Bóg pod lupą oksfordczyków

„Naukowcy z Oksfordu dostaną prawie 4 mln dol. na trzyletnie badania,
które mają wyjaśnić, dlaczego ludzie wierzą w Boga
Naukowcy z Oksfordu dostaną prawie 4 mln dol. na trzyletnie badania,
które mają wyjaśnić, dlaczego ludzie wierzą w Boga. Pieniądze
zaoferowała Fundacja Johna Templetona, która od lat usiłuje godzić
religię z nauką. Poszukiwaniem źródeł wiary zajmą się
antropologowie, teologowie i filozofowie z oksfordzkiego Centrum
Nauki i Religii Iana Ramseya. – Wiara w Boga jest uniwersalna,
obecna w większości kultur świata, więc być może to ateizm bardziej
wymaga wyjaśnienia – mówi dyrektor centrum Roger Trigg.”

Po tym doniesieniu prasowym – cytuję za „Gazetą Wyborczą” – zaczęła się burza godna Emmy(nie daruję jej tych dachówek, które mi strąciła, wyrzucę jej imię z mojego kalendarza). Obserwowałam dyskusje i zauważyłam pewną prawidłowość – podczas gdy ateiści wyrażali wątpliwość, czy teologowie powinni badać ten problem – bo badać będą niejako samych siebie i zastanawiali się, czy poświęcenie tylu pieniędzy na coś, czego rezultaty są z góry znane, ma sens, to wierzący oczekują „naukowego” potwierdzenia słuszności swoich poglądów. Fundacja Templetona nie jest fundacją neutralną, jest związana ściśle z religią chrześcijańską.
Kościół od wieków starał się powstrzymać rozwój nauki, jeśli zagrażał on kreacjonizmowi, jeśli burzył mit o konieczności istnienia Boga. Wykorzystywał do tego różne narzędzia, walczył mieczem i – o wiele skuteczniej – ogniem, zapalając stosy, na których płonęli ci, którzy mieli odwagę myśleć. Mózg bywa wszak narzędziem niebezpiecznym, jeśli się go używa. Użył go Dawkins, pisząc „Boga urojonego”(ciekawe, czy ta książka jest na indeksie ksiąg zakazanych przez Kościół – sam fakt istnienia tego indeksu jest obrazą dla rozumu). Współczesny Kościół walczy inną, równie skuteczną bronią – pieniędzmi. Przyjrzałam się projektom, których realizację wsparła Fundacja Templetona. Większość z nich nie ma nic wspólnego z nauką. Część jest próbą – co najmniej bezczelną – udowodnienia istnienia Boga przy pomocy eksperymentów naukowych. Bezczelną – bo nawet teolodzy twierdzą, że nie da się zaprzeczyć jego istnieniu poprzez badania – jakże więc można potwierdzić? Każde poważne badanie naukowe musi być poprzedzone postawieniem pewnej hipotezy, którą ma ono potwierdzić lub ją obalić. Obie opcje są równie uprawnione – przynajmniej na początku. Naukowiec – przekonany „święcie” pieniędzmi ze „świętej” instytucji już w fazie formułowania pytań badawczych przestaje być badaczem, stając się narzędziem do udowodnienia „jedynie słusznej” racji.
Nie oburza mnie stwierdzenie Trigga. Może warto dowiedzieć się czegoś o ateizmie, przecież to ateistów trzeba ośmielać, to oni są w mniejszości, narażeni na ustawiczne ataki ze strony tych, którzy swoją religijność łączą z poczuciem misji. A misję pojmują jak pierwsi misjonarze – nawrócić, kogo się da, resztę zniszczyć, a jeśli zdarzy się pomyłka, Bóg i tak rozpozna swoich.
Religia jest użyteczna – nie przeczę. Nie dlatego jednak, że kształtuje moralność – o wiele większy postęp w tym zakresie jest zasługą np.Rewolucji Francuskiej. Moralność nie musi być wynikiem wychowania religijnego, ale tak nauczono wyznawców – i są o tym przekonani(ciekawe, czemu w więzieniach niemalże nie ma ateistów? chyba że to więźniowie polityczni). Moralność otrzymaną z zewnątrz wpojono nam pod nazwą religii – i jesteśmy przekonani, że dzięki niej nie zabijamy i nie kradniemy. A przecież ateiście nie kradną. Nie zabijają, są wrażliwi na cudzą krzywdę itd. Religia jest użyteczna – bo zaspokaja potrzebę, którą ma większość ludzi – oparcia się na jakimś autorytecie. Niewielu jest tak uczciwych, odważnych i ofiarnych, żeby umieć nie tylko wypracować własny światopogląd – oderwany od wychowania(również religijnego), ale go publicznie bronić. Grecy wypracowywali normy moralne – i używali następnie bogów do ich wspierania, nie odwrotnie. Pewnie dlatego właśnie tam – pokolenie po pokoleniu – narodzili się Sokrates, Platon, Arystoteles – tak swobodni, że żaden nie szedł ślepo w ślady mistrza, miał odwagę podważać jego poglądy i tworzyć własny system.
Niech więc oksfordczycy badają, dlaczego ludzie wierzą lub nie wierzą w Boga. Niech korzystają z milionów dolarów. Nie sądzę, żeby powiedzieli coś, co nas zaskoczy, ale dobrze, że będziemy o tym rozmawiać. Rozmowa też wymaga odwagi.

Reklamy

Komentarze 22 to “Bóg pod lupą oksfordczyków”

  1. a-linka Says:

    Uważaj Defendo ;) bo zostaniesz okrzyknięta czarownicą :D.
    Powiedziałaś tu coś ciekawego o ateistach. Ateistą być z przekonania nie jest łatwo, zwłaszcza gdy masz dzieci. Kiedy dziecko dorasta zadaje wiele pytań, na które nie znasz odpowiedzi, O ile łatwiej byłoby przekazać prawdy w formie kościelnych doktryn , uznane od wieków w społeczeństwie, w którym żyjemy. Problem w tym jak przekonująco przekazać dziecku coś w co sami nie wierzymy. Wierzącym jest łatwiej.

  2. Rojpli Says:

    Stawiaisz troche twierdzen, ktore dobrze byloby udowodnic. Skad np. to „czemu w więzieniach niemalże nie ma ateistów?”. Albo to „A przecież ateiście nie kradną. Nie zabijają, sa wrażliwi na cudzą krzywdę itd.”

    W zeszlym wieku system, ktory ateizm naukowy mial na sztandarach uzywal wiecej stali na drut kolczasty w lagrach niz na produkcje czolgow , mimo ze prowadzil wojne na smierc i zycie. Drugi, mimo ze mial na pasach „Gott mit uns” byl generalnie ateistyczny (w jednej wersji poganski tam byl pewien pluralizm), choc nie antyreliginy. Natomiast swoje ofiary klasyfikowal na podstawie zydowskosci. W ktorym to akurat przypadku ciezko jest odroznic narodowosc od religii. Ustawom norymberskim wystarczyl ktos w trzecim bodaj pokoleniu, kto nalezal do gminy wyznaniowej. Swiadkowie Jehowy mieli swoje specjalne znaczki w obozach koncentracyjnych. Zda mi sie ze XX w. znacznie wiecej ludzi zginelo ze wzgledu an sowja religie niz ze wzgledu na ateizm.
    Mimo zem sam agnostyk, a praktyce ateista, wolalbym bym tezy z ktorymi w gruncie rzeczy sie zgadzam (na ogolnym poziomie) byly lepiej uzasadnione. A nie polegaly na braniu wlasnych opinii za fakty.

    Zagadnienie jest trudne i wymaga bardzo precyzyjnego myslenia.

    A co do meritum: a badajcie sobie! :-))

  3. defendo Says:

    Alinko – dzięki za wizytę(podobasz mi się jako pilot – wypożyczę Cię od męża przy najbliższej okazji;)).
    Jasne,że ateiści wybrali trudniejszą drogę. Zwłaszcza „dzietni”. Rzecz w tym chyba, że jednak dziecko uczy się najbardziej przez naśladowanie rodziców – stosunkowo łatwo przekazać mu system norm, jeśli widzi, że konsekwentnie je się stosuje. Nie wpajałam mojemu kultu wiedzy, ale wśród książek i szacunku dla mądrych ludzi rosło. Wystarczyło. Na pewne pytania warto nie znać odpowiedzi. Niektórych odpowiedzi dzieci nie chcą słuchać, albo buntują się. Niezłe efekty przynosi stawianie i m pytań. Niech myślą. Kiedy mówiłam mu o religii – zastrzegałam, że są inne opcje – sam wybierze. I wybierał. Wahał się – do dziś się zastanawia. Wiem, że cokolwiek wybierze, to będzie uczciwy wybór – bo przemyślany, nie efekt „wdrukowania”, pozwalający na lenistwo umysłowe.

  4. defendo Says:

    Rojpli – miałam w ręku statystyki przeprowadzone w USA, GB i we Francji. Niestety – nie znam polskich. Odsetek ateistów wśród więźniów w wymienionych krajach był niemal równy zeru, chociaż deklarowali różne, często dla mnie egzotyczne wyznania(w USA podawali nazwy kojarzące mi się raczej z sektami np.).
    Nie mogę przyjąć argumentu o systemie. System nie niszczył ludzi w imię wiary czy przeciw niej – tam działały zgoła inne mechanizmy. Fakt, że każdy system totalitarny musi być niechętny jakiejkolwiek religii mającej wyznawców na całym świecie. Totalitaryści chcą przecież, żeby system stał się jedynym bogiem. Religia jest konkurencją, która chce wyeliminować, nawet jeśli początkowo ją pozornie akceptuje. Stara się traktować ją jako instrument sprawowania władzy. Popatrz na szalenie rozbudowany system rytuałów państwowych w Trzeciej Rzeszy, na kult wodza. Wykorzystywano do tego elementy obrzędowości chrześcijańskiej(pogańskiej też, ale jednak mniej).

  5. Rojpli Says:

    No dobra, ja tych badan nie widzialem, pewnie odsetek wiezniow ateistow jest taki sam jak w calej populacji, a moze i mniejszy. Mnie szlo o to ze ateisci moga zupelnie spokojnie i z zimna krwia mordowac i popelnaic te same przestepstwa co gleboko wierzacy.
    Wiesz co mnie w tym wszystkim przyprawia o lekkie wibracje mozgu? To ze motywacja religijna moze w warunkach ekstremalnych, np. terroru czy glodu sklaniac do zachowania swiadczacego o najwyzszym poziomie moralnym (por. co Solzenicyn pisze o Swiadkach Jehowy w Gulagach). Kiedy czlowieczenstwo jest zagrozone. Jednoczesnie ta sama motywacja w warunkach wolnosci, demokracji i pokojowego wspolistnienia (:-)) moze tych samych ludzi skalnaic do zachowan agresywnych, szczujacych lub wrecz prototalitarnych, tyle ze w imie wlasnych idealow. Przykladem szczegolnie niepokojacym jest sw. Maksymilian Kolbe. Im ta motywacja religijna jest silniejsza z tym bardziej ekstremalnymi postawami bedziemy mieli do czynienia.
    Nie jest to tylko kwestia religijna. To samo masz z nacjonalizmem.

    Z tym sie wiaze nastepne pytanie: czy warunki demokracji i wolnosci wrecz nie obnizaja popytu na wysrubowane normy moralne? Bardziej potrzebna jest tolerancja i godzenie sie na innosc, ktora nie cierpi wysokich tonow moralistow i miast o moralnosci woli mowic o „etycznosci”. Prowadzi to w krajach Europy Zachodniej do ciekawej ewolucji, szczegolnie kosciolow portestanckich, kotre ewouluuja w kierunku teologii niepouczajacej, nienarzucajacej, nieewangelizuajcej inaczej myslacych. Kosciol w tej optyce nabiera charakteru instytucji pomocy spolecznej, ktora ma wspierac a nie nauczac. Zdaje mi sie ze to jest przedostatni krok do utraty statusu religijnosci :-) Z drugiej strony, w takich np. skinheadach widac pewna naiwna, mlodziencza zarliwosc. Poszukiwanie sensu zycia w braterstwie takich samych, wspolnote wojownikow o sprawe i takie tam inne pierdoly, ktore kiedys ksztaltowaly etos rycerski, a przez to korzenie europejskiej cywilizacji.
    Pogmatawne to:-)
    Wydaje mi sie ze myslacemu chrzescijaninowi ejst dzis duzo ciezej niz ateiscie :-)

  6. a-linka Says:

    Wydaje mi sie ze Kościół zaprzepaszcza swoja szanse na rząd dusz przez swoja chciwość. szkoda bo nikomu tak jak dzieciom i młodzieży wiara nie jest potrzebna. Rojpli pisze, że przyprawia go o dreszcze myśl, jak fanatyzm religijny może zaślepić i wypaczyć pojmowanie dobra i zła, mnie o dreszcze przyprawia myśl jak łatwo zmanipulować młodzież, która nie ma autorytetów, nie ma zasad moralnych wyniesionych z bogobojnych rodzin, a szuka sensu życia, gdyż to poszukiwanie jest wpisane w trudny okres dojrzewania.
    Dodając do tego jeszcze młodzieńcze poczucie, że mi nic złego nie może przytrafić i brak lęku przed śmiercią i lęk przed starością, daje doskonały grunt dla wszelkiego rodzaju szumowin, pseudozbawców i innej maści manipulatorów.
    Miałam wielki podziw dla Jana Pawła II, jak mało kto potrafił skupiać wokół siebie młode gorące umysły i serca

  7. Rezerwa Says:

    De non existentia dei, brak mi rzetelnej wiedzy aby dyskutować na ten temat. Wierzę, choć mam wątpliwości i nie znam takich co ich nie mają. Nie wierzę natomiast w brak wątpliwości u tych, co za ateistów się uważają. Zresztą po prostu nie znam tych prawdziwie wielkich, jeśli tacy w ogóle są z tej, czy też z tamtej strony. Wiara, czy też jej brak nie może być atutem, który świadczy o moralności i wartości człowieka.
    Żenują mnie i zniesmaczają nasi rodzimi krzykacze, zarówno czytelnicy „Nie” jak i słuchacze „Radia Maryja”. Jednych i drugich za próg nie wpuszczam!
    A badania, no cóż… nie są to moje pieniądze…

  8. antrim Says:

    Jedynym prawdziwym ateistą jest Stwórca, bo gdyby musiał wierzyć w siebie, to nie bylby Bogiem. Ateista wierzy w nie-Boga. ale to też wiara, bo istota ludzka nie potrafi istnieć bez wierzenia w coś. Wiara w nic jest też wiarą w coś. :)

  9. defendo Says:

    Rojpli – zgoda – motywacja religijna może skłaniać do takich zachowań. Ale niekoniecznie motywacja religijna. Wśród ateistów nie brak ludzi poświęcających swój czas i energię innym – bezinteresownie. Jestem wolontariuszką – nie w imię Boga, ale w imię Człowieczeństwa. Uważam, że obowiązkiem człowieka – zaraz po myśleniu – jest dążenie do szczęścia osobistego, bo to nie jest egoizm – to pomnażanie szczęścia. Jeśli założyć, że nieśmiertelne są samolubne geny, to suma poszczególnych szczęść daje im większe możliwości trwania. Nie oceniam osobistych postaw wynikających z wiary. Za wiarę ginęli ludzie na wojnach i na stosach – do końca przekonani o własnych racjach. Nie wiem, czyje poświęcenie było większe – więźniów obozów, czy tych, którzy umierali nie dla kogoś, ocalając mu życie(to rodzaj egoizmu, jako że ufali w pośmiertną nagrodę), ale za przekonania.
    Ewolucja instytucji Kościoła jest wpisana w jego konstrukcję(katolickiego też – chociaż wymaga odważnego papieża, a to rzadkość, Jan XXIII był wyjątkiem, a szkoda).
    Myślący chrześcijanin? A popatrz, ilu teologów wystąpiło z Kościoła? Słynne apostazje – Obirek, Bartoś, Węcławski – są symptomatyczne. Myślenie jest niebezpieczne dla wiary. :)

  10. defendo Says:

    Rezerwo – ależ są, są – Hawking, Dawkins, wielu innych. Myślę, że narodziny i śmierć Boga to najważniejsze wydarzenia w naszym życiu. Pisałam o tym tu:
    http://defendo.blox.pl/2008/02/Wydarzenia.html
    Nie mówię o wartości człowieka, nie potrafię jej mierzyć – to relatywne, bo ktoś wart ogromnie wiele dla mnie, może nic nie znaczyć dla innych. Mają do tego prawo. Wiara nie ma tu znaczenia.
    O wiele częściej pytam, niż próbuję odpowiadać ;)

  11. defendo Says:

    Antrimie – witam:)
    Dobrze powiedziane… ale dla mnie ateizm nie jest wiarą w nie-Boga, a niewiarą w jego istnienie, zatem brakiem wiary. Czemuż to istota ludzka nie może istnieć bez wierzenia w coś? Istnieję dzięki wątpliwościom, nie dzięki wierze ;)

  12. antrim Says:

    Polskie słowo „wiara” jest b.wąskim pojęciem. „Wierzenie” byłoby troche lepsze, bo pokrywa się bardziej z angielskim ” to believe” co różni się od „faith” tzn wiary religijnej. Twoja niewiara przetłumaczona na inny język to nie jest brak wiary, lecz właśnie wątpliwość. „I believe” ma także potoczne znaczenie „myślę”. Dubito ergo sum, co dla mnie jest moim „belief” – wierzeniem, przekonaniem, sposobem myślenia.:)
    Ja jestem bogiem moich komórek (tych cielesnych), a czy one wierzą w Antrima czy są a-antrimskie, jest mi obojętne.

  13. defendo Says:

    Antrimie – zmuszasz mnie do większej precyzji(rzeczywiście – powinnam dokładniej formułować myśli). Ateizm to dla mnie jednak brak wiary właśnie, łaski wiary – jak powiedzieliby wierzący.
    Jesteś bogiem swoich komórek, bo warunkujesz ich życie;)
    Ciekawe – transplantacja powoduje zamianę jednego Boga na innego, Bóg(nowy) czasem się buntuje i wyrzuca nowych wyznawców, nawet jeśli sam ma zginąć.

  14. antrim Says:

    Dokładnie tak – zbuntowane komórki=rak. Ja nie ginę, ale moja materialna manifestacja ginie jak eksplodująca gwiazda-„nova”
    Transplant? ależ nie, ja-bóg pozostaję ten sam, ale moje nieposłuszne dzieci są wypędzone z mojego błogostanu i zastąpione transplantowanymi anielicami :)

  15. Rezerwa Says:

    Niezupełnie mnie zrozumiałaś, Defendo. Pisząc, ze nie znam wielkich, miałam na myśli to, że nie znam nikogo, kto stwierdziłby, że „Boga nie ma” i ja mu uwierzyłam, a moje własne przemyślenia prowadzą mnie do nikąd.
    Piszesz, że religia jest użyteczna, a czyż o ateiźmie nie można tego samego powiedzieć, bo przecież ileż to mamy możliwości stwierdzając, że „nie ma bogów przede mną”. Czym sobie zasłużyliśmy na taką władzę? A może po prostu nam się należy?
    Moje wątpliwości zamykają się w pytaniu, dlaczego?

  16. Rezerwa Says:

    * donikąd

  17. Rojpli Says:

    Defendo,
    Oczywiscie. Z tym ze motywacja religijna, a w przypadku „wierzacego ateisty” ateistyczna – moze te motywacje, tak w jedna jak i w druga strone, znacznie wzmoc. Rozni bywaja ateisci, nawiasem mowiac. Widzialem ongi takich co to najchetniej 24 grudnia obchodzili by Swieto Bozego Nienarodzenia, swietujac dzien w kotrym nie urodzil sie Bog, ktorego nie ma. Choc rozsadek by podpowiadal ze caly rok mozna swietowac nieurodziny kogos kogo nie ma.
    I mieli swieckie chrzty, swieckie konfirmacje, etc. Cyrk jeden:-)

    Tak powaznie, to oczywiscie – dzis religia niczego nie determinuje jak idzie o postawy moralne (a kiedys determinowala?). Oczywiscie w sensie statystycznym nie determinuje.

    Jak idzie o ewolucje Kosciolow i odstepcow od niego. Powtorze jeszcze raz, jakkolwiek swojego zdania w tej materii nie przeceniam, a mowie to jako agnostyk ateizujacy. Jezeli zinstytucjonalizowana wiara, jako system explicite podanych zakazow i nakazow, obraz wyjasniajacy swiat, dostarczajacy z zewnatrz jednostce pewnego, ujimijmy to tak – systemu operacyjnego, zacznie sie przeksztalacac w relatywizujace i indywidualizuajce wszystko podejscie „jest roznie, wszystkie systemy wartosci sa rownie dobre, wiele jest sciezek, kazdy ma wlasna, a wazne by byc w zgodzie ze swym sercem”, to wtedy osiagnie sie dwie rzeczy jednoczesne:
    -taka wiara, taka religia przestanie przeszkadzac komukolwiek, bo w gruncie rzeczy nie bedzie domagac sie czegolwiek. Ubocznym efektem bedzie na pewno spadek hipokryzji i rozmaitych, wiekszych i mniejszych patologii
    -jednoczesnie, poniewaz przestanie byc spojnym obrazem swiata i systemem nakazow i zakazow z niego wynikajacych, utraci swa atrakcyjnosc dla tych, ktorzy tego potrzebuja. Ktorzy nie sa w stanie kierowac sie tym co „maja w sercu” bo dobrze tego nie wiedza. I ci odejda do innych religii, ktore dzis maja charakter sekt, bo tam dostana tego co im trzeba.

    „I tu, Prosiaczku, jest pomysl, ktory wlasnie przyszedl mi do glowy”. Nauczanie i malzenstwo, w mojej skromnej opinii, sa rzeczami ktore rzadko kiedy sie udaja czy maja sens, z wyjatkiem tych szczesliwych przypadkow gdy sa prawie zbedne.
    Z religia jest chyba na odwrot. :-))

  18. charmee Says:

    Ja sobie przycupnę z boku i poczytam…
    Głupio tak wejść i wyjść bez słowa…

  19. defendo Says:

    Rojpli – dzięki za ten komentarz, zainspirował mnie. Zwracasz uwagę na to, że religia nie determinuje postaw moralnych. Tu zgadzam się – częściowo jednak tylko. Są ludzie, dla których jest tak ważna, że tylko z jej powodu nie umieliby sobie odebrać życia. Są i tacy, dla których normy religijne są tak ważne, że mają wpływ na każdą ważną decyzję. Na przykład pojęcie grzechu jest tak mocno zakorzenione w świadomości, że uniemożliwia rozwód.

  20. defendo Says:

    Z pozostałą częścią Twojego wywodu zgadzam się bez zastrzeżeń. Sprowokowałeś mnie do napisania o atrakcyjności religii. W kolejnej nocie, dziękuję.

  21. defendo Says:

    Charmee – ależ porozmawiajmy :)

  22. defendo Says:

    Rojpli – czy można Cię gdzieś poczytać?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: