Rzecz o języku

Milczałam. W czasach powszechnego bełkotu, zalewu słów – z taką łatwością wrzucanych w internet, czyhających w ustach polityków, czających się na łamach niechlujnie redagowanych tabloidów – milczenie bywa pożądane. Znów jednak zakładam zbroję i wyruszam na barykadę, żeby bronić języka, niezbędnego narzędzia poznania i zupełnie niezwykłego środka komunikowania się z ludźmi.
Nie zgadzam się na bylejakość rozmów i „mów”. Na skróty myślowe, które sprawiają,że potem długo i uciążliwie trzeba wyjaśniać swoje intencje. Rzekomy luz rozmaitej maści prezenterów radiowych i telewizyjnych atakuje mnie, usprawiedliwiając swoją brutalność tym, że podobno ludzie nie mają czasu słuchać dłuższych wypowiedzi, że wolą skrót, obrazek, że nie umieją czytać. Prowadzący wywiad zaprasza do studia osobę, której poglądy mnie interesują, ale nie po to, żeby rozmawiać – po to, żeby mieć okazję wygłosić własne, kompletnie mnie nie obchodzące, zdanie. Bezceremonialnie przerywa wypowiedź swojemu gościowi, bo musi przecież pełnić misję, polegającą na promowaniu siebie samego.
Słowa-wytrychy włamują się do naszych myśli, rozleniwiają – a od lenistwa i niedbalstwa językowego zaczyna się otępienie umysłowe. Wszechobecny „projekt” zaczyna mnie doprowadzać do dzikiej furii. Byle pop-gwiazdeczka nie nagrywa już paskudnej pioseneczki, tylko „realizuje projekt”, działacze piłkarscy mają w zanadrzu „projekt walki z korupcją”, ostatni spektakl teatralny to – oczywiście – projekt reżysera. Mam wrażenie, że słowo to wyrosło ponad miarę w ustach kukieł „zaprojektowanych” na ludzi.
„Wiocha” to sposób zachowania, buty, telefon, piosenka, plakat i czort wie, co jeszcze. Przykłady można mnożyć. Mam nadzieję, że moją niechęć do bylejakości mówienia ktoś ze mną podzieli.
Czasem przypadkowi rozmówcy(nie mówię tu o moich komentatorach – mam to szczęście, że bywają u mnie ludzie mądrzy i skłonni do namysłu, dopowiadający i rozumiejący, konieczni mi jak powietrze i woda) zarzucają mi, że używam zbyt wyszukanych słów, że mogłabym prościej i łatwiej. Otóż – nie mogłabym. Nadmierne upraszczanie skomplikowanego tematu łatwo zmienia się w prostactwo. Można w kilku prostych słowach skutecznie uargumentować prawo do samobójstwa? Tezę o potrzebie lub braku potrzeby wiary? Uzasadnić autorytaryzm Polaków?
Nie potrafię brutalizować języka. Cenię wartość niuansów, nie zapominam o odcieniach. Lubię tez kolokwializmy – one wzbogacają paletę, podkreślają obraz. Nie udaję, że nie mam ciała – ale drażni mnie wulgarność. Nie będę nazywać rzeczy po imieniu, bo imię tej rzeczy można usłyszeć na ulicy z delikatnych usteczek pięciolatków, którzy bez „ch..ja” nie potrafią zamienić ze sobą dwóch równoważników zdań. Nie lubię – bo mści się na mnie szkoła muzyczna, która uwrażliwiła mnie na melodię języka, na jego brzmienie. Słyszę poszczególne frazy, a kiedy czytam dobry tekst – wyczuwam jego rytm.
Za wiele wymagam? Czy określenie „oniryczny” nie powinno należeć do zwykłego wyposażenia leksykalnego przeciętnego maturzysty? O akceleracji to nawet ja się uczyłam na fizyce – i wiem, na jakiej zasadzie działa cyklotron. Czyżby współczesny – średnio wykształcony – człowiek nigdy o takim, dość starym przecież, wynalazku nie słyszał? Szlag mnie trafia, kiedy czytam w lokalnej gazecie taką przedziwną konstrukcję zdaniową: „We wtorek rano wszedł w kolizję pojazd marki opel astra. Po zderzeniu z barierką samochód został uszkodzony i wymagał holowania”(słowa te napisał świeżo upieczony magister dziennikarstwa; podczas telefonicznej rozmowy ze mną stwierdził, że to tylko takie krótkie notki i każdy wie, o co chodzi).
Język, którego używa się byle jak, staje się łatwo narzędziem manipulacji. Celują w tym politycy PiS-u, chociaż inni też mają swoje „zasługi”. Sławetny „układ” stał się synonimem czegoś straszliwego, ogólnoświatowego spisku na miarę masonerii i świadectwem działalności niewidzialnej ręki UFO. „My, bliźniacy, tworzymy zdrową sieć hierarchicznych zależności, oni – pozostali – wraży układ”. Nikt niczego nie argumentuje, niczego nie wyjaśnia, nie musi dowodzić swoich racji. Skrót myślowy zwalnia z uzasadniania, a chętnych odbiorców – z myślenia. W tle zaś kwitnie w najlepsze narcyzm językowych manipulantów, których celem nadrzędnym jest zawładnięcie słuchaczami. Podobną metodę stosują prezenterzy telewizyjni, Wildstein, Pospieszalski i wielu innych. Z ich twarzy można wyczytać lekceważenie wszystkich, którzy im nie klaszczą.
System testów – do którego wracam z uporem maniaka – sprzyja bezrefleksyjności. Jak nauczyć formułowania tez, obrony swojego stanowiska, prowadzenia logicznego wywodu – jeśli certyfikat konieczny do rozpoczęcia studiów zdobywa się dzięki opanowaniu technik, które zabijają samodzielne i twórcze myślenie? Jeszcze trochę, a na teście maturalnym z języka polskiego pojawi się polecenie:”Spośród wydrukowanych niżej idiotikonek wybierz tę, która symbolizuje dobre samopoczucie okraszone uśmiechem”.
Addenda:
Akt mowy jest aktem poważnym. Nie tylko komunikuje, ale również czegoś dokonuje. Kiedy ktoś z nas wypowiada zaklęcie, zgadza się na spełnienie czyjejś prośby, mówi „tak” w USC czy w kościele – to jego wypowiedź językowa zyskuje specyficzną „moc sprawczą”, staje się aktem performatywnym.
Akt mowy może być więc:
– aktem lokucyjnym (chciałam powiedzieć pewne słowa i powiedziałam je)
– aktem illokucyjnym (chciałam powiedzieć pewne słowa, żeby sprecyzować swój pogląd czy postawę i powiedziałam je)
– aktem perlokucyjnym (chciałam powiedzieć pewne słowa, żeby dzięki ich lokucyjnym i illokucyjnym właściwościom zrealizować jakąś własną intencję, która miała spowodować zmianę lub umocnienie postawy adresata – albo też jego sprzeciw – i powiedziałam je)
Oczywiście – nie wystarczą moje intencje – konieczny jest jeszcze kontekst kulturowy, zwłaszcza w dziedzinie języka. Szczególnie powszechnie akceptowane sądy interpretacyjne. To dzięki nim można trafnie odczytać moje intencje. Siłę aktu mowy stanowią metafory, symbole, archetypy i my wszyscy – podmioty mówiące. Dość bezradności! Słowa mają znaczenie, mają siłę. I nie wolno ich traktować byle jak. Bo potrafią się zemścić.

Ogromnie dziękuję wszystkim tym, którzy odczuli moją nieobecność i dopingowali mnie do pisania. Katju, Kasiu, Sarno, Sprzątaczu, Stefanie najmilszy, Grzesiu, Telemachu – ślę Wam uśmiech jesienny, zmierzchowy…

Postanowiłam ilustrować moje notki, niekoniecznie często, ale za to czymś, co sama sfotografowałam, dostałam w prezencie od zaprzyjaźnionego autora lub(o zgrozo!) popełniłam. Dziś Jacek Dehnel – zdjęcie tego obrazu zrobiłam podczas jego wernisażu. Tytuł:”Orfeusz”.

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 61 to “Rzecz o języku”

  1. cogitomen Says:

    Wreszcie! Wreszcie mogę przeczytać (jak zwykłem mawiać) nie głupi interesujący tekst u mojej jednej z nielicznych autorek parających się ‚blogami’ w sposób dla mnie do przyjęcia, a co za tym idzie do zadowolenia. Kazałaś długo czekać na nowy tekst Def i teraz dostrzegam, że się mi to opłaciło. Podoba mi się nawet bardzo, o powiem tak.
    Pozdrawiam ciepło, tak wiesz c.
    Zdrowiej szybko.

  2. stefan Says:

    Pięknie grasz na tym moim ulubionym fortepianie słów. :-) Miałem Ci nawet akompaniować wczoraj na mojej harfie i dobrnąłem tylko do tytułu: „nie damy pogrześć mowy” i dalej mi nie wyszło, bo to „pogrześć” zazgrzytało jakoś i wprawiło w nastrój zgoła kalamburakowy- ja grzeszę, ona nie będzie grześć.
    Masz rację Defendo, że bronisz Słowa, bo Ono było przecież na początku i tutaj bynajmniej nie chodzi mi o religię, lecz o to coś
    kosmicznie ważnego w Słowie które, osobiście, odczuwam jako muzykę wszechświata.Ale słowo jest takie jakimi sł mówiąyc. „Ciężki metal” objawia sie w ciężkich wulgaryzmach młodego pokolenia; romantyczne westchnienia w Chopinie i jego pokoleniu wpaniałych kompozytorów. Pisz dalej o Twojej czystej muzyce, stukając na klawiaturze fortepianu Norwida, gdy „życia koniec szepcze do początku „nie stargam cię, o, nie! ja uwydatnię…” Uwydatniaj to co jest w słowach piękne.Uściski za wspaniały powrót. :-)

  3. vogler Says:

    Aż chciałoby się rzec szacunek ;-) Niestety w procesie wszechobecnej „pragmatyzacji” wszystkiego język jest jednym z najbardziej poszkodowanych.

  4. zabociek Says:

    Twój wywód jest oczywistą oczywistością, jak mawia klasyk, a jednak chrzęści mi, niczym przekleństwo w ustach pięciolatka. Szczególnie, że piszesz, to Ty – osoba wyedukowana, żywiąca się rarytasami kultury i doskonale znająca tej kultury historię. Wiesz zatem , że sposoby komunikowania się między ludźmi nie zostały raz na zawsze ustalone i na początku wcale nie było słowa, lecz chrząkanie, mruczenie, i język gestów, jakby migowy. Kiedy pojawiło się słowo, nie zaraz nabrało muzycznej harmoni. Pierwej było kakofonicznym zgrzytaniem patyka na lodzie. Wiele epok minęło nim stało się pędzlem malującym obrazy i instrumentem wygrywającym kompozycji duszy i umysłu.
    Ten , obrazowy i muzyczny język spełnił już, być może, swoje zadanie, bo nastała epoka innej , szybszej komunikacji. Nazbyt długie wywody zabierają czas, którego tym bardziej za mało, im bardziej i szybciej możemy z niego korzystać. My lubieżnicy słów (wybacz nieco niepoprawności) odczuwamy ból słysząc niedokończone zdania, pokręcone pojęcia i zdawkowe (bo przecież nie lapidarne) wyrażanie poglądów, i nie możemy się w tym odnaleźć.
    Taka jest jednak przyszłość języka – przestanie być najważniejszym komunikatorem, by stać się zaledwie sygnaturką do innych przekaźników myśli.
    Żal mi onirycznych obrazów opisanych słowami, lecz sądzę , że ten nowy (dla nas bełkotliwy) system porozumiewania się także urodzi swoich poetów, kompozytorów i mędrców.
    Pozdrawiam i też się cieszę , że piszesz :)

  5. yo-yo Says:

    potworku czytając ten, jak zwykle genialny wpis, cały czas myślałem o „Mechanicznej Pomarańczy” Burgessa. On genialnie stworzył nowy język [a może to zasługa tłumacza -Stillera?] wulgaryzmów.One są i będą.Wiesz zresztą dobrze, jak ja klnę,co nie przeszkadza mi być zafascynowanym oniryczną twórczością Borgesa ,czy mojego ulubionego Dżeżdżona. O cyklotronie się nie wypowiem, mam tylko podstawówkę.
    A zresztą”słowa, słowa,słowa” jak pisał Wiluś, a po mojemu”wszystko ch… w porównaniu z bombą atomową.
    howgh-jak mawiali starożytni indianie

  6. orchide@ Says:

    Tempo życia nie pozwala ludziom pracy ( mam na myśli fizycznych robotników) na dokształcanie się i na aktywność intelektualną. Zmęczeni, strudzeni, zasiadając w domowych pieleszach wysłuchują wiadomości z rozleniwieniem. Proste informacje trafiają do nich, i myślę, że dziennikarze tym się właśnie kierują formułując je prostym językiem, powszechnie rozumianym, i w taki a nie inny sposób. Być może służy to manipulacji najwrażliwszym, najbardziej podatnym na to ogniwem społeczności?
    Piękny tekst „spłodziłaś”, podoba mi się. Wciąż nie podoba mi się u Ciebie jedno, ta żądza czucia się elitarną jednostką, jest to u Ciebie niemal obsesyjne. Masz do tego prawo, ale nie jest to prostotą…tylko ona urzeka serca wielu. Wiesz dobrze, że nigdy wszyscy ludzie nie będą równi, co nie znaczy, ze są gorsi i lepsi. Mogą być jedynie uczciwi i nieuczciwi, sprytni i inteligentni, potrafiący świetnie oszukiwać oraz naiwni i głupi a dobrzy i ufni-zależni, bezradni, mniej zdolni-bez wiary w swoje możliwości, bo ktoś im zabrał tę wiarę.
    Wierzysz moja droga, że słowem można obudzić człowieka i wykrzesać z niego największe skarby? Uczciwość, mądrość i pracowitość w jednym? Obawiam się, że to niemożliwe. Nie wiem, jakie należałoby metody zastosować, by zgodnie z jakimś wyobrażeniem powstała dana społeczność, w sposób idealnie funkcjonujący i rozwijający jednostki do pożądanego poziomu.

  7. Elżbieta Says:

    Defendo cieszę się,że są jeszcze ludzie,którzy bronią języka polskiego i nie potrzebują w swoich wypowiedziach korzystać z „przerywników”.
    Pozdrawiam

  8. defendo Says:

    Cogitomenie – dziękuję! Zdrowieć usiłuję…

  9. defendo Says:

    Stefanie – miałeś w moim powrocie spory udział. Nikt nie potrafi bawić się słowem, jednocześnie go nie niszcząc, jak właśnie Ty. Tak finezyjnie i czule dotykać potrafi tylko mężczyzna. I „odpowiednie dać rzeczy – słowo”. Ty umiesz wiedzieć, ja – jedynie wątpić. Może dlatego mianownik potrzebuje dopełniacza?
    Nie umiem prowadzić dialogu z lustrem. W nim mój lewy policzek zawsze okazuje się być policzkiem prawym odbicia.
    Język jest wytworem kultury – ale i jej częścią. Co więcej – jest warunkiem kultury – bo dzięki językowi dziecko przyswaja sobie kulturę grupy; i dalej – bo jego budowa podobna jest do budowy kultury: zbudowany jet przecież z opozycji i koleracji(tzn. ze stosunków logicznych), można więc go uważać za fundament kultury. Dlatego nie opuszczę okopów św. Trójcy…
    Uściski odwzajemniam:)

  10. defendo Says:

    Voglerze – z szacunkiem to Ty traktujesz język, mnie potraktuj cieplej ;)

  11. defendo Says:

    Zaboćku – język przeżywał wiele kryzysów i z każdego wychodził obronną ręką(zauważyłeś dziwactwo tej – skądinąd uprawnionej – konstrukcji? „obronna ręka języka”…). Mam nadzieję, że i tym razem poradzi sobie. Nadzieja nie zwalnia mnie jednak z walki w jego obronie.
    Popatrz, jak wielu masz wiernych czytelników – widocznie żyje w nich tęsknota za słowem pięknym i wspaniale podanym. Spójrz na tłumy na targach książki, na pełne widownie teatrów, wcale nie komercyjnych. Sprawdź, jak wiele egzemplarzy nowego tomiku Różewicza już kupiono, a wciąż są nowi chętni.
    Można nie zgadzać się na bylejakość – nie przez uporczywe poprawianie – walczę kpiną, nieuleganiem powszechnej modzie skracania wypowiedzi do rozmiaru emotki.
    A mistrzowie skrótów – znani aforyści(La Rochefaucauld) są znani tylko ze swoich maksym. Mój ulubiony Steinhaus potrafił o wiele więcej…
    Skróty – tak! ale tylko wtedy, kiedy mogą wywołać ożywioną dyskusję interpretatorów, kiedy są esencją lub konkluzją wywodu, kiedy stają się inspiracją. Niechlujstwo językowe, manipulacja, słowotok – zdecydowanie n i e !

  12. mniemanolog Says:

    Wokoło pełno nowomodnych słówek, które kiedyś były wulgaryzmami, teraz stają się pieszczotliwymi.” Jaki zajebisty piesek ” usłyszałem jak młoda pannica zachwyca się szczeniakiem. Tytuł serialu Kiepscy znaczył kiedyś ni mniej, ni więcej jak …pizdowaci, cipowaci , bo kiep to stara nazywa damskiego organu płciowego. Już nie wspomnę ,że om zastąpiło ą , a em ę w publicznych wystąpieniach naszych polityków.Gdyby Napoleon i Józefina, lub Jan Sobieski z Marysieńką porozumiewali się poprzez internetowe komunikatory , nie powstałyby piękne listy , które do dzisiaj są cytowane.Postęp techniczny rozleniwia. Pismo obrazkowe nie zmusza do wysiłku.Za jakiś czas zostanie zapomniane ch, rz, ó. Tylko tacy błędni rycerze słowa jak Ty będą kopie kruszyć o czystość języka. I chwała im za to.

  13. defendo Says:

    Yoyo:)
    Konwencja, którą Ty przyjąłeś w swoim pisaniu – wulgaryzmów wymaga. Nie protestuję zatem. I znam Twoje fantastyczne oczytanie. Wiem – może lepiej, niż Ty sam – że słowa to Twoja maska. Boisz się odsłonić, bo za tym parawanem ukrywa się ogromnie wrażliwy człowiek.
    Nie chcę Cię ranić, zaufaj mi:)

  14. defendo Says:

    Orchideo – tempo życia to zwyczajna wymówka.
    Jednostką elitarną się nie czuję – ale nie uznaję egalitaryzmu – wszak rodzimy się nierówno obdarzeni. A dorastając – albo aspirujemy do elity, albo czujemy się wygodnie w zastanych warunkach, to nasz wybór.
    Wcale nie chcę sobie zaskarbić wielu serc, ale chcę raczej oddać własne ;)
    Ufam, że słowo ma moc sprawczą. Bo jeśli nie słowo, to co? Nóż? Karabin?

  15. defendo Says:

    Grzesiu – jak miło Cię gościć!
    Kopie kruszę – i nie zamierzam przestać! Masz rację – język się wulgaryzuje, ale jako miłośniczka odcieni – wolę „stroidło” niż „ch..ja”(piękny neologizm, który powstał wskutek literówki, miało być ludowe „stoidło”), a w miejsce „je..nia” wolę „akt strzelisty”(przecież jest w nim i strzał, i cel i zamiar strzelca – i nie tyle ofiara, ile ofiarna tarcza, zachwycona i lekko oszołomiona).
    Tobie akurat nie muszę tłumaczyć, że czuły zegarmistrz balansem zajmuje się ze szczególną troską, dbając o werk, włos i word.
    A wtedy zegar odpowiada – nie głosem kukułki, a Syreny, współbrzmiąc bez cienia dysonansu;)

  16. kris.mm Says:

    jak to było? „Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa…” I mam dylemat, bo wszystko, to nie tylko to, co piękne. I mam pewną taką niechęć do tych, którzy postponują wulgaryzmy, wtedy nawet, kiedy oddają one klimat, a czasem stan ducha mówiącego. A czasem ów wulgaryzm niczym innym zastąpiony być nie może. Bo inaczej może być nieszczerze, nieprawdziwie i sztucznie.
    A jednocześnie wulgaryzm, tak użyty, spełnia wszystkie funkcje i również jest aktem perlokucyjnym, żeby to już bardzo mądrze dookreślić.

    Bo przecież nasz język to nie tylko „ą” i „ę”.

    A przy okazji przypomniała mi się, jak flesz, scenka z przeszłości, właśnie językowa. I o wulgaryźmie, więc idę pisać notkę.

    Przy okazji: również, podzielam i absolutnie zgadzam się ze spostrzeżeniami tyczącymi się bylejakości prezenterów telewizyjno-radiowych. Słuchać nie mogę tej mody na udziwnione słowa wytrychy i, tak to trzeba nazwać, chamską autokreację.
    Jest takie słowo, które mnie do szału doprowadza. Ma niby dodać wagi argumentom mówiącego, uczynić z czegoś co nieprawdziwe, lub wątpliwe, prawdę. Te słowa, bo muszą być dwa, to „TAK NAPRAWDĘ”.
    A celuje, w ich nadżywaniu, pan redaktor Rymanowski. Doklejam go do tych, wymienionych przez Ciebie.
    I dziękuję za notke.
    Pozdrawiam
    K.

  17. Telemach Says:

    Brakowało mi Twego świętego oburzenia. Dobrze że znów jesteś.
    Ponieważ podzielam zdecydowaną większość wyrażonych przez Ciebie poglądów, postaram się poskromić wrodzoną chęć polemicznej swady. Ograniczę się zatem do pojedynczej refleksji. Prezentując czym może być akt mowy zapomniałaś (być może celowo?) o tym że akt mowy może być również aktem normatywnym. I tu leży pogrzebany pies erudyty a w tym przypadku również erudytki. Gdy przed laty opuszczałem nasz piękny kraj ludzi łączyły rozmaite powiązania, związki i stosunki. Gdy powróciłem po latach, obywatele obojga płci nie pielęgnowali swego związku, nie pracowali nad nim, nie łączyła ich więź emocjonalna. Oni mieli – ku mojej zgrozie – jakieś RELACJE. Gdy wyjeżdżałem relacja była synonimem sprawozdania. Po powrocie, ten zapożyczony z kuchenno-parapsychologicznej łaciny angielskiej proweniencji termin zabił skutecznie bogactwo języka, a moja rozpacz trafiała na całkowity brak zrozumienia. Bo w międzyczasie koszmar ten się nie tylko upowszechnił, lecz również zadomowił się w świadomości użytkowników tworząc nową jakość, stając sie częścią jezykowego kanonu.
    Przypuszczam, że ten kto jako pierwszy w pośpiechu przetłumaczył (lub zaniechał tłumaczenia) pojęcia „związek” i zamiast tego spolszczył na użytek chwili RELATIONS nie zdawał sobie sprawy z normatywnych konsekwencji swego językowego niechlujstwa. Ci jednak, którzy wyrośli w rzeczywistości w której więzi i stosunki międzyludzkie (które istniały) zostały pokonane przez RELACJE (które się posiada, Fromm by się uśmiał) uważają dzisiaj ten fakt za coś całkowicie normalnego.
    Podzielając Twój święty gniew muszę jednocześnie przyznać się do pewnej bezradności: język wymyka się kontroli purystów i estetów. Jest żywym stworem, czasem ze szkaradną gębą. Czy oznacza to jednak, że o jakości naszego dialogu ma decydować rynsztok? O jakości debaty ściana wychodka? Trudny temat z wieloma za i przeciw. Nie wiem czy radykalizm pomoże wesprzeć sprawiedliwych. Wiem jednak że dobrze jest próbować.

  18. ja tu tylko sprzątam Says:

    Miałem nie zgodzić się z tekstem, napisać, o potrzebie „setek” o wymuszaniu przez tzw. opinię publiczną szybkiego i jasnego przekazu, który byłby zrozumiały dla wielu, jednocześnie łechcący ego tych którzy to w polityce doszukują się czegoś większego…

    Zrobić tego jednak nie mogę. Uwiodłaś mnie moja droga, tezą i upraszczaniu – to prawda, nie można upraszczać! To pospolituje mowę, powoduje, że o wielu rzeczach nie da się rozmawiać bez „metafizyki”, „dialektyki”, „ius”, „lex” nie da się zrozumieć nawet najprostszych teorii. Nie wspominając o pytaniach które wymieniłaś… To nierealne.
    Nie mogę jednak zgodzić się z krytyką systemu testowego – który jest najlepszym sposobem sprawdzania posiadanych informacji, dokonywania selekcji…. nie jest to tylko zwykłe wypełnianie okienek, które wydaje sie łatwym zajęcie godnym kretyna z ołówkiem. Test zobowiązuje do szybkiego katalogowania posiadanych informacji, szybkiego reagowania, pozwala odróżnić jednostki inteligentne – posiadające zdolność kojarzenia, od tych które do tez muszą dochodzić żmudnie krok po kroku… Test nie zabija samodzielnego myślenia – dobry(patrz testy aplikacyjne w tym roku) pobudza je, daje możliwość wyłapywania niuansów i chwytów, którym należy się przeciwstawić.

    Nie potrafię zrozumieć – dlaczego pominęłaś w wypowiedzi chyba najważniejszy język jakim się posługujemy – język ciała (który to w/g wielu stanowi do 75% – treści naszego przekazu)?!

    Ale czy nie jest to krzyk rozpaczy? nic nie wskazuje na zmianę… tylko w akademickich dyskusjach można zdobyć się na ten cudowny ideał, który zarysowujesz w swojej notce. Dziś kiedy informacja sprzed 5 minut jest już nieaktualna – czy zbiory słów? prace? książki? wypowiedzi nawet bardzo znaczących ludzi coś znaczą? Czy w świecie w którym na wykład uznanego profesora, członka TK, autora setek prac i publikacji które wywarły znaczny wpływ na Doktrynę – przychodzi 5 osób – da się coś uratować?

    PS. – dziennikarstwo… Boże! Widzisz i nie grzmisz?! – jak z kursu który powinien zajmować – 2-3 semestry udało nam się zrobić 10 semestrowy kierunek studiów kończący się (nic nieznaczącym już dziś) tytułem MaGazynieRa?!
    Dlaczego ludzie bez żadnej podstawy.. w postaci filologii, prawa, historii, filozofii, a nawet – politologii zabierają się do dziennikarstwa!? dostaną warsztat… – jak sama zauważyłaś – nawet po 5 latach bardzo ubogi, i co z nim zrobią?! jak go wykorzystają skoro nie będą mieli niczego do powiedzenia?!

  19. katjusza Says:

    Niezmiernie się cieszę defendo z Twojego cudownego przebudzenia. Pięknie posługujesz się słowem, a ja cenię ludzi dbałych.
    W tekście m.in. wymieniłaś dziennikarzy, którzy zapraszając gości mają jedynie pretekst do wygłoszenia swoich poglądów. Niesłychanie mnie cieszy, gdy gość w studiu nie pozwoli się zagłuszyć, a nawet przejmie inicjatywę. Cenię silne osobowości.
    Nie pozwól się zagłuszyć, def:)

  20. defendo Says:

    Krisie – witam. Pozwoliłam sobie zajrzeć do Twojego blogu i już wiem, że będę tam częstym gościem.
    Nie mam nic przeciwko wulgaryzmom – nie cierpię wulgarności, a to nie to samo. Wulgaryzm może dodać koloru, może pełnić ważne funkcje – zgoda. Wulgarność – nie. Jurne i jędrne ballady Burnsa nie są wulgarne, chociaż od wulgaryzmów aż kipią. Kiedy żołnierz przed atakiem trzęsie się ze strachu jak barani ogon, to krótka komenda dowódcy”k..a, zapnij guzik!” jest aktem perlokucyjnym. I skuteczniejszym od wszelkich pseudopsychoterapii.
    Kiedy słyszę „tak naprawdę”(„prawdę mówiąc”) – zastanawiam się, czy wszystkie inne wypowiedzi osoby, która to mówi, nie poprzedzone takim „wytrychem” są kłamstwem. Trudno o dobrych prezenterów – tacy jak Sznuk rzadko się w mediach zdarzają.

  21. defendo Says:

    Telemachu, jakoś nie potrafię odłożyć na bok miecza, a lufę karabinu uważam za niezły kij do grzebania w mrowisku. Masz rację – relacje zastąpiły więzi. Może to znak czasów? Zamiast trwałych więzi ludzie budują chwilowe relacje? Boją się uzależnić od kogoś innego? Nie wiem.
    Bieda, kiedy nas język ado(a)ptuje paskudnego bachora, gorzej, kiedy tak przysposobione(tfu! kolejny potworek) dziecko odwracane jest do góry nogami. Tak stało się z określeniem „oportunista” – co drugi polityk używa go w znaczeniu „oporny, stawiający opór”! Pewnie dlatego,że z polskim „oporem” mu się skojarzyło, a na zajrzenie do słownika to on za leniwy jest.
    Nie jestem purystką. Jestem estetką, choć brzmi to jak przyznanie się do winy. Kolejny wyraz, który z winy krytyków zyskał zabarwienie pejoratywne.
    Mam naprawdę niezwykłe szczęście – mogę tu rozmawiać, nie bezmyślnie paplać. Bo mam z kim. Lubię w dyskusji odrobinę pieprzu w postaci ironii, żartu, bon motu – ale potrawa przyrządzona wyłącznie z pieprzu staje się niejadalna. Czytam rozmowy pod popularnymi blogami, zwabiona dużą liczbą komentarzy. Liczę na jakąś szczególnie ożywioną debatę. I włażę na minę przeciwdefendową: komentatorzy nie odnoszą się w żaden sposób do treści notki. Autor mógłby równie dobrze wkleić dowolny obrazek z sieci. Oni przerzucają się po prostu pustymi, quasi-dowcipnymi zdaniami. Czasem poprzestają na równoważnikach zdań, wykrzyknikach lub emotkach. Mają prawo do tego, rzecz jasna – ale dlaczego nazywają to rozmową? Niepokoi mnie ich przekonanie o tym, że rozmawiają.
    Dobrze, że jesteś!(wykrzyknik w pełni uzasadniony moją radością)

  22. defendo Says:

    Sprzątaczu, podzielasz moją niechęć do skrótów, więc mnożysz moją przyjemność. Przewrotna ta matematyka stosowana…
    Język ciała jest ważny – i doceniam go. Bywa jednak przeceniany(moda na jego przecenianie przyszła z USA). Tutaj nie możemy usłyszeć głosu, zobaczyć wyrazu twarzy, gestu, spojrzeć w oczy.
    Nie krytykuję wszystkich testów, ale te maturalne z polskiego – tak! Dawny system, polegający na napisaniu dłuższej pracy pisemnej w warunkach egzaminu, w której uczeń miał szansę zabłysnąć lub dowieść, że żaden z niego kandydat na studia, skoro nie potrafi sklecić kilku poprawnych zdań zawierających jakakolwiek myśl – a potem egzamin ustny, który wymagał nie tylko rzetelnej znajomości literatury, ale i pewnej wiedzy z zakresu nauki o języku, zmuszał licealistów do opanowania pewnego podstawowego kanonu wiedzy. Testy sprawiły, że można mylić barok z pozytywizmem, poprzestać na czytaniu bryków i fragmentów dzieł – dużo, byle jak i prędko.
    Nie znam testów na aplikacje – ale czytałam o ostatnim lekarskim. Skoro oblewa go prawie połowa zdających, to medycynę kończy banda idiotów, którzy następnie przez rok lub dłużej uczą się do tego egzaminu, albo system testów jest do niczego. Wolę drugą opcję, zwłaszcza że już po egzaminie unieważniono kilka pytań, bo okazało się, że nie można było udzielić na nie poprawnej odpowiedzi.
    A dziennikarstwo…eech. Znów wracam do dawnych, dobrych czasów z pewną nostalgią. To były studia podyplomowe – więc ich absolwent już znał jakąś dziedzinę wiedzy(lepiej lub gorzej). Lubię, kiedy na łamach czasopism piszą dla mnie filozofowie, etycy, ekonomiści, fizycy itd. Każdy o tym, na czym zna się i co lubi. Na czym zna się absolwent dziennikarstwa? Na mediach? To niech zajmie się na przykład ich krytyką.

  23. defendo Says:

    Katju, moja słodka inspiro!
    Dziennikarz dysponuje bronią masowego rażenia – może gościowi wyłączyć mikrofon. Może go więcej nie zaprosić do programu.
    Jasne, że się nie poddam – nie temu światu…

  24. kris.mm Says:

    oczywiście, jak zwykle co innego widzę i czytam, a co innego zostaje w głowie. Straszna wada. Ale będę zwalczał. Tak. Masz niezaprzeczalną rację (jakby ta mogła być zaprzeczalna!). Też jestem przeciw wulgarności, a nie wulgaryzmom.
    Ale czasem…
    Pozdrawiam
    K.

  25. ja tu tylko sprzątam Says:

    Można powiedzieć coś wulgarnie nie używając wulgaryzmów.
    A można powiedzieć coś pięknego krasząc każde zdanie wulgaryzmem.

    Nie wyobrażam sobie cenzurowanych tekstów OSTR, Mos Def-a, Wojaczka….

    Ja nie jestem przeciw wulgarności – Kuba Wojewódzki – jedna z bardziej wulgarnych postaci (choć wulgaryzmów wielu nie używa) jest ważnym elementem życia społecznego, nie widzę w nim gwiazdy jednej wystawy, jednego programu… ale człowieka oczytanego, ostrego jak brzytwa… Bez niego w kulturze i sztuce mielibyśmy straszny zastój – nalezy zauważyć, że podjął się on walki z wiatrakami – próbując przemycić odrobinę elitarnego świata wprost do mas..

    Wiem, że wielu w nim widzi jedynie marnego pajaca… który nie jest już nawet zabawny… jednak w moich oczach – to nasz podwórkowy Prometeusz.

  26. K.L.daV. Says:

    Małgosiu! Czyż nie ujął cię „projekt” gwintolda vel zdumionejmrowki vel Witolda vel bosego-mientkiego vel eremity bosego?

  27. K.L.daV. Says:

    Czyż nie zainspirował tego bosego obscena Kiła Chamidow (nomen omen) lokujący akcje swoich dzieł w poczekalni kibla?, implantujący azjatyckie zwyczaje do szmatławych w większości sitcomow?

  28. grześ Says:

    Hm, albo mam omamy albo widzę odpowiedź do siebie, choć mnie tu jeszcze nie było:)
    Ale może jaki inny Grześ tu jest, nieważne.
    Co do tekstu, to nuda, bo się zgadzam z większością właściwie.
    O języku polityków to mi się nie chce gadać, bo już napisałem u siebie niedawno.

    Co do innych wątków, to fakt, ludzie jakoś ten język zaniedbują i traktują niedbale.
    A szkoda, bo polszczyzna to piękna rzecz i możliwości stwarza niesłychanie duże.
    I by się bawić nią pisząc i mówiąc, gierki słowne sobie urządzać, łamać konwencje i konwenanse, przeplatać style.
    Wulgarnić pięknie, patos przeplatać z ironią i kiczem.
    Tylko trzeba się starać, no i te odrobinę talentu mieć.
    Co do dziennikarzy to nie za bardzo widzę sens się wypowiadać, bo w większości pisać oni umieją średnio.
    Zresztą najciekawsi i ci co coś osiągnęli raczej po dziennikarstwie nie są czy nie byli.
    Miłośnikom młodym języka trza polecać filologię raczej, czy polską czy jakąś obcą.
    Bo tam można się wgryźć w ten język na różne sposoby.

    Pozdrawiam i czekam na następne teksty.
    No i zapraszam do siebie i na TXT tyż.

  29. telemach Says:

    Radość – naturalnie wzajemna.
    A przykład „oportunisty” jest przykładem o tyle ciekawym, że dotyczy migracji znaczeń. „Kobieta”, w przeciwieństwie do „niewiasty” to było do XVIII wieku określenie obelżywe. Nikt nie obrażał się natomiast ani o dziwkę ani o dziewkę.
    Czy odbieramy to jako dysonans? Obecnie nie. I czy jest to powód do żalu? Chyba też nie. Nie gniewaj się na ignorantów bo to oni wydeptują ścieżkę językowej normalności. Sceptyk (z greckiego σκεπτικός, skeptikós) przekształcił się za ogólnym przyzwoleniem maluczkich z kogoś kto bada świat, myśli, poddaje krytycznemu osądowi w osobnika wątpiącego i mnośącego znaki zapytania, w niedowiarka szukającego dziury w całym. Kto jeszcze pamięta znaczenie tego słowa poza kilkoma pokrytymi kurzem filologami?
    Nie przeciwstawiałbym się migracji znaczeń bo jest to walka z wiatrakami. Walka, której nie sposób wygrać. Przecwstawiałbym się natomiast brutalizacji i zubożeniu języka.
    Moc pozdrowień
    t.

  30. habodacious Says:

    A ja już optymistycznie zakładałem, że umarłaś. :)

    Ten tekst bardzo mocno we mnie uderzył, gdyż sam jestem w swoim języku trochę bezczelny, zanadto ironiczny i mówię zdecydowanie zbyt prosto. Języki przez cały czas swojego trwania poddawane są jednak nieustannej ewolucji i dlatego trudna jest nauka nowych – posiadają odmienną od naszego logikę. Źle jest, kiedy język jest trudny – gorzej, kiedy jest prosty jak blacha. Stworzono już kiedyś język prosty i nieskomplikowany. Nazywał się esperanto, i prawie nikt nim już nie mówi. Komplikacje narastające w językach są chyba na tyle trwałe, że (w obecnej chwili) uproszczenie języka wydaje się czymś niemożliwym.

  31. ja tu tylko sprzątam Says:

    Esperanto używa się do tej pory… głównie w Japonii i okolicach.
    Ale z językiem nie jest tak łatwo, w Polsce mamy bardzo, bardzo wiele języków…

  32. Mikosz Says:

    Notka niezwykle pouczająca i inspirująca. Pasjami lubię defendo.

  33. Mikosz Says:

    Jeszcze jedno – na barykadach się przeważnie bronią. Wyrusz w pole z otwartą przyłbicą i nagim mieczem…

  34. tilow3 Says:

    Defendo, dziękuje … Oczarowałas mnie jak zwykle. Dziękuje …

  35. ksantypa Says:

    Zgadzam się z tymi z Państwa, którzy przypominają, że język żyje i nie ma co walczyć z formami, które wydają się nam niepoprawne, a są teraz w powszechnym użyciu, jak również z tym, że słowa zmieniają swoje znaczenie. Myślę, że trzeba walczyć z językiem prostackim i brutalnym, choćby dlatego, że zachowania agresywne zaczynają się prawie zawsze od agresywnego języka.
    Chciałabym jeszcze przypomnieć, że język oprócz tego, że jest narzędziem poznania i komunikowania się między ludźmi, może po prostu bawić. Niedawno wznowiono, po ponad pięćdziesięciu latach od pierwszego wydania, cudowną książkę Tuwima “Pegaz dęba”, książkę o igraszkach z językiem. Autor napisał we wstępie do niej: “Jak matematyce, poważnej macierzy nauk ścisłych, nie przynoszą ujmy rozrywki matematyczne, rozmaite sztuczki, figle i paradoksy; jak chemia czy biologia nic nie stracą na powadze, gdy z nich same osobliwości wyłuskać; jak historia, magistra vitae do niedawna, nie ucierpi, gdy uczony dziejopis wydłubie z niej, jak rodzynki z ciasta, same anegdoty i od weselszej strony ją pokaże – tak samo, sądzę, nic się poezji i nauce o języku nie stanie, gdy się czytelnikowi przedstawią od strony kuriozalnej i artyficjalnej.”

  36. beatrix17 Says:

    a mi post Telemacha przywiodl taka mysl z gatunku ” co bylo pierwsze-jajko czy kura” Bo czy to my zmieniamy jezyk, czy jezyk zmienia nas?
    Czy wiezi oslably i nalezalo je nazwac relacjami, czy tez relacje, ktore pojawily sie jako koszmarek jezykowy spowodowaly rozluznienie wiezi, stosunkow, zwiazkow?

  37. katjusza Says:

    A Mikosz chce być ponadprzeciętnie sprytny i stara się innych wypuszczać. Najczęściej kobiety, widać uważa wszystkie za kretynki, a przynajmniej za głupsze od niego.
    Niedocenianie innych to poważny błąd, Mikoszu, bo może się okazać, że sam wyjdziesz na gamonia pospolitego. I na ignoranta.
    Wzruszyłeś mnie wychwalaniem defendo w komentarzu i wzywanie jej do walki z podniesioną przyłbicą. W pamięci wciąż mi się kołaczą Twoje całodzienne występy na czacie w sukience elwirki i czynienie z bogatego słownictwa def zarzutów. Śmieszne to było na tyle, że nawet poświęciłam czas i powiesiłam na forum pokera Twoje popisy.
    Myślę, że Twoja miłość własna zostanie milusio połechtana, jeśli zacytuję dla przypomnienia fragmencik z czata:

    09:24:18 elwirka121@tlen.pl: dlaczego walczysz z czymś co jest dla Ciebie najmileszą bronią w rozmowie?
    09:27:55 elwirka121@tlen.pl: mizoginie,hiperbole,homonimy…tak to dla Ciebie annapurna broń. Cieszysz się że stosujesz broń masowego rażenia,
    09:28:27 elwirka121@tlen.pl: nie zastanawiałaś się że czasem możesz sama polec
    09:30:21 elwirka121@tlen.pl: nie sadzę annapurna – własnie użyłaś swojej wstrętnej broni, by mnie zdyskredytować.
    09:32:04 elwirka121@tlen.pl: nie sądzę żeby metafory, animizacje, personifikacje, hiperbole, metonimie, synekdochy, peryfrazy, eufemizmy, oksymorony, parabole, reminiscencje były elegancką bronią dla przecietnego człowieka
    09:32:24 elwirka121@tlen.pl: raczej zniesmaczają polemikanta

    Jakaż cudowna metamorfoza sprawiła, że Mikosz – znany polemikant czatowy, diametralnie zmienił front? Czyżby wystarczyło zdjąć siatkowane pończoszki i majteczki w groszki?
    Moim zdaniem to obłuda i dwulicowość, ale jeśli ktoś posiada wyjątkowe poczucie humoru, może zachowanie Mikosza uznać za zabawne.
    Uważasz Mikoszu, że analnymi fab(c)etami jest sens o cokolwiek walczyć?;)
    Pozdrawiam defendo:)

  38. katjusza Says:

    * że z analnymi…
    w ostatnim zdaniu, sorry:)

  39. Mikosz Says:

    Katju, nie tutaj ! Na litośc ,nie tutaj wal mnie po głowie torebką z tesco .To porządny blog , przychodza tu wykształceni ludzie i takie widowiska to dla nich żenada.
    Wyglądasz jak przekupa z rumuńskiego bazaru której ukradzino śliwke.
    Na Polterku takie rzeczy,kochana, na polterku.
    Przepraszam bardzo za Katje, ale Ona czasem ma odruchy jak pies pawłowa gdy widzi mój nick.

  40. Mikosz Says:

    Pawłowa…

  41. katjusza Says:

    Mikoszu, wypowiedziałam się merytorycznie w odniesieniu do cudnej notki defendo i Twoich komentarzy.
    Przepraszam za Mikosza, on często się zapomina i przejmuje rolę mojego taty.

  42. ja tu tylko sprzątam Says:

    Mikosz przeprosiny przyjęte…

    Wybaczam :)

  43. sofijkaa Says:

    Katju przeprosiny przyjęte. Aczkolwiek..czy to coś zmieni? Może zmieni, pożyjemy zobaczymy.

    Świetna notka Defendo. Ściskam :))

  44. sofijkaa Says:

    czy zmieni Mikosza, rzecz jasna.

  45. katjusza Says:

    Sofi, nie w tym rzecz, nie chcę nikogo zmieniać. Bardziej zależy mi na tym, żeby Mikosz się określił. Może znajdzie w tym rozdarciu jakiś złoty środek;)

  46. szkło w słoju miodu « chwilówka Says:

    […] w potoku słów, gorsza jest tylko słowna hipokryzja. Ze wzruszaniem przeczytałam Gosiaczkowe ujęcie tematów okołojęzykowych. Jak zawsze – doskonale ‘wygooglane’, mdło oczywiste i przewidywalnie kategoryczne, […]

  47. ja tu tylko sprzątam Says:

    Czy jeżeli ktoś ma większą wiedzę, zna jakiś język, przeczytał troszkę inne książki – to wszystko jest Wygooglowane?

    Czy w tym świecie (blogowym) nie da się docenić kogoś za próbę napisania czegoś w sposób przystępny dla ćwierćinteligentów?

    Z tego co widze, na blogach można mówić tylko o pierdołach, seksie, i o tym jak to nam nie pozwalają mówić o pierdołach i seksie.

    żal.

  48. katjusza Says:

    ja tu, wszędzie można mówić co się chce i jak się chce, reszta to tylko konsekwencje. To normalne: akcja – reakcja.
    Jeśli takie osoby jak defendo zamilkną, pozostaną już tylko gadki-szmatki o seksie i pierdutach.
    Ja do końca nie wierzę krzykaczom. Są zazdrośni, ale jednocześnie obcując z bogatym słownictwem, zyskują. Nie sądzę, by nie zdawali sobie z tego sprawy.
    Raczej posądzam ich o czerpanie dodatkowych korzyści z istnienia def. Mają dobry powód, by wydać z siebie jakiś dźwięk. Ja słyszę wokół zgrzytanie trybików i bolesne pojękiwanie:)

  49. ja tu tylko sprzątam Says:

    ergo –

    powinni – miast, zarzucać i pomawiać, ładnie przeprosić… ukłonić się…i podziękować :)

    czy tak?

  50. katjusza Says:

    Dokładnie tak, powinni podziękować i pielęgnować, we własnym dobrze pojętym interesie:)

  51. defendo Says:

    Kocie, właśnie mnie nie ujął, zatem nie zostałam ujęta i pojmana, żeby realizować Gwintoldowe projekty ;)

  52. defendo Says:

    Telemachu – zgoda, niech słowo zmienia swoje zabarwienie – ale żeby od razu zmieniać znaczenie? I to na dokładnie niemal – przeciwne?
    Migracja znaczeń mi nie przeszkadza, gorzej, jeśli dochodzi do ich e-migracji…

  53. defendo Says:

    Mikoszu, od pouczania to ja jestem najdalsza, tego nie ciepię u siebie i u innych. W blogu po prostu głośno myślę…

  54. defendo Says:

    Tilowie, dziękuję Ci za to, że mnie czytasz, wcielenie cierpliwości! Na komplementy to ja reagować nie umiem:)

  55. defendo Says:

    Ksantypo – mam tę książkę, a Tuwima uważam za niedocenionego mistrza polszczyzny. Mam też jego „Polski słownik pijacki”.
    Na szczęście i dziś nie brakuje ludzi władających pięknie słowem: Pilch, Stomma, Barańczak i wielu innych. W TVP ładnie mówi Tomasz Lis.
    Pokolenia przedwojenne, kiedy łacina należała do zwyczajnego wyposażenia maturzysty, mówiły językiem jasnym i czystym – Parandowski i Tatarkiewicz sprawiają, że odczuwam radość czytania.

  56. defendo Says:

    Beatrix – mamy podobne odczucia. Też zastanawiam się, czy język dostosowuje się do rzeczywistości, czy realia determinują język. A może to sprzężenie zwrotne?

  57. defendo Says:

    Katju, dzięki za obronę! Sprawiasz, że czuję się mniej osamotniona. Należysz do tych osób, które słowem się bawią, nie niszcząc go, a wydobywając nowe, ukryte znaczenia. Zapewne wiesz, jak często mnie inspirujesz… ;)

  58. defendo Says:

    Sofijko, miło mi, że tu bywasz:)
    Brakuje mi tamtego, „naszego” forum.

  59. defendo Says:

    Flanelko vel Szkło, kilka razy próbowałam z Tobą rozmawiać, w różnych miejscach netu. Nie udało mi się – nie umiem wyłowić myśli z powodzi Twoich słów. Nie ze wszystkimi mi po drodze.
    Guglać można informacje – i nie widzę w tym nic złego, chociaż sama z tego rzadko korzystam, mając większe zaufanie do źródeł drukowanych. Nie można jednak wyguglać własnej interpretacji konkretnego utworu, nie można wyłącznie wirtualnie żyć. Czat – owszem – zmusza do tego, żeby replikować natychmiast, pozwala odpocząć od realu. Gorzej, jeśli internet zastępuje komuś inne, niewirtualne kontakty z ludźmi.
    Spotykam tu takie osoby, z którymi łączą mnie więzy coraz mocniejsze. Kontakty przyjmują jednak inna formę, niepubliczną.
    Nie jestem „lekturą obowiązkową” – dziwię się, że mnie czytasz.
    A zwyczajna, bezładna paplanina nie przeszkadza mi, pod warunkiem że taki „rozmówca” nie trzyma mnie za łokieć i nie zmusza do gadania.

  60. defendo Says:

    Sprzątaczu, widocznie nie można ;)
    Czytam czasem blogi, których tu zresztą nie polecam. Blogi, których autorzy dzielą się z czytelnikami wyłącznie swoimi emocjami – te toleruję, ale dość szybko mnie nużą. Te, w których poucza się bywalców – uciekam natychmiast. „Krytykanckie” – też mnie nie interesują. Unikam też tych miejsc, w których jedynym przedmiotem zainteresowania autora jest on(ona) sama.
    Lubię takie, których twórca snuje własne refleksje, sprowokowany jakimś epizodem, obserwacją, obrazem, a w tle widać ogromne oczytanie, wiedzę lub doświadczenie. Lubię opowieści z pointą. I te blogi, których autorzy mówią do mnie swoimi zdjęciami, bo wtedy widzę świat cudzymi oczami. Cudze oczy patrzą uważniej, widzą świat jaśniej i piękniej niż moje.
    Racja, że ktoś, kto krytykuje, najczęściej ujawnia własne grzechy i fobie – i zarzuca je innym. To prosty i czasem konieczny mechanizm – uwalnia od poczucia winy. Jedni stosują go często – inni rzadziej. Zdarzają się i tacy, którzy stosują go świadomie, lub przynajmniej zdają sobie sprawę z tego, że włączyli tę opcję. Tych jest jednak najmniej ;)

  61. nyema Says:

    Niezwykle ważne!!! już jest po dyskusji, ale chcę tu zostawić wiadomość, że cierpię bardzo od lekceważenia słów, na co dałaś przykłady druzgocące i codziennie znajdowane…
    i podziękowanie zostawiam, bardzo duże, czuję się osamotniona w swoich protestach niemych…
    i „oniryzm” powinien być znany powszechnie, bo każdy ma do tego dostęp w sobie:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: