Koniec religii

Kościół uczy. Przemawia ustami katechetów i księży. Opowiada o rzeczach trudnych: o Bogu Starotestamentowym, którego trzeba się lękać, bo potrafi karać dzieci za grzechy ojców, bo żąda ofiar największych. O podwójnej naturze Jezusa-Człowieka i Chrystusa-Boga. Przepraszam, o tym akurat nie, woli opowiadać zdarzenia z Jego życia, niż pomóc wiernym uporać się z bardzo poważnym problemem teologicznym. Kościół naucza – ma gotowe recepty na udane życie. Wystarczy przestrzegać przykazań, nie popełniać grzechów(dokładnie określono, co jest grzechem), a jeśli już się je popełniło – udać się po rozgrzeszenie do uprawnionej do jego udzielenia osoby i mieć problem z głowy. Po ewentualnej pokucie, oczywiście. Kościół dawno przestał głosić prawdy teologiczne, a spory na ten temat odbywają się wyłącznie pomiędzy specjalistami, czasem kończąc się apostazją któregoś z dyskutantów. Prawda nie interesuje wiernych. Prawo popytu i podaży sprawiło, że duchowni skoncentrowali się na moralności. Nie wiem, dlaczego ograniczonej najczęściej do łóżka. Może dlatego, że w nim wydarza się to, co w życiu pewne – miłość i śmierć. Wszystko poza tym może nie zaistnieć, nie wydarzyć się. Podlega zmianom, erozji, bywa relatywne. Nawet – a może zwłaszcza – szczęście. Religia przekształciła się w coś w rodzaju zrytualizowanej moralności. Szukanie prawdy odeszło w zapomnienie. Komu zresztą na niej zależy? Przecież najczęściej słychać taką opinię: „mój Bóg to moja sprawa”. Każdy wyobraża Go sobie nieco inaczej. Moralność chrześcijańska stała się sprawą wspólną, a wiara – indywidualną, prywatną. Ci, którzy deklarują się jako wierzący, tworzą sobie Boga „na własny użytek”, samotnie. Czyżby więc nastąpił kres religii? Ekumenizm, „osobność” postrzegania Boga przez każdego z wyznawców otworzyły drogę do nowego Panteonu, do którego wpuszcza się Boga Chomeiniego, Boga Mojżesza, Boga Jana Pawła II, Boga Rydzyka, Boga Jana Kowalskiego, Boga Lutra, Boga Dalajlamy… I ponowię pytanie – co z poszukiwaniem prawdy? Choćby tej, którą chcemy mieć na własny użytek. Nie prawdy absolutnej. Może pozostanie domeną ateistów? I tych, którzy nie potrafią wierzyć, ale umieją wątpić? Nie uchylają się od zadawania sobie niewygodnych pytań?
Skąd bierze się w człowieku potrzeba wiary? Czy wynika tylko z tego, że religia jest użyteczna? Ułatwia wychowanie dzieci, niweluje strach przed śmiercią, zaspokaja potrzebę ufania autorytetom, pozwala sądzić, że mamy wolną wolę, a jeśli podporządkowujemy się nakazom, to mają one charakter „ponadludzki”, nie ulegamy presji społecznej, opinii publicznej itp., ale woli bożej – w ten sposób łatwo się dowartościować. Udział w rytuałach zagłusza poczucie wyobcowania, daje złudzenie przynależności do wspólnoty. Może dlatego nie ma we mnie wewnętrznej „potrzeby religii”? Nie mam takich potrzeb, szukam własnych dróg.
Zakład Pascala to jedna z najdoskonalszych form indoktrynacji. Jest w nim jednak coś paskudnego. Zmusza do kompromisu, do konformizmu. Pascal dowodzi, że wierząc w Boga nic nie tracimy, możemy tylko zyskać. Na pewno nic? A wolność? Wolność do myślenia, wolność do wątpliwości. Wolność do życia samodzielnego i twórczego, nie naśladującego żadnych wzorów.

Na marginesie – nie lubię Kanta, chociaż doceniam. Jego dziełem jest „przewrót kopernikański” w etyce. Dobro uzależnił od prawa, wyznaczającego kierunek woli. Poprzednicy uważali, że to prawo winno zależeć od dobra. Wyznaczył granice wolności – definiując ją jako posłuszeństwo wobec prawa moralnego. Jeżę się, kiedy słyszę, że moja wolność ma granice, choćby te, które sama wyznaczam.

Reklamy

Tagi: , , , , , , ,

komentarze 34 to “Koniec religii”

  1. cogitomen Says:

    Brawo. Kolejny tekst, który przeczytałem z przyjemnością. I po raz kolejny chcę mi się dopingować autorkę; jeszcze, pisz, pisz. Bardzo mi się podoba to co przeczytałem i właściwie to tyle. Jako,że nie kończyłem teologii miejsce do wypowiedzi merytorycznych pozostawiam znającym się na rzeczy.
    Pozdrawiam serdecznie Def. c.

  2. Orchide@ Says:

    Napisałaś:
    „Pascal dowodzi, że wierząc w Boga nic nie tracimy, możemy tylko zyskać. Na pewno nic? A wolność? Wolność do myślenia, wolność do wątpliwości. Wolność do życia samodzielnego i twórczego, nie naśladującego żadnych wzorów.”

    Wiara w Boga absolutnie nie może być utożsamiona z religią, aczkolwiek wyrasta z tradycji rodzinnych i Kościoła ( religii) Prawo jakie stworzył człowiek ma jedynie pomóc ludziom iść drogą słuszną, niosąca ogólne dobro społeczeństwu, nie biorąc pod uwagę egoizmu jednostki, które jest niestety najwyższym jego dobrem. Na ten egoizm składa się wiele zależności, wbrew pozorom nam nie wiadomym. Moim zdaniem świetnie na temat wiary w Boga pofilozofował Z. Freud. Dzięki niemu pojecie wiary w Boga mógł jeszcze dobitniej przybliżyć C.G. Jung. Dojrzały i wykształcony człowiek, wciąż poszukujący odpowiedzi jest wolnym człowiekiem i tylko, jako taki jest zdolnym do miłości, do wolnych własnych wyborów. Nie może przekroczyć jednak norm prawa już obecnie świeckiego, więc suma summarum nie ma potrzeby istnieć religia. Teraz możemy sobie filozofować i poznawać historię dziejów ludzkich. A Bóg daje nam wciąż nowe zagadki do odkrycia i wciąż daje nam siłę wiary. Bez niej nic nie ma sensu :) Z wiary wyrasta nadzieja. Definicji miłości nadal nie pojmuję :(

  3. mniemanolog Says:

    Wieczne zbawienie…..towar oferowany, a nikt nie wie jak wygląda, nikt go nie sprawdził , mało tego, nie ma możliwości reklamacji.Idealny interes…

  4. yo-yo Says:

    Jako odwieczny niedowiarek. nie wierzę żadnej wierze.Dywagacje teologiczne,podobnie jak Cogitomen,zostawiam specjalistom.A propos Pascala,w dzieciństwie podczas gry w piłkę,obowiązywało u nas,na podwórku prawo Pascala-kto spudłuje,po piłkę zapierdala.Moim zdaniem,było to jedno z najbardziej mądrych i sprawiedliwych praw.Kant przy tym,ze swoją moralnością,to cienki Bolek.
    Całuski Def,piszesz rewelacyjnie.

  5. stefan Says:

    Religia to czysty przypadek miejsca urodzenia lub zamieszkania.
    Znam judeo-chrześcijańską religię bo urodziłem się w Polsce, a mieszkam w wielowyznaniowej Anglii. Moje teologiczne pojęcia czerpię z tego źródła,chociaż znam z widzenia Koran, buddyzm i kilka innych wierzeń. Zorganizowana religia to publiczna pralka mózgów. Ja mam swoją własną pralkę, w której mogę namydlać mój mózg, usuwać z niego brudy cudzych wierzeń i prasować moje własne fałdyteologiczne. Na moim uroczysku ateiści modlą się do Niemaboga, agnostycy do Ktotoboga a druidzi do Jemioły pod którą można całować kogo się chce. Religia jest jednak nieśmiertelna, o czym świadczy 5,000 lat historii ludzkości. Popatrz na wygwieżdżone niebo. bo tam jest początek każdej religii. Amen. ;-)

  6. grześ Says:

    Defendo, ze 3 lata temu napisałem takie kiczpowate rozważania, tak mi się skojarzyło:

    ,,Bóg jest, Boga nie ma> Co wynika z jego nieobecności bądź obecności?Nic? Ludzie wierzą, bo co?Bo boją się śmierci?Jesli tak to są naiwni albo ja ich nie rozumiem.
    Kto potrafił wmówić większości wiarę, przecież jeśli tyle osób w to wierzy, to musi być prawdziwe.
    Ale Hitlerowi też wierzono, wierzy się w spisek masońsko-żydowski.
    I czasem to ci smai ludzie.
    A więc większość jest głupia?
    A ateiści to elita?
    Czy to nie zbyt wygodne czy nie zwalnia ze wszystkiego?
    Zielona kartka nie skłania do radości (pisałem to na zielonej kartce, zresztą na odwrocie tekstu Psalmu jakiegoś), Boże (?), ja jestem nienormalny:)

    ,,Bóg umarł” Nietzsche
    ,,Nietzsche umarł” Bóg (Niestety nie ja to wymyśliłem tylko przeczytałem)

    Kurde, 3 lata minęły i nic więcej nie wiem ani rozterek różnych nie mniej, raczej więcej

    A Pascal mnie i jego Zakład nigdy nie pociągał, też mi się wydawał wyrachowany i cyniczny, to już wolałem konsekwencję de Sade’a czy innych nihilistów.

    pzdr

  7. Logos Amicus Says:

    Defendo, z respektu dla Twojego tekstu nie chcę kwitować poruszonego w nim tematu kilkoma zdaniami.

    Pozwolę sobie tylko na małą dygresję w obronie Kanta.
    Można poczuć do niego sympatię choćby za takie tylko zdanie:
    „Nie może być nic bardziej przeaźliwego niż to, że działania człowieka miałyby być podporządkowane woli innego”.

    Chcę rownież przypomnieć, że Kanta usiłowano wymazać z historii niemieckiej filozofii po dojściu Hitlera do władzy (wzięcie i uznanie miał za to Fichte, jako dziadek niemieckiego nazimu). To oczymś mówi.
    Poza tym to nie Kant, ale Hegel namieszał wszystkim w głowach swoimi z gruntu fałszywymi tezami (stał sie najbardziej wpływowym filozofem końca XIX wieku), co w wieku XX-tym odbiło się monstrualną i nieludzką czkawką – komunistycznym totalitaryzmem z jego historycznymi koniecznościami (skutkującymi m.in. ludobójstwem i gułagami).

    I jeszcze: prawo nie może wyznaczać kierunku woli (bo przeczyłoby to samemu pojęciu woli). Kant o tym wiedział.

    Podejrzewam, że nie lubisz go z jednego powodu, o którym zresztą piszesz: że wyznaczył granice wolności.
    Chcę jednak zauważyć, że z imperatywu kategorycznego nie wywodzi się doktryna zniewalająca człowieka, a wprost przeciwnie: jest to zasada dająca nam wolność określenia moralności w nas samych, na przekór Ogromu i milczenia gwiaździstego Nieba nad nami (można tylko zarzucić Kantowi, że uznał człowieka za istotę rozumną).

    And by the way: nie istnieje coś takiego, jak wolność bez granic.

  8. Mikosz Says:

    Kiedy człowiek po raz pierwszy spojrzał w niebo i zadał pytanie – dlaczego? . Od tego czasu trwa w nim nieznosna dychotomia i pustka – między życiem a śmiecią ,ciałem i duszą , potęgą mistyzmu i prawdami nauki.

  9. telemach Says:

    „Skąd bierze się w człowieku potrzeba wiary? ”

    Defendo, wiem że odpowiadanie pytaniem na pytanie jest nieuprzejme ale nie mogę się powstrzymać:
    Na czym opierasz swe przeświadczenie, że potrzeba wiary jest cechą immanentną „człowieka jako takiego”. Wiem, jest to nader rozpowszechniony sąd – ja jednak nie zdołałem doszukać się jego źródeł. Skłonność do irracjonalnej interpretacji rzeczywistości może przecież być również konsekwencją niewiedzy, wynikiem chęci przystosowania się do grupy, bezrefleksyjnej chęci uczestnictwa w życiu zbiorowości. Może wynikać również z intelektualnego lenistwa jak również z obawy przed niewytłumaczalnym.
    Jest tyle możliwości interpretacji. Dlaczego skłaniamy się jedynie ku jednej, zakładającej istnienie wyższej potrzeby?
    Pytania. Ach pytania.

  10. Józef Maryn Says:

    Kościół to przecież tylko idea. Taka, jak wiele innych. Wymyślona przez ludzi. Dla innych ludzi. Przemawia nie Kościół, a ludzie. Głosiciele.

    Parę dni temu w czasie jazdy samochodem mój siedmioletni syn ni stąd ni zowąd powiedział coś w stylu „Tato, a pan Jezus powiedział, (…)”. Pomijam kwestię mojego stosunku do religii. Potwierdziłem, bo treść zgadzała się z moim widzeniem Świata, ale zaznaczyłem (żeby pozostać w zgodzie z własnym sumieniem [?]), że tak, to zostało w Biblii zapisane przez tego, kto ją pisał, (oczywiste, że nie rozwijałem wątku późniejszych tłumaczeń, przepisywania, itd., itp.), i że ten kto pisał, zapisał to tak, jak on to zrozumiał, a niekoniecznie tak, jak Pan Jezus to powiedział.
    Siedmiolatek nie dał za wygraną i chciał zrozumieć, co mam na myśli. Akurat mijaliśmy znak E-15b (a poszukajcie sobie, jeśli was interesuje ;). Zapytałem go co widział. Syn odpowiedział, że żółty prostokąt z cyferkami, ale nie zdążył odczytać jakimi. Zapytałem, czy wie co oznacza. Powiedział, ze nie. Dałem mu więc przykład, że gdybyśmy mieli teraz zapisać nasze wrażenia z podróży, to ja napisałbym, że jechaliśmy drogą nr 547, a on, że mijaliśmy żółty prostokąt z cyferkami. A Mama przeczytałaby dwa zupełnie różne opisy tego samego wydarzenia. Tak było też przecież i z Biblią – to co zapisane to tylko to, kto, ile i jak zdołał zrozumieć. Tak wiem, że to barbarzyńskie uproszczenie, ale do tego się to sprowadza.
    A przecież moja ukochana małżonka i tak nie odczytałaby tego, co mieliśmy w naszej pamięci, a tylko wyrazy, jakich użylibyśmy do opisu naszego subiektywnego obrazu rzeczywistości. I teraz jako odbiorca, ponownie w maszynce subiektywizmu przerobiłaby to na swoje wyobrażenie. Ponieważ ma prawo jazdy, być może wywnioskowałaby, ze chodzi o taki to a taki znak. A może nie.

    Ergo: oczywistym jest, że nawet wierząc w tego samego (?) boga, każdy ma swój jego obraz. Nawet jeśli jest to teoretycznie ten sam Bóg, to Bogów jest tylu ilu ludzi. A nawet więcej.

    I podtrzymuję, że każdy w coś wierzy. choćby to była wiara w to, że nie wierzy…;)

  11. Józef Maryn Says:

    Zapomniałem dodać. A muszę (wg samodzielnie i dobrowolnie narzuconych sobie kryteriów ;).
    To może być niepopularne, do tego użyję słów rapera/hip-hopowca (polskiego) z piosenki, z której tekstem w większości się nie zgadzam, a zaskoczyło mnie, że podsumowanie jest tak zgodne z moim poglądem na Świat.
    A najkrócej się to wyraża tak: „dla siebie chcę przestrzeni i żebyś tez miał przestrzeń” …
    Czego Tobie, miła Defendo, i Wam wszystkim życzę.

  12. defendo Says:

    Cogitomenie, dziękuję :)

  13. defendo Says:

    Orchideo – oczywiście, że religia to nie wiara, chociaż religijny może być tylko człowiek wierzący.
    Nie wiem, czy Bóg stawia wciąż nowe pytania, wiem, że powinien je zadawać człowiek myślący.
    Definicja miłości? Tyle ich, ile miłości :)

  14. defendo Says:

    Mniemanologu – sądzę, że ten interes właśnie się kończy, w pewnym sensie. Kościoły pustoszeją, wierni coraz mniej hojni(nie tyle u nas jeszcze, co na Zachodzie)…

  15. defendo Says:

    Yoyo – dziękuję za nową wykładnię zakładu Pascala, nie znałam jej – może dlatego, że w swoim czasie grałam w siatkówkę, piłka nożna była wówczas sportem zarezerwowanym dla mężczyzn; kolejny argument na to, że kobiety zawłaszczyły już wszystkie sfery Waszego życia.
    Muszę zmienić link do Ciebie, zdaje się, że nie piszesz w WordPressie, ale w Bloogerze?

  16. defendo Says:

    Grześ, Pascal był mistrzem propagandy chrześcijańskiej z tym swoim zakładem, a na pewno trudniejsza od propagandy jest antypropaganda. Gębę łatwo komuś przyprawić – a potem patrzyć z okrutną przyjemnością, jak ofiara bezskutecznie próbuje się od niej uwolnić(to chyba najlepszy przykład ilustrujący, jak trudną sztuką jest uprawianie kontrpropagandy).
    Ludzie chyba wierzą również dlatego, że potrzebują autorytetów(casus Hitlera).
    Być może ateiści są elitą, nie wiem. Na pewno są mniejszością. Jak zielonoocy:)

  17. defendo Says:

    Logosie – Kant jednak prawo stawiał ponad wolą – chociaż źródłem prawa uczynił człowieka. Jasne, że każdy późniejszy system etyczny do Kanta się odwołuje – choćby w opozycji. Bo dokonał prawdziwej rewolucji.
    Platon – i za nim inni – twierdzili, że Dobro jest źródłem Prawa, Kant odwrócił tę zależność. Wstrzymał Słońce, poruszył Ziemię. Nie Bóg i Dobro wyznaczają prawo, ale człowiek i imperatyw kategoryczny, prawo wyznacza kierunek woli, a jego przedmiot wyznacza się zgodnie z tą wolą. Freud poszedł dalej – Kant uważał, że istnienie sumienia jest dowodem wolnej woli człowieka, Freud uznał je za dowód zniewolenia(coś w rodzaju zainstalowanego w człowieku nadzoru społecznego). Dodaj do tego człowieka Turinga jeszcze: „człowiek jak komputer – jego sposób postępowania wyznaczają z góry przypisane reguły, nie ma on prawa odstąpić od nich w żadnym szczególe”.

  18. defendo Says:

    Mikoszu – tę pustkę zasypują pytania, ale niektórzy wypełniają ją religią i/lub wiarą.
    Ostatnia Twoja notka wielce smakowita;)

  19. defendo Says:

    Telemachu – choćby na jej powszechności. Człowiek tracąc wiarę czuje się niepewnie. Psychologia dowodzi, że większość ludzi ma potrzebę zawierzenia autorytetom, również moralnym. Wielu myli wiarę z wiedzą, tak mocno utrwalają w sobie przekonania, że biorą je za jedyną prawdę. Może badania oksfordzkie przyniosą jakąś odpowiedź w tej materii, ale mocno w to wątpię, zważywszy że finansuje je fundacja stricte religijna.
    Wszystkie wymienione przez Ciebie przyczyny mogą być rzeczywiste, rzecz jasna. Można dodać jeszcze kilka.
    Pytania to to, co Tygrysy lubią najbardziej;)

  20. defendo Says:

    Józefie – nie ma we mnie potrzeby wiary. Nie wierzyć w Boga nie znaczy wierzyć w jego nieistnienie. Jeśli nie wierzę w jedną z idei, nie znaczy, że wierzę automatycznie w ideę przeciwną.
    Opowieść o różności spostrzeżeń – pyszna. Różność spostrzeżeń oznacza również, że można mieć różne potrzeby. Postrzeganie od nich też zależy ;)
    A przestrzeń powinna przysługiwać wszystkim – tego właśnie nie chcą rozumieć głosiciele „jedynie słusznych prawd”…

  21. Elżbieta Says:

    Prawdą jest,że wybór religii narzucany jest przez nasze rodziny,ale
    dochodząc do pwnego wieku,sami możemy pozostać przy niej lub też zmienić ją…W końcu zgodnie ze słowami..”wolnoć Tomku w swoim domku”
    robimy tak,jak podpowiada nam serce…
    Pozdrawiam

  22. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    użyłem słowa „wola” mając na myśli wolę człowieka.
    Ta nie może być ukierunkowywana przez prawo, gdyż zaprzeczałoby to istnieniu wolnej woli (ludzkiej) – a to jest niemożliwe, gdyż bez dysponowania przez człowieka wolną wolą, cały system wypracowany przez Kanta ległby w gruzy (choćby dlatego Kant nie mógł tak uważać).

    Kant pisząc o woli, miał jednak na myśli „wolę boską” (w każdym razie wolę będącą PONAD człowiekiem).
    Tym bardziej więc taka WOLA nie mogłaby być ukierunkowana przez prawo. WOLA ta, wg Kanta, nie wynika z prawa a jest z tym prawem TOŻSAMA.
    W swoim „Uzasadnieniu metafizyki moralności” Kant pisze wyraźnie:
    „Wola sama z siebie jest z konieczności zgodna z prawem”.

    Tej WOLI nie należy mylić z subiektywnie niedoskonałą wolą istoty rozumnej, jaką jest np. – według Kanta – człowiek.
    Pojęcie wolnej woli takiej istoty MUSI zakładać, że ta wola NIE MOŻE być ukierunkowywana jakąkolwiek inną wolą czy też prawem.

    Miałbym również coś do powiedzenia na temat Platona i Freuda (w kontekscie Twojej wypowiedzi), ale nie chcę już przedłużać tej notki.
    Pozdrawiam,
    S.

    PS. To, że się z Tobą nie zgadzam, nie oznacza bynajmniej braku sympatii wobec Twojej osoby (ale tego Tobie – jako kobiecie wybitnie inteligentnej – nie muszę chyba wyjaśniać :))
    Niestety, nasza inteligencja nie jest tożsama z naszą emocjonalnością :))
    Może więc to PS jest jednak na miejscu? :)

  23. Mikosz Says:

    Dobrze że Ty Defendo postrzegasz mnie jako normalnego człowieka.
    Zmęczony jestem praniem się z durniami . Zmęczony jestem dowodzeniem że nie jestem tym za którego by mnie chcieli mieć.

  24. Mikosz Says:

    Cieszę się defendo że stworzyłaś tutaj swoisty klimat , prowokujacy do myślenia , chyżopiórych dyskusji. Twój blog jest jak diament wsród innych szarych kamiennych blogów. Jest moim ulubionym. Pozdrawiam

  25. defendo Says:

    Logosie – Kant mówił o prawie moralnym, które jest w człowieku, inaczej go(Kanta) interpretujemy.
    Kant rozróżniał dwie formy wolności: empiryczną i transcendentalną. Ta druga to zdolność do podejmowania aktywności wyłącznie a pobudek wewnętrznych, nie mieszał w to Boga.
    Jego zdaniem przy pomocy rozumu nie można dowieść np. nieśmiertelności duszy czy istnienia Boga, ale nie można dowieść też tez przeciwnych. Wolność praktyczna – trzecia wolność wyróżniona przez Kanta – „wolność do, nie od czegoś” czyni z nas podmiot moralny, kierujący się tylko prawami własnej rozumności. Wola moralna oparta o jedyną możliwą wolność to wola spełniania obowiązku, podyktowanego przez imperatyw kategoryczny. Bo to właśnie obowiązek wymaga od nas, żebyśmy się temu imperatywowi podporządkowali. Przedmiot poznania zależy od poznającego go podmiotu.
    „Pojęcie dobra i zła musi być wyznaczane nie przed prawem moralnym, lecz dopiero po nim i przez nie” – pisze Kant w „Krytyce czystego rozumu”, więc najpierw Prawo, potem dopiero Dobro. Dlatego uważam go za Kopernika w etyce.
    PS. Oczywiście nie wyklucza to mojej sympatii do Ciebie, a inteligencja jest jednak w pewien sposób zależna od naszej emocjonalności;)

  26. defendo Says:

    Elżbieto – staram się postępować zgodnie z nakazami raczej rozumu niż serca, chociaż nieczęsto mi się udaje ;)
    Prawo do wyboru tego, w co się wierzy, bywa iluzoryczne – okowy norm społecznych, wychowania itd., lenistwo umysłowe – wszystko to sprawia, że rzadko nie kontynuujemy tego, co wdrukowuje nas otoczenie:)

  27. defendo Says:

    Mikoszu, odpoczniesz i wrócisz na arenę ;)
    Za komplementy – dziękuję, chociaż wiem, że nie zasłużyłam na nie:)

  28. Logos Amicus Says:

    Defendo,
    być może niepotrzebnie wdałem się w tę dyskusję o Kancie.
    Temu jak myślał przyjrzalem się bliżej już wieki temu, przy czym – przyznaję się bez bicia – nigdy nie mogłem przebrnąć do końca jego Wielkich Ksiąg, bo pisarzem był jednak kiepskim i nudnawym (a tak bywa niestety często w przypadku Wielkich Filozofów), no i z myślą kręcił się zbyt często jak pies wokół własnego ogona.

    To prawda, że zrazu nie mieszał on do różnych swoich konstrukcji myślowych Boga, ale później jednak nie mógł się bez niego obejść (bo jego system zamknąłby się w pułapce solipsyzmu).
    Wpierw obalił wszystkie ważniejsze dowody na istnienie Boga, ale tylko po to, by wysunąć własne (które, moim zdaniem, warte były tyle samo co poprzednie, czyli niewiele.)

    Faktem jest jednak, że nie da się pominąć Kanta w rozważaniach o historii myśli ludzkiej, bo był mimo wszystko umyslem wybitnym i odziałał mocno na następne pokolenia filozofów i myślicieli (jego wpływ zaznacza się do dzisiaj.
    Już nie piszę o tym, że prawie w całości oparł się na nim Hegel.

    Skąd te nasze nieporozumienia?
    Jak sama piszesz – wynikają chyba z różnic w interpretracji.
    I z tego, co z Kanta pamiętamy.
    On sam zmieniał swoje koncepcje, (dlatego rozwój jego myśli podzielony jest na okresy), w jednej książce pisał co innego niż w drugiej, często przecząc samemu sobie.
    Poza tym, ja teraz bardziej krytycznie patrzę na te wszystkie rozbudowane i jedynie słuszne Wielkie Systemy Filozoficzne, Które Tłumaczą i Rozstrzygają Wszystko.
    Uważam, że człowiek nie jest zdolny do stworzenia takiego systemu (co nie oznacza tego, że nie powinien próbować :)

    Nie uważam się za znawcę Kanta, filozofią zajmowałem się kiedyś z zamiłowania…
    Jestem dyletantem.
    Przy czym, zaryzukuję tu twierdzenie, że wszyscy jednak jesteśmy dyletantami.
    (I coś mi się wydaje, że dzięki temu właśnie, możliwe są między nami takie dyskusje… Wszak straciłyby one sens, gdybyśmy wszystko wiedzieli doskonale :))
    Nieprawdaż?)

    PS. Oczywiście, że inteligencja jest w pewien sposób zależna od naszej emocjonalności! :))
    NA SZCZĘŚCIE JEST!
    (Nie bez kozery ostatnimi laty wielką karierę zrobiło pojęcie inteligencji emocjonalnej.)

    Pozdrawiam dość emocjonalnie :)
    S.

  29. ja tu tylko sprzątam Says:

    Przewartościowanie przedmiotu, przez zachowanie podmiotów….

    Widzę tu tylko jeden obraz, kościoła jako takiego… Kościoła który widać w mediach, na lekcjach religii, na ulicach…. To większość: paskudna, obrzydliwa, moralizatorska, dyskredytująca, a w swojej zapalczywości tak pyszna, że grzeszna do wnętrza czarnej duszy.

    A gdzie to co liczyć się powinno, czyli jednostki obdarzone tym brzemieniem a może darem wiary?

    Myślałem kiedyś, że człowiek wierzący jest kimś lepszym niż ja… dano mu ten cudowny dar widzenia, może jasnowidzenia… który zagrzewał do i powodował nim, kiedy ja musiałem szukać mobilizacji i powątpiewałem w każde posunięcie starają się rozłożyć je na czynniki pierwsze…

    Teraz wcale nie myślę inaczej, ale odkryłem ,że nie da się wierzyć i szukać prawdy bezmyślnie poddając się regułą tzw. Kościoła czyt. społeczności katolickiej. Wiara w moim mniemaniu polega na spieraniu się z jego tezami – nie po to by je obalić, lecz po to by znaleźć ich wykładnię zrozumieć ich treść.

    Takich ludzi jest wielu, miałem przyjemność poznać ich osobiście i jako literki na czatach, forach, w gazetach.

    Użyje paraleli ze swojego podwórka – „dobry prawnik, to nie urzędnik…. dobry prawnik to taki który podważa wszystko co jest mu podane w akcie, czy orzeczeniu, to taki który szuka dziury w całym… a przez to szukanie stara się to zrozumieć” nieco przeinaczone przez moją nieudolną osobę słowa dr Perkowskiego

    Uważam, że znajdują te słowa zastosowanie w tzw. wierze

  30. smutas1 Says:

    Jak kazdemu wiadomo jestem wierzacym,praktykujacym porzadnym moherkiem))) w niczym mi to nie przeszkadza.Robi na mnie wrazenie Wasz racjonalizm,typ zdroworozsadkowego myślenia i sadzenia,oparty na nieskrępowaniu sądow tzn.wolnomyślności.Czytam i podziwiam Wasza wiedze..mimo ,ze to ja jestem wierzacym)))i dochodzę do wniosku ,ze jesteście jednak za maluczcy ,zeby dyskutować na ten temat ..
    Sympatyzuję ze stwierdzeniem Wittgensteina, że cokolwiek da się powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o tym mogę dyskutować o czym zaś nie ma się zielonego pojęcia….lub nie mozna wyjasnić, o tym trzeba milczeć…….pozdrowka))))

  31. Ann Says:

    Witam
    Wtrace cos od siebie a propo wolnej woli.A propos wolnosci czy tez wolnej woli – to jest wielokrotnie
    powtarzany frazes, ale gdzie jest ta wolna wola? Wybor miedzy zlem a
    dobrem, miedzy smiercia wieczna a zyciem wiecznym, miedzy miloscia a
    grzechem nie jest zadnym respektowaniem wolnej woli czlowieka i nie
    jest zadnym wyborem – jak sankcjonujac wybor wieczna kara mozna to
    nadal nazywac wyborem????? To jest pozorny wybor – szczegolnie, ze
    Absolut ma wszystkie atuty w reku i i tak wie, jak kto sie zachowa
    (powtorka jak z Hiobem), wiec uprawia dosc nieciekawa gre, i tak
    wiedzac jak bedzie. Wybacz ale to jest tak, jakby czlowiek mial
    teze – Bog jest dobry, kocha itd. i chocby wszystko temu przeczylo
    to trzeba to wszystko tak przeinaczyc, zeby wyszlo zgodnie z teza.
    Tak jest z kazdym dogmatem – jak sie przyjmie jakis na wstepie to
    potem trzeba sie gimnastykowac umyslowo, zeby absurd nie gonil
    absurdu.A i tak goni;) I dlatego kosciol posluguje sie tzw. mowa
    ubogacona, czyli absurdalnie metaforyczna i pozbawiona sensu – no
    chyba ze sensu wiecznie ukrytego;)
    Dogmat o wolnej woli i dobroci Boga jest ta wlasnie teza. Dobroc i
    wolnosc bylyby wtedy, gdyby czlowiek mogl wybrac miedzy roznymi
    dobrami czy zjawiskami i nie czekaloby go za to wieczne potepienie
    czy zbawienie czyli wybor nie opatrzony bylby sankcja (niewazne
    bardzo zla czy bardzo dobra) – kiedy jest nia opatrzony staje sie
    parodia wyboru. Zasada wedle ktorej jedna strona moze za wybor karac
    i ma wszechwiedze a druga nie ma nawet szczatkowej wiedzy tylko
    alternatywe gin albo idz za mna to jest karykatura wyboru. Nie wiem
    jak mozna tego nie widziec:))
    Pozdrawiam

  32. defendo Says:

    Smutasie – uważam, że nie ma tematów tabu. I że wcale nie jesteśmy za maluczcy. Skoro „nawracacze” krzyczą głośno – to mam prawo powiedzieć swoje zdanie. Nie krzycząc.

  33. defendo Says:

    Ann, jeśli wierzyć w Absolut. Bo można nie wierzyć.
    Najtrudniej rozstrzygnąć, co jest dobrem, a co złem. Co dziś jest złe – jutro może okazać się dobre. Dzisiejsze dobro jutro może zamienić się w zło. A może dobrem pozostać, niezależnie od czasów.
    Stąd może tak silna potrzeba autorytetów. Tyle że nie każdy ją posiada.

  34. snoopy Says:

    Jestem wierzącym katolikiem, ale taką religijność, wiarę i katolicyzm, jakie przedstawiłaś powyżej zdecydowanie odrzucam. Nie znaczy to, że nie widzę tego w Kościele – oj, widzę! I to dobrze. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie jest cała prawda o chrześcijaństwie. I jeśli w nim trwam – to także po to, by jakoś to pokazać. Bo w Kościele naprawdę jest miejsce na różnorodność. Nawet jeśli czasem trudno nam jest to dostrzec.
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: