Język niehermetyczny – czytelnik intertekstualny

Znam wiele opowieści opartych na grze intertekstualnych cytatów – grze świadomie proponowanej przez autora(Umberto Eco, Jorge Borges, Cervantes, Joyce) lub stosowanej pewnie nieświadomie, jak uczyniła to np. Mniszkówna. Czytelnik może ograniczyć się do „lektury pierwszego stopnia” – czyli do śledzenia wydarzeń, chcąc dowiedzieć się, czy pułkownik Aureliano Buendia, którego Marquez w pierwszym zdaniu powieści stawia przed plutonem egzekucyjnym i tam go zostawia, zabierając nas do Macondo, zostanie rozstrzelany czy też jakimś cudem się uratuje; czy miłość Rogożyna do Nastasji Filipownej znajdzie szczęśliwy finał, czy prezydentowa de Tourvel ulegnie Valmontowi itd. Można też przejść do „lektury drugiego(trzeciego,czwartego?) stopnia” szukając kolejnych sensów, ukrytych znaczeń, pozwalając się prowadzić autorowi w tajemne ścieżki, otwierane coraz to nowymi kluczami. Czasem kluczem jest tytuł(„Gra w klasy”, „Lalka”), innym razem klucza trzeba szukać w realiach, w których żył twórca(„Mistrz i Małgorzata”), najczęściej – w odwołaniach do innych tekstów. Dopiero takie spojrzenie sprawia, że można poczuć prawdziwą „radość czytania”.
Można tę koncepcję przenieść na relacje międzyludzkie zachodzące w sferze komunikacji werbalnej. Kiedy ktoś mówi, że budzi się we mnie zielonooki potwór, odczuwam cichą radość, chociaż nie powiedział mi nic przyjemnego przecież. Zasugerował, że jestem zazdrosna. Cytując Szekspira sprawił jednak, że mechanizm obronny(może nawet agresja), który uruchomiłby się pod wpływem zarzutu uczynionego wprost, nie włączył się. Włączyły się natomiast wspomnienia wszystkich konsekwencji, jakie spotykają szekspirowskich bohaterów, których niszczą ich zazdrości. Włączyła się sympatia dla rozmówcy, który nie tylko czytał wielkiego dramaturga, ale sobie jego teksty zinterpretował i zinterioryzował, włączyło się poczucie wspólnoty kulturowej, przyjemność estetyczna itd.
Pozwolę sobie zilustrować takie „wielowarstwowe” porozumienia na przykładzie mojego dialogu z Antrimem(komentarze w Jego blogu), z góry prosząc go o wybaczenie, jako że nie prosiłam o zgodę.

Ja: Właśnie zobaczyłam, że znalazłeś się w pierwszej setce blogów WordPressu – gratuluję!
On: Defendo, nic się nie dzieje bez przyczyny. Jak np moja ucieczka do WordPressu, w czym jest Twoja zasługa, bo nie znałem nikogo innego na tym blogowisku. Wywiodłaś mnie jak Ariadne Tezeusza z tamtego labiryntu. Za co dzięki :-)
Ja: Zasługa czy wina? Tezeuszu – zniszcz mit – nie niszcz Ariadny ;)
“Nie dziękuj, wyznam Ci szczerze – pierwszy bym pałkę strzaskał na Twej głowie, gdyby nie dziatek pacierze” lub stosy pacierzowe, atomowe i te najpiękniejsze – na których płonę w najlepszym towarzystwie ;)
Nie umiem Cię nie kochać, moja inspiro :)
On: Defendo, serce, zasługa, nie znam co to wino. Ariadna plecie nić pajęczą, więc nie ma mowy o targaniu tejże. Ja lubię gdy ktoś plecie. aaa, wiszcz Adamkus! To jeden z jego najbardziej komicznych wierszydeł. “Obaczył kupiec łzy radosne, leje z wozu na ziemię, wylata…a zbójcy? wzrok dziki, suknie plugawe czyli kobity przebrane, pewnie koleżanki żony (tato nie wraca, mama z radości koziołki wywraca..) Dlaczego taki nijaki rodzaj? Ta inspira, ten inspir = mój inspirzu zatem? :-))

Rozmawialiśmy o niedogodnościach blogowania w Bloxie, dużo wcześniej, rzeczywiście polecałam WordPress, przeprowadzkę określił jako wywiedzenie z miejsca niemiłego, a poniewż jestem kobietą – i zapewne z innych również przyczyn – skojarzył z nicią Ariadny. Pomna jej losu(Tezeusz wszak ją porzucił lub został o tego zmuszony) – wolałam,żeby zniszczył mit – czyli zakończenie opowieści, niekorzystne dla mnie, jako że nie chciałabym utracić możliwości obcowania z Antrimem. Na podziękowania, oczywiście, nie zasłużyłam – zatem: „nie dziękuj” i Mickiewicz sam się cisnął na usta. „Pacierz” połączył się ze stosem pacierzowym, odleciał, pozostał stos, a to jeden z moich ulubionych symboli i wyznacznik losu. Nazwanie mężczyzny „inspiracją” wydało mi się niestosowne gramatycznie, ograniczyłam się do „inspiry”. I powiedzcie – jak nie ucieszyć się z odpowiedzi? „Serce nie sługa” przybrało postać parafrazy:”serce,zasługa”, „wina” została potraktowana jako dopełniacz słowa „wino”, autor cytatu – rozszyfrowany, a tekst ballady zyskał oryginalną interpretację i dodatkowe rymy, podważające nieskazitelność małżonki. Mnóstwo tu zresztą ukrytych sensów(podejrzewam,że Antrim nie lubi babo-chłopów, kobiet z upodobaniem wciskających się w portki – też uważam, że damski tyłek nie jest stworzony do tego rodzaju garderoby, a nogi kobiety o wiele lepiej wyglądają w szpilkach niż w trampkach), możliwości rozwijania dialogu, opartej np. na skojarzeniu inspirzu-inspirze-potworze-harpio, są i podteksty, jest zabawa, która lubimy oboje – zabawa słowem, możliwa dzięki temu, że oboje traktujemy je poważnie.

Często czuję taką cichą radość, kiedy czytam komentarze w moim blogu – wynikającą ze świadomości porozumienia z interlokutorami(nawet kiedy mamy inne poglądy), z umiejętności „pięknego różnienia się”, z akceptacji i wzajemnego szacunku.

Mój tekst woli czytelnika intertekstualnego od czytelnika naiwnego. Chociaż… ;)

A link do blogu Antrima podaję obok:)

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , ,

komentarzy 17 to “Język niehermetyczny – czytelnik intertekstualny”

  1. minstrel85 Says:

    Oh, Defendo! jakże pięknie to wszystko utkałaś w szatę wielokolorową naszych słownych asocjacji wirtualnych. Józef, Mistrz Snów, byłby z nas dumny, nawet uciekając z objęć chutliwej Poczwary. Jak wiesz, jestem uzależniony od bawienia się słowami, ale bez takiego partnera jak Ty, ta gra często ginie w niezrozumieniu, bo nie każdy kuma moje kalamburzenia, ale Ty nią dla mnie z calą pewnością jesteś. Za co serdeczne dzięki, kumo! Do tej gry trzeba mieć pewien zasób wiedzy skojarzeniowej, bo bez niej nie da rady. Ty ją właśnie masz. Stop. Tonę w kadzi małmazyji. Stop.Nie musiałaś prosić o pozwolenie, bo to darmowa reklama dla mojego bloga -noworodka. A nasza cytowana wymiana jest w tzw publicznej domenie. Tscheszcz! :-)

  2. defendo Says:

    Dzięki za telegram. Stop.
    Kadź mi,choćby w kadzi , bo opary lubię, zwłaszcza zapijane małmazyją, pod warunkiem że roztruchan nie z czaszki Yorricka. Bo on biedny był…
    Poczwarę-Putyfarę rezerwuję dla określania tych, którym nie sceptr dzierżyć w dłoni, jeno pałę. Umówmy się, że nie dzięcielinową, a pałę cenzora…
    Nie reklamuję – najlepsze marki bronią się same, jakem Izolda o Białych dłoniach, królu.
    Tscheszcz w Schtchebrzeschynie;)

  3. defendo Says:

    Aha – a co z domena niepubliczną?:>

  4. habodacious Says:

    [skandaliczna autoreklama]A mnie nikt nawet do polecanych nie dodał. (Tak, defendo, chciałem ci dyskretnie o tym przypomieć)[/skandaliczna autoreklama]

    Ja kiedyś blogowałem na bloggerze (serwis Google). O ile GMail to jedna z najlepszych usług na rynku poczty elektronicznej, to Blogger jest jak niepełnosprawny.

    Co do sposobu lektury – z przyzwyczajenia do czytania ambitnych tekstów, czasami zdarza mi się aż nadinterpretować to, co czytam. Trzeba na to uważać. A umiejętność ubierania uczuć w (choose your own – zielone, czerwone, z kokardą, bez kokardy, papierowe, tekturowe) opakowanie bardzo się przydaje… bo nie wyobrażam sobie powiedzieć komuś po prostu „pierdolisz bez sensu”.

  5. Lunetarius Says:

    Piękne gry słów, sensów, znaczeń i… zamierzonych przeinaczeń, które wiodą do bywszych, ale i na nowo wykreowanych światów. Niestety wszystko to dostępne jest dla mniejszości, o której arcyciekawie defendowałaś w jednym z poprzednich wpisów.

  6. minstrel85 Says:

    defendo, a szkąd się wzięło szłówko „czasza” jeśli nie od czaszki pokonanych wrogów, z których Wiking pił na pohybel? Po bitwie wołali już upojeni na zapas „Czasz na czaszki!” oczywiście w oryginalnym wikingowskim. Alasz! biedny Yorczyk.(Jor!cyk! toast wikingowy) Monż ma na imię Marek, Isoldo? Czy on kiedykolwioek kupił sobie oś? Ciekawski Minstrel

  7. defendo Says:

    Habodaciousie, ależ z przyjemnością Cię dodam, chętnie bym nawet pomnożyła i spotęgowała ;)
    Po prostu zawsze pytam autora blogu, przed zalinkowaniem go u mnie, o zgodę na takie „zawiśnięcie” – nic gorszego niż niechciana reklama. Widziałam kiedyś zabawny obrazek – ogromny bilboard firmy remontowo-budowlanej na straszliwej ruderze, napis głosił „z nami będziesz wyglądał tak:”, a reszta tablic odpadła… Bloggera nie znam, nie mam tam zaprzyjaźnionych pisarzy. Oj, skłamałabym straszliwie – czytam jednego – YoYo – http://yoyobart.blogspot.com/ dla niewątpliwego talentu narracyjnego i autentyzmu. Czasem stosuję zasadę wzajemności – ale zdarza mi się po prostu nie wiedzieć, że ktoś mnie na swojej ścianie umieścił. Nie linkuję też blogów prowadzonych w Bloxie(niemal, są wyjątki, fakt), bo te linki zamieszczam w moim Bloxowym blogu.
    Dekorowanie uczuć kokardami spodobało mi się :) chociaż nawet takich kokard nie przypinam, wychodząc z założenia, że osobnik hmm… bzdurzący strzela sobie samobójczego fola i nie trzeba go dobijać. Obnażając własną głupotę robi to sam – najskuteczniej.
    Nadinterpretacje bywają smakowite;)

  8. defendo Says:

    Lunetariusie, na szczęście należymy do mniejszości ;)
    Zatem potrafimy nasze światy – wiec i nasze życia – zwielokrotniać.
    Czasem oglądam blogi „topowe” – tutaj i w Bloxie. Różnica jest kolosalna – na korzyść Worpressu. Tutaj w pierwszej setce prawie nie ma blogów poświęconych modzie, urodzie, plotkom o celebrites, kulinariom, zakupom itd.
    Widocznie czytelnicy Blox preferują kolorową prasę typu „Pani domu” czy… do diabła, nawet nie znam tytułów tej sieczki. Może kryteria, wg których budowany jest tam ranking, są inne – nie wiem. Zauważyłam natomiast, że liczy moje własne wejścia na blog, co mnie rozbawiło, bo każdy może sobie „naklikać” większą popularność, jeśli ma tylko odpowiednią wiedzę lub zaprzyjaźnionego informatyka. No i oczywiście jeśli mu na tej popularności zależy. Ja akurat nie lubię sie ścigać – i z przyjemnością patrzę na to, że blogi, które czytam z przyjemnością – m.in. Twój – są częściej czytane od mojego. :)

  9. defendo Says:

    Stefanie(pozwól mi na taka familiarność, w końcu nasza blogoznjomość trwa już dostatecznie długo), „oryginalny wikingowski” plus polska fonetyka tego zawołania roześmiały mnie ogromnie, nie umiem znaleźć równie dowcipnego odpowiednika :)
    „Czasz na czasze” nic nie przebije, nawet „Dzidź na dzidy” :)))
    Monże mNiałam, ale mi przeszło – na szczęście, przeszłam przez to jak przechodzi się odrę i do porządku dziennego(co sugeruje nocny bezład), miano króla Ci przydałam z uwagi na Twoją markę – nieniemiecką ;)
    Teraz spokojnie czekam, ufna, że odnajdzie mnie ten, kto powinien. Albo nie odnajdzie, ale to znaczy, że nie był odpowiednim mężczyzną ;)
    Twoja ciekawość jest dla mnie zaszczytem…

  10. Torlin Says:

    Ilość czytelników wielokrotnie nie zależy od wartości blogu (ja pomijam blogi nastolatek, w których fakt pójścia do kina z chłopakiem wywołuje kilkutysięczne komentarze). Mnie spotkała raz taka przygoda, że napisałem krytyczny opis tegorocznych matur i każdy wbijający w Google „matura z polskiego” lub podobne wpadał na moją stronę. Im więcej ludzi wchodziło, tym bardziej był on na czołowej pozycji. W ciągu dwóch dni osiągnąłem takie szczyty popularności, że chyba w życiu tego nie pobiję.
    A czytać Cię bardzo lubię.

  11. defendo Says:

    Torlinie – prawda – w realu też więcej czytelników ma ta nieszczęsna kolorowa prasa, niż „Res Publica Nowa”. MNie bawi czasem, że wbicie do wyszukiwarki netowej frazy: „jak pozbawić się dziewictwa samemu” też wyrzuca mój blog, co mnie nieco zdumiało, bo – jako żywo – w tej akurat sprawie nie powiedziałam ani słowa :))
    Ciebie to ja czytam jako lekturę przyjemnie obowiązkową ;)

  12. minstrel85 Says:

    Od zapachu kadzideł tutaj aż się w głowie mąci. :-) Nie mogę się powstrzymać w tym zamęcie od Twego frojdowskiego. „Monże *mNiałam*” czyli apetyt „mniam” jest naruszony co dobrze wróży, Izabello (imię zmienne, aż trafię na właściwe). Papatki

  13. Elżbieta Says:

    Minstrel,ale sam przyznasz,że ten zapach miło się chłonie…

  14. minstrel85 Says:

    Mira, kadzidło i złoto…Idź złoto do złota! my, Polacy wolimy kadzidło. Jak pachnie mira? jakich perfum używa Elżunia? jak się chłonie kadzenie…pytania, pytania ach! :-)

  15. Józef Maryn Says:

    Mira pachnie aktualnie zdaje się „Amor, amor” Cacharel. Przynajmniej Moja. Jeślim źle napisał to przepraszam, ale jako samiec węchem nadto czułym się nie szczycę. Choć lubię zapach miły, kiedy szczycę. Ale nie o tym chciałem.
    Niesion pierwszym wrażeniem tu przybyłem i póki co niesie mnie ono dalej. Trwaj wrażenie, skoroś pięknym jest.
    Poczekam. Poczytam za czas jakiś. Porównam. Co by nie pochopnie.
    Wiem, inny jestem. Ale to może i lepiej ?
    Albo i nie.

  16. Elżbieta Says:

    „Inność” jest intrygująca…

  17. noperfect Says:

    tak Elżbieto

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: