Mrok

W mroku rodzą się wizje. W ciemności – nigdy dość kompletnej – zaczynamy widzieć. Pod powiekami powstaje prawda nieprzekładalna na harmonię jasności. Błądzenie w pozbawionej światła rzeczywistości odrealnia i ją – i nas samych. Nieoświetlone zaułki, czarny las w bezksiężycową noc, otulający i duszący opar nad zmierzchowymi łąkami i cisza pełna szelestów i odgłosów nierozpoznanych, więc trwożących. W przemieszaniu trwogi-ciemności, która nas tak pociąga – i jasności pozbawionej lęku, ale do bólu realnej – błyska szczęście. W tym szczęściu jest więc jakiś udział trwogi. Dionizje urządzano na cześć boga, który nauczył ludzi szczęścia i zabawy, a przecież bachantki z jego orszaku rozszarpały Orfeusza – w tle szczęścia jest krew i przemoc. Jeśli twórczość rozgrzesza ze wszystkiego, to mamy prawo polować na siebie i innych? Traktować przedmiotowo świat, ludzi, nas samych?
Sztuka współczesna tworzy własny język, nierozumiany przez większość ludzi. Spod jasności prześwituje ciemność lęku, o którym nikt chyba nie umie mówić. Nowy język bierzemy za bełkot, zresztą często to rzeczywiście bełkot – każdy język na początku swojego istnienia próbuje, błądzi w ślepe uliczki, powoli się doskonaląc. A przecież tym – często niezdarnym językiem – twórca mówi rzeczy fascynujące. Bronię jego praw – bo prawa odbiorcy są nazbyt mocno chronione.
Umarli krytycy, bo przecież rzetelny krytyk tak naprawdę kocha przedmiot swoich zabiegów, ale wykorzystuje go też bezlitośnie – do porządkowania własnych myśli, do przyozdobienia ich ornamentem wyszukanych metafor – i wypuszczenia tych myśli na wolność publiczną. Zwykłe recenzowanie jest dostępne niemal każdemu – nawet ćwierćidiocie – i potrafi to zrobić zupełnie udatnie. Celują w tym kobiety – zwłaszcza zawistne, bo tak łatwo ukryć zawiść pod pozorami obiektywnej oceny. Recenzent pozostanie jednak antytezą twórcy, podczas gdy prawdziwy krytyk jest współuczestnikiem aktu kreacji, a w końcu sam zaczyna tworzyć, ulegając impulsowi autoekspresji. Tłumienie tego impulsu(bo nie wypada, bo to ekshibicjonizm, bo los artysty jest trudny i diablo niewygodny) przynosi skutek w postaci wysokiego konta w banku, wygodnego domu, oddanego i akuratnego partnera(partnerki) i ekskluzywnego miejsca na cmentarzu. Pamięć po kimś takim trwa około miesiąca. Krytyk prawdziwy stopniowo zyskuje autonomię, tracąc komfort codzienny. Nie opiera się pokusom.
Zarzut, że dbam o język, że przejawiam nadmierną troskę o formę jest zapewne uzasadniony. Forma musi ściśle przylegać do przedmiotu, inaczej naraża go na kalectwo zakalca. Piszę, bo nie mam wyboru. Piszę zgodnie z jedną prawdą. Nie przeciw innej. Piszę też dlatego, że – jak każdy – muszę jakoś uporać sie z kolejnymi okropnościami, poszukać w mroku szczęścia. Nie wiem, czy warto tropić prawdę – każdy jest właścicielem swojej. Oczywiście istnieją błędy – ale ich ujawnienie nie jest przecież tożsame z odkryciem prawdy. Bo prawda nie jest ich przeciwieństwem. Najczęściej zwracam się wtedy ku innej prawdzie, obarczonej jeszcze większym błędem. Tak łatwo śmiać się z ludzi średniowiecza, głęboko przekonanych o tym, że myszy rodzą się ze słomy i brudnej wody i że kamień filozoficzny – byle go tylko znaleźć – zapewni nieśmiertelność, tak trudno śmiać się z siebie samych, jeszcze wczoraj wierzących w podobne bzdury. Każda fundamentalna zasada zaczyna się niebezpiecznie chwiać natychmiast po tym, jak została sformułowana, sztuczne jej podtrzymywanie wymaga mnóstwa wysiłku, który i tak idzie na marne. A kurczowe trzymanie się zasad grozi śmiercią pod ich gruzami.
Zmroczniałam i zmroczyłam przesłanie tego tekstu?

A „krytyka” – wyrażona wprost lub pośrednio o treści „stara, nudna idiotka” świetnie mi robi. Siadam sobie wygodnie z kawą i lampką wina i zaczynam myśleć: stara się nie czuję, do starości mi na szczęście daleko, ze sobą samą się nie nudzę, więc i ten zrzut jest bezpodstawny, idiotką nie jestem, chociaż do mądrości mi daleko. Wbrew intencjom zoila utwierdzam się w niezłym mniemaniu o sobie – zdołał mnie nakłonić do podwyższenia samooceny ;)

Reklamy

Tagi: , , , , ,

komentarzy 17 to “Mrok”

  1. habodacious Says:

    Defendo, dla mnie nigdy nie byłaś starą, nudną, idiotką. Gdybym kiedyś napisał coś z tak świetną formą, jak ty, to osiągnąłbym jeden z moich wielu najważniejszych celów życiowych.

    Piszesz, że sztuka powstaje w mroku. Popieram absolutnie. Fascynują mnie rysunki wykonane przez niepełnosprawnych umysłowo, gdyż stanowią one żywą wykładnię, mogę na nich w najczystszej postaci zobaczyć strach, zwątpienie, ale także miłość i nadzieję – w pierwotnym, czystym tego słowa znaczeniu. Jak sam kiedyś powiedziałem, a właściwie pomyślałem (entschuldigung za to samouwielbienie na twoim blogu): „Jeśli wielki artysta namaluje wspaniały, cudowny i piękny portret swoich rodziców, a jeśli autystyczne dziecko narysuje prymitywny dwuwymiarowy domek i całą jego rodzinę przed nim, to pomiędzy nimi naprawdę nie ma różnicy. Są tam wyrażone te same uczucia, tylko dziecko z autyzmem wyrazi je z większą dozą szczerości i bezpośredniości, taką, jakiej nigdy żaden artysta nie osiągnie, gdyż jego szczery akt twórczości został zepsuty przez rozmyślanie nad pozycją, perspektywą, warstwą i cieniem”.

  2. Lunetarius Says:

    Zacznę może nie na temat, ale od skojarzenia, które też z nocą ma związek:
    W filmie „Nie ma mocnych” Pawlak kładzie się wieczorem do łóżka obok żony i widzi, że ta jakaś taka niespokojna i kręci się.
    – „Jadźka! Dlaczego nie śpisz?”.
    A ona odpowiada:
    – „A bo tak siedzę i myślę”.
    – „Ty nie myśl, bo o d myślenia to tylko głowa boli”:-)))

    Wracając natomiast do meritum to już tak jest, że jako odkrywcze postrzegane jest zawsze coś u progu swego początku. Później, gdy już zapoznane i przenicowane bywa odrzucane.
    To jest i język, i środki wyrazu malarskiego, kody teatralne, filmowe itp. itd. Natura ludzka ma to do siebie, że poszukuje ciągle czegoś nowego i za czymś goni. A mrok i ciemność… są tłem, w którym uwidaczniają się nowe pomysły i światy.

  3. Orchidea Says:

    Napisałas—->”Nowy język bierzemy za bełkot, zresztą często to rzeczywiście bełkot – każdy język na początku swojego istnienia próbuje, błądzi w ślepe uliczki, powoli się doskonaląc. A przecież tym – często niezdarnym językiem – twórca mówi rzeczy fascynujące.”—->to najlepsze zdanie w Twoim wykonaniu , jak dla mnie :)

    Zdaje się Kant stworzył nowe terminy i słowa by dostatecznie wyrazić swoje myśli i koncepcje.
    Bełkot jest kolebką języka, porozumiewania się.
    Już kiedyś gdzieś pisałam ,ze chciałabym znać wynik eksperymentu; pozostawienie na bezludnej wyspie ludzi nie potrafiących się ze sobą porozumiewać, nie władających jednym językiem, nie posiadający żadnych zasobów do życia, żadnych narzędzi, mający tylko gołe ręce i umysł oraz przyrodę do dyspozycji ( no jedynie nóż). Najlepiej jeszcze, aby byli to ludzie z rożnych klas społecznych. Bardzo chciałabym widzieć efekty porozumiewania się tych ludzi…Na cóż zdałby się tu język, jego barwność , jasność, piękno, kiedy to trzeba natychmiast zdobyć picie, jedzenie etc…(bronić się nocą przed zwierzętami)…
    Pozdrawiam Wielka Pani

  4. mniemanolog Says:

    Pewnie nigdy nie będę rzetelnym krytykiem, więc zostaje mi rola ćwierćidioty. Oczywiście gdybym próbował recenzować. Język spełnia różne role. Od komunikacji po perwersję smaków. Można cytolić, mazurzyć, godać, mówić. Można też języka(pióra, klawiatury) używać jak Ty to robisz.

  5. grześ Says:

    Hm, a jak , defendo, reagujesz na pochwały?
    Bo mam ochotę powiedzieć, że tekst smakowity.
    Choć w tytule ów mrok zapowiadasz, a mało go:)
    Że siem tak czepnę bez sensu.
    A apropos tekstów to napiszem może diś późną nocą, bo jak wiadomo nocne teksty to jest to tekst, który cię wkurzy, bo nielubianym przez ciebie deMello:)
    A może nie napiszę, może inny napiszę.
    Kto wie.
    Pozdrówka chciałoby się by były mroczne i chłodne ale upalnie i słonecznie jest.

    pzdr

  6. stefan Says:

    A czy ex-dezoriente lux kiedyś pojawi się w tym zmroku? Ot, tak pytam z ciekawości. Błędy jawią się dopiero wtedy, gdy zaczyna się analizować słowa, metafory, frazy, które ja- jako krytyk – widzę i rozumiem inaczej. A inaczej znaczy po prostu wedle moich prawd, które są w istocie tylko moimi przekonaniami
    Nie mam dostępu do percepcji ludzi, którzy nie są moimi rówieśnikami,bo ich dostrzeganie świata kształtowało się pod presją innych sił. Ale słowa są słowami i nie ma więszej uciechy od grzebania się w ich ukrytych znaczeniach. Hasta la vista :-)

  7. defendo Says:

    Habodaciousie, sztuka rzeczywiście powstaje w mroku, jest efektem zmagań i trwogi. Spójrz na dzieła Boscha – gdyby żyła w nim słodka pewność, namalowałby nudne kazania, nie obdarzyłby nas wizjami. Nie przestrzegał przed piekłem, nie chciał pouczać. Nawet nieco zbyt jasny Rafael umieścił niepokojąco znudzone Madonną aniołki na swoim obrazie – czyżby dawał do zrozumienia, że mdła świętość nieskalana grzechem jest nużąca?
    A może po prostu najlepiej się czujemy w sferze granicznej, obszernej strefie między prawdą i kłamstwem, dobrem i złem, czernią i bielą? Bo tylko tutaj można zapomnieć, co jest poza tą strefą, nie myśleć o dobru, złu, prawdzie?
    Komplement przyjmuję z zrumienionym uśmiechem, ale wiem, że jest mocno przesadzony. To ja Ciebie podziwiam…

  8. defendo Says:

    Lunetariusie – na szczęście nie odhumanizowaliśmy się aż tak, by przestać szukać. Znajdować, doskonalić i… porzucać.
    Medycyna, fizyka, chemia itp.- rozwijają się linearnie, nie ma sensu wracać do teorii i koncepcji, które były błędne, ale na ich gruncie wyrosły następne – doskonalsze.
    Filozofia, sztuka, kultura – rozwijają się we wszystkich kierunkach, są jak kręgi na wodzie. Wzajemnie się przenikają, umożliwiając powroty i wybieganie daleko poza centrum. To one czynią nas ludźmi. Większość ludzi jednak tego nie wie, lekceważąc filozofię, bo nie przyczynia się do powstania nowego, ulepszonego modelu samochodu. Muzykę uważają za ornament – zbędny i tolerowany. Pobłażliwie patrzą na tych niespokojnych, szukających, rozważających. Jak na duże dzieci. Zauważyłeś, jak często można usłyszeć zarzut, że ktoś jest przeintelektualizowany? Albo pytanie: „czy nie masz większych problemów? lepiej skoś trawnik, znajdź nowy lek na malarię..” Ale to właśnie myśliciele i twórcy chronią ludzi przed odczłowieczeniem. Budzą niepokój. Można ich lekceważyć, nie doceniać, krytykować – zniosą to, ale należy ich kochać, obojętność niełatwo wytrzymują.

  9. defendo Says:

    Orchideo – język jest narzędziem poznania – tej tezy będę bronić. Na wyspie dość szybko zapewne porozumieliby się w kwestiach techniczno-praktycznych, w pozostałych – nigdy, bo życie jest za krótkie. Spójrz, jak każdy z nas wiedzie prywatny dyskurs, formułuje myśli, wciąż niezadowolony z efektu, widzący coraz nowe, niepoznane sfery. Język, którym poznajemy, jest na początku bełkotem, żeby potem jaśnieć, stawać się bardziej precyzyjnym, doskonalić się. Używamy nowych metafor, nie tracąc z oczu tych poprzednich. Nazywam to „racjonalizmem magicznym”.
    Dziękuję, Orchideo… za to, że jesteś :)

  10. defendo Says:

    Mniemanologu – witam z radością, w nadziei, że częściej będziemy tu rozmawiać – sam wiesz, że rolka może inspirować, umożliwia zabawę, ale ma jedną poważną wadę – eliminuje możliwość namysłu, zmusza do pośpiechu. Tu można pozwolić sobie na luksus namysłu. Oczywiście żartujesz, wyznaczając sobie rolę recenzenta. W recenzentach nie ma niepokoju, a Tobie jest – i zmusza Cię do podejmowania wyzwań, nieprawdaż? ;)

  11. defendo Says:

    Grzesiu – szukam tego tekstu o Mello… ;)
    Rzeczywiście – nie lubię go. Może nie tyle jego samego, ile tego całego zgiełku pochwalnego wokół jego tekstów, pochwalnego i – moim zdaniem – przesadnego. Mello mówi tzw. prawdy oczywiste, czyli te, które są przez większość ludzi uznawane za prawdę. Patrzę na nie podejrzliwie – nie tak dawno jeszcze za taką „prawdę niepodważalną” uważano np. system geocentryczny…
    Lubię Twoją nieprzewidywalność – ale nie lubię tych zbyt długich przerw między jednym i drugim wpisem, nie mógłbyś jakoś zwiększyć częstotliwości pisania? To taka nieśmiała prośba…

  12. defendo Says:

    Stefanie – „ja i Ty jesteśmy z jednej krwi” – i nie mają tu znaczenia o-presje, jakim podlegaliśmy. Oboje lubimy ognie św.Elma, chociaż zwodzą, bo któryś z nich może okazać się ogniem prawdziwym, oświetlającym i rozgrzewającym.
    Poszukujemy błędów, chociaż wiemy, że ich odkrycie i ujawnienie nie jest tożsame z odkryciem prawdy. Zamykając oczy, gasząc światło, pogrążając się w mroku tracimy pewność, wartości, myśli, przekonania tracą swoją moc, rodzą się niesformułowane jeszcze pytania – a to wszystko, mimo podkładu z ciemności(a może właśnie dzięki niemu) sprawia nam rozkosz.
    No to sobie pozwoliłam…. darujesz? To n i e m a l nieuprawnione podkreślenie więzi? ;)

  13. Józef Maryn Says:

    Nie czuję w sobie dość siły (twórczej), by zdobyć się na krytykę. Poprzestanę więc tylko na pochlebstwach. To łatwiejsze i wielu przypadkach bardziej oczekiwane i lepiej przyjmowane przez autora. No , nie w przypadku Defendo, ale nawet będąc tego świadomym, dam się unieść fali lenistwa ;)).
    Chwalę więc niniejszym sposób, w jaki mnie przez ten mrok poprowadziłaś.
    Więcej słów nie trzeba, bo to była już tylko wazelina.
    Tak, wiem, treść to uboga a forma jeszcze plugawsza. Ale to w końcu moje literki ;))).
    Nie czytałem wszystkiego, co napisałaś (cha! nikt przecież nie mógł ;))
    ale jeśli już układać TOP listę, co niejako sugeruje Orchidea, to moja propozycja kandydata do tytułu „The best of Defendo’s ..” jest (przepraszam, to z pamięci, nie mam skąd wkleić oryginału) , ” patrzę do góry, by zobaczyć ludzi”.
    Z tym się utożsamiam.

  14. noperfect Says:

    Napisałaś:

    „język jest narzędziem poznania – tej tezy będę bronić. ”

    Nie przeczę. Od intencji rozmówców i ich celow zalezy jego rozwój ( jezyka) i matamorfoza wzajemnego poznawania. Tylko mistrzom dane jest odkrywac w innych, to co im samym nieodkrytym się zdaje. Trzeba posiąść tajemnicę docierania do serc ludzkich. A moze to tylko wciąż aktualnym jest „Kiedy uczeń jest gotowy pojawia się Mistrz” ?

    Pozdrawiam cieplusio

  15. mniemanolog Says:

    Pośpiech maskuje niedoskonałości, które są widoczne jak na dłoni gdy mamy czas do namysłu. Wtedy coraz wyraźniej w lustrze widzę ….wielbłąda.

  16. grześ Says:

    Hm, nie szukaj, bo tekstu nie ma jeszcze:)
    A w ogóle chyba jeszcze będę rzadiej pisał (czy wg ciebie ja za rzadko pisze, no co ty:))
    Ja odkąd piszę mam wrażenie, że robię to z aczęsto.
    A teraz nie mam jakos weny, znaczy jest tak, że pomysłów mam dużo, ale jakoś nie mam ochoty ich realizować.
    Ale w sumie tak mam, moje życie jest pełne pomysłów, z czego większość ogranicza się do wymyślenia ich.
    realizacja jakoś już staje sie mniej ważna.
    Niestety.

    pzdr

  17. JV's Blog Says:

    faggotry…

    Great Read…I really value your information!…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: