Niebezpieczna popkultura

Homo rzadko przytrafia się sapiens, przymusowo jest oeconomicus, bywa faber, czasem sexus, a najczęściej – ludens.
Nie ma więc ucieczki przed kulturą masową, która z założenia jest ludyczna. I tu mała dygresja: kiedy dostrzegłam w twórczości Dalego elementy ludyczne, ktoś mocno się oburzył, bo przecież „Dali nie czerpał z folkloru”, a mnie z kolei wprawił w osłupienie, bo nie sądziłam, że określenie „ludyczny” może kojarzyć się z ludowością, folklorem, kulturą wsi. Poszukałam – i rzeczywiście, nie tylko w internecie roi się od błędów. W całkiem poważnych publikacjach ludyzm jest traktowany jako synonim ludowości(sic!).
Homo ludens – człowiek bawiący się – to twórca i odbiorca kultury. W zabawie można znaleźć wszystko: grę z jej regułami i normami, niepewność, działanie, bezinteresowność, powagę itd. Elementy zabawy można dostrzec w literaturze, muzyce, filozofii(celowali w niej sofiści), sztukach plastycznych, polityce, religii, nawet w prawie.
Popkultura stara się zawłaszczyć zabawę, odebrać jej możliwość kulturze wysokiej, przypisując jej wyłącznie powagę. To oczywiste nadużycie – elementy zabawy są zarówno u Woody Allena czy w sitcomach, ale i u Bergmana czy Grotowskiego.
Nie walczę z zalewem popkultury, bo taka walka nie miałaby sensu. Zamykanie się w pałacu i udawanie, że nie widzę, iż jest podmywany przez cały ocean gnojówki – również. Poza tym – jak wszyscy – pławię się w tych falach od czasu do czasu, słuchając zespołu Coldplay, czytając Agathę Christie, kupując buty, włączając radio. Zamiast walczyć – obserwuję.
Sądzę, że istnienie popkultury nie jest problemem – ono jest niezbędne nawet, choćby po to, żeby kultura elitarna czuła swoją odrębność. Rzecz w tym, że gwiazdeczki kultury masowej nie uważają się już za kogoś „niższego rzędu”, ośmielają się deprecjonować prawdziwych twórców, panoszą się bez umiaru. Kiedy roznegliżowana, kiczowata sama w sobie panienka rzuca beztrosko i z porażająco wulgarnym śmiechem w mediach, że „cały ten Górecki to on przereklamowany jest, kto to w ogóle jest? i kto go słucha?” – nie wywołuje oburzenia, ale poklask tłumów, jej popularność natychmiast wzrasta. Gwiazdeczki kąsające luminarzy kultury dowartościowują nie tylko siebie(cudzym kosztem), ale swoich fanów. Świeżo wysmażona w solarium absolwentka polonistyki czy innego dziennikarstwa, na prywatnej uczelni zrobiona, przyznaje bez żenady, że „Don Kichota” czytała w streszczeniu, bo to nudne, a przez literaturę współczesną nie próbowała nawet przebrnąć. Rzut oka na prace licencjackie czy magisterskie pozwala uzyskać smutną pewność, że ci „naukawcy” nie mają bladego pojęcia o podstawach statystyki, nie potrafią poprawnie skonstruować ankiety, a już na pewno nie umieją analizować informacji, które na jej podstawie uzyskali. Spsiała kultura, spsiała nauka.
Krytycy nie chcą oceniać, co jest dobre, a co złe, chociaż to ich zadanie. Wielcy podlizują się mediom i ich sztandarowym wytworom – Dodzie et cons. Ustępując przed atakami popkultury, która jest coraz bardziej agresywna wobec kultury elitarnej, ta ostatnia albo udaje, że nie widzi natarcia, albo próbuje z nią flirtować. W debacie na temat kultury rzadko zabierają głos intelektualiści, filozofowie, etycy – a to oni przecież pełnią rolę opiniotwórczą. Fakt, że ich kompetencje są negowane przez masowego konsumenta popu, bo o kompetencjach dziś decyduje nie wiedza, doświadczenie, mądrość – a producent, władający masową wyobraźnią.
Widzę jeszcze jedno niebezpieczeństwo, równie poważne, a może poważniejsze: popkultura kradnie i fałszuje mity. Dostrzegł to Roland Barthes już w latach pięćdziesiątych. Fantasy to zwyczajna zabawa, nie należy doszukiwać się w niej głębszych treści, paplanina o jej rzekomych wartościach jest żenującym przykładem flirtu naukowców z kulturą masową. Nieprawda, że korzystając z ogromnej i ważnej skarbnicy mitów utrwala je i odczytuje na nowo – zwyczajnie je gwałci, odbiera im moc magicznego myślenia.
Kultura to taki dorobek ludzkości, który wciąż się tworzy w nieustannym konflikcie poglądów, przekonań, wartości. Konfliktu nieuniknionego, twórczego – który jest warunkiem sine qua non rozwoju kultury. Popkultura likwiduje ten konflikt – z przemocy, problemu kary śmierci, poszukiwania Boga, miłości, zdrady, nienawiści – uczyniła towar, ładnie opakowany. Gibson w „Pasji” doszedł chyba już do ściany – z ekranu leją się potoki krwi, kamera z lubością niemal śledzi każdy grymas dręczonego aktora, szczegóły egzekucji przesłaniają obraz Chrystusa, sprowadzając go do wymiaru jedynie Jezusa. Uważam to za perwersję graniczącą z pornografią. Świat widziany okiem kamery dla ogromnie wielu już ludzi jest bardziej prawdziwy niż ten, którzy widzą własnym, nieuzbrojonym okiem. Konflikt ulega zatarciu, dusi się zapakowany w jaskrawo barwioną folię.
Wulgarność i kiczowatość zawsze były atrybutami popkultury. Dziś jednak uzupełnia je atrybut trzeci – przekraczanie granic, niegdyś zarezerwowane dla awangardy. Nagi artysta wbijający z rozmachem nóż w bochen chleba, ten, który umieszcza na obrazie krzyż, wielkie gwoździe, figurkę Chrystusa i młotek, a podpisuje dzieło „Zrób to sam” – nie jest ani wulgarny, ani obsceniczny, zwraca uwagę odbiorcy na sprawy ważne, chce w niego uderzyć, ale robi to tak, żeby jednocześnie wymóc refleksję. Gwiazdeczka pop pojawiająca się na scenie w marnej atrapie majtek, obejmująca mikrofon palcami zakończonymi tipsami wysadzanymi sztucznymi diamentami – jest kwintesencją wulgarnego kiczu. Sęk w tym, że to ona wygrywa, stając się ikoną popkultury, a nie awangardowy twórca.
Nie wolno nam zgadzać się na to. Nie wolno nie bronić swoich wartości. Odwaga wciąż jest niezbędna i trzeba jej coraz więcej.
Marzy mi się taki dzień, w którym ci, którzy słuchają jakiegoś „Feela”, kupują marny obrazek przedstawiający zachód słońca na Bali „w naturalnych kolorach”, biegną do kina na nową ekranizację losów Harry’ego Pottera – zaczną się z tym wstydliwie ukrywać, na widok gości wyłączą telewizor, może z niektórymi spotkam się na czyimś wernisażu? A może w filharmonii?

Tagi: , , , , , , ,

Odpowiedzi: 61 to “Niebezpieczna popkultura”

  1. Elżbieta Says:

    Pieniądze,ładna buzia i zgrabna sylwetka,nie zawsze czysty głos wygrywają.Myślę,że kiedyś czasy się zmienią,oby nie było to pobożne życzenie.
    Ale po to Bóg dał nam rozum,żeby z niego korzystać….
    Pozdrawiam

  2. telemach Says:

    Jedno wiem – pod tym wpisem będziemy się spierać. Długo i zażarcie.

    A tak na początek Defendo: po czym poznajesz prawdziwego twórcę? Kto i co decyduje o jego prawdziwości? Pytam bez sarkazmu.
    Pozdrowienia

  3. aga0023 Says:

    Po przeczytaniu Twojego ‚artykułu’ nasunęła mi się następujaca myśl: w świecie pszczół jest królowa i sa robotnice. W świecie ludzi sa intelektualiści i robotnicy. Wiadomo, ze mase stanowia robotnicy. Robotnik nie koniecznie musi znać i rozumiec twórczość Dalego. Jego porywaja dzwieki disco-polo, wyglad sex – piosenkarek i nie mozna negowac niczyich gustow. Rola intelektualistów jest szerzenie wyzszej kultury wśród młodego pokolena i według mnie, prawdziwym intelektualista jest ten, kto potrafi zaszczepić w młodym człowieku choc namiastkę kultury wyzszego rzędu.
    ps.W istocie, poziom prywatnych uczelni jest często zenujacy, ale to jest juz temat na odrębna dyskusje :)

  4. defendo Says:

    Elżbieto – właśnie na to nie wolno przyzwalać. Niech sobie wygrywają, ale niech też znają swoje miejsce w szeregu. Nie wolno im przyklaskiwać, kiedy rozpychają się łokciami.
    Nie kupię biletu na koncert tej panienki, nie kupię kolejnej książki o przygodach Pottera, nie nakleję tipsów, nie… itd.
    To może najskuteczniejsza broń.

  5. defendo Says:

    Telemachu – masz rzadki dar – umiejętność stawiania ważnych pytań.
    Właśnie dlatego tak boli „śmierć krytyków”, flirt ekspertów z popkulturą – znawcy zatracili swoją ważną funkcję: opiniotwórczą.
    Jeśli „twórcy” chodzi wyłącznie o eksponowanie seksu i przemocy, to nie po drodze mi z nim.
    Może wyróżnikiem byłaby obsceniczność, rozumiana jako przyjmowanie takiej perspektywy, w której ważne dla człowieka problemy(to, co stanowi o jego humanizmie) są degradowane?
    Masz rację – brakuje kryteriów. Trudno odróżnić sztukę od jej obscenicznej imitacji. W tym zakresie najbardziej odczuwalne jest milczenie krytyków.
    Problem podstawowy polega na zatarciu granic, a to właśnie spowodowała butna inwazja popu: granic między opinią i faktem, rzetelną informacją i plotką, realiami i fikcją itd.

  6. defendo Says:

    Ago – rzecz w ty, że intelektualiści milczą. Nie wiem, czy z lęku, może dlatego, że dzisiaj producent filmowej chały, płyty z utworami-potworkami może za swoje pieniądze zatrudnić utytułowanego absolwenta jakiejś prywatnej uczelni i dostać towar, na którym mu zależy – pochlebną ocenę podpartą tytułem naukowym. Zobacz, jak sprzedają się władzy profesorowie wyższych uczelni – na szczęście niewielu, na szczęście za rządów PiS ich „usłużność” stała się przedmiotem kpin.
    Tabloidy będą miały masowego odbiorcę, ale niech ten przynajmniej się wstydzi wyjąć w tramwaju „Fakt”, niech patrzy z uznaniem na tego, kto czyta „Świat Nauki”. Z szacunkiem, nie z pogardą.
    Poziom uczelni wyższych zasługuje na odrębną notę. Tu pojawił się dlatego, że uważam, iż ma on wpływ na szerzenie się popkultury.

  7. yo-yo Says:

    Def twój nonkonformizm,przeraża mnie.Popkultura to cos rewelacyjnego.Jak wspaniale się bawiłem oglądając w tvn gwiazdeczki pop lat 80.Sabrina…kurde prawie orgazm miałem.Kicz?jasne do kwadratu,ale ludzie tego chcą.Żadne intelektualne wywody tego nie zmienią.Filmy?Potworku elementy kiczu można odnależć nawet u największych reżyserów.Tak uwielbiany przez Ciebie Fellini,toż to król kiczu vide”Miasto kobiet”.
    Co do literatury fantasy,gwarantuję ci ,że u takich twórców jak Ursula Le Guein czy Tolkien,znajdziesz więcej prawd życiowych niż u Coelho[rany to bestseller bleee].
    Rola elit intelektualnych jest przeceniana.Nie zrozumie nikt sztuki teatralnej np.Ionesco,tylko dlatego,że krytyk powie,iż to dobre.Nie dorabiajmy kulturze Gombrowiczowskiej „gęby”.
    Piękno sztuki poznać można jedynie własnym sercem i rozumem,nieukierunkowanym przez wszechwiedzących profesorków.Kocham twórczość Dalego,Beksińskiego,surrealizm.Ale jak widzę białe płótno a na nim 3 kropki i podpis”Niedżwiedż polarny w zamieci śnieżnej” i słyszę głosy zachwytu,to nóż mi się w kieszeni otwiera,ktoś robi ze mnie wała.
    Jestem przedstawicielem tej części społeczeństwa,która nie ma żadnego praktycznie wykształcenia.Nie patrzę z pogardą na intelektualistów,nie mam też jednak zamiaru okazywać im nadmiernego szacunku.Z jakiej racji?Bo czyta”Cząstki elementarne” a ja „Jakuba Wędrowycza”?Bo słucha jazzu a ja np.BAJM?Nie Def,popkultura jest potrzebna.Najgorsze jest zanudzanie innych,kończę więc me chaotyczne wypociny tradycyjnym HOWGH,JAK MAWIALI STAROŻYTNI GÓRALE.

  8. mniemanolog Says:

    Igrzysk i chleba. To dewiza stara i sprawdzająca się w każdym czasie. Tłum ma swoich idoli, wysublimowany odbiorca swoich.Nie rzadko artysta, by nie zdechnąć z głodu musiał schlebiać tłumowi. Popkultura musi istnieć , problem w tym by nie zabierała należnego miejsca KULTURZE. Popkultura jest lepsza od budki z piwem, czy łamaniem ławek w parku przez małoletnich chuliganów. Wolałbym by kibole zamiast robić zadymy, ustawki poszli na „koncert” Dody .Może z czasem gusty by się wykształcił ,że faktycznie spotkalibyśmy ich w filharmonii. Człowiek ma zdolność uczenia się, i obecny fan gwiazdeczek ma szansę rozwinąć się na tyle, że gusta mu się zmienią. Wierzę w Homo Sapiens…czasem ledwo Sapiens, ale jednak. Dostęp do tv ma dzisiaj każdy, jest na wyciagnięcie ręki, do filharmonii niestety nie,

  9. telemach Says:

    Defendo, sądzę że jesteś w swym tekście emocjonalnie radykalna. Ten rodzaj radykalizmu – przy braku jasnych i powszechnie akceptoanych kryteriów i miar których moglibyśmy urzyć w celu oceny jakości – prowadzi, obawiam się, w ślepą uliczkę sporów. Sporów, w których subiektywne poglądy i upodobania zderzają się z odmiennymi subiektywnymi poglądami i osobistymi upodobaniami.
    Podzielam Twe obrzydzenie estetyczną tandetą. Podobnie jak Ty patrzę na oszałamiające kariery surogatów kultury, opakowań zastępczych produkowanych przez neurotycznie pragnących zaistnieć tandeciarzy i tandeciary. Podobnie jak Ty nie zgadzam się na akceptację kulturowego śmietnika jako codziennej strawy.
    Problem jednak polega na tym, że wyboru mam prawo dokonać sam dla siebie. I powinien to być wybór przemyślany. Bo wszelka klasyfikacja i wartościowanie są szalenie trudne. To samo może nie być tym samym lecz czymś całkiem innym w zależności od intencji sprawcy i wyrobienia odbiorcy. Ale temat wybrałaś!

    Pozdrowienia

  10. zabociek Says:

    Defendo – uzasadnij w czym „kultura wysoka” przewyższa (w odniesieniu do potrzeb człowieka) popkulturę.
    Czy miłośnik opery jest kimś lepszym od wielbiciela Dody?
    Czy na tym zasadza się „kulturalność”, że o „dziełach wielkich” dłużej można porozmawiać i bardziej niezrozumiałych słów w takiej rozmowie użyć?
    Odpowiedz – Dlaczego ludzie „kultury wysokiej” tak bardzo pogardzają innymi ludźmi? Dlaczego upodobania do „masowego piękna” nazywane są bezguściem. Czyż wielość wyklucza urodę i pozbawia wartości?
    Czy dawni (dziś klasycy) twórcy w rzeczywistości nie byli wyrobnikami i tylko skala możliwości technicznych uczyniła ich dzieła wyjątkowymi, bo rzadkimi?
    Na jakiej podstawie ośmielasz się twierdzić, że setki razy wykonywane manierycznie zaśpiewy div operowych w czymkolwiek przewyższają, o wiele bardziej treściwe literacko, piosenki Dody, czy Analogsów, lub Shazzy? Czy nie, li tylko, z powodu, że do opery się chodzi w bogatszych ciuszkach?
    Czyż nieustannie podziwiany obrazek (bo krytycy orzekli jego piękno) brzyduli z paralitycznie wykrzywionymi wargami rzeczywiście zawiera coś więcej niż zawierają, powielane wielokrotnie, portrety babć i żon , wiszące na wielu ścianach?
    Krytykujesz krytyków – i słusznie – ale z zupełnie innego powodu, niż ja to czynię czasem. Bowiem ja mam do nich żal (w tym i, poniekąd, do Ciebie), że wmawiają wszystkim, iż wartościowe nie jest nie to, co się podoba wielu, lecz tylko to, do czego umówi się, mająca się za mądrzejszych, koteria. To oni dokonują jednego z największych oszustw intelektualnych wyznaczając granice między kulturą człowieka, a kulturą wysoką. Tym oszustwem jest pojęcie „kultura wysoka”.
    Nieraz porażało mnie stwierdzenie , że pospólstwo utytłane w gnojówce popkultury, nie rozumie ludzi – koneserów wytworów „kultury wysokiej”, wypowiadane z pogardą i powagą.
    Zbyt banalną jest riposta : „a jak jest na odwrót?
    Derendo – Wg mnie , wszelka kultura, wszelka sztuka , to są umowności, podobnie , jak symbole na znakach drogowych. Nie ma wyższej i niższej kultury, jest jedynie więcej hipokryzji u twórców mieniących się artystami wyższego rzędu.
    Tandeciarze tworzą dla pieniędzy, a „artyści” dla tego samego, tyle, że „w duchu”
    Nie czując się niewolnikiem konwenansu, że wypada zachwycać się tylko pięknem namaszczonym, mam wiele radości z doznawania wzruszeń wielorakich, pozbawionych obciążenia wstydem, że nie jestem koneserem.
    Zauważyłem, że nic nie straciłem, a zysk jest zaskakująco duży.

  11. justyna Says:

    są rzeczy dobre , złe i kontrowersyjne;) i są znawcy , laicy i snoby.
    Nie znam się na sztuce , nie jestem znawcą, jestem laikiem, ale wiem kiedy mam do czynienia z kiczem i chałturą a kiedy z czymś wartościowy, Skąd ? wyczucie, estetyka, wyrobienie latami gustu, uwrażliwienie na bylejakość i odwrotnie szukanie czegoś co jest dobre. Nie neguję potrzeby masowej kultury, choć zawsze zastanawiało mnie komu potrzebne są pudelki na butelkę robione z wiskozy, albo pudełka kartonowe wylepione muszelkami. Jeśli znajdują nabywców a Doda słuchaczy jest ok. Natomiast ubolewam ,że masowa kultura znajduje tylu chętnych bo to daje jej ekonomiczną siłę i rzeczy dobre okazuje się stają się niszowymi.

  12. von_ungern Says:

    Kopę lat, Żaboćku. Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli ja odpowiem na postawione pytania? Stoimy najwyraźniej z Defendo na tym samym stanowisku.

    1. Tak, miłośnik opery jest lepszy od wielbiciela Dody. Po to dano mi możliwość oceniania, żeby wartościował- a to jest jedno z głównych kryteriów, które stosuję.

    Z poczuciem piękna jest trochę podobnie jak z mądrością: ciężko zdefiniować i jedno i drugie. Chociaż wiele osób zgodzi się co do tego, czy coś jest ładne (albo mądre), to ciężko jednak wprowadzić jakieś sztywne kryteria. Mało tego: cyniczni twórcy (albo domorosłe mądrale) często starają się ‚przebrać’ za dzieło sztuki coś, co nic nie znaczy (vide trzy kropki na białym płótnie), albo sprzedać jako piękno bądź mądrość kicz i banał. Dlatego, i tu się zgodzę z innymi przedmówcami, tak istotna jest instytucja mądrego i obiektywnego krytyka. Kogoś, kto zdemaskuje te trzy kropki (albo innego Rubika) jako kicz, banał i/lub głupotę. Demaskuje je przed masami, bo człowiek ‚kulturalny’ sam powinien tę różnicę dostrzeć. Ja dostrzegam- Ty dostrzegasz. Nie można więc udawać, że jej nie ma, prawda?

    Z tych wszystkich wymienionych powodów człowiek, który potrafi dostrzec mądrość (albo piękno) i to bez cudzej pomocy, człowiek, który nie da się zmylić i nabrać na kicz i banał jest dla mnie kimś wartościowym. Jest lepszy.

    2. Tzw. ‚lans intelektualny’- czyli używanie dużej ilości niezrozumiałych słów do opisania czegoś bardzo banalnego jest taką aberracją dla kultury wysokiej, jaką dla popkultury jest aroganckie przekonanie o swojej wyższości (albo wartości, jesli chcemy być surowi). Jest to co najmniej tak samo groźne zjawisko, ale nie o nim dyskutujemy.

    3. Masa nie ma racji- nie z definicji. A to oznacza, że kryterium ‚podobania się’ nie jest żadnym kryterium przy ocenie wartości sztuki. Znam ksiązki czy filmy, które nie podobały mi się (nie dawały mi przyjemności), ale nie odmawiałem im wartości.

    ‚Paragraf 22’ jest książką niesłychanie zabawną i dość lekką. Dlaczego nie jest beletrystyką? Bo mówi więcej niż mówi jego treść i nie są to banały. Podobnie jak, być może, obrazek ‚brzyduli z paralitycznie wykrzywionymi wargami’.

    4. Z góry łatwiej jest obserwować i łatwiej zrozumieć, więc konsument kultury wysokiej znacznie łatwiej zrozumie konsumenta popkultury; żeby wejść ‚wyżej’ trzeba stąpać po tym, co jest ‚niżej’. Ludzie kochający się w grach słownych rozumieją dowcip o tym, że ‚ktoś się zesrał’. Ale w drugą stronę porównanie niekoniecznie działa.

    Co do arogancji: Dawkins stwierdził w jednym z wywiadów ‚co jest złego w arogancji, jeśli masz rację?’. I ja rzeczywiście traktowałbym ją jako przywilej zwycięzców- można się od niej łaskawie wstrzymać, ale masz do niej prawo, jeśli masz rację.

    5. Twierdzisz, że wszystko jest tyle samo warte? Porównaj ‚Rok 1984’ do taniego romansidła. To chyba zamyka temat.

    6. Konwenanse są złe. Dobrze jest myśleć za siebie i mieć własne zdanie. Ale mylisz się przypisując je tylko kulturze wysokiej. Po ‚drugiej stronie barykady’ są one znacznie mocniejsze.

  13. zabociek Says:

    von-ungern –
    Tak naprawdę , nie jestem przeciwnikiem kultury wysokiej, lecz wrogiem nadmiernego jej przeceniania. Dla mnie kultura ma sens wyłącznie wtedy, gdy wpływa dodatnio na odbiorcę , czyni go lepszym. Nie refleksyjnym, lecz lepszym w jego własnych postępkach. Niestety, taki wpływ kultury (jakiejkolwiek) jest w rzeczywistości nieudowodniony. Ośmielę się rzec przewrotnie, że wpływ kultury wysokiej jest destrukcyjny. Większość (jeżeli nie wszyscy) zbrodniarzy-tyranów było miłośnikami i znawcami sztuki w jej najwyższej kategorii. Nie mów mi tylko, że to było powierzchowne koneserstwo, bo to nieprawda. Oni się znali na sztuce, potrafili godzinami wyszczególniać najbardziej zachwycające elementy dzieł, które podziwiali.
    I co?
    Genialnie mordowali, wykorzystując i tę dziedzinę, którą tak apologizuje defendo, czyli naukę.
    Złośliwie mówiąc: trzeba być nieludzką bestią, żeby osiągnąć szczyt zrozumienia kultury wysokiej. (To sarkazm,wynikający z rozgoryczenia.)
    Wymieniłeś dwa tytuły (przypadkowo znam treść obu), więc odpowiedz , jaki wpływ na Ciebie wywarły, co zacząłeś robić inaczej po ich przeczytaniu? Która z mądrych myśli przewartościowała Twój stosunek do ludzi i świata?
    Na zakończenie. Ocena wartości wytworów kultury jest umownością, podkreślam to jeszcze raz, i choćby z powodu, że nie jest raz na zawsze ustalona (kanony się zmieniają , nie tylko lektur) nie może i nie powinna nadmiernie wartościować jednostki ludzkiej. To znaczy, nie możesz uważać się za lepszego, bo znasz pisarstwo Tołstoja , czy Stendhala, lub Orwella. Przyznaję, jednak, że to może stanowić jeden z elementów wartościujących człowieka.
    Pozdrawiam :)
    P.S – Arogancja Dawkinsa jest smutnym dowodem moich racji, bo on nie we wszystkim ją ma, a szkoda, bowiem arogancja przesłoniła mu tu i ówdzie obiektywizm.
    Nawet mając słuszność, zdrowo jest być pierwszym w nią wątpiącym.

  14. cogitomen Says:

    No tak. Jak zwykle Twoje notki czyta się dobrze, ba nawet inspirują do ciekawych przemyśleń i dobrze. I nie miej mi za złe, że tej nie skomentuję.
    Pozdrawiam ciepło. c.

  15. grześ Says:

    Defendo, trochę przesadzasz jak dla mnie.
    Ja mam wrażenie, że kultur amasow ajest czyms normalnym i jej istnienie czy nawet jej nadobecność nie jest niczym złym, zawsze było tak, że rzeczy łatwe i przyjemne znajdowały większy poklask.
    Wiesz ile w 18-wieku było kiczowatych powieści o duchach, gotyckich, rycerskich, otajnych stwoarzyszeniach itd?
    Nie było tak, że zaczytywano się tylko w klasykach czy dziełach kultury wysokiej.

    Poza tym od czasów romantyzmu podział na kulture wysoką i niską ulega zatarciu, romantycy świadomie czerpali z ludowości, z podań, z bajań różnych, wprowadzali przecież język potoczny czy wulgarny do swych dzieł.

    Dalej ocena fantasy twoja, wiesz, dla mnie dobry kryminał , fantasy czy horror jest więcje warty niż kolejny ambitny postmodernistyczny pisarz.

    Często tzw kultura wysoka nie ma wcale zbyt dużo do zainteresowania.

    Szczerze mówiąc jakbym miał wybierac czy spędzić wieczór czytając po raz kolejny np. Agathe Christie czy Chandlera czy próbując przebrnąć Joyce’a czy Wirginię Woolf, to wybiorę rozwiązanie nr 1.

    A i może jestem dziwny, ale miałem tak, że moge oglądać popularneseriale mało ambitne czy nawet telenowele, a później czytać np. Dostojewskiego czy faulknera.
    Zresztą czesto dzieła różne popkultury stają się już powoli klasyką, przenikają się z tzw. kulturą wysoką.
    Choćby zespoły rockowe łączące rocka z muzyką poważną, kiedyś nie do pomyślenia.

    dalej, co to czasem uchodziło za kicz czy wydawało się złe/skandaliczne/kontrowersyjne, bywa później arcydziełem.

    Przecież pisarze ,,burzy czy naporu” czy romantycy też byli uważani przez oświeceniowych twórców za jakieś wynaturzenie, znaczy ich dzieła.
    A teraz np. tacy ,,Zbójcy” Schillera są klasyką i dziełem kultury wysokiej.
    Czy wiele innych dzieł.

    Nie twierdzę, że Dody twórczość będzie kiedyś arcydziełem:), ale na gruncie popkultury czy kultury niskiej czy masowej też się mogą dobre rzeczy rodzić.

    Pozdrówka.

  16. defendo Says:

    Yoyo – oczywiście, że można znaleźć elementy kiczu i u Felliniego, ale on siE tym bawi, wykorzystuje, a nie poddaje mu się. To raz. Po drugie – właśnie mówiłam, że zabawa jest cechą nie tylko popkultury, ale również kultury elitarnej.
    Coelho jest jedną z ikon polskiej popkultury – świadomie piszę „polskiej” bo tylko u nas otaczany jest – dość dziwnym dla mnie – kultem.
    Twierdzenie, że literatura fantasy przekazuje jakieś życiowe prawdy to jazda po bandzie. Niemal po „Bandzie Czworga”;)
    I nie twierdzę, że kultura masowa jest niepotrzebna – oczywiście, że jest, ja tylko wskazuję niebezpieczeństwo…

  17. defendo Says:

    Mniemanologu, napisałeś” „Popkultura musi istnieć , problem w tym by nie zabierała należnego miejsca KULTURZE. ” To właśnie chciałam powiedzieć :)
    Rzeczywiście – kultura elitarna jest mniej dostępna, drażni mnie np. to, że kanał TV „Kultura” jest nieosiągalny przy pomocy zwykłej anteny, a program 1 i 2 – można odbierać nawet bez anteny, przynajmniej u mnie.

  18. Sarna Says:

    Defendo, może mniej górnolotnie, w lekkim tonie, w formie humoreski z mojego podwórka. Otóż po raz kolejny z rzędu zdarzyło mi się włączyć telewizor po 4 miesiącach jego odkurzania. Ostatnio robi za zbędny mebel ( nie cierpię telewizji, choć bywam na wiekszości premier kinowych, a radio mam włączone 24godziny na dobę).
    Ogłosiłam więc, że oddam odbiornik TV ( świetnej marki) dla pierwszej znajomej osoby, której się popsuje telewizor. Ku Twojemu zmartwieniu Defendo: wszystkim zaczęły ostatnio szwankować odbiorniki. Nic nie poradzisz na popyt na popkulturę. Może i dobrze. Wszystko w życiu wymaga przesiania, oddzielenia plew od ziarna. Tylko widzisz są szkoły, które mówią, że od ziarna są zdrowsze otręby. Ja nie cierpię ograniczeń, kocham wolność. Wolność, kóra niekoniecznie musi ozn. przyzwalanie sobie na wszystko. Czasami mówię sobie nie. Ale mam możliwość wyboru. Tak też jest z tym co lubimy czytać, widzieć, odczuwać w kategoriach kultury bardzo szeroko rozumianej. Zakładasz, że popkultura stoi ninżej ( mnie również zbyt często zniesmacza lub szokuje). Tylko widzisz, to, co dzisiaj jest uznane już za kunszt klasyki i dobrego, wysublimowanego smaku kiedyś uchodziło za szczyt bezguścia, robotę szatana. Jeszcze niedawno moja mama zżymała się słysząc piosenki Niemena. Dzisiaj go kocha bezgranicznie.
    W tym, co mówisz, jak postrzegasz jest moim zdaniem wiele racji. Problem w tym, że ty negujesz prawo innych do posiadania własnych gustów i guscików. Skoro ich to zadawala… To prawo rynku, jest popyt jest podaż. Obstaję jednak przy twojej dygresji: wyłączajcie telewizor jak przychodzę ( nie byłam jeszcze u Was? pytanie dlaczego … : )).
    pozdrawiam

  19. defendo Says:

    Telemachu – ależ nie kwestionuję prawa wyboru. Pewnie, że można. Historia z Salonem Odrzuconych dowodzi, że krytycy mogą się mylić.
    Nie powinni jednak milczeć, a już tym bardziej podlizywać się twórcom chłamu. Dobry krytyk to też artysta – którym kieruje pragnienie wolnego i pięknego życia, który werbalizuje swoje idee, publikuje je w sposób nawet spektakularny, ale nie milczy, nie wdaje się w szemrane romanse z pseudoartystami, jest bezkompromisowy.
    Pewne kryteria jednak istnieją – to nie tylko sprawa nieobsceniczności sztuki, o której już pisałam we wcześniejszym komentarzu. Popkultura pokazuje ludzkie sprawy z takiej perspektywy, z której mogą one ulec tylko degradacji, dlatego jest obsceniczna.
    To również katharsis – przeżycie niedostępne komuś, kto poszedł na koncert disco-polo. I nie sądzę również, że katharsis jest niedostępne odbiorcy The Police na ich koncercie. W pewnym stopniu jest lub bywa. Ale nie da się go porównać do tego, które jest udziałem kogoś, kto siedzi na spektaklu Grotowskiego(właściwie „siedział”, bo w Polsce było to przywilejem nielicznych, a tragiczna i przedwczesna śmierć Cieślaka przerwała kontynuację idei mistrza).
    Temat wybrał mnie, nie ja temat – bom ostatnio realnie skazana na kontakt służbowy z panienką, która jest ucieleśnieniem masowego odbiorcy, naśladuje Dodę(w każdym zakresie), ma – cholera – tytuł magistra, zapłacony na prywatnej uczelni i kompletną sieczkę w główce.
    Nie wiem już, czy na żenujący poziom naszych uczelni wyższych(przynajmniej ich absolwentów) wpływa popkultura, czy też te uczelnie przyczyniają się do jej rozwoju…

  20. defendo Says:

    Von Ungernie – pod tym, co napisałeś mogę się tylko wdzięcznością podpisać :)

  21. defendo Says:

    Zaboćku – właściwie Von Ungern wyręczył mnie, ale mogę dodać, że jeśli wspaniały hymn do słońca śpiewa znakomity artysta w świetnej inscenizacji „Króla Rogera”(wciąż nie mogę się nachwalić Ewy Michnik, dzięki której Opera Wrocławska stała się naprawdę ważną instytucją kultury europejskiej, ostatnio chyba częściej odwiedzaną przez obcokrajowców, niż przez rodaków) to widz – uczestnik wcale nie bierny, bo zachwycony – doznaje uczuć, których nie jest w stanie wzbudzić żadna Rodowicz i żaden Krawczyk.
    Prawdziwie profesjonalny i rzetelnie swoją pracę wykonujący twórca popu ma do siebie duży dystans i doskonale wie, a nawet mówi o tym publicznie, że to, co robi, nie jest Sztuką, chce tylko dostarczyć pewnej porcji przyjemności swoim słuchaczom. Zna swoje miejsce. Oczywiście – bywa narcystyczny, ale narcyzm jest domeną twórców. Wszystkich.
    Twierdzenie, że tyrani kochali i popierali kulturę wysoką jest co najmniej niedorzeczne. Hitler? Stalin? Mao? Przeciwnie – tyrani wspierają popkulturę, sami ją tworzą zresztą, bo leży to w ich interesie.
    „Morduj, ale nie śpiewaj” – poprosił Nerona koneser.

  22. defendo Says:

    Cogitomenie :) oczywiście, że nie mam Ci za złe…

  23. defendo Says:

    Justyno – na tym właśnie polega jedno z niebezpieczeństw – przewaga ekonomiczna popu pozwala jego producentom sprawować faktyczną władzę nad gustami wielu ludzi…

  24. defendo Says:

    Grzesiu – nie twierdzę, że kultura masowa jest niepotrzebna – przeciwnie, nikt z nas nie umie się bez niej obejść. Mieszam – podobnie jak Ty – słucham Porcupine Tree i symfonii Mahlera, czytam Houellebecqa i Chandlera. Nie w tym rzecz, żeby się odizolować, zresztą izolacja jest niemożliwa. Rzecz w tym, żeby odróżniać.
    Kiedy panna Andzia miała wychodne, miała – „jak pani, piórko modne” i czuła się przez chwilę damą – ale jej naśladowanie pani wynikało z nieukrywanego podziwu. Dziś bezczelny twórca arcychłamu żąda, żeby to jego podziwiali krytycy, to on chce tworzyć wzorce i arogancko rzuca w stronę kultury wysokiej: „naśladuj mnie lub giń!”. Nie można pozwolić na takie odwrócenie ról, bo grozi nam kulturowa stagnacja. Myślę, że ludzie wiodą ze sobą odwieczną rozmowę, która jest sporem racji, wartości, argumentów, poglądów, a wszystko to powoduje stan chwiejnej równowagi, którą trzeba wciąż podtrzymywać, nieustanny konflikt, który gwarantuje rozwój. Popkultura niszczy możliwość konfliktu, bo tu nie wartości i racje się ścierają. Ona są tu pakowane w „ślicznie” zadrukowany papier, przemoc jest estetyzowana, traci swoją groźną twarz. Wszytko jest w tych opakowaniach zuniformizowane i zbanalizowane – miłość, śmierć, przemoc.

  25. yo-yo Says:

    def potworku kochany.Czymże,jeśli nie pochwałą przyjażni,twierdzeniem,że razem pokonamy wszystkie przeszkody,jest „Władca Pierścieni”?Tolkien przekazuje czytelnikom,prawdy życiowe.Pokazuje,że każda istota,najmarniejszej choćby postury,może odnieść sukces,stać się Kimś.
    Co do niebezpieczeństwa związanego z popkulturą,to podobne dylematy przedstawił Cortazar w l70. w rewelacyjnym „Fantomas przeciw wielonarodowym wampirom”.Jego wizja się nie spełniła,więc i twoje obawy wydają mi się wyolbrzymione.
    Niebezpieczeństwo widzę w czym innym, co zresztą sygnalizowałaś.W fatalnej kondycji edukacji.Moja kuzynka zdawała maturę z historii i na pytanie o Powstanie Warszawskie,powiedziała ze było w 1939.W całym swym życiu przeczytała ,może z dwie książki.Chyba lepiej jakby poczytała jakąś anię z psiej górki, niż nic,co?
    HOWGH

  26. defendo Says:

    Sarno, w ramach kolejnej dygresji – nie przychodzę do Was, bo w przedpokoju czyhają na mnie kapcie, które pani domu usiłuje mi wcisnąć na nogi, bo szpilki parkiet niszczą ;)
    Trochę „poleciałam Mrożkiem”. Uważam „Tango” za dramat proroczy – inteligencja tańczy z Edkiem „La cumparsitę” z figurami, Artur umiera, bo „chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość. Żył rozumem, ale zbyt namiętnie”. Edek zaś obiecuje być ludzkim panem:”byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze”.
    Nie jest mi z Edkiem dobrze. I nie chcę siedzieć cicho.

  27. defendo Says:

    Yoyo – jest pochwałą przyjaźni, zawłaszczyło mit. Pamiętaj jednak, że na dnie mitu jest gorzkie ziarno tragedii. Fantasy oferuje słodkie ziarenko. Dlatego niszczy mit, a nie wzbogaca, niczego na nowo nie odczytuje. Banalizuje.
    Właśnie myślę o tym, co stało się z polską – całkiem niezłą -oświatą. Nieczytanie, fragmentaryczna wiedza, fragmentaryczne wypowiedzi, wszystko w kawałkach – niedługo pewnie i mózg w kawałkach. Jeden taki bezczelniak szukał bryku Heideggera…
    Tylko czy to szkolnictwo umożliwia ekspansję popu czy pop niszczy edukację?

  28. zabociek Says:

    Defendo – A, to ciekawe. Z mojej wiedzy wynika , że wymienieni przez Ciebie tyrani byli jednak wielkimi znawcami kultury wysokiej. Wystarczy poczytać wspomnienia ze spotkań z Mao, Stalinem, czy Hitlerem. Oni, wręcz, zachwycali swoich rozmówców ogładą, erudycją i znajomością wielkich tworów ludzkiego umysłu. Ty, opisy ich zachowań (jak byśmy rzekli dziś – marketingowych – przedstawiasz jako stosunek do kultury). Co jest nieprawdziwe.
    Pomijając zresztą ów wątek – kultura wysoka tworzyła się, u swojego zarania, w ośrodkach władzy, która to władza, dawniej i dziś, jakoś nie przenosiła wielkich doznań duchowych i intelektualnych na grunt stosunków międzyludzkich. Do teraz , zresztą , ludzie władzy chadzają raczej do filharmonii, niż nie na koncerty disco-polo ( nie przypominaj mi kampanii wyborczej , bo pamiętam hołubce polityków). Zatem , mój punkt widzenia, że kultura wysoka niekoniecznie wywiera pozytywny wpływ na człowieka broni się, w zasadzie, sam przykładami historycznymi.
    Próbuję sobie przypomnieć jakiegoś parweniusza bez wykształcenia , ogłady i erudycji, który wyróżnił się zbrodniczym geniuszem i jakoś nikt mi się nie przypomina. Ale – fakt – brak mi oczytania.
    Dlatego, jeszcze raz, w którym momencie człowiek obcujący na co dzień z kulturą wysoką staje się lepszy od bezrefleksyjnego zjadacza popkulturowego chłamu?
    Pytam serio, bo sam nie umiem tego zauważyć.

  29. defendo Says:

    No nie, twierdzenie bezpodstawne jednak. Któż zachwycał się erudycją Hitlera? Albo Mao? Owszem, mieli zauroczonych bezpośrednim kontaktem zwolenników, ale ci nie podziwiali ich erudycji, nie mówili, że tyrani poruszają się swobodnie w sferze kultury wysokiej. Hitler lubił oglądać komedie filmowe niewysokich lotów, Mao ma na koncie „rewolucję kulturalną”, Stalin zrobił wiele, żeby zniszczyć twórców – fizycznie. Jeśli umożliwiali komuś działalność, to za bardzo wysoką cenę – ale prywatnie nie cierpieli artystów. Mówię tu o nich samych, nie o osobach z ich świty. Piłsudski był autorytarystą – i też twórców nie cenił. To cecha autorytarnej osobowości, pogarda dla indywidualizmu, który jest immanentną cechą każdego twórcy.
    Komu zaszkodziła kultura wysoka? Widownia Grotowskiego masowo wstępowała do PZPR? Prosto z koncertu Kulki biega się zapisać do partii? Pod wpływem muzyki? Lektura Joyce’a uczyniła z kogoś oportunistę?
    Kultura wysoka pobudza do myślenia, do refleksji – stawia pytania, daje na nie odpowiedzi, ale odpowiedzi niepewne, mówi o determinantach losów i działań człowieka.
    Tak, mądra władza – dzisiaj(demokratycznie wybrana, pomijam teokracje czy reżimy) wspiera finansowo kulturę wysoką, dotując np. teatry czy opery, fundując stypendia. Bo ta masowa ma dość pieniędzy. A nie byłoby Wratislavia Cantans, gdyby władza nie przeznaczyła nań środków, chociaż coraz częściej robią to również fundacje. Luwr nie jest firmą dochodową. Ani British Museum. Ani Centre Pompidou. Wrocławskie Muzeum Narodowe oferowało bezpłatny wstęp w czwartki – i roiło się tam od tych, którzy chcieli przyjść, patrzyli z zachwytem na Wojtkiewicza, a w następny czwartek mogłeś ich spotkać przed tym samym obrazem. Nie dlatego, że ktoś im kazał przyjść.
    A Hitler parweniuszem był – i nie miał matury, nie był w stanie zdać egzaminu na studia. I Stalin – syn szewca i praczki, absolwent seminarium duchownego. Mao – syn rolnika, który doskonale wiedział, co robi, wywołując rewolucję kulturalną, która zniszczyła bezpowrotnie wiele dzieł.
    Próbuję znaleźć jakiegoś intelektualistę, który stał się dyktatorem – i nie potrafię. Może też brak mi wiedzy na ten temat.
    Może właśnie udział w wysokiej kulturze chroni przed dostaniem się w szpony jakiejś ideologii? Może dlatego, że wiedzie ona nieustanny dialog o sprawach najważniejszych?
    Nie wiem.
    Nie neguję konieczności istnienia popkultury, sama czasem się w niej zanurzam. Ale wiem jednocześnie, że wrócę do kultury elitarnej. Tylko wskazałam niebezpieczeństwa, jakie widzę – bo ostatnio wiele się zmieniło. Może przewaga ekonomiczna dała popowi tę straszliwą butę, może Mrożkowski Edek dzięki niej tak mocno chwycił w tangu za gardło intelektualistów, że nie mogą czy nie chcą wydobyć z siebie głosu?

  30. zabociek Says:

    Czyżby tylko wykształcenie czyniło z człowieka intelektualistę?
    Hitler , owszem, nie zdał dwukrotnie na studia plastyczne, czy malarskie, Stalin był niepewnego pochodzenia (może nawet z polskiego korzenia), a Mao zainicjował rewolucje kulturalną , ale…
    Hitler wszak był kolekcjonerem dzieł sztuki (chciał stworzyć najwspanialsze muzeum w Europie) , uwielbiał Wagnera i był przyjacielem jego rodziny. To, co, nie znał się na kulturze wysokiej? Przecież nie planował zbudować skansenu z ludowymi świątkami i wytworami sztuki ludowej. Popierał i promował naprawdę dobrych twórców owego czasu (dopóki mu się nie narazili), a maluczkimi tandeciarzami nie zaprzątał sobie głowy. Nie mów więc , że był parweniuszem. Chyba , że uważasz, iż prawo do konsumpcji tworów kultury wysokiej mają jedynie genetycznie uprawnieni. Z racji urodzenia w odpowiednim łożu i pod atłasowym baldachimem.
    Nie chcę mi się szukać relacji ze spotkań z Mao , czy Stalinem, a choćby nawet z Fidelem Castro, bo nie w tym rzecz, nawet, czy Ty, czy ja mam rację odnośnie ich osobistych upodobań. Jedno jeszcze tylko – żaden miłośnik Dody, czy innego Sapkowskiego nie wpadłby na pomysł systemowego niszczenia dzieł kultury wysokiej, bo po prostu, one nic by dla niego nie znaczyły.Taki poplubnik, jeżeli niszczy , to pojedynczy element, bo jest to dla niego krajobrazowa przeszkoda i nic poza tym. Żeby niszczyć systematycznie , trzeba znać , wiedzieć i mieć przekonanie, że to , co się niszczy, ma jakieś znaczenie.
    Nie zakładaj z taką pewnością , że widownia Grotowskiego nie wstępowała do partii. Nie wiem , jak Grotowski, ale wielu znakomitych (naprawdę , piszę to ze szczerym przekonaniem) twórców wstępowało do partii . Wielu z oportunizmu, a wielu z przyczyn ideowych.
    Nie tylko mądra , ale praktycznie każda władza (a autorytarna najmocniej) wspiera twórców kultury wysokiej i dlatego oni często nie dorastają do własnych dzieł, bo jako ludzie są małostkowi, podli i wzajemnie się podgryzają. Władza wie, że potrzebni są jej twórcy uznawani przez elity (często w sposób podobny do działania perpetuum mobile – elita uznaje twórcę za wielkiego, a on nobilituje elitę swoją wielkością). Za kogoś takiego mam Pendereckego – on nobilituje wszystkie władze od kiedy tworzy i z wzajemnością. O wartości jego sztuki się nie wypowiadam, bo ani jej (tej sztuki, ani gościa nie lubię, więc brak mi obiektywizmu)
    Na koniec, żeby zamknąć nasz pozorny spór – naprawdę nie jestem wrogiem kultury wysokiej. Przeciwnie, w niejednym momencie mojego życia (niekrótkiego, wszak) potrzebne mi było coś innego, większego (być może) niż dudniące rytmy rocka, lub pastelowy obrazek mostka nad strumyczkiem z pijącym wodę jelonkiem.
    Nie wierzę jednak w to, że istnienie kultury wyższego rzędu broni nas – ludzi przed szponami demonicznych geniuszy i szatańskich ideologii.
    Tocząc nieustanny dialog w sprawach najważniejszych, kultura elit, niechcący, daje łatwe podpowiedzi tym, którzy mając się za lepszych, owe mniemanie dyskontują najpierw pogardą wobec mniej godnych (wg ich oceny), a następnie pomysłami eliminacji tychże. Lub, ładniej zwąc, ostatecznego rozwiązania.

  31. zabociek Says:

    Nie wiem czemu brudnopis poszedł w edycję. Przepraszam za podwojony komentarz i nazbyt długą perorę. Nie czytaj pierwszego zdania w górnej wersji. To moja niepotrzebna emocja. Pozdrawiam.

  32. toteraja Says:

    Małgorzatko! Wojna przerwała moą ewolucję na zręcznym obieraniu bananow stopami. Poruszyła mnie Twoja notka i będę kontynuował.
    tzn. ewolucję nie obieranie.
    Oddany Ci K.L.daV.

  33. Torlin Says:

    Przepraszam wszystkich, że nie czytałem z braku czasu komentarzy, jedynie notkę Defendo. Dla Ciebie mój komentarz będzie szokiem, ale trudno.
    Ty generalnie masz rację, mogę się podpisać pod każdym zdaniem. To jest wszystko prawda. Ale mnie swoją notką przeraziłaś. Muszę Ci to wytłumaczyć. Bo jednocześnie w ogóle nie masz racji.
    Według moich ocen tłumaczy się tylko winny lub niepewny siebie. Jeżeli ktoś mnie nazwie półinteligentem nie zaczynam mu tłumaczyć, że to jest nieprawda. Spoglądam na niego z politowaniem i mówię mu jedynie, że nie jest w stanie mnie obrazić. I wracając do naszych baranów.
    Kultura popularna istnieje od czasów jaskiniowych i według moich ocen jest jedynie 5 % Polaków kochających sztukę na wyższym poziomie. Ja spróbuję odpowiedzieć Ci na kilka Twoich zdań, bo inaczej komentarz rozszerzy się do objętości pracy doktorskiej.
    1. „Kultura to taki dorobek ludzkości, który wciąż się tworzy w nieustannym konflikcie poglądów, przekonań, wartości” – Defendo – nieprawda. Znajdę Ci tysiące dzieł niespełniających tego warunku,
    2. „gwiazdeczki kultury masowej nie uważają się już za kogoś “niższego rzędu”, ośmielają się deprecjonować prawdziwych twórców” – i o tym pisałem wyżej. Prawdziwi twórcy nawet nie będą wiedzieli, że któreś z nich to powiedziało, tak się tym przejmują (!!!),
    3. „istnienie popkultury (…) jest niezbędne (…) po to, żeby kultura elitarna czuła swoją odrębność”. I tu jest clou naszego konfliktu. Ja nie potrzebuję poczucia odrębności. Ja lubię to co ja lubię, nie robię niczego na pokaz i nie każę nikomu lubić tego samego,
    4. „Gwiazdeczki kąsające luminarzy kultury dowartościowują nie tylko siebie (cudzym kosztem), ale swoich fanów” – musiałbym powtórzyć pkt 2, to samo z passusem o Góreckim. Kogo to obchodzi, że dowartościowują siebie i swoich fanów?
    I najważniejsze (też) – co rozumiemy przez kulturę wysoką? Bo dla mnie „obrazy” z nagim artystą i nożem są właśnie kiczem. Dlaczego ja mam się zmuszać do czytania tak przeraźliwie nudnej powieści, jaką jest „Don Kichot”? Dlaczego mam wszystkich spotkać w filharmonii? Nigdy tak nie będzie, bo od tysiącleci jest to dla ludzi lubiących ten gatunek sztuki. Szekspir też pisał swe sztuki dla gawiedzi. Ja nie rozumiem ostatniego akapitu w ogóle. Dlaczego nie można czytać Pottera? Jak dorośnie, może będzie chciało poczytać Schopenhauera. A co ze mną, jak ja nie znoszę Kandinsky’ego? A uwielbiam „Wiedźmina” i uważam te 7 tomów za największą polską powieść lat 90. ubiegłego wieku? Muszę czytać Pilcha albo Rymkiewicza?
    Robisz Defendo jeden podstawowy błąd. Usiłujesz zwiększyć liczebność „ludzi wiedzących” z tych 5 %, a to jest niemożliwe. Nas zawsze będzie garstka. Tylko ja się tym nie przejmuję, to właśnie ten zalew chłamu doprowadza do rozrostu płyt, przemysłu muzycznego, Internetu. I dzięki temu mogę sobie posłuchać Czajkowskiego. A oni niech sobie słuchają Dodę. Mnie to nie przeszkadza.

  34. toteraja Says:

    [czesc]http://toteraja.wordpress.com/2008/09/14/ale-3/

  35. Orchide@ Says:

    Yo-Yo jestes genialny :) buziaczki dla Ciebie od kwiatuszka.

  36. mniemanolog Says:

    Podsumowując jednym zdaniem, miliony much nie mogą się mylić, gówno musi być dobre?

  37. Logos Amicus Says:

    Podsumowując, jednym zdaniem, miliony pszczół nie mogą się mylić, miód musi być dobry.

    (Taka jest wartość Twojej kunkluzji, mniemanologu).

  38. Logos Amicus Says:

    Wypada podziękować Defendo za poruszenie tego tematu.

    Tyle myśli zakłębiło mi się w głowie po tym wpisie, że trudno mi teraz cokolwiek sensownego i pełnego napisać w kilku zdaniach, czy nawet akapitach.

    Uważam, że wszystkie te komentarze dodatkowo naświetliły ów konflikt między kulturą „wysoką” a „niską”, a właściwie konflikt między ludźmi, którzy mienią się odbiorcami tychże kultur.
    Śmiem przy tym twierdzić, że wszyscy jesteśmy jednak odbiorcami kultury masowej (popularnej), więc często ten konflikt między upodobaniem sztuki „niższych” lub „wyższych” lotów rozgrywa się w nas samych.
    Czasem zaś nie jest to żaden konflikt – a potrzeba chwili, aura, samopoczucie, wiek, chęć zabawy lub edukacji, potrzeba wygłupu lub refleksji… etc – dla takich i i wielu innych powodów zrazu słuchamy Abby, to znów Szymanowskiego, oglądamy sobie Luisa de Funesa, albo Bergmana; czytamy Whartona lub Nienackiego, by później sięgnąć po Russella lub Faulknera; patrzymy z przyjemnością na Matejkę lub Dalego, by następnie zachwycić się Klee lub Picassem… itd.

    Defendo, to właśnie ta deskusja, z ktorą tu mamy do czynienia, dowodzi, że Twoje teksty są ważne, istotne, pobudzające do refleksji…

    A że dochodzi czasem do walki na noże?
    Nie widzę w tym nic zaskakującego.
    Wszak podtytuł Twojego bloga brzmi: „Kontrowersje” :))

  39. mniemanolog Says:

    Logos Amicus czyżbyś pytajnika na końcu mego zdania nie zauważył?Jednak odpowiem….stanowczo wolę miód;-)

  40. defendo Says:

    Chyba skopałam ten wpis, nie chcąc go nadmiernie rozwlekać. Nie walczę z kulturą masową – nawet mi to do głowy nie przyszło. Jestem jej konsumentką – jak wszyscy. Nie twierdzę, że jest bezwartościowa en masse – ma swoje jaśniejsze i ciemniejsze fragmenty. Lubię słuchać Deep Purple, Pink Floyd, Lao Che, Gilmoure’a, czytać klasyczne kryminały. Nieco gorzej obrazami – jelenie o zachodzie słońca, kompozycje z wklejonym zegarem i kawałkami skóry, bukiety polnych kwiatów w porcelanowych wazonach – budzą moją odrazę. Podobnie jak widok stada dziewczyn ubranych i śmiejących się jak Doda. I tipsy. I pasemka na włosach.

    Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że może stać się niebezpieczna, ponieważ:
    1. Milczą krytycy, etycy, filozofowie – albo z nią flirtują.
    2. Stała się arogancka, próbuje dezawuować wybitnych twórców, rozpycha się łokciami.
    3. Zawłaszczyła mity, odarła je z sacrum i chce robić wrażenie, że je czyta na nowo i głębiej – a ona je tylko niszczy.
    4. Być może wpłynęła na obniżenie jakości kształcenia. Bo jak inaczej wytłumaczyć ignorancję i bezczelność nowych magistrów, masowo produkowanych i kompletnie pozbawionych elementarnej wiedzy?

    Nie wiem, czy można temu przeciwdziałać. Pytam tylko, czy można? I czy powinno się?

  41. Torlin Says:

    Przepraszam Cię, może za ostro napisałem, a ja tak lubię u Ciebie bywać i bardzo, BARDZO lubię Twój blog. Dla mnie rozwiązaniem jest właśnie skoncentrowanie się na tym, co lubię, cenię, nie zwracając uwagi na rzeczy pozostałe.

  42. refleks-ja Says:

    Powiem krótko – napisałaś ważną notę, chciałbym przeczytać coś takiego w wielkonakładowym dzienniku, chciałbym usłyszeć głosy w tej dyskusji nie tylko internautów. Powinni się wypowiedzieć twórcy i krytycy. Zwykli odbiorcy też.
    Defendo – podziwiam Cię, taki umysł u kobiety?

  43. Telemach Says:

    „Nie wiem, czy można temu przeciwdziałać. Pytam tylko, czy można? I czy powinno się?”

    Można. I powinno się. Ale mądrze. Kicz jest śmieszny i żałosny. Należy się zatem z niego śmiać i opłakiwać nieświadome ofiary. Walcząc z nim – jedynie dowartościowujesz zjawisko. Tandeta pozostaje tandetą i nie ma sensu kruszyć kopii w walce z takową. Lepiej pokazać własnym przykładem że można inaczej.

    Innymi słowy: widząc, że król jest nagi, można zacząć wrzeszczeć, że widać mu genitalia. Albo biec z gaciami w celu przykrycia nagości.
    Rozsądnym wydaje mi się uśmiechnąć się i odwrócić w drugą stronę. Robić swoje. Mądrość raczej nie nie ulega pomnożeniu poprzez piętnowanie głupoty. Ani na odwrót.

  44. Orchide@ Says:

    Rozsądnym jest stwarzać granice :) i po problemie…Stworzyć oddzielne światki dla tych, co na miodzie siadają i dla tych co na gównach siadają i po krzyku. Niech się dzieje wola boska. Nie wystarczy, nikogo nie krzywdząca wolność? A jeśli krzywdzi to kogo i dlaczego? Mnie nie razi chłoptyś z irokezem na głowie, o ile nie zagraża mojej wolności, ale razi mnie facet- pipek pierdoła pod krawatem, ( bo by se artysta raczki pobrudził pewnie) który nie potrafi mi pomóc przy zmianie koła i przychodzi do mojego męża po fachową pomoc przy swoim aucie( za pól darmo) . Kurde, niech se sam wywozi ze swego szamba:), swoje odchody.
    Cóż, na kulturę nie ma rady-to ewolucyjne prawo samozachowawcze:), drodzy INTELEKTUALISCI. Kiedyś była walka na kosy, potem doskonalsza, a teraz? Do gazu? Do obozów? Kultura, popkultura? Czy guziczek wciśnie jakiś szaleniec i zbiorowego „samobója” walnie pociągając za sobą nieświadomych niczego ludzi, gdyż ogarnęla go bezradność i frustracja? Drodzy „nadludzie”?

    Każde podsycanie prowadzi do agresji i jest agresją, tu werbalnym, psychicznym wpływaniem, z ktorego nie wiadomo co może wyniknąc?! Socjolodzy to pewnie wiedzą i załamuja ręce. A politolodzy bawią się słowem. Na szczeście mamy Internet możemy walczyc na słowa (jupi)
    Aha, mnie nie przeszkadzają laski sexi, lubię je popodziwiac i już ( za odwagę i wewnetrzną wolnośc, jakiej ja nie mam-jestem ograniczona kulturą).

  45. Sarna Says:

    Kultura masowa zwana też jest ” różową” stąd być może tak idealnie współgra z Dodą. To jej barwy. Może i Doda jest kiczowata,ale nawet ja, kobieta muszę przyznać, że jest apetyczna. Nie irytuj się Defendo na sterczące cycki i kiełbie we łbie- to przywilej młodości (w ich wieku zapewne też nie brakowało Ci naiwności i sieczki w główce. Nie od zawsze byłaś taką mądrą kobietą). Co innego „wyleniałe” pokolenie biegające po scenie w kusych spódniczkach i demonstrujące w całej okazałości celulit i zwiędły biust. To faktycznie zniesmacza ;))
    Myślę, że kultura masowa jest tworem mediów. One dzisiaj, zresztą jak prawie wszystko, nastawione są na komercję. Już im nie zależy na dostarczaniu nam informacji, kształceniu. Media są skupione na pozyskaniu możliwie jak największej liczby słuchaczy, widzów. Zauważ, ze popkultura nie rodzi się na wsi, w małych miejscowościach. Ona bazuje na dużej publice. To wiąże się oczywiście z dużą kasą i nakręcaniem showbiznesu. Dlatego media grają na naszych emocjach, szokują, przyciągają, są krzykliwe, często tandetne i nie trudzące naszych szarych komórek.
    Czy to źle? Nie wiem ! Ponoć rozsądek może uchronić nas przed popełnieniem głupstwa, ale nie uchroni od rozpaczy. Czy więc tak bardzo pragniemy być rozsądni , trzeźwo myślący, zawsze akuratni? Nie wiem!
    podobał mi się wpis powyżej o muchach. Jest celny. Daje do myślenia.
    Apropo dylematu lepsze czy nie. Gdyby to odnieść do sztuki kulinarnej, to zaczynam mieć poważne obawy czy proste, smaczne dania mamusinej kuchni nie pobiją na łeb kunsztu hotelowych frykasów.

  46. sirlancelot Says:

    Oczywiście nikt nie jest w stanie powstrzymać zalewu kultury masowej. Wielu ludziom jest ona na rękę, bo generuje zyski. Nie sądzę byśmy kiedykolwiek doszli do poziomu, w którym to kultura wysoka będzie przeważać nad masówką. Jedyne co należy zrobić to zainteresować młodego człowieka pewnymi zagadnieniami tak by w przyszłości on sam zechciał pójść do teatru czy filharmonii albo przeczytać jakąś dobrą książkę. A niech będzie to nawet Harry Potter. Od czegoś trzeba zacząć.

  47. defendo Says:

    Telemachu – można ośmieszać kicz, jasne – to dobra broń. Ale jak przeciwdziałać spsieniu szkolnictwa? Również wyższego?

  48. telemach Says:

    Defendo, Defendo – nie wiem jak przeciwdziałać. Bo nie wiem tak naprawdę co masz na myśli.
    Szkolnictwo w jakim sensie? Jako system edukacyjny? Jako założenia, na których tenże się opiera? Jako codzienna praktyka taka, jaką ona nam się jawi? A jeśli tak, to komu?
    A może Twe pytanie dotyczy umysłowej kondycji nauczycieli – kondycji będącej pochodną umysłowej kondycji społeczeństwa którego są częścią? Jakości podręczników? Jakości oczekiwań ogółu?

    Aby odpowiedzieć z sensem na pytanie trzeba je zrozumieć. Pytanie sformułowane w taki a nie inny sposób po prostu mnie przerasta.

  49. defendo Says:

    Nie wiem, Telemachu. Masz rację – trzeba byłoby to przemyśleć. Na razie zbieram efekty reformy – miewam do czynienia z absolwentami szkół rozmaitych, rzadko trafiają się wśród nich ludzie myślący. Z pewnością zawinił system testów – nazbyt wszechobecny. Nauczyciele? nie tyle oni, ile ich konformizm, od nich wymaga się przygotowania ucznia do testów. Nie wiem, gdzie tkwi problem, ale coś się gdzieś zepsuło. Obiecuję przemyśleć, zdyscyplinowałeś mnie, dziękuję!

  50. telemach Says:

    Też tak sądzę. To znaczy też nie wiem. Nie jestem nawet pewien czy się zepsuło czy też jedynie nasze spojrzenie na ww. problematykę uległo zmianie. Ale jeśli istotnie się zepsuło – to istotnym wydaje mi się zastanowienie się nad tym czy zanim zaczniemy oskarżać system, nie powinniśmy pozwolić sobie jako zbiorowość na refleksję, czy przypadkiem nie otrzymujemy tego na co zasłużyliśmy.

  51. defendo Says:

    Może jest w tym i nasza zasługa? Może rzeczywiście nie wolno nam przyzwalać na arogancję popkultury? Niech istnieje – oczywiście, korzystajmy z niej – z umiarem, ale warto znać jej miejsce.
    Jak sprowokować zbiorowość do refleksji?

  52. defendo Says:

    Chyba nie bardzo zrozumiałam, Orchideo…
    Nie przeszkadza mi istnienie popkultury, przeszkadza mi jej rozpanoszenie, jej buta. I naprawdę nie chodzi o urodę „lasek”, nie mnie ją oceniać, ale o ich uniformizację.
    Nie chodzi o walkę – ale o wyrażanie swojej niezgody. Na chłam, kicz, na bezmyślność.

  53. defendo Says:

    Sarno – nie irytuje mnie wygląd dziewczyn, które Dodę naśladują, nie wiem, czy s apetyczne – dla mnie akurat nie, sądzę, że dla części mężczyzn też nie. Na pewno znajdują amatorów. Ostatnio widziałam zdjęcia Nasierowskiej – sfotografowała starych ludzi – i to piękne zdjęcia. Nie przeszkadzają mi zmarszczki na twarzy dojrzałej aktorki.
    Prostota nie jest przypisana popkulturze – często cechuje i tę elitarną. Prostactwo – owszem, często, choć nie zawsze towarzyszy popowi.
    Co do potraw – ciekawa myśl, matczyna kuchnia bardziej smakuje, bo to smaki dzieciństwa. Może więc warto tak prowadzić własne dziecko, żeby możliwie szybko poznało dobrą sztukę? dobrą literaturę? żeby mu się chciało chcieć?

  54. defendo Says:

    Lancelocie, Napoleon, zapytany w jakim wieku należy zacząć wychowywać dziecko, odrzekł, że 20 lat przed jego urodzeniem… od wychowania jego rodziców;)

  55. Telemach Says:

    „Jak sprowokować zbiorowość do refleksji?”

    Obawiam się niestety, że pytanie sformułowałaś stronniczo. Tym o co nam chodzi jest nie tyle sprowokowanie zbiorowości do refleksji co sprowokowanie do takiej refleksji aby wnioski były zgodne z naszymi poglądami. Które naturalnie uważamy za słuszne. Dziwnym trafem jest to – w oczach naszych adwersarzy – również immanentna cecha ich poglądów.

    Tak mi się skojarzyło. Ze skojarzenia wynika dylemat prześladujący mnie od dłuższego czasu. Jak z tego wyjść jeszcze nie wiem.
    Dobranoc.

  56. Józef Maryn Says:

    W komentarzach zawarte jest chyba wszystko. I poparcie, i protest. I stronniczość, i otwartość. I to chyba właśnie tworzy kulturę – różnorodność. Mielibyśmy Oświecenie bez mroków Średniowiecza? A rokokoko bez surowego do granic gotyku? A apetyczne krągłości Dody (jestem przecież samcem ;) przeciw drżącemu starością głosowi Grechuty? Moje menu jest różnorodne. Po trochu Nie jestem ani królową, ani pszczółką robotnicą (tak tak, dziękuję za trutnia…;). Ani kultura „wysoka” ani „Mydełko Fa”. A właśnie czasem jedno, czasem drugie. Fellini mnie zachwycał, kiedy moje koleżanki były w wieku tych, które teraz mnie zachwycają, chociaż pokazywał kobiety na tym etapie dojrzałości, na którym są teraz moje rówieśnice. No to, już nieco off topic ;)
    Musze przyznać, że wulgarność mnie odstręcza. Ale czasem bardziej odstręcza mnie zamykanie mnie w jakiejś szufladce. Lubię Heisenberga – nie lubię, kiedy mnie się określa ;)
    A może właśnie ofiarą jestem nie tyle „pop” co mas-kultury? Nie mam określonego smaku… ale i za tłumem raczej nie idę. Wybieram to, na co mam ochotę.
    Chyba sam fakt dokonywania wyboru (mam nadzieję, że świadomego) broni mnie, jednak to co wybieram jest zbyt zależne od chwilowego nastroju…. Jasne , że mam jakieś ogólne ciągoty, jakieś długofalowe upodobania… ale seks się chyba nie liczy..;) Przesadziłem. Ale to tak pod wpływem chwili…
    Jednych muchy przyciągną inni zdecydowanie miód wybiorą – choć przecież w grunci rzeczy dokładnie o to samo chodzi… Jakim prawem więc klasyfikować jednych czy drugich ?
    A gdzie się mieści Kabaret Starszych Panów ? A czego w nim nie było ?
    I co mi z tego, że „znawca- krytyk” napisze o nim tak, czy siak ? Panowie bronia się sami. A ja przed podpowiadaczami…

  57. orchide@ Says:

    Defendo, ale dlaczego jednostki chcą mieć wpływ na to, by ograniczać to ,czego chce tłum? Te jednostki wiedzą lepiej co jest dobre? Uważam, ze to tłum i jego głupota zawsze decydował o tym co następuje w świecie. Gdyby było inaczej Hitler nic by nie uczynił, co uczynił. Wystarczy podsycić potrzebujący tłum, by wymóc jego decyzje np w wyborach. Problem w tym, że tylko prezydent Wałęsa, jako zwykły prosty robotnik się tylko odważył poruszyć taki tłum w naszych czasach i to na taka skalę. Gdyby było więcej takich osób oj zmieniłby się świat. Prostaczkowie doszliby do wiedzy i wielkiej świadomości, to wciąż trwa i w sumie tylko dzięki tym przemianom, o których wspomniałam jest to możliwe. Cud, ze go nie unicestwiono, ale ofiary i tak były. Nikt, kto nie ma swojego prywatnego interesu i nie doznał krzywdy, nie będzie się wstawiał za biednym tłumem, o którym niewiele w sumie wie, nawet nie czuje co przeciętny Kowalski przezywa tylko wegetując i nie posiadając wiedzy, nie mając adekwatnego wykształcenia by sobie wziąć od życia co bierze sobie elita. Poruszyłaś inny temat a wyzwalasz we mnie takie oto myśli. Zaobserwowałam, że kultura idzie w parze z poziomem intelektualnym danych grup ludzi. Nie przeskoczy się tego w kilka lat, to jest długi proces. Zapytam Cię, czy o wartości człowieka decyduje, to w jakim kierunku on podąża? Czy jego sumienie, dobroć, mądrość życiowa, uczciwość? Kochana Defendo, są w życiu pewne rzeczy, które decydują o naszym rozwoju, np partner, przyjaciel, dobry pracodawca, wychowawca. . Niejeden ‚śmieć’ natrafiając w swoim życiu na mistrza wyrasta na wielkiego człowieka. Uwierz problem nie w tym, co kto się nauczył i wie, i ile ma materialnych zasobów i w jakim towarzystwie się obraca, ale w tym kim jest dla każdego człowieka. Fakt do niektórych, aby się przebudzili trzeba ryknąć, postraszyć, a niektórym wystarczy tylko szczera dobra rozmowa, zniżenie się do jego poziomu i empatia i zrozumienie, by właśnie nawiązać dialog. Pewnych rzeczy się nie rozumie, jeśli nie następuje determinacja. W sieci zauważyłam jedno przykre zjawisko. Istnieją jednostki, które wstydzą się podejmować rozmowy, z kimś prostym, zwyczajnym, jakby to było ujma dla niego. Świadczy to o ich pysze , wyniosłości i niestety tylko o dbaniu o swój interes własny-pozycję. Nie widzę, w takich osobach miłości, mają jedno na celu, mieć władzę i kierować innymi, i jednoczyć się z sobie podobnymi. W jakim celu? Dla swej sławy i postawienia się na piedestale wyniosłości, ku własnej próżności. „Zaprawdę powiadam Wam”, kieruje się od środka masami a nie od zewnątrz. Dla mnie kimś wartościowym jest ten ktoś, kto dba o każdego człowieka, o jego rozwój i robi to umiejętnie, wytrwale i z mądrością. Zna ktoś takiego? Poszukuje pilnie! Defendo dziękuję, że tu jesteś, że mogę się uczepić tematu i zachłysnąć się swoimi własnymi myślami, i je tu innym przekazać.

  58. Telemach Says:

    „Uważam, ze to tłum i jego głupota ZAWSZE decydował o tym co następuje w świecie.”

    ?????????????

  59. Telemach Says:

    @orchide: skąd w Tobie tyle pogardy? Przypomina się Canetti z najbardziej pesymistycznego i nieco przedwcześnie aroganckiego okresu (lata 30ste) . Ale on sam się z tego później wycofał.

  60. orchide@ Says:

    Moje słowa przywołują być może uczucie pogardy, pozostając tylko jednak słowami. To tłum zezwolił Hitlerowi, Stalinowi etc…na jego czyny. Ale to wojny przyczyniły sie do powstania z szeregów pogardzonych kobietom. Ożesz głupoto ludzka? I dzis tłum zezwala na głupotę-ożesz głupoto!
    Telemach dla mnie istnieje tylko mądrość, nie wnikam w pojęcia takie jak szacunek, autorytet, certyfikat i barwne słowo. Milczenie lub sprzeciw wystarczy…Dla mnie staruszek bezzębny z kijem u boku z doświadczeniem życiowym ( czyt. zyciową mądrością)pelen miłości i dobroci wart bardziej uwagi niż mądry z nazwy…Jesli moje słowo „boli” spróbuj dociec dlaczego? Mnie powoli już nic nie boli :), choć mam ponad 40-tkę – umarłam, czy narodziłam się na nowo?

  61. ja tu tylko sprzątam Says:

    Tekst ciekawy… dyskusja już nieco mniej….

    Defendo, rozumiem, to przerażenie i zniesmaczenie, ale czy nie przesadzasz?
    W kulturze zapisuje się tylko to co jest tego warte, pamiętamy Mozarta, Beethovena, Dalego… ale czy to byli jedyni artyści tych czasów? Czy tylko oni tworzyli i wykonywali? Nie
    Były ich setki, tysiące, zapomniani… Ich marne działa i kiczowate twory leżą zakurzone gdzieś w niedostępnych pokładach zasobów bibliotek i galerii.
    Doda zostanie zapomniana w przyszłym roku, Gibson też bardzo szybko zejdzie ze sceny…. Kicz, groteska i skandal nie zapisują się na długo w ludzkiej pamięci a tym bardziej w tradycji, muszą bowiem być aktualne i odpowiadać na chwilowe zapotrzebowanie. To znaczy, że za kilka lat wspominając o Gibsonie i jego pasji będziemy raczej mówić o anegdocie jak to hollywoodzki aktor i reżyser popisywał się antysemityzmem i nakręcił snuffowy film który obejrzało kilka milionów ludzi.

    Wierze, że kultura zbliżona jest do ewolucji i pozwala przeżyć (zostać zapamiętanym) tylko najwybitniejszym.

    Co do mojego osobistego stosunku do tematu, czyt. kiczu i popkultury…. cóż… nie jestem wybitny… mainstream to mój nurt, poddaje mu się i płynę razem z nim, a to, że czasem zajrzę Woltera, Dostojewskiego czy posłucham Fresco – to już moja małe zboczenie :)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: