Towar

 

Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że ciało człowieka jest produktem społeczeństwa i kultury (również środowiska przyrodniczego; przekazu genetycznego). Osiągnięcia biotechnologii i medycyny umożliwiły tak daleko posuniętą manipulację ciałem człowieka, że przeszło ono od roli podmiotu do roli przedmiotu zabiegów specjalistów. Nie tylko lekarzy – również fachowców od reklamy, komunikacji, mediów itp. Nie widzimy już w nim mikrokosmosu – odpowiednika makrokosmosu, nie dostrzegamy analogii miedzy niebem i głową, nogami i ziemią, włosy nie kojarzą się z roślinnością, czynność kichania przestała być niebezpieczna dla duszy(mogła ona wtedy opuścić ciało – ta koncepcja przetrwała w postaci życzenia “Na zdrowie!” pod adresem kichającego). W świadomości dawniejszych ludzi ciało było pierwotnym i głównym modelem opisu świata, podstawą klasyfikacji (prawe, lewe, góra, dół, przód, tył itd.) i symbolizacji. Główne założenie światopoglądowe to tożsamość lub ścisła współzależność człowieka i świata. Różne części ciała odpowiadały różnym elementom otoczenia, a części świata były opisywane w kategoriach opisu ciała. W wielu kulturach podkreślało się podobieństwa anatomiczne i funkcyjne między różnymi częściami ciała, bo części świata są również ze sobą związane. Potoczne ludowe „myślenie analogiami” to porównywania i przeciwstawienia, szukanie podobieństw i różnic między fragmentami ciała i świata. Ten rodzaj myślenia zanikł niemal całkowicie, chociaż być może pozostał w podświadomości wielu z nas. Wprawdzie jeszcze de Chardin uważał, że zrozumienie człowieka jest konieczne dla zrozumienia wszechświata, ale był w tym poglądzie odosobniony. Odpowiednikiem „wielkiego świata” kosmosu jest – wg niego – „mały świat” psyche i somy człowieka, staje się on w ten sposób „małym bogiem” odpowiednikiem demiurga.

Zmieniło się postrzeganie ludzkiego ciała – człowiek przestał być ogniwem w łańcuchu kosmicznych zależności, stał się zamkniętym systemem – zatem nie on sam i całe jego ciało stanowią „medium”, medialne są tylko cielesne „granice”. Funkcjonowanie narządów porównuje się często do działania mechanizmów (serce – pompa ssąco tłocząca, nerki – filtr, mózg – komputer obarczony emocjami). Jak każdy mechanizm człowiek może podlegać usprawnieniom, racjonalizacjom: stał się przedmiotem oddziaływań pedagogów, polityków, PR-owców, chirurgów plastycznych, inżynierów genetycznych. Nawet zapłodnienie nie jest już uważane za „cud natury” ale za zwyczajne połączenie dwóch komórek, które może dokonać się nawet poza ciałem w sterylnym laboratorium – i to z lepszym skutkiem niż to naturalne. Ciało człowieka stało się nawet towarem, surowcem do dalszej przeróbki(postępy transplantologii umożliwiły wykorzystanie narządów zarówno martwych jak i żywych dawców). Wymusza to na nas szczególną troskę o ciało: siłownie, solaria, salony kosmetyczne, kliniki chirurgii plastycznej, salony odnowy biologicznej zastąpiły dawne kluby towarzyskie a bywanie w nich należy do obowiązków kogoś, kto chce zrobić karierę. Ingerencja w estetykę własnego ciała czasem bywa bardzo daleko posunięta(piercing, tatuaż, drakońskie diety) i nie zniechęca do niej nawet dotkliwy ból towarzyszący tym zabiegom. Człowiek od zarania dziejów dokonywał takiej ingerencji, ale była ona bardzo ważnym znakiem: tatuaż świadczył o odporności na cierpienie, deformacja szyi, warg, czaszki, uszu, stóp stanowiła istotny sygnał dla innych ludzi, mówiła o przynależności do określonej grupy, o statusie społecznym, dodawała atrakcyjności seksualnej, świadczyła o statusie materialnym itd. Współczesne metody zdobienia ciała koncentrują się raczej na zabiegach mających podnieść wartość człowieka-towaru na rynku pracy lub zwiększyć atrakcyjność dla ewentualnego partnera. Jednocześnie odczuwamy niemal irracjonalny lęk przed naruszaniem granic ciała. Wielu pacjentów boi się zastrzyków, wziernikowania, skalpela – nie ze strachu przed bólem (można go zniwelować stosując odpowiednie środki znieczulające), ale z obawy przed wkroczeniem obcego na „zakazane” terytorium ciała. Istnieją tacy, którzy cierpią na patologiczną fobię – lęk przed dotykiem, ale najwięcej strachu budzi przedmiot, który granice ciała narusza. Nie boimy się dentysty, tylko narzędzia, które trzyma w ręku. Są tacy, którzy wyrwanie zęba postrzegają w kategoriach emocjonalnych jako pozbawienie ich integralnej części ich ciała (wielu dentystów musi wręczyć wyrwany ząb pacjentowi, bo ten koniecznie chce zachować go przy sobie). Kto wie czy podświadomie nie obawiają się, że zaburzenie ich mikrokosmosu będzie miało wpływ na porządek wszechświata – makrokosmosu. Obcinanie włosów lub paznokci też bywa odczuwane jako coś nieprzyjemnego mimo że nie boli.

 

Skoro nasze ciało stało się towarem – to czy i my sami, jako tacy, takim towarem nie jesteśmy? Na rynku pracy, na targowisku próżności, na rynku komunikacji, na szeregu innych bazarów? Wszystko na sprzedaż?

 

Reklamy

komentarzy 5 to “Towar”

  1. Don Pedro Says:

    Rozum ludzki natrafia na dwie nieprzekraczalne bariery: pierwsza ujawnia się przy intuicyjnym wyborze aksjomatów, druga – odgradza nas od faktów, które nie podporządkowują się bez reszty konsekwencjom praw ogólnych.
    Wszelki przedmiot jest rzeczą zarówno w znaczeniu ‘res extensa’ jak i ‘res cognitans’. Poznanie ma charakter istotny, a nie tylko symboliczny. Nie można negować praw przyrody. Przedmiotem jest wszystko to, co „jest”, co jednak nie oznacza, że „istnieje” w sensie egzystencjalnym.
    W rozważaniach filozoficznych rozróżniane są cztery kategorie przedmiotów: fizyczne, psychiczne, idealne, fikcyjne, co odpowiada czterem rodzajom bytów: egzystencjalnym, psychicznym, idealnym i immanentnym. Występuje tu wyraźna dychotomia: konkretność – niekonkretność oraz zależność – niezależność. Z innego punktu widzenia rozróżnia się przedmioty bezwzględne (tradycja eleacka) i przedmioty względne (tradycja heraklitejska).
    Podstawowym pojęciem filozofii winno być pojęcie całości, które oznacza taki przedmiot, w którym mamy do czynienia z jednością w wielości, bądź z wielością w jedności. Każdy światopogląd jest rozstrzygnięciem tego, jaka relacja istnieje faktycznie miedzy różnymi rodzajami przedmiotów.
    Przyjmując zaproponowaną tu przez Autorkę prowokacyjną metodę rozumowania, musielibyśmy oczywiście zgodzić się z tym, że ciało człowieka jest towarem, podlegającym prawu popytu-podaży. Problem jednakowoż w tym, że człowiek, dopóki żyje i funkcjonuje, jest dość złożonym, wielowarstwowym, wielowymiarowym bytem, zarówno pod względem egzystencjalnym jak i psychicznym. Rozpatrując człowieka w kategoriach ontologicznych, nie można ponadto nie zauważać jego aktywności immanentnej i jego odwołania się do idei absolutu.
    W najbardziej sprzedajnym osobniku naszego gatunku zawsze znajdzie się taki element ‘res cognitans’, którego za żadną cenę kupić się nie da.

  2. defendo Says:

    Kartezjański dualizm? Jakoś – doceniając zasługi – nie lubię Descartesa. Już choćby za to, że „cogito ergo sum” przejął od Augustyna. A dziś większość z nas skłonna jest przypisywać je właśnie Kartezjuszowi.
    Wcale nie uważam,żeby wymienione przez Ciebie kategorie przedmiotów i bytów były konieczne w każdym rozważaniu(systemie) filozoficznym. To pogląd wywodzący sie od Kartezjusza właśnie. I nie zgadzam się z koniecznością istnienia opozycji(na zasadzie konieczności istnienia ciemności, żeby móc widzieć jasność, zła i dobra). Sam Kartezjusz zresztą musiał dokonywać dość karkołomnych wolt myślowych, żeby unikać pułapek, które na siebie zastawił. Co powiesz na to, że po radykalnym „oddzieleniu” duszy i ciała zobaczył, że przecież res cogitans działa na res extensa i vice versa? Wybrnął wprawdzie, używając pojęcia wpływu na kierunek(dusza wpływa na kierunek tego, co cielesne, a ciało na kierunek tego, co”w duszy gra”), bo na bezpośrednie oddziaływanie zgodzić się już nie mógł.

    Moja nota miała dziś określony cel – chciałam zwrócić uwagę na dwie sprawy: po pierwsze – na fakt, że ciało przestało być dla nas mikrokosmosem, odbiciem porządku wszechświata, nienaruszalnym i niezmiennym, chociaż zmieniającym się(takie właśnie postrzeganie ciała powodowało, że ludzie czuli dawniej ogromną łączność z całym wszechświatem, czuli się z nim integralnie związani i sądzili, że i od nich zależy o, co się w kosmosie dzieje); po drugie – na to, że ciało jest dziś przedmiotem, nawet dla jego właściciela(anorektycy „doskonalą” je ponad możliwości), towarem, który ma konkretną wartość rynkową(taki specyficzny rynek międzyludzki, w tym również rynek pracy); po trzecie wreszcie na to, że mimo wszystko przetrwała w nas ukryta tęsknota za tym pierwotnym uczuciem możliwości wpływania na przyrodę(wierzono np. że niedokonanie pewnych rytuałów może spowodować upadek Księżyca na Ziemię).
    Tym razem mój tekst miał charakter o wiele bardziej antropologiczny(etnologiczny) niż filozoficzny.

  3. Don Pedro Says:

    Droga Defendo, masz oczywiście rację, jak zawsze zresztą.

  4. Pizarro Says:

    W dzisiejszych czasach, nie ma towaru, który nie nadawałby się na sprzedaż.

  5. defendo Says:

    Nie wszystko ;)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: