Wszelkie prawa zastrzeżone

Właściwie jest dobrze. Ani o jeden księżyc z wiele czy za mało. Tyle uderzeń serca, ile trzeba. Nie za wiele gwiazd. Dom. Ostrożność wobec obcych. Tyle ciepła dla bliskich, ile są w stanie znieść. Wszystko akuratnie poukładane. Na swoim miejscu. Buty, rękawiczki, książki. Nawet cierpienia w miarę, tyle ile należy wytrzymać, żeby odróżnić od niego radość nie-cierpienia. Starannie wybrana muzyka z absolutnie posłusznego głośnika. Ludzie i zwierzęta troszczą się o mnie. Kwiaty przyzwoicie umierają w wazonie, w którym codziennie zmieniam wodę. Zadbano i o to, żeby dzwonek powiadamiał mnie o wizytach.
– Kto tam? Jestem nieubrana, proszę poczekać!
– Nie szkodzi, wielu zastaję nieubranych.
– Kim jesteś?
– Aniołem Twojej śmierci. Przyszedłem zabrać Cię na spacer.
Za drzwiami stoi wspaniały okaz ludzkiego samca: elegancki, pięknie pachnący, doskonale ubrany, uśmiechnięty. Patrzy mi prosto w oczy.
– Nie znam Cię, chociaż masz w sobie coś znajomego…
– Znasz, znasz. Zanim się urodziłaś – byłaś martwa. Potem umierałaś wiele razy.

– Naprawdę muszę się ubrać. Nie mogę tak wyjść.
– Możesz. Wszystko możesz, bo już czas.
– Rzeczywiście mogę, wszystko już poukładałam, zostawiłam porządek. Tylko jeszcze kilka słów komuś napiszę.
– Nie pisz. Przyszedłem, bo w tym uporządkowanym świecie nie ma dla Ciebie miejsca.

Budzę się i gorączkowo przywracam chaos. Uspokojona. Wiem już, że kiedy wszystko wokół mnie znajdzie się na swoim miejscu, kiedy odbiorę rzeczom ich znaczenie, zadzwoni dzwonek. Chciałabym tylko, żeby ten wilk, którego widziałam w zwierzyńcu, zamknięty w klatce i uporczywie biegający wzdłuż siatki, tam i z powrotem, wydostał się wreszcie na wolność. I żeby żaden bezmyślny dzieciak nie oblewał benzyną pszczół i nie rzucał między nie plonącej zapałki, żeby patrzeć, jak pięknie płoną żywe, maleńkie pochodnie.

Jedyne, co dostałam naprawdę na własność, co posiadam bezwarunkowo – to życie. Mam więc prawo je przerwać w dowolnym momencie, precyzyjnie wybranym. W ten sposób mogę zyskać przewagę nad czasem, władać śmiercią, której nie będę posłuszna. Przyjdzie, kiedy ją wezwę i zmuszę do zaistnienia. To ja zdecyduję o tym, jak będę na jej przyjęcie ubrana, nie zaskoczy mnie żaden dzwonek. Myślenie o tym, jak wielką mam nad nią władzę, sprawia mi przyjemność niemal fizyczną. Mam do niej wszystkie prawa. Zastrzegłam je sobie. Ostemplowałam znaczkiem “c” w kółeczku. Wytatuowałam. Nie mam obowiązku żyć, jedynym moim obowiązkiem jest dyskurs – poznanie poprzez operacje myślowe. Nie przez postrzeganie i intuicję – ten rodzaj poznania toczy się równolegle, obarczony błędami i złudzeniami. Posiadam życie. Decyduję o nim. Każdy ma prawo przerwać własne w dowolnie wybranej chwili. Nie pod wpływem smutku czy rozpaczy. Po prostu zrezygnować. Odejść z niego. Zewsząd.

Odpowiedzi: 75 to “Wszelkie prawa zastrzeżone”

  1. H. Says:

    Wybacz, ale ciśnie mi się na usta jedno , że tylko ci którzy nigdy nie stanęli twarzą w twarz ze śmiercią , z realnym strachem o bycie, ze smakiem goryczy w ustach , skłonni są do wygłaszana pompatycznie brzmiących bzdurek.

  2. defendo Says:

    Nie sądzę, żebyś zrozumiała, co chciałam przekazać. Nie o patos tu idzie – o prawo do odejścia. Do furii doprowadza mnie gadanie „masz dla kogo żyć”, „nie wolno Ci odejść, bo ktoś będzie cierpiał” itd. Jakby życie było obowiązkiem, jakby nie stanowiło wyłącznie mojej i tylko mojej własności.
    Byłam znacznie bliżej śmierci, niż mi imputujesz, ale nie dlatego mam prawo o niej pisać w ten sposób.

  3. ostoya Says:

    Tak,,,,tak,,,,tak,,, masz prawo je przerwac kiedy tylko zechcesz, zaraz teraz albo zaraz jutro o ile będzie Ci dana taka szansa,że sama o tym zadecydujesz.
    Poranek dnia , jak wiele w Twoim, moim, jego , jej,ich zyciu. Ten sam odcinek do pokonania, te same odruchy wyrobione przez wielokrotność powtórzeń, taki poranny trans.Cóż takiego może się wydarzyć?Nic, zupełnie nic. A jednak,,,,,nie w tym miejscu, nie w tym czasie dopada chwilowe osłabienie,? lekkie zachwianie ?, potknięcie?nie wiadomo bo przecież nikogo tam nie ma .Poranek jak każdy inny,,,,,,,Niekontrolowany upadek, huk jakby dwa auta się zderzyły- to odgłos pękającej czaszki,nieskoordynowane ruchy gesty,,,,,ostatnie na pół świadome,,,,,ciemność (chyba).Ktoś uslyszał ten huk zauważa,telefon,karetka,sala operacyjna,trepanacja czaszki ,OIOM,respirator,noc, poranek niby taki sam ale juz tylko dla nich, tamtych,,,,,, druga trepanacja,,,,,cisza (chyba chociaż mówią,że słyszy,że odbiera bodźce), ciemność (chyba), ból (chyba) bo nie ma dźwięku by wyszeptać ,,,cisza,,,,,,wegetacja,,,,,,ssawki,,,,sondy,,,,cisza, przerywana makabrycznym odgłosem odsysania wydzieliny z płuc,,,,,i przychodzi ona Śmierć lecz nie taka piękna,wyśniona przez poetów sławiona tylko szara, cicha, bezsensowna.
    Zanim to się stało usłyszałam te same słowa „To moje życie i mogę robić z nim co chce i zakończyć kiedy chcę i jak chcę i nigdy, przenigdy nie pozwolę by coś było zależne od innych, choćby podanie przysłowiowej łyżki wody.Prędzej życie sobie odbiorę, zabiję się”,,,,,,,jednak nie dane było spełnienie tych słów, nie mamy wyłączności na swoje życie, nie mamy scenariusza na własną śmierć ale pisać można wiele.
    Pisz Defendo skoro masz taką potrzebę pisania, skoro to sprawia,że przez to czujesz się lepiej,inaczej,,,,,, to są Twoje słowa ,Twoje myśli,do których masz prawo:-), a reżyser Życiem zwany kręci swój odcinek serialu.
    Kiedyś ktoś użył określenia ‚popcorn” dla mnie to jest takie popcornowe, strzelające,puszące ale jak zaznaczyłam -dla mnie:)
    Przepraszam,że zajęłam tyle ekranu.

  4. H. Says:

    Mam prawo wyrażac swoje poglądy i nie zmienię ich nawet w imięsympatii do Ciebie. Brak pokory nic więcej i niczym nieusprawiedliwiona buta.A zwykle w momencie, kiedy dzwonek zaczyna dzwonić, zmienia się swiatopogląd i możesz mi powiedzieć jeszcze raz, że jestem nierozumnym stworzeniem, ale wiem, że zycie jest wartością i za najwiekszą je uwazam.

  5. defendo Says:

    Jasne, że może zdarzyć się wszystko. Wobec zdarzeń losowych pozostanę bezsilna. Myślę o prawie do odejścia nie w chwili jakiejś słabości czy rozpaczy – o geście świadomym, poprzedzonym długotrwałą gotowością na śmierć. Można być wolnym do tego stopnia, żeby móc nawet śmierć sobie wybrać. Śmierć bywa świadectwem niezależności. Od Boga, losu, ludzi, wolności totalnej.
    Z życia wychodzić nie wolno ot tak, bez potrzeby – to prawda. Ale trwać w nim w imię solidarności ze wspólnotą-ludźmi? Przychodząc na świat nie podjęłam się świadomie roli człowieka, nie muszę jej odgrywać do końca, czyli do naturalnej śmierci.
    Z tym potępianiem samobójców też jakoś dziwnie – Majakowski strasznie zjechał Jesienina, uważając, że stchórzył, a potem sam pozbawił się życia; Hemingway miał za złe Cesarowi Pavese, ę ten wybrał śmierć, a potem sam to zrobił. Nie chcę mnożyć przykładów. Ale można się zastanowić, dlaczego ci, którzy tak zdecydowanie i publicznie potępiali – sami podjęli właśnie taka decyzję. I długo o niej myśleli, to nie były rezygnacje z istnienia dokonane pod wpływem impulsu, nie akty rozpaczy.
    Tu właśnie jest kwintesencja – akt woli, nie akt rozpaczy.

  6. defendo Says:

    H. – nie zamierzam nikomu sugerować, że życie nie jest największą wartością. Moje dla mnie jednak nie jest. Życie za wszelką cenę? Bo najwyższa wartość? Jeśli tak, to powinniśmy stać się wegetarianami – wszyscy, którzy tak cenimy życie. Powinniśmy nie odłączać od aparatury tych, w których jego cień się kołacze, skazując ich na wegetację. Powinniśmy kazać ciężarnej za wszelką cenę donosić dziecko ancefaliczne, choćby miała umrzeć przy porodzie.
    Nie sądzę, żeby życie było najwyższą wartością – moje życie. Jeśli za cenę jego skrócenia mogłabym umieć powiedzieć to, co ważne, zrobić coś naprawdę istotnego – nie wahałabym się.
    Nie pojmuję Twojego zarzutu – brak mi pokory? Ależ mam jej nazbyt wiele może. Mam też dumę. Ona mnie chroni. Brak mi pokory wobec kogo? czego? Boga czy śmierci?

  7. H. Says:

    Nie sugerujesz, ale mówisz, że każdy ma prawo. Powiedz dziecku, że ma prawo do decydowania niech wsadzi rękę w ogien, przeciez to jego cialo i jego życie. wiesz co to jest świadomość bycia? wiesz ,że eutanazja na zdrowym organiźmie jest zwyklą zbrodnią? Pisz…o sobie i TYLKO o sobie, o twoim prawie nie o prawie innych.
    Amoże to jest tak jak powiedzial mi przyjaciel „…najgorzej kiedy ktoś się boi żyć, ze strachu przed życiem bierze się chęć panowania nad smiercią…”

  8. defendo Says:

    Każdy, kto jest wystarczająco dojrzały – takie zastrzeżenie uczyniłam, nie zauważyłaś? Dojrzałość to także gotowość do refleksji, to pewien etap indywidualnego dyskursu, który się osiąga stopniowo.
    Takie „złote myśli” o śmierci wynikają z jej nieakceptowania – moim zdaniem. Są formułowane przez tych, dla których jest czymś tajemniczym, osobnym i strasznym. A jest częścią życia. Jeśli ktoś to zrozumie – lęk znika.

  9. H. Says:

    A kiedy jest się dojrzałym? tylko wówczas kiedy podejmuje się takie decyzje? a gdzie jest miejsce na dojrzalośc wynikającą z odpowiedzialności? czy czasem to nie jest tak, że koniec, ten z wyboru jest zwyklym głosem tchorzostwa, ktore wybawia od konieczności wzięcia się za łeb z tym, co ku tej decyzji pcha? Nie podejrzewam o wyrachowanie i skrajny egoizm:]

  10. defendo Says:

    Przeciwnie – zdolność do podejmowania świadomych i odpowiedzialnych decyzji jest możliwa dopiero po osiągnięciu dojrzałości. Nie mówiłam tu o odejściu spowodowanym przyczynami zewnętrznymi. W pełni wolne i świadome jest wtedy tylko, kiedy nic i nikt nie ma na tę decyzję wpływu(nie ma więc „pchania”). Jakie tchórzostwo? To najczęściej spotykany argument. Odwagą jest istnieć niepotrzebnie? A nie pychą?

  11. H. Says:

    Tak się sklada, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a każde istnienie ma sens, inaczej pozostalibysmy w stadium pantofelka, dlatego odpowiedz mi, co musi sięwydarzyć, dlaczego mając świadomość możliwości wyboru, wybierasz nicość nad życie?

  12. defendo Says:

    Nie wiem, czy nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie wierzę, że każde istnienie ma sens. Bo nie umiem go odnaleźć , chociaż tak bardzo się staram. Może jestem za głupia, a może szukam czegoś, co nie istnieje. Decyzja, o której mówię, to realizacja prawa do odejścia w dowolnie wybranym momencie. Nie na skutek wydarzenia czy stanu emocjonalnego. Śmierć jest częścią życia, nie czymś egzotycznym, wrogim i osobnym. Z faktu mojego przyjścia na świat nie wynika, że cokolwiek mi się należy – poza życiem, które mam na własność. Realizując je – realizuję również śmierć. Czyż nie? Mam więc prawo do realizacji tej części życia zgodnie z moją wolą.
    Widzę dwa rodzaje pytań, na które szukam odpowiedzi. Pierwsze brzmi „dlaczego?” – i na to pytanie czasem znajduję odpowiedź. Zdarza się nawet, że zbyt łatwo – wtedy przyglądam się jej podejrzliwie(jakże często ktoś pytany o to, dlaczego dokonał nieracjonalnego zakupu, potrafi podać klika powodów, dla których zakup ten jest absolutnie sensowny; ale to tylko próba samousprawiedliwienia). Drugie pytanie jest o wiele trudniejsze: „po co?” – i na nie nieczęsto znajduję odpowiedź. Czasem stawiam je sobie. Pytam, po co żyję. Jak myślisz, znam choćby częściową odpowiedź? A Ty? Znasz ją – w odniesieniu do swojego istnienia?

  13. tercybiades Says:

    Przepraszam że się wtrącam.

    Co to znaczy „istnienie potrzebne”, a co znaczy „istnienie niepotrzebne”?

  14. defendo Says:

    Tercybiadesie – po to są komentarze, nie przepraszaj. Wg mnie „potrzebne” jest umotywowane celem lub sensem. Brak jednego lub drugiego powoduje, że traci w moich oczach walor „potrzebności”.

  15. H. Says:

    Realizując prawo do odejścia w dowolnym momencie, niejako pozbawiasz się rozwiklania zagadki czym i jaki ma sens istnienie. Może się okazać, że nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, ale to nie oznacza, ze to wlaśnie nie jest sensem samym w sobie, bo zyć jest cudnie, a jeszcze cudniej czerpać z tego radość, i na tę wlaśnie chwilkę jest to moim snsem. Nie chcesz mi powiedzoieć, że widząc woczach rozmowcy chociazby cień zainteresiwania, pozbawiasz się świadomie argumentu o sensowności dyskusji:)

  16. tercybiades Says:

    Dalej będę przepraszał:)

    Pytanie o cel i sens towarzyszy człowiekowi odkąd pojawiła się myśl. Nikt do tej pory, żaden z najwiekszych filozofów nie zdołał na nie odowiedzieć jasno i precyzyjnie. Giną pod gruzami tego pytania pisarze, poeci, szaraczki takie jak ja, a ono trwa niewzruszone.
    Myślisz, że dasz radę na nie odpowiedzieć?

  17. tercybiades Says:

    Kurcze, siła złego na jednego:D

  18. defendo Says:

    Tercybiadesie – sądzę, że szukanie odpowiedzi jest obowiązkiem. Nie o to chodzi, by złowić Króliczka, ale by gonić go…

  19. wenus Says:

    Nieodpowiedzialnością jest pozostawanie obojętnym względem człowieka cierpiącego, potrzebującego pomocy ( takim jest ktoś, kto ma myśli samobójcze). Dojrzały człowiek wie , że życie powinno polegać na jego najlepszym możliwym przeżyciu , i że jest ono darem. Dojrzały człowiek i zdrowy wpływa na rozwój drugich ludzi. Niewygodny dla wielu zostaje często wykluczany-unicestwiany, wręcz fizycznie. Akt samounicestwienia jest władny pobudzić ludzi do myślenia? Owszem ! Konieczna jest taka ofiara, z siebie, by nie niszcząc innego życia, dokonać zmian w świecie?
    O ile człowiek sam nie zadecydował o swoim istnieniu, dlaczego chce sprzeniewierzyć swoje prawo do działania i wpływania na świat inna formą, nie stwórczą a niszcząca?

  20. tercybiades Says:

    Goni się dopóki się istnieje, nieistnienie wyklucza gonienie czegokolwiek.
    Chyba…

  21. defendo Says:

    H. – „żyć jest cudnie”? Znaczy co? Radość jest oczywiście jakimś argumentem. Co zrobisz jednak, gdy w Tobie zgaśnie? A zgaśnie przecież. A jeśli dojdę do wniosku(a mam do tego prawo), że nie znajdę odpowiedzi, to mogę odejść? Bo skoro zagadka ma pozostać i tak nierozwikłana…

  22. H. Says:

    Przez cale życie nabywamy doświadczeń ,szukanie celowości jest obowiązkiem , sama to napisalaś , to jak nazwiesz poddanie się?

  23. defendo Says:

    Wenus – człowiek, który myśli o odejściu, wcale nie musi cierpieć i potrzebować pomocy. To akt wolnej woli. Wcześniej tłumaczyłam, o jaki rodzaj samobójstwa mi idzie. Na pewno nie o śmierć w odruchu rozpaczy czy wskutek nadmiernego cierpienia.
    Życie jest darem? Zatem obchodzę się z nim jak z darem – mogę o nie dbać, odkurzać, rozbudowywać, chuchać nań i dmuchać, mogę też je zniszczyć lub wyrzucić. Akt samounicestwienia nie ma żadnego celu – nie ma pobudzać innych do czegokolwiek. Nie jest ofiarą. Dlaczego nie miałabym mieć prawa decydowania o swoim życiu? Dlaczego mam zakładać, że dostałam je od Boga? Czy muszę zakładać Jego istnienie? A jeżeli nawet jest – dał mi życie nie stawiając warunków. Nie pytał, co z nim zrobię. Skazał mnie na nie? Przecież nie jest okrutny… nie zrobił tego.

  24. defendo Says:

    H. – jeśli dojdę do wniosku, że nie mam żadnej szansy na znalezienie odpowiedzi(mam do takiej konstatacji prawo, nawet jeśli jest przejawem pychy), jeśli będę o tym przeświadczona, to uzyskam również prawo do rezygnacji z istnienia.
    Doświadczenia są nam potrzebne do budowania systemu etycznego? Doświadczeń nie nabywa się w nieskończoność – tylko do kresu życia, doświadczenie umierania jest jednym z nich, po prostu.

  25. H. Says:

    Doświadczeniem niczego nie budującym , a przecież nie o tochodzi, prawda?

  26. defendo Says:

    A cóż ma budować doświadczenie? Poza tym – skoro doświadczenie śmierci jest udziałem każdej żywej istoty, to ono po prostu jest. Niczemu nie służy. Jak wiele innych rzeczy.

  27. H. Says:

    Nabyte doświadczenia otwierają furtkę na nowe przezycia, zatem śmierć nie jest doświadczeniem, jest zakończeniem, kresem nie niosących żadnych skutkow poznawczych dla umierającego, a aura tajemniczosci jaka jest z niąz wiązana, jest swoistą kurtyną pozostawiającą widzow poza , to co dzieje się za nią pozostaje jedynie w sferze emocji , nie poznanych.

    A teraz troszkę spuszczając z wentylka:) hura! jak pięknie jest za oknem, zatem udam się na zaslużony spoczynek….(tfu) odpoczynek;) dobranoc

  28. wenus Says:

    Defendo: Z tego co napisałaś, jak dla mnie wynika, że ten wybór nie może podlegać świadomej decyzji. Przykro mi, ale taki wybór może mieć źródło w nieświadomej sferze umysłu, a nie skonfrontowany ze samoświadomością i nie wydobyty na „powierzchnię” staje się konfliktem wewnętrznym – zaburzeniem, jest nienaturalnym stanem, nienormalnym, patologicznym(… jest zakłóceniem prawa naturalnego, czego dowodem jest brak woli życia. Natura zawsze wybiera walkę o życie. Obserwacja świata zwierząt i roślin doskonale o tym zaświadcza). No chyba, że to proces ewolucyjny mający na celu coś tam, o czym nie mamy pojęcia jeszcze i działający zgodnie z planem wyższym, na zasadzie „nic nie dzieje się bez przyczyny”

  29. Kasia Says:

    Za oknem zapadał zmierzch. Spojrzała na zimny obiad i uśmiechnęła się przepraszająco. „nie mogłam wcześniej, przepraszam. Dlaczego nie zjadłeś obiadu?” „nie byłem głodny”. Zanim wyszła z sali spojrzała na niego i sztywno wyprostowane ciało. Wpatrywał się nieruchomo w ciemność za oknem. „kasia?” „Tak?” „przyniosłaś to, o co Cię prosiłem?” złość zalśniła łzami w jej oczach. „nie ‚ odpowiedziała cicho. Weszła do dyżurki szybkim krokiem „dlaczego nikt mu nie podał obiadu?”zawołała od progu. Pielęgniarki sącząc kawę, patrzyły na nią jak na idiotkę.
    Czasem myśli,że wie, dlaczego zgodził się na rehabilitację. Nigdy nie będzie mógł sam jeść. Od paru dni jest w stanie poruszyć dłonią w nadgarstku, Jeśli przestanie ćwiczyć, nie będzie w stanie dotknąć twarzy.
    Czasem słyszy „tylko pamiętaj, że musi mieć długie ostrze, takie przynajmniej 12 cm”.
    Czasem , gdy widzi talerz z zimnym jedzeniem, stojący obok niego, przypomina sobie o jego prośbie.
    Czy jesteś za eutanazją, Def?

  30. Mikosz Says:

    Kiedyś odwiedził mnie kolega ,ze stron znajomych i bliskich.
    Całą noc przy winie odnajdywaliśmy wspomnienia . I nie wiem czy
    wino czy dobrych doznań nadmiar sprawił że nie mogłem mu pomóc.
    Nawet nie przypuszczałem ze przyjechał umrzeć. Wybrał sobie
    czas i miejsce…I gdy tak stoję nad grobem, szukam genezy
    przemijania. Zastanawiam się czy moje życie kiedyś spowszednieje,
    stajnie się szare i jak drewno zbutwieje. Wtedy będę gotowy…
    póki co niechaj żyją ludzie a umierają demony.

  31. defendo Says:

    Kasiu – strasznie trudne pytanie. Za eutanazją w znaczeniu umożliwienia śmierci – tak. Ale niech chory ma w zasięgu s w o j e j dłoni odpowiednią dawkę morfiny, niech sam dokona tego aktu. Jeżeli to fizycznie możliwe. Mówię tu o ludziach, którzy zachowali świadomość. Oni powinni móc sami podjąć decyzję. Jeśli o tym mówią, jeśli są spokojni – wystarczy dać im możliwość. Wtedy będzie jasne, czy to tylko wołanie o pomoc, czy świadomy wybór. Wiesz, znałam kogoś, kto mógł to zrobić – po prostu zwiększyć dawkę morfiny ponad dopuszczalną normę i odejść bez bólu. Długo myślał, długo rozmawiał. Wiem, że kiedy w końcu to zrobił – uczynił to spokojnie i z pełną świadomością. Można było temu zapobiec, usunąć z jego zasięgu tę możliwość. Skazać go na męczarnie. Nie zrobiono tego, pozostawiono mu swobodę. Bardzo bał się utraty wolności. Znałam też kogoś, kto chciał tego samego, ale kiedy zyskał taką możliwość – nie skorzystał z niej. Walczył zaciekle o każdy oddech, robił dzikie awantury najbliższym o to, że pozwalają na jego śmierć, że nikt z nich nie chce się z nim zamienić, oddać mu swojego życia. Bał się potwornie i konał w strachu i rozpaczy. Niełatwo odpowiedzieć. Znam kobietę, która opiekuje się matką, chorą na ciele i umyśle. Znam ich lekarza rodzinnego. Już tyle razy wyciągał starszą panią z rąk śmierci, ratując ją za wszelką cenę. Wystarczyło zrobić nie wszystko. a prawie wszystko, spóźnić się tylko 15 minut, nie móc przyjechać. Dziś z przerażeniem patrzy, jak ta opieka zaważyła na życiu córki – obecnie blisko sześćdziesięcioletniej, żyjącej w ciągłej depresji i niemal nędzy bo wszystkie środki finansowe pochłania leczenie jej matki. Gdyby kilka lat temu spóźnił się, być może kobieta odżyłaby, ułożyła sobie jakoś życie. Teraz jest za późno. Cierpi na syndrom osoby uwiązanej do swojej mamy poczuciem odpowiedzialności. Straciła życie. Nigdy nie żyła naprawdę. A jej matka nie ma nawet pojęcia, kim jest osoba, która z takim poświęceniem się nią opiekuje. Iluż lekarzy rodzinnych ogląda takie przypadki? Ilu ludzi widzi sens własnego życia wyłącznie w chronieniu tego, kto zaledwie wegetuje?
    Wiem, pytasz również o odłączanie aparatury w przypadku ludzi pozbawionych świadomości. Definicja śmierci mózgowej nie pozostawia wątpliwości. Bije serce, ale człowieka już nie ma. Pamiętasz taki przypadek – w USA – mąż walczył o odłączenie od aparatury swojej od wielu lat wegetującej żony. Sąd wyraził zgodę. Jednak matka tej kobiety twierdziła,że zięć chce po prostu uśmiercić małżonkę. Nie przyjmowała do wiadomości tego, co mówili lekarze. Opowiadała, że ma kontakt z córką – i pewnie świecie w to wierzyła. Nie wiem, czy inwestowanie majątku w utrzymywanie przy życiu tej pacjentki było etyczne – odbywało się to kosztem nakładów na warunki życia i edukację jej dzieci. Nie chciałabym, żeby mój syn płacił za to, żebym moje ciało mogło żyć pozbawione świadomości.
    Problem z eutanazja polega na czymś innym zgoła – na tym, że stosują ją ludzie – więc mogą nadużywać(szczególnie kiedy na łóżku spoczywa wiekowy, uparty i piekielnie bogaty wujaszek). W tym sęk.
    Jeśli eutanazja jest nieetyczna – to nie stosujmy jej wobec zwierząt. Usypiamy cierpiące psy, skracając ich mękę – dlaczegóż nie pozwolić im umierać w spokoju, naturalną śmiercią? Dozując środki przeciwbólowe. Nie ma co ukrywać, że robimy to dla swojej wygody – kto będzie sprzątał odchody? Wynosił zwierzaka na powietrze? Dbał o niego i opiekował się nim? Nigdy nie uśpię swojego psa.

  32. defendo Says:

    Mikoszu – nie zbutwiejesz, bo takich jak Ty ostępy powalają nagle. Nie grozi Ci powolny rozkład. Demony mają wiele istnień, one nie zginą nigdy, odradzają się wiecznie.
    Dlaczego twierdzisz, że Mu nie pomogłeś? Wino i dobre doznania – dałeś mu wiele. Sam wybrał czas i miejsce – a jeśli Ci nie powiedział, to znaczy,że nie chciał, żebyś Go odwodził. Śmierć stała się częścią Jego życia bliską radości. Czy to źle?

  33. Elżbieta Says:

    Defendo…mimo,że nasze życie bywa czasami okrutne…to uważam…że warto pokonywać wszelkie przeszkody…dzięki którym człowiek staje się mocniejszym…a śmierć to ostateczność…i my nie mamy prawa decydowania kiedy ona ma nastąpić….

  34. Pizarro Says:

    Dyskusje o śmierci, jej oswajaniu, lub unikaniu, są nawet ciekawe. Prawda jest jednak taka, że ona – śmierć, czeka na każdego i nikt nie wie, gdzie się z nią spotka. Czy mamy prawo dokonywać wyboru jej oblicza, czy nie – wszystko zapisane jest w genach, lub w gwiazdach jak kto woli. Nie jesteśmy nieśmiertelni, nie jesteśmy niezapomniani. Jesteśmy dotąd, dopóki żyjemy.

  35. tercybiades Says:

    Panta rey

  36. Kasia Says:

    Chyba nie miałabym odwagi przynieść mu tego noża. Ani dać do ręki morfiny, ani nic, Def. Pozostaje więc jeszcze kwestia tego, kto miałby to zrobić?

  37. defendo Says:

    Pizarro – dokładnie to chciałam powiedzieć, streściłeś moje myśli niemal. Mamy prawo – jeśli do realizacji tego prawa dorośliśmy. I łatwo mnie zapomnieć. Nie mam nawet do końca pewności, czy jeszcze jestem. Gwiazdy wiedzą.
    Tercybiadesie, niech płynie…

    Kasiu – rozumiem Cię aż nadto dobrze. Nie każdy powinien to robić. Może lekarz? W każdym razie ktoś, komu chory ufa…

  38. H. Says:

    Pizzaro, spotkac śmierć a przywolać ją, to jest wielka różnica. Nie sądzisz?

  39. Pizarro Says:

    Nie, jeśli założymy, że randkę z nią mamy wpisaną w genach, lub w gwiazdach.

  40. H. Says:

    W genach to my mamy wpisany wygląd ,poddatność na choroby, od nas zalezy i od naszego trybu życia jak dlugo slużyć nam bedą, Śmierć przychodzi do każdego w określonym momencie, w momecie „zużycia materialu”, pomijam przypadki losowe – przywolywanie jej kiedy nie ma ku temu przesłanek jest zwyklym kuszeniem losu.
    Gwiazdom pozostawiłabym magnetyczną silę przyciągania wzroku i bujania w oblokach.

  41. Pizarro Says:

    A o czym ja piszę? Wykład z fizjologii mi strzelisz, z genetyki i z czego jeszcze, może z metafizyki?

  42. defendo Says:

    H. – kuszenie losu to po prostu obiegowa metafora, nieco zużyta przez naużywanie, śmierć nie jest przecież kuszeniem losu, tylko jego częścią. Uważasz, że życie zniedołężniałego,zramolałego Hemingwaya byłoby coś warte dla niego samego? Kochał wiele kobiet, polował, pił, pisał na stojąco, żeby nie marnować czasu i słów, umarł też godnie.

  43. H. Says:

    Jeśli nie ma dla Was różnicy pomiędzy tym czy umieramy w sposob naturalny BO PRZYSZEDł NASZ CZAS , czy popełniamy samobójstwo , to przy kolejnej tego typu notce, dobrze byłoby wylączyć możliwość komentowania. Bo na pewno nikt nie wyraża swojej opinii po to, by ktoś stawiał go do kąta . Nie będe strzelała Pizzaro żadnych wykładow, po prostu nie kpij .
    Z mojej strony to byoby na tyle.

  44. Kasia Says:

    H. jest różnica.
    Pizarro nie zachowuj się jak pani przedszkolanka:P
    Jacyś nerwowi dziś wszyscy. Dość mocno wieje, może to ten wiatr?

  45. Pizarro Says:

    H. Każdemu wolno tu skomentować tak, jak mu się podoba. Ja kpię? Wobec tego Ty dyktujesz, jaki mam pogląd na zadany temat.
    Kasiu, bądź łaskawa nie mówić mi, jak mam się zachowywać.

  46. H. Says:

    Niczego Ci nie dyktuję Pizzaro, a jeśli koniecznie chcesz mnie w tej roli przedstawić, dopisz pomiędzy mam a pogląd małe „mieć” , zaś określenie „nie kpij” dotyczylo Twojego komentarza o strzelaniu wykładów. Widać niezbyt jasno wyrazilam się, bo o brak zrozumienia w zasadzie nigdy Cię nie posądzalam. Zatem nie kpij sobie ze mnie.
    Dobranoc Pizzaro.

  47. Kasia Says:

    Przepraszam Pizarro, więcej nie będę.

  48. Pizarro Says:

    Acha, nie zapomnijcie się na mnie obrazić. ;)

  49. Kasia Says:

    Ja się nie obraziłam -przeprosiłam tylko. :)

  50. Pizarro Says:

    Nie poznałem Cię, Kaśka. :)
    H. Też nie wiem kto to.

  51. cornelli Says:

    Chciałaś, Defendo, bym odkryła twarz. Jeśli rozumiesz przez to pokazanie swoich poglądów, na sprawy tak ważne, jak życie i śmierć, to napiszę Ci, co sądzę o prawie do odejścia w dowolnie wybranym terminie.
    Nie ma takiego prawa dla człowieka, by móc decydować o tym, co w cudzie poczęcia zostało mu podarowane. Nie wnikam czy był to cud boski, czy cud natury, nie jest to dla mnie tak istotne, jak sam fakt, że z niczego powstaje taka potęga, jaką jest umysł /dusza/ człowieczy. Decydować o tym kiedy się odejdzie, to jakby stawiać siebie ponad to, co umożliwiło stworzenie człowieka. A to już jest pycha.
    Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że nikt – żaden człowiek, będący przy zdrowych zmysłach i nie mający szczególnego powodu – nie targnie się na własne życie.
    I nie pisz mi, że chęć odejścia jest szczególnym powodem – jest egoistycznym traktowaniem wszystkich, którzy związują z nami swoje życie.
    Przestajemy mieć prawo wyłączności do własnego życia w momencie, gdy obdzielamy i przyjmujemy uczucia od innych ludzi – wtedy stajemy się też po części ich własnością, więc nie mamy prawa decydować ZA kogoś.

  52. zbit fg2002 Says:

    Płonącymi pszczołami przypomniałaś mi drób wrzucany żywcem do maszyny skubiącej, wyrywającej z nich pióra, bo tak było szybciej i mniej roboty. Mówił o nich Henryk Borowski w jakiejś radzieckiej sztuce. Kreował on tam towarzysza który wszystkiego sie czepiał i miał same kłopoty. – Henryk! Borowski. Genialny aktor i wspaniały człowiek, a nie jakieś jego współczesne erzace (o których nic nie moge powiedzieć, bo nic o nich nie wiem).

  53. zbit fg2002 Says:

    Wpisałem komentarz ale sie nie przyjął. Był o kurczakach wrzucanych żywcem do maszyny wyrywającej z nich pióra. – To a propos płonących pszczół.

  54. Kasia Says:

    Def, nie mogę się powstrzymać;)) i jednak zapytam.
    Ten ostatni sznurek czerwony, to w ramach sprawdzania spostrzegawczości odwiedzających, czy czysta prowokacja? :>

  55. tilow3 Says:

    Defendo… przerazilas mnie tym tekstem. Nie potrafie ubrac w słowa nic co mialbym do powiedzenia. Mam nieodparte wrazenie jakbym juz kiedys czytal podobne słowa…
    Kocia łapa, stalowy pazur
    Neurochirurg krzyczy nienasycony
    U zatrutych wrót paranoi
    Schizofrenik 21 wieku

    Nasienie śmierci, ślepa chciwość
    Głodujące dzieci na żer poetów
    Może nie liczyć na żadne spełnienie
    Schizofrenik 21 wieku …
    Tak Greg Lake spiewał na genialnej plycie „in the court of the crimson king”
    Mam prosbe… i nadzieje…
    Nie chcialbym aby Twoje slowa byly zarazem pozegnaniem.
    Pozdrawiam Muzo czatowa

  56. defendo Says:

    Cornelli – właśnie na to nie zgadzam się: na bycie własnością kogokolwiek. Moje życie należy wyłącznie do mnie. Pychą jest dla mnie mniemanie, że jestem komuś aż tak potrzebna, że m u s z ę żyć dla niego. I szczytem egoizmu. Sama piszesz, że zostało mi darowane. Jest moje i tylko moje – mogę więc ten dar odrzucić, nie pod wpływem impulsu czy nastroju, nie z powodu kłopotów – po prostu wybrać chwilę, w której będę absolutnie przekonana, że tak chcę. Miedzy pychą i dumą jest potężna różnica – można odejść ocalając dumę, nie ma to nic wspólnego z pychą. Piszesz, że to stawianie się „ponad to, co stworzyło człowieka” – a dlaczego nie? Ponad prawa natury – czy moje, ludzkie, nie są równie ważne? Czy wciąż nie uważamy je za ważniejsze, modyfikując i niszcząc naturę? Ponad Boga? Jeśli istnieje. Dlaczego nie ponad Niego? Skoro na jego podobieństwo – mogę decydować podobnie jak On – nie o swoim przyjściu na świat, ale o odejściu. To nie jest „ponad” – to tylko blada namiastka Jego potencji.

  57. defendo Says:

    Kasiu – jakoś tak bez ram ;)

  58. defendo Says:

    Tilowie, niezawodny i rycerski, to będzie kiedyś pożegnanie, jedyne, jakie chcę pozostawić. Rozumiejącym. A Twojej muzyki nie sposób nie pokochać, dziękuję ;)
    Nie będę mroczna – jestem coraz jaśniejsza. Dźwięki i obrazy odczuwam wyraźniej, myślę jaskrawiej.

  59. justyna Says:

    Defendo bardzo trudno komentować notki, w których treści dotykają bardzo osobistych sfer:) jeszcze trudniej polemizować czy wdawać sie w dyskusję bo tak ułożyłaś treść by z góry zaznaczyć osobiste pola. gdzie nieupoważnionym wejść nie wolno:) więc nie skomentuję ani nie będę polemizowała, nie wdam sie tez w dyskusję :) ale pozwolę sobie napisać swoja własna wątpliowość ,która pojawiła się po przeczytaniu tej pięknej, choć kontrowersyjnej treści:)
    Defendo czy przerwanie swojego życia nie jest w pewnym sensie dezercją? ucieczką przed czasem , który w nas odlicza ile nam zostało dni , lat…i robi to w wielkiej tajemnicy:) Bo życie tak przedstawione i tak pojmowane wydaje mi się wyzwaniem , walką z upływającym czasem , z którym nie ma możliwości targowania się ;)

  60. defendo Says:

    Właśnie, Justyno – zauważyłaś metaforykę? Moim zdaniem metafory są narzędziem poznania. Mówisz o dezercji – czyli w domyśle: życie jest walką. Na ochotnika? Z przymusu? A czemu mam je tak postrzegać? Moja opcja nie zakłada,że istnienie jest walką – próbują na wszelkie możliwe sposoby budować swoje poznanie, rozszerzać obszary wiedzy. I zakres niewiedzy. To nie walka – to po prostu pewien sposób bycia. Uważam odejście za akt woli. Nie dezercję, ucieczkę, tchórzostwo. Takie odejście, o którym tu mówię – w pełni świadome, bez żalu i bólu. Nie potrafię poznać wszystkiego, więc przerwanie mojego poznawania w dowolnym momencie niczego nie zmieni. Niczego nie odbierze nikomu, niczego nie wniesie. Ta świadomość nie jest bolesna – dla mnie – po prostu ją mam, tak jak mam ciało czy swobodę myśli. Publikując swój tekst pozwoliłam wkroczyć na „osobiste pola”, nie chronię ich ponad miarę, bronię tylko prawa, które moim zdaniem posiadam. To prawo właśnie próbowałam uzasadnić. Nad czasem też można zyskać władzę, wystarczy nie pozwolić sobie go postrzegać jako linię. Rozwidla się dla mnie, wciąż wybieram jedno z rozwidleń, wciąż szukam ścieżek. Nie ma początku ani końca, jest inny niż materia. Nie pozwolę mu odliczać, nie położy mnie na ringu ;)

  61. cornelli Says:

    Defendo? Zapytam tylko o jedno: widziałaś kiedyś strach w oczach swojego dziecka, gdy działo się z Tobą coś złego, co pozwalało dziecku mniemać, iż odejdziesz na zawsze?
    Zresztą, w miejsce dziecka, możesz wstawić kogokolwiek, kto obdarzył Cię ciepłymi uczuciami.
    Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile znaczymy dla innych. Dla tych, którzy nas kochają. Mówiąc o prawie do odejścia na własne zyczenie, chcesz ich skazać na poczucie winy, do końca ich dni. Wiesz ile razy człowiek zadaje sobie pytanie: DLACZEGO? Dlaczego nie pomogłem? Dlaczego nie zauważyłem? Dlaczego nie powstrzymałem? I w końcu: to MOJA wina… to już nie pytanie – to stwierdzenie. I z tym poczuciem winy żyje się do końca. Do diabła! Defendo! Nie jesteś pępkiem Świata – MUSISZ brać pod uwagę wszystkich, co wokół Ciebie żyją.
    Albo, w mordę, idź do klasztoru.
    Nikt nie będzie czuł się winny, a Ty umrzesz dla Świata.

  62. defendo Says:

    Nie jestem pępkiem świata, nawet jego odwłokiem nie jestem. Dziecko jest samodzielne. Nie potrzebuję pomocy, do diabła! Dlaczego ktokolwiek miałby mnie odwodzić czy przywodzić? Do klasztoru nie pójdę – nie ma klasztorów dla wątpiących, ateistów i niepokornych. Odejść mogę tylko
    z e w s z ą d. Niczego nie muszę, na szczęście. Poczucie obowiązku życia wykończyłoby mnie i wyczerpało vis vitalis.
    Strach w oczach dziecka wynika z jego egoizmu – nie pomyślałaś o tym? Boi się tego, co się z n i m stanie, nie tego, co ze mną. Tak naprawdę. Kiedy boisz się cudzej śmierci to też egoizm – boisz się, jak TY ją zniesiesz, nie tego, że ktoś odchodzi. Kochanowski, bolejąc po śmierci Urszulki, koncentrował się na własnym bólu, na własnych odczuciach, nie na niej. Co ciekawe – śmierć drugiej córki przeżył o wiele łatwiej, nie pisząc już trenów.

  63. justyna Says:

    Defendo myślę ,że każdy skupił się na życiu jako najwyższej wartości :) co przesłoniło mu najważniejsze przesłanie , które nazwałabym nawet hamletowskim – być albo nie być. Ten wybór jest brakiem osobistego zniewolenia. Uwolnieniem się od decyzji niezależnych ode mnie samego.
    To taka , nazwałabym , samokontrola, swoboda , wolność …z której mogę, ale nie muszę ( z podkreśleniem ) skorzystać. Jeśli oczywiście moja interpretacja jest zgodna z intencją ;) ja to tak odczytałam:)

  64. defendo Says:

    Justyś, zrozumiałaś mnie dokładnie tak, jak chciałam być zrozumiana. Szkoda, że nie mogłaś usłyszeć westchnienia ulgi, jakie ze mnie wydobyłaś. Już bałam się, że piszę tak strasznie niejasno, że nie da się moich intencji odebrać, że nie potrafię przekazać swoich myśli. Chciałam zamilknąć… Dzięki!

  65. Don Pedro Says:

    Defendo, nie bój się śmierci. Ona przyjdzie po kazdego z nas. Nie wiadomo tylko kiedy i gdzie to się stanie. Sama technika zgonu (wypadek, choroba, samounicestwienie) nie ma żadnego znaczenia. Stanie się, bo tak stać się musi, a nie dlatego, że ktoś tego chce lub nie.

  66. defendo Says:

    Don – nie boję się. Boją się ci, którzy nie żyli naprawdę. Jest dla mnie częścią życia. Taką samą jak dzieciństwo czy dorastanie. O tyle inną, o ile każda z części różni się od siebie i nie można do niej wrócić, chociaż stosujemy różne obrzędy magiczne, żeby to uczynić. Często patrzysz na siebie na dawnych zdjęciach? To właśnie część tej magii. Podobno większą moc mają fotografie z lat minionych powieszone na ścianie – tak, żeby patrzeć wciąż. Zatrzymać czas. Nie chcę go wstrzymywać.

  67. wenus Says:

    Co znaczy żyć naprawdę? Człowiek żyjąc pełnią życia, realizując swoje marzenia i pragnienia wciąż na nowo znajduje potem nowe cele i pragnie żyć. Uważając, iż osiągnął wszystko, jest jest ograniczony. Mniemając iż zdobył możliwe szczyty wyjawia jedynie swą pychę. O odejściu, o którym tu mowa zdecydować może tylko ten, co ma zachwianą równowagę psychiczną spowodowaną bólem nie do uniesienia, jaki mu przyszło odczuwać. Czy prawdziwie żyć, w Twoim rozumieniu Defendo, to cierpieć do krańcowej granicy?

    Defendo napisałaś:„Strach w oczach dziecka wynika z jego egoizmu – nie pomyślałaś o tym?”

    Pierwotnym egoistycznym instynktem samozachowawczym organizmów żywych jest agresja. Człowiek, jako jedyny pozostaje najdłużej zależnym od swych rodziców w swej egzystencji. Jego życie (człowieka), jako gatunku przeszło wiele przemian, które swe piętno zaznaczyły one najbardziej w psychice. Strach jest w oczach dziecka wyrazem jego bezradności, potrzeby. ( mały człowiek nie jet w stanie samodzielnie stawić czoła życiu zgodnie z „kultura”, bez odpowiedniego przygotowania). Żaden człowiek nie rodzi się z instrukcją swej obsługi-instrukcją dotyczącej praw i przepisów, obowiązków. Pozostawiony, jako niemowlę na pastwę losu -umrze. Mając zagłuszone swe pierwotne instynkty przez wychowywanie, nie potrafi z nich korzystać-z resztą nie wolno w naszej cywilizacji, w myśl tegoż to wychowania-zdany musi być na dalszą edukację ( oczywiście mowa tu o dorastającym osobniku).
    Strach w oczach dziecka, to jego potrzeba miłości, do jakiej jest zdolny tylko człowiek, przygotowywany przez wieki. Pies jako nieliczny przedstawiciel zwierząt domowych przejął w wielkim stopniu „ludzka kulturę”, i tylko poprzez socjalizacje, od wczesnego jego życia potrafi żyć w stadzie ludzkim. W naszym cywilizowanym świecie, bez ingerencji człowieka – ginie.”Zatracił” pierwotny instynkt walki i łowiectwa żyjąc wśród ludzi, a odzyskując go staje się niebezpiecznym dzikim zwierzem walczącym o przetrwanie, i stanowi zagrożenie dla człowieka- i to jest EGOIZM.
    Czy uważasz, że odejście, o którym tu mowa to wyraz pokory i dumy w jednym, czy to wyraz miłości i szacunku do innych stworzeń?

    Jeszcze jedno pytanko rzucę; pisząc ten blog prowokujesz, czy są to Twoje autentyczne przeświadczenia?

  68. zbit fg2002 Says:

    Też tak mam, z tym „Kto tam?”, bo jestem nie ubrany.

  69. Kasia Says:

    Skąd ta cisza, Def?

  70. defendo Says:

    Wenus – o cierpieniu pisałam: budzi we mnie wstręt. Jest złe i niepotrzebne.
    Strach w oczach dziecka – ten, o którym piszesz. lęk przed opuszczeniem go przez kogoś, na kim sie opiera – jest wyrazem jego egoizmu, nie miłości. Nawet jeśli dziecku wydaje sie, że to miłość. Boi się tego, co stanie sie z nim – pozbawionym czułego, bezinteresownego oddania swojej matki/ojca.
    Odejście – o które pytasz – nie jest dla mnie demonstracją czegokolwiek. Jest aktem woli.
    Pytasz, czy prowokuję? Nie zamierzam. Konfrontuję własne myśli z Waszymi. Ubieram je w słowa – zatem konfrontuję również ze swoimi emocjami. Jedyne, do czego chcę sprowokować, to refleksja. Potępianie poglądów innych tylko dlatego, że są inne – bez namysłu – budzi we mnie odrazę. A jest tak częste.

  71. defendo Says:

    Kasiu – przerywam milczenie, chociaż nie wiem, czy dobrze robię ;)

  72. cogitomen Says:

    Defendo kochanie ja tylko na moment. Skoro jak sama mówisz ,a właściwie piszesz dostałaś życie ,to jak to jest że masz prawo sama je sobie odebrać?
    I jeszcze. Zważ proszę ,że życie którym dysponujesz chyba nie do końca jest tak naprawdę tylko i wyłącznie Twoje. Z ciepłym pozdrowieniem c.

  73. cogitomen Says:

    kirylow o samoswidomosci karma

  74. sofijkaa Says:

    Defendo.. a nie przyszło Ci do głowy , ze to ” nie podporzadkowanie się smierci i odebranie sobie zycia kiedy Ty chcesz, jest mimo wszystko podporządkowaniem się jej? Tyle tylko, ze w sposob bardziej dla Ciebie przewidywalny? Wszak smierc tak czy siak nastapic musi. Co za róznica w jaki sposob..

  75. sofijkaa Says:

    „Strach w oczach dziecka – ten, o którym piszesz. lęk przed opuszczeniem go przez kogoś, na kim sie opiera – jest wyrazem jego egoizmu, nie miłości. Nawet jeśli dziecku wydaje sie, że to miłość. Boi się tego, co stanie sie z nim – pozbawionym czułego, bezinteresownego oddania swojej matki/ojca.”

    To najbardziej przerażające zdanie jakie kiedykolwiek przeczytałam Def.
    Jesli egoizmem dziecka jest lęk o utratę matki, lęk o to, co się z nim stanie.. to po co je rodziłas? Czy w swoim akcie woli i zapięciu wszystkiego na ostatni guzik wzięlas równiez pod uwagę uspokojenie (pogodzenie się z Twoim-ot tak- odejsciem) swojego egoistycznego dziecka? Czy ono jest na tyle dorosłe , zeby mogło pojąc? Czy nie jest egoizmem nie liczenie się z uczcuiami innych? Jest egoizmem- ale czy zdrowym?

    Powiem tak: (odczucie moje) dałabym Ci zgodę( nie potępilabym Cię ) za ow szlachetny akt woli wyłacznie wtedy, gdy dziecko Twoje byłoby wystarczająco dorosle, dojrzałe, samodzielne i rozumiejące co oznacza akt woli w kwestii wyboru zycia lub smierci. Bo do pewnego momentu TO TY jestes za nie odpowiedzialna.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: