Wolę zwierzęta – reedycja

Pokochałam mojego syna natychmiast. Był dla mnie oczywiście najcudowniejszym dzieckiem na świecie, małym cudem. Mój ówczesny mąż i świeżo upieczony tatuś chyba jeszcze mocniej – mógł całymi godzinami patrzyć na śpiące niemowlę i po prostu uśmiechać się. Zaczęły się rytualne wizyty krewnych-i-znajomych w celu obejrzenia dzieciaka i udzielenia mnóstwa rad, jako że nasze doświadczenia z niemowlakami były żadne, a pod ręką nie było nikogo „dorosłego”. Wizyty same w sobie były znośne, o radach można było zapomnieć natychmiast, ale nie umiałam pogodzić się z wyrazami podziwu dla rzekomej urody naszego syna. Niemowlę jak niemowlę: wielka głowa(w tym wypadku łysa kompletnie), chude i krótkie kończyny, za długi tułów – zwyczajne. Na szczęście przeszło mu – dziś jest urodny, ale wtedy… brrr… Patrzyłam ze zdziwieniem na tych, którzy się wyglądem tej „propozycji na człowieka” zachwycali, podejrzewając ich w duchu o hipokryzję. Głośno zaprotestowałam tylko raz – natychmiast zaczęto mnie „prostować” i podejrzewać o brak instynktu macierzyńskiego i wywołanie kilku wojen, w tym dwóch światowych.

Do dziś mi to zostało – nie wzrusza mnie i nie zachwyca widok rozkosznych bobasków, zwłaszcza tłuściutkich. I umorusanych. Tak się składa, że dzieciaki do mnie lgną – a tajemniczych dla mnie powodów(zwierzęta też lgną, ale to akurat pojmuję) – więc toleruję, traktując ich jak ludzi. Porozumieć się potrafię jednak dopiero z kilkunastolatkami i starszymi, lubię ich krytycyzm i odruchową buntowniczość, o wiele trudniej znieść mi te grzeczne i uładzone, które wpatrują mi się w oczy z wyraźną chęcią odczytania w nich, czego od nich oczekuję i podporządkowania się poleceniom.

Wzrusza mnie natomiast widok bezbronnego zwierzęcia, które bez pomocy człowieka absolutnie sobie nie poradzi. Dwa razy ratowałam tonące jeże – raz z basenu i raz z kamieniołomów – wpaść to umiały, ale pionowe skały uniemożliwiały im wydostanie się z pułapki. Okropnie trudno wyjąć z wody przerażone i kolczaste zwierzątko gołymi rękami.
Kosztowało mnie to kilka porządnych zadrapań. Kuniątko, które przygarnęłam, zostało znalezione przez mojego psa, kiedy rozpaczało nad ciałem matki przejechanej przez samochód; też okazało się „kosztowne” – dorastając niszczyło systematycznie firanki i meble. Najtaniej wyszło mi ratowanie kury, która wpadła do wielkiego pojemnika z pomyjami(byłam akurat w jakimś gospodarstwie agroturystycznym) – pomyje były z gatunku obrzydliwych, więc nie odważyłam się wydobywać jej rękami – podałam jej dość krótki patyk, bo tylko taki znalazłam. Kura natychmiast postanowiła pozbyć się z siebie paskudztwa – i urządziła mi niezły prysznic. Kontaktu bezpośredniego ze świńską karmą nie udało mi się uniknąć. Pies typu suka też znalazł się u mnie z powodów emocjonalnych – moje dziecko znalazło szczeniaczka przywiązanego do drzewa metalową, powoli zaciskającą się pętlą. W ramach leczenia traumy została wychowana w miłości do całego świata (miłość jest proporcjonalna do jej rozmiarów, a waży – bagatela – ponad 40 kg), ugryźć nikogo nie potrafi, a koty uwielbia. Aktualny, którego ona z kolei wychowała, do dziś przychodzi do niej, żeby go „umyła”, leń jeden. Zwierzęta nigdy mnie nie zawiodły, ludzie owszem.

Darowizny czynię na rzecz fundacji „Polityki” (stypendia dla młodych, zdolnych naukowców) i schroniska dla zwierząt. Przyznałam się publicznie do tego drugiego, dodając nieco ironicznie, że bardziej kocham zwierzęta niż ludzi. Efekt? Naraziłam się na ataki różnych osób, które natychmiast zarzuciły mi wszystko, co można, z oskarżeniem o brak miłości do własnego dziecka włącznie. Podobno powinnam wspierać przede wszystkim głodne dzieci. A ja nie chcę. Po pierwsze dlatego, że ktoś, kto decyduje się je mieć, powinien najpierw pomyśleć, czy jest w stanie zapewnić im byt, po drugie dlatego że w sytuacjach losowych powinny pomóc odpowiednie instytucje samorządowe i państwowe. Spotkałam niedawno kobietę, którą widuję w stanie permanentnej ciąży – urodziła już ośmioro, z czego troje jest w rodzinach zastępczych i troje w domach pomocy – zapytałam uprzejmie, jak sobie radzi, a w odpowiedzi usłyszałam, że doskonale – ma zasiłki, pomoc jakiejś fundacji, a w ciąży jest znów, bo lubi i świetnie się wtedy czuje. No i jak mam wspomagać instytucje dotujące nie tyle niedożywione dzieci, ile przyjemności tej pani? Bo bycie w ciąży sprawia jej przyjemność.

Dzieci w Polsce nie umierają z głodu, nie są przywiązywane do drzew w lesie i skazywane na okrutną, powolną śmierć w męczarniach. Zwierzęta – tak. Cztery końskie nogi w drodze do rzeźni – to cztery zmęczenia, które idą po śmierć – i te wspaniałe, szlachetne łby rażone prądem, po którym zostają rozległe oparzenia.

Ten wpis powstał dość dawno, ale teraz zyskał zupełnie nowe znaczenie. Otruto mi Saję, córkę opisanej w tekście znajdy – półrocznego mieszańca, która była obiektem miłości okolicznej dzieciarni, ufna i kochająca cały świat. Śliczna i mądra. Ludzka bestia – być może utrzymana przy życiu dzięki jakiejś fundacji – przyszła, żeby zadać okrutną śmierć. Nie zapomnę nigdy oczu mojego psa. Mogłam jej tylko towarzyszyć w odchodzeniu, łagodząc cierpienia i licząc na cud, który nie nastąpił. Niech żadna instytucja charytatywna, wspomagająca ludzi – potencjalne bestie, nie zwraca się do mnie z prośbą o wsparcie. Teraz łagodzę tęsknotę jej matki, która biega po podwórzu, piszcząc i szukając młodej. Tuli się do rąk, nie chce jeść. Wielkie, płowe, bezradne psisko. Dzieci przychodzą jak dawniej. I pytają…

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarzy 11 to “Wolę zwierzęta – reedycja”

  1. Torlin Says:

    Defendo, przypominam Ci, że nie wolno uogólniać.

  2. defendo Says:

    No nie wolno, nie wolno… ale kochałam tego psa. A on mnie. Widziałeś kiedyś, żeby jakiekolwiek zwierzę wyrządziło komuś krzywdę ot, tak?
    Niedawno w jakiejś miejscowości w Polsce ktoś wytruł w s z y s t k i e psy. Żadne zwierzę nie byłoby do tego zdolne. Nie wierzę, żeby jakieś zwierzę zabiło inne z zazdrości, z powodu kształtu nosa czy odmiennych poglądów. Stosy to nasza specjalność, jakże głęboko ludzka.

  3. Orchidea Says:

    Kto jest odpowiedzialny za bezradność zwierząt? kto jest odpowiedzialny za agresję ludzi? Komu nie udało się uczłowieczyć ludzkiego zwierzaka?

    Pytanie dlaczego zabił-otruł? Drugie pytanie, kto? Dlaczego widzisz w ludziach wspomaganych charytatywnie bestię? Jaką masz pewność, kto to zrobił? Czy tylko w poddaństwie widzisz sens litości i miłości? Nigdy nie myślałas nad tym, aby zrozumieć głupca? Zastanowiłaś się chociaż raz dlaczego ludzie piją, są alkoholikami? Dlaczego wolą wegetować i np kraść , otrzymywać darowizny, zapomogi, swiadczenia niż pracować i żyć gównianym minimum?

    Jako, tak wykształcona osoba mam nadzieję, że wiesz co piszesz i celowo to piszesz, to co piszesz.

    Mam pięknego psa rasowego, z papierami, chcesz? Kupisz? Jest szlachetnie urodzony, na potrzeby rynku-jest przkurwiście urodziwy, czystej krwi. (rasowce to nieodłączny „element” ludzi bogatych i z wyższych sfer niegdyś)
    Bedę miala dla dzieci na wyprawkę do szkoły! Tylko 2,500,- zł. Kup, a nie bedę prosić o zapomogę. Czy wolisz kundla ze schroniska, który żyje tylko z zapomóg?

  4. Orchidea Says:

    Tylko z głodu i tylko kiedy się boi atakuje.
    Moja suka przy porodzie wnet mi „odeszla” , znam to spojrzenie, znam te ufność. Rozumiem Cię co czujesz. I nie myśl ze jestem tak zimna , jak myślisz.

  5. mniemanolog Says:

    Każdy z nas kiedyś miał do czynienia ze śmiercią kogoś bliskiego.Czy to brat mniejszy, czy ktoś z rodziny, przyjaciół, znajomych.Zawsze wzbudza to jakieś emocje…i dobrze, bo jak nie wzbudza to należałoby się poważnie zastanowić nad sobą.Nie ma sensu się licytować kto kogo stracił i kto bardziej przeżywał, można jedynie pochylić się nad smutkiem …banalne ale prawdziwe jest to ,że czas ostudzi emocje, a smutek pozostanie zawsze taki sam.

  6. grześ Says:

    Defendo, ja nie wiem, czy kocham zwierzęta bardziej niż ludzi.
    Wiem, że był taki czas, gdy np. pies iwan był dla mnie ważniejszy od większości osób.
    W ogóle piesy to jest to, że tak banalnie powiem.
    \Ludzie-bywa różnie.
    A otruc psa?
    barbarzyństwo w sumie.

    pzdr

  7. defendo Says:

    Grześ, mm cichą nadzieję, że ten bydlak się pomyli i sam zeżre trutkę. I wcale nie będę współczuć, jeśli pogotowie nie dojedzie na czas.

  8. Torlin Says:

    Defendo!
    Ty masz rację, i ja się z Tobą zgadzam. Ale masz dziwny zwyczaj pisania takich ogólnych zdań. Pierwsze, które skrytykowałem, to było: „Niech żadna instytucja charytatywna, wspomagająca ludzi – potencjalne bestie, nie zwraca się do mnie z prośbą o wsparcie” , a drugim: „Widziałeś kiedyś, żeby jakiekolwiek zwierzę wyrządziło komuś krzywdę ot, tak?” Tak, widziałem, w czerwcu. Dąbrówka to jest mała dzielnica Warszawy pełna domków jednorodzinnych. Jeden z idiotów lekarzy (zresztą ginekolog) wyprowadzał samochód i nie zamknął psa. Ten wyskoczył na ulicę i złapał za brzuch 9-letnią dziewczynkę. Ledwo co ją odratowali, ale na plaży już nie będzie się mogła pokazać. Tylko bardzo Cię proszę, nie tłumacz tego postępowania tresurą ludzi.

  9. defendo Says:

    Torlinie – a czym? Psy idiotów SĄ idiotami. Zdania ogólne wynikły z mojej rozpaczy. Ten pies nie chciał wyrządzić krzywdy – został po prostu nauczony przez debila agresji. Czyja wina? Nie psa przecież.
    Jakoś nie umiem się przejąc dziewczynką. Sorry. Uważam, że zarówno do „mania dziatek” jak i do „mania” kogokolwiek powinno się mieć certyfikat uprawniający. Do „mania” mnie też! ;)

  10. Torlin Says:

    A wracając do strasznej rozmowy w poprzedniej notce – możesz powiedzieć, jak była wina małej dziewczynki, która sobie po prostu szła ulicą do domu z kupionym w małym sklepiku chlebem?
    I żeby nie było wątpliwości – sam mam psa (i miałem jakiegoś od zawsze), a niedawno jeszcze 4 koty.

  11. defendo Says:

    Torlinie – niby masz rację, ale we mnie wciąż buzuje żal.
    Małe dzieci bywają okrutne.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: