Jałmużna

Dziś rano długo leżał w wannie, rytualnym gestem dotknął szyi i twarzy dłońmi zwilżonymi wodą o ostro-słodkim zapachu. Włożył ciemnoszarą koszulę z surowego jedwabiu. Lubi luźne ubrania. Idzie ulicami miasteczka trochę zaniepokojony tym, że niedokładnie odbija się w lustrach i wystawach sklepów. Oddycha powoli, znużonym gestem odgarnia włosy z czoła długimi palcami o owalnych, błyszczących paznokciach. Pali papierosa zaciągając się chciwie i wtedy po raz pierwszy dostrzega Ennę. Dziewczyna zapina sandał, przytrzymując w ustach kwiat, który niosła wcześniej jak tryumfalne berło. Podnosi głowę i dostrzega Diabła – nie może już wyjąć z ust płonącej pochodni płatków – potrafi tylko jakby prowadzona niewidzialną ręką iść za nim, mijając fasady domów odbijające się w dziesiątkach kałuż. Nie widzi pary staruszków spacerujących z wnukiem, żebraków przemykających w cieniu tamaryszków i klonów, półuśmiechów kroczących godnie i godnie odzianych urzędników, dużego czarnego psa, leniwie drapiącego się za lewym uchem, sparszywiałym i atakowanym przez muchy. Nie słyszy donośnych dźwięków płynących z głośnika umieszczonego przy wirującej karuzeli, obleganej przez chłopców, którzy kiedyś podglądali fruwające spódniczki koleżanek, pragnąc złowić wzrokiem choćby skrawek wysoko odsłoniętych ud, dziś smętnie obserwujących nogawki dziewczęcych spodni. Diabeł lekko krzywi usta słysząc cały ten zgiełk, bo jest przecież wrażliwy na Piękno, tylko do niego się modli. Nastaje wieczór i wszystkie gwiazdy już płoną na liliowoszarym niebie miasteczka, sprawiając, ze nikt i nic nie rzuca cienia i domykając oczy ptaków.

Enna wchodząc w mieszkanie Diabła, nigdy nie sprzątane, bo właściciel szanuje pamięć przetrwałych obecności i lśnień, potyka się o meble i zwierzęta o smutnych oczach, łaszące się do jej nóg. Wirują bezużyteczne żyrandole, ściany nachylają się nad konsolami i etażerkami pełnymi dotyków cudzych dłoni i listów. Pokonuje progi i schody, wkręca się w labirynt czasu, którym rządzi ten, na którego wezwanie stawiła się tak łagodnie i posłusznie.
– Jesteś śliczna – mówi Diabeł i kładzie dłoń na jej biodrze. Enna nie jest piękna: ma za małe oczy krótkowidza o zmęczonych powiekach, szarą cerę , zbyt szerokie biodra i za małe piersi, tylko strzeliste nogi mogą przykuć uwagę, jakby natura chciała ją przeprosić za swoje skąpstwo. I usta – pełne, rozchylone i wciąż drżące, ale Diabeł musi czekać. Od początku chciał całować Ennę przez zwiędłe płatki, a róża jest nadal jeszcze świeża. Przez półotwarte okno wpływa smród butwiejących liści i czegoś jeszcze innego – zapach rozkładu, mieszając się ze słodkawą wonią kardamonu, który czyjaś ręka porozsypywała na podłogach i stołach.
– To wszystko teraz należy do ciebie i od ciebie zależy. Możesz układać i zaplatać, ale nie możesz niczego wyrzucić. Zapal świece, to nieprawda, że boję się światła – mówi Diabeł i wychodzi do kuchni.

Lubi przyrządzać potrawy, stawia więc na ogniu dużą patelnię, wrzuca na gorący tłuszcz kawałki mięsa, owoce, zioła i dużo czerwonej papryki, uważnie śledzi zapach parującego jedzenia, sprawdza jego urodę. Enna machinalnie głaszcze zwierzęta, które ją osaczają podczas nieobecności gospodarza. Czeka zupełnie spokojnie, tropiąc słowa, o których wie, że w niej zakwitną. Uchodzi z niej wolność, a jej miejsce zajmuje czułość i uległość. Diabeł zarzuca na wielki, okrągły stół koronkowy woal, którego skraj zaczepia się o jedną z rzeźbionych nóg tworząc draperię. Na stole układa sztućce i owoce, stawia ciężkie naczynia, pękatą butlę wina, kielichy o smukłych nóżkach, parujące jedzenie. Enna chciałaby tylko pić, więc Diabeł musi karmić ją jak dziecko, małymi kawałeczkami, odrobinę zniecierpliwiony. Opowiada jej przerażające historie kobiet, które do niego należały, mówi o zbrodniach, które inspirował, odsłania stopniowo czas, który dopiero nadejdzie, tak jakby jeszcze nie podjęła decyzji, jakby mogła się wycofać. Enna wciąż milczy – wie, że kiedy się odezwie, jej urok pryśnie, dopóki milczy jest wciąż stwarzana przez diabelską wyobraźnię. Nie chce, żeby zorientował się, że jest zwyczajną dziewczyną, którą wybrał zapewne przez pomyłkę. Jest wystarczająco głupia, żeby myśleć, iż jest w stanie podjąć grę. Zamiera pod jego dotykiem, przeszyta nagłym dreszczem. Mocno zwiera nieposłuszne uda, które chcą się dla niego rozchylić. Otwiera oczy w niemej prośbie – potrzebuje słów, które ją całkiem pogrążą i odsłonią dla niego. Diabeł najcichszym szeptem opowiada jej swoje pożądanie. W kątach warują posmutniałe zwierzęta. Kiedy biała szyja Enny ugina się pod jego ustami, dom napełniają odgłosy westchnień, szeleszczą ciężkie zasłony, trzeszczą konsole, ściany mocniej się pochylają. W świetle świec gęstnieje ciemność. Mężczyzna zasłania te odgłosy dźwiękami symfonii Mahlera. Enna chce coś powiedzieć, otwiera usta do słów protestu czy miłości, ale milczy, bo gorący język diabła wślizguje się między jej rozchylone wargi, a jego ręka staje się gniazdem, w którym mieści się jej nabrzmiała pierś, drażniąc wnętrze dłoni sztywną brodawką. Diabeł uśmiecha się leciutko, słysząc pierwszy jęk jej rozkoszy. Nie musi jej dotykać, żeby wiedzieć, jak bardzo jest wilgotna i otwarta. Prowadzi oszołomioną przez ciemne korytarze, pokryte liszajami pleśni, zarośnięte bluszczem. Troskliwie podtrzymuje, bo trudno jej utrzymać równowagę w zbyt wysokich szpilkach na śliskich, marmurowych płytach posadzki. Mijają szereg zamkniętych drzwi, na których jaśnieją wizytówki dawno umarłych imion zapisanych pismem klinowym, hieroglifami, cyrylicą. Przed ostatnimi, otwartymi na oścież, bierzę Ennę na ręce, żeby umieścić ją w nieskazitelnie białej pościeli, a szerokie i wysokie łóżko, w którym ją układa, tym tylko różni się od ołtarza, że prześcieradło jest czarne. Mężczyzna dba o szczegóły – wie, jak pięknie wygląda jasne ciało kobiety na ciemnym, miękkim tle. Rozpina resztę guzików jej sukni, wyłuskuje ją z niej jak dojrzały owoc. Tego właśnie pożąda najbardziej – nie cnoty młodej dziewczyny, ale dojrzałej niewinności kobiety. Zaczyna misterium pocałunków – wiedząc aż za dobrze, że każdy z nich ona odda mu podwójnie. Poddaje się więc jej wargom, łakomie szukającym swojego miejsca na żebrach po lewą pachą, we wnętrzu przedramion, czuje jej chciwy język na podbrzuszu, na swoim nabrzmiałym mieczu, który oddaje kropelkę wilgoci, zebraną na samym czubku, żeby ją nakarmić. Teraz nie chce już czekać. Wbija się niemal brutalnie, patrząc w jej źrenice, nagle rozszerzone kolejną fala rozkoszy. Narzuca jej swój rytm, nieomylnie prowadzi w tym tańcu, wydobywając z niej kolejny jęk, kiedy ją wreszcie wypełnia gorącym nasieniem. Leży teraz spokojnie, łowiąc jej skurcze. Enna nie wie, czy to on w niej pulsuje, czy to jej ciało odpowiada echem niedawnej rozkoszy. Mocniej oplata go udami, nie chcąc wypuścić. Diabeł nie zamierza jednak tego zrobić, nie wierzy w przesądy, sam jest przecież mitem. Wie, że jeśli chce ją całą dla siebie zagarnąć, powinien właśnie teraz w niej zostać, zanim ciała nie rozłączą się same. Czuwa nad jej niespokojnym, zmęczonym snem, zapatrzony w nareszcie zwiędłą różę, rzuconą beztrosko obok sukni. Nad ich głowami bezszelestnie krąży sowa, na parapet szeroko otwartego okna wdrapał się miejscowy głupek, tulący do siebie wielkiego, rudego kota. Szybko znika jednak, spłoszony niecierpliwym gestem mężczyzny. Tej nocy Emma wskrzesi go jeszcze niejeden raz.
Rano wychodzi na ulice miasteczka, ubrana w nową, elegancką suknię, diabelski podarunek. Jasna, dumna, piękniejsza, ścigana zawistnymi oczyma żon, dźwigających siatki, z których wystają pęczki włoszczyzny i bagietki, śmiechem dzieciarni, potępiającym wzrokiem starych kobiet, wracających z porannej mszy. Przyklejają się do niej drwiące i lubieżne uśmieszki tych, z którymi kiedyś sypiała, miejscowy głupek zaczyna bełkotliwie śpiewać hymn pochwalny na cześć jej ciała. Nadal tuli do siebie wielkiego kota o dziwnie nieruchomym spojrzeniu. Kot jest martwy. Chłopak pieści go, naśladując ruchy jej nocnego kochanka. Enna wraca, żeby już nigdy więcej nie opuścić domu Diabła.
Diabeł zostanie z nią, dopóki kobieta nie ucieknie lub nie umrze. Lepiej, żeby umarła, bo tylko wtedy będzie miał gwarancję całkowitego jej posiadania. Ona nie chce uciekać, chociaż pręty klatki można zniszczyć jednym słowem.Wciąż łudzi się, że jej moc wskrzeszania sprawia, iż mężczyzna choć trochę do niej należy. Teraz trzeba ją karmić przemocą, a tej Diabeł się brzydzi. Coraz szczuplejsza więc i słabsza próbuje brać w posiadanie przynajmniej diabelski dom. Układa kwiaty ciężkich wazonach, składa i przekłada w sobie tylko znajome miejsca książki, brokaty i mantyle. Celebruje noce, sycąc zmysły ich obojga, jakby miała w sobie pochodnię, której nie można ugasić. Pewnego wieczoru zbierają się nad nią pierwsze ćmy. Szare i kolorowe, trzepotliwie dekorują jej włosy, siadają na poręczach fotela. Odtąd zjawiają się codziennie o zmierzchu. Enna tonie w ramionach Diabła coraz głębiej, coraz rzadziej się z nich wymyka, najczęściej po to, żeby podejść do okna. Po drodze mija świece, których blask zaczyna przenikać przez jej ciało. On czuwa troskliwie nad losem kobiety do samego końca, choć czuje pewien niesmak, kiedy zmienia prześcieradła i zanosi ją do łazienki, żeby mogła ubrać skórę zapachem ulubionych olejków. Ostatnie oddechy Enny pozwalają mu zakończyć obrzędy. Wychodzi z domu z Enną w zanadrzu, wyprowadza ciężki motor, którego warkot budzi ze snu przerażone nagłym hukiem miasteczko. Na chwilę gasną gwiazdy, a ludzie głębiej zagrzebują się w poduszki i kołdry. Biegnie za nim tylko miejscowy idiota, zapłakany i oniemiały. Wyjeżdża poza miasto, na niewielkie wzniesienie. Rośnie tam piołun i monarda, pachnie macierzanka, a wielki, rudy kot o szklistych oczach, złotych jak oczy pluszowych zabawek, patrzy prosto w niebo. Diabeł może teraz oddać Ennę Bogu – pogardliwym gestem kogoś, kto rzuca jałmużnę. On tylko raz dostąpił cudu zmartwychwstania. Diabeł po wielekroć. Stać go na wspaniałomyślność.

Ten tekst dedykuję Pokerowi, autorowi Ambajów, który ocalił mój szkic, przypomniał mi o nim i sprowokował do rozpisania. Dziękuję ;)

Reklamy

Tagi:

komentarzy 28 to “Jałmużna”

  1. Mikosz Says:

    Diabeł potrafi sprawić ułudę jasnej drogi w najciemniejszych pokładach zmysłów niektórych ludzi. Wtedy kwitną najpiękniejsze kwiaty ,rodzą się jędrne i soczyste owoce. Potem wszystko staje się nie do zniesienia ,przerasta pojmowanie nieziemskiej rozkoszy i piekielnego bólu.Sprawia że umieramy nie doczekując żniw…

    Pozdrawiam defendo.

  2. defendo Says:

    Czy na pewno diabeł, Mikoszu? ;)
    Dziękuję, że się odezwałeś – brakowało mi rozmów z Tobą.

  3. Lunetarius Says:

    Diabeł, szatan… to ciemna strona każdego z nas, która ciemność kreuje na jasność, a pokręcone motywacje, jako proste i przejrzyste zasady:-)

  4. defendo Says:

    Nie wiem, czy Antypersona istnieje. Nie wiem, czy istnieje zło. Czy wszystko podlega wartościowaniu. Może jest tak, że ludzie – podobnie jak drzewo, wilk czy kamień – po prostu są? Nie zachowują się dobrze czy źle – są i tyle.
    Lunetariusie – nadal przerwa? Stęskniłam się za Twoim pisaniem.

  5. Anonim Says:

    Witaj Def. Jak już mówiłem świetny tekst. Chciałoby się powiedzieć jeszcze jeden i poprosić o więcej. Hmm.. Ja poproszę o jeszcze.
    Pozdrawiam ciepło, tak wiesz.. c.

  6. cogitomen Says:

    Anonim = czytaj cogitomen. To tak pro forma.

  7. defendo Says:

    Dzięki, Krzyś…
    Zastanawiam się właśnie nad tym, czy w ogóle mam prawo pisać i publikować. Może byłoby zdrowiej dla wszystkich, gdybym zamilkła…

  8. cogitomen Says:

    Jak czasem coś powiesz to nie wiem. Skakać przez okno czy brać siekierę z piwnicy i odwiedzić wszystkich moich wrogów. Oczywiście, że masz. Zresztą co to za pytanie? No pomyśl sama.
    Pozdrawiam. c.

  9. defendo Says:

    Krzyś, nie pomyl z przyjaciółmi.
    To żadna kokieteria – po prostu czytam innych, widzę, jak wspaniale piszą. Nie jestem egalitarystką – uważam, że pisać powinni(publicznie) tylko ci, którzy robią to naprawdę dobrze. I którzy mają coś do powiedzenia. Dlatego wątpię, czy mam prawo. Bo czytam innych pokornie – zachwycona.
    W moich tekstach zaś jest coś nie tak. Nie potrafię powiedzieć, co. Może gdybym umiała – zdołałabym to „coś” poprawić.

  10. habodacious Says:

    Defendo, wytłumacz mi coś.

    Lubię czytać twoje teksty. Wręcz je kocham. Częściej wchodzę tylko na swojego sprawdzać komentarze (ale chyba przestanę, bo tam nikt nie komentuje). Ale tego tekstu po prostu nie mogłem przeżyć, przewinąłem nie czytając go. Szczerze powiem: znudził mi się, i to nie przez to, że źle piszesz, o nie – ty piszesz dobrze. To w całości moja wina.

    I tutaj dochodzę do mojego pytania.

    Czy to oznacza że już nigdy nie będę naprawdę „ukulturalniony” i zostanę w tych swoich obrazach do końca życia? :(

  11. defendo Says:

    Habodaciusie – ja u Ciebie komentuję jednak.
    Nie jestem lekturą obowiązkową. Na szczęście, bo zostałabym znienawidzona, a nienawiść niszczy tego, kto nienawidzi. Mas prawo czuć się znudzony, coraz częściej nudzi mnie moje własne towarzystwo, dlatego szukam okazji do rozmowy z mądrymi ludźmi ;)

  12. defendo Says:

    Habodaciousie – ale Ty moje komentarze traktujesz chyba jako spam, pod ostatnią notką ich nie widać jakoś;)

  13. yo-yo Says:

    sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex
    ….przesuwam językiem po nabrzmiałych piersiach palce masują łechtaczkę ….odgryzam sutki jednocześnie rozrywając silnym pociągnięciem pochwę
    ….wyrywam serce wydłubuję oczy
    ….spuszczam się na ścierwo przed chwilą będące kobietą
    ….rozpościeram skrzydła odlatuję…
    sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex sex
    def wyzwalasz we mnie pierwotny instynkt,diabelski,samczy

  14. zabociek Says:

    Podobało mi się, chociaż ciężko było przebrnąć przez nadmiar detali ornamentacyjnych. Nie ufam bohaterom zbyt wyrafinowanie myślącym podczas aktu miłosnego. Myślę, że nawet diabeł, gdyby istniał, filozofowanie odłożyłby na potem.
    Pisząc, zawsze popełniamy ten błąd, nakazując swoim bohaterom myśleć w tych chwilach, podczas których my sami nie pomyślelibyśmy nawet o myśleniu.
    Poniekąd , to taka mała licencja na zabijanie chęci do czytania zbyt mądrej literatury.
    Zastrzegam, że moje uwagi wygłaszam bez stosownych uprawnień. Pozdrawiam :)

  15. defendo Says:

    Ja myślę w różnych dziwnych chwilach, Zaboćku, trudno mi przestać…
    To nie ornamenty – chciałam, żeby wszystko coś znaczyło. Masz rację, pewnie to właśnie jest mój problem – nie potrafię nadać znaczenia znakom. Wina nadmiernego kondensowania? Czy nadmiaru znaków?

  16. poltergeist666 Says:

    No proszę iluż wielbicieli się zbiegło, ubiegając mnie w komentarzach. Co Wy tam wiecie o diabłach i ich obyczajach? Tyle, co naczytacie się w książkach. Nie taki diabeł straszny, jak go malują, przynajmniej nie zawsze. Jest bardziej ludzki, od niejednego z Was i w przeciwieństwie do niejednego z Was, ma duszę.
    Defendo, dziękuję za dedykację. Bardziej podobał mi się szkic, nieoszlifowany i nieogładzony. Taki spod pióra, spod pierwszej myśli, nieprzemalowany, a spontaniczny i niedopowiedziany. Polany erotomańskim sosem, nie jest już taki dziewiczy jak pierwotnie. Ale cóż ja zwyczajny diabeł, mogę wiedzieć o literaturze?
    :)

  17. zabociek Says:

    Myślę, że nadmiernie skondensowane znaki i odniesienia.
    Wiem, że nie da się przestać myśleć, póki żyje mózg, ale naprawdę zawsze potrafisz snuć wyrozumowane przemyślenia?
    Uwaga techniczna – róża nie pasuje mi do tej dziewczyny. U mnie, niosłaby w ustach źdźbło trawy, lub czterolistną koniczynkę. Wtedy zrozumiałbym może nawet kontekst i alegorię niedoskonałości zespolenia rozłącznych cech płciowych w związku dwóch istot.
    A tak, pozostałem bez zrozumienia przesłania.

  18. dwubiegunowy Says:

    Defendo,
    to jest przepiękne. Jestem pod wrażeniem. Przeczytałam to już, jednym tchem, parę razy. I dla zaspokojenie swych żądzy (bynajmniej nie cielesnych) przeczytam to jeszcze nie raz.
    Pozdrawiam – Pani Na Biegunach

  19. Mikosz Says:

    Taki z Ciebie diabeł Poker jak z koziej dupy trąba. Narcyzm i totumfactwo i marionetkowość nie są wiodącymi cechami diabła. Jeśli zaś chodzi o Twoją duszę …(skoro się raz skurwiła już …no cóż? dupa blada.
    W mariaszka grać w sieci a nie w pokera, nadęty bufonie.

  20. cogitomen Says:

    Sama widzisz Def. A tak narzekałaś; „że komentarzy mało, zbyt długie mam wpisy”, itd. itp. Piszesz dobre teksty, czasami świetne. A ja bardzo lubię je czytać, więc proszę pisz je dalej.
    Pozdrawiam. c.

  21. yo-yo Says:

    potwór nie świruj pawiana, piszesz zajebiście i tak trzymaj.jak przestaniesz to z nami the end ciamajdo

  22. poltergeist666 Says:

    O, widzę, że umarły Mikosz dał swój przewidywalny głos. Jak zwykle popuściłeś w majty. Zawiść Cię kiedyś zgubi, palancie, dajesz świadectwo tylko sobie, prostak z Ciebie i tyle.
    Czasem dobrze by było, gdybyś potrafił odróżnić scenę od areny.

  23. Jędz@ Says:

    Ja prosta baba jestem, bez ambicji i głębszych przemyśleń… Funkcjonuję głównie na instynktach. I dlatego, mimo, że się starałam jakniewiemco!!! to niestety. Dla mnie Twoje notki defendo, to takie literacko poetycko grafomańsko żenua pretĘsje.
    Sorry, nie wyrabiam

  24. mniemanolog Says:

    Szkic zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, był bardziej tajemniczy, więcej finezji ( moim skromnym zdaniem)jest w niedopowiedzeniach. Po poprawce tekst chyba stracił…..co mnie przekonuje, ze pierwsze decyzje, teksty są najlepsze.Pozdrawiam

  25. defendo Says:

    Mniemanologu – ale ten szkic roił się od błędów, jednak. Chociaż zapewne masz rację – mniej znaków pozwala jaśniej powiedzieć.

  26. defendo Says:

    Yoyo – doceniam siłę argumentu, czy raczej argument siły ;)
    Rozbawiłeś mnie, dziękuję… a ostatnio niełatwo mi o uśmiech.

  27. telemach Says:

    „W moich tekstach zaś jest coś nie tak. Nie potrafię powiedzieć, co. Może gdybym umiała – zdołałabym to “coś” poprawić.”

    A chciałabyś umieć?

  28. defendo Says:

    Telemachu – bardzo!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: