Akt woli

polnar-zolta1

To niby nie jest nowy wpis, zaledwie odkurzony, ale bardzo aktualny. Dedykuję go Blaszanemu Koziołkowi, za bezwarunkową akceptację i powstrzymanie się od głoszenia kazań. Obraz namalował jeden z moich ulubionych malarzy – Bolek Polnar i nazwał go po prostu: „Żółta”. Zdjęcie – moje. Wracam z najdalszej podróży  i wciąż nie chcę rozpakować walizek.

Właściwie jest dobrze. Ani o jeden księżyc z wiele czy za mało. Tyle uderzeń serca, ile trzeba. Nie za wiele gwiazd. Dom. Ostrożność wobec obcych. Tyle ciepła dla bliskich, ile są w stanie znieść. Wszystko akuratnie poukładane. Na swoim miejscu. Buty, rękawiczki, książki. Nawet cierpienia w miarę, tyle ile należy wytrzymać, żeby odróżnić od niego radość nie-cierpienia. Starannie wybrana muzyka z absolutnie posłusznego głośnika. Ludzie i zwierzęta troszczą się o mnie. Kwiaty przyzwoicie umierają w wazonie, w którym codziennie zmieniam wodę. Zadbano i o to, żeby dzwonek powiadamiał mnie o wizytach.
– Kto tam? Jestem nieubrana, proszę poczekać!
– Nie szkodzi, wielu zastaję nieubranych.
– Kim jesteś?
– Aniołem Twojej śmierci. Przyszedłem zabrać Cię na spacer.
Za drzwiami stoi wspaniały okaz ludzkiego samca: elegancki, pięknie pachnący, doskonale ubrany, uśmiechnięty. Patrzy mi prosto w oczy.
– Nie znam Cię, chociaż masz w sobie coś znajomego…
– Znasz, znasz. Zanim się urodziłaś – byłaś martwa. Potem umierałaś wiele razy.

– Naprawdę muszę się ubrać. Nie mogę tak wyjść.
– Możesz. Wszystko możesz, bo już czas.
– Rzeczywiście mogę, wszystko już poukładałam, zostawiłam porządek. Tylko jeszcze kilka słów komuś napiszę.
– Nie pisz. Przyszedłem, bo w tym uporządkowanym świecie nie ma dla Ciebie miejsca.

Budzę się i gorączkowo przywracam chaos. Uspokojona. Wiem już, że kiedy wszystko wokół mnie znajdzie się na swoim miejscu, kiedy odbiorę rzeczom ich znaczenie, zadzwoni dzwonek. Chciałabym tylko, żeby ten wilk, którego widziałam w zwierzyńcu, zamknięty w klatce i uporczywie biegający wzdłuż siatki, tam i z powrotem, wydostał się wreszcie na wolność. I żeby żaden bezmyślny dzieciak nie oblewał benzyną pszczół i nie rzucał między nie płonącej zapałki, żeby patrzeć, jak pięknie płoną żywe, maleńkie pochodnie.

Jedyne, co dostałam naprawdę na własność, co posiadam bezwarunkowo – to życie. Mam więc prawo je przerwać w dowolnym momencie, precyzyjnie wybranym. W ten sposób mogę zyskać przewagę nad czasem, władać śmiercią, której nie będę posłuszna. Przyjdzie, kiedy ją wezwę i zmuszę do zaistnienia. To ja zdecyduję o tym, jak będę na jej przyjęcie ubrana, nie zaskoczy mnie żaden dzwonek. Myślenie o tym, jak wielką mam nad nią władzę, sprawia mi przyjemność niemal fizyczną. Mam do niej wszystkie prawa. Zastrzegłam je sobie. Ostemplowałam znaczkiem “c” w kółeczku. Wytatuowałam. Nie mam obowiązku żyć, jedynym moim obowiązkiem jest dyskurs – poznanie poprzez operacje myślowe. Nie przez postrzeganie i intuicję – ten rodzaj poznania toczy się równolegle, obarczony błędami i złudzeniami. Posiadam życie. Decyduję o nim. Każdy ma prawo przerwać własne w dowolnie wybranej chwili. Nie pod wpływem smutku czy rozpaczy. Po prostu zrezygnować. Odejść z niego. Zewsząd.

Wobec zdarzeń losowych pozostanę bezsilna. Myślę o prawie do odejścia nie w chwili jakiejś słabości czy rozpaczy – o geście świadomym, poprzedzonym długotrwałą gotowością na śmierć. Można być wolnym do tego stopnia, żeby móc nawet śmierć sobie wybrać. Śmierć bywa świadectwem niezależności. Od Boga, losu, ludzi. Znakiem wolności totalnej.
Z życia wychodzić nie wolno ot tak, bez potrzeby – to prawda. Ale trwać w nim w imię solidarności ze wspólnotą-ludźmi? Przychodząc na świat nie podjęłam się świadomie roli człowieka, nie muszę jej odgrywać do końca, czyli do naturalnej śmierci.
Z tym potępianiem samobójców też jakoś dziwnie – Majakowski strasznie zjechał Jesienina, uważając, że stchórzył, a potem sam pozbawił się życia; Hemingway miał za złe Cesare Pavese, że ten wybrał śmierć, a potem sam to zrobił. Nie chcę mnożyć przykładów. Ale można się zastanowić, dlaczego ci, którzy tak zdecydowanie i publicznie potępiali – sami podjęli właśnie taka decyzję. I długo o niej myśleli, to nie były rezygnacje z istnienia dokonane pod wpływem impulsu, nie akty rozpaczy.
Tu właśnie jest kwintesencja – akt woli, nie akt rozpaczy.
Śmierć jest częścią życia, nie czymś egzotycznym, wrogim i osobnym. Z faktu mojego przyjścia na świat nie wynika, że cokolwiek mi się należy – poza życiem, które mam na własność. Realizując je – realizuję również śmierć. Czyż nie? Mam więc prawo do realizacji tej części życia zgodnie z moją wolą.
Życie jest darem? Zatem obchodzę się z nim jak z darem – mogę o nie dbać, odkurzać, rozbudowywać, chuchać nań i dmuchać, mogę też je zniszczyć lub wyrzucić. Akt samounicestwienia nie ma żadnego celu – nie ma pobudzać innych do czegokolwiek. Nie jest ofiarą. Dlaczego nie miałabym mieć prawa decydowania o swoim życiu? Dlaczego mam zakładać, że dostałam je od Boga? Czy muszę wierzyć w Jego istnienie? A jeżeli nawet jest – dał mi życie nie stawiając warunków. Nie pytał, co z nim zrobię. Skazał mnie na nie? Przecież nie jest okrutny… nie zrobił tego.

To nie jest żadne wołanie o pomoc.

Uwaga dla beztroskich dyletantek i ignorantów – zanim zaczniecie głosić banały w stylu „prawdziwe cierpienia są nieme”, „ten, kto chce się zabić – robi to bez słowa” itd. – poczytajcie statystyki i posłuchajcie kilku mądrych ludzi. Jest przeciwnie. Na ogół. Mam sobie za złe, że nie znalazłam dość siły, żeby porozmawiać z tymi, których znałam i ceniłam, którzy wysyłali sygnały – a których już nie ma. Odeszli i nie zdążyłam, wciąż myślałam, że mam jeszcze czas, że to nie jutro, nie pojutrze, przygotowywałam się i zbroiłam. Nie, nie chciałam odwodzić, wpływać na ich decyzje. Tylko porozmawiać. Jest już za późno.

mroczne-01101

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 72 to “Akt woli”

  1. mniemanolog Says:

    Moim marzeniem był skok z (na ?) bangi. Marzeniem , które zrealizowałem. Nie będę opisywał wrażeń,nie o tym chcę pisać.Teraz kiedy staję na balkonie, czy gdzieś wysoko, czuję nieprzepartą chęć skoczyć. Nie potrafię tego uczucia wytłumaczyć.Krótka chwila absolutnej wolności, a potem niech się dzieje co chce.Ciekawi mnie , czy część wypadków lotniczych, spadochronowych, nie jest spowodowane podobnym uczuciem jakiego ja doznaję.Rozumiem ludzi , którzy nie chcą zakończyć życia w łóżku, złamani chorobą..Niech każdy żyje wg swojego uznania i niech umiera jak chce.Rozumiem też tych którym wiara, czy przekonania nie pozwalają odebrać sobie życia.Uważam , że każdy ma prawo zrobić ze swoim życiem co zechce i nikt nie ma prawa w to ingerować.

  2. habodacious Says:

    Śmierci nie ma.

  3. grześ Says:

    Defendo,dziwne to jest, bo praktycznie czuję jakbym to ja napisał ten tekst.
    Znaczy formalnie bym nie umiał tak jak tu, ale treściowo jest to tak głęboko moje, że masakra.

    Praktycznie zgadzam się ze wszystkim.

    Porta semper aperta est – ta świadomość pomaga, zresztą Nietzsche tyż o tym pisał.

    A czym jest życie bezw wolności i wbrew sobie?
    Na siłe, bo tak chcą moraliści na czyjś koszt?
    No way:)

    Zajrzyj tu, gadaliśmy o tym żarliwie, pod dobrym acz o czyms innym tekstem Majora:

    http://tekstowisko.com/gama/57070.html

    Z chęcią bym twoje zdanie poznał, choć dyskusja już chyba wygasła.

    Pozdrawiam.

  4. Anonim Says:

    Śpieszmy się kochać ludzi…..

  5. Logos Amicus Says:

    Jeszcze nie teraz…

  6. stefan Says:

    Defetyzm Defendo? Jakoś mi to nie pasuje. Wolna wola to cenny dar życia, a nie zabawka do bawienia się w umieranie.
    Każdy samobójca wraca na ziemię aby dokończyć to życie którego nie dożył tak jak planował, bo stchórzył. Broń życia, Defendo, bo jest tego warte a śmierć z własnej ręki jest bezwartościowa. Dobranoc.

  7. defendo Says:

    Mniemanologu – doskonale rozumiem to uczucie, przestrzeń pod stopami budzi lęk, ale pociąga. Napisałam tę notę wiedząc, że moi goście na pewno nie napiszą czegoś w stylu „trzeba żyć dla kogoś”, nie znam bardziej egoistycznego uzasadnienia trwania.
    Dziękuję Ci za troskę, jest ok :)

  8. defendo Says:

    Habodaciousie – tak mniemali stoicy: dopóki żyjemy – śmierci nie ma(nas nie dotyczy), kiedy umieramy – nie ma nas, więc śmierć nie istnieje. Coraz głębiej wchodzę w postfilozofię, uwiedziona przez Derridę i innych. I coraz częściej Protagoras złośliwie się do mnie uśmiecha, szepcząc, że jednak to człowiek jest miarą rzeczy.

  9. defendo Says:

    Grzesiu – zajrzałam, ale nie zabiorę już głosu, chociaż wiesz, jak polubiłam – dzięki Tobie – Tekstowisko. Ta dyskusja rzeczywiście ostygła. Skoda,że nie trafiłam tam w porę, bo ciekawa. No i pozwala nieco poznać tych, którzy w niej udział wzięli. Wiesz, że interesuje mnie autorytaryzm, a tam widoczny jest jak na dłoni ;)

  10. defendo Says:

    Anonimie – spieszę się, potykam z tego pośpiechu i wciąż mam puste dłonie.

  11. defendo Says:

    Logosie, jeszcze nie. A może tak? Nie wiem.

  12. defendo Says:

    Stefanie najmilszy – nikt tu nie wraca, niedokończone pozostanie niedokończonym, albo następcy podejmą trud. To bez znaczenia.
    Wolność jest dla mnie jedną z tych wartości, które są od życia ważniejsze. Wolność d o i wolność o d. I godność.

  13. Ann Says:

    Defendo
    Zacytuje wypowiedz z netu:

    „nie tak dawno temu,żona mojego przyjaciela popełniła samobójstwo,po prostu zrobiła to,wyszła rano z mieszkania i jak gdyby nigdy nic powiesiła się w piwnicy,znalazł i odcął ją jej syn,córka też była tego świadkiem,nie będę
    nie będę tu pisać o ogromie cierpienia jakie przeszedł i przechodzi wciąż jej mąż,jest to dla niego i dzieci katastrofa,najgorsze jest że nikt nie podejrzewał,nikt tego nie przewidział,nie zostawiła też listu tłumaczącego jej zachowanie.Mąż jej do tej pory żyje w poczuciu winy przeplatającej się ze złością,nie potrafi zrozumieć,nie potrafi wytłumaczyć sobie dlaczego,nie potrafi sobie wybaczyć,że w tym momencie nie było go przy niej,czuje do niej złość że zostawiła go samego,zadając taki ból,ten człowiek już nigdy nie będzie szczęśliwy bo kochał ją nad życie,ona była dla niego wszystkim”

    Nie potepiam żadnego samobójstwa
    Teoretycznie nie wiadomo, czy po śmierci problemy i zmartwienia znikają. Ale wiadomo, że za życia NIE znikają
    Pozdrawiam serdecznie.

  14. Orchidea Says:

    Przeczytałam. Nnie miałam już komentować na Twoim blogu Defendo, za wysokie progi dla mnie. Ale ten temat mnie poruszał zawsze. Ostatni kometrarz poruszył mnie do łez.
    Moja babcia prawdopodobnie popełniła samobójstwo, pozostawiając osmioletnią córeczkę, kótra to po trzech latach pobytu u swojej babci trafiła jako 11- letnia dziewczynka do komplertnie nieznanego sobie ojca…Nie sposób opisać dalej tej historii. Teraz wiem dlaczego moja mama była taką, jaką była. Gdybym ja powiedziała, ze chcę odebrać sobie życie, co byście mi powiedzieli na pożegnanie? Moja najmłodsza córka ma 14 lat i ojca przy sobie. Pytanie, czy szczęśliwy i kochany człowiek może chcieć umrzeć?

  15. kris.mm Says:

    jak wybierzesz już, to proszę: pamiętaj, ja – na razie jeszcze – jeżdżę ciemno-zieloną Toyotą Corollą. Gdyby Ci do głowy przyszedł taki sposób pozbawienia się życia, to pamiętaj. Ja się, kurwa, nie wybieram.
    I jeszcze jedno. Zamiast się onanizować mądrymi lekturami pójdź na oddział onkologii, gdzie zobaczysz bezmiar cierpienia i nieokreślenie wielką nadzieję i prośbę błyszczących oczu, błągających o JEDEN DZIEŃ. Choćby.
    I posłuchaj co czuje ktoś, komu wyrok śmierci odczytuje lekarz z wyników badań.
    Potem idź i rób co chcesz.

  16. Elżbieta Says:

    Kris masz rację…

  17. defendo Says:

    Ann, nie pisałam tu o samobójstwach popełnionych pod wpływem nagłego impulsu czy rozpaczy.
    Poza tym otoczenie bardzo często lekceważy ewidentne lub bardzo subtelne sygnały. Tak mogło być i w tym wypadku. Obojętniejemy na najbliższych. Słyszymy: „nie mam już siły, nie chce mi się żyć, mam dość wszystkiego” – i uważamy to za zwykłe gadanie, żeby sobie ulżyć. A tymczasem za takimi słowami może czaić się prawdziwy ból, depresja, zapowiedź odejścia rzeczywistego. Są tacy, którzy żyją nieuważnie, sądząc, że samo zapewnienie znośnych warunków materialnych wystarcza partnerowi, matce, dziecku. Ilu z nas naprawdę rozmawia z bliskimi? Jak często? Wgapieni w ekran, zaczytani, zajęci sobą, odpoczywający – nie mamy czasu ani ochoty, żeby dostrzec, zobaczyć, pogłaskać, spróbować być z kimś, nie obok.
    Mąż i dzieci cierpią – a kto pomyślał o tym, co musiała przeżywać ta kobieta, skoro podjęła taką właśnie decyzję? Zawsze koncentrujemy się na bólu tych, którzy przeżyli – ale największy stał się udziałem tych, którzy odeszli. Kochanowski nie rozpaczał nad cierpieniem córki – on trenami próbował uporać się z własnym bólem.
    Może w dawnych misteriach pogrzebowych było więcej empatii? Bo czymże innym, jeśli nie próbą uczestniczenia w cierpieniu zmarłych był zwyczaj rozorywania paznokciami własnej skóry, zadawania sobie ran, płacz? Czymże innym był relikt dawnych obyczajów w postaci czuwania przy trumnie zmarłego, jeszcze kilka lat temu powszechny na polskich wsiach?

  18. defendo Says:

    Orchideo – mówiłam tu o prawie każdego człowieka do życia – i do śmierci, która jest częścią życia. Tak ja ją widzę. Oswoiłam ją, nie boję się. Tu nie chodzi o to, że odchodzi ktoś dlatego, że jest nieszczęśliwy czy szczęśliwy.
    Pomyślałaś kiedykolwiek o tym, dlaczego Twoja Babcia to zrobiła? Ty tego nie chcesz – może ona chciała? Nie osądzam tych, którzy podjęli taką decyzję. Myślisz o cierpieniu Twojej Mamy i Twoim – pomyślałaś o Babci?

  19. Logos Amicus Says:

    Odpowiem Orchidei:
    Nie – człowiek szczęśliwy i kochany nie może chcieć się zabić.
    (Rzadko jestem pewien swojej odpowiedzi tak, jak tym razem.)

    Defendo,
    wybacz, ale intelektualne dywagacje na temat „zabić się czy nie zabić” albo „samobójstwo jako akt woli”, wydają mi się być czymś nieludzkim.

    Ja również myślałem w swoim życiu o samobójstwie (raz z powodu bezbrzeżnego cierpienia, drugi – z niemożności roawiązania pewnego problemu), ale za każdym razem taką ewentualność odrzucałem – właśnie z powodu świadomości, ile bólu i cierpienia przysporzyłbym tym mojej rodzinie, moim bliskim, ludziom, którzy mnie kochają – jak ogromny byłby to dla nich cios).

  20. defendo Says:

    Kris – od lat mam do czynienia z ludźmi, którzy odchodzą. Moja Babcia odeszła z uśmiechem i słowem „nareszcie, jak dobrze”. Przestała cierpieć. Opowiadała mi kiedyś, jak było na zesłaniu. Dziadek był lekarzem – starał się pomagać, próbował – często nie mógł nic zrobić, nie dlatego, że nie miał możliwości – dlatego, że jego pacjenci c h c i e l i umrzeć, a – wychowani w religii chrześcijańskiej – nie ośmielili się popełnić samobójstwa. Widział, jak pozornie zdrowi ludzie umierali w ciągu kilku dni. Bez obiektywnej – zdawałoby się – przyczyny.
    Widziałam umieranie mojej przyjaciółki, błagającej lekarzy o coraz większe dawki środków uśmierzających, byle tylko nie musiała odczuwać bólu, byle nie musiała widzieć, jak jej intymność naruszają dłonie obcych ludzi. Nie potrafiła sobie poradzić psychicznie z faktem, że jej ciało jest obnażane, myte i dotykane w jasnym świetle lamp przez niekochające dłonie. Kilka tygodni przed śmiercią powiedziała mi, że każde poranne obudzenie się jest dla niej koszmarem, że płacze wtedy, bo i tej nocy nie umarła we śnie, że wciąż każdy oddech jest walką.
    Widziałam i taką śmierć, kiedy kobieta ponad dziewięćdziesięcioletnia, obłożnie chora od trzech lat, walczyła do końca o każdą minutę, mając za złe otoczeniu, że nie jest w stanie jej pomóc.
    Nie o takich śmierciach mówię. Mówię o tym, że każdy ma prawo(nie obowiązek!) wybrać czas i miejsce.
    Mówię o tym, że nie wolno nikomu narzucać własnego systemu wartości. Dla Ciebie lub dla mnie najważniejszą z wartości może być życie. Ale dla Ciebie lub dla mnie wartością nadrzędną może być wolność. Sokrates umarł nie dlatego, że nie miał innego wyjścia. Mógł przecież udać się na wygnanie. Hawking żyje, chociaż funkcjonuje już tylko jego mózg.
    Uważam, że nie należy nikogo potępiać ani chwalić za to, że wybrał śmierć, skoro nie mógł realizować tego, co dla niego najważniejsze, ani za to, że trwa, chociaż każda minuta to cierpienie.

  21. Orchidea Says:

    Kris, znam ten ból obcowania z chorym człowiekiem i to swoim dzieckiem, i znam odpowiedź na pytanie pięcioletniego dziecka: mamusiu dlaczego ja nie mogę jeść jak wszyscy? Odp: jeśli będziesz jadła pożywienie takie, jak wszyscy- UMRZESZ. Życie takiego człowieka jest czasem, jak bąbel na wodzie. Nigdy nie miałam myśli samobójczych, ale wciąż próbuje ustalić, gdzie tkwi przyczyna autodestrukcji (depresji wszelkich i zaburzeń, które prowadzić mogą do samobójstwa) i występowania chorób, choćby dzieci, niczego nieświadomych.
    Jednym z mechanizmów obronnych przed współcierpieniem jest ucieczka i wypieranie. Jestem pełna podziwu i uznania dla służby zdrowia, dla wolontariuszy, dla pracowników hospicjów. Na dzień dzisiejszy nie zdołałabym przebywać z tak chorymi ludźmi-mam blokadę, nawet nie oglądam fotografii z czasów tak mi trudnych.
    Zadaje sobie pytanie, czy świadomość, że inni mają gorzej ma sprawić abym poczuła się lepiej? A co jeśli chore jest własne dziecko? Kolejne pytanie, czy choroba fizyczna jest tożsama z cierpieniem psychicznym i innymi przyczynami niemocy ludzkiej sprawiającej to cierpienie? Choćby przemoc psychiczna. Dziś tak tolerancyjnie znosimy rozwody, separacje, zdrady-kiedyś było za to się napiętnowanym na całe życie i skazanym na odepchnięcie od grupy, rodziny i oczywiście od Kościoła, co było także wielką presją psychiczną. Rozwódka ( porzucająca żona) nie miała szans na związek z ‚szanującym’ się człowiekiem-taka miłość była skazana na zatracenie.
    Jeszcze nie tak dawno potępiałam ludzi rozwiedzionych, dziś ich tylko (aż ) rozumiem. Dziś mogę też powiedzieć, że miłość jest potęgą i że jestem szczęściarą pomimo wszystko. Czy zdolność do znoszenia cierpienia może dawać poczucie szczęścia? I ostatecznie co nim jest?
    Uwielbiam się onanizować wiedzą, choć jestem prostym bytem, kocham wiedzieć, to co chcę :), szkoda ze tak późno.
    Defendo napisała: „Nie mam obowiązku żyć, jedynym moim obowiązkiem jest dyskurs – poznanie poprzez operacje myślowe. Nie przez postrzeganie i intuicję – ten rodzaj poznania toczy się równolegle, obarczony błędami i złudzeniami.”

    Nie zgodzę się z tym, uważam, że to intuicja wiedzie nas ku wszelkim myślom i poznawaniu, które owszem są równoległe i uświadamiane poprzez myślenie. Działanie zmysłów jest zamieniane na logiczne działania—> to dłuuuuuuuuugi proces rozwoju człowieka jako gatunku, i człowieka jako jednostki, które mają na celu porozumienie z innymi i współdziałanie lub współuzależnienie lub wykorzystywanie, oczywiście koncentrujące się zawsze na dobru własnym. Powiem więcej, myślenie nie zawsze ma coś wspólnego z posiadaniem wiedzy. To wykorzystanie wiedzy jest efektowne, sama znajomość jej, i niejedna wiedza jest obarczona błędami i złudzeniami- gdy zastosujemy ją w praktyce czasem odkrywamy nową prawdę i ułudę pierwszej. Niejedna prawda jest tylko manipulacją i oszustwem, DZIEJOWYM-…….. Pytanie, czy uświadomionym, celowym- czy ewolucyjnym podstępem, iluzją umysłu by przetrwać? Postrzeganiem jest uchwycenie i zinterpretowanie np. mimiki twarzy rozmówcy, co daje nam lepsze poznanie jego intencjonalności niż usłyszenie z jego ust samych słów. Gdy mówimy coś bez przekonania, widać to na naszej twarzy, w naszych gestach i jest to mało przekonujące. Większość ludzi uczy się w szkołach bez świadomości czemu ma to służyć-dla papierka, bo ktoś ich przekonał całą swoją postawą o tego słuszności…przypomina mi to trochę pędzący dyliżans bez zaprzęgu-to jest bezcelowe. Owszem zdobywanie wiedzy ma cel, jeśli ktoś z niej zrobi użytek-dyskurs.

  22. cogitomen Says:

    Bez litości
    ktoś odcina kawał myśli
    od błękitu
    Skowyt duszy
    dzwoni w uszach głuchą ciszą
    Wiatr rozwiewa
    odcisk stopy zostawiony
    przez człowieka
    OSTATNIEGO Z RODU BOGA ŚMIERTELNEGO

    Ten tekst napisała bardzo droga mi osoba. Nawet nie wiem kiedy? Czy pół roku, czy może dwa lata przed odebraniem sobie życia. A mnie? Sam dobrze nie wiem, a może wiedzieć nie chcę. Jestem człowiekiem, który szanuje prawo do wyboru „odejścia”. Jednak czy wolno nam sie decydować na taki wybór stawiając ‚pozostałych’ przed takim faktem? Tego już nie jestem taki pewien.
    Pozdrawiam ciepło c.

  23. defendo Says:

    Logosie – spotykam ludzi, którzy mówią czasem komuś: „żyję tylko dla ciebie”. Oby nikt nigdy mi tak nie powiedział! Żyć powinien dla siebie, bo tylko wtedy może i mnie obdarzać. bo dla mnie życie to ustawiczny rozwój, niezależnie od wieku. Znam i takich „poświęconych”, którzy własny rozwój zaniedbali dla dobra…(tu lista tych, dla których żyją). Nie chcą wiedzieć, jak straszne brzemię nakładają na tych, co na liście.
    Rozważam życie, a ponieważ śmierć jest jego konieczną częścią – rozważam i śmierć.
    Kiedyś było to naturalne. Ludzie umierali we własnych domach, w obecności bliskich. Cudza śmierć była przeżyciem mistycznym, była jednak w pewien sposób oswojona, oczywista, naturalna. Dopiero dla nas ciało stało się towarem, uprawiamy kult młodości, a śmierć zasłoniliśmy szpitalnym parawanem. Boimy jej się. To jest naturalne?

  24. defendo Says:

    Orchideo – napisałam,że j e d y n y m moim obowiązkiem jest dyskurs, ale to nie wyklucza p r a w a do poznawania przy pomocy zmysłów, intuicji, przeczuć, języka, każdego z narzędzi, jakie wybiorę.
    Mam prawo poznawać – mam prawo rozważać i śmierć. Dochodzić do jakichś wniosków – niekoniecznie takich samych jak Ty czy On, Ona.
    Cierpienie potrafi być tak wielkie, że uśmierca, chociaż cierpiący tego nie chce. Potrafi odebrać godność. Potrafi też pobudzić wolę trwania – za wszelką cenę. Każdy ma prawo reagować inaczej, inaczej odczuwać.
    Uważam, że każdy ma też prawo po prostu odejść. Inni ludzie są dla mnie niezwykle ważni, ale czy powinnam uznać ich za ważniejszych dla mnie ode mnie samej? Czy taka nierównowaga jest konieczna? Nie wiem.
    Sądzę – niepewnie dość – że nie. Mam żyć tylko dlatego, że ktoś będzie cierpiał z powodu mojej śmierci? To ma być j e d y n y powód?

  25. defendo Says:

    Cogitomenie, wiem, o czym mówisz. To sprawa dla Ciebie tak osobista, że nie mogę Ci tutaj napisać niczego na ten temat.
    A co do pewności – wiesz przecież, że niczego nie jestem pewna. Wciąż wątpię.

  26. Orchidea Says:

    Droga Defendo, nigdy się nie dowiem dlaczego moja babcia odeszła tak szybko, tak nagle-wiem tylko co nieco o domysłach mojej mamy na ten temat i nieco z historii zasłyszanej od „życzliwych” mojej mamy.

    Mojej mamy cierpienie było zwiazane z zacofaniem na wsi i oczywiście największy odsetek przyczyny nałożyłabym na „sumienie” Kościoła, znieczulicę otoczenia, egoizm rodziny i jej własną bezradność wobec zatwardziałości panujacej w tamtych czasach, w tamtym miejscu. Niestety życie dziecka pokutuje w psychice dorosłego człowieka. Tak trudno wyjść czasem z roli ofiary-kobiety są najczęściej nią obarczone. Ja zdaje się, przerwałam ten łańcuszek…

  27. defendo Says:

    Orchideo – i obyś nigdy nie dała się zakuć w żaden łańcuch! Nie dasz się – masz w sobie zbyt wiele ciepła i siły :)

  28. mniemanolog Says:

    Tą wypowiedzią Małgorzato trafiłaś w sedno. Dawniej żyliśmy w rodzinach wielopokoleniowych. Śmierć mieszkała razem z nami, zabierając członków rodziny,czy to dziadków, czy małe dzieci.Wszyscy w jakiś sposób uczestniczyli w obrządku żałobnym, myjąc, ubierając, czuwając przy zmarłych.Teraz załatwiamy to przy pomocy telefonu do firmy pogrzebowej. Strach przed nią jest naturalny, co nie oznacza, ze uzasadniony.Każdy dzień, każda godzina zbliża nas do niej i nie ma na to rady.Im prędzej zdamy sobie z tego sprawę, tym mniej nas będzie przerażała. A sposób w jaki zechcemy się z nią spotkać , to indywidualna sprawa każdego z nas.

  29. defendo Says:

    Mniemanologu – przypomniałeś mi o jeszcze jednym obowiązku – obowiązku dążenia do szczęścia, dziękuję:)

  30. ja tu tylko sprzątam Says:

    Droga Defendo,

    wybacz, ale nie mogę odnieść się tak na szybko, muszę się do tego przygotować….
    Tekst jest świetny i przypomniał mi wspaniały wykład Dr Sławomira Oliwniaka – Prawo do Samotności. – napisał zresztą wiele tekstów na ten temat i na temat prawa do śmierci (zarówno w rozumieniu eutanatycznym jak i czysto autodestrukcyjnym).

    W chwili wolnego czasu, po zebraniu myśli postaram się odpowiedzieć w sposób godny.

    Pozdrawiam.

  31. kris.mm Says:

    Miałem już się nie odzywać, ale mam pewien niedosyt. Życie, naokoło usiane jest cierpieniem. I odejściami bliskich i dalszych. Nie o to chodzi. Def – dowiedziałaś się o śmierci wielu przyjaciół i nie zdążyłaś z nimi porozmawiać, prawda? A zadałaś sobie pytanie dlaczego nie zdążyłaś? Dlaczego – ktoś wyżej pisze – żona wyszła z domu, nic nie mówiąc, jak zwykle i już nie wróciła?
    Sokrates bronił prawdy, to nie było samobójstwo. I honoru. Zresztą i tak wszystkiego nie wiemy. Może był już chory. To też nieważne.
    To co mnie denerwuje, to robienie z jednego z największych naszych nieuniknionych, najbardziej tajemniczych przeżyć (i jakże ironicznie to słowo brzmi) pokazu.
    Przychodzimy z krzykiem, ale – uważam, odchodzić powinniśmy cicho.
    K.

  32. Sarna Says:

    Przestrzeń pod stopami ? Powiedzcie o tym marzeniu chorym dzieciom , które znam, a które pozostaną do końca życia na wózkach inwalidzkich. Byłyby szczęśliwe gdyby mogły samodzielnie dotknąć stopą ziemi ,twardo na niej stać. Powiedzcie o swoim marzeniu ludziom w hospicjum, powiedzcie to patrząc im w oczy, które tak rozpaczliwie chcą żyć. Filozoficzne brednie.

  33. Logos Amicus Says:

    Strasznie trudny temat.
    Wiem, że są chwile w życiu człowieka, kiedy wydaje mu się, że nie jest w stanie przeżyć chwili dłużej.
    Znam to uczucie.
    Ale nawet po doświadczeniu czegoś takiego, można powrócić do życia.
    Sam byłem w takiej sytuacji.

    Ale teraz chcę aby moje życie trwało jak najdłużej – tyle jest jeszcze do poznania, tyle do zobaczenia, doznania, spróbowania, kochania …
    Tyle smaków, dźwięków i widoków…
    Tyle książek i obrazów…
    Tylu ludzi…

  34. defendo Says:

    Kris, chyba mnie jednak nie zrozumiałeś. Istota tego, co chciałam powiedzieć, zawarta jest w notce, dyskusja „zjechała” na cierpienie. Sarna tez mówi o cierpieniu wokół i życiu za wszelką cenę. Pisałam o czymś innym. Życie tych, którzy chorują i cierpią może być dla nich tak cenne, że chcą trwać. Są i tacy, którzy fizycznie są sprawni i zdrowi, ale żyć nie chcą.
    Nie zgadzam się z tymi, którzy każde samobójstwo uważają za tchórzostwo, objaw słabości. Z tymi, którzy uważają, że nigdy nie ma dość ważnych powodów. Odchodzili twórcy, którzy już nie potrafili pisać, malować, komponować – czuli się jak broń, do której skończyły się naboje, wiedzieli, że już nic nie mogą – a bez możliwości tworzenia ich życie straciło – dla nich – sens.
    Bronię prawa do innego odejścia – poprzedzonego długą na śmierć gotowością, świadomością wolności tak rozległej, że nawet moment i sposób śmierci można wybrać – bez patosu, bo ten też ogranicza. Samobójstwa, które jest wyrazem suwerenności – nawet wobec śmierci-życia.
    Społeczeństwo wychowuje – przy pomocy bajek, które tak łatwo wdrukowują zakazy i przestrogi, budzą w nas lęk i „uczą żyć”. Masz być dobry, bo wszyscy Cię będą kochali(owa dobroć zależy od potrzeb, które ma wobec Ciebie społeczność), masz uważać cierpienie za piękne, wszak ono uszlachetnia i jest przepustka do Nieba(nie pytaj, dlaczego szczęście nie uszlachetnia), masz swoje życie poświęcić innym(człowiek bywa szlachetny, grupa – jest okrutna) itd. Kiedy zaczynasz pytać „dlaczego?”, kiedy chcesz wiedzieć – licz się z potępieniem. Masz przyjąć do wiadomości tysiące truizmów: „wielkie cierpienia są nieme”, „życie jest wartością najcenniejszą”, „dawać jest piękniej niż brać”. I nie pytaj, na miłość boską! Jest tak, bo tak jest. Potem widzisz żonę wyjącą z bólu nad zwłokami męża, którego zabił samochód, poznajesz czyn Kolbego i jemu podobnych, widzisz rozpacz tych, którzy już nie mogą dawać, bo wszystko im zabrano, widzisz wiele, jednak nie pytasz – bajki są silniejsze.
    Bronię okopów Św.Trójcy. Mimo wszystko.

  35. defendo Says:

    Sarno – szanuję Twoją opinię – nie zwykłam zresztą polemizować z opiniami. Filozofia jest luksusem, ale czy na pewno zbędnym?

  36. defendo Says:

    Logosie – racja, trudny, ale nie umiem go zostawić odłogiem – daruj kolokwializm. Są chwile – i poznałeś takie – a czy potrafisz sobie wyobrazić kogoś, dla kogo taka „chwila” trwa lata i nie ma on(we własnym pojęciu) szans na żadną zmianę?
    Jest tylu ludzi, obrazów, książek, jest tyle – i zawsze, choćby życie trwać miało dwieście lat, pozostaną tacy ludzie, takie dźwięki, takie piękno, którego już nie zobaczysz.

  37. Orchidea Says:

    Aforyzmy Heleny Keller

    „Zwracaj twarz ku słońcu, a nie będziesz widział cieni.

    Życie to pasjonujące zajęcie, szczególnie, gdy można je przeżyć dla innych.

    Piękno jest formą dobroci.

    Słowa są skrzydłami umysłu.

    Przyjaciele przekształcają nasze ograniczenia we wspaniałe możliwości i uzdalniają do pogodnego i szczęśliwego kroczenia w cieniu, jaki rzuca nasza ułomność.

    Wielu ludzi ma mylne pojęcie o tym, czym jest szczęście. Nie osiąga się go przez samozadowolenie, ale dzięki wierności szczytnym celom.

    Rozum widzi i słyszy, wszystko inne jest głuche i ślepe.

    Kiedy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale często tak długo na nie patrzymy, że nie dostrzegamy tych, które się przed nami otworzyły.

    Pragnę osiągnąć wielki i szlachetny cel, ale moim głównym obowiązkiem
    jest osiąganie małych celów tak, jakby były imponujące.

    Życie straciłoby coś ze swojej wynagradzającej radości, gdyby nie było w nim żadnej
    trudności do pokonania.

    Najlepszych i najpiękniejszych rzeczy na świecie nie można zobaczyć, ani
    dotknąć… Można je tylko poczuć sercem.

    Wątpliwość i nieufność są zwykłą paniką bojaźliwej wyobraźni, którą
    pokona zdecydowane serce i mądry umysł.”

    Sensem życia człowieka jest drugi człowiek<—-to moje
    Dzięki, że jesteście…

  38. defendo Says:

    Orchideo, przeczytałam – i już wiem,że nie polubię myśli Ireny Keller.
    A już na pewno nie po drodze mi mi ze „zdecydowanym sercem i mądrym umysłem”.

  39. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    mam nadzieję, że Twój wpis nie jest jakąś koszmarną kokieterią!
    A może… ?

  40. stefan Says:

    Defendo, nie rozumiem dlaczego tak usilnie chcesz nas przekonać, że mamy wolną wolę. O tym albo każdy wie albo powinien wiedzieć. SAMObójstwo to skrajny egoizm w akcji. Gówno mnie obchodzi jakie cierpienie sprawię innym, jaki bajzel zostawię po sobie aby ktoś inny nim się zajął… JA decyduję bo mam,kur.dyban!, prawo do mojego życia. Tak jak leming – hopla! skaczę w przepaść i w ostatniej chwili pokazuję język wszystkim, których mam gdzieś, bo przecież nie ma na całym świecie nikogo tak ważnego jak JA. Oczywiście, skrajne SAMOlubstwo to też przywilej mojej wolnej woli. PS. A wszytkiemu winna ta cholerna pełnia księżyca. Adieu.

  41. ja tu tylko sprzątam Says:

    „W życiu, nie bałem się tylko śmierci”

    To napis na murze jednej z łódzkich kamienic – dla mnie skończony i kompletny wskazuje nam, że nie należy bać się tego co stanie się na pewno.

    Tuż pod nim już bardziej nagryzmolony:

    „Śmierć Samobójcom!” cudowna gra słów, przepyszny dowcip, nieco turpistyczny z angielskim posmaczkiem. „Każdemu według jego potrzeb”.

    Czy życie zostało nam darowane? Dostaliśmy je w prezencie? Nie.

    Życie nie jest darem, życie jest przywołaniem, biologiczną ciągłością, wymogiem, niczym nadzwyczajnym. Tak jak defekacja jest naturalną koleją rzeczy.

    Tak mamy prawo je sobie odebrać, tak mamy prawo sami o tym zadecydować. Jednak nie widzę w tym prawie, czy też przywileju – chęci konkurowania ze Śmiercią. Nie mógł bym tak na to patrzeć.- Ona (być może On – Śmierć) jest moją jedyną prawdziwą przyjaciółką – to właśnie ona będzie na mnie czekać i przyjmie mnie z otwartymi ramionami kiedy ludzie już mnie opuszczą.Nie chce nią władać, ale jako oddany przyjaciel i ja będę na Nią czekał.

    Przyszedłem na świat bez zobowiązań, lecz przez kolejne lata swojego życia powoli, systematycznie zaciągałem je – wobec rodziców, wobec mojej ukochanej, wobec przyjaciół, wobec kobiet z którymi dzieliłem swoją intymność. Te wierzytelności ciążą na mnie, są mi kamieniem u nogi i nie pozwalają na wystawienie rachunku.

    Nie jestem gotowy na śmierć, jako dłużnik muszę zaspokoić swoich wierzycieli.
    Czasem można zrobić to przed czasem, jednak innym razem muszę czekać, aż wierzyciel skonkretyzuje swoje wymagania wobec mnie.

    Każdy, kto kiedykolwiek, dał mi radę, każdy kto mnie zauroczył, każdy kto ofiarował mi coś lub siebie, każdy kto mnie zainspirował. – Wszyscy Ci ludzie są moimi wierzycielami, nie mogę odejść póki rachunki między nami się nie wyrównają.

    Dopiero kiedy spoglądając we własne wnętrze, odkryję, że jestem wolnym człowiekiem. Będę mógł przyjąć Śmierć.

    „Jeżeli samuraj jest gotowy na śmieć o każdej porze, oznacza to, że osiągnął mistrzostwo na Drodze”

    Zastrzegam jednak, że nie jest to powinność – moja powinność do życia w społeczeństwie, w grupie, w Kościele. To moje osobiste przeświadczenie, to moja ścieżka, która prowadzi ku Drodze.

    To odnośnie notatki…

  42. Sarna Says:

    Defendo, nie wiem czy filozofia jest zbędnym luksusem. Nie wiem czy nawet jest luksusem, skoro każdy może sobie na nią pozwolić. Na wykładzie filozofii powiedziano mi, że filozofia to umiejętność zadawania pytań i że najlepszymi filozofami są trzyletnie dzieci. Czasami lubię pofilozofować, ale ten Twój wpis jest dla mnie nie w porę. Pół roku temu moja podwładna próbowała popełnić samobójstwo. Ładna, zadbana i bardzo pogodna osoba. Potrafiła ukryć swoją rozpacz tak, że niczego nie zauważyłam. Mam do siebie żal. Dziś nie ma żołądka i po kolejnej operacji odchodzi. W dniu, w którym umieściłaś wpis dowiedziałam się od lekarza, że już wszystko jest poza zasięgiem ludzkich możliwości i możemy tylko czekać. Jest wrakiem człowieka, okropnie cierpi, od pól roku jest karmiona sztucznym preparatem przez rurkę, jest jej obojętne czy ktoś jeszcze w niej widzi kobietę …Dookoła mnie jest tylu chorych, całe rodziny są chore bo mają chorych w domu. Wszyscy tak rozpaczliwie walczą o kolejną szanse, o nadzieję na szansę. Czy po czymś takim mogę filozofować na temat śmierci i życia?. Masz rację, nikt dając nam je nie pytał czy je chcemy, w każdej chwili możemy z nim skończyć, ale gdy spotykasz się z realnym nieszczęściem i walką o przeżycie filozofowanie jest nie na miejscu. Defendo mówisz o sobie, ale jesteś matką. Czy pomyślałaś o tym, że to nie do Ciebie może należeć wybór, a do Twojego dziecka?

  43. Elżbieta Says:

    Stefanie mareipop …

  44. ja tu tylko sprzątam Says:

    Co do dyskusji, nie wypowiadam się…

    Mimo, że prawdopodobnie wychowano nas w podobnych kulturach, nie potrafię zrozumieć braku szacunku dla tych który wybrali śmierć z własnej ręki.

  45. Hoko Says:

    Sarna,
    nikt dając nam je nie pytał czy je chcemy, w każdej chwili możemy z nim skończyć

    Na pewno możemy? Otóż nie bardzo możemy – gdyby tak było, to każde poważniejsze cierpienie powinno prowadzić do samobójstwa. To byłoby logiczne, wszak śmierć jest nieuchronna, więc tracimy niewiele. Tymczasem sprawa przedstawia się tak, że do życia, do kurczowego trzymania się życia w cierpieniu, w nędzy, we wszelakim bezsensie, do tego wszystkiego jesteśmy zaprogramowani genetycznie. Gdyby ten mus nie istniał, nasz gatunek też by nie istniał – jak i żaden inny.

    Wolność jest ułudą – zarówno wolność do życia, jak i wolność do śmierci. Mamy pewien obszar, gdzie możemy decydować, ale jego ramy są określone, zaś za naszymi decyzjami mogą stać procesy, z których nie zdajemy sobie sprawy. Wartościowanie nie ma tutaj większego sensu. Chociaż jest powszechne, bo w warstwie kulturowej, społecznej jest podobnie jak w sferze biologicznej. Wartości kulturowe służą podtrzymaniu istnienia grupy, służą oswojeniu obcości i przypadkowości świata. Samobójstwo zawsze godzi w jedność społeczności, upowszechnienie się go będzie bowiem prowadzić do unicestwienia społeczności. I stąd negatywne kulturowe postrzeganie samobójstwa.

    Ale samobójstwo jako akt wolności też się nie do końca broni, zwłaszcza gdy chcemy, by tak było postrzegane. Za dużo w nim patosu. A jednocześnie takie postawienie sprawy to już przegrana, którą chcemy przed sobą ukryć. Może jedynie samobójstwo jako wzruszenie ramion… Jednak kogo na takie wzruszenie ramion stać…

    Skoro mowa o filozofii. Camus powiada: „istnieje tylko jeden problem filozoficzny prawdziwie poważny – samobójstwo”. Być może. I w Camusowym „przyjęciu absurdu” jest coś z tego wzruszenia ramion, mimo że nie jest to akt obojętności. Lecz w tym przypadku akt skierowany do życia, nie do śmierci.

  46. codzienneszczescie Says:

    Hmm, naszła mnie taka myśl Hoko-samobójstwo też konsekwencją programu genetycznego? Teraz wiem dlaczego jestem feministką, to wszystko przez tę babcię, samobójczynię! Nawet syna nie urodziłam, a jeden płód zresorbowałam we wczesnej fazie rozwoju-rodząc jedno dziecko zamiast bliźniąt…

    Jeden rozmówca wspominał mi, że aby uwiarygodnić swoją wyrażaną prawdę, słuszność, rację chyba trzeba by było poświadczyć ją aktem samobójstwa. W odniesieniu do Twojego wpisu bardzo mi to by pasowało, Hako. Czyn taki pobudza do myślenia i wywołuje w społeczeństwie zamieszanie.

    Właśnie przed 1 listopada odebrała sobie życie matka siedmiorga dzieci, uprzednio odwiedzając grób swojego męża- samobójcy, który „odszedł” około 10 lat temu. Nachodzi mnie myśl, dla takich jak oni nie ma miejsca na ziemi. Nie sprostali wymaganiom społeczności. Bieda i bezradność, wielodzietność itp. przyczyniły się do załamania i takiej decyzji widocznie. Znałam ją ze szkoły, z tej samej miejscowości pochodziła. Czy mieli prawo tak postąpić, jako rodzice? Wiem, że jej 22-letni syn chce starać się o prawo do adopcji pozostałego rodzeństwa.

  47. defendo Says:

    Życie postrzegamy podobnie, Sprzątaczu. Nie uważam je za „powołanie” – raczej jesteśmy kolejnym ogniwem. Samolubny gen itd. Nikt z nas nie miał wpływu na to,czy się urodzi. Po prostu – jesteśmy.
    Zobowiązania? A czy ja się na nie świadomie godziłam? Poza urodzeniem dziecka, oczywiście. Z samego faktu życia nie wynikają żadne zobowiązania. Tak mniemam, chociaż wątpię i w to. Podważ moją tezę – proszę.
    Mam jakieś długi? A wobec mnie nikt nie ma długów? A jeśli chcę je darować? Mogę?
    Zaciągasz długi? A czy każdy z wierzycieli wie, że Ci coś dał? A jeśli to Cervantes?
    Ostatnie publiczne seppuku – o ile wiem – popełnił Yukio Mishimo. Czytałam jego teksty.
    Pytał mnie ktoś, czy chcę przyjąć na siebie jakieś powinności? Kto odebrał mi prawo wyboru własnych meandrów?

  48. defendo Says:

    Stefanie – dziękuję – wyjaśniłeś mi „poza kadrem” ;)

  49. defendo Says:

    Sarno – o innych odejściach mówię, nie tych z rozpaczy czy w bólu. Czy decyzja Kolbego(rodzaj świadomego samobójstwa) nie była aktem rozpaczy? Albo protestu? Czy – jako ksiądz i katolik – był do niej uprawniony?
    Mówię tu o prawie do wyboru czasu i miejsca. Mówię o tym, że nie wolno takich ludzi potępiać. Pytam tylko…

  50. defendo Says:

    Hoko – właśnie o to pytam – czy mamy prawo?
    Dlaczego nie „postawić się” życiu – w formie śmierci?
    nie wiem, czy właśnie na tym polega wolność. Wiem, że próba zapominania o śmierci jest formą zniewolenia.
    Ludzie mi mówią – i „mówią uczenie” – zostaw to, nie dotykaj, o tym nie trzeba rozmawiać. Sądzę, że milczenie należy do owiec. My mamy prawo – więcej nawet: obowiązek – mówić o wszystkim. Knebel to potrawa nazbyt lekkostrawna.
    Jeśli zacznę udawać, że mnie jakiś problem nie dotyczy – to czy on przestanie istnieć? Metoda „na strusia” jest ogromnie niebezpieczna – zawsze ktoś może znienacka zajść ptaszynkę od tyłu;)

  51. defendo Says:

    Szczęście codzienne – witaj:)
    Zainspirowałaś mnie – pomyślałam o skracających się telomerach i apoptozie. Nawet komórki popełniają samobójstwa – wprawdzie mało spektakularne, za to najczęstsze:)

  52. Sarna Says:

    Defendo, po pierwsze nie potępiam i jakkolwiek samobójstwo uważam za ucieczkę, to sam akt odebrania sobie życia poczytuję za odwagę. Trzeba znaleźć w sobie niesamowitą odwagę by to zrobić.
    Hoko, zacytowałam słowa Defendo, a Ty powtórzyłeś je za mną. Nie pochwalam samobójstwa, zbyt cenię życie, chcę je przeżyć do naturalnego końca. Defendo stwierdziła, że można umrzeć w czasie, który się samemu wybierze. Można nie ozn. chcieć – pozostawiła furtkę, każdy może zdecydować sam.
    Defendo, twierdzisz, że nie chodziło Ci o samobójstwo z powodu cierpienia, rozpaczy. Więc dlaczego ktoś może chcieć umierać gdy wszystko idzie mu jak z płatka? Bo postanowił nie czekać aż fortuna się od niego odwróci? Taka przezorność też podszyta jest strachem. Każda decyzja należy do nas, ta o chwili przerwania życia również. I o ile potrafię zrozumieć kogoś, kto uciekał przed bólem, strachem, bezsensem i brakiem perspektyw to nie potrafię zrozumieć dlaczego ktoś odbiera sobie życie bez powodu. Tylko po to by udowodnić sobie, że ma na to wpływ?

  53. yo-yo Says:

    spożywając codziennie horrendalne ilości alkoholu, świadomie dążę do samounicestwienia- i to jest piękne…..bo co jest, kurwa-ważne?

  54. ja tu tylko sprzątam Says:

    „Z samego faktu życia nie wynikają żadne zobowiązania. Tak mniemam, chociaż wątpię i w to. Podważ moją tezę – proszę.”

    Nie mogę podważać tej tezy, bo sam wcześniej ją wygłosiłem, może nie dość jasno, ale jednak.

    Dopiero przez nasze działania, a nie przez sam fakt życia zaciągamy zobowiązania.

    W mojej teorii wierzytelności nie ma obiektywizmu. To ja czuje że ciąży na mnie zobowiązanie i to ja chce je zrealizować.
    Nie każdy wierzyciel wie, że coś od niego otrzymałem, jednak moim obowiązkiem jest poinformowanie go o tym w odpowiednim momencie.

  55. ja tu tylko sprzątam Says:

    Sarna

    „Więc dlaczego ktoś może chcieć umierać gdy wszystko idzie mu jak z płatka? Bo postanowił nie czekać aż fortuna się od niego odwróci? Taka przezorność też podszyta jest strachem.”

    Oczywiście, ból, rozpacz, dyshonor to najczęstsze przypadki śmierci samobójczej. Jednak nie tylko to może być powodem odebrania sobie życia.

    Czy kiedy poczujemy, że się zrealizowaliśmy, dokonaliśmy wszystkiego czego dokonać mogliśmy, a nasza obecność nie jest już nikomu potrzebna, czy nie była by to furtka by spotkać się z „naszą jedyną prawdziwą przyjaciółką”?

  56. ja tu tylko sprzątam Says:

    Hoko

    „Samobójstwo zawsze godzi w jedność społeczności, upowszechnienie się go będzie bowiem prowadzić do unicestwienia społeczności. I stąd negatywne kulturowe postrzeganie samobójstwa.”

    Zbyt szybko zamazujesz znaczenie wolności. Pisząc w skrócie.

    W kulturze europejskiej można wskazać różne okresy i zupełnie różny stosunek do samobójstwa. Po jednej stronie romantyzm i samobójstwo z patosem, a po drugiej stronie XIX wieczna Anglia, gdzie to samobójców karano przed sądami (właściwie karno ich rodziny i truchła – przez konfiskatę majątku i pogrzebanie na rozstajach dróg, przewiązując ciało żelazem i wbijając kołek w serce).

    Zastrzegam, że chodzi tu o kulturę europejską i tylko o nią.

    Co do samej treści zacytowanego fragmentu.
    Od wielu lat widoczny jest proces atomizacji społeczeństwa, rezygnowanie z praw zbiorowości, przelewając je na prawa jednostek. W Europie zachodniej postępuje to już od wielu, bardzo wielu lat, w Polsce przyśpieszyło szczególnie ostatnio, zjawiska takie jak globalizacja i netyzacja – tylko je pogłębiają.
    Innymi słowy społeczeństwo umiera, przynajmniej takie jakim je znaliśmy.

    Co do negatywnego postrzegania – nie mogę się z tym zgodzić.
    Często jeżdżę pociągami, dwa razy zetknąłem się z samobójcami. Nigdy nie spotkałem się z negatywną reakcją podróżnych, przynajmniej nie bezpośrednio po zdarzeniu – zazwyczaj trzeba poczekać 20 minut – kiedy to opóźnienie zacznie grać wszystkim na nerwach.

    Chciałbym przy okazji przytoczyć fragment powstającej ciągle książki „Psy Pociągowe” Filipa Zawady.

    „Samobójcy którzy giną pod pociągami, rzadko kiedy przechodzą do historii. Mniejsi samobójcy dłużej kołatają się pod kołami. Kiedy raz usłyszy się ten niepokojący szmer to, każdy następny słyszy się dwa razy głośniej.
    […]
    Dlaczego tak mało samobójców ginących pod pociągami przechodzi do historii?
    Pytam sam siebie.”
    – lampa 10(55) 2008 s.14

  57. Sarna Says:

    Ja tu tylko sprzątam, jeżeli ktoś sądzi, że dokonał już wszystkiego i że już nikomu nie jest potrzebny to jest to człowiek przegrany, znudzony, wypalony, pozbawiony energii, motywacji do dalszego życia etc. (nikt nie jest w stanie dokonać wszystkiego). Tak czy siak nie ośmieliłabym się powiedzieć, że wybór był dobrowolny i w dowolnej, odpowiedniej chwili. Był dokonany pod presją strachu przed ową beznadzieją, że mnie już nic nie czeka, nic nie zainteresuje, nic nie zaskoczy, nic nie poruszy itd. Czy to jest człowiek szczęśliwy, decydujący w dowolnej chwili, bez presji?

  58. ja tu tylko sprzątam Says:

    Nie!

    Nie mogę się na to zgodzić… nie musi być to człowiek – „przegrany, znudzony, wypalony, pozbawiony energii, motywacji do dalszego życia”.

    Nie… presja strachu pojawia się wcześniej, przed samym aktem mamy do czynienia z wolą życia – tak silną, że będącą w stanie pokonać wstyd. Żeby przełamać tą barierę, determinacja musi być ogromna.

  59. ja tu tylko sprzątam Says:

    sarna – polecam Coetzee’go

  60. dru' Says:

    Twoja wizja śmierci defendo, kiedyś wydawała mi się atrakcyjna. Być może kiedyś jeszcze tak będzie, bo mam wrażenie, iż w relacji śmierć-ja nie ma żadnego rozwoju, jest tylko rotacja postaw.
    Sam jednak w takim akcie nie widzę wolności, a raczej egoizm i lenistwo. Nikt nie żyje sam dla siebie i śmierć człowieka zawsze uwikłana jest w społeczny kontekst. Odbieranie sobie życia to choćby wspieranie szczerze przeze mnie nielubianej instytucji jaką jest ZUS.
    W takim akcie liczy się tylko myślenie o sobie. Moje życie, moje problemy, moja skomplikowana osobowość… Nie bardzo rozumiem też opowiadania o niemożności znalezienia sobie miejsca w dzisiejszym świecie. Toż to jakiś prymitywny fatalizm. A któż ten świat stwarza jeśli nie ów potencjalny samobójca? Póki ręce sprawne, zawsze można napisać jakiś tekst, albo choćby pozamiatać ulicę. Póki głos sprawny zawsze można powiedzieć komuś „Kocham cię” albo wdać się w jakąś interesującą dyskusję. Póki umysł sprawny zawsze można filozofować na ten czy inny temat albo doradzać młodym.

    Inna sprawa, gdy śmierć jest nieuchronna i pozostaje tylko czekanie i wicie się z bólu. Widziałem to na własne oczy i sam sobie bym tego nie życzył. Tutaj nasz akt woli wygląda mi na walkę o własne człowieczeństwo, o godność. Sprawa to jednak niezwykle osobista i wszelkie ostateczne rozstrzygnięcia nie mają tu żadnego sensu.

    W instytucję śmierci naturalnej nie wierzę, bo nie wiem co to takiego jest. Raczkowski swego czasu narysował kościotrupa z kosą i podpisał „Śmierć naturalna”

  61. defendo Says:

    A może ta próba rozmowy wykazuje niebezpieczeństwo uogólnień? Bardzo poważne niebezpieczeństwo.

  62. Sarna Says:

    Ja ty tylko sprzątam, byłabym Ci niewymownie wdzięczna gdybyś mi polecił marsz do łóżka i odrobinę snu :) Może byś mnie przy dłuższym dyskursie przegadał, ale nie przekonał. Cała ta dyskusja jest ciekawa, ale bardzo wirtualna. Myślę, ze Defendo celowo prowokuje nas do plecenia głupstw, sama w nie nie wierząc. Ciągnie się za mną w życiu fragment wiersza Bratnego, który bardzo trafnie wyraża mój stosunek do poruszonego tu tematu, a zapamiętałam go tak: skoro nic więcej się nie wydarzy, idźmy spokojnie spać na cmentarzu, ziemia nie będzie głowy uciskać, boć przytulista ziemia ojczysta. Desperacja, nie wolny wybór . Zresztą o jego istnieniu nie obarczonym piętnem strachu i obaw w tym artykule nikt mnie nie przekonał.

  63. defendo Says:

    Sarno – tutaj nikt nikogo do niczego nie chciał przekonywać. Po prostu – przyglądamy się sobie wzajemnie i odsłaniamy się tak bardzo, jak tego chcemy. Albo zasłaniamy.
    Wiem, że nie wszystkie samobójstwa to wynik desperacji i rozpaczy. Moje pytanie o Kolbego zostało pominięte milczeniem. A mogłabym jeszcze zapytać o tę Włoszkę, która zdecydowała się na urodzenie dziecka, chociaż wiedziała, że ciąża ją zabije. Osierociła małe dzieci. Mogę pytać o Pavese. O wielu innych. Rzecz nie w tym, że nie lubię uogólnień, ale w tym, że lubię, kiedy ludzie traktują siebie wzajemnie – uważnie:)

  64. Sarna Says:

    Kolbe, kiedyś bezwiednie przyjęłam wytłumaczenie, że umarł bo się poświecił. Rosłam z tym tłumaczeniem i nie zadawałam sobie pytań. Dopiero niedawno, na bloogu Amicusa kazałaś mi spojrzeć inaczej, pomyśleć samodzielnie. Nie zrozumiałam obecnie Twojego pytania, ale myślę, ze Kolbe w każdym tłumaczeniu podejmował decyzje pod presją. Może wybrał czas i miejsce, może i świadomie, może nie był do tego uprawniony, ale bał się bólu i głodu, bał się potępienia, znalazł wiec sensowny pretekst. Jego życie nabierało nowej wartości, więc może łatwiej mu było podjąć decyzję, przekonać własne sumienie. Wytłumaczeń może być wiele, wszystkie dla mnie są do przyjęcia z wyjątkiem tego, że on chciał tej śmierci .
    Włoszka, która urodziła dziecko, ryzykując życie mimo, że już była odpowiedzialna za inne życie które dała. Tylko ona wie co nią powodowało. Może usunąć dziecko zabraniała jej religia , może ta sama religia dawała jej wiarę, że stanie sie cud i przeżyją oboje, może nie było w niej wiary, a tylko nieumiejętność podjęcia decyzji w myśl zasady, że każdego wyboru sie żałuje? Nie wiem, nigdzie nie znajduję własnej , nieprzymuszonej woli, a jedynie powodowanih strachem

  65. ja tu tylko sprzątam Says:

    „Może byś mnie przy dłuższym dyskursie przegadał, ale nie przekonał.”

    Przepraszam, nie chce przekonywać – zagadanie wychodzi mi naturalnie, taki mam charakter, ale nie myślałem, że objawi się on tutaj.
    Chce natomiast prowokować do rozmowy, bo to właśnie ona, argumentacja, przyjmowanie różnych stanowisk, szukanie podstaw – sprawia mi ogromną przyjemność.

    Przepraszam też, że nie odesłałem do łóżka ;)

    Coetzee’go przywołałem, bo właśnie tam spotkałem się z człowiekiem któremu można nadać miano – zrealizowanego. Ciągle podziwiam jego bohaterów, których życie czasem cudowne, czasem smutne kończy się, oni natomiast patrzą na wszystko znudzeni… mogli by umrzeć za 10 lat albo za 5 minut – nie zrobiłoby im to różnicy.

  66. Ann Says:

    Dziekuję Defendo:)
    Jeszcze tylko dodam od siebie -ak sama nazwa wskazuje: samo – bójstwo. Zabicie się. Św. Maksymilian nie zabił się, tylko zginął w bunkrze głodowym. Podobnie Chrystus nie popełnił samobójstwa, lecz został zabity. Jest więc istotna różnica: inny sprawca. Samobójstwo ma też inny cel: zabicie samego siebie, zaś oba przykłady męczeństwa miały na celu uratowanie życia drugiej osoby.Św. Joanny nie zabiła ciąża, ale włókniak macicy.
    Pozdrawiam

  67. Sarna Says:

    Ann chodzi o to że być może właśnie Oni mogli żyć, ale nigdy się tego nie dowiedzą, bo:
    – Kolbe choć nie własnoręcznie się zabił to jednak to On podjął decyzję, że umrze za innego w bunkrze ,
    – a tę kobietę zabił rak, ale to Ona podjęła decyzję by nie próbować się leczyć, ratować.

  68. defendo Says:

    Dzięki, Sarno – o tym właśnie myślałam, kiedy podawałam te przykłady. Oni mogli żyć. Oboje. Wybrali śmierć. jeśli założyć, że mieli intencje absolutnie czyste – wyłącznie ratowanie czyjegoś życia, to znaczy, że życie kogoś innego było dla nich cenniejsze niż własne.
    I tu mam dylemat – „kochaj bliźniego swego j a k siebie samego, ale nie b a r d z i e j niż siebie samego. Taka jest oficjalna wykładnia Kościoła.

  69. Sarna Says:

    Z oficjalną wykładnią Kościoła nie zgadzał sie sam Jan Paweł II i miał na tyle cywilnej odwagi, by nie brnąć w tę dulszczyznę. Dociekał, zadawał pytania sobie i innym, podejmował trudne tematy. Nie uciekał od nich i czasami wypowiadał sądy, które były niepopularne i nieprzychylnie odbierane w samej instytucji kościelnej. Kochać bliźniego swego jak siebie samego, ale nie bardziej… Bo bardziej to oddać własne życie za kogoś innego, zadysponować czymś do czego nie mamy prawa, bo naszym przeznaczeniem jest poddać się woli i wyrokom Boskim. Pokornie je przyjąć. Skoro tak, to dlaczego Kościół wynosi na ołtarze ludzi, którzy ponad własne życie przedkładali dobro innych? Poświęcali własne życie w sensie: pragnienia, potrzeby, czas i w sensie: stricto cielesnym czyli popełniali samobójstwo. Świadomie dokonywali wyboru kładąc na szale własne życie. Pokręcona filozofia. Bo czy zamordowany misjonarz jest świętym czy samobójcą? Bo strażak, który wchodzi dla ratowania innych do płonącego domu zamiast w naturalnym odruchu uciekać jest bohaterem czy samobójcą? Kobieta, która nie usunie płodu, gdy to daje jej szansę przeżycia jest heroicznym pięknem i dobrem czy samobójczynią? Spełniony twórca, który sądzi, że spełnił już swoje posłannictwo względem ludzkości jest spełnionym człowiekiem z prawem do samostanowienia czy samobójcą? A nasz przykuty do łóżka i aparatury rodak, który funkcjonował tylko dzięki sile ramion i determinacji rodziców staruszków prosząc o możliwość poddania sie eutanazji , bo obawiał się przyszłości gdy opadną z sił zachowywał sie jak samobójca czy człowiek realnie myślący ? Ciekawe jest jaka rolę odegrali w w/w historiach słudzy Kościoła? Kościół przypisał sobie prawo interpretacji powodów naszego świadomego wyboru, żyć czy umrzeć i w zależności od własnych kryteriów nazywa je godnym potępienia i ogni piekielnych samobójstwem albo świętością. Bez względu jednak na jakiekolwiek klasyfikacje i powody , moje gdybania w przedmiotowym temacie nie sprawiają, ze zmieniłam zdanie. Nie potępiam, nie oceniam, ale też nie uważam by była to decyzja nie podszyta strachem. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że odbieramy sobie życie bo tak chcemy, bo jesteśmy wolni i szczęśliwi.

  70. dru' Says:

    Heh. Tak wracam, późno nieco, w chwili wolnego czasu…

    Piszesz, że niebezpiecznie uogólniam, co wydaje mi się niebezpiecznym uproszczeniem. :)

  71. DEFENDO O ŚMIERCI « WIZJA LOKALNA Says:

    […] co o śmierci – a było to dokładnie dwa lata temu – napisała Defendo w tekście pt. „Akt woli”, którego fragmenty pozwolę sobie tutaj przedstawić (cz. I), uzupełniając to wyrywkami z […]

  72. Żegnaj Defendo « grześ Says:

    […] A tu jej tekst o śmierci, pod którym jej napisałem,że gdyby nie dużo lepsza forma niż moja, to treściowo on jak mój jest:), znaczy przesłanie. […]

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: