Jeszcze o krytykach

nicole-nascov-akt1

Polska telewizja publiczna pełni misję. Czort wie, dlaczego zaczyna ją pełnić o pierwszej w nocy i kończy o trzeciej nad ranem.  „Porozmawiaj z nią” Almodovara nadała  o tak dzikiej porze, znacznie utrudniając mi pracę w dniu następnym. Ale „nic nie jest proste” – jak mówi jedna z bohaterek tego filmu w ostatniej scenie.
Misji nie chcą pełnić polscy krytycy. Konkretnie – krytycy filmowi. Wolą schlebiać publiczności. Może liczą na jakieś profity od producentów lub dystrybutorów filmów, oklaski pospólstwa? A może po prostu boją się wyraźnie powiedzieć, że masowy odbiorca ma niekoniecznie dobry gust? Bo ten masowy papkożerca może ich – nie daj, Boże! – zlekceważyć. Nie zauważyli, że ludzie i tak pójdą tłumnie na „Rambo XXII” i każdy film z gatunku „zabili go i uciekł”, głupawą komedię czy tandetny melodramat. Rolą krytyków jest jednak promowanie filmów wybitnych, a przynajmniej dobrych, a nie zgadywanie, co się spodoba „publisi”.
Werdykt jury ostatniego festiwalu  filmowego w Gdyni wywołał sporo emocji. Główną nagrodę dostała „Mała Moskwa”, klasyczny wyciskacz łez, który ma wszystko, co niezbędne, żeby zgromadzić oglądaczy – patetyczną śmierć, wielką miłość(międzynarodową, bo Polaka i Rosjanki), prawdopodobieństwo(film opowiada historię, która rzeczywiście się wydarzyła), odpowiedni entourage w postaci „złego świata” i doskonałe tło społeczno-historyczne(martyrologia w czasach komuny). Ma wszystko. Poświęciłam się i niemal do końca ten film obejrzałam. Nie podobał mi się. Wiem, że łatwo zapomnę. Na szczęście. Ciekawa byłam natomiast „Czterech nocy z Anną” Jerzego Skolimowskiego. Tak się złożyło, że byłam w Cannes(przejazdem, tylko dwa dni) podczas trwania tegorocznego festiwalu filmowego. I puchłam z dumy, widząc w okolicznościowych gazetach masę pochlebnych recenzji. Na plakatach reklamujących przegląd „Piętnastu reżyserów” nazwisko „Skolimowski” jakiś fan podkreślił grubym  flamastrem. Na obejrzenie festiwalowych filmów brakowało nam czasu i pieniędzy, jako że karnety były – jak na polską kieszeń – upiornie drogie. Obiecałam sobie jednak zobaczyć „Cztery noce z Anną” w polskim kinie. Czekać musiałam długo. W międzyczasie odbył się festiwal w Gdyni, na którym film ten zdobył zaledwie wyróżnienie, czyli coś w rodzaju nagrody pocieszenia, bez której Skolimowski mógł się doskonale obejść. Potem zaprzyjaźnieni Francuzi przysłali mi kilka gazet z entuzjastycznymi recenzjami – „Noce” otwierały przegląd „Wiek w Europie, wiek w kinie” w paryskiej Cinematheque(przegląd zorganizowano w ramach francuskiej prezydencji UE). Skolimowski został  nazwany „malarzem ciemności”, film chwalono na łamach „Le Monde”, „Liberation”, „Le Nouvel Observateur”,  „Le Figaro” . Do czasopism dołączone były prywatne opinie moich znajomych o „Nocach” – wszystkie pozytywne. Niedawno „Noce” dostały nagrodę specjalną jury festiwalu w Tokio. Spodobały się też krytykom amerykańskim. Zawalczą o „Złote globy”.
Obejrzałam je wreszcie. Myślę, że Skolimowski dotknął czegoś najistotniejszego, co jest skrzętnie ukrywane, zasypywane codziennością – chęci najbliższego, najintymniejszego kontaktu z drugim człowiekiem i konieczności pozostawania „obok”. Z góry zakładamy, że nasze – nawet najczystsze – intencje zostaną źle zrozumiane i naprawdę są pojmowane opacznie. Miłość jest zablokowana, tak jak zablokowane jest cały świat w tym mrocznym filmie. Sekwencje pokazujące cztery kolejne noce to kwintesencja kina – powinno ono przecież przemawiać obrazem. Każdy gest Leona ma znaczenie, jego zbliżanie się i oddalanie od uśpionej Anny przypomina taniec nieudolnego Pierrota, przepięknie fotografowany przez Adama Sikorę, któremu za zdjęcia przyznałabym jakąś wszechnagrodę. Skolimowski pyta mnie-widza o to, czym jest miłość, jak blisko patologii jest osadzona, czy umiem odróżnić, czy potrafię zrozumieć i usprawiedliwić, czy jest karalna, czy możliwa, czy zburzę mur, którym się otoczyłam. Tylko pyta. Niczego nie sugeruje, nie podpowiada. I czy słusznie zestawił mi się z Almodovarem? Zwyczajny zbieg okoliczności?
Nie obejrzę już nigdy więcej „Małej Moskwy”. „Cztery noce z Anną” – tak. To nie arcydzieło, ale film ważny i odważny.

Dziś obraz Nicole Nascov zatytułowany „Akt”.
Polecam też tekst Logosa Amicusa – również poświęcony temu filmowi: http://logosamicus.bloog.pl/?ticaid=66ee0, łatwiej tam wejść z linku umieszczonego po prawej stronie mojego blogu.

Reklamy

Tagi: , ,

komentarzy 36 to “Jeszcze o krytykach”

  1. habodacious Says:

    Nie oglądam filmów w ogóle. Wystarczą mi obrazy. Ruchome obrazy to przerost formy nad treścią, ogromne wodolejstwo i obniżanie wymaganego poziomu intelektu do zrozumienia. Jednakże po tym, co napisałaś, chyba się przekonam i obejrzę „Noce”. A co tam.

    Nieprześcignionym wzorem przedstawienia prawdziwej, niemożliwej do spełnienia miłości jest dla mnie beckettowski Nagg i Nell. Swego czasu widziałem „Końcówkę” w teatrze i tak mnie zachwyciła, że obejrzałem poza nią prawie wszystkie dzieła Becketta. To właściwie „Końcówka” jest dla mnie prawdziwą historią miłości – a nie współczesne filmy o miłości. Teatr beckettowski (i innych twórców modernistycznych) daje nam temat odrapany, czysty i piękny w swojej teoretycznej brzydocie – jedynie wątroba człowieka, który umie myśleć jest w stanie przetworzyć takie przedstawienie na prawdziwą epicką historię, a film to tylko dodanie do motywu miłosnego detali, bardzo wielu postaci, kontekstów, wątków żeby się nikt nie zastanawiał za bardzo i przedstawienie tego masowej publiczności. To dla mnie profanacja.

  2. ja tu tylko sprzątam Says:

    W historii polskiej krytyki kina mieliśmy już okres rżnięcia recenzji (FILM) okres przepompowania się kinem nie ambitnym, lecz po prostu nudnym, jak kto woli refleksyjny.
    Teraz krytycy oszaleli, doskonałym przykładem była premiera Katynia rozgryzająca rynek na dwie strony, niczym w polityce – obóz patriotyczny i obóz komuchów/kosmopolitów/antypolonistów – a w/g mnie rozsądnych ludzi.
    Film był totalnym gniotem – przewidywalny, schematyczny, prosty jak gimnazjalistka – a niesmak pozostał. Od tamtej pory świat stoi na głowie. (w Polsce)

    Jeżeli idzie o osobiste odczucie – daleko mi do kina ambitnego, wychowany zostałem na kasetach wideo – do których sentyment mam do tej pory – choć ostatnia firma (JVC) zakończyła produkcję – nadal powiększam swoją kolekcję.

    Moi Bogowie są prości – Jarmush, Tarantino, Smith, Kubrick, Lynch, Von Trier, Almodovar, Alfonso Cuarón, Stone, van Sant, Zucker, Allen, Fellini, Kusturica, Coppola, Scorsese, Kurosawa,De Sika, a przede wszystkim Wells – za najlepszy film w historii KINA – Obywatel Kane.

    Wielu pomniejszych pominąłem…. nie zapominam o takich geniuszach jak Andy Kaufman… którzy jednak nie zdobyli się na wielkie Kinowe sukcesy.

    Na koniec – by dolać oliwy do ognia – za najlepszy film dotykający problematyki miłosnej uważam – Fucking Amal – który uwodzi swoją realnością, lekkością i wręcz prostactwem.

    PS. – nie ufam amerykańskim i kanadyjskim krytykom – po ostatnim festiwalu w Toronto – gdzie to ogłoszono genialnym – totalnie banalny „Young People Fucking”

  3. ja tu tylko sprzątam Says:

    Zupełnie zapomniałem – a o krytykę chodzi – polecam film Heckler.

    http://www.filmweb.pl/f393317/Heckler,2007

    Mowa w nim o przede wszystkim o Hecklerach – ludziach próbujących przerwać występ publiczny – ale kilka szorstkich słów pada i pod adresem krytyków filmowych.

    Dzięki takiemu ujęciu – można spojrzeć na świat filmów wysoko nakładowych i czysto rozrywkowych nieco bardziej przychylnym okiem.

  4. Logos Amicus Says:

    Pisząc o filmach, zawsze polagam na własnym wrażeniu, odczuciu… i nawet gdyby skórę ze mnie darli zdania nie zmienię – ba jakże mogę zmienić moje doświadczenie filmu?
    Jeśli ktoś ma inne zdanie (zwłaszcza krytyk, którego opinię cenię), próbuję spojrzeć na film z jego perspektywy, zrozumieć jego rację.
    Z góry odrzucam wszelką krytykę, która motywowana jest czymś zewnętrznym: np. reklamą, kumoterstwem, koneksjami, układem, profilem mediów, programową polityką, jakimś tam interesem…
    Istnieje kilka warunków, które muszą być spełnione, by krytyka filmowa miała wartość. Pierwszy z nich – to fascynacja kinem (niekoniecznie ślepa miłość:)). Można jeszcze wymienić: wrażliwość, uczciwość, erudycja, opanowanie języka, znajomość filmowej klasyki, orientacja w innych dziedzinach sztuki, a zwłaszcza w plastyce… etc.
    W naszym kraju (Polsce) brakuje dobrych krytyków, bo mało kto owe warunki spełnia.
    Niestety, nie ma już wśród nas prawdziwych osobowości -indywidualistów, krytyków wielkiego formatu, jakimi byli np. Kałużyński, Jackiewicz, Marszałek, Mętrak…

    PS. Dziękuję za wzmiankę o mojej notce :)

  5. vogler Says:

    „Noce” są jedną z mych bardziej zapamiętanych obrazów jakie miałem przyjemność widzieć i chyba jednym z tych nielicznych polskich filmów, jakie w ogóle zapadły mi w pamięć. Widziałem go bezpośrednio po tak reklamowanej „Elegii”. Między obama (:-P) filmami nie ma porównania. A krytyka ? Wychodzę z założenia, że taka krytyka, jaka tzw. sztuka.. i bardziej martwi mnie stan tej ostatniej..

  6. Elżbieta Says:

    Zawsze uważałam,że czytanie recenzji owszem jest wskazane,ale nie zawsze musimy się z nimi zgadzać…i po to Bóg dał rozum,żebyśmy mogli sami decydować o naszych wyborach w oglądaniu,czytaniu czy też w zyciu codziennym…
    Pozdrawiam

  7. cogitomen Says:

    Po raz kolejny z przyjemnością czytam Twój tekst Def. I łapię się na dosyć często występującej refleksji w moich myślach dotyczącej mojego podwórka, mojej ojczyzny, polskości itd.. Otóż w takich chwilach coraz częściej mam poczucie wszechogarniającej mnie schizofrenii, bezsilności czy zwyczajnego wstydu. Bycie polakiem tak często mnie ostatnio rozczarowuje. Tak. I ta myśl, że to przecież nie tak miało być gdy zomowcy mnie pałowali. Cóż mniejsza. Gratuluję wyboru ilustracji. Jest bardzo adekwatna do treści poniżej.
    Pozdrawiam ciepło c.

  8. mniemanolog Says:

    Słowo pisane bardziej do mnie dociera, niż obraz.Wyjście do kina poprzedza wywiad , jaki jest do niego dojazd, czy siedzenia wygodne.Jak kino spełnia moje wymagania dobieram repertuar. Lubię kino studyjne Rialto w Katowicach. Czasem za tapera robi w nim Józef Skrzek. Nie mam ulubionego gatunku, po prostu film musi we mnie wywołać emocje.Filmy Aldomovara odbieram jak spojrzenie na życie przez camera obscura. Minimalizm środków z bogactwem wyrazu.Są filmy które poruszają pewne tematy i są jakby celem samym w sobie.Hotel Rwanda, Świadectwo, Katyń itp. Interesuje mnie w tym momencie sposób w jaki byłyby przedstawione wydarzenia przez tzw drugą stronę. Są filmy które oglądałem i nie pamiętam ich treści i tytułu. Dochodzę więc do wniosku, ze moja pamięć jest najlepszym krytykiem. Tutaj muszę dodać,ze nie jestem kinomanem, bywam w kinie od przypadku do przypadku i zdanie moje nie powinno mieć większego znaczenia. Po prostu z szacunku dla autorki „dałem głos”. Pozdrawiam Małgosiu.

  9. Gloomy Slipper Says:

    Polska telewizja publiczna pełni misję. Czort wie, dlaczego zaczyna ją pełnić o pierwszej w nocy i kończy o trzeciej nad ranem. “Porozmawiaj z nią” Almodovara nadała o tak dzikiej porze, znacznie utrudniając mi pracę w dniu następnym.

    O czym to świadczy? Według mnie o (nie) świadomym obrazie odbiorców. Cierpliwość czyni dojrzałym. Bądźmy dojrzali, choć przez chwilę.

  10. Sarna Says:

    Świetny tekst Defendo. Ciekawe spojrzenie i emocje ))) Piszesz, że sekwencje pokazujące cztery kolejne noce to kwintesencja kina, bo przecież powinno ono przemawiać obrazem. Czy rzeczywiście? Jestem uwsteczniona w wydawaniu pięknych dźwieków, a jednocześnie wrażliwa w ich odbiorze. Tło muzyczne w filmie jest dla mnie bardzo ważne. Zauważyłam, że czasami bezwiednie, znudzona fabułą tkwię nadal przed ekranem wsłuchana w melodię. To ona niewidzialna, ale obecna buduje nastrój, manipuluje naszą wrażliwością. Nawet nieme kino operujac gestem, mimiką, pozą przemawiało do nas bez słów, ale miało podkład muzyczny.
    Jestem ciekawa ” Czterech nocy z Anną”, bo tak ciekawie z Amicusem rozbudziliście moje zaintersowanie tym filmem, ale jednocześnie przemilczając zaplecze muzyczne sprawiliście, że czuję niedosyt. Nie mam wyjścia, musze go obejrzeć )))
    pozdrawiam

  11. ja tu tylko sprzątam Says:

    „Są filmy które oglądałem i nie pamiętam ich treści i tytułu. Dochodzę więc do wniosku, ze moja pamięć jest najlepszym krytykiem.”

    Mniemaniologu, nie.
    Nie mogę się zgodzić, sam zauważyłeś, że zwracasz uwagę tylko na filmy które wywołują w tobie emocję.
    De facto – wszystkie filmy wywołują jakąś emocję – ostatecznie zniechęcenie i obrzydzenie są ich jakąś formą.

    Pamięć nie jest najlepszym krytykiem – Film można bardzo szybko zapomnieć, przez długi czas o nim nie rozważać – by nagle w pewnym momencie, poczuć coś – to coś co na zasadzie analogii doprowadzi nas do obrazu, filmu, książki, muzyki etc. Uczucie doprowadzi nas do zakamarków naszej pamięci – To też ja zawsze wybaczam krytykom, całkowite zmieszani obrazu z błotem – i późniejsze przywołanie go w innym świetle, w świetle uczucia którego sami doznali.

    „Są filmy które poruszają pewne tematy i są jakby celem samym w sobie.Hotel Rwanda, Świadectwo, Katyń itp.”

    Nie mogę się na to zgodzić, absolutnie. Fakt tematu który dany film porusza nie może „wznosić” go w naszych oczach. Oczywiście – to treść obrazu jest najważniejsza, to co reżyser, scenarzysta – chcą nam przekazać, na co zwrócić uwagę. Jednak warunkiem sine qua non, doceniania takiej produkcji – jest należyta jej realizacja, dostosowanie formy w jakiej film został nam podany do treści której w sobie zawiera (chodzi tu o zdjęcia, grę aktorów, dopasowanie lokalizacji… etc)

  12. ja tu tylko sprzątam Says:

    „To ona niewidzialna, ale obecna buduje nastrój, manipuluje naszą wrażliwością. Nawet nieme kino operujac gestem, mimiką, pozą przemawiało do nas bez słów, ale miało podkład muzyczny.”

    To jest właśnie najpiękniejsze w sztuce filmowej, każdy jej element może nas pociągnąć – jeżeli nie będzie to gra aktorów, nie będzie to fascynujący scenariusz albo chwyty reżysera – to właśnie muzyka może nas zauroczyć.

    Na ty wyżej przytoczone słowa przypomniał mi się klasyk kina niemego – Nosferatu symfonia grozy!

  13. mniemanolog Says:

    Sprzątaczu masz prawo nie zgadzać się z moim zdaniem, ale jeśli cytujesz, to w sposób który nie wypaczy sensu wypowiedzi. Przytoczyłem raptem trzy tytuły , by w następnym zdaniu powiedzieć o ciekawości, jak by wyglądały gdyby nakręciła je tzw druga strona. Emocje o których wspominałem nie dotyczą tych negatywnych, ale zgadzam się , ze nie wyraziłem się w tym wypadku precyzyjnie. Jeśli więc nie wywołuje obraz emocji pozytywnych oznacza to dla mnie, podkreślam dla mnie , że nie warto było poświęcić mu czasu.Pozostaje jeszcze definicja „pozytywnych emocji”, ale myślę ,że każdy ma inną. Na usprawiedliwienie po raz kolejny wspomnę, ze nie jestem kinomanem, film nie jest moją ulubioną rozrywką , jestem przeciętnym (nie wiem czy nie przesadziłem)widzem.Nie potrafię oceniać filmu pod wzgledem artystycznym, nie znam się na tym. Dodam jedynie ,ze dla mnie osobiście nie jest jednak bez znaczenia temat jaki w filmie jest poruszany. Pozdrawiam ;-)

  14. ja tu tylko sprzątam Says:

    Mniemaniologu – wybacz, nie chciałem, żebyś poczytał sobie mój komentarz jako formę ataku, czy podjęcia agresywnej dyskusji.

    Doskonale rozumiem to podejście. Pozwoliłem sobie wykorzystać twoje słowa i się do nich odnieść – jednak bardziej w celu wyrażenia swojego zdania, niż zdeprecjonowania twojego. Nie oceniam gustu, czy samego stosunku do kina.

    Przepraszam, nie chciałem żebyś poczuł się urażony/zaatakowany, jak już pisałem nie było to moim celem.

    Oczywiście, temat nie jest bez znaczenia – zdaje się, ze w którymś z komentarzy o tym pisałem, jednak forma w jakiej podaje się nam naet najwspanialszą treść – również powinna być odpowiednia :)

    Również pozdrawiam :)

  15. kris.mm Says:

    nie będzie o filmie, ale mam go, po Twoim opisie, na swojej „krótkiej liście”. Ściągnę.
    A krytycy? Ręce mi opadają. Nalot niekompetencji w mediach, wskazujący na podstawowe braki podstaw wykształecenia jest porażający. Przestałem oglądać TV, bo dostaję drgawek. Posadki za jedynie słuszne tezy. Skąd to znamy? Ano wmawia nam się że beee byli ludzie, których akta ma Kurtyka. Nie. Beee są wszysce ci, którzy sprzedają uczciwość i uczciwe poglądy za pieniądze. W końcu to przecież gorsze niż jakaś teczka w IPN-ie. Rażenie większe.
    Pozdrawiam :)

  16. monadelavoie Says:

    Polska nie jest jedynym krajem w którym nie ma już krytyki filmowej. Szczerze powiedziawszy to w większości znanych mi krajów już od dawna jej nie ma. Krytyka filmowa jako składnik kanonu odeszła do lamusa historii, wraz z festiwalami rozumianymi jako miejsca narodzin kultury, reżyserami rodzaju Antonioniego, Viscontiego, Kurosawy, Bergmana lub Bunuella. Rzetelnej krytyki rewii lyżwiarskiech też już nie ma. Podobnie jak nie ma krytyki komiksu, opery buffo lub teatrzyków kukiełkowych. Autorka opisuje świat miniony, bezpowrotnie utracony. Większości go nie brakuje. Nie można odczuwać żalu wynikającego z utraty czegoś czego się nie zna i samemu nigdy nie posiadało.
    Amputacja trzeciej piersi.

  17. mniemanolog Says:

    Sprzątaczu, jestem ostatnim do konfrontacji. Pozawerbalne środki komunikacji czasem wypaczają sens i ton wypowiedzi.Pozdrawiam;-)

  18. ja tu tylko sprzątam Says:

    „Polska nie jest jedynym krajem w którym nie ma już krytyki filmowej. ”

    Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!

    Słyszała Pani o Małgorzacie Sadowskiej? zresztą o kimkolwiek ze świata krytyki filmowej?

    „Autorka opisuje świat miniony, bezpowrotnie utracony. Większości go nie brakuje.”

    Krytyka, czy chcemy tego czy nie.. istniała zawsze i będzie istniała… jeszcze na długo po naszej śmierci.
    Co robisz droga monadelavoie – jeżeli nie wyrażasz teraz słów krytyki, czy Bracia Karamazow powstaliby w ogole gdyby nie odpowiedź na krytykę?
    Krytyka istnieje nadal, wypacza się, dochodzi do przewartościowania, „przejściowych” problemów, które jednak są naprawdę przejściowymi. Czekamy na nowego Boga – my sieroty po Kałuzyńskim.

  19. grześ Says:

    Prawdziwych krytyków już nie ma?
    MNie denerwuje w krytyce przewidywalność, chciałbym trochę świeżości, nowości, przełamywania formy, czasem wściekłości, czasem pasji, nie pisania sztampowych recenzji.

    Kałużyńskiego już nie ma…

    Poza tym świetny tekst, niestety żadnego filmu nie znam, zachęciłaś mnie paradoksalnie do obu.
    Znając mój kiczowaty gust, to obstawiam, że i „Mała Moskwa” mi się spodoba.
    A i zapraszam za kilka dni do mnie (znaczy teraz też), bo napoczynam mój cylkl filmowy, będzie o najbliższych mi filmach, bbędzie i Almodovar i Allen i jeszcze kilku mniej znanych reżyserów.

    Pozdrówka.

  20. monadelavoie Says:

    @przedmówca/przedpisca:
    Nie, nie słyszałam. I jak mawiają amerykańscy indianie: that’s the point.
    Twoje rozważania na temat „istniejącej zawsze krytyki” przyjmuję jako osoba jeszcze młoda z rozczuleniem zmieszanym z rozbawieniem. Jest to dla mnie zaklinanie rzeczywistości połączone z, przepraszam, wadą wzroku. Powoływanie się na Braci Karamazow niczego nie zmienia. Swiat w ktorym nieznajomość poglądów prezentowanych na łamach Cahiers du Cinema decydowała o przynależności lub wykluczeniu z kręgu ludzi oświecownych odszedł na zawsze – tak samo jak konkursy oratorskie u podnóża Areopagu. Znany mi z opowiadań rodziców i dziadków świat, w ktorym młodzi ludzie potrafili spędzić noc rozbierając przy wódce na składniki pierwsze jedną scenę z Eisensteina, Piromaniszwilego lub Goddarda. Gdzie zakładało się że czytelnik wie co to jest „plan amerykański” i rozumie różnicę pomiędzy czterema rodzajami panoramy poziomej jako elementami składni języka filmowego. Gdzie się czytało Kracauera i myślało Goddardem. Ponieważ spędziłam dzieciństwo i większość życia poza Polską wiem, że jest to zjawisko uniwersalne. Umarła prasa fachowa i ambitna prasa krytyczno-popularyzatorska. Umarły niezależne festiwale lub wiodą marginalny żywot – podobnie jak ruch kin studyjnych. Punkty sprzedaży popcornu z filmem w tle nie są kinami choć do tj tradycji nawiązują.
    Ktytyka filmowa nie może działać w próżni. Potrzebuje kinomana. Potrzebuje emocji widza i jego oddania. Potrzebuje świadomości że skierowana jest do czytelnika obdarzonego dobrodziejstwem wychowania w określonej tradycji, umiejętnością refleksji, świadomością czym jest język kina, znajomością jego zsad, gramatyki, ortografii, fleksji. Lub chociażby snoba niezręcznie pretendującego do miana znawcy i potrafiącego zręcznie ukrywać swe braki.

  21. monadelavoie Says:

    Powyższe było do sprzątającego wyznawcy poglądu że coś co skonało można i należy uznać za wiecznie żywe. Poddawanie mumii zabiegom reanimacyjnym jest zabawne, szczególnie gdy ktoś proponuje metodę usta-usta.
    No offence intended ;-)

  22. defendo Says:

    Habodaciousie – pozwolisz, że jedną z not właśnie mojemu ukochanemu Beckettowi poświęcę? On i Ionesco(ten drugi w nieco innym zakresie) plus Grotowski – stworzyli moją wrażliwość na teatr. I wyczulili mnie na niuanse, pozwalając odróżnić wielkie od miernego.

  23. defendo Says:

    Sprzątaczu – specjalnie dla Ciebie napiszę o „Czasie Apokalipsy” – filmie wielkim i niedocenianym.
    Twoi bogowie są i moimi bogami – to nasz „iloczyn zbiorów”. Zważywszy Twój wiek – jesteś doskonałym argumentem przeciw beztroskim uogólnieniom Mondelavoie…

  24. defendo Says:

    Logosie – moja teza jest taka: bo ich następcy stracili odwagę. Bo czują pokorę wobec pieniędzy producentów. Bo schlebiają plebsowi. Itd.

  25. defendo Says:

    Voglerze – obawiam się, że to sprzężenie zwrotne – taka krytyka, jaka sztuka.

  26. defendo Says:

    Elżbieto – ale dobrze byłoby skonfrontować p o obejrzeniu filmu z opiniami znawców:)

  27. defendo Says:

    Cogitomenie – jak zwykle wprawiasz mnie w zakłopotanie… :)

  28. defendo Says:

    Mniemanologu – kokietujesz nas tutaj – potrafisz pięknie wybierać to, co najcenniejsze…

  29. defendo Says:

    Gloomy – ostatnio spsiał nawet mój ulubiony kanał – „Kultura”. Nie wiem, czy to wina kierownictwa czy sam bies się wdał?
    Tam oglądałam wspaniałe koncerty, m.in. rockowe i jazzowe, balety, słuchałam rozmów mądrych ludzi i miałam okazję obejrzeć stare, ale świetne filmy. Ostatnio większość filmów tam nadawanych oceniam na 3 wq pięciostopniowej skali.
    Nie mam pojęcia, dlaczego władcy publicznych mass-mediów uważają odbiorców za durniów, którym należy serwować tylko dwukrotnie przeżutą papkę piosenki biesiadnej i tańce różnorakiej maści(czekam, kiedy gwiazdy zaczną tańczyć na rurach PCV)…

  30. defendo Says:

    Sarno – nieświadomie wprowadziłam Cię w błąd – mówiąc o milczeniu miałam na myśli, że w tym filmie jest bardzo mało dialogów. Muzyka jest – i to pięknie obecna(w Gdyni film wyróżniono właśnie za dźwięk).

  31. defendo Says:

    Krissie – pod Twoim komentarzem mogę się tylko podpisać. Krytyk, żeby mógł pełnić swoją funkcję – m u s i być niezależny.
    TVP to… eeeech… trudno znaleźć adekwatne określenia, jeśli chce się uniknąć wulgaryzmów;)

  32. defendo Says:

    Mondalevoie – witam.
    Sądzę, że nie masz racji. Nie wiem, wśród jakich ludzi się obracasz, ale ja znam dyskusyjne kluby filmowe, w których dominują właśnie młodzi, namiętnie dyskutujący przez wiele godzin, doskonale wiedzący, co to „plan amerykański” i obeznani z klasyką filmową. Na UWr właśnie powstała możliwość zapisywania się na filmozofię. Czysta koincydencja – właśnie wyszła książka, polecam – Daniel Frampton:”Filmosophy”.
    Tu odrobina prywaty – znam Marię, to Ona właśnie będzie te zajęcia prowadzić, osoba niezwykła i cudna…
    A „nocne Polaków rozmowy” nadal się toczą, przy piwie zamiast wina, do białego świtu. Dyskutują ludzie młodzi i starsi. Poszukaj po prostu. Często spotykam takich dwudziestoparolatków, którzy czegoś chcą, stawiają trudne pytania, myślą nie tylko o karierze i szmalu. Nie tylko w Polsce. Możliwe – chociaż mało prawdopodobne – że to ja mam takie szczęście.
    Równie możliwe, że Ty masz pecha.

  33. monadelavoie Says:

    Defendo, witam również. W prywacie nie ma nic zdrożnego – odpłacę tą samą monetą. Kreślony przez Ciebie obraz jest nad wyraz krzepiący, szkoda że nie znajduje potwierdzenia w tym co ja mogę (nie tylko w Polsce) stwierdzić. Ponieważ żyję z robienia filmów, pozostanę przy swojej percepcji rzeczywistości. Taką mi się ona jawi, pewnie mam pecha. Pewnie także moje obserwacje dotyczące tego co się stało w Polsce z prasą filmową są omamem pechowca. Ale chętnie dam sobie wyjaśnić co się stało ze „Swiatem Filmu”? Gdzie się podział „Ekran” – kiedyś były w nim recenzje? Dlaczego w kraju w ktorym żyje trzydzieści parę milionów ludzi ukazuje się jedno, jedyne czasopismo poświęcone profesjonalnej krytyce filmowej?. Subwencjonowany w 100% przez PAN Kwartalnik Filmowy (o nakładzie o ile pamiętam około 1000 egzemplarzy) można nabyć w wolnej sprzedaży w dwoch księgarniach: udaje się sprzedać w porywach nawet i 70 egzemplarzy. Na kwartał. Dlaczego niszowe „KINO ma powab i konsystencję cegły i nie jest w stanie mimo subwencji utrzymać się na rynku? Dlaczego mniej niszowy „Film” konkuruje z „Cinema” o najgłupszego analfabetę zainteresowanego plotami i kształtem tatuażu gwiazdki ostatniego sezonu?
    Gdzie jest polski odpowiednik Cahiers du Cinema albo Film’s Review?

    Zaiste potężny ten fanatyczny ruch entuzjastów i kinomanów, potężny determinacją, wiedzą fachową i chęcią percepcji dobrej, fachowej krytyki filmowej.
    Defendo – sądzę że podzielisz mój pogląd: nie wystarczy pić piwa i bajdurzyć na temat „co się komu w oparciu o zasłyszane plotki bardziej podoba”. Dziwi mnie Twój optymizm.

    Twoja „pechowa” Mona

  34. defendo Says:

    Nie tylko czasopisma branżowe, Mono, nie tylko… Krytycy piszą i w innych – bo te inne docierają do szerszej widowni. To znak czasów – we Francji zauważyłam to samo – liczące się gazety zatrudniają krytyków. „Financial Times” też. To one są dziś opiniotwórcze – nie branżowe. Ale piszą w nich fachowcy, nie amatorzy.
    Na temat dominacji pop-kultury to ja kopie kruszę nie od dziś. I głęboko wierzę w to, że po chwilowym kryzysie – w końcu popidiotyzm zejdzie z roli dominanty. Najlepiej – ze spektakularnym hukiem!

  35. monadelavoie Says:

    @defendo: ach pomażyć, pomażyć. Ale może masz rację, wiara, w przeciwieństwie do wiedzy nie wymaga logicznego uzasadnienia. A jakże potrafi podnieść samopoczucie.

  36. defendo Says:

    Nie tylko wiara – autopsja też. Mam do czynienia nie tylko z niewrażliwymi idiotami – również z ludźmi – okropnie młodymi – którzy zwrócili moja uwagę na dokonania innych młodych i niemłodych, zapraszają mnie na undergroundowe koncerty(co uważam za zaszczyt), na dyskusje, proszą o prelekcje. Wiem,że są – i oni właśnie wtłaczają powietrze w moje skrzydła:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: