New Brave World?

Mroczny geniusz Huxleya potrafił antycypować rzeczywistość. Wobec cywilizacji, gotującej nam „powszechną szczęśliwość” wspieraną prozakiem i ritalinem, przedłużającą życie przy pomocy antybiotyków i transplantacji, poprawiającej wygląd nosa i biustu dzięki technikom chirurgii plastycznej, zmierzającej ku hodowli człowieka poza ciałem kobiety, człowieka wyselekcjonowanego ściśle dzięki rozpoznaniu ludzkiego genomu – mamy tylko dwa wyjścia: szaleństwo akceptacji i szaleństwo odrzucenia. Jak odrzucić ład społeczny, w którym nikt przecież nie jest krzywdzony, każdy otrzymuje dokładnie to, czego pragnie – ba! nawet jego pragnienia i marzenia są stymulowane i realizowane z wyprzedzeniem. Ludzie zostają łagodnie skłonieni – bez przemocy, bo przeciw niej zawsze mogliby się zbuntować – do przyjęcia „jedynie słusznego” sposobu istnienia. W świecie bez chorób i konfliktów, pozbawionym powodów do depresji, rozpaczy czy złości. Nawet samotność wyeliminowano – dobierając każdemu odpowiedniego partnera. Żyć, nie umierać. Bez bólu i destrukcji, jaka powoduje choroba.

Utopia Huxleya jest w pierwszej fazie realizacji. Wolność jest zagrożona. Niewolnicy nawet nie wiedzą, że są niewolnikami, a nawet jeśli mgliście zdają sobie z tego sprawę, to nie mają nic przeciw temu. Niewolnicy kart kredytowych, systemu ubezpieczeń społecznych, prawa i regulaminów, konwenansów i norm kulturowych. Zdrowi i szczęśliwi nie walczą, nie mają aspiracji, są absolutnie niekreatywni. Gdzie podziała się godność? Nie wiem, ale wiem, że łatwiej umrzeć za godność niż zachowując godność.

Tylko Dzikus chce kochać nieszczęśliwie, chce czytać Szekspira. Nikomu poza nim na Szekspirze już nie zależy. Iluż pozostało dziś Dzikusów Huxleyowskich? Kto czyta Cervantesa? Kto poważnie traktuje problemy Józefa K. czy Obcego Camusa i umie w nich dostrzec analogie do własnego życia? Dzikus ma czas i ochotę  na refleksję, na namysł, na rozpacz – kogo dziś stać na takie luksusy?  Każdy w ramach pierwszej fazy realizacji Huxleyowskiej utopii dąży tylko do utrzymania homeostazy swojego szczęścia, które ma zwiększyć sumę szczęśliwości na Ziemi, więc w końcu dotyczyć wszystkich jej mieszkańców. W jakim celu? Cel dawno znikł. Ale komu na nim zależy?

Dzikus przegrywa w momencie, kiedy chce społeczeństwo kastowe – które uważa za niesprawiedliwe –  zastąpić społeczeństwem jednokastowym, umieszczając wszystkich w kaście najwyższej. Zapomina, że każdy człowiek jest odrębną „kastą”. Koszmarną rzeczywistość usiłuje zastąpić jeszcze groźniejsza. Czy dziwi widok jego stóp „kołyszących się tuż pod wierzchołkiem sklepienia”? Stóp jedynego nieszczęśliwego niewolnika w społeczeństwie niewolników szczęśliwych.

Ludzie odhumanizowani nie są nieszczęśliwi. Nie mają pojęcia o swoim odhumanizowaniu – a gdyby je mieli – i tak ich by to nie obeszło. Wolą żyć jak najdłużej nawet za cenę obniżenia sprawności intelektualnej, wolą uniknąć depresji i rozpaczy za cenę rezygnacji z twórczości.

Dawniej nauka szła w las – co budziło niepokój. Dziś „idzie w miasto” i sprzedaje się pod każdą latarnią, wciąż obniżając cenę. Nikt się nie niepokoi, bo w końcu komu zależy na jej cnocie?  Każda fundacja może sobie pozwolić na kupienie jej usługi, każda firma produkująca masło  czy margarynę, każdy bogatszy człowiek. Żaden klient nie jest zbyt odrażający, jeśli dysponuje pieniędzmi lub władzą.

Dopisek całkowicie zbędny, ale ściśle związany z tematem(mimo wszystko), jako że wskazuje chyba jedyny sposób obrony:

Sokrates domagał się duszy i walczył o nią, prowadził swoich uczniów i przeciwników do poznania, opartego nie na wierze, a na wiedzy i dociekaniach – to dlatego był tak niebezpieczny, bo poznanie zmienia najgłębiej. Całkowicie bezbronny wobec przemocy, uważał rozum za jedynego sędziego ludzkiego życia. Tak łatwo było uderzyć  w twarz filozofa, człowieka zbędnego, bo „nadmiar mądrości może tylko popsuć”(Kalikles w „Gorgiaszu Platona), ośmieszyć go publicznie(Ksantypa), oskarżyć(Eutyfron), a tak trudno polemizować z jego argumentami. I jak nie kochać go za dozgonny optymizm, wiarę w to, że człowiek jest z natury dobry, że jeśli źle czyni to  w y ł ą c z n i e na skutek niewiedzy? Myślał tak nawet wtedy, kiedy pił swoją cykutę.

Reklamy

Tagi: , , ,

Komentarzy 59 to “New Brave World?”

  1. von_ungern Says:

    Nowym Wspaniałym Światem byłem jednak trochę rozczarowany, ale trzeba Huxley’owi przyznać, że dobrze pokazuje, jak ulotna jest różnica między Utopią a Antyutopią.

    Życie bez bólu jest cierpieniem- ale tylko dla tych, którzy są tego świadomi. Ludziom nigdy nie było lepiej niż teraz i właśnie dlatego świat zmierza do piekła.

    Ech, szkoda gadać. Jeśli mam jakąś idee fixe, to to jest właśnie ten temat. Miło, że go poruszyłaś, szkoda, że niewiele więcej można dodać. I że nic nie można zmienić.

  2. cogitomen Says:

    Powiem może tak:
    Wszystko jest nic
    Tu jest tu,
    A jutro jest zawsze

    Pozdrawiam ciepło c.

  3. Torlin Says:

    Rzecz w tym, że takich osób zebrałoby się trochę . Będą oni zawsze jednak odsuwani na boczny tor przez media, bo ich wadą jest całkowita odporność na reklamy. Dla właściciela telewizji, stacji radiowej czy tygodnika najważniejszy jest reklamodawca, najważniejsze są słupki oglądalności i poczytności. Po co komu facet, który ogląda coś razem z 1,5 % innych mu podobnych i nie kupuje rzeczy reklamowanych?

  4. minstrel85 Says:

    Polityczna poprawność wymaga w post-Huxley’owskim świecie, abyśmy przestali mówić „nie lubię dzieci Gamma” albo „nie będę bawić się z dziećmi Delta”, nawet jeśli noszą czarczafy. Dzisiejsza Europa to inne Stany Zjednoczone in statu nascendi i może coś lepszego z tego wyjdzie. Najważniejsze jest to, że wciąż dążymy do zrozumienia naszej wspólnoty z zachowaniem różnorodności zamiast upierania się przy odrębności.

  5. dru' Says:

    Defendo, indywidualizm to fanaberia. :D

  6. defendo Says:

    Von Ungernie – nie wiem, czy pociechą może być fakt, że piekło jest wyłącznie na ziemi? Odebraliśmy diabłom władzę nad nim i ulepszyliśmy systemy zarządzania Księstwem Zła. Unowocześnione narzędzia tortur działają skuteczniej, niszczą w sposób coraz bardziej wyrafinowany. Diabły wygnano, a one nie mają siły się buntować. Najgorsze, że tak niewielu widzi istnienie piekła na ziemi, chociaż wszyscy w nim tkwimy. W klimatyzowanych kotłach. Z uśmiechem szczęścia idioty na ustach.
    Jakie zakończenie będzie miała historia ostatniego człowieka? Ostatni Rzymianin, Ostatni Mohikanin, Ostatni Barbarzyńca, Ostatni ……. – wszyscy oni przynajmniej zachowali dumę. Co zachowa na swój koniec ostatni człowiek?

  7. defendo Says:

    Cogitomenie ;) Jutro jest zawsze, właśnie tego się obawiam. I mam nadzieję, że nie sczezną artyści… Nadzieja zawsze wygrywa – u mnie – z rozsądkiem ;)

  8. defendo Says:

    Torlinie – Dzikus faktycznie zbiorowy, le to zbiór o niewielkiej liczbie elementów(relatywnie małej). Rzeczywiście – odporny na reklamy i PR czarny, biały czy różowy. Jesteśmy niepotrzebni, chociaż może sobie samym nawzajem jednak niezbędni, ale potrzebny jest śmietnik i obornik. Może warto być zbędnym luksusem?

  9. defendo Says:

    Minstrellu – polityczna poprawność pozwala unikać bólu. Nie pozwala skutecznie zarządzać konfliktem, bo pomaga udawać, że go nie ma. Dzieciom gamma nie trzeba już niczego zakazywać – one przyszły na świat z batem w dłoni i koroną na głowie – nie chcą bawić się z tymi urodzonymi z obrożą na szyi i spętanymi nogami.
    Nadzieja w Europie – racja – znów jest awangardą, jak dawniej. Intelektualną, artystyczną, zbuntowaną. Nawet wtedy, kiedy wielu twórców i naukowców, uwiedzionych możliwością szczęśliwego niewolnictwa, wyjeżdża do USA i pozwala się eksploatować. Ameryki nie zmienią, ten argument osłaniający zdradę jest fastrygowany zbyt grubymi nićmi…

  10. defendo Says:

    Dru – kocham moje fanaberie, one pozwalają mi żyć, tę szczególnie ;)

  11. habodacious Says:

    Defendo, nie obraź się, ale myślę, że traktujesz sprawę stanowczo zbyt emocjnalnie. Niewolnictwo konsumpcji wynika nie z tego, że ludziom jest łatwiej w taki sposób, ale z prawideł systemu ekonomicznego, w którym najważniejsze jest pragnienie konsumenta. Ludź pracuje 10 godzin w biurze, a po tym ciężkim dniu chce pooglądać coś lekkiego w TV, a nie jakieś Szekspiry, przy których trzeba myśleć – kiedy ma mieć czas na naprawdę porządną kulturę? To wina ludzi, że są gupi. Telewizja i media nie ogłupiają ludzi – dostarczają im tego, co jest na ich poziomie. A jak próbują mieć misję, to wychodzi to, co jest w TVP.

  12. defendo Says:

    Eeee tam, jasne,że się nie obrażę – nie na Ciebie;)
    Pewnie, że emocjonalnie – bo to moja walka – widziałeś kiedyś walkę pozbawioną emocji? Jeśli rzecz idzie o wartości?
    Praca, lekka rozrywka, wygody, bezrefleksyjność – niemal jak zwierzę w zoo. Nakarmione, zadbane, szczepione, niezmuszane do polowania i walki o samicę. I nieszczęśliwe – czyżby bardziej od człowieka świadome, że zatraciło swoją prawdziwą naturę? Czy tylko nie ma mechanizmu racjonalizacji, który tak pięknie tłumaczy, że powinno się siedzieć cicho…

  13. barracuda7 Says:

    Ktoś tu powiedział, że nie można więcej. Nieprawda: NOWY WSPANIAŁY
    ŚWIAT, to tylko scherzo napisane przez Huxleya lewą ręką. Wyciskać soki z tej miniatury – będącej w dużej mierze plagiatem – można nie unikając lektury takich jego dzieł jak KONTRAPUNKT, NIEWIDOMY W GHAZIE, czy filozoficznej powiastki z „małpą” w tytule (moja amnezja).
    Która to powiastka spowodowała zakazanie jego lektur przez Stalina.
    Nie ma tu miejsca na tak dogłębną i – jak zwykle – błyskotliwą recezję
    jak popełiła Defendo. Warto jednak wspomnieć, że Stalin – ze swojego
    punktu widzenia – miał rację. Defendo urokliwa – która potrafi być harpią
    – może pociągniesz temat? Warto!

    P.S. Potrafisz walczyć jak lwica o swoje potomstwo. Szkoda wielka, że
    ograniczyłaś sobie zakres dziedzin nadających się do walki…

  14. Lvnetarivs Says:

    Zły pieniądz wypiera dobry – zwerbalizował to nie kto inny, jak badacz słońca i gwiazd Mikołaj Kopernik. Sokrates to taka figura dobrego pieniądza. Dociekał prawdy i tego, co jest w życiu najważniejsze. Myślę, że w podobnej sytuacji był Jezus i wielu innych, którzy chcieli przeorać ludzka świadomość i nakierować na nowe cele.
    Każda innowacja w życiu społecznym zmuszająca do wysiłku będzie napotykała opór. Może nie wszyscy wizjonerzy skończą, jak Sokrates i jemu podobni, ale politycy już ponoszą śmierć polityczną za nie-schlebianie-motłochowi (demos).

  15. habodacious Says:

    „Nakarmione, zadbane, szczepione, niezmuszane do polowania i walki o samicę.”
    W tym momencie zaczęłaś przesadzać. Bardzo przesadzać.

  16. procesVII Says:

    Cały czas poszukujesz tła, które pozwoliłoby Ci nazwać Twą autonomię, inność, odrębność. Uporządkowanie Twojego otoczenia nie zmieni Ciebie, zmieni jedynie Twą perspektywę.
    Taka gra też może być słaba. Cóż Ci z tego, że w Twym pojęciu jesteś inna niż masy?
    Jeśli przeczytasz więcej klasyki niż ludzie z czatów, nie oznacza to wcale, że przeczytałaś ich dużo. Dużo w zestawieniu z nimi. W zestawieniu z przeciętnym mieszkańcem Ghany jesteś nieprzyzwoicie bogata i zepsuta w swym konsumpcyjnym podejściu do życia.

    W zasadzie to chciałem Ci złożyć życzenia, komentarz jest ot tak, dla picu.
    Wszystkiego co najlepsze życzę Ci Defendo z okazji Twych – prawdopodobnie przedostatnich – urodzin. Dużo szczęścia, wielokrotnych orgazmów i bogatego męża.
    Powodzenia, trzymaj się i nie daj się idiotkom, ale i też zblazowanym nudziarzom, których trochę się kręci w Twym wirtualnym pobliżu.
    Zdrówka i zapału do zadawania pytań, do niepokoju i poczucia niedosytu.

  17. Torlin Says:

    Jeżeli to jest prawda, to składam Ci najserdeczniejsze życzenia urodzinowe. 100 lat w porywach do 120.
    Co ten proces wygaduje? Jakie przedostatnie? Czyżby troll?

  18. defendo Says:

    Barrakudo – dla mnie ta książka jest jednak ważna o tyle, że wiele, nazbyt wiele elementów wizji Huxleya zrealizowano i nadal się realizuje. Nie tylko tych „technicznych”, również jego koszmarne przeczucie odhumanizowania człowieka staje sie rzeczywistością.
    Walczę zaś o to, co jest dla mnie istotne, nie można wojować o wszystko.

  19. defendo Says:

    Lunetariusie – miło, że u mnie gościsz :)
    Prawo Kopernika faktycznie można stosować do kultury, niestety. Pocieszam się tym, że nie wszyscy wolą tombak, Dzikusy wolą złoto. Próby „przeorywania ludzkiej świadomości” s jak oranie granitu drewnianym pługiem – Sokrates był niezłomny, ale był w tej komfortowej sytuacji, że człowiek przekonany stawał się człowiekiem zmienionym, bo poznanie, którego akuszerem był filozof, zmienia najskuteczniej i najgłębiej. Jezus wymagał mniej, tylko wiary – a ta zmienia mniej skutecznie. Wiarę można utracić, można ją odtrącić, a w najlepszym wypadku – nie stosować się do jej zasad(wystarczy spojrzeć jak – nawet najzagorzalsi wyznawcy – realizują przykazanie miłości).
    Polityka i politycy zmienili się – ale to efekt dostosowania się do potrzeb mas…

  20. defendo Says:

    Habodaciousie – celowo nieco przejaskrawiam, chcę zwrócić uwagę na fakt, że straszliwe wizje Huxleya już się realizują. Być może wyolbrzymiam niebezpieczeństwo, ale przecież nie mam monopolu na „manie racji”. Spójrz jednak na realia: większość Polaków nie czyta ani jednej książki w ciągu roku, duża część rodaków czyta jedną, i nie jest to znaczący tytuł, ale jakiś Coelho(w najlepszym wypadku). Ilu uzupełnia lekturę refleksją? A prace magisterskie? Pisane metodą „kopiuj-wklej”. Więc jak się nie niepokoić? Jak zaniechać przynajmniej próby walki? Grzech zaniechania to jedyny grzech naprawdę śmiertelny.

  21. defendo Says:

    Procesie – każdy z nas istnieje w jakimś otoczeniu – to nasze tło. Możesz fotografować się w mroku Borgesowskiej biblioteki(jeśli mi wolno posłużyć się taką właśnie przenośnią), możesz na tle karuzeli i z Dodą pod rękę.
    Pytania zadawać będę, za życzenia dziękuję, ale nie uniżenie, bo na uniżoność mnie nie stać, to dla mnie za drogi towar.

  22. defendo Says:

    Torlinie, Proces, jak zwykle, poinformowany inaczej – jestem Wodnikiem, lutowym. Zapewne pomylił urodziny z imieninami. Myli mu się też mój wiek i wygląd, ale nic dziwnego – nigdy mnie nie widział ;)
    A że przedostatnie? Nie byłby sobą, za rok złoży mi kolejne „przedostatnie”. Nie dam się już jednak sprowokować do publikowania swoich kolejnych zdjęć, żeby dowieść, że nie jestem „odrażającym,brudnym, złym” wielbłądem i że do emerytury mi baaaaardzo daleko. Tak daleko, że zmiany w systemie emerytalnym, planowane przez rząd, jakoś mnie nie niepokoją – z mojej perspektywy pięć lat więcej czy mniej nie ma znaczenia, i tak długo jeszcze nie będę mogła przestać pracować. Chyba że ten bogaty mąż z jego życzeń, hmmm… chociaż nie, mnie kupić nie można jednak ;)

  23. procesVII Says:

    Wybacz za skojarzenie, ale nie stać Cię na uniżoność zupełnie tak jak Dody na nią nie stać albo innej Paris też nie stać. One też takie wyniosłe są. Borgesa stać by było w mym mniemaniu na uniżoność. Uniżoność to komfort ludzi wygranych.
    A cóż ten Trolling tu jakichś trolli sugeruje? Czyżby nie wiedział, że używanie tego słowa nie przystoi dżentelmenowi. Widać to jakiś burak. Przepraszam Cię serdecznie Derendo za tego Trollinga.
    Trolling dla Ciebie to ja jestem Pan, „Pan Proces” mi mów. I nie znoś tu na porządny blog gównianych wyrażeń i poczytaj u Borgesa, którego to Defendo raczyła była przywołać, o Trollach w jego „Księdze istot zmyślonych”.
    Nie musisz kiwać głową, że pojąłeś co do Ciebie pisałem, Trollingu.

    Pewnie to jakiś stary zadziorny cap uganiający się w osranych gaciach za młódkami, nieprawdaż Derendo?

  24. defendo Says:

    Procesie, tym razem fatalnie trafiłeś – Twoje prowokacje nic nie dadzą. Torlin jest ponad to.
    Nie myl uniżoności z pokorą – pokory mi nie brak – ona implikuje poznanie, dumy też nie – ona z kolei implikuje wolność. A przywołałam inne dzieło Mistrza – „Bibliotekę Babel”.

  25. procesVII Says:

    To zdaje się on fatalnie trafił, bo zapytał czy ja aby nie „troll”. Pomyśl czy kulturalnym byłoby, gdybym do kogoś pierwszy raz zagadując na blogu zapytał, czy Trolling aby nie jest „rogaczem”?
    Przeczytaj komentarze i jego pierwsze o mnie (do mnie) słowa. Widzę go pierwszy raz. On mnie zapewne też.
    Nie myl uniżoności z służalczością, Defendo. Nic nie przywołam tym razem.

  26. Torlin Says:

    Ja, jeżeli się będę tłumaczył, to przed Tobą Defendo. Może i nie powinienem się unosić, jak słynni szachiści powinienem siedzieć na dłoniach, a nie pisać pod wpływem emocji. Ale jak można do kobiety napisać, że życzy się jej przedostatnich urodzin? To w przyszłym roku ma mieć ostatnie?
    To Ty jesteś Małgośka? W takim razie przenoszę swoje życzenia dla Ciebie z urodzin na imieniny.

  27. defendo Says:

    Jasne,że Małgorzata, Torlinie, od Goethego, nie Bułhakowa. A tłumaczyć się nie musisz przed nikim, oczywiście, wolę jedwabne peta sympatii. które snujesz. życzenia przedostatnich urodzin przyjmuję jako komplement – mogę być odtąd starsza zaledwie o rok, co mi sie nawet podoba, gwarantuje brak problemów z klimaksem itd., zero szronu na głowie i „to”zdrowie ;)

  28. defendo Says:

    Procesie, raczej rzadko się mylę, a już uniżoności służalczość są ode mnie tak ogromnie odlegle, że żadna ortodroma nie pomoże…

  29. defendo Says:

    A za Torlinem przepadam…fakt…

  30. Lvnetarivs Says:

    W tej prowokacji Procesa (przedostatniość urodzin) jest coś, co przywołało mi z otchłani pamięci znaną i cenioną lekarkę panią dr K. Gdy była już na emeryturze nadal była czynna społecznie. Znajoma dziennikarka przeprowadzila z nią wywiad, po którym była pod ogromnym wrażeniem swej rozmówczyni.
    Dr K. czytała mnóstwo książek, które wypożyczała w bibliotece. Wręcz pochłaniała je łapczywie. najbliższa rodzina wiedziała, na której półce są wszystkie pożyczone tytuły. Dlaczego? Na wszelki wypadek, gdyby to był ostatni dzień jej życia i żeby można wszystko oddać.
    Dr K. przekroczyła już 80. rok życia i cieszy się nadal zdrowiem, ale żyje tak, jakby to miały byc jej ostatnie urodziny. Zawsze gotowa do drogi.

  31. defendo Says:

    Lunetariusie – zawsze jestem gotowa odejść:) pisałam o tym. Ale to ja podejmę decyzję, zwycięska i niepokonana;)
    Darujesz tę odrobinę hmm.. jak to nazwać? buntowniczości?

  32. Lvnetarivs Says:

    Defendo! Nie śmiałbym wyznaczać terminów:-)
    Jeśli już o nich mowa to mam swoje terminy, które – mam nadzieję – uda mi się dochować. A buntowniczość… cóż? To piękny objaw młodości. Tak trzymaj

  33. habodacious Says:

    Defendo,
    Wiem doskonale, o czym mówisz. Zastanów się jednak jeszcze głębiej. Dzisiejsi Polacy to intelektualne dno, OK, ale czy mówiąc im o tym cokolwiek zmienimy? Nie. Tutaj nawet zasada „zamiast usuwać skutki, usuń przyczynę” nie znajdzie zastosowania. To się nie staje, to JUŻ się stało. Kulki toczącej się po równi pochyłej nie zatrzymasz jeśli krzykniesz do niej, żeby się zatrzymała… a jeśli ustawisz barierę, zatrzymasz także kulkę toczącą się w górę. Nie wiadomo, czy przeskoczy.

  34. Torlin Says:

    Defendo!
    Dzięki i vice versa.
    Habodacious!
    Nie w pełni się z Tobą zgadzam, według mnie zdanie „Dzisiejsi Polacy to intelektualne dno” jest nieprawdziwe. Po pierwsze nie „dzisiejsi”, bo według mnie to nie zmienia się od lat (i wieków), stale ta sama ilość Polaków, obliczana na jakieś 5 %, interesuje się teatrem, muzyką poważną, jazzem, wystawami sztuki współczesnej. Te proporcje się nie zmieniają od lat i nie ma w związku z tym żadnej „Kulki toczącej się po równi pochyłej”.
    Po wtóre akurat nie uważam, żebyśmy w jakiś dramatyczny sposób odstawali od średniej europejskiej czy światowej.

  35. procesVII Says:

    Gdyby powiększyć liczbę chodzących do teatru. Powiedzmy potroić ją choćby, stałby się on kulturą już masową. Nie niszową. Tak jak Egipt, Majorka albo Gran Canaria, kiedy były mało popularne, miały inny smak. Może dla snobów były, nie wiem. Dziś to tanie wczasy dla ludu.
    Kiedyś namiętnie chodziłem do teatru, znam wszystko, z każdej sceny Starego, wszystko co było wystawiane w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, ale bilety było ciężko dostać, naprawdę.
    Dziś nie chodzę, fakt. Może i dobrze, mógłbym spotkać jakiegoś nadętego chama w dresie, który nazwałby mnie „trolem”. Ot tak bez powodu. A może jednak z powodu? Nieznajomości paradoksu dnia urodzin?

    „Dzisiejsi Polacy to intelektualne dno” wypowiedziane przez kogoś kto jest „dzisiejszym polakiem” jest paradoksem. Jeśli kłamca wyzna, że jest kłamcą? Dureń, że jest durniem?

  36. procesVII Says:

    „Dzisiejszym Polakiem”, dużą literą powinienem był zacząć, przepraszam.

    Wszyscy Polacy kłamią. Jestem Polakiem.

  37. defendo Says:

    Nie Polacy są „dnem intelektualnym”, po prostu psieje inteligencja, nie tylko polska. Cenzus wykształcenia kompletnie nie działa – czytam prace magisterskie i jestem przerażona. Dawna matura była probierzem o wiele czulszym. Mało tego – człowiek, który z racji swojego urodzenia(w rodzinie z tradycjami intelektualnymi, w domu pełnym książek) aspirował do gron inteligentów, uważał, że mu nie wypada nie znać np.”Złego” Tyrmanda, nie czytać literatury iberoamerykańskiej, nie być na Grotowskim, a swoje mankamenty skrzętnie ukrywał i nadrabiał – w miarę możliwości. Przeraża mnie to, że dziś nie tylko nie wstydzi się tego, że nie czytał Gombrowicza, że nie bywa w operze, że nie ma pojęcia, kim była Abakanowicz – on się tym chlubi… rozpychając się łokciami, z rubasznym uśmiechem depcze tych, którzy bywają na wernisażach, oglądali ostatnie spektakle Lupy, nie oglądają filmów „zabili go i uciekł”, nie podziwiają Mello. No po prostu – ze swoich braków uczynił powód do dumy i chluby. Dlatego trzeba chronić ostatnich Dzikusów, którym jeszcze zależy.
    Procesie – wiesz, że nie ingeruję w treść komentarzy i nie kasuję wpisów. Napisałeś – moim zdaniem bezpodstawnie – o chamstwie. Tak jak dureń nie nazwie się durniem, tak samo jeśli zarzucisz komuś chamstwo, nie sprawi, że obiekt ataku stanie się chamem, prawda?

  38. procesVII Says:

    Defendo, nie znam gościa, nie odnosiłem się do niego wcale, a napisał do mnie:
    „Co ten proces wygaduje? Jakie przedostatnie? Czyżby troll?”

    Może przeczytaj sobie Twój blog, co? Czyli Torlin może zwać mnie „trollem” i wszystko jest w jak najlepszym porządku?
    Wcale się nie zdziwię jeśli zaczniesz ingerować w komentarze i cenzurować. Bo na komentarze patrzysz już „partyjnie”. A to już krok do esbeckich metod traktowania komentatorów.

  39. Lvnetarivs Says:

    Oj, Proces! jakiś Ty detalista.
    Pozwól innym tak, jak pozwalasz sobie, na swobodę wypowiedzi i używania. Wszak sam swego czasu pisałeś o dystansie do siebie i nicków i pewnej umowności tego, w jaki sposób jawimy się. Tak naprawdę każdy z nas interpretuje słowa zapisane przez innych, ale czyni to w oparciu o swoją znajomość sensów i znaczeń. Stąd łatwo o nadanie im innego wydźwięku niż intencja autora.

  40. PJerry Says:

    Zgadzam sie z Torlinem, kultura zawsze stanowiła niszę i to się nie zmieniło. Zawsze będzie to kilka %, niewielu osób ma w sobie chęć poszukiwań a to jest warunek konieczny, żeby się rozwijać. To, że większość nie czyta książek ? 100 lat temu też większość ludzi książęk nie czytała. Kiedyś wykształcenie było coś warte bo dotyczyło niewielkiej grupy osób, taki jest prozaiczny powód.
    Spójrzcie na słowo pisane (książka + gazety + internet ). 99% to papka i nic tego nie zmieni.

    Przy okazji Defendo, Twoja notka zainspirowała mnie trochę do napisania swoich przemyśleń na ten temat, mam nadzieję, że nie uznasz tego jako plagiat :-)

  41. vogler Says:

    Kiedyś spotkałem się z opinią, że Dzikus Witkacy zabił się, ponieważ przerażała go wizja demokracji. Myślę, że coś w tym jest. Dziś żyjemy w świecie Barbi, Kena i picia Pepsi, jeśli chce się być sobą. Witkacy nie pasowałby do niego.

  42. von_ungern Says:

    (z uporem nie wtyka palców między drzwi)

    Jeden ze znanych pisarzy fantasy został kiedyś spytany przez dziennikarza, czy zgodzi się ze stwierdzeniem, że 90% literatury fantastycznej to chłam. Odparł: ‚90% WSZYSTKIEGO to chłam’. Pamiętam, że trywialna prawdziwość tego stwierdzenia uderzyła mnie wtedy jak diamentowa kula w środek głowy.

    90% wszystkiego to chłam. 90% Polaków to miernoty, 90% książek nie nadaje się do czytania itd. Problem dotyczy tylko, jak trafnie zauważyła Defendo, tego w jaki sposób masa podchodzi do tego 90%.

    Ludzie dziś są bystrzejsi, niż byli kiedyś- to fakt naukowy. Ale inteligencja niekoniecznie oznacza mądrość czy ogładę, obycie. Jednym ze znaków postępującej zgnilizny jest właśnie to, że dzisiejsi ‚inteligentni idioci’ przestali się wstydzić swoich braków (znowu dygnięcie w stronę Autorki). To, że ktoś czyta Dana Browna czy innego Cohelio nie jest już powodem do wstydu. A moim zdaniem powinno być; oceniam, owszem, ale dane mi są tylko jedne oczy i to przez nie patrzę.

    Dawniej istniało rozróżnienie na literaturę ‚wysoką’ i ‚niską’. Tą niską i tak czytali wszyscy, ale niekoniecznie się z tym obnosili. Rozróżnienie to dziś zanikło. Co z tym zrobić? Jak to powiedział jeszcze ktoś inny: trzeba siać, siać, siać. Albo też, jeśli jesteśmy w pozycji siły, lać, lać, lać i patrzeć, czy równo puchnie.

    ‚Jednak musimy wstydzić się wiedzy i smaku,
    kryć się z wykwintem słowa, dzieła, gestu
    by czasem nie urazić dostojnych pętaków
    nie budzić gniewu bogów i nie drażnić plebsu’.

    PS. Voglerze- Witkacego zabił komunizm, chociaż wątpię, żeby był on fanem demokracji.

  43. Lunetarius Says:

    Von Ungern
    Wiecej pokory w postrzeganiu tego co jest poza 10% uznawanymi przez Ciebie jako wartościowe. Właśnie dzięki tym 90% możesz czuć się konsumentem kultury wysokiej. Dan Brown, Coelho są tak samo ważni pod słońcem, jak Ty i ja. Dają towar, który znajduje nabywców. Są producentami mniej lub bardziej lotnego „chłamu”, ale jak to mawiali starożytni: pecunia non olet. Dzięki ich podatkom od tych „bezwartościowych” 90% można łożyć spokojnie na niedochodowe pozostałe 10%.
    Jak sądzę nie można odmówić autentyczności wzruszeń i doniosłości przeżyć gospodyniom domowym czytającym literaturę typu Harleqin. Każde przeżycie jest autentyczne i równowaprawne. Po prostu nie ma co ubolewać nad tym, że innym podoba się coś innego niż mnie. Tak zawsze było, jest i będzie.
    Pozdrawiam.

  44. barracuda7 Says:

    Jasne, że Joe Alex płodził bzdety, żeby zarobić na tłumaczenie ULISSESA
    Możliwe, że Coelho jest tak samo ważny jak Ty. JA jestem ważniejszy.
    NOWY WSPANIAŁY ŚWIAT to jedyne „dzieło” – bliźniacze z Wellsa ROKIEM
    1984., którego nie wycięła cenzura, a nawet zrobiono z niego lekturę szkolną, dlatego że stało się elementem propagandowym, sprzyjającym
    uprawianej indoktrynacji. Gdybyż Huxley mógł to przewidzieć!!! Nie chce mi się dosadniej tego wykładać. Wystarczy defendyzacja tematu.

    A że walczysz o to, co dla Ciebie istotne??? Od dawna podejrzewałem…

  45. defendo Says:

    Lunetariusie, Proces jest detalistą – łatwo zarzucać komuś brak dystansu, trudniej dostrzec taki brak u siebie ;)
    Popkultura jest konieczna, dzięki niej istnieje kultura wysoka, na zasadzie kontrastu. Idzie jednak o to, żeby „zjadacze popu” mieli jednak świadomość, że są konsumentami papki. I że – kosztem pewnego wysiłku – mogą jednak znaleźć coś dla siebie również w tekstach wysublimowanych…

  46. defendo Says:

    PJerry – poczytałam, dziękuję! Zainspirowanie kogoś to zaszczyt dla mnie :)
    Dołączyłam Cię do mojego katalogu blogolektur, nie czekając na przyzwolenie ;)

  47. defendo Says:

    Voglerzez – jak miło znów Cię widzieć! Mam nadzieję, że nie zostawisz swojego blogu odłogiem?
    Witkacy popełnił samobójstwo zapewne w przerażeniu i rozpaczy – rozpadł się jego świat, a to, co zobaczył, było na tyle straszliwe, że nie mógł tego znieść. Być może jego wyobraźnia podsunęła mu wizję kaźni, którą byłaby jego egzystencja w takim właśnie świecie? Nikt nie wie.

  48. defendo Says:

    Von Ungernie – rozumiesz mnie aż za dobrze, powinnam się mieć na baczności przed Tobą, bo moje myśli czytasz tak swobodnie ;)

  49. defendo Says:

    Barrakudo – za pozwoleniem, mała korekta – chyba miałeś na myśli Orwella, nie Wellsa? Zgoda – to dzieło, którego okazało się również prorocze. Na szczęście internet(przewidziany w nim) sprawdził się „odwrotnie” – to nie rządy sprawują kontrolę, to kontrola nad nimi stała się łatwiejsza. Ale kto wie, co nas jeszcze czeka?
    Walczę o to, co dla mnie ważne – tylko wtedy walczyć można z pasją. Ale nie o wszystko, co ważne, są takie sfery, w których nie podejmę walki.

  50. barracuda7 Says:

    Myślałem o nich dwóch – stąd wypsnął mi się błąd. Dobrze wiesz, że wiem
    ale wrodzony wdzięk nakazał Ci skorygować. Ach, jakaś Ty mądra !!!

    Walczysz, walczysz… bezwiednie. Zabraniasz sobie w sferze, w której musiałabyś dać coś z siebie. A to dla Ciebie jest niedostępne. Wbrew pozorom, wbrew próbom fałszywej argumentacji. Przepraszam za prywatę.

  51. von_ungern Says:

    Zarzucanie swoim interlokutorom, że bronią swoich racji jest podejsciem niekonwencjonalnym. Nawet Schopenchauer na to nie wpadł ;-)

    Twierdzisz, że tej sprawy nie warto bronić, ale są inni (jak niżej podpisany), którzy uważają inaczej. A kiedy dochodzi do konfliktu wartości dyskutować warto- głównie dlatego, że jeśli się nie dyskutuje, to obie strony najpierw na siebie warczą, a potem nagle biorą się za łby.
    Po wtóre: tylko rozmowa rozwija i własne zdanie najłatwiej wyrobić sobie w wyniku konfliktu. Jak to ujął wspomniany Schopenchauer: bardzo mało ludzi umie myśleć, ale jakiś pogląd chce mieć każdy.

    Niech zatem nasze poglądy będą rzeczywiście naszymi poglądami. Kłóćmy się, ale kulturalnie i na temat.

  52. defendo Says:

    Von Ungernie – nie zarzucam interlokutorom, że swoich racji bronią – i bronię własnych, ale jest we mnie otwartość na argumenty. Wciąż się przyglądam – i modyfikuję swoje teorie, niektóre tezy skazuję na niebyt, inne nieco zmieniam, powstają nowe. Dyskusje są mi potrzebne jak powietrze – dzięki nim właściwe oświetlenie uzyskuje coś, co pozostawało w zbyt głębokim cieniu.
    Barrakuda zarzucał mi coś innego – że nie walczę o mężczyznę, że nie chcę walczyć – to dla mnie sfera zakazana. Jeśli jakikolwiek człowiek uważa, że powinno się o niego walczyć – już(moim zdaniem) na tę walkę nie zasługuje. Nie walczyłam nawet o uczucia mojego dziecka – powoli i cierpliwie je budowałam, nie było w tym agresji, pewnie dlatego odniosłam sukces. Nie walczę o sympatie i uznanie większości – to tez zakazana sfera. Jako duża już dziewczynka wiem, że nie można się podobać wszystkim, że moje przemyślenia u jednych wywołają uśmiech aprobaty, u innych niechęć, jeszcze inni pozostaną obojętni. Nie walczę z opiniami o mnie – bo to jest pozbawione sensu – i narusza prawo innych do „mania zdania”. Niech więc mają.
    Czasem pozwalam się sprowokować – ale czynię to z premedytacją ;)

  53. barracuda7 Says:

    Zgadzam się z jednym: jeśli JAKIKOLWIEK CZŁOWIEK uważa, że powinno się o niego walczyć, na tę walkę nie zasługuje. W 100 %.
    Zostaje niesmak.

  54. von_ungern Says:

    Uch. Nie do Ciebie akurat piję, Defendo.

  55. defendo Says:

    Wiem;)

  56. Józef Maryn Says:

    Cyt.: „Czasem pozwalam się sprowokować – ale czynię to z premedytacją ;)”

    Po tym przeszył mnie dreszcz. To jest dopiero totalna kontrola! Albo przez prowokację, albo przez faktyczne manipulowanie biednymi blogoczytaczami aż do tego stopnia. Eeee.. nie , to tylko prowokacja..;)

    Nie da się stworzyć idealnego tworu ewolucji łącząc skrajnie rozwinięty intelekt ze szponami doskonałymi w formie i działaniu. Nie taką drogą ewolucja kroczy. Każda skrajność pozostanie tylko skrajnością, a życie potoczy się gdzieś pomiędzy albo i obok nich. Wizja Huxleya to skrajnosc. Elementy jej mogą być zbieżne z rzeczywistością ( choć ja raczej widzę to jako Huxley-owe opisanie tego, czego zaczątki dojrzał już w rzeczywistości, a nie w swoich „wizjach”)
    co nie znaczy, że „wizja” właśnie się buduje. Nie obawiam się więc jej spełnienia. Choć sam próbowałem swego czasu wytłumaczyć Amerykaninowi przewrotność w moim opisie wrażeń z 6-miesięcznego w USA pobytu, że ” Ameryka wolnością stoi. Amerykanie to wolny naród i każdy Amerykanin to człowiek wolny, bo wolno mu robić wszystko to, co mu wolno”. Niestety, „to be free to do all of what you are permitted to do” oddaje co prawda sens, mówiący o istnieniu ograniczeń, z których na co dzień „wolni Amerykanie” nie zdają sobie sprawy, ale nie ma już tej gry słów (a właściwie słowa ;)), co w naszym pięknym języku. Będąc sterowanym na co dzień, bardziej niż my byliśmy za czasów budowy „socjalistycznej krainy szczęśliwości”, nie mógł pojąć o co mi chodziło. Kiedy w końcu zaskoczył, zrobiło mi się go nawet trochę żal, bo jakby powietrza z niego nieco uszło.
    Tak czy inaczej, istnieją w społeczeństwach konsumpcyjnych „obszary nieciągłości”, które na zrealizowanie takich , czy innych wizji Utopii po prostu nie pozwolą. Taki mechanizm obronny przed samounicestwieniem. A czy to strach, czy przemoc, czy popęd seksualny, czy inne instynkty, grunt że folwark zwierzęcy nam nie grozi. Chyba…

  57. omigosh Says:

    Detal, ale istotny: jeśli tytuł posta pochodzi od książki A. Huxley’a, to jednak „Brave New World” :)

  58. defendo Says:

    Józefie – sądzę, że wskazanie zagrożenia może być potrzebne. Pozwoli uważniej się przyglądać, mieć się na baczności. W porę zareagować. Czujność uśpiona jest niebezpieczna.

  59. defendo Says:

    Omigoshu – racja. Celowo jednak zastosowałam inwersję. Nowy ma być wspaniały. Podobno…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: