Wolność słowa

Artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczy swobody wypowiedzi i brzmi dosłownie tak: „Każda osoba ma prawo do wolności wypowiedzi, Prawo to obejmuje wolność poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych bez względu na granice państwowe”.
Chciałoby się powiedzieć „Amen”, ale coś mnie od tego powstrzymuje. Rozgłośnia Ojca Wszechdyrektora w imię tej wolności szerzy nienawiść nie tylko do ateistów, ale i do wierzących w innego Boga albo chrześcijan nie uznających wykładni Rydzykowej. Inne media mają wyraźnie nazistowski kontekst – w internecie można znaleźć tysiące takich stron.
Europejski Trybunał Praw Człowieka został zmuszony do zajęcia stanowiska w sprawie realizacji prawa do swobodnej wypowiedzi po głośnej sprawie Otto-Preminger-Institut przeciw władzom Austrii, które zabroniły tej instytucji publicznych projekcji filmu „Rada Niebieska” jako naruszającego uczucia religijne chrześcijan. Orzeczenie Trybunału było korzystne dla państwa, bo „wolność słowa nie może naruszać obowiązku poszanowania uczuć religijnych”. I niby wszystko w porządku – z akcentem na „niby” jednak. Mam wątpliwości z dwóch powodów: po pierwsze – dlatego że na bazie tego precedensu zabrania się w innych europejskich krajach publikowania filmów lub tekstów sugerujących, że święci niekoniecznie byli święci(podejrzenie, że Szymon Słupnik był po prostu chory psychicznie, nawet wyrażone przez sławnego psychiatrę i podbudowane konkretnymi argumentami też byłoby zablokowane przez władze); po drugie – bo jakoś działa to w jedną stronę, nie zauważyłam obrony uczuć ateistów, których prawa są łamane wręcz nagminnie, a zasada neutralności religijnej państwa jest mitem. Tylko we Francji wygląda to lepiej, ale dziedzictwo Rewolucji zobowiązuje.
Państwo jest arbitrem w sytuacji, gdy realizacja praw jednych ludzi może naruszać prawa innych. I nikt go z tej funkcji nie zwolni. Oznacza to, że musi ono wytyczać granice wolności. Powinno jednak stać na straży wolności jednostki – chronić człowieka przed nadmierną władzą państwa i tyranią większości – mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem. Państwo ma chronić obywatela przed… państwem. Co gorsze – ostatnio można zaobserwować w społeczeństwach wzrost akceptacji dla demokracji elektoralnej, która jest niczym innym, jak dyktaturą większości i prostą drogą do pewnej formy totalitaryzmu, z lekka tylko zawoalowanego niefunkcjonującymi w praktyce(„martwymi”) przepisami prawnymi. Pokażcie mi kogoś, kto odważy się wnieść sprawę do sądu o zdjęcie krzyży wiszących w polskich urzędach publicznych, choćby w sejmie. Dla jasności – nie mam nic przeciw temu, żeby z moich podatków finansowano renowacje zabytkowych kościołów, chętnie wrzucam datek na remont i utrzymanie np. rotundy w Strzelnie czy organów w Leżajsku, ale absolutnie nie zgadzam się, żeby choćby grosz z publicznych pieniędzy trafił na konto budowy Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.
Nawiasem mówiąc – uważam za skandal szczególnie bolesny, że postąpiono wbrew woli księdza Twardowskiego, który pragnął spocząć na Powązkach, ale prymas zdecydował, że został pochowany właśnie w Świątyni Opatrzności. Niejako na wabia – bo miłośnicy jego poezji zapewne tam chętnie przyjdą, żeby złożyć hołd. Ksiądz ślubuje wprawdzie posłuszeństwo, ale żeby nawet po śmierci musiał być uległy?
Strażnikami wolności i praw ludzi są różne instytucje. STRAŻNIKAMI – jak w więzieniu. Strzegąc moich praw, odbierają mi inne. Czy w imię ochrony życia można pozbawić kogoś prawa do zachowania godności(zakaz eutanazji) i do prywatności(rewizje na lotniskach i w metrach z obawy przed terrorystami)?
A świętość Teresy d’Avila, Jadwigi Śląskiej, Szymona Słupnika i tysięcy innych oraz zdrowie psychiczne konsekrowanych dziewic – wszystko to budzi moje wątpliwości…

Reklamy

Tagi: , , , ,

komentarze 24 to “Wolność słowa”

  1. Torlin Says:

    Całkowicie się z Tobą zgadzam, sam to boleśnie odczuwam. A co do wolności wypowiedzi… Gdzie jest granica? W którym miejscu przekracza się dopuszczalność wypowiedzi i wchodzi się na prywatny teren jakiegoś człowieka? Czy wolno mi napisać, że Pan X jest zdrajcą, Pan Y – złodziejem, a Pan Z – pedofilem?

  2. Anonim Says:

    Witaj Def. Jak zwykle to co piszesz bardzo mi się podoba. Szkoda tylko, że tekst jest ‚jak dla mnie, i chyba nie tylko’ zbyt krótki. Obiecałem sobie już dawno, że w końcu Ci powiem tak: wiem, lato, wakacje, ale naprawdę bardzo chętnie poczytam więcej Twoich tekstów-czytaj częściej pisz i „na boga” nie tak króciutko. OK.?
    Pozdrawiam c.

  3. noperfect Says:

    …ej bez przesady, styknie. Wiele trafnych wniosków i spostrzeżeń.

  4. Józef Maryn Says:

    Pięknie piszesz i słusznie.
    Tyle praw jest spisanych i wszystkie one obowiązują. Należy więc czytać je razem. To że stosujesz się do jednego, wybranego tylko, a naruszasz inne oznacza, że łamiesz prawo. Tak, jakby nie stosować się do żadnego. To oczywiste. Swoboda wypowiedzi tak, ale inny paragraf mówi, coby nie pomawiać i oszczerstw nie rzucać (a propos pytań Torlina).
    Niby proste.
    Problem nie w tym, że trzeba do TYLU praw się stosować, a w tym, że niektóre te prawa są co najmniej w konflikcie ze sobą, lub nie pozostawiają żadnego wyboru. W ten sposób w praktyce „narzucają” ich… obchodzenie.
    Dylemat: lepsze złe prawo, ale jednak prawo, czy brak jakichkolwiek praw?
    Czy może posegregować je wg hierarchii: prawa/prawo nadrzędne i pozostałe?
    A które jest tym nadrzędnym? I czy ta nadrzędność daje prawo do… łamania innych praw?
    Kontrole na lotniskach itd. nazywają się naszą „dobrowolną” zgodą na ograniczenie niektórych praw/swobód obywateli. W pełni akurat popieram i godzę się na takie ograniczenia moich praw, w imię nawet mniej faktycznego a bardziej „domniemanego” zwiększenia bezpieczeństwa. Przyjmuję to jako integralna część „dobrodziejstwa” latania.
    No ale ja to w ogóle dziwny jestem.
    Tudzież w innych momentach natura moja protestuje przeciw „uszczęśliwianiu” mnie na siłę, co de facto niemal zawsze oznacza odebranie mi możliwości wyboru.
    I wiem, że te moje wypociny, spośród 6 mld ludzi, mogą mieć jakiekolwiek odniesienie tylko do mnie, ale… piszę to sobie na luzie, bo na tym polega moje prawo do swobody wypowiedzi :)))
    A z pochówkiem Ks Twardowskiego, czyż to nie jest tak, jak wykorzystaniem organów po śmierci? Odchodzisz i Cię nie ma. Inni, którzy jeszcze żyją, mają prawo, by skorzystać z tego Twojego odejścia.
    Kwestie moralne i w tym, i w tym przypadku pozostają…
    A Świątynia… skoro musi [?] być, bo wierni chcą ja sobie zbudować, to za własne pieniądze niech budują, tak jak każdy inny kościół. Ale za własne.
    [Tu było nawiązanie do niejakiego K. Wojtyły, ale w ramach autocenzury (bo mam do nie prawo), albo po prostu zdrowego rozsądku, wycinam to, aby czasem uczuć czyichś nie urazić.]

  5. Lunetarius Says:

    Masz rację, ale i jej zarazem nie masz:-)
    1. Co do pierwszej części stwierdzenia. Twoje poglądy są spójne i uważasz je za nad wyraz obiektywne. Z ich punktu widzenia oceniasz siebie, rzeczywistość i swoje miejsce w tejże. Wszystko co mieści się w Twoim systemie wartości jest dobre, pozostałe złe lub co najwyżej neutralne.
    2. W kwestii ‚niemania racji’. Ci, z którymi się nie zgadzasz odczuwają dokładnie to samo, co Ty wg opisu zawartego w pkt. 1.
    Ergo! Dwie strony mają i nie mają racji zarazem i jest to rzecz praktycznie nierozstrzygalna w sposób absolutny, chyba, że na zasadzie dominacji jednej grupy nad drugą.

  6. habodacious Says:

    Jakoś nie mogę ci przyznać racji (mimo że bardzo bym chciał, w końcu ty zawsze masz rację) ws. obrony praw danych grup społecznych. Generalnie jakakolwiek „obrona praw” prowadzi do ograniczenia innego prawa, prawa wypowiedzi. Uważam, że państwo nie powinno się wtrącać w to, co ludzie MYŚLĄ i CHCĄ MYŚLEĆ, bo dzisiaj mówią, że nie wolno nienawidzić, a jutro – na kogo głosować… to swoisty paradoks – państwo przy akceptacji obywateli wpływa na ich myśli, a samo jest przez te myśli wybierane. Niech sobie ludzie nienawidzą chciwych Żydów/brudasów Cyganów/pijaków Rusków/po prostu żółtków/faszystów Niemców, ale nie wolno im tego zakazywać. Przestaną.

    <>

  7. Torlin Says:

    Habodaciousie!
    To znaczy, że można każdego nazwać zdrajcą, pedałem, złodziejem, pedofilem, idiotą?

  8. habodacious Says:

    Tak. Czy przez to osoba która jest tak nazywana staje się zdrajcą/złodziejem/pedałem/pedofilem/idiotą?

  9. Meliana Says:

    Witam i stanowczo popieram :) Chciałabym zapytać. Czy jest możliwośc wymiany się linkami???

  10. Torlin Says:

    A ja uważam, że nie. Jeżeli np. pracownik twierdzi i opowiada wokoło, że zmalwersowałem pieniądze firmy – mam prawo pójść do sądu, aby to udowodnił, a jak nie potrafi, to ten zmusił go do odszczekania. Każdy ma prawo się czuć niesłusznie obmówionym i musi mieć prawo do obrony.

  11. defendo Says:

    Anonimie – dłuższe teksty zniechęcają do czytania:)
    Dziękuję!

  12. defendo Says:

    Nonperfekcie, witam:)
    Staram się spostrzegać, chociaż to dość niebezpieczne zajęcie…

  13. defendo Says:

    Józefie – właśnie nad tym się zastanawiam – gdzie jest ta granica, poza którą ochrona mojego życia i zdrowia odbiera mi godność? Odbiera prywatność?
    Rzecz w tym, że prawa kolidują ze sobą. Za każdym z nich stoi jakaś wartość(albo są wartością same w sobie). Hierarchia tych wartości dla każdego może być inna. Tu wkraczają instytucje, które za mnie chcą decydować o tej hierarchii. I nie mam wpływu na ich decyzje.
    W Twojej wypowiedzi zaistniała rzecz piękna i straszna, którą ujawniłeś – autocenzura. Może czasem groźniejsza od cenzury instytucjonalnej? Lęk przed powiedzeniem czegoś, co ktoś inny może uznać za zbyt kontrowersyjne. Przed ujawnieniem swojego poglądu i oglądu? Bo to byłoby „niepoprawne politycznie”?
    Co do księdza-poety: rzeczywiście, można wykorzystać czyjąś śmierć, ale czy akurat Kościół ma do tego prawo? Podkreśla przecież, że należy szanować wolę umierających. Zwłaszcza wtedy, kiedy majątek zapisali tej instytucji. A w tym wypadku wolę tę lekceważy. Jak to sie ma do publicznego potępiania przez tę instytucję relatywizmu moralnego?

  14. defendo Says:

    Lunetariusie – lękam sie takiej właśnie dominacji.
    Staram się nie oceniać – tam, gdzie nie jestem do tego zmuszona. Nie wartościować. Rzeczy, postawy, poglądy – są. Ani złe, ani dobre. Nie wiem, czy złem jest zdradzenia partnera. Nie chcę tego oceniać. Jeśli to jedyny sposób na urodzenie zdrowego dziecka? Nie wiem, czy aborcja jest złem, jeśli jest jedynym sposobem ochrony życia wielodzietnej matki. Między innymi dlatego jestem przeciwniczką zasad – każdy człowiek, każdy problem wymaga indywidualnego podejścia. Jest jednak prawo do równości w obliczu prawa.
    Masz rację – są sprawy nierozstrzygalne. Na szczęście – bo to umożliwia dyskusje i refleksje – a te sprawiają, że nadal jesteśmy ludźmi…

  15. defendo Says:

    Habodaciousie – toteż stawiam pytania, nie mam gotowych odpowiedzi. Nie wiem, w którym momencie zaczyna się faktyczny(nie formalny) totalitaryzm. Chcę wolności. Nie chce, żeby jakaś instytucja za mnie decydowała. Jasne, że sądy są od rozstrzygania, czy zostałam oszkalowana – mam prawo domagać się „odszczekania. Jeśli jednak prezydent mojego państwa olewa wyrok sadu w takiej sprawie – otwiera furtkę do olewania realizacji wyroków wobec innych. Osłabia zaufanie do tej instytucji, która wprawdzie może sobie nakazywać „odszczekanie”, ale z akcentem na „sobie” ;)

  16. defendo Says:

    Torlinie – obawiam się raczej autocenzury. Tego,że ludzie nie ośmielają się mówić tego, co naprawdę myślą. Dlatego mam mieszane uczucia wobec wiadomego radia. Nie będę go słuchać, oczywiście – ale czy wolno zakazywać im głoszenia poglądów? Może jest konieczne choćby po to,żeby uświadomić innym, jak wiele pozostało do zrobienia? Jak wielu ludzi identyfikuje się z poglądami Rydzyka?
    Straszniejsza jest autocenzura – jeśli czujesz obawę przed powiedzeniem tego, co mogłoby zostać „źle odebrane” – i jednocześnie pracujesz w mediach? Załóżmy przy tym, że większość tam zatrudnionych tak uważa – masz prostą drogę do piekła uniformizacji poglądów. Spróbuj powiedzieć coś – nie tyle złego – ile krytycznego – o JPII, a zobaczysz, co się na Ciebie wyleje i posypie. Przy czym nikt nie skoncentruje się na treści Twojej wypowiedzi – ocenią Ciebie, nie Twoje argumenty. Sąd cię skwapliwie ukarze. Podobno niezawisły. Podobno żyjemy w państwie, w którym panuje neutralność światopoglądowa. Podobno…

  17. defendo Says:

    Meliano – naturalnie, chociaż nie udało mi się wejść na Twój blog – internet kocha robić mi numery;)

  18. yo-yo Says:

    def z moim wykształceniem podstawowym nie bardzo wiem co to relatywizm moralny,strażników słowa znam z autopsji,sądy nie są w tym kraju niezawisłe a prawo nie zawsze prawo znaczy,lecz jedno wiem i powiem głośno znam relatywizm ale kaczy

  19. defendo Says:

    Yoyo ;)

  20. Gloomy Slipper Says:

    Krótko. Wolność jest prawem, a prawo wolnością. Większego absurdu w życiu nie spotkałem. Większego, który miałby taki wpływ na mnie.

  21. Elżbieta Says:

    No cóż,wolnoć Tomku w swoim domku…
    Pozdrawiam

  22. Wredota Says:

    „Numer abonenta jest nieprawidłowy”… I jak ja mam tę wolność słowa podtrzymać ?

  23. mniemanolog Says:

    Wolność słowa, granice wolności słowa,granice wolności jako takiej są dla mnie tak samo abstrakcyjne jak wygrana w totka. Całkowita wolność to anarchia…lub śmierć. Natomiast granice wolności słowa są w nas samych.Kształtują je tzw normy społeczne, wychowanie……nasze kompleksy. Uważam jednak ,że dyskusja na ten temat służy poszerzaniu tych granic i horyzontów, poszerzanie zaś sprzyja zrozumieniu….Pozdrawiam

  24. telemach Says:

    Dwie kwestie madame

    „mamy więc do czynienia z pewnym paradoksem. Państwo ma chronić obywatela przed… państwem. (…) Pokażcie mi kogoś, kto odważy się wnieść sprawę do sądu o zdjęcie krzyży wiszących w polskich urzędach publicznych, choćby w sejmie”.

    1. PARADOKS JEST POZORNY I JAWIC SIE MOZE JEDYNIE Z PERSPEKTYWY DEMOKRACJI NIEDOJRZALEJ I ZLE FUNKCJONUJACEJ.
    W kraju, w którym obecnie przebywam Twoj wpis nie zostałby zrozumiany. Postrzeganie sądownictwa jako części aparatu państwowego jest dowodem że coś z tym sądownictwem nie tak. Albo/oraz z postrzeganiem. Ze raczej do Putinorosji blizej niż do demokracji zachodnich. Tutaj jest rzeczą naturalną że sądy nie mają bliżej do administracji niż do obywatela. Tak rozumieją swą funkcję. I tak też są postrzegane.
    A zatem nie jest to paradoks lecz deficyt. Mankament społeczeństwa które utknęło w drodze do pełnej demokracji, skoro albo nie jest w stanie domagać się przestrzegania obowiązującego prawa albo nie ma ochoty i energii sobie tego wywalczyć. Mimo braku perspektywy represji.

    2. Nikt się nie odważy. Do czasu. Myślę, że jeśli zostanie przekroczona pewna masa krytyczna to sami się zdziwimy. Tak przynajmniej ja przeżywałem erozję totalitaryzmu w latach 70tych zeszłego stulecia. NAgle zaczęło się sypać bo była wystarczająca ilość ludzi, którym to bardzo przeszkadzało. Niektórzy obdarzeni byli odwagą cywilną.
    Nie widzę powodu aby miało być w tym przypadku inaczej.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: