości moich jaskrawo czerwonych paznokci, obecności operatora itd. Z rozmachem wbijam nóż w chleb i…
I nic. Zawiodła technika. Stoję przed nimi i patrzę  – dość bezradnie. Nagle podchodzi do mnie jeden z tych z „ciekawą” przeszłością i bardzo nieciekawą teraźniejszością. Z krzesła podnosi się jego opiekun, czujny, ale niezdecydowany. A on z niesamowitą delikatnością, niemal tkliwie – wyjmuje nóż z chleba. Widzi, że ostrze jest  czerwone. I traci możliwość ruchu. Nic nie robi – trwa. Straszliwie powoli, w ciszy, pyta mnie – „dlaczego?” Z dziecięcą pretensją, całkowicie bezradny i bezbronny. Gdybyście zobaczyli jego twarz! I twarze innych…
Łamię rytuał – zazwyczaj uśmiecham się i dziękuję wszystkim za udział w zajęciach. Proszę o wypełnienie arkuszy ewaluacyjnych. Pozwalam na kilkanaście minut swobodnej paplaniny. Nie tym razem. Cisza po jego pytaniu jest przejmująca. Odczekuję dłuższą chwilę – patrzę na nich. Wychodzę z sali bez słowa. Drzwi zostawiam otwarte – i wciąż słyszę ciszę. Drażni mnie stukanie moich szpilek w pustym korytarzu. Nie ruszają się, nie wychodzą, zatrzymali się w ciągłym biegu. Dopiero po pewnym czasie zaczynają mówić – prawie wszyscy jednocześnie(to znam już z nagrania).
Mój operator jest zachwycony, chce zrobić z tego materiału etiudę. Pokazuje mi  sceny, które wejdą, twarz tego faceta pozbawionego szyi, za to z dobrze rozwiniętymi mięśniami. I dłoń z nożem. Nie chcę, nie zgadzam się, zdjęcia są zbyt intymne. Film miał tylko dokumentować – nic więcej. Chciałam, żeby zrozumieli, że do prowokacji powołany jest artysta, a nie każdy. Chciałam, żeby doszli do wniosku, że popkultura nie powinna korzystać z takiego narzędzia współczesnej sztuki, jakim jest prowokacja. Że to „teren zastrzeżony”, strefa niebezpieczna. Pokazać im całą kiczowatość mojego działania. Nie wyszło. Wyszło coś zupełnie innego.

Zanotowałam tu tylko – bardzo chaotycznie – posiekane fragmenty tego, co się wydarzyło. Zdjęcie zrobiłam sama. Dzisiaj. Czarna róża poddała się – przekwitła. Białe – pachną mocniej niż latem. I są piękniejsze.

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 32 to “Nie chciałam, samo wyszło”

  1. Logos Amicus Says:

    Defendo, to Twoje stwierdzenie „nie chciałam, samo wyszło” to są, według mnie, słowa kluczowe dla całej tej sytuacji, którą tutaj opisujesz.
    Zresztą, nie tylko dla niej.
    Może dla całego naszego życia – dotyczą rownież egzystencji każdego człowieka?

    Czego chcemy a czego nie chcemy?
    Czy kiedy nie chcemy, to chcemy?
    Czy na pewno, kiedy chcemy, to naprawdę my tego chcemy i czy rzeczywiście chcemy?
    Ostatecznie, wychodząc poza te zawiłości, mogę skonstatować: znów dotykamy tutaj problemu wolnej woli i determinizmu.

    Czy nie jest po prostu naszym złudzeniem to, że jesteśmy czymś osobnym, indywidualnym?
    Czy nasza alienacja nie jest owym złudzeniem konsekwentnie doprowadzonym do końca?

    Archetypy są właśnie naszą próbą – niekiedy rozpaczliwą próbą – ponownego zjednoczenia się ze światem, także z innymi ludźmi. Są tęsknotą za powrotem do Oceanu – do Jedni Wszechświata (to czuli doskonale – a może też i rozumieli? – ludzie, mistycy Wschodu).

    Dzięki archetypom łagodzimy naszą niepewność.
    Dzięki nim chcemy pokonać samotność (także w tym szerszym wymiarze egzystencjalnym) – wyciszyć lęk związany z zagubieniem w świecie.
    Chcemy aby archetypy służyły naszemu poznaniu.

    Ale czy są one naszą wiedzą?
    I czy wogóle mogą być naszą wiedzą?

    Nie wiem…
    Nawet po tym jak zapoznałem się bliżej z Jugiem i jego „Wizjami”… nie wiem.

    Może rzeczywiście wszystko „samo wychodzi”?

  2. defendo Says:

    Logosie – też nie wiem. Archetypy mogą występować w formie symboli(albo personifikacji), a ich treść może być wyrażona tylko przy pomocy metafor.
    Metafory uważam za jedno z narzędzi poznania.
    Bywają jednak groźne. Potrafią generować nazizm, nienawiść rasową, wojnę.
    Zadałeś wiele pytań. Nie znam odpowiedzi.
    Tak jak nie wiem, co właściwie mi wyszło, w miejsce tego, co zamierzyłam. Ten chłopak usiłował kogoś zabić – przy pomocy noża. Nie mam pojęcia, co czuł, kiedy wyjmował pozornie zakrwawiony nóż z chleb-ciała, któremu przypisaliśmy wcześniej tak wiele znaczeń. Nie umiem opowiedzieć jego twarzy. Tej niesamowitej ciszy. Jakby wstrzymali oddechy.
    Mam nadzieję, że wtedy każdy z nas coś zrozumiał, ale straciłam kontrolę nad tym, c o pojęli inni. Jeśli nie pojęli, to przynajmniej odczuli.
    A chciałam tylko uwrażliwić ich na to, że tylko prawdziwa sztuka ma prawo dotykać najważniejszego, że jest sfera sacrum(ściśle chroniona, której nie wolno niszczyć) i sfera profanum, dostępna wszystkim, ale w której nie wolno nurzać rzeczy naprawdę istotnych.
    Nie wiem, co trzymał w dłoni ten chłopak. Nie wiem, czy te sfery są rozłączne. Może zdarza się czas i miejsce, w których mieszają się bez uszczerbku dla tabu?
    Od czego to zależy?

  3. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    czy jesteś pewna, że sfera profanum nie zawiera rzeczy naprawdę istotnych?

    Każda sztuka ma prawo PRÓBOWAĆ dotykać „najważniejszego”.
    Tylko prawdziwej sztuce się to udaje.
    Jest to zarówno jej nominacja, jak i wyróżnik.

    Dlaczego odmawiasz komuś prawa do czegoś, do czego sama sobie to prawo przyznajesz?

  4. defendo Says:

    No i znów padłam ofiarą braku samodyscypliny. Tak napisałam, że nie można mnie zrozumieć. Nikomu nie odmawiam prawa, sama sobie też praw nie uzurpuję. Właśnie moje działanie z tą tryskającą krwią miało pokazać, że jeśli ktoś .. no niepowołany narusza ważną sferę, to nie jest dobrze, chciałam,żeby czuli niesmak.
    I znów mówię nie to, co chcę powiedzieć, chyba nie jestem dziś w formie, przepraszam..

  5. nyema Says:

    nie znam Twego bloga, nie wiem, co powiedzieć, ale drugi raz w ostatnich dniach poruszyło mnie coś podobnego, więc tylko dopiszę tu jeszcze swoje „dlaczego”, ale nawet z tego pytania nie umiem się teraz wytłumaczyć…
    bo mam wrażenie, że to, co się stało z tym chlebem i nożem było mimo wszystko i tym, co się „miało” stać, jak zamierzyłaś, i tym, co tak strasznie przejmuje…
    spróbuję czytać Twój blog, o ile potrafię..
    chyba ważniejsze jest dla mnie to, co wychodzi samo i chyba jednak pyta o zgodę?
    dzięki za tę notkę

  6. defendo Says:

    Nyemo – witam:)
    Nie umiem przestać myśleć o tym, co się wydarzyło. Wy nie widzieliście tych oczu, nie słyszeliście tej niesamowitej ciszy. Jestem dość liberalna – na zajęciach ludzie mogą wymieniać szeptem uwagi, byle nie przeszkadzali innym. Nieczęsto to robią, ale zdarza się. Tym razem – nikt tego nie robił.
    Myślę, że zapamiętają tę scenę. I to chyba więcej warte od tysiąca zapamiętanych formułek.
    Mam już pomysł na następne zajęcia. Ale już bez podstępów – nie potrafię skutecznie kłamać, nawet jeśli bardzo chcę. Kismet!

  7. ja tu tylko sprzątam Says:

    Defendo, dziś Cie zdradziłem….

    Do tej pory byłaś moją mało skrywaną tajemnicą.

    Dziś postanowiłem podzielić się tym blogiem z moją Lubą. Przeczytałem całą notkę, na początku sam dla siebie, wydała mi się zamieszana, pocięta i dziwna, potem przeczytałem ją dla nas – na głos.

    Byliśmy zachwyceni. Teks nas poruszył, długo dyskutowaliśmy o tym czy prowokacja może mieć cechę egalitarności? Czy też może zostać ofiarowana jedynie artystom dla podkreślenia mocy ich wypowiedzi, jako miecz w ich ręku, jako ta cecha która daje im możliwość burzenia – reżimów, ideologii, rzeczywistości.

    Zgodziliśmy się, że tak być nie może. To działania, a więc i prowokacje decydują o tym czy kogoś zdefiniujemy jako artystę. Nie możemy odbierać prawa przeistoczenia się w artystę nawet zwykłemu zdawałoby się prostaczkowi(Warhol np.) Defendo, mimo, że okoliczności zmieniły formułę twojej prowokacji, to stałaś się artystką. Przez własne działanie zyskałaś nowy status. (W formie jesteś wyśmienitej).

    Oboje jesteśmy wielkimi przeciwnikami elitaryzmu, może stąd płynęły nasze wnioski.

    Od Niej:
    Co do niemieckiego zwrotu – Sinnbild – w/g Pani filolog (przyszłej) u mego boku, jest on oczywisty i jasny, a chłopak pewnie sam to odkrył, podczas nauki języka polskiego/niemieckiego.

    Ode mnie:
    Przebywam często w środowiskach chrześcijańskich, w których to całe dnie dyskutuje się o symbolice biblii, sztuki, przypowieści – nie mogłem, przesiąknięty tymi, podstawami nie zauważyć symbolu – zadania rany Synowi Człowieczemu – jego ciało jako chleb, przebite nożem broczy krwią. Nie wiem, czy też miałaś w zamyśle taki wynik swej prowokacji, mnie wydaje się on oczywisty.

    Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za wywołanie w nas takiego poruszenia.

  8. defendo Says:

    Sprzątaczu – gorące pozdrowienia dla Twojej Lubej.
    Mój blog jest dość publicznym miejscem, przynajmniej ten, zatem nie zdradziłeś. Dziękuję Ci za zaproszenie nowego gościa:)
    Notka z konieczności jest pocięta – opisanie całych zajęć, założeń itd. byłoby nudne dla netowego czytelnika – i zupełnie tutaj niepotrzebne. Chciałam jednak wprowadzić w sytuację. Wybrałam kilka pojedynczych wypowiedzi, tak, jak je zapamiętałam. Zapisałam to, co czułam. Moje wrażenia też są „pocięte” i „zamieszane”.
    Uważasz, że pokazanie nagiej piersi czy demonstracyjna i demonstrowana rezygnacja z majtek, stosowana przez popgwiazdki to prowokacja artystyczna? Nagość w sztuce prowokacją jest – zobacz „Maję ubraną” i „Maję nagą” Goyi – o ileż więcej zmysłowości ma w sobie ta pierwsza w relacji do drugiej! Zastanów się, dlaczego artysta pokrywał modelkę farbą i kazał jej tarzać się po zgruntowanym płótnie – oni czegoś chcieli, prowokacja miała cel, nie wyłącznie erotyczny. Czego chce Doda? To nie prowokacja, to epatowanie wulgarnością, imitujące prowokację i nazywane prowokacją.
    Dzięki za wyjaśnienie Sinnbildu:)
    Chleb można czytać na gruncie symboliki chrześcijańskiej, ale i w innych kulturach ma wielkie znaczenie. Nieco podobne, ale jednak inne. Atakowanie chleba w każdej kulturze narusza sacrum. Wiesz, że podczas wojen światowych żołnierz był surowo karany za to, że do pokrojenia chleba użył bagnetu? Mógł zaatakować wroga nożem, tym samym, którym kroił chleb. Ale nie wolno mu było użyć broni do krojenia chleba.
    Pozdrawiam:)

  9. cogitomen Says:

    Suspens niczym u Hitchcocka. Nie będę piał peanów na temat Twojego pisania
    droga Def. Wiesz, że bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz i przemilczę (W formie jesteś wyśmienitej). Ja Cię czytuję zawsze z przyjemnością (żałuję tylko, że tak rzadko). Acha. Tym razem też nie wypowiem się na temat meritum.
    Pozdrawiam ciepło c.

  10. Orchidea Says:

    sacrum jest dla wybranych-tylko oni łamią tajemnice archetypów (są zdolni je odkrywać).
    profanum jest tylko spuścizną kulturową obowiązująca każdego-jest nieświadomością zbiorową, która w rozwoju osobniczym, być może u „niektórych” * dopiero w następnych pokoleniach stanie się świadomym rozumieniem świata, stanie się mistyką-bo tylko przez nią następuje dialog pomiędzy profanum a sacrum=>pomiędzy ciałem a duszą=>pomiędzy instynktem a logiką. Uwielbiam Junga hihihi, może byłam nim w poprzednim wcieleniu?–>to oczywiście żart

    niektórych*-w myśl teorii ingenezy w moim rozumieniu, każda linia genetyczna, rodowodowa ma, jakby pewne etapy dochodzenia do ewolucyjnej doskonałości-zbliżania się do jaźni. Podam dla przykładu, dzieci z rodzin niegdyś szlacheckich osiągnęli pewien pułap inteligencji, który dziś np. łapią dzieci – pokolenia ówczesnej klasy średniej. Drugi przykład: doświadczenia klasy najniższej w połączeniu ze zdobytą wiedzą mogą stać się wypadkową inteligencji, wyższą niż w przypadku podanych wcześniej przykładów. Ostatni przykład jest dowodem łączenia instynktu z logiką, intuicją, mądrością, łączenia podświadomości ze świadomością, powiem więcej doskonałej umiejętności pracy mózgu wynikłej z ewolucji (np. Barack Obama). Ludzie, którzy znajdują na końcu „łańcucha” ewolucyjnego mają o wiele lepszą percepcję pojmowania i łączenia w jedną spójną całość faktów i zdarzeń-są najdoskonalsi-sprawiedliwi-charyzmatyczni, tacy mają wpływ na profanum w społeczności. Rytuały ( moga nim być: sztuka, myzyka, taniec, nawet wszelkie gry) są nośnikiem archetypów, są sacrum, stając się profanum stają się wiedzą-prawdą, oczywistoscią. Profanum jest wynikiem odkrycia prawdy o sacrum-zidentyfikowaniem tajemnicy sacrum. Wiedzą może się stać tylko poprzez indywidualne uzyskiwanie świadomości poszczególnych jednostek-no cóż kwestia ewolucji. Myślę, że człowiek wciąż na nowo i tak poszuka sobie nowych elementów sacrum, chyba nie potrafi bez tego żyć? Może to wymóg postępu, kultury…

    Pozdrawiam!

  11. ja tu tylko sprzątam Says:

    Droga Defendo,
    ten problem był kością niezgody i w naszej dyskusji. Podnosiłem ten samo zarzut choć w nieco innej formie. Zostałem jednak przekonany i przyjąłem tezę jako swoją. Mianowicie:
    Należy się zastanowić czym jest prowokacja w ogóle – czy prowokacją będzie flashing i innego rodzaju zachowania, które można określić krótko jako żenujące, czy też coś innego, poruszającego. W tym przypadku conditio sin qua non będzie skutek jaki dane zachowanie wywoła. Czy rozbudzi nas intelektualnie, czy nas zszokuje, przerazi, obrazi, dotknie?
    Na swoje potrzeby określiłem prowokację jako przestępstwo materialne – bowiem by mówić o przestępstwie musi zaistnieć tutaj znamię skutku.

    Prawem przykładu.

    Prowokacją w moim rozumieniu jest chociażby – projekt IV RP (wykorzystany później do ugrania politycznych celów), styl i nienawiść do własnych bohaterów Doroty Masłowskiej, „obozowe lego” wystawa którą zobaczyłem dwa lata temu w CSW, filmy Lumeta. To rzeczy które mnie pobudziły, obraziły, zastanowiły, sprowokowały do postawienia pytań i szukania na nie odpowiedzi. Taki też był wynik tegorocznej Gdyni.(być może była to prowokacja)

    Prowokacjami nie są dla mnie te wszystkie zachowania, które mimo że kontrowersyjne nie pozostawiają miejsca na zastanowienie się, nie niosą za sobą żadnej treści, czy to symbolicznej czy to bezpośredniej.

    Są też wydarzenia problematyczne – Kuba Wojewódzki szczególnie w swoich artykułach, Nieznalska – kicz, artyzm, prostactwo? Maria Awaria – bunt, przyczynek do polemiki o wyzwoleniu seksualnym, czy też nachalna, infantylna akcja mająca przysporzyć popularności?
    To zjawiska problematyczne.

    Konkludując.

    Należy odróżnić prowokację artystyczną od prowokowania czysto publicystycznego, jedno i drugie jednak dostępne jest dla wszystkich, nie tylko dla zdefiniowanej grupy nadawców i odbiorców.

    Posługując się językiem i filozofią prawa karnego – o statusie oskarżonego świadczy popełnienie czynu zabronionego, zawinionego, bezprawnego, szkodliwego społecznie w stopniu większym niż znikomy. Czyn ten musi wypełniać znamiona przewidziane w ustawie karnej, jeżeli jest to przestępstwo materialne(skutkowe) musi wywoływać również przewidziany w niej skutek (np. śmierć człowieka – pobicie ze skutkiem śmiertelnym)
    Prowokacją natomiast będzie czyn człowieka, zawiniony, niepoprawny, który wywołuje, którego skutkiem jest, wzburzenie: emocjonalne, intelektualne, obyczajowe. Jest to czyn stanowiący przyczynek do dyskusji i polemik.

    Przepraszam, że odpowiadam tak późno.

    Pozdrawiam.

  12. Hoko Says:

    O! To może ktoś mi wytłumaczy pewną zagadkę: dlaczego pacjencji Junga śnią wg metody Junga, a pacjenci Freuda wg metody Freuda?

  13. mniemanolog Says:

    Nie chciałem, tak wyszło. Wiele razy używano tego zwrotu tłumacząc się, gdy nie osiągnięto zamierzonego celu. Chciałaś pokazać kicz, a wyszło dzieło. Zupełnie niechcący, więc uprzedzam Twój niesłuszny protest ,że nazwałem to dziełem.Czasem artyści osiągają skutek odwrotny.Chleb zawsze był traktowany z szacunkiem i często był używany jako symbol. Napoczynając nowy bochenek nożem kreśliło się znak krzyża, chleb jako ciało Chrystusa ,witano też gości chlebem i solą. Prowokacją samą w sobie jest użycie symbolu do celów „innych”, tylko czasem skutki bywają niezamierzone.

  14. telemach Says:

    „Nie chciałam, tak wyszło”.

    Zastanawiam się, na który człon powyższego zdania zamierzałaś położyć większy nacisk. Bo można je odczytać trojako.
    1. Nie chciałam, tak wyszło.
    2. NIE CHCIAŁAM, tak wyszło.
    3. nie chciałam, TAK WYSZŁO.
    I będą to trzy zupełnie różne komunikaty mogące ulegać w głowie odbiorcy dalszym, nieskończonam permutacjom….

  15. defendo Says:

    Telemachu, tę informację zachowam dla siebie, jeśli pozwolisz. Właśnie na wielości interpretacji mi zależy.
    Lubię, kiedy mnożą się permutacje – to Borgesowskie ogrody o rozwidlających się ścieżkach, o których tak pięknie, mimochodem mi przypomniałeś.

  16. stefan Says:

    Słowa i obrazy mają nieznaną energię i o tym rozmawialiśmy nie tak dawno. Ja lubię kojarzyć i szukać ulatniających się zbiegów okoliczności. Ta wiadomość w Gazecie zwróciła dziś moją uwagę – na marginesie Twoich zabaw z nożami.” Dwa końce Polski i dwa bardzo podobne zdarzenia. Podczas libacji alkoholowej kobiety rzuciły się z nożami na współbiesiadników. Jeden dostał nożem w brzuch, drugi w ramię. To jakaś plaga” Hmm…zmykam w te pędy z tych akademickich dyskusji, bo mam uraz na punkcie sztyletów, zwłaszcza skrwawionych. Ot, tak mi jakoś wyszło, mimo że nie chciałem ;-)

  17. defendo Says:

    To farba, Stefanie. Sztylety rzadko krwawią. Nie uciekaj, tylko nie Ty:)

  18. K.L.daV. Says:

    Być może skomentuję jeśli przeczytam po raz drugi.
    Twój K.L.daV.

  19. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    Ty już pewnie całkiem mnie znienawidzisz…
    Ale przecież chcesz bym pisał to co myślę, prawda?
    (A może nie chcesz?)

    Otóż, niestety, mam nieodparte wrażenie, że te Twoje zakrwawione sztylety ocierają się o kicz.

    Pozdrawiam.

  20. defendo Says:

    Logosie – a dlaczegóż miałabym znienawidzić? Nie ma we mnie ani odrobiny niechęci – jest czysta sympatia.
    Oczywiście, że to kicz – zamierzony i wykonany(„biełyje rozy”, czarne tło, sztylet – a tak naprawdę kord oficera Marynarki Wojennej, sztyletem nie dysponuję, krew tak czerwona,że aż wiadomo że nierzeczywista). Ten rodzaj kiczu, który chciałam zdezawuować i obrzydzić moim podopiecznym. Właśnie dlatego przygotowałam całą tę „spaloną” scenkę.
    Nic t u się nie ociera o kocz – jest kicem, jak inkrustowane sztucznymi brylantami tipsy panienki wracającej ostatnim podmiejskim autobusem z dyskoteki, jak sceniczny biustonosz Madonny, jak tekst pretensjonalnej piosenki. Kicz zamierzony i wykonany. Zdarzenie z chlebem straciło część cech kiczu – i nadal nie wiem, czym się stało.

  21. defendo Says:

    Kocie – zaczekam, Twoja wieża ma pierwszeństwo;)

  22. defendo Says:

    Stefanie – ręczę, że tutaj jesteś równie bezpieczny, ja w swoim uroczysku. A swoją drogą – kobiety naprawdę stały się bardzo agresywne. Już nie tylko dorównują mężczyznom – przerastają ich w tej dziedzinie. Mężczyźni(bliźniaków i im podobnych wyłączam) używają wobec siebie siły, ustalają w praktyce, kto ma rację i idą na piwo. Kobiety – atakują bez wytchnienia i są bardzo pamiętliwe. Wciąż wracają do swoich „ofiar”, żeby je jeszcze podręczyć.

  23. defendo Says:

    Mniemanologu – „dzieło” to za wiele powiedziane. Zapewne to ma mniejsze znaczenie, niż sądzę. Ale jakoś myśl o tym nie chce mnie opuścić.

  24. defendo Says:

    Hoko – dzięki, roześmiałeś mnie;)

  25. defendo Says:

    Sprzątaczu – mówisz z pozycji prawnika – można i tak. Dla mnie to coś nowego, nie potrafiłam oglądać działań twórców od tej strony – jako czynów w sensie prawnym.
    Rozróżniam jednak prowokację artystyczną od wulgarnego epatowania np. brakiem bielizny na scenie, publicznymi zwierzeniami – nazbyt intymnymi, ekshibicjonizmem dla szmalu itd.

  26. defendo Says:

    Orchideo – tak powiada Jung, ale… nie jestem jego wyznawczynią. Doceniam jego wkład w kulturę. Doceniam badania. Nie potrafię jednak zupełnie się z nim zgodzić. Ale to już temat na nowy wpis, nie uważasz?:)

  27. ja tu tylko sprzątam Says:

    defendo..tak z pozycji prawnika napisałem ten tekst… ale uważam, ze znajdzie on zastosowanie i w tym przypadku…

  28. Cudo Says:

    Wierzę, że kocie milczenie było powstrzymaniem się. Ja nie mam zahamowań. Z mojej pozycji wszyscyście są idioci, a część z trwale uszkodzonymi mózgami. Defendo w notce też się pochwaliła, że jest kretynką. Nawet udowodnienie tego każdemu z osobna nie poprawiłoby mi humoru, więc nie silcie się na zdegustowanie.
    Hoko zaledwie zasygnalizował coś dla mnie istotnego, to, że interpretacja naszej percepcji co najmniej częściowo jest warunkowana kulturowo. Tak jest np. gdy na piorun kulisty patrzy zakonnica, to widzi Boga, ufolog widzi pojazd kosmiczny.
    Telemach też zasygnalizował coś dla mnie ważnego, to, że znaczenia zakodowane w wypowiedziach są warunkowane m.in. intonacją.

  29. defendo Says:

    Cudo, nie od dziś wiadomo,że wyłącznie faceci mają Ci coś do zakomunikowania.
    Smacznej komunii zyczę, Cudaku:)

  30. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    naturalnie tego „znienawidzisz” nie należy brać dosłownie :)
    (Ale czy dosłownie można brać Twoją „sympatię”?:))
    Nie spodziewałem się, że tak łatwo mi przytakniesz.
    A już szykowałem się na coś w rodzaju obrony kiczu…
    Chciałem wspomnieć o „Bohemian Rhapsody” zespołu Queen, operach, malarstwie Delego, tajskich świątyniach…
    O kiczu, który czasami przemienia się w arcydzieło.

  31. defendo Says:

    Logosie – wiem, przecież się rozumiemy ;)
    Jasne, że bardziej niż dosłownie. Sama bronię kiczu – bo i kicz miewa walory.

  32. Józef_Maryn Says:

    Pozostaniesz oknem do innego świata… Nie, nie bramą, a oknem, bo to świat do którego wejść nie chcę. Dziw bierze, że tak różne rzeczywistości mogą współistnieć (pomijając kwestie przenikania się wymiarów itp.;).
    Czy wyszło tak, czy inaczej… istotne chyba, czy zajęcia odniosły pożądany efekt. W gruncie rzeczy, skoro celem było wywołanie wstrząsu i pobudzenie uczestników do rozważań, to nie ma znaczenia, czy balonik zadziałał zgodnie z oczekiwaniami, czy też nie. Skąd możesz wiedzieć, czy mina tegoż osobnika byłaby inna? Naprawdę uważasz, że byłaś w stanie przewidzieć reakcję grupy, gdyby układ nóż-chleb-balonik zadziałał jak planowałaś?
    Nie dziwię się, że na Tobie wywarło to takie wrażenie, bo przez przypadek zamiast animatorem, znienacka stałaś się jednym z uczestników.

    Arcydzieła powstają chyba wyłącznie z improwizacji, chwilowego natchnienia (nawet jeśli sama realizacja zajmie więcej, niż „chwilę”;), czy też wprost z przypadku. Jeśli coś jest zaprojektowane w szczegółach i do tego zadziała deutlich (deu od deuter, lich od licho, czyli w całkowicie fry-wolnym tłumaczeniu, byle jakie powietrze – nieciekawe i odetchnąć pełna piersią nie można ;))), jak planowano, to będzie to tylko może i mistrzowskie czasem, może i nawet godne poklasku, ale tylko rzemiosło.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: