Zasada nieoznaczoności

Pewien mój znajomy poświęcił sporo czasu i energii na „porządne” wyjaśnienie mi zasady nieoznaczoności Heisenberga. Ma talent popularyzatorski i poczucie misji, co zapewniło mi przyjęcie trudnej roli jedynej słuchaczki jego wykładów. Malował tło, w którym nie zabrakło Schrodingera(więc i Plancka), Bohra, Borna i… zapomniałam inne nazwiska, a mój mentor zabronił mi robienia notatek, bo w jego pojęciu każde zajęcie, inne niż patrzenie na prelegenta i słuchanie jego wiekopomnych słów, utrudnia rozumienie i przyswajanie wiedzy. Wiekopomna byłam raczej ja – w pewnym momencie zaczęłam bowiem marzyć o wieku trumny, które odcięłoby mnie od konieczności przyswajania informacji, od których mój mózg zaczął przypominać rozdrobnione składniki sałatki warzywno-owocowej. Samo słuchanie to drobiazg – mogłabym w końcu w trakcie obmyślać jakiś artykuł niepierwszej potrzeby albo przypominać sobie fragmenty poezji, co gwarantowałoby namalowanie na moim obliczu wyrazu wysiłku umysłowego. Nic z tego – sprytnie zadawane pytania zmuszały mnie do koncentrowania się na tematyce wykładu. Po dwóch tygodniach tło było gotowe. Nadeszła pora na Heisenberga. Uznał on, że jednoczesna wiedza o położeniu cząstki i jej ruchu jest ograniczona – im więcej wiemy o jednym, tym mniej o drugim. Iloczyn dwóch nieoznaczoności jest większy od stałej Plancka(teraz dopiero dowiedziałam się, po diabła mi o odkryciu Plancka mój prelegent mówił). „Po mojemu” wyjaśniłam to sobie również tak: jeśli mierzymy cokolwiek wystarczająco małego, to sam fakt pomiaru zmienia to „coś”(np. elektron). Mierząc jego położenie wpływamy na jego ruch, „dotykając” go narzędziem pomiaru(np. fotonem). Czyli mamy do czynienia z pewną niepoznawalnością, bo nie możemy – mierząc – poznać systemu, który zmierzyć zamierzaliśmy, bowiem sam fakt pomiaru już go zmienił.
W sposób całkowicie nieuprawniony przeniosłam to sobie na świat społeczny. Można obserwować człowieka, grupę itd. Poznawać poprzez rozmowę obfitującą w jawne lub ukryte pytania. Stosować zobiektywizowane narzędzia(ankiety, kwestionariusze) – badając obiekt, zmieniamy go jednak. A podejmując trud poznania innych – sami się zmieniamy. Uczestnik sondy ulicznej na widok kamery odruchowo prostuje się i uśmiecha lub krzywi, zaczyna staranniej niż zwykle dobierać słowa. Osoba przeprowadzająca wywiad przekazuje mnóstwo niezwerbalizowanych informacji – kiedy student etnologii, długowłosy, oryginalnie ubrany, uzbrojony w notatnik lub magnetofon zaczyna pytać wiekowych mieszkańców małej podkarpackiej wsi o ich stosunek do Cyganów, na pewno nie uzyska szczerych odpowiedzi, chociaż respondenci wcale nie chcą kłamać. Może natomiast – chociaż on sam tego nie chce – spowodować zmianę postawy rozmówców wobec Romów. Zmienia się również sam obserwator, bo uzyskuje odpowiedzi, które mogą go dziwić lub potwierdzać jego założenia. Podobnie można zinterpretować „efekt białego fartucha” – pacjent, któremu lekarz mierzy ciśnienie, ma je średnio o 5 mm Hg wyższe, niż tuż przed badaniem.
Czytam blogi. Muszę więc zakładać, że ci, których zwerbalizowane myśli mogę ujrzeć, w pewien sposób kłamią. Nieświadomie, rzecz jasna. To znaczy – na ogół nieświadomie. Oni z kolei wiedzą, że ich czytam. A to wpływa na ich pisanie. Karuzela wzajemnych zależności zaczyna się kręcić, wkręcając nas wszystkich. Często sprawia mi to przyjemność. Odwiedzam tych, u których czuję się bezpiecznie, którzy mi imponują znakomitym stylem, inspirują, którzy mają mi coś istotnego do powiedzenia. W jakiś sposób tworzymy podsieć internetowej sieci. Zapewne pomijam w tych wędrówkach wiele miejsc, do których nie umiałam trafić. Korzystam jednak z linków, zamieszczonych u blogerów, których lubię. W ten sposób sieć się rozszerza. Jasne, że każdy notki lepsze i słabsze, bardziej lub mniej mnie interesujące. Nie czytam tych, na których „przejechałam się” raz lub dwa-trzy razy. Nie z każdym mi po drodze. I jakoś nie czuję się w obowiązku za to przepraszać.

Addenda
Wpis ten powstał z powodu mojej żywiołowej niechęci do oceniania. Bywam zmuszona do recenzowania, oceniania, korygowania tego, co piszą inni. Nie ma bardziej przeze mnie znienawidzonej czynności, no może poza myciem naczyń. Nienawidzę, bo uważam, że do tego trzeba być albo nadętym, zawistnym bufonem(„fachowość” tychże opiera się wyłącznie o własne wrażenia i intuicje, łatwo ją przewrócić, ale tego nie czynię, bo nie da się polemizować z dyletantami) albo ograniczyć się do poprawek formalnych, dotyczących wyłącznie stylu. Dobry krytyk – co już mówiłam – nieuchronnie staje się twórcą. Zły – pozostanie tylko w miarę poprawnym recenzentem.
Zasada nieoznaczoności działa w ten sposób, że uniemożliwia jakąkolwiek formę obiektywizmu. O ile ten w ogóle jest możliwy.

Reklamy

Tagi: , , ,

komentarzy 29 to “Zasada nieoznaczoności”

  1. dru' Says:

    Jeśli chodzi o tłumaczenie zasady nieoznaczoności to przyznam, że masz talent pedagogiczny większy niż wszyscy nauczyciele fizyki jakich spotkałem razem wzięci.

  2. Mikosz Says:

    Fascynująca jest zasada nieoznaczoności Haisenberga ,prawie tak samo jak hipoteza Easterlina , nie mówiąc o transformacji łańcuchów dostaw w systemach logistycznych pod wpływem technologii elektronicznej. Może ktoś powie co ma piernik do wiatraka, ale prosze pamiętać że postępowi matematycy mają już prawie gotową zasadę z której wynika ze suma zer daje groźną liczbę…
    Wracajać do badań etnologicznych – nie sądzę żeby „wiekowi miszkańcy podkarpackich wsi ” byli bardziej zacofani i ksenofobiczni od „wiekowych mieszkańców wsi dolnoślaskich”.

  3. mniemanolog Says:

    Dlatego ja nie piszę bloga. Wydaje mi się ,że komentując Twoje wpisy juz wystarczająco się odkrywam.Dwójkowy system niby prosty i zrozumiały, juz na wstępie w swej nazwie wprowadza w błąd składając się z zer i jedynek. Zaś zasady wspierane autorytetami…..każdą zasadę można złamać, nie zgodzić się, zaatakować….lub bronić zaciekle. A system dwójkowy i tak dominuje. Pozdrawiam

  4. defendo Says:

    Dru – nie żartuj, to „wyjaśnienie” wywołałoby uśmiech politowania każdego fizyka. Zaczynam wielce żałować, że zmieniłam w swoim czasie decyzją i – zamiast matematyki, która mnie ogromnie pociągała, wybrałam zupełnie inne studia. A fizyka jest po prostu piękna. :)

  5. defendo Says:

    Mikoszu, ja tylko – zafascynowana urodą tych teorii – usiłuję zobaczyć możliwość ich działania poza fizyką. Wciąż we mnie drga mikrokosmos, chociaż to anachroniczne.

  6. defendo Says:

    A wspomniałam o badaniach „mieszkańców wsi podkarpackich”, bo takie zupełnie niedawno miały miejsce, nie wymyśliłam tego przykładu. Wiem, dlaczego właśnie tam pojechali adepci antropologii kulturowej – na Dolnym śląsku trudno byłoby znaleźć obecnie ludzi, którzy mieszkają tu od „przedwojny”, a chodziło m.in. o zbadanie postaw tych, którzy byli świadkami eksterminacji Romów przez faszystów i porównanie z postawami młodszych. Badanie dotyczyło zresztą również postaw wobec żydów(wciąż mam ochotę pisać ten wyraz wielką literą, ale podobno nie należy). Wyniki są interesujące, szkoda, że to tylko próbki, że nie ma szerszego projektu.

  7. defendo Says:

    Mniemanologu – sądzę,że system zerojedynkowy doskonale działa w komputerze i fatalnie w życiu. Dziękuję Ci za to, że pozwalasz się odkrywać ;)

  8. yo-yo Says:

    „Czas ciemności przeminął”I Ching Def czemu mnie nie uczyłaś?Może nie skończyłbym edukacji na podstawówce?Choć może i dobrze?Ktoś powiedział”im więcej wiesz,im więcej obejmujesz rozumem,tym bardziej sobie uświadamiasz,że wszystko zatacza koło.”[Goethe?]
    Nieoznaczoność?Hmm ide poczytać ,zaintrygowałaś mnie.

  9. defendo Says:

    Yoyo – nie umiem uczyć. Niczego nie obejmuję rozumem. Poza tym Twoja edukacja jest więcej warta niż wszystkie systemowe – bo sam ją zdobyłeś. Życzyłabym studentom polonistyki takiego oczytania, jak Twoje.

  10. cogitomen Says:

    No pięknie. Pięknie Def.
    Pozdrawiam. c.

  11. defendo Says:

    Dziękuję, Cogitomenie – ale zasługi nie mnie przypisywać, a cierpliwości mojego „wykładowcy”.

  12. dru' Says:

    Jeśli chodzi o nauczycieli fizyki to mam niepokojące wrażenie, iż większość z nich sama tego problemu nie rozumie. A nawet jeśli rozumie to nie potrafi przekazać.

    Ja w każdym razie przedstawię ten wpis synowi w odpowiednim czasie. :D

  13. stefan Says:

    Dotykamy się bezustannie myślami, emocjami, spojrzeniami, gestami i słowami. mówionymi lub pisanymi. Każdy taki dotyk przesuwa i zmienia w nas coś, ale tego nie dostrzegamy, bo mózg nie jest zaprogramowany do takich obserwacji. Prosty eksperyment: w pogodny dzień wybierz na niebie mały obłok
    i po prostu wlep w niego wzrok. Po paru minutach rozpłynie się, bo sylfidy nie lubią takiego „dotykania” PS. Nie rób tego zbyt często bo sprowadzisz deszcz gdy małe obłoczki poskarżą się do tych dużych. Moje wpisy blogowe ignorują takie „dotyki”, ale komentarze to już inna sprawa. :-)

  14. defendo Says:

    Stefanie – jestem sensoryczna – więc dotykaj jak najczęściej. Wiem, że każdy ma moc sprawczą – zatem może władać i obłokami. Tymi w spodniach(Majakowski) też ;)

  15. Torlin Says:

    Pomogę Ci. Chcę, żebyś wiedziała, że Cię czytam, ale mam trudności z komentowaniem. Widzę, że mi to darujesz. Od czasu do czasu dam głos.

  16. grześ Says:

    Witam, kurde, z tym ocenianiem mam to samo.
    Niestety praca taka, że muszę:)
    A najgorzej oceniać teksty różne.
    To już jest dowolność zawsze w pewien sposób, nawet jak się staram na maxa być obiektywny.
    No i trudno nauczyć kogoś pisać, mam takie przekonanie.
    Znaczy można techniki/słownictwa/gramatyki itd, ale czasem brakuje tego czegoś, ba, czasem niektórym brakuje umiejętności powiązania kilku zdań w tekst.
    Znaczy, nie umieją np. stworzyć jakiejkolwiek historii czy napisac opowiadania, bo nie powstaje im spójny tekst.

    A co do reszty tekstu, to niestety zasada nieoznaczoności nic mi nie mówi, więc się nie wypowiem.

    pzdr

  17. habodacious Says:

    Czy twój znajomy to napewno nie byłem ja? Ponieważ z natury w swoim mniemaniu jestem najbardziej interesującą osobą w całym towarzystwie, nawet jeżeli tym towarzystwem jest RB ONZ, mogę nawet tutaj o sobie powiedzieć, że jestem tak pragmatyczny, tak bezpośredni oraz tak nie-umiejący-używać-metafor, że to prawie napewno byłem ja.

    A ocenianie – to część natury człowieka. Jeśli patrzysz na jakiś obiekt, mimo woli, być może nawet o tym nie wiedząc lub nie chcąc tego, poddajesz go ocenie. Albo zwyczajnie przyjmujesz do siebie to, jak on sam wygląda. Patrząc na brzydką sofę nie pomyślisz sobie, że jest ładna, ale że jest brzydka – i tutaj właśnie dokonujesz oceny, bo teoretycznie ktoś mógłby być święcie przekonany, że jest ładna. A czy twoja ocena kanapy nie zmienia jej trochę w twoich oczach? Trudniej byłoby ci przyznać, że poładniała, gdy ktoś ją wyczyści i odnowi – znacznie łatwiej byłoby ci uznać jej upiększenie, gdybyś zobaczył jedynie odnowioną wersję kanapy. I w ten sposób zasada nieoznaczoności staje się jedną z zasad absolutnie elementarnych.

  18. defendo Says:

    Grześ – wszystko jeszcze w miarę dobrze, jeśli z autorem tekstu możesz pertraktować – to znaczy jeśli słucha uwag lub pytań.
    Pamiętam, jak trudno mi było przekonać młodego autora powieści kryminalnej, że jeśli jego bohater wlazł w pryzmę kurzego nawozu, to nie może potem zmywać z butów resztek gnoju. I że nie da się w ciągu godziny włamać się do mieszkania i zdemolować go kompletnie(do zerwania parkietów włącznie) w poszukiwaniu dokumentu. Czort wie po co wyrwał też muszlę klozetową, miast ją odkręcić itd.itp. Adept literatury był święcie przekonany, że chcę niszczyć jego dzieło, a nie pomóc je poprawić.
    Jak ocenić absolwentkę polonistyki, która pojęcia nie ma o tym, kim był Jacek Malczewski, myli egzystencjalizm z tomizmem, tłucze błędy ortograficzne i gramatyczne i ubiega się o pracę korektorki w wydawnictwie, święcie przekonana, że wystarczy wrzucić program w komputer i tekst sam się poprawi? Albo tę, która w teście popełnia błędy świadczące o tym, że brak jej elementarnej wiedzy, ale „trafia” wystarczająco często, żeby zaliczyć? Nienawidzę testów – kretyńskie narzędzie.
    Pamiętam egzaminy ustne u niektórych profesorów – długie rozmowy, które były nie tylko sprawdzianem wiedzy, ale również rozpoznawaniem poglądów na zagadnienie, które było tematem. Byli i są tacy, którym naprawdę zależy na uczniach.
    A pisanie? Jak nauczyć kogoś, kto uwielbia pisać, produkuje masę tekstów i jednocześnie nie czyta, bo uważa, że taki Heller czy inny Vonnegut robi to na pewno gorzej niż domorosły „miszcz” pióra(właściwie klawiatury)?
    Panienkę, która pojęcia nie ma o niczym, nie uznaje za stosowne kształcić się, bo można przecież „wyguglać”, ale na każdy temat ma wiele do powiedzenia? Czasem bywam ogłuszona słowotokiem takich „trzymających-interlokutora-za-rękaw” rozmówców, których celem jest chyba tylko osiągnięcie takiego stopnia znużenia mnie, żebym przyznała im rację. Bo uważają, że kiedy mają ostatnie słowo – zwyciężyli(to doświadczenie z forów internetowych m.in.). Zapominają, że ostatnie słowo ma i skazaniec ;)
    Albo tych, którzy traktują mnie poważnie, zmyleni nickiem, i lekceważących w momencie, kiedy orientują się, że jestem kobietą?

  19. defendo Says:

    Habodaciousie, jako członek stały czy niestały? RB ONZ oczywiście ;)
    Jasne, że muszę oceniać, nie twierdzę, że nie – ale nie lubię i już. A skoro nie lubię, to staram się tego unikać.
    Dzięki za rozszerzenie mi zasady nieoznaczoności na kolejne rewiry.
    PS. Też jestem Ciebie ciekawa ;)

  20. wenus Says:

    Napisałaś:
    „Karuzela wzajemnych zależności zaczyna się kręcić, wkręcając nas wszystkich. Często sprawia mi to przyjemność. Odwiedzam tych, u których czuję się bezpiecznie, którzy mi imponują znakomitym stylem, inspirują, którzy mają mi coś istotnego do powiedzenia. W jakiś sposób tworzymy podsieć internetowej sieci”

    Uczestnicząc aktywnie przez jakis okres czasu w dialogu, wymieniajac sie swoimi spostrzezeniami i myslami, bardzo łatwo zauwazyc np na forum lub nawet na blogach, ze mimowolnie potwierdzamy już wypowiedziane prawdy i to często zasłyszane u „wroga” , które negowalismy z zapartym tchem. Zastanawiam się, jaka jest tego przyczyna?

    Kocham fizykę kwantową, chyba powspominam moje komentarze, tu na początku przeze mnie napisane :).
    Defendo jesteś cudowna. Aha i bywasz pokorna-to tak wiele:) Aha i jestes uległa, podatna na manipulację-oj niedobrze ;) Ale to dowód ze chcesz żyć i żyjesz.

    Pozdrawiam serdecznie, choć jestem kobietą :p

  21. telemach Says:

    „Zasada nieoznaczoności działa w ten sposób, że uniemożliwia jakąkolwiek formę obiektywizmu. O ile ten w ogóle jest możliwy.”
    @autorka:
    Wiesz, zagadnienie fascynowało mnie również. Latami. Bo z przyznania racji Heisenbergowi wynikał właśnie paradoxon niemożliwości obiektywnej oceny. Obserwując nadajemy obserwowanemu przedmiotowi status przedmiotu obserwowanego a ten różni się od przedmiotu „samego przez się” właśnie przez nieuniknioną obecność interakcji. Możemy naturalnie założyć że oba przedmioty są identyczne ale jest to karkołomna bo nieweryfikowalna hipoteza.
    Ukojenie i rozwiązanie dylematu znalazłem dopiero u radykalnych konstruktywistów. Nagle okazało się, że jakakolwiek „obiektywna” ocena nie jest możliwa bo nasze postrzeganie rzeczywistości obiektywne nie jest i z czysto bilogicznych przyczyn być nie może.
    W ten sposób podążając scieżkami wytyczonymi przez Vico, Bachelarda i Piageta dochodzimy do zadowalającego rozwiązania dylematu które polega na tym że trapiący nas dylemat zastępujemy innym, bardziej radykalnym i eleganckim.
    Reszta w: „Invented Reality: How Do We Know What We Believe We Know? (Contributions to constructivism).”.1984 Wydawcą był Paul Watzlawick. Co za zbieg okoliczności, nieprawdaż?

  22. dru' Says:

    Telemach, a nie ma tego w internecie?

  23. telemach Says:

    @DRU: obawiam się że nie. Jest po angielsku i niemiecku na papierze w Amazon.com, za nieduże pieniądze, nie znalazłem ani po włosku, ani po francusku ani nawet po hiszpańsku. Najwidoczniej wszyscy czatają ten rodzaj literatury po angielsku. Takie czasy.

  24. dru' Says:

    Angielski to nie problem. Ale kasy mi szkoda.
    Znalazłem jakieś opracowanie. Jak będę miał chwilę czasu to poczytam.

  25. defendo Says:

    Telemachu – dużo czasu zajęło mi dotarcie do sedna myśli wskazanych przez Ciebie autorów. Nie jestem jednak jeszcze gotowa do rozmowy, chociaż dojrzewa we mnie pewna – związana z tym – teza. Dziękuję!
    Kiedy już będę mogła porozmawiać – poproszę Cię o pomoc, dobrze?

  26. defendo Says:

    Wenus – dziękuję – ale przeceniasz mnie, więc się rumienię.
    Sądzę, że czasem pewne kontrargumenty zaczynają się w nas uwewnętrzniać – i w miarę, jak porzucamy swoje dawne tezy, bardziej jesteśmy skłonni do akceptowania kontr-tez.
    Może to dlatego szukamy potwierdzeń i zaprzeczeń? Ważne,że szukamy :)

  27. telemach Says:

    Bardzo dobrze. Mam nadzieję że będę mógł pomóc.
    Pozdrowienia
    t

  28. HaeS Says:

    Zazdroszcze znajomego, bo ja o takich rzeczach niestety nie mam z kim rozmawiać. A blog już ląduje w moich ulubionych. Pozdrawiam

    HaeS

  29. nyema Says:

    tak rozumiem zasadę nieoznaczoności jak opisałaś:) tak też słuchałam chyba podobnie i jednak myślę, że można fizykę mieć za rodzaj nauki poetyckiej, bo wnioski, na obszarze sobie dostępnym, każdy może mieć z tego ciekawe…
    chciałam tu zostawić ślad łapy, bo lubię bardzo tę fantastyczną fizykę i wszelką nieobiektywność:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: