Kultura elitarna – kultura masowa (kilka beztroskich uwag)

Pierwsza

Kiedy właściwie narodziła się popkultura? Czy grafitti na ścianach Forum Romanum wykonane w czasach starożytnych są jej przejawem? Chyba nie – to tylko dowód wandalizmu, chęci naruszenia piękna zbyt czystego, zbyt doskonałego. Średniowiecze? Przepiękna bazylika w Vezelay budziła jednakowy podziw pielgrzymów, mówiła do nich językiem płaskorzeźb i rzeźb, który był przez nich odczytywany tak samo. Nie wiem, kiedy powstała, ale w romantyzmie już widać wyraźny podział. Poeci czerpią z kultury ludowej jak z nowego, nieznanego salonom źródła.
Druga
Kultura wysoka zawdzięcza swoje istnienie popkulturze. Gdyby nie ona – nigdy nie nabrałaby przekonania o swojej „wysokości”; trwa poprzez kontrast z tym, co wulgarne i pospolite. A jeśli tak – to zawdzięcza swoje istnienie właśnie „majteczkom w kropeczki”(istnienie zawdzięczamy rodzicom, więc „majteczki” są ojcem i matką kompozycji Góreckiego). Kolejna implikacja tego założenia: elitarni twórcy nie mogą być wobec masowej kultury obojętni, wciąż uwikłani w swoistą grę – od flirtu po potępienie.
Trzecia
Popkultura korzysta z mitów i archetypów, ale zmienia ich istotę – karę, która spotyka bohaterów. Happy end za wszelką cenę. Nawet kiedy Orfeusz odwróci się patrząc na Eurydykę nadleci Batman, żeby ją uratować w ostatnim momencie. Odbiera mitom i symbolom ich wieloznaczność, krzyż w „Pasji” traci znaczenie symbolu kaźni, staje się jej narzędziem. Tylko narzędziem.
Czwarta
W niepewnym świecie, w którym ideologie i religie tracą moc – w którym człowiek nie ufa ani politykom, ani księżom, ani rodzicom, nie wierzy filozofom ani wyroczniom – pozwala ma skoncentrowanie się na swoich emocjach jako jedynym pewniku. Popkultura karmi te emocje, każąc śmiać się z Kiepskich, chociaż to krzywe lustro, w którym odbija się twarz przeciętnego widza. Każe płakać na melodramatach, bać się o bohatera filmu akcji, z wygodną pewnością. że nie może on zginąć(zresztą można wcześniej przeczytać streszczenie). Popularność piłki nożnej jest chyba najlepszym dowodem – ważne kto i w jakim stylu wygra, a namiętności, jakie budzi mecz są odwieczne: „nasi” i „obcy”, „wojna zastępcza” – konieczna jak powietrze mężczyznom pozbawionym dzid, ale uzbrojonym w kije i noże.
Piąta
Czy możliwe jest mieszanie się kultury masowej z elitarną? Źle postawione pytanie – oczywiście, że możliwe, ale z jakim skutkiem? Czy popkultura próbując wznieść się w górę nie straci najważniejszego – masowego odbiorcy? Czy twórca zniżający sie do poziomu przeciętnego człowieka nie zatraci swojej finezji? Kiedy prosty język staje się prostacki? Język jest wszak narzędziem poznania. Która metafora jest trafna i zrozumiała, ale jeszcze oddaje istotę rzeczy?

Potrafię pogodzić się z tym, że znakomity aktor gra w serialu, bo może uczynić go po prostu lepszym, nie tracąc twarzy(wspaniały Holoubek w „Opowiadaniach profesora Tutki”), nie umiem zaakceptować decyzji Zanussiego o zaangażowaniu Dody do jego filmu, to jakby postawić ją w jednym rzędzie z Komorowską i Zapasiewiczem. Można człowieka wytresować, ale nie można mu nadać tego wewnętrznego blasku, który płynie z namysłu. Metafizyczny temperament nie jest cechą wszystkich ludzi.

To pierwsza notka z serii, proponuję przeczytać uzupełniającą(może nawet ważniejszą od tej):

https://defendo.wordpress.com/2008/09/11/niebezpieczna-popkultura/

Tagi: ,

Odpowiedzi: 20 to “Kultura elitarna – kultura masowa (kilka beztroskich uwag)”

  1. poltergeist666 Says:

    Pierwszy wandal, czy może nazwać go pierwszym artystą, wziął w dłonie osmolony kamień i począł ryć ścianę jaskini. Ściana ta, była idealnie pięknym arcydziełem Przyrody. Ten prymitywny wandal-artysta, odczuł potrzebę, nabazgrania mamuta, którego upolował. Być może, był to pierwszy upolowany przez niego zwierz w życiu. Dzisiejsi „graficiarze”, nie polują już na mamuty, mają także w zasięgu ręki kolorowe farby i dużo wolnego czasu. Jeśli chodzi o figi w deseń, no cóż … Popyt kształtuje podaż. Pieniądze leżą na ulicy, nawet blisko kratki ściekowej, do której zawsze zmywa je ulewny deszcz, wystarczy tam tylko sięgnąć. Nie każdemu jednak chce się schylić. Nie wiem, czy w Średniowieczu, ludziom żyło się lepiej, czy gorzej. Dziś każdy wie, jak wygląda „dobre życie” własnej epoki. Widzi je w kinie, telewizji, kolorowym brukowcu, takie przyjazne, czyta o nim w harlequinach i wtapia się w ten cudowny świat, bez trosk, pełen pieniędzy i szczęścia, które te pieniądze zapewniają. Tak prywatnie, nikt nie chce bez happy endu, stąd współcześni bohaterowie w przeważającej części są nieśmiertelni i wszechmocni. Kogo dziś interesuje wzdychanie dawnych kochanków? Dziś widzi współczesnych, mających wszystko na sprzedaż.
    Faktycznie, Doda lepiej się prezentuje wizualnie, zarówno od Komorowskiej, jak i Zapasiewicza. Założę się, że do Dody, przyjdą tłumy, a do tych dwojga, tylko nieliczni, którzy mianują siebie koneserami prawdziwej sztuki.
    Def, może epoka takich koneserów już jest za nami? Może to gatunek na wymarciu? Kiedyś znajdzie się ktoś, kto poszpera w archiwach i powie: no w pytę, fajowe były te dinozaury, ale dobrze, że wyzdychały.
    Nie pasjonuję się modą, ale tak mi się przypomniało, że kiedyś w TV, natknąłem się na jakiś pokaz mody. Mówiono tam w zachwycie nad prezentowaną „odzieżą”, że to Sztuka, a jej twórca jest Artystą. Możliwe, że mieli rację. Wszak na co dzień nie „ubieramy” się w dzieła sztuki, chyba dlatego nie dało się tego ubrać, tak na moje prymitywne oko. Ale zapewne ja się nie znam, na sztuce użytkowej, ani żadnej innej. Maczam gęsie pióro w inkauście i bazgrolę niezdarne kufony, które mają udawać piękne inicjały z dawnych epok.

  2. Pentagram Says:

    O Wielka Ty moja Pani :)
    I znów muszę się zachwycić Twym pisaniem. Znalazłam się tutaj „wychodząc” z Pokera blogu- kierunkowskazem do Ciebie i przeczytałam jednym tchem tę notkę.
    Chciałam pisać długo i namiętnie. Wstawię jednak link oto taki, polecam przeczytać w całości :):
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Popkultura

    Widzisz kochana ja posługuje się google, gdyż na wszystko inne za późno już jest. Świetnie się bawię i uczę. Gdy Ty uczyłaś się i czytałaś książki ja „gracowałam” buraki i ziemniaki u tatusia na gospodarce. Zadawałam sobie wtedy pytanie, dlaczego stonka ma tak samo cuchnącą kupę jak jej rozgnieciona larwa, i dlaczego trzeba nawozić obornikiem, by potem urosły roślinki. Pracowałam od dziecka w polu. Pamiętam pachnące siano i zboże, pieczone ziemniaki na koniec wykopków ups ale to chyba już inna kultura…
    Gdy Ty konsumowałaś KULTURĘ ja niańczyłam cudze dzieci a potem swoje. Podczas gdy Ty zbierasz żniwo zachwytów i euforii wielbicieli, ja czytam to i zazdroszczę zdolności Twych ;). Uwierz mi skupiam się na tekstach i je (d)oceniam, nie Ciebie ;P. Wszystko inne przedtem było prowokacją-przepraszam. Pobudzają mnie one i często irytują (treści). Często nie zgadzam się z Twoim akcentowaniem pewnych kwestii. Posiadając obszerną wiedzę potrafisz skutecznie wnikać w umysł czytelnika prowokując do przemyśleń. Jesteś trójwymiarowa w odbiorze. Zastanawiam się czy ma to na celu (i czyje) dobro. Nie będziemy nigdy wszyscy równi. Nie chodzi o to, by kogoś zmieniać na siłę, prawda? Powiedz, że chodzi Ci o rozwój poszczególnych jednostek. Nie bardzo mi się chce wierzyć abyś dążyła do zaznaczania-piętnowania i kategoriowania ludzi. Wspaniale piszesz, dociera to do mnie. Niemniej jesteś surowa i oceniasz postawę innych , wolno to tak, kulturalnie to? ( Doda) Wiem, wiem, bez plotek i imiennego wytykania nie mobilizowałoby tak do ruszania mózgiem. Nie potrafię pięknie pisać, tak jak Ty, i nigdy nie dorównam Ci i wcale nie chcę :>. Faktem jest to , że czytając Cię zdradzam się, że pociąga mnie to Twoje tu klikanie i inspirują Twoje rozważania.

    Wielkim jest ten co pociąga za sobą tego co wątłym i słabym i umożliwia jemu rozwój, daje skrzydła by mógł się wznieść. Nie na zasadzie tresury, ale na zasadzie otwartości i przyjaznego wyciągania dłoni. Do ludzi bez kultury wszak trzeba rzeczywiście wyjść na scenę i zagrać czasem i „groteskę”. Uwierz mi nigdy nie zastanawiałam się nad teatrem, filmem, po prostu oglądałam i już. Dziś kiedy skroń nieco zbielała zadaję sobie wiele pytań i szukam nań odpowiedzi, w końcu mam czas dla siebie. Najwięcej odpowiedzi jest w maluczkich tego świata, i w tym co głupim się zdaje. Dzieci, młodzież, ta rozwydrzona, ta która ma trudności z koncentracją i z przystosowywaniem się ( wg najnowszych odkryć wynika), przejawia podczas rozmaitych zajęć prowadzonych przez wykwalifikowana ekipę ponad przeciętną inteligencję. Złoto trzeba wydobyć. Czy takich ludzi szukasz Defendo, prowokując? Napisy w ustępach publicznych i szkolnych bywają zaskakujące a najczęściej widnieje tam graffiti ”kocham Cię” lub inne np”kurwa”Polecam wysłuchać: http://www.youtube.com/watch?v=dHhS-3qtNow
    Doda, cóż ładna dupa, a i dość wygadana. Być może ktoś chce coś udowodnić angażując ją ?

  3. procesVII Says:

    Rzecz, że Doda zagra w filmie Zanussiego nie stawia jej w jednym rzędzie z Komorowską. W ostatnich Mistrzostwach Świata Japonia grała w jednej grupie z Brazylią. I zagrały te dwie drużyny mecz rzecz jasna. Nie oznaczało to, że grały na jednakim poziomie. Will Sampson, który zagrał Chiefa Bromdena w „Locie nad kukułczym gniazdem” obok sław, też był niedouczonym Indianinem. Jack London był prostym marynarzem, zupełnie jak Cervantes.
    Może Doda jest świetną aktorką i zagra niesamowitą rolę? Uważam, że talent muzyczny ma i niezgorzej śpiewa, właśnie niedawno jej posłuchałem. To zdolna baba, trzeba jej to przyznać.
    Aktor gra. Steve McQueen bił swoje kobiety, był skandalistą, ale jak nikt zagrał „Papilliona” czy „Toma Horna”.

  4. chlodnym_okiem Says:

    Proponuję zapoznać się ze zdaniem Krzysztofa Zanussiego w sprawie zaangażowania Dody w swoim filmie:
    Zna pan jakieś piosenki Dody?
    – Nie interesuję się szczególnie muzyką rozrywkową.
    A jednak zdecydował pan, ze Doda, czyli Dorota Rabczewska, zagra w pana nowym filmie „Serce na dłoni”.
    – No, ale ja jeszcze tego nie jestem pewien.
    A skąd taki pomysł?
    – Z tego, że ta pani zyskała ogromne zainteresowanie opinii publicznej. I to jest jej osobisty sukces. Nie rozumiem tylko środków, jakimi pani Doda go osiągnęła.
    Dla filmu zainteresowanie wszelkiego rodzaju jest konieczne. I jeśli uda mi się zaproponować jej występ na zasadzie tzw. special guest star, co jest dość często przyjętą formą występu w różnych filmach na całym świecie, to wydaje mi się, że będzie to dowcipem, na który mogę sobie pozwolić. I pani Doda też.
    Takich dowcipów nie robił pan dawniej. Kiedyś grała u pana Maja Komorowska, a teraz – Doda.
    – Tym jestem zachwycony, że się dziwią. O to mi chodziło.
    A występy Dody w telewizji publicznej opłacanej z naszego abonamentu w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie”?
    – Nie oglądałem. Mówimy o pani Dodzie czy o telewizji publicznej? Bo to są dwie różne sprawy.
    Doda jest, jaka jest. O tym programie nie mogę się wypowiadać, bo go nie widziałem. Podejrzewam tylko, że zgodzę się z krytykami „Tańca na lodzie”, a nie tymi, którzy tego bronią.

    http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,5051713.html

    Proces napisał:
    „Rzecz, że Doda zagra w filmie Zanussiego nie stawia jej w jednym rzędzie z Komorowską.”
    To że Proces zdobył nagrodę w Blogu Roku nie stawia go w jednym rzędzie z Januszem Korwinem Mikke.

  5. ninga Says:

    Zgoda. Jest pop-kultura i jest też tzw. kultura elitarna. Ponieważ z pierwszą zawiązane są pieniądze, z drugą uznanie salonu, prób połączenia jednej i drugiej jest dużo. I nie zawsze z tych prób wychodzi coś dobrego wychodzi.
    Ale … odkąd to Zanussi to kultura elitarna? Może kiedyś – Struktura kryształu itp. Ale ostatnie kilkanaście lat ?
    W tym przypadku dziwię się Dodzie.

  6. defendo Says:

    Poltergeiście, nie wierzę w zmierzch epoki koneserów. Stara Europa broni się nadal. Popkultura jest wytworem krajów anglosaskich, tam święci największe zwycięstwa. Masz rację o tyle, że net spowodował śmierć krytyków. Dawniej Stańczyk dowiódł, że w Polsce najwięcej jest lekarzy – dziś bez cienia wysiłku można dowieść, że najwięcej jest krytyków. Wszyscy znają się na wszystkim, a już najwięcej jest nieuprawnionych recenzentów. Nie recenzentów treści, ale formy. Jakże często można usłyszeć „ważne, że mi sie to (nie)podoba”, tak rzadko ktoś potrafi powiedzieć, dlaczego i wykazać przy tym, że wie, o czym mówi. Szczególną uciechę sprawia takim profanom możliwość szargania tego wszystkiego, co zyskało uznanie ekspertów(widać to choćby w programach TV typy „Taniec z czymś tam na czymś tam” czy konkursach muzycznych – głosują na panienkę bez wdzięku i słuchu, ale zjechaną przez profesjonalne jury.

  7. defendo Says:

    Pentagramie – nie umiem reagować na takie komplementy, zatem pozwól, że przymrużę po prostu oko.
    Znam smak ziemniaków z ogniska, pomagałam – całkiem niedawno – zwozić snopy z niewielkiego półka w Puszczy Knyszyńskiej, uwielbiam pracę w ogrodzie, co prawda przy warzywach odrabiam pańszczyznę, ale przy kwiatach – sama radość. Na nic nie jest za późno – ani na google, ani na poznawanie. Nie wierzę w „za późno”, jeśli dotyczy rzeczy niefizycznych. Nie wiem, czy jestem surowa, ale wiem, czego chę, jeśli coś preferuję – szukam odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie to. Nie zamierzam być obiektywna – to blog, więc nie muszę. Obiektywizm to zresztą osobny temat.
    Ludzi nie oceniam – oceniam jakąś cechę konkretnego człowieka, a nie jestem aż taką idiotką, żeby ta jedna cecha miała istotny wpływ na jego obraz w moich oczach. Chociaż cenię sobie szczególnie tych, którzy „pięknie myślą” – umieją precyzować stanowisko i argumentować. Naprawdę nie chodzi mi o to, żeby kogokolwiek przekonać, że mam rację – chodzi mi o konfrontację poglądów – to ferment myślowy, z którego może coś wyniknąć. Napisy na murach czasem mnie bawią, czasem zastanawiają, czasem zniesmaczają. Różnie.
    Nie dzielę ludzi na plebs i elitę. Nie szufladkuję. Próbuję rozmawiać. Nie ze wszystkimi mam ochotę, nie wszyscy chcą dyskutować ze mną. W towarzystwie jednych czuję się doskonale, bezpieczna, bo rozumiana, w towarzystwie innych niepewnie – z różnych powodów.
    Napisałaś nie tylko dobry komentarz, ale podziwiam jego formę. :)

  8. defendo Says:

    Procesie – z tego, co wiem(a niewiele wiem o sporcie, poza brydżem i sportami „końskimi”) to w piłce nożnej wiele zależy od losowania. W filmie – nie. Decyduje reżyser i producent. W sztuce twórca podejmuje decyzje – nie ten, kto ma pieniądze. W popkulturze decyduje odbiorca.
    Nie twierdzę, że wykształcenie jest konieczne, żeby np. dobrze pisać. Wielu ludzi kształci się samodzielnie, żaden papier nie potwierdza ich wiedzy i umiejętności. A często są ogromne. Naprawdę nie chodzi mi o formalne wykształcenie. Ważne są aspiracje, kindersztuba, smak, „uważność spojrzenia”. Ważna jest pokora i duma.
    Sądzę, że Doda śpiewa tak sobie – poprawnie(mam wykształcenie muzyczne) – nie fałszuje, ale słyszę w jej głosie i interpretacji wulgarność(w łacińskim tego słowa znaczeniu: pospolitość). Wolę drapieżność Renaty Przemyk, wolę czasem podfałszowującego Świetlickiego, ewidentnie(słychać w nagraniach) fałszującego Stachurę, pijanego Maleńczuka – bo im o COŚ chodzi. Nie tylko o kasę. Za tym idzie przekaz, który inspiruje.

  9. defendo Says:

    Czytałam ten wywiad w „Polityce”, Chłodne Oko. Zanussi jakoś nie umiał wyjaśnić, skąd pomysł zaangażowania Dody. Pewnie z powodów komercyjnych, ale zasłaniał się rzekomą nieznajomością jej piosenek, jej wizerunku, jej samej – wyglądało to raczej na usprawiedliwianie się przed wiernymi zwolennikami, niż na rzetelną obronę decyzji.

  10. defendo Says:

    Ningo – nie tylko „Struktura”. Ale racja – odkąd poszedł w pochwały(papież). przestał poszukiwać jakby. Ale nie posunęłabym się tak daleko, żeby uznać, że Doda to nobilitacja dla Zanussiego. Tak jak sądzę, że to nie zaszczyt dla Demarczyk – wystąpić w paryskiej Olimpii, ale raczej zaszczytem dla Olimpii było goszczenie Demarczyk(dowiedziałam się o tym dość niedawno – jakiś krytyk napisał, że piosenkarka „miała zaszczyt…”).

  11. chlodnym_okiem Says:

    Defendo, oczywiście wiesz lepiej co Zanussi miał na myśli angażując Dodę.

  12. Rojpli Says:

    Defendo,
    Zda mi sie, znow: amator w tym jestem, ze to sie wszystko nawzajem soba karmi i jeszcze do tego w czasie ewoluuje. Niderlandzcy malarze byli rzemiesnlinkami sprzedajacymi swoje dziela jak stolarze. Teatr elzbietanski (tak mnie uczyli) byl rozrywka popularna, dla owczesnej szerokiej publicznosci. Gwiazdy opery, miejsca dzis utozsamianego z koniecznoscia wlozenia krawata – byly idolami, mieszkancami masowej wyobrazni. To samo kino. Witkacy obserwowal to z przerazeniem, elitarne malarstwo poczatku XX w. gorszylo mieszczan, a kilkadziesat lat po Kandinskym powstaje w 80′ stacja MTV, ktora, IMHO, dokladnie realizuej w owczesnych klipach i scenografii jego pomysly.
    Inym nurtem, czysto amerykanskim z pochodzenia jest karmienie sie kultury masowej sama soba.
    Wiec to sie wszystko kreci jak mlynkomikserze i z czasem w siebie przechodzi. Wszystkie procesy tu widac. Jedyne, czego tak ad hoc nie potrafie poprzec przykladem to korzystanie obecnej „kultury wysokiej” z obecnej „kultury masowej”. Zanusssiemu cos tu bije pod deklem:-)
    Fakt, tu masz calkowicie racje, jak sie Hollywood wezmie za ekranizacje antyku, to ma sie ochote leciec do toalety.

  13. Gloomy Slipper Says:

    Nie umiem zaakceptować decyzji Zanussiego o zaangażowaniu Dody do jego filmu, to jakby postawić ją w jednym rzędzie z Komorowską i Zapasiewiczem.
    Pogódź się z tym, dziewczyna ma swoje pięć minut. Gwarantuje Ci, że za siedem lat nikt nie wspomni o tej pani. Piękno, kultura żyją w nas (są ponadczasowe), a postacie typu Doda potrafią jedynie szokować i to godząc w bardzo płytkie strefy uczuciowe. Szok jako silne doznanie jest intensywne i krótkotrwałe. Cierpliwość jest geniuszem. Niech pokaże swoje „talenty” – będziemy mogli się pośmiać przez łzy. Zapasiewiczowi i Komorowskiej to nie ubliża, oni stanowią metafizyczny temperament.

  14. Mikosz Says:

    Doda statystycznie jest bardziej znana od Zanussiego, wiec zupełnie nie rozumiem sensu tej dyskusji;).
    A tak na poważnie – wszystko teraz jest wypolerowanym gównem, podretuszowaną i wyzłoconą iluminacją miernoty którą się bezkarnie chlasta po oczach odbiorców profano kultury.
    Czasem jestem autentycznie zażenowany tym co łyka naród , a może to ja jestem z innego wymiaru?

  15. Gloomy Slipper Says:

    Mikosz, w takim razie jesteśmy z tego samego wymiaru…

  16. vogler Says:

    Wystarczy napisać Doda i dyskusja już się toczy, Zanussi ze swymi intelektualnymi dyrdymałami tak nie kręci.

    1. Jeśli spojrzeć od strony funkcji jakie realizuje kultura, to popkultura istniała od zawsze – funkcja ludyczna jest najbardziej podstawową funkcją kultury. Wspominasz o romantyzmie, ja wspomnę o Dylu Sowizdrzale, ale popkultura istniała już w starożytności. Współcześnie powstało jedynie pojęcie, mechanizm istniał znacznie wcześniej, już w starożytności (podobnie jak intertekst).

    2.”Kultura wysoka zawdzięcza swoje istnienie popkulturze.” Błąd. Popkultura sprowadza dawną kulturę wysoką i niską do wspólnego mianownika. Oczywiście, współprzenikanie było, inaczej popkultura jako sztuczny twór w ogóle by się nie przyjęła, zresztą te przemiany są chyba bezpośrednio związane z przemianami w społeczeństwie (rozpad społeczeństwa klasowego).

    3. W takim wypadku i w tym kontekście „Ulisses” to także masówka? Reinterpretacja mitu i archetypu, przesuwanie akcentów, zmiana ich znaczenia wydają mi się bardzo typowe. Jak dla mnie kultura karmi się przede wszystkim kulturą (lub nauką). Na marginesie przypomina mi się tu omawiany kiedyś na studiach artykuł o współzależnościach pomiędzy telenowelami i tragediami antycznymi (bodajże pod względem budowy i wykorzystywanych motywów).

    4. Jaki odbiorca, taka kultura. Naprawdę nie widzę znaczącej różnicy pomiędzy zadowoleniem publiki a stworzeniem czegoś podług intencji mecenatu. No ale artysta niezależny to dla mnie abstrakcja na miarę Alfa z planety Melmac, no, może większa ;-)

    5. Np. „Imię róży” Umberto Eco – arcydzieło popkultury. Charlie Chaplin to artysta czy błazen na usługach tłumu? Czy Nietzsche albo Froyd nie mogą być postrzegani pod kątem popkultury (z perspektywy współczesnej i ówczesnej, kiedy rozmowy na temat ich twierdzeń były tematem kawiarnianych spotkań)? No i co powiedzieć o masowych samobójstwach po opublikowaniu „Cierpień młodego Wertera”..

    Ja tam wierze w metafizyczne piersi Dody :-)

  17. chlodnym_okiem Says:

    Co Zanussi widzi w Dodzie?
    http://film.onet.pl/zwiastuny/0,3369944,267,1,filmy.html

  18. defendo Says:

    Oko – nie wiem, niepotrzebna złośliwość, ale umiem czytać. A ten wywiad czytałam.
    Mikoszu, Gloomy – to również mój wymiar:)

  19. defendo Says:

    Voiglerze – kultura ludyczna istniała, ale w formie usankcjonowanego rytuału(bachanalie, walka karnawału z postem itd.). Sądzę, że prawdziwa popkultura narodziła sie dopiero w elżbietańskiej Anglii. Myślę o kulturze nie ludowej, a masowej.
    Popokulturę oddzielam od kultury wysokiej. Grotowski nijak się nie miesza z „Ich Troje”, nigdy nie mieszał się z telewizją. Mówię, że popkultura stwarza kulturę wysoką, bo gdyby jej nie było, to Mahler nie miałby poczucia swojej odrębności, inności.
    „Ulisses” dekonstruuje mit, ale go nie niszczy, nie zmienia zakończenia. Właśnie na tym polega działanie kultury masowej – kara, nieuchronna w micie, jest do uniknięcia. Nie jest konieczna. Istotą mitu zaś jest właśnie jej nieuchronność. W zakresie budowy – zgoda. Ale to tylko wykorzystywanie schematu, nie sedno sprawy.
    Dyktat odbiorcy? Ależ oczywiście. Płaci i wymaga – tego, co lubi. Rubik to świetnie zrozumiał. Są jednak elity – a te mają inne wymagania, na szczęście.
    Zgoda – Goethe wpłynął na wielu młodych ludzi(ciekawe, jak wyglądały wówczas ulice, pamiętasz kolory ubrań Wertera? ;)), ale nie na masowego odbiorcę, bo masą był wtedy tzw. lud wiejski i proletariat miejski. Oni nie popełniali samobójstw. I nie czytywali Goethego. Nie masowo.
    Nie przeszkadzają mi piersi Dody, chociaż określenie silikonu jako „metafizyczny” budzi we mnie nieco zdumienia. A potrafisz jej słuchać w radiu? Nie patrząc?

  20. vogler Says:

    Chciałem generalnie zwrócić Twą uwagę na to, że rozmowa o kulturze rozumianej wąsko, odseparowanej od konkretnej rzeczywistości hist. i społ. moim zdaniem trochę mija się z celem.
    Po kolei:
    – nie przypadkowo mówiłem o funkcji kultury, a nie o formie, w jakiej się realizuje. Ta druga wydaje mi się warunkowana bezpośrednio przez czynniki zewnętrzne. Masowość jest elementem współczesności, dawniej raczej nie występującym..I w popkulturze istnieją usankcjonowane rytuały (niedziela w supermarkecie), z drugiej strony olimpiady, jakkolwiek skonwencjalizowane, miały niewiele wspólnego z rytuałem, a są chyba pierwszym, masowym przykładem należącego do sfery profanum kultu ciała – jakże to dzisiejsze.
    – dawniej postrzeganie artysty jako kogoś ustosunkowanego w opozycji do powszechnie panujących norm i reguł społecznych było powszechne. Stąd obraz buntownika, dandysa czy morfinisty. Nieprzypadkowo bohema i awangarda jako ruchy estetyczne o jakimś konkretnym wpływie na kulturę praktycznie zanikły. Kultura zawsze była towarem, coraz trudniej mówić natomiast o jej misyjnym charakter. Dziś poszukiwanie mocnych wrażeń już nie dziwi, prowokacja jest częścią codzienności, a w dobie galopującej tolerancji, wolności jednostki i liberalizmu, każda forma buntu przechodzi niezauważona.
    Grotowskiego i „Ich Troje” łączy akt kreacji, potrzeba ekspresji i jakaś formuła przekazu artystycznego. Postrzegać za negatywne, że mają oni odmienną publiczność? Uznawać, że jedna jest lepsza od drugiej tylko przez wzgląd na szklany ekran? Wartościując artystów wartościujemy przecież ich publiczność. Przecież jeśli Grotowski nie zwraca uwagi na odbiorcę, zbliża się do sztuki dla sztuki.
    – nieuchronność kary ma bezpośredni związek z pojęciem fatum, które nie było częścią wszystkich mitów. Nie przypominam sobie np. by nieuchronność czy kara pojawiały się w mitach o powstaniu świata. Dziś fatum zastępuje przypadek, losowość i wariabilizm. Przekonanie o istnieniu sprawiedliwości społecznej i kary za winy jest natomiast bardzo charakterystyczne dla folkloru ludowego. Całe „Dziady” oparte są na tej formule. Tworzenie sfery zakazanej na zasadzie – tu możesz przesunąć akcent, ale tu (w zakończeniu) już nie – jest anty-artystyczne. Gdyby taka zasada faktycznie miała rację bytu, Mona Lizie nigdy nie zostałyby dorysowane wąsy, a klozet nigdy nie znalazłby się w muzeum.
    – co do Goethego – ja po prostu widzę znaczną różnicę pomiędzy masą i wpływem masowym. W jego czasach masy nie było (istniały klasy społ. i np. pisarze odwołujący się tylko do konkretnych grup np. społ. mieszczańskiego), można natomiast mówić o masowym wpływie.
    – w generacji Barbie i Kena Doda jest czystą metafizyką.
    Oszczędzam sobie tego, praktycznie nie słucham radia, mam nieco inne gusta muzyczne niż playlisty polskich stacji ;-)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: