Jako b y ł a zwolenniczka PO głos zabieram…

Ludzie mają poglądy. A nawet światopoglądy. Wolno im. Gowin sobie poświatopoglĘdził w telewizji. Wolno mu? Wolno. Tylko po diabła głosowałam na partię, deklarującą się jako „liberalna”, skoro jej wpływowy polityk bzdurzy publicznie nieliberalnie zgoła? Poglądy Pana pOSŁA można streścić tak:
1. In vitro – tak, ale tylko dla par heteroseksualnych i to pozostających w związkach ślubnych. Bo w konkubinatach to tylko przemoc, ruja i poróbstwo. Szanowny pan poseł nie dostrzegł, że badania mówią, iż ok. pół miliona par w Polsce żyje właśnie w takich związkach, a nie są one już – jak dawniej – charakterystyczne dla tzw. dołów społecznych, ale są normą wśród młodych, wykształconych rodaków. Bo oni wcale nie spieszą się do kościoła. I właściwie kościół powinien się cieszyć – wprawdzie panna młoda idzie do ślubu rzadko z wiankiem, a częściej z przychówkiem in spe lub niosącym tren sukni nawet, ale za to decyzja jest pewnie świadoma. I małżeństwo mniej rozerwalne. Chociaż niewykluczone, że rozrywkowe. Bo ludzie lubią się bawić, jak zauważył pewien pan o niewymawialnym dla „prawdziwych Polaków” nazwisku – Huizinga(w książce „Homo ludens”).
Na marginesie – studenci uczelni niekatolickiej z lubością wspomninają, jak pani wypożyczona z uczelni katolickiej potwornie miała powiedzieć na ćwiczeniach to nazwisko. Zaczęła od „Hhhhhh…” zaczerwieniła się, napisała na tablicy i wystękała: „Rozumiecie państwo…”, ale państwo było już głównie pod stolikami, poszukując „upadniętych” piór – pewnie z ogona tej „muzy”.
2. „Dziecko rozwija się tylko wtedy harmonijnie i dobrze, kiedy ma ojca i matkę”. Panie pośle i reprezentancie Ty mój, mordo Ty moja nieludzka! A da się inaczej? Plemnik i jajeczko – jedno od tatusia, drugie od mamusi. Mało tego – jako jednostka rozwiedziona wychowałam – pańskim zdaniem – dziwadło, które już niemal na starcie było przegrane. Wiem już, czemu bogobojny totalizator nie pozwolił mu wygrać więcej niż 10 zł. Bo się mi rozwinęło nieharmonijnie. Cud, że jest heteroseksualne!
3. „Sprawcami nadużyć są konkubenci” – jasne, Panie G.! Ślicznie Pan to ujął. Żaden normalny mąż nie zgwałcił córki, żaden ksiądz nikogo nie molestował. Kobiety są w „normalnych” rodzinach kochane do upadłego. Aż upadną – rzetelnie przekonane rzemienną dyscypliną, kablem od żelazka, wężem od pralki… Maczugą już nie – mężowie idą z duchem czasu. Jeden z liderów postępu tłumaczył w sądzie, że udusił żonę dla jej dobra – podobno podduszanie w trakcie orgazmu zwiększa doznania. Ale o tym to już Otello wiedział.
4. Pan Gowin jest szefem komisji d/s bioetyki. Cudo! Etyczny do bólu trzewi, wie, co dobre dla innych. Z pewnością siebie godną pewnego zwierzaka, który też lubi iść w zaparte, mniema, że posiadł monopol na prawdę jedyną i objawioną. A tymczasem nie posiadł jej – a zgwałcił. A że jest różnica – wiedzą ci, którzy gwałtu doznali. Bo prawda popatrzy z politowaniem, powie: „a myślałam, że jesteś w i e l k i ” i odwróci się tyłem, wskazując miejsce, które post factum należy całować. Nie w ramach pieszczoty – w ramach ekspiacji.
5. Pan Gowin wielce niepolityczny jest(nie chcę rzec, że mało mądry) – bo naraził się jednocześnie wszystkim: liberałom(bo jakoś mu nie po drodze z Friedmannem), Kościołowi(bo jednak in vitro warunkowo dopuszcza), pozostającym w konkubinacie(wyżej opisane), singlom(bo dzieci nie są w stanie wychować), mnie(o to już mniejsza…). Ostatnio pierwszej z konsekrownych w diecezji lubelskiej dziewic zlecono badanie poczytalności kolejnej kandydatki. W zleceniu wskazano oczywiście ekspertkę, bo nie daj Boże ktoś bezstronny jakąś aberrację by dostrzegł. Tak więc jedna dziewica drugiej wystawiła certyfikat normalności. Niech żyje solidarnośc hymenów!
Zapewne jeden z moich ulubionych hierarchów był w wielkim kłopocie – bo to ani się sprzeciwić, ani popierać… Panie biskupie Życiński! I tak Pana lubię, bo Pan odstaje in plus! A dziewice? Są i będą, odkąd smoki zmieniły dietę i za namową Zatońskiego palenie rzuciły i na trawkę przeszły… tfu! na sałatę… biedne te dziewice, nawet smoki ich nie chcą…

PS. A Jan Maryja Rokita na in vitro załapać się może… Bo po diabła miałby wykonywać te „śmieszne ruchy, niegodne konserwatywnego filozofa”?

Addenda: bardzo proszę o przeczytanie komentarza Torlina do tego tekstu, bo ważny! I mojej odpowiedzi, bo rzeczywiście w tekście zabrakło podstawowej tezy. Zaistniała dopiero w komentarzu.

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 21 to “Jako b y ł a zwolenniczka PO głos zabieram…”

  1. Torlin Says:

    Błagam Cię Defendo, nie baw się w Dorę i A.Capellę, i nie bądź typem agresywnej feministki. Żeby nie było, generalnie jestem za Tobą i przeciwko Gowinowi. Ale widzę u Ciebie charakterystyczne zdania fundamentalizmu, ale tym razem feministycznego.
    1. Gowin to nie jest całe PO, a PO to nie jest tylko Gowin. Ja też „kocham” PO „z braku laku”, ale nie obciążałbym całego dużego ugrupowania wszystkim tym, co chlapnie na konferencji jeden z przedstawicieli.
    2. „Młodzi żyją w konkubinatach (…), bo nie śpieszą się do kościoła”. I znowu to samo. Dlaczego przyszedł Ci do głowy kościół? A innych ślubów w Polsce nie ma? Teraz są nowe, humanistyczne. Jak ktoś się chce pobrać, to może tylko podpisać papierek.
    3. Dla mnie osobiście nie branie ślubu cywilnego jest nie tylko złem dla dziecka, ale i kłopotem dla matki. Moje młode znajome opowiadają, jakie mają kłopoty w urzędach, że dziecko ma inaczej na nazwisko.
    4. Ja mogę się nie zgadzać z Gowinem generalnie, ale przykro mi się zrobiło, że zwekslowałaś sprawę „ojca i matki” na „jajeczko i plemnik”. Ja nie twierdzę, że nie można wychować dziecka samotnie, ale dla rozwoju dziecka potrzebne są obydwie osoby. Dla dziecka niezbędna jest i matka, i ojciec.

  2. defendo Says:

    1. Szef PO desygnował tego wcale nie szeregowego członka partii na stanowisko szef komisji bioetyki. I ten szef – z takimi publicznie wygłaszanymi poglądami – ma teraz decydować o sprawach wcale niemałej wagi w życiu wielu ludzi.
    2. Racja. Są i inne. Jest również presja środowiska. Jest presja rodziców jednej lub drugiej strony. Co to śluby „humanistyczne”?
    3. Zatem należy się pobrać dla uniknięcia kłopotu?
    4. W naszym pięknym kraju 30% dzieci(statystyki tak mówią) wychowuje się w rodzinach nietradycyjnych. To dzieci singli, te, wychowywane przez ojczyma/macochę czy dziadków, te, których rodzic za granicą zdobywa środki na utrzymanie rodziny i który coraz częściej posiada drugiego partnera właśnie tam, aż stopniowo rodzina się rozpada itd. Określenie „niezbędne” zastąpiłabym „potrzebne”. Chociaż generalnie się z Tobą zgadzam.

    Napisałam ten tekst z dwóch powodów – nie miałam ochoty podejmować dyskusji w blogach i na forach, na których sporo się o tym mówi. Nie chciałam włączać się w chór. Jakoś wolę solo. Nie chodzi mi też o walkę z czyimś światopoglądem, ale o drugi powód: chciałam uwypuklić paskudne zjawisko – fakt, że wielu ludziom sprawującym ważne urzędy, światopogląd – prywatny i osobisty – uniemożliwia wykonywanie funkcji. Vide – dotychczasowa Rzecznik Praw Dziecka. Winna zaniedbań. Publicznie mówiąca straszliwe bzdury i realizująca je „na urzędzie”.

    Może lekarz odmawiać wykonania aborcji kobiecie, którą zgwałcono, bo mu na to nie pozwala światopogląd – i szanuję jego decyzję. Ale ma o b o w i ą z e k wskazania szpitala czy kolegi, który to zrobi.
    Może młoda kobieta decydować się na zostanie „dziewicą konsekrowaną”, jest mi to zupełnie obojętne. Gorzej, jeśli o tym, czy jest poczytalna decyduje inna „konsekrowana dziewica” – psycholog z zawodu, wskazana przez władze kościelne jako ekspert. Chociaż to też mi obojętne. Kobiet i tak jest więcej niż mężczyzn, więc nikomu krzywdy nie czyni. Niech żyje jak chce. Znajomy, wielce niemłody lekarz stwierdził sucho – „jedna poślubia swoje wyobrażenie Boga, druga szydełkuje, trzecia lubi wąchać psie g…, niech mają, skoro lubią”. Nie zgadzam się jednak na krzywdy wyrządzane innym w imię wyznawanego systemu wartości. Na to, żeby jakakolwiek religia miała za duży wpływ na prawo stanowione, bo stosy już płonęły, a szariat każe kamienować niewierne – i robi się to na świecie. Nie zgadzam się na to, żeby nawiedzeni podkładali bomby pod kliniki, w których wykonuje się zabiegi sztucznego poronienia. Na trwanie torturowanych przez mężów żon przy katach w imię „dobra dziecka”. Na krzywdy czynione innym, bo czyjeś poglądy są tak ważne, że mniema, iż ma prawo je wyrządzać, bo dobro trzeba krzewić pałką i dynamitem.
    Masz rację, że przejaskrawiłam, ale mam nadzieję, że wyjaśniłam Ci powody, dla których to zrobiłam.

  3. Torlin Says:

    Nawet nie wiesz Defendo, jaką mi przyjemność zrobiłaś odpowiedzią. Bo zamiast spodziewanych wyzwisk otrzymałem sporo argumentów. I z absolutną większością się całkowicie zgadzam, a te nieliczne, co do których mam tylko trochę odmienne zdanie, nie są godne dyskusji.
    Zgadzam się z Tobą.
    A to dla Ciebie
    http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4746293.html

  4. defendo Says:

    Dzięki, Torlinie, za komentarz(naprawdę spodziewałeś się wyzwisk? ode mnie? traktuję to jako oczywisty żart!) i za tę informację o humanistycznych ślubach. Smakowita :)
    Problem w tym, że te śluby prawnie nieumocowane, więc konkubinatem są. I – wg Gowina – para jest zagrożona: będą się molestować(tą kawą chyba), przemocy używać(przemocą tulić pewnie) itd. ;)

  5. Rojpli Says:

    Czy ja moge sie tu wywnetrzyc na temat PO, jako zjawiska politycznego w ogole, Defendo? Bo mnie klawiatura swedzi :-))

  6. defendo Says:

    Ależ zapraszam, Rojpli :)

    Podrapać? ;)

  7. Elżbieta Says:

    Ślub humanistyczny…hmm, ale przysięga super:))

    Defendo,jednak jesteśmy daleko za Murzynami,nasza świadomość nie dogania nawet III Świata..Pozdrawiam

  8. Rojpli Says:

    Dziekuje, Defendo :-)

    No to tak. Glosowalem na PO ostatnio. Stojac w dluuuugim ogonie w konsulacie. Z powodow banalnych i takich jak inni. Poniewaz PO nie jest PiSem. I jak tak sobie patrze to faktycznie nie jest. Np. zagranica sie nie trzeba czerwienic. I na tym jakby sie konczy.

    Ale jak sie temu przyjrzec to widac , jak mi sie zdaje pewien mechanizm ktory wszystko to porusza.
    Otoz, taka a nie inna dynamike PO wymusza spoleczenstwo, ktore jest w sposob skrajny wyzbyte jakichkolwiek zludzen wobec swojej klasy politycznej.
    Przypomina to nieco stosunek do adminow na Forum GW: najlepiej nic nie robcie, jakos to dziala.
    Innymi slowy, spoleczenstwo zdaje sie wysylac sygnal: my sobie damy rady, wy tylko ograniczcie swoja aktywnosc do minimum i nic nie reformujcie. Jak nie bedziecie nam robic obciachu to my bedziemy szczesliwi. Zadnych Giertychow, Lepperow i robienia wstydu w Unii. I bez Rydzykow. Tyle i nic wiecej.
    W tle tego jest rowniez przekonanie (obok tego bazowego: ze politycy spieprza i zamienia w lajno wszystko za co sie wezma) ze jakby sie naprawde za cos wzieli, to my (cokolwiek to moze znaczyc) na tym stracimy. Chocby w ten sposob ze zniszczone zostana nasze drogi poruszania sie po rzeczywistosci. Np. my wiemy jak sie zalatwia pewne rzeczy w sluzbie zdrowia, oswoilismy te rzeczywistosc, zaakceptowalismy szara strefe, dopuscilismy relane placenie i odczepcie z planami reformy.

    Takiemu stanowisku spoleczenstwa sprzyja oczywiscie niezla koniuktura gospodarcza.

    Mozna to jeszcze inaczej podsumowac: pokazcie ze jestescie w stanie doprowadzic do Euro 2012 i budowac autostrady. A wtedy pogadamy o jakimkolwiek reformowaniu.

    Tyle spolczenstwo. PO wydaje sie to rozumiec i reaguje w sposob ktory nazwalismy z Najblizszym Otoczeniem „populistycznym leseferyzmem”. To znaczy nie robieniem niczego bo lud sobie tego nie zyczy.

    Nie da sie jednak tak do konca rzadzic bo pojawiaja sie realne problemy. Nie chce sie wszczynac wojny ideologicznej o in vitro, to sie ja sie wszczyna kretynskim komentarzem i interpretacja. Nie posadzalem Gowina o taki idiotyzm, szczerze powiedziawszy.

    Na ile to jest na dlusza mete do utrzymania, jest po pierwsze zalezne od koniunktury, ktora nie bedzie wieczna. Po drugie, nie da sie na dluzsza mete udawac ze sie kocha wszystkich, ale niektorzy powinni siedziec cicho (np. mniejszosci rozne).

    Last but not least, najlepszym poparciem dla takiego PL (populistycznego leseferyzmu) bedzie dalsza kurska aktywnosc PiSu. Im bardziej ta formacja estetyczna bedzie glosna tym bardziej cenic sie bedzie letarg platformiany.

    PS. I na tym tle biedny Dutkiewicz co zglupial. I chce budowac partie, ktora czegos chce. Nie dosc ze kolejny raz usiluja zbudowac w Polsce chadecje, co wg mnie sie nie uda. Bo nie bedzie w Polsce chadecji bez poparcia Kosciola, a ten jest w masie swoich kaplanow endecki a nie chadecki, tak jak od 100 lat. To jeszcze biedny Dutkiewicz chce budowac partie czynu, kiedy spoleczenstwo oczekuje od politykow tylko zeby sie zdrzemneli.
    Dziekuje za uwage.

  9. Rojpli Says:

    Nawiasem pytajac:

    w jaki sposob para homoseksualna moze przeprowadzic zaplodnienie in vitro? :-)

  10. defendo Says:

    Elżbieto – też mi się podoba! :)
    Rojpli – ale jakoś nie widzę zmian w MEN na przykład. Giertych nie robił nic, poza obniżeniem rangi matury. Pani Hall kontynuuje dzieło. Te pomysły na fragmenty fragmentów lektur, ten dziwacznie pokrętny stosunek do religii jako przedmiotu maturalnego. PO też tak chce – zjeść ciastko i mieć ciastko. Nikogo sobie nie zrazić i nikogo nie stracić. A nie da się tak. Głosowali na nich również ci, którzy nie chcieli supremacji Rydzyka, jego bezlitosnej zachłanności, syconej wciąż przez PiS. Nie rozumieją jakby, że ta część wyborców nie odpuści – rozliczy głosując. Gowin też nie pomógł – narażając się wszystkim jednocześnie.
    Racja – koniunktura sprzyja. Ale do czasu(sprzyjała zresztą i PiS-owi). W końcu musi dojść do bessy, właściwie już się zaczęła. Na razie mało odczuwalna(Irlandia czy Estonia mają gorzej), lecz jest.
    Chadecji w Polsce nie da się zbudować – tu się z Tobą zgadzam. Generalnie zresztą – zgadzam się. Nie da się również dlatego, że albo mamy do czynienia z tzw. „katolicyzmem ludowym”, a ten nie sprzyja myśleniu, jest dość fundamentalny w zakresie stosunku do mniejszości, kocha manifestacje w postaci pielgrzymek i publicznych mszy itd. a w dodatku ma poczucie swojej „misyjności” – narzucenia wszystkim mieszkańcom kraju własnych przekonań przy pomocy środków prawnych. A to już nie są żarty. Chadecja niemiecka jest o wiele bardziej umiarkowana. Poza tym ma pływ na własny Kościół jako instytucję – u nas to Kościół ma wpływ na instytucje państwa i partie. Było to szczególnie widoczne ostatnio przy sprawie Głodzia.
    PO ma ambicje bycia „partią środka”, skoro nie da się być typową partią centrum. Taką, którą akceptować może każdy. I to skrzętnie wykorzystuje PiS – okopując się na prawo od PO. Kaczyński jest zresztą zmuszony przeć coraz bardziej na prawo, bo czuje oddech Rydzyka, Marek Jurek mógłby stać się jego wyścigowym koniem, gdyby tylko był mniej inteligentny. Polski problem to brak lewicy. Nie dlatego, że jestem zwolenniczką tej opcji, ale dlatego, że wymaga tego równowaga polityczna w kraju demokratycznym.

  11. von_ungern Says:

    Ciekawostka:

    Moja dobra znajoma na studiach przyjaźniła się z małżowiną Marka Jurka (zanim owa małżowina do Marka Jurka przywarła, znaczy). Znajoma moja- podobnie zresztą jak jej przyjaciółka w owym czasie- jest ateistką i to raczej z tych nie owijających w bawełnę. Tyle szkicu sytuacji, teraz zawiązanie akcji: Iza (tak zdaje się nazywa się żona Człowieka Dwojga Imion) poznaje swojego oblubieńca. I nagle zachodzi cudowna zmiana: przestaje mówić ‚skrobanka’, zaczyna mówić: ‚aborcja’, przestaje mówić ‚papież’, zaczyna- ‚Ojciec Święty’. Et cetera, et cetera. To właściwie tyle anegdotki, bo kontakt się oczywiście urwał (na bazie różnic światopoglądowych), ale dorzucę jeszcze dwa zabawne fakty (i jeden wcale nie zabawny):

    1. Pan Marek Jurek już na studiach uważany był za religijnego oszołoma i radykała. Pytany o to, czym chce się zajmować w życiu zawsze odpowiadał, że zostanie politykiem, czym wzbudzał zrozumiałą wesołość.

    2. Państwo Markowie przy wejściu do mieszkania mają zamontowaną miseczkę z wodą świconą (sic!). Wiem o tym z pierwszej ręki, bo syn mojej znajomej- w owym czasie kilkuletni- wylał ją niechcący podczas ich jedynej wizyty tamże. Wyobraźcie sobie konsternację i zakłopotanie wszystkich wokół. Jak się sprząta wodę święconą? Ciekawy problem teologiczny. Przecież nie mopem. Białą husteczką? Może jest do tego jakiś rytuał?

    3. Marek Jurek nie uznaje reform soborowych, optuje za przywróceniem mszy świętej po łacinie i chce celebracji mszy przez księdza przodem do ołtarza. Osobiście uważam, że może sobie tam nawet chcieć, żeby ksiądz prowadził mszę stojąc na jednej nodze- mnie, jako ateisty, i tak to wszak nie dotyczy i nie obchodzi. Ale jest jeszcze ta brzydsza strona jego religijności- jest antysemitą i, rzekomo, nie wstydzi się z tym obnosić.

    Wygląda więc na to, że mamy tylko dwie realne alternatywy do wyboru: albo partię leniwą, nijaką i uciekającą od wszelkich problemów, albo… byłą partię Marka Jurka. Przy całym moim braku sympatii do PO nie mam problemów ze wskazaniem mniejszego zła.

  12. vogler Says:

    Mój dobry procesor od literatury sprawę poglądów kwitował krótko, mówiąc „nadgorliwość (w myśleniu) jest gorsza od faszyzmu.”
    Mam wrażenie że cały kraj głosuje w poczuciu mniejszego zła, tylko skąd te rozbieżności? Z drugiej strony jak słyszę co poniektóre opinie zwykłych, szarych ludzi, czuję się jak w żywym muzeum osobliwości.

  13. defendo Says:

    Von Ungernie – anegdotki smakowite ;)
    Nie wiem, dlaczego, ale od razu skojarzyło mi się, że choroby psychiczne s łatwo indukowane otoczeniu. Psychiatrzy wiedzą doskonale, że rodziny schizofreników, a częściej – paranoików, po pewnym czasie zaczynają wykazywać objawy tych chorób. Żaden szanujący się psychiatra nie podejmuje leczenia rodzin, bo wie,że jedyną skuteczną terapią jest separacja. Wystarczy, że taki „zarażony” krewny czy powinowaty znajdzie się poza zasięgiem kontaktu z chorym i wraca do zdrowia. Bez ingerencji medyków.

    Voglerze, to prawda, ale prawda z gatunku smutnych: wolałabym głosować z nadzieją, że wybieram dobro, a nie „mniejsze zło”. Taki wybór(sugerowany i przez Von Ungerna) wyklucza entuzjazm, a choćby nawet nadzieję.

  14. Rojpli Says:

    Defendo,
    Jak idzie o Ministerstwo Edukacji. Najgorsze jest to ze te dzialania w ogole nie odnosza sie do probelmow realnych i wiaze sie z odpowiadaniem na zle psotawione i niewazne pytania. Przygladalem sie ostatnio testom PISA, nawet nie ich wynikom, tylko co one tam badaja. Test ten bada efektywnosc SYSTEMU szkolnego. I ocenia ja np. wg dwoch kryteriow:

    1. Jak duze sa roznice w poziomie wiedzy pomiedzy szkolami.
    2. Jak duze sa roznice w poziomie wiedzy uczniow z jednej szkoly.

    Im ten statystyczny rozrzut jest wiekszy tym gorzej dla systemu. Jezeli bowiem mamy piec szkol z ktorych jedna jest swietna, trzy przecietne a jedna fatalna, to bardzo dobrze to swiadczy swietenj szkole ale bardzo zle o systemie edukacji.
    Podobnie jezeli mamy takie roznice wewnatrz szkoly to zanczy ze szkola jako system dziala zle.

    Innym kryterium PISY jest zaleznosc osiaganej wiedzy od zaplecza spoleczengo. Im silniejsza korelacja tym gorzej. Znaczy: system nie niweluje.

    (Nie wiem czy dla Giertycha ten problem w ogole jest umyslowo dostepny).

    Jezeli w Polsce mozna trafic do fatalnego albo bardzo dobrego szpitala, to to na podobnej zasadzie dobrze swiadczy o dobrym szpitalu, ale fatalnie o systemie ochrony zdrowia.

    I to sa zadania dla ministerstw. A nie zajmowanie sie sfera symboliczno-ideologiczna.

    Gdybym mial radzic PiSowi jak ma wygrac nastepne wybory, doradzilbym udanie sie calym klubem parlamentarnym i szefostwem partii na roczny urlop, np. na Cypr. Jak do tej pory od 1989 roku, kazda partia sprawuajca wladza zalatwiala sie sama, przy udziale mediow, bez udzialu opozycji. Wrocicie na gotowe.

    Gdybym mial radzic PO, jak ma wygrac nastepne wybory, powiedzialbym (biorac pod uwage opisany poprzednio model pogladow spoleczenstwa): nie robcie awantur, nie robcie wiele, pokazcie ze potraficie doprowadzic do budowy autostrad.

    A konfliktow i tak beda mieli multum, bo rzeczywistosci nie da sie zamiesc pod dywan.

  15. defendo Says:

    Nie tylko dla Giertycha – niedostępny również dla pani Hall. Edukacja ma stworzyć równe szanse wszystkim. Dobry postulat, chociaż… mam pewne zastrzeżenia. Jeśli szkoła mieści się w dzielnicy slumsów – z konieczności dostosowuje się do możliwości swoich uczniów. To nie są dzieci wychowywane w domach pełnych książek, w kulcie nauki, nikt nie stymuluje ich rozwoju. Myślę, że nauczyciel musi w takich klasach mówić do podopiecznych inaczej, niż ten, który ma do czynienia z dzieciakami wyselekcjonowanymi. Więc postulat o równości szans pozostanie postulatem, może nawet i realizowanym, ale powolutku. Wciąż aktualna jest mądra wypowiedź Napoleona – o tym, że dzieci należy zacząć wychowywać 20 lat p r z e d ich urodzeniem(wychować rodziców). Śmieszy mnie rozpaczanie(modne ostatnio), że szkoła nie przygotowuje do życia. Bo wcale nie ma do niego przygotować. Życia uczą wszystkie podmioty wychowawcze, głównie rodzina i grupa rówieśnicza. Zwalanie wszystkiego na szkołę jest dowodem na brak wiedzy takiego krytyka.
    Nie wiem, czy szkoła powinna być egalitarna. Na poziomie obowiązkowej(podstawówka i nieszczęsne gimnazja) – zapewne tak. Jednak sama natura jest „elitarna” – jednych obdarzyła geniuszem, innych talentem, innych tylko zdolnościami np. manualnymi. Nawet wśród intelektualistów nie ma równości – są wybitni i mniej wybitni. Twórcy i przyczynkarze. Jedni i drudzy – potrzebni. Dzięki nim dokonuje się postęp.

    Masz rację, że anemiczna opozycja – a właściwie tylko taką mamy – nie potrafi działać skutecznie. Może jednak nauczymy się? Z czasem…
    Pomysł z Cyprem – świetny!Akurat diety poselskie pokryją koszty pobytu.

    O dywan to potyka się każda władza, bo tyle pod kobierzec zamieciono, że same garby ;)

  16. Torlin Says:

    Ja wiem, że wszystko może być lepiej, sprawniej. Są cały czas problemy do rozwiązania. Ale mnie cholercia denerwuje to narzekanie, wszystko jest źle, wszystko trzeba właściwie od nowa zbudować, to się do niczego nie nadaje.
    Tymczasem oświata w Polsce zrobiła olbrzymie postępy. Szczególnie chcę powiedzieć o szkołach na wsi. Jakie moje było zdumienie, jak zobaczyłem w znajomej wsi gminnej z terenów „Ściany Wschodniej”, że znajome dzieciaki chodzące do podstawówki we wsi liczącej 1.000 mieszkańców bez większego trudu zdały do najlepszego liceum w dużym wojewódzkim mieście. Znam starsze, które pokończyły państwowe dobre szkoły wyższe, jedna dziewczyna jest po ASP, a chłopak jest na Politechnice Warszawskiej na informatyce. To się naprawdę bardzo zmieniło. To były oczywiście państwowe, bo rodziców nie stać było na prywatne.
    Ja nie mówię, że nie może być lepiej, ale te kasandryczne opowiadania o upadku polskiej szkoły uważam za przesadzone.

  17. defendo Says:

    Torlinie – zdały. Każde LO chce mieć jak najwięcej uczniów – zwłaszcza w czasie niżu, żeby nauczycieli nie zwalniać na przykład. Nie wiem, czy się zmieniło na lepsze. Nie miałam problemu z kosztami studiów – dziś mają. W „moich czasach” chłopak ze wsi trafiał na MEL w Warszawie, inny na ASP – stosownie do zdolności. Radzili sobie z naprawdę trudnymi egzaminami wstępnymi. Dziś problem to nie zdolności – bo te niepotrzebne – ale zamożność rodziców. To mnie martwi. Mam wielu znajomych – wierz mi, że dzieci czekają w rodzinnej kolejce – jedno studiuje, a drugie musi popracować, bo dwójka na studiach(na uczelniach państwowych) to za wiele, jeśli rodzice to np. nauczyciel plus niepracująca żona czy pielęgniarka. O to właśnie mi chodzi.
    Dobra strona to dostępność – wielu młodych pracuje tylko po to, żeby zarobić na czesne. Inwestują w siebie.

  18. Torlin Says:

    Tylko że „w moich czasach” dzieci ze wsi dostawały „punkty za pochodzenie”.

  19. von_ungern Says:

    Wydaje mi się, że główny problem z edukacją (a zarazem z Polską) można zdiagnozować następująco: poprawia sie znacząco, ale i tak nie dość szybko.

    To nie jest chyba tylko moje wrażenie, że najwiekszą przeszkodą w drodze do szczęśliwej, dostatniej Polski są politycy. Gdyby zrobić ‚ściepę narodową’ i wysłać ich gdzieś, gdzie nie mogliby szkodzić, to czy mielibyśmy problem z rosyjskim embargo? Albo z tysiącem innych rzeczy? Nie mówiąc już o tym, ile zyskałby nasz prestiż międzynarodowy.

    Ale to dygresje i dywagacje. Fakt jest taki, że ktoś musi sterować tą łajbą i wolę już PO niż PIS. Ja siedzę teraz na wygnaniu, w Albionie, więc może mniej tutaj do mnie dociera, ale mam wrażenie, że jest jakby mniej afer w porównaniu z poprzednimi ekipami. Pamiętacie AWS? Albo SLD?

    Żeby nie było wątpliwości: nie głosowałem na PO. Nie pamiętam już co mnie do tego skłoniło- czy to poparcie Millera czy jakiś ‚katooszołomski’ tekst jednego z przywódców. Fakt jest taki, że nie głosowałem w ogóle. Ale jestem całkiem zadowolony z tego, jak sobie radzą.

    Z tego samego powodu uważałem, że Kwaśniewski był świetnym prezydentem: trzymał buzię na kłódkę, nie miał poglądów politycznych (tzn. nie obnosił się z tymi, które miał) i ładnie wychodził na zdjęciach. Świetny prezydent. Teraz mamy zaangażowanego i co?

    Eech. Chcieliście Polski, no to ja macie. Skumbrie w tomacie, pstrąg.

  20. defendo Says:

    Torlinie – punkty nadal ważne – ale procentowe. Na kontach rodziców… ;)
    Von Ungernie – może po prostu uczymy się powoli cierpliwości – mozolnego budowania? Do tej pory świetni byliśmy w ramach „zrywów” – powstań, akcji itd.(Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to znakomity przykład z czasów pokoju). Gorzej wychodzi w codzienności. Może to dlatego, że lubimy się popisywać, szybko osiągać efekty.
    Myślę że z katalogu czterech wielkich reform tylko jedna naprawdę się udała – to reforma samorządowa. To podstawa tworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Coraz więcej ludzi czuje, że może coś zrobić na „własnym podwórku” – wspomóc miejscową szkołę, rozliczyć szefów służb komunalnych itd. Najgorzej wyszła chyba reforma zdrowia i – niestety – edukacji. Przez to powielanie cudzych błędów. A najtaniej uczyć się na nich – eliminując je z własnej koncepcji. Nie wiem, jaki diabeł podpowiedział naszym decydentom, że jak budować kapitalizm – to ze wszystkimi jego dziewiętnastowiecznymi błędami, że dla poprawy jakości kształcenia szkoły muszą być „sześć plus trzy”(w efekcie kiedyś niemal wszystkie dzieci kończyły ośmioklasówkę, dziś znaczny odsetek nie kończy gimnazjum). Nie wiem, dlaczego uparto się powtarzać nie tylko schemat, ale i ewidentne jego nieprawidłowości. Jakieś zapatrzenie, czy co? Przez zapatrzenie to krowa przestaje mleko dawać, a biała żona białego mężczyzny rodzi czarnoskóre dziecko… ;)

  21. von_ungern Says:

    Amen.

    W sprawie czarnych dzieci z białych małżeństw: poznałem dorosłego faceta, który był takim właśnie przypadkiem. Jego matka długo upierała się, że to ‚choroba nerek’. Mieli czarnego ogrodnika.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: