Archive for Luty 2008

Gra

Luty 24, 2008

Uwodzenie jest rodzajem manipulacji. Manipulant inscenizuje rzeczywistość, posługując się arsenałem gestów, rekwizytów, rytuałów. W sieć wykreowanej rzeczywistości stara sie pochwycić manipulowanego. Niełatwo ją tak zbudować, żeby pochwycić czyjeś pragnienia, przeczucia, zawładnąć emocjami. Uwodziciel próbuje opanować wewnętrzny świat uwodzonego, który nie jest przecież zbudowany zgodnie z zasadami logiki, dlatego właśnie uwodzenie jest sztuką, która kocha mistrzów i toleruje rzemieślników. Nie znosi zaś partaczy.
Gracz balansuje na granicy fikcji – którą sam tworzy dla granego – i rzeczywistości, świadomie zaciera ich granice. To niebezpieczna zabawa, łatwo stać się granym. Obiektem cudzych zabiegów, którym tak wygodnie się poddać.
Uwodzić można słowem. To właśnie czynią literaci. Pozbawieni możliwości stosowania innych rekwizytów – bo nie zaproszą na wino, nie oczarują odpowiednio dobraną muzyką, nie mogą posłużyć się gestem, bezpośrednim dotknięciem, aromatem kwiatów – stwarzają rzeczywistość przy pomocy słów jedynie, tak uszeregowanych, żeby tworzyły pułapkę dla emocji i myśli czytelnika. To uwodzenie bezpieczne dla manipulanta, ponieważ sam pozostaje w pewnym sensie poza zasięgiem uwodzonego, role nie mogą się odwrócić.
Internet to zmienił.

Blogopisarze wchodzą w bezpośrednie relacje ze swoimi czytelnikami. Rozmawiamy, spieramy się, modyfikujemy teksty i poglądy. Czasem rodzi się między nami intymność – powstaje związek przypominający supeł: kształtujemy kogoś na obraz i podobieństwo własnych wyobrażeń, ale sami – kreatorzy – dostosowujemy się i zmieniamy. Teksty not i komentarzy w blogach są jedynym narzędziem, które służy do cyzelowania znaków. Znaki tworzą sieć, która jednych wabi, innych odstręcza – i takie jest jej zadanie. Piszę nie kłamiąc, nie naruszam prawdy. Wiem jednak, że można mnie odczytywać rozmaicie. I nie pomagam – nie wręczam klucza do interpretacji. Ukrywam go w powodzi słów, czasem jest doskonale widoczny, ale niełatwo go wziąć do ręki.
Interakcje – również w blogach – to gra, której istota polega na tym, że jesteśmy jednocześnie grającymi i granymi. To nie my panujemy nad grą – to ona ma władzę nad nami. Budujemy doskonałe warownie, azyle tak wspaniale chroniące nas przed wszelkimi niebezpieczeństwami, solidne konstrukcje z rozwagi i dystansu. Przyglądamy się im z dumą – zadowoleni z trwałości i niezniszczalności. Problem w tym, że kiedy ich naprawdę potrzebujemy, okazuje się, że jesteśmy poza ich murami, nadzy i bezbronni.
Uwodziciele(ci skuteczni) – wbrew temu, co sami o sobie myślą – są największymi przegranymi. Utrzymanie władzy nad uwiedzionymi kosztuje wiele wysiłku, wymaga starań i zabiegów. To jest to, o czym zapominają, a co kosztuje najwięcej – utratę władzy, w której zdobycie zainwestowali.

Reklamy

Wszelkie prawa zastrzeżone

Luty 12, 2008

Właściwie jest dobrze. Ani o jeden księżyc z wiele czy za mało. Tyle uderzeń serca, ile trzeba. Nie za wiele gwiazd. Dom. Ostrożność wobec obcych. Tyle ciepła dla bliskich, ile są w stanie znieść. Wszystko akuratnie poukładane. Na swoim miejscu. Buty, rękawiczki, książki. Nawet cierpienia w miarę, tyle ile należy wytrzymać, żeby odróżnić od niego radość nie-cierpienia. Starannie wybrana muzyka z absolutnie posłusznego głośnika. Ludzie i zwierzęta troszczą się o mnie. Kwiaty przyzwoicie umierają w wazonie, w którym codziennie zmieniam wodę. Zadbano i o to, żeby dzwonek powiadamiał mnie o wizytach.
– Kto tam? Jestem nieubrana, proszę poczekać!
– Nie szkodzi, wielu zastaję nieubranych.
– Kim jesteś?
– Aniołem Twojej śmierci. Przyszedłem zabrać Cię na spacer.
Za drzwiami stoi wspaniały okaz ludzkiego samca: elegancki, pięknie pachnący, doskonale ubrany, uśmiechnięty. Patrzy mi prosto w oczy.
– Nie znam Cię, chociaż masz w sobie coś znajomego…
– Znasz, znasz. Zanim się urodziłaś – byłaś martwa. Potem umierałaś wiele razy.

– Naprawdę muszę się ubrać. Nie mogę tak wyjść.
– Możesz. Wszystko możesz, bo już czas.
– Rzeczywiście mogę, wszystko już poukładałam, zostawiłam porządek. Tylko jeszcze kilka słów komuś napiszę.
– Nie pisz. Przyszedłem, bo w tym uporządkowanym świecie nie ma dla Ciebie miejsca.

Budzę się i gorączkowo przywracam chaos. Uspokojona. Wiem już, że kiedy wszystko wokół mnie znajdzie się na swoim miejscu, kiedy odbiorę rzeczom ich znaczenie, zadzwoni dzwonek. Chciałabym tylko, żeby ten wilk, którego widziałam w zwierzyńcu, zamknięty w klatce i uporczywie biegający wzdłuż siatki, tam i z powrotem, wydostał się wreszcie na wolność. I żeby żaden bezmyślny dzieciak nie oblewał benzyną pszczół i nie rzucał między nie plonącej zapałki, żeby patrzeć, jak pięknie płoną żywe, maleńkie pochodnie.

Jedyne, co dostałam naprawdę na własność, co posiadam bezwarunkowo – to życie. Mam więc prawo je przerwać w dowolnym momencie, precyzyjnie wybranym. W ten sposób mogę zyskać przewagę nad czasem, władać śmiercią, której nie będę posłuszna. Przyjdzie, kiedy ją wezwę i zmuszę do zaistnienia. To ja zdecyduję o tym, jak będę na jej przyjęcie ubrana, nie zaskoczy mnie żaden dzwonek. Myślenie o tym, jak wielką mam nad nią władzę, sprawia mi przyjemność niemal fizyczną. Mam do niej wszystkie prawa. Zastrzegłam je sobie. Ostemplowałam znaczkiem “c” w kółeczku. Wytatuowałam. Nie mam obowiązku żyć, jedynym moim obowiązkiem jest dyskurs – poznanie poprzez operacje myślowe. Nie przez postrzeganie i intuicję – ten rodzaj poznania toczy się równolegle, obarczony błędami i złudzeniami. Posiadam życie. Decyduję o nim. Każdy ma prawo przerwać własne w dowolnie wybranej chwili. Nie pod wpływem smutku czy rozpaczy. Po prostu zrezygnować. Odejść z niego. Zewsząd.

Blogomania

Luty 8, 2008

Ciekawe, ile ekshibicjonizmu jest w pragnieniu pisania blogu? Jak bardzo chcemy odsłaniać kurtynę własnego teatru, narażać się na osąd bezlitosnej publiczności. Cały ten zgiełk, bełkot – komu potrzebny? Czytelnikom czy autorom? Pozwalam Wam poczuć się lepiej, kiedy myślicie, że sami lepiej i precyzyjniej ujęlibyście moje myśli w ramy słów? Budzę Waszą cichą radość, kiedy popełniam błędy w rozumowaniu, kiedy dostrzegacie usterki stylu? Kiedy uważacie mnie za nudną i nadętą – czy wtedy sami stajecie się lepsi, nie smęcąc, mówiąc jasno i do rzeczy? Patrzę na blogi – ostatnio nieco uważniej. Widzę, jak popularne są te, które obnażają emocje autorów. Nie te, w których można znaleźć bogactwo myśli. Czego więc szukacie? Nowej dostawy cudzych uczuć? Potwierdzenia, że nie tylko Wy podlegacie chwilom, nastrojom, bywacie ofiarami i katami?

A może autorzy potrzebują publicznie się rozbierać, zdejmując z siebie wszystko, nawet z kataną w dłoni otwierając wnętrzności? Po kolei ukazują martwą naturę mieniącą się wielobarwną tęczą: brąz wątroby, jasną różowość płuc, żółć i ochrę tłuszczu. Wiwisekcja wabi ciekawych, któż nie chciałby dotknąć palcem parujących trzewi?

Szukam w blogach obrazu świata, jaki tworzy się na siatkówce nie moich oczu. Konfrontuję z własnym oglądem. Dekonstruuję i układam na nowo już nieco inną wieżę. Niezmienna i podatna – bronię się i poddaję jednocześnie.

Chcę zobaczyć, jak to jest. Pisać siebie – nie tylko swoje myśli ujawniając. Odsłaniać przed sobą niepokój. Niszczyć lęk – bo zwerbalizowany może stracić moc. Może też stać się silniejszy. Nie wiem. Otworzyłam drugi blog – intymny, mój własny zawór bezpieczeństwa, potencjalnie groźny. Pozwoliłam Wam tam trafić, umieszczając link na marginesie tej strony. Do słów dodaję obraz. Nie ukrywam twarzy, chociaż jeszcze zasłona włosów mnie strzeże.

Tutaj nadal będę rozważać i roztrząsać to, co jest dla mnie ważne.

Pisałam o niekonieczności, a nawet o niemożliwości istnienia zła. Dziś – kontynuując – neguję możliwość istnienia piekła. Tego pozaziemskiego. Jeśli Bóg jest – to jest dawcą jedynie dobra – taką tezę niedawno postawiłam. Załóżmy jednak, że bywa okrutny, albo że Antypersona jest dawcą zła. Nawet wtedy nie może istnieć nic oprócz edenu. Żaden Bóg nie skazałby bowiem tych, którzy go po śmierci dostąpią, na straszliwe cierpienie. Bo cierpieniem byłoby przebywanie w raju ze świadomością, że bliscy – kochani i konieczni, znaleźli się poza nim. Brak choćby jednej osoby powodowałby nieznośny ból. A przecież elizejskie pola są krainą niezmąconego szczęścia. Piekło ma prawo bytu – ale tylko na ziemi.

Ta podświadoma pewność pozwala nam pogrążać się w uśmiechu.

Zawór bezpieczeństwa

Luty 6, 2008

W każdej rodzinie powinien być – i przeważnie bywa – tzw. dyżurny wariat. Z reguły jakis kuzyn, kuzynka, ciotka, ktoś kto zwalnia pozostałych członków rodu z konieczności popełniania drobnych idiotyzmów, koncentrując w jednej osobie talent do popełniania niewielkich lub większych szaleństw.

W mojej rodzinie padło na jedną z ciotek – kuzynkę Mamy. Pamiętam pierwszy kontakt z Wandeczką(tak się wabi). Byłam wtedy mocno podrośniętym dzieckiem. Podczas kolacji oddelegowano mnie do otworzenia drzwi komuś, kto nie potrafił odkleić palca od dzwonka. Otworzyłam – o przycisk urządzenia do alarmowania o wizycie opierała się osoba w trampkach objuczona plecakiem i kompletnie mi obca. Zamiast powitania usłyszałam pytanie: “A ty kto?”, na które wcale nie oczekiwano odpowiedzi. Baba energicznie wparowała do naszego domu, w przedpokoju z rozmachem uwolniła się od plecaka i oznajmiła oniemiałej rodzinie, zgromadzonej przy kolacji: “Oto jestem! Co za radość!”, po czym rozsiadła się przy stole, zajmując moje miejsce.

(more…)

Towar

Luty 5, 2008

 

Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że ciało człowieka jest produktem społeczeństwa i kultury (również środowiska przyrodniczego; przekazu genetycznego). Osiągnięcia biotechnologii i medycyny umożliwiły tak daleko posuniętą manipulację ciałem człowieka, że przeszło ono od roli podmiotu do roli przedmiotu zabiegów specjalistów. Nie tylko lekarzy – również fachowców od reklamy, komunikacji, mediów itp. Nie widzimy już w nim mikrokosmosu – odpowiednika makrokosmosu, nie dostrzegamy analogii miedzy niebem i głową, nogami i ziemią, włosy nie kojarzą się z roślinnością, czynność kichania przestała być niebezpieczna dla duszy(mogła ona wtedy opuścić ciało – ta koncepcja przetrwała w postaci życzenia “Na zdrowie!” pod adresem kichającego). W świadomości dawniejszych ludzi ciało było pierwotnym i głównym modelem opisu świata, podstawą klasyfikacji (prawe, lewe, góra, dół, przód, tył itd.) i symbolizacji. Główne założenie światopoglądowe to tożsamość lub ścisła współzależność człowieka i świata. Różne części ciała odpowiadały różnym elementom otoczenia, a części świata były opisywane w kategoriach opisu ciała. W wielu kulturach podkreślało się podobieństwa anatomiczne i funkcyjne między różnymi częściami ciała, bo części świata są również ze sobą związane. Potoczne ludowe „myślenie analogiami” to porównywania i przeciwstawienia, szukanie podobieństw i różnic między fragmentami ciała i świata. Ten rodzaj myślenia zanikł niemal całkowicie, chociaż być może pozostał w podświadomości wielu z nas. Wprawdzie jeszcze de Chardin uważał, że zrozumienie człowieka jest konieczne dla zrozumienia wszechświata, ale był w tym poglądzie odosobniony. Odpowiednikiem „wielkiego świata” kosmosu jest – wg niego – „mały świat” psyche i somy człowieka, staje się on w ten sposób „małym bogiem” odpowiednikiem demiurga.

(more…)