Pokolenie „Zamiast”

Wcale nie chciałam o tym pisać, ale nie udało mi się ominąć tematu. Będzie o lekturach szkolnych – temacie numer jeden, dwa lub trzy wielu blogów i forów. Poczułam się jednak zmuszona, bo komentarze to jednak za mało.
Poczytałam wypowiedzi, porozmawiałam. I znów się z lekka rozzłościłam. Oliwy do ognia dodał komentarz jakiejś nieznanej mi postaci wirtualnej(nie na tym blogu), która miała mi za złe, że tego, co chcę powiedzieć, nie da się wyrazić w dwóch zdaniach pojedynczych. Da się właściwie, ale nie da się wtedy zrozumieć, o co mi chodzi. Konsumentka sms-ów nie jest w stanie strawić wypowiedzi, w której użyto argumentów. Wypowiedź w więcej niż dwóch linijkach i w dodatku pozbawiona obrazka jest dla niej niestrawna. Dodam, że blog, na którym otrzymałam reprymendę, nie jest własnością samozwańczej strażniczki miejsca na komentarze.
Pomyślałam, że to żałosny efekt zmian w szkolnictwie – konkretnie „rewolucji egzaminacyjnej”. Tresura zaczyna się w starszych klasach szkoły podstawowej, kontynuuje się ją w gimnazjum, apogeum osiąga w szkołach średnich. Idealny jej wytwór potrafi bezbłędnie rozwiązać testy, przy obowiązkowo wyłączonym mózgu. To urządzenie bowiem generuje czasem oryginalne pomysły i nietypowe rozwiązania, które grożą takiegoż testu niezaliczeniem. Klucz odpowiedzi, którym m u s i się posługiwać egzaminator, precyzuje, ile i za co. I choćby polonistę zafascynowało oryginalne spojrzenie maturzysty na postać literacką, problem, choćby podziwiał bogactwo jego języka – jest zmuszony uciąć mu punkty, bo…(i tu następuje katalog, e-numeratywny). Bodaj temu, kto testy uznał za jedyny probierz kompetencji, ucięło.. nie punkty, a jakieś ważne dla życia organy. Głównie te, których używanie sprawia przyjemność. I oby leczył go psychiatra szkolony metodą testów(najlepiej po kursie dwutygodniowym, bo skoro można po takim odpowiadać za bezpieczeństwo państwa, to cóż dopiero za zdrowie psychiczne jednego czy kilkudziesięciu jego obywateli?). I pal licho maturę – bo dziś każdy tresowany matoł ją zda, gorzej, że jej wyniki decydują o przyjęciu na studia. Na najlepsze uczelnie i najlepsze ich kierunki przyjmuje się tych z najwyższym wynikiem – ergo – wzorcowo wytresowanych. Jacyż z nich będą studenci? Przeczytanie i zrozumienie tekstu o koncepcji duszy wg Platona i Arystotelesa grubo przerasta ich możliwości, a zaliczenie kolokwium, kiedy trzeba w ciągu 15 minut udowodnić, że pojęło się, o co chodzi, staje się wyczynem na miarę wdrapania się na Annapurnę. Zimą. Bo s i ę nie pojęło. A kolokwium to nie test. Mądry wykładowca rzadko stosuje tę formę sprawdzenia wiedzy studenta. Bo ona niczego nie sprawdza.
Licealista postuluje w swoim blogu czytanie niemal wszystkiego we fragmentach, bo „nie ma czasu”. Podaje swoje fascynacje literackie z gimnazjum – są „Chłopcy z placu broni”, jest „Quo vadis”, „Krzyżacy”, nawet „Tajemniczy ogród”. Zrozumiałe – przynajmniej dla mnie – chłopak szuka podświadomie wzorców rycerskich. Jestem w stanie przyjąć do wiadomości nawet to, że akurat w Sienkiewiczu ich szuka, chociaż – wg mnie – to literatura lotu niskiego i koszącego, Mniszkówna miała na kim się uczyć. Ale niech mu będzie. Diabli mnie jednak wzięli, kiedy napisał, że bardzo mu się fragmenty „Świata Zofii” spodobały. I tu nastąpił apel do „kogoś”, żeby wyabstrahował zestaw najlepszych… Piekło i szatani! Podobało mu się! Te fragmenty! Czemuż, do cholery, nie przeczytał całości? Bo nie kazali. Książki nikt mu z garści nie wydarł. Nie zamazał tuszem niepoleconych rozdziałów. Wystarczyło nakazać czytać „kawałki”, żeby młody człowiek posłusznie ominął pozostałe. Chociaż mu się podobało. I istnieje w świętym przekonaniu, że każdą książkę można pochlastać – a on po „kawałkach” pozna całość. Można dzieciakom śmiało zalecić „Kochanka lady Chatterley” zabraniając czytać erotyczne sceny – i wyjść z pokoju – na pewno ocząt nie skalają widokiem lady Jane w sypialni – niemałżeńskiej. Ksiądz Piramowicz byłby dumny z takich wychowanków. Radził wszak kartki sklejać, zanim panienkom „Rodzinę Połanieckich” czytać się zezwoli. A tu proszę – i bez kleju można. Czysta oszczędność.
Wszystko we fragmentach, w pośpiechu, ćwiczone do mechanicznego rozwiązywania testu(problemu), zero refleksji, żadnego namysłu. Pokawałkowana wiedza, sfragmentaryzowany mózg. Nie szukać odpowiedzi na własną rękę, bo nie daj Boże, nie będzie poprawna, a czasu szkoda; otoczyć kultem „gotowce”. Wszystko „zamiast” – film zamiast książki, zabawka zamiast rodziców, dyscyplina zamiast norm, pieniądze zamiast szczęścia, seks zamiast miłości. Nasza edukacja zmierza do wychowania pokolenia „ZAMIAST”. Nie, nie do wychowania – do wyprodukowania.
Szkoła też „pokawałkowana” – kiedyś przedmiotów takich jak historia, biologia czy fizyka uczono w podstawówce – historii przez lat pięć, biologii chyba tyleż, fizyki – trzy. Poszerzano wiedzę w szkole średniej – cztery lub trzy lata. I uczeń musiał czegoś się nauczyć, bo uniknąć się nie dało. Dziś liże – fizykę w elementach(podstawówka), jęzor nieco głębiej,ale za to rzadziej niż dawniej, bo mało godzin(gimnazjum), ciut w średniej – i polizał. W jamie gębowej absmak lub apetyt, ale rozpoznać smak trudno. Jeszcze trudniej rozsmakować się.

Tak na marginesie – ciekawa jestem ,dlaczego poloniści nie biją na alarm z całkiem innego powodu – gramatyki nie uczy żadna szkoła. Z gimnazjum wyleciało to, co dawniej obowiązywało w podstawówce. A bez znajomości budowy zdań złożonych n i e da się poprawnie stosować znaków interpunkcyjnych. NIE DA SIĘ! Żadna intuicja nic nie pomoże. Intuicja nie podpowie, że wtrącenie trzeba wydzielić takim samym znakiem z obu jego stron. Jeśli myślnik – to na początku i na końcu, przecinek takoż. Nie wspomnę już o nieszczęsnych imiesłowach. „Idąc ulicą, łopotała jej sukienka” – i tak SE szła, aż poszła w las, jak nauka.
Jeśli ktoś ma mi za złe długość noty – niech nie czyta. I niech diabli porwą analfabetów tresowanych do czytania tekstu mieszczącego się na ekraniku komórki! Dla nich tylko erzace, dla nas – ekskluzywne oryginały.

Reklamy

Tagi: , , , , ,

komentarzy 31 to “Pokolenie „Zamiast””

  1. Gloomy Slipper Says:

    Przeczytanie i zrozumienie tekstu o koncepcji duszy wg Platona i Arystotelesa grubo przerasta ich możliwości, a zaliczenie kolokwium, kiedy trzeba w ciągu 15 minut udowodnić, że pojęło się, o co chodzi, staje się wyczynem na miarę wdrapania się na Annapurnę. Zimą.

    Uwielbiam Cię, platonicznie rzecz jasna ;-)

    Defendo, nie ma co się denerwować. Mnie zaraz po przybyciu do LO powiedzieli, że na maturze eseje nie wchodzą w grę, tylko interpretacja utworu zgodnie z koncepcją jej natury. Jaka to natura wiemy doskonale.
    Za to nasza polonistka jest osobą myślącą i jeżeli mamy jakikolwiek inny test niż „nowa matura” piszemy to co nam do głowy wpadnie tzn. kontemplacja własnych myśli mile widziana. Co do tego, że uczniowie czytają tylko to co im każą, bądź polecą to efekt naszego społeczeństwa. To jakże chlubne społeczeństwo wolnego czasu może być dobrym jak wiele rzeczy na tym świecie. Pytanie tylko jak ulokujemy swój wolny czas. A dzieci w dobie gier komputerowych i muzyki typu: ista ista są leniwe, za bardzo.

  2. defendo Says:

    Gloomy, wyrazy uwielbienia przyjmuję z przymrużeniem obu oczu ;), ale i z przyjemnością, bom kobieta. Platonicznego też.
    Masz szczęście, że Twoja polonistka nie chciała być treserką. Smutno mi tylko, że społeczeństwo czytujące nałogowo(dawniej) książki zakazane i literaturę tzw. „drugiego obiegu” teraz wychowuje na „memłonie” tych, którzy tak łatwo poddają się tresurze :(

  3. Torlin Says:

    A ja odkryłem, jak można w nowym Łotrpressie edytować komentarze. Trzeba po włączeniu „comments” nacisnąć nick twórcy komentarza.
    Jeżeli chodzi o lektury… Nie zgadzam się z Tobą w sprawie Sienkiewicza, to jest wspaniała literatura, barwna, soczysta, ze świetną akcją i doskonale zarysowanymi postaciami.
    O duszy platońskiej to i za moich czasów napisałoby może 3 % maturzystów.
    W dzisiejszym świecie „wizyjnym” książki są niestety za długie. Zmienił się świat…

  4. latajacy_talerz Says:

    Irytujący autobiograficzny wtręt. Szkołę średnią skończyłem 10 lat temu. To co Ty stawiasz na piedestale – umiejętność myślenia była mi przeszkodą i to na tyle dużą, że siedziałem częściej w aulach uczelni wyższych niż obdrapanych salach technikum. Odkryłem wówczas rzecz zaskakującą. Poziom szkoły średniej był wyższy niż większości wydziałów po których miałem okazję się szwendać.
    W ubiegłym roku postanowiłem pójść na studia. Wybrałem filologię polską. Pominę milczeniem fakt, że byłem najlepszy na roku. Z historii języka polskiego był test, łacinę zaliczałem w terminie (wyniki powyżej średniej), a jedyną pracę pisemną miałem z historii filozofii. Na kulturze języka – wiedzę w pigułce.
    A w ramach dowcipu, dorabiając do pensji, absolwentom czteroletnich liceów pisałem bądź poprawiałem prace licencjackie, inżynierskie ewentualnie magisterskie (w tym zaplątało kilka z filologii polskiej), nie mając przy tym matury.
    Jakość matury jest odzwierciedleniem jakości nauczania. W chwili obecnej abiturienci, których rodziców nie stać na korepetycje mają szansę zdać.
    Można utyskiwać na jakość nauczania. Chciałbym tylko zauważyć, że proces degeneracji rozpoczął się na wiele lat przed wprowadzaniem nowej, już obowiązującej, matury.

  5. defendo Says:

    Torlinie – jako absolutnie odporna na wiedzę techniczną, próbowałam postąpić ścicle według Twoich wskazówek. I – do diabła! – oczywiście nie udało mi się…O czym donoszę ze wstydem.
    Nie ma za długich książek. Te najlepsze – chociaż marzę, żeby je skończyć. przynoszą nieco smutku. Mam żal, że to już, że koniec. Wiem, wracamy do pisma obrazkowego. Ale tak mi trudno się z tym pogodzić.

  6. defendo Says:

    Talerzu, z pewnością masz rację. Jednak były wtedy egzaminy wstępne na wyższe uczelnie. Wcale nie takie łatwe. Uczelnie sobie studentów same wybierały, chociaż musiały te nieszczęsne punkty za pochodzenie przydzielać. To akurat jednak można było obejść. Poz tym najlepsi i tak się mogli dostać, brak tych punktów „pochodzeniowych” nie szkodził im. Masz dziś całe rodziny lekarzy, architektów, Estreicherów itd.
    Profesorowie(pomijam patologie) wymagali i uczyli. Dziś wymaga student, bo skoro płaci…
    Zawsze wzrost ilości przynosi pogorszenie jakości. Szkoda, że w szkolnictwie wyższym ta reguła działa również.

  7. Torlin Says:

    Defendo – na spokojnie!
    Po zalogowaniu naciskasz „Comments”.
    Po ukazaniu się strony masz wszystkie ostatnie komentarze poniżej czarnego paska, na którym białymi literami jest napisane „Komentarz… Data… Operacje”.
    Komentarz, który chcesz poprawić!
    Nasuń myszkę na nick komentatora po lewej stronie, np. Torlin i ukaże Ci się podpowiedź w dymku „Edytuj komentarz”.
    Naciśnij na nick i popraw komentarz.
    Na końcu naciskasz „ZAPISZ” (po prawej stronie).
    Wylogowujesz się i koniec.

  8. defendo Says:

    Torlinie – jesteś wielki! :*
    Nie tylko dlatego, że okazałeś się nieskończenie cierpliwy, mam na myśli również Twoje pisanie „nieinstrukcyjne”. Mój podziw ma jednak swoje złe – dla Ciebie strony – grozi Ci, że zwrócę sie do Ciebie w razie kolejnych barykad do pokonania :)))

  9. latajacy_talerz Says:

    Jeżeli chodzi o dostępność do wykształcenia wyższego – w chwili obecnej jest bardzo dobrze. Jeżeli mowa jest o jakości – to właśnie te klany lekarzy, adwokatów etc. w głównej mierze zaniżyły poziom nauczania (baran nie baran musi kontynuować tradycję rodzinną). Skupiam się na patologiach – przykład zazwyczaj szedł z góry. ATSD widzę i mam do czynienia z owymi „najlepszymi” z minionych dekad mam duże wątpliwości co do egzaminów jakie musieli zdać, by dostać się na wybrany kierunek.
    Może mam spojrzenie proletariatu (w końcu z niego się wywodzę), ale żadne umiejętności czy wiedza nie pomogły mi się dostać na studia. Nie miałem pieniędzy na łapówki dla komisji rekrutacyjnych.

    Poziomu w chwili obecnej trudno szukać na uczelniach, są co prawda bastiony, które starają się nie schodzić z poziomu, a nawet go podwyższać.

    Znajoma wykłada ekonomię. Na swoich zajęciach, z tego co relacjonuje, wprowadza dodatkowo punktowane zadania dla studentów mające na celu podwyższyć ich poziom erudycji i kultury. Zaczęła około 20 lat temu.

    Stan obecny nauczania nie jest wynikiem przemian jakie nastąpiły w trakcie reformy (swoją droga ona nie jest jeszcze zakończona).

  10. defendo Says:

    Talerzu – zdawałam piekielnie trudny wstępny, przed laty, w dodatku wymyśliłam sobie kierunek, na który było 15 osób na jedno miejsce(przyjmowano zaledwie 30). Słowo honoru, że nikt – ani ja, ani rodzice – żadnych łapówek nie dawali. Dostałam się. I to były cudowne studia. Na roku znalazła sie jedna córka profesora UWr, chociaż startowało więcej potomków „elit”. Nie odstawała. Była naprawdę dobra.
    Nie wiem, czy jest coś złego w tym, że dziecko Estreichera zostaje profesorem. Sądzę, że nie. Że dziecko lekarza – lekarzem. Mam na myśli robienie kariery naukowej. Nie chodzi mi o klany, a raczej o dziedziczenie niektórych cech. Nie zawsze się zdarza – zgoda. Syn znajomych dostał się na medycynę, zrobił doktorat(bardzo szybko), dziś wyjeżdża na sympozja do USA(tatuś jest lekarzem rodzinnym na wsi), drugi syn tez się dostał, bo kocha rodziców – wiec zrobił, jak chcieli. Dwa zmarnowane lata – i realizacja marzeń: AR – budowa maszyn. Upaprany w smarach i szczęśliwy, myśli dziś o doktoracie, buduje prototypy. Wszystkie uogólnienia są jakimś przekłamaniem.
    Myślę jednak o jakości. O tym, jak rozwiąże problem ktoś, kogo nauczono wymagać od wykładowców gotowych recept, uczący się algorytmów postępowania w różnych sytuacjach. A rzeczywistość często odbiega od schematu. Ktoś, kto nie potrafi podejść holistycznie – nie tylko do problemu, również do człowieka.

  11. dru' Says:

    Nie wiem do jakiej szkoły ty chodziłaś, i kiedy, ale ta do której uczęszczałem ja (zrobiłem maturę 11 lat temu) była równie beznadziejna co ta, o której piszesz powyżej. Głupiemu szczęściu zawdzięczam fakt, iż trafiłem na najlepszego nauczyciela z matematyki w mieście, oraz wymagającą nauczycielkę z angielskiego w liceum. Były to jednak jednostki.
    Liczba dobrych fizyków w moim mieście teraz i wtedy = 0.
    Dobrzy matematycy teraz i wtedy = 3.
    A liceów mamy chyba z 10, nie mówiąc o reszcie szkół.

    Wydaje mi się prawdziwe to co piszesz o obecnej szkole, ale w tej poprzedniej nie było lepiej. Polska szkoła warunkuje zewnętrznie, a to jest prosta droga żeby wychowywać intelektualny beton. Z resztą taki beton gospodarce jest potrzebny, aby brał drogie kredyty i wydawał pieniądze ponad stan. Jest to również zgodne z interesem państwa i szkoła daje właśnie to czego się od niej oczekuje. Tak więc pod tym względem raczej nic się nie zmieni. Edukacja publiczna w naszym kraju jest edukacją dla biednych i podporządkowanych. Wszelkie reformy to zwykłe nieporozumienie. Nawet jeśli ktoś ma pomysł wykraczający poza obecnie istniejące ramy to szybko mu go przerobią. Pomaga w tym skutecznie cały system prawny, który w zasadzie uniemożliwia prowadzenie jakiejkolwiek polityki edukacyjnej.

    Jak dla mnie jedynym ratunkiem jest uczenie swoich dzieci samemu, przy wykorzystaniu pewnych korzyści, które stwarza szkoła. Należy również uporczywie szukać tych sensownych jednostkowych przypadków nauczycieli, którzy jeszcze jakimś cudem nie uciekli z zawodu. :D

    PS. Swoją drogą nie powinno być: „jestem ciekawa” zamiast „jestem ciekaw”.
    PS2. Niezapomniany cytat z Boston Public: „Już umiemy rozwiązywać testy, teraz chcielibyśmy się czegoś nauczyć”.

  12. defendo Says:

    Dru’, dzięki za zwrócenie uwagi na literówkę – poprawiłam.
    Masz rację, że szkoła wychowuje masowego konsumenta. Konsumenta wszystkiego – od sztuki, przez religię, po truskawki. I działa tak, jakby była na usługach producentów dóbr konsumpcyjnych.
    Reformę edukacji zaczęłabym od reformy studiów kształcących nauczycieli. I od wychowania rodziców. Rodzice niech może jednak nie uczą swoich dzieci, niech je mądrze rozwijają, co Ty na to?

  13. dru' Says:

    Szkoła jest również narzędziem utrwalania władzy. Państwo lubi poprawnie myślących obywateli, stąd sposób prowadzenia lekcji, religia w szkołach, program historii z podtytułem „mity i fantazje o Polsce” i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy. I to jest skuteczne.
    Ja nie widzę nadziei na zmianę do momentu, kiedy powstanie ssanie społeczne na ludzi o otwartych umysłach i posiadających wiedzę tzw. humanistyczną (psychologia, socjologia, HRM) i umiejętności na wysokim poziomie. Anglicy zorientowali się, że coś takiego jest potrzebne i zmieniają swój system edukacji. My wcześniej przebrniemy przez wszystkie błędy Europy Zachodniej i USA (testy – już jest, nauczanie za pomocą pieniędzy – zaczyna się właśnie), a potem może pojawi się w naszej edukacji myśl, że wiedza to nie zamknięte schematy, a nauczanie to nie tylko odciskanie znaków przeszłości w umysłach młodych.
    Twoje pomysły na reformę są słuszne, jak myślę. Problem jednak w tym, że opracowane pomysły już leżą od dawna przygotowane, wystarczy postudiować co nie co literaturę zachodnią. Nikt jednak nie ma zamiaru ich w Polsce wdrażać.
    Co do wychowania to myślę, że uczenie dzieci (dokładniej chodziło mi o prostowanie i uzupełnianie wiedzy podawanej w szkole) jest właśnie mądrym rozwijaniem dziecka. To rodzic musi mieć pomysł na nauczanie dziecka, nie może w tym przypadku liczyć na szkołę.
    No, ale na razie jest to z mojej strony bajdurzenie. Jak praktycznie to zrobię przez lat następnych kilka to będę mógł dyskutować. Na razie mam tylko odrobinę wdrożony plan.

  14. paintbox2 Says:

    Do pewnego momentu czułam się obiektem muzealnym-byłam dzieckiem bez komputera.Oczywiście od czasu do czasu zadawałam rodzicom kultowe pytanie:,,Dlaczego wszyscy mają, a ja nie?”.Kiedy skończyłam 15 lat i dostałam laptopa stał się on dla mnie narzędziem pracy,możliwością poszerzania zainteresowań.Zanim to nastąpiło książki były dla mnie jedynym możliwym źródłem informacji, zdjęć, a także jedyną rzeczywistością do której można uciec bez konsekwencji.Jak łatwo wczuć się w rolę jednego z bohaterów, przeżywać to co on,wzbogacić się tym, a potem zarzucić jego troski.To jednak zupełnie co innego od rzeczywistości wirtualnej.Teraz rozumiem, że rodzice chcieli abym rozkochała się w literaturze na tyle mocno, aby komputer mi jej nigdy nie zastąpił,aby streszczenia nie zastąpiły lektur,wikipedia encyklopedii.Nie jestem jednak osobą biegłą w gramatyce ani ortografii, być może nie popełniam elementarnych błędów,ale z pewnością mój sposób konstruowania wypowiedzi pozostawia wiele do życzenia, co można zauważyć chociażby czytając kilka wpisów na moim pseudoblogu.

  15. Elżbieta Says:

    Defendo,a jednak książki to świetny wynalazek,niedowiarkom proponuję przeczytać pierwszą i ostatnią stronę,tylko czy wtedy coś zrozumieją…
    Pozdrawiam

  16. defendo Says:

    Dru’ – prawda, że powielamy cudze wzorce, szkoda jednak, że powielamy również cudze błędy. Dużo zdrowiej i taniej byłoby się na nich uczyć.
    Trochę optymizmu – wiesz, jak nikłe jest bezrobocie wśród absolwentów filozofii? Poważne firmy chętnie ich biorą(nie nasze na razie, ale też się powoli zaczyna). Wychodzą z założenia, że myśleć to oni potrafią, a reszty się mogą nauczyć,bo nauczyć się umieją. Sami. A tresowana małpa nietypowego problemu nie rozwiąże, choćby nie wiem co. Bo umie tylko typowe. I nie jest nauczona myśleć, tylko działać wg schematu. Więc biorą sobie filozofów, inwestując nawet w ich dokształcanie stricte zawodowe, bo to sie im zwyczajnie opłaca. Myślę, że teraz kolej na socjologów itd. Bo mają szerszą, ogólniejszą wiedzę, niż inni.
    Na marginesie – jeśli wolno mi nieśmiało wyrazić swoją opinię – masz świetny blog! Tylko albo ja się po nim poruszać nie umiem, albo piszesz strasznie rzadko. Już miałam chęć skomentować jedną z ostatnich not, ale spojrzałam na datę – luty. Dyskusja już się skończyła pewnie. Nic to, poczekam:)

  17. defendo Says:

    Paintbox2 – chciałam spojrzeć na Twój blog, ale znaleźć go nie umiem… a nie podałaś namiarów. Potwierdzasz tezę Umberto Eco „kto czyta, żyje wielokrotnie”, życiem setek i tysięcy bohaterów. Nie tylko to – ma większą szansę uniknięcia realnego błędu, bo zna doświadczenia „papierowych” postaci. A jeśli już sie w błąd pakuje – potrafi z grubsza ocenić jego konsekwencje. Nie żałujesz tego bezkomputerowego czasu?;)

    Elżbieto, jak zwykle miło mi Cię tu widzieć:)
    Masz racje z gatunku świętych. Niech sobie czytają okładki wyłącznie. Niech nuworysze kupują książki „pod kolor” tapety(autentyczne, byłam świadkiem w księgarni). Nie przestaniemy czytać, prawda? Patrząc nieco z góry – ale mamy prawo – na tych, którzy czytają tylko etykietki. I to niektóre. I nie wszystko na nich. Bo za dużo tych informacji i druczek za mały. A ich autorzy posłużyli się nie tylko pismem obrazkowym.

  18. grześ Says:

    Witam, na tym jeszcze chyba nie komentowałem blogu, więc czas nastał :)

    Z wiekszością uwag się zgadzam, dodam tylko jedno, mnie zdziwiło, że gdy zadałem na pierwszych zajęciach z pisania na języku niemieckim, rok pierwszy w Kolegium Jezyków Obcych, by każdy napisał(właściwie dokonczył historyjkę) to poza normalnymi rzeczami czyli błędami wszelkiego rodzaju, wręcz niekiedy groteskowymi zauważyłem, że praktycznie nikt nie umiał stworzyć spójnej, fajnej i ciekawej historii.
    Były to bardziej luźne rozsypane zdania niż teksty.
    Zauważam tyż nieraz gdy rzucam im jakieś idiomy/frazeologizmy, to podanie odpowiednika polskiego niewiele daje, bo oni nie znają takiego wyrażenia po polsku, znaczy nie rozumieją.

    Pozdrówka.

  19. defendo Says:

    Grześ – witam w dziewiczym rejsie ;)
    Tylko to Ci e zdziwiło? A zapytaj o imiesłów przymiotnikowy i przysłówkowy, to sie przewrócisz z wrażenia. Dla biegłych w gramatyce tak dalece, że im zbiegła „czytający” jest przymiotnikiem i basta!
    Ubóstwo myślenia idzie w parze z nędzą umysłową, przecież wiadomo, że język jest narzędziem poznania. Tylko czort wie, jak oni to rozumieją, gotowi nie tylko partnera(partnerkę) a trotuar tym, co mają w jamie gębowej, poznawać. A jak o dyskursie wspomnisz, to puste oczka słuchaczy zobaczysz.
    Historyjki od nich żądasz, sadysto? To przecież nie test z serią pytań zamkniętych, samemu trzeba…

  20. dru' Says:

    Optymizmu faktycznie mi trochę ostatnio brakuje, pewnie przez wiosnę – sezon alergii. :D
    Niemniej sam optymistycznie patrzę w przyszłość, widzę tylko niemoc zmiany różnego rodzaju systemów. Choć chyba bardziej mnie to ostatnio ciekawi, niż powoduje depresję. :)
    Co do bloga to dziękuję. Staram się pisać dwa razy w miesiącu. I tak wydaje mi się to dużo…
    A dyskusja trwa tak długo jak ktoś pisze coś w komentarzach. Mnie osobiście irytuje, że się napocę nad klawiaturą, a potem okazuje się, iż nie trafiłem z datą publikacji i post przepadł w czasie. ;) Cóż, takie jest prawo blogów i ich wyraźna słabość (jak dla mnie).

  21. dru' Says:

    A wpis z lutego… to był rzeczywiście dobry temat. :D

  22. a-linka Says:

    Dobrzy pedagodzy wiedzą, jak rozbudzać zainteresowania, sowich uczniów. Podane ” na siłę” interesujące „kawałki” lektur mogą z czasem zaprocentować z czasem zainteresowaniem całością i powrotem do tego, co zapadło w pamięci. Wszystko zależy od tego, kto ma większy wpływ na ” niedouczonego bachora”, pani od polskiego, czy pan od fizyki, sprawa bardzo indywidualna. Defendo, nie wszyscy muszą być humanistami, nie wszyscy muszą być miłośnikami teatru, opery czy kina. Tak, jak nie wszyscy muszą być inżynierami czy lekarzami. Ważne, żeby się spełniać w tym, czym się zajmujemy, żeby nam dawało to zadowolenie i pozwoliło żyć na pożądanym przez nas poziomie.

    Inna sprawa to, oferują nam środki masowego przekazu, prywatnych się nie czepiam. Sprzedają, co maja, ale telewizja publiczna czasem wrażenie, że po prostu pikuje w dół…

  23. paintbox2 Says:

    Lat bezkomputerowych zdecydowanie nie żałuję.
    To prawda, że nie każdy inżynier musi się fascynować filozofią i przy obrabiarce rozważać wybitne dzieła.Z drugiej strony, warto żeby ludzie zajmujący się przedmiotami ścisłymi mieli szersze spojrzenie światopoglądowe i świadomość osadzenia tego co robią w kulturze.Mój Mistrz matematyczny omawiając funkcję wymierną i różniczki zagląda do ,,Myśli” Braisa Pascala i czyta wybrane fragmenty wszystkim swoim uczniom.Wiele umysłów ścisłych ma predyspozycje do przedmiotów humanistycznych, wydaje mi się,że trudniej nauczyć humanistę zagadnień z matematyki i fizyki, niż odwrotnie.
    paintbox2.wordpress.com

  24. habodacious Says:

    Dzięki temu tekstowi naszła mnie pewna refleksja. Pokolenie, które tresowane jest na „spełniaczy podstawowych wymagań” jest pokoleniem, które raz trzeba wprowadzić w ruch, a już nie trzeba niczego robić. Taki zestandaryzowany i opatrzony numerem EQ-33-6RA/06 cóś po prostu traktuje lepszych cósiów jako idiotów, bo innych.

    A aby temu zapobiec, trzeba tak niewiele. Jak dla mie, błąd polega na tym, iż w szkołach UCZY się nielubienia lektur. No jak taki cóś spojrzy na niezwykle interesujący fragment książki a’la opis z dziesięcioma przymiotnikami w zdaniu złożonym z piętnastu słów, to jak ma to go zaciekawić? Dzisiaj książka „ciekawa” i „niezanudzająca” musi zawierać w jednej stronie tyle akcji, ile pięćdziesiąt stron „Trzech muszkieterów”, a nie daj Ateju, żeby połowy tej strony nie zajmowała ilustracja! I to wcale nie oznacza, że dzisiejszy gimnazjalista jest wybredny wobec literatury.
    bodq.wordpress.com

  25. ewcikson Says:

    Aja napisze tak: w polskiej szkole dzieje sie źle; od początku szlachetnej reformy widać było, że władzom chodzi tylko o tresowanie posłusznego, aczkolwiek mało rozgarniętego i NIEMYŚLĄCEGO logicznie obywatela- bo ciemnymi masami jest łatwiej sterować, nieprawdaż? I aż dziwne ,że w czasach komuny mieliśmy jeden z najlepszych systemów edukacyjnych w Europie… To niby komuniści chcieli zniszczyć państwowość i jednostki… Ale z edukacją to im się raczej nie udało .Ja przypomnę tylko genialne pomysły imć pana Giertycha odnośnie listy lektur i poklask uczniów rodziców i nauczycieli… Przykro to pisać , ale mnie polonistce z wykształcenia i zamiłowania włosy stanęły dęba- jak można skreślać Witkacego czy Gombrowicza? Ano można, bo tego we fragmentach czytać sie da, ale zrozumieć nie sposób. Był to też jeden z powodów dla których stwierdziłam, że nie chce w takim kraju żyć, gdzie elitami intelektualnymi rządzą ciemne masy- bo racje ma większość(lol).
    Dziś szczęśliwie mieszkam w Holandii i aż mnie zazdrość bierze jak obserwuje tutejszy system edukacji, tu sie bardzo dba o przyszłość narodu i aż szkoda ,że nasi politycy nie biorą przykładu z innych nacji…

  26. defendo Says:

    Alinko – rzecz w tym, że poddani tresurze n i e czytają, nawet kiedy im fragment smakuje. Bo „nie kazali”…
    Paintbox, właśnie w tym rzecz, że pewien kanon powinni jednak opanować wszyscy, którzy chcą mieć maturę. Wciąż wracam do Steinhausa – matematyka i wielkiego humanisty.

  27. defendo Says:

    Habodaciousie, ale jeśli już uda Ci się zmusić nastolatka do przeczytania „Buszującego w zbożu”, to jest tą książką zauroczony. Może sięgnie po następną, którą mu polecisz?
    Nie zgadzam się na to, żeby polska szkoła kształciła konsumenta dóbr materialnych i „materiał na fachowca”. Ma uczyć myśleć, do diabła!

  28. defendo Says:

    Ewcikson:) witam – miło Cię gościć. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Dodam jeszcze, że znam dziewczynę, która po zdaniu matury kanadyjskiej wróciła do polski, żeby zdać i naszą(starą wtedy jeszcze,załapała się na ostatni rok). Musiała nadrabiać mnóstwo rzeczy – okazało się, że kanadyjski maturzysta opanowuje matematykę na poziomie naszej(ówczesnej) ósmej klasy. A literatury – poza rodzimą – nie zn wcale. Dziewczyna inteligentna i ambitna – półtora roku indywidualnego nauczania i zdała. Nawet dostała się na studia. Rzecz całą opisała w którymś z dolnośląskich czasopism. I co? I nic… Nikt nie zareagował na jej płomienną obronę naszego szkolnictwa. A na własnej skórze poczuła skutki nie naszego, niby lepszego.
    A uczniowie? Wcale im się nie dziwię. Niektórzy nawet chcą zniesienia obowiązku szkolnego. Pozwól ludziom pracować tyle, ile zechcą(nie we własnej firmie), to, oprócz garstki zapaleńców, ograniczą czas pracy do kawałeczka etatu. Jeśli od czasu i efektów pracy nie będzie zależała ich płaca. Tak i maturzyści – od ich wkładu pracy i czytelnictwa wynik nowej matury nijak nie zależy…

  29. paintbox2 Says:

    Wspomnienia z podstawówki i gimanazjum wolałabym wymazać.Podstawówka była prywatna,dużo snobów,szóstkę na koniec można było załatwić jeśli się znalo dyrektorkę.Poziom był jednak nie najgorszy,tylko atmosfera trudna do zniesienia wśród zarozumiałych dzieci, które mogą mieć wszystko.Później ze względu na dochody rodziców(ciężkie jest życie psychologa) zmieniłam szkołę.W tym samym miejscu chodziłam później do gimnazjum.Tu problemem był w tym,że osoby ambitne miały ciężko-na lekcji dlatego,że tylko dwie jednostki w klasie chciały się czekogolwiek dowiedzieć, na przerwie-klasyczny koszmar kujona; strach przed nurkowaniem głową w kiblu,zabieranie,topienie i zakopywanie dobytku.Ja się nie rzucałam w oczy w momentach krytycznych,więc miałam spokój.Widziałam jak się ustawiała kolejka dresów, rzucali pokolei ,,kujonką” o automat z puszkami i zbierali drobne, które wysypywały się pod wpływem tego zderzenia.Zrobiła się dygresja o atmosferze w szkole,ale moim zdaniem ona jest kluczowa.Kiedy poszłam do liceum spotkałam cudownych ludzi,obecnych przyjaciół.W momentach kryzysowych nie musiałam nawet prosić o pomoc w nauce,bo sama do mnie przychodziła.Kilkoro nauczycieli z tej szkoły jest w moich oczach wybitnych,wielu jest przeciętnych,kilku słabych.Ci wybitni są motorem napędowym dla całego liceum.Najważniejsze jest jednak to, że wielu uczniom się chce działać, nawet bez bacika nad karkiem, bez wyścigu szczórów.
    To się nie tyczy bezpośrednio literatury, ale poszerzania zainteresowań w jakimkolwiek kierunku.

  30. paintbox2 Says:

    http://www.sendspace.pl/file/DkE4X4rB/
    Komentarz z ostatniego Przekroju do waszych słów.

  31. defendo Says:

    Świetne, Paintbox:)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: