Prawda ocalona dzięki kłamstwu

Od dawna chciałam napisać o jednej z najważniejszych dla mnie powieści . Zabierałam się do tego nieco opornie jednak, bo zadanie nie jest łatwe. “Don Kichot” jest bowiem nie tylko powieścią – to dyskurs i system filozoficzny, to wielość pytań i odpowiedzi, budzących niepokój i inspirujących do myślenia .

Don Kichot czyta teksty i święcie w nie wierzy – ufa im do szaleństwa. Przez ich pryzmat postrzega rzeczywistość, staje się jej właścicielem. Jednocześnie zaczyna grać w niej rolę, którą sobie sam wyznaczył – rycerza walczącego niefikcyjnie z fikcyjnymi postaciami. Tak bardzo utożsamia fikcję z rzeczywistością, że realia zaczynają się dostosowywać do niego. Książę i Księżna stwarzają jego świat naprawdę – obnażając równocześnie własną obłudę i okrucieństwo. W świecie Rycerza nie ma różnicy między słowami i czynami, nie ma miejsca na wątpliwości. To, co czytane, staje się tym, co przeżyte. Wiara i rozum odzyskują utraconą jedność.

Przewrotny pomysł Cervantesa, żeby swojego bohatera(postać bylo nie było fikcyjną) uczynić czytelnikiem jego własnych fikcyjnych losów, jest genialny. Oto ktoś, kto z takim zapałem uwierzył temu, co czytał – bo to przecież dzięki lekturze książek o rycerzach postanowił wcielić się w jednego z nich, koncentrując w sobie wszystkie cechy walecznych i wspaniałych – dowiaduje się, że sam jest bohaterem książki, że w ten sposób przestaje kreować własne losy, bo ktoś już je opisał. Z roli podmiotu przechodzi do roli przedmiotu. Każdy może przeczytać o nim, jeśli tylko zdobędzie się na odrobinę trudu. Czytając o sobie samym schodzi z poziomu omnipotentnego bohatera do poziomu czytelnika. On – postać fikcyjna przecież – znajduje potwierdzenie swojego istnienia w wydrukowanym tekście. Fikcja stwarza fikcję – i ma moc słowa, które staje się ciałem. Udręczonym ciałem błędnego rycerza, udręczonym mózgiem teraz już podwójnie szalonym.

Książę i Księżna, chcąc z niego zakpić dla własnej rozrywki, powołują do realnego istnienia świat powstały w wyobraźni Rycerza. Ale to on z nich zakpił – zmusił do wejścia w fikcyjną rzeczywistość, przebrał ich za nich samych w swoim świecie. Stało się coś, czego nie przewidzieli – to świat realny zaczął naśladować świat wymyślony. I to jest właśnie początek końca Don Kichota, początek jego umierania.

Dopóki widział wiatraki, a wyobrażał sobie olbrzymy, dopóki widział nędzną gospodę, a wyobrażał sobie,że to wspaniały zamek – rzeczy miały ład szaleńca, ale jednak ład. Teraz widzi zamek pary książęcej, jego wyobraźnia nie może już tworzyć obrazu zamku z obrazu gospody. Zostaje unieruchomiona. Kiedy mógł nią operować, mógł również narzucać realnemu światu swoją wizję. Z chwilą, kiedy fikcja stała się rzeczywistością – Rycerz traci swoją moc. Traci złudzenia. Ten wspaniały cudowny i żarliwy szaleniec odzyskuje rozum. Tak długo i gorączkowo szukał tożsamości, stwarzał własny świat, wiódł dyskurs, z taką niezachwianą wiarą wiedział, że fikcja jest możliwa – wszystko po to, żeby dotrzec do krańca – do smutnej świadomości, do rozczarowania.

Realny świat, upodobniając się do fikcyjnego świata Don Kichota, staje się prawdą ocaloną dzięki kłamstwu. Traci swoją pewność, traci granice. Realizm został zarażony fikcją. Może więc być zainfekowany wieloma fikcjami. Rycerz niezłomnie wierzy w miłość i sprawiedliwość – i wie, że jego obowiązkiem jest walczyć o nie i je chronić. “Prawdziwe” społeczeństwo dawno tę wiarę utraciło. Wszystko stało się relatywne; w możliwość istnienia sprawiedliwości nikt nie wierzy, miłość zaś staje się dla ludzi jedną z wielu, nie jedyną. Błędny rycerz jest wzruszający, kiedy przyznaje, że Dulcyneą jest pewna wieśniaczka(wysyła do niej nawet Sancho Pansę), rubaszna prostaczka, z krwi i kości. On doskonale zdaje sobie z tego sprawę – jednak wie równocześnie, że jego miłość czyni z niej cudowną, subtelną i najurodziwszą księżniczkę. Czy to nie najpiękniejsze wyznanie miłości, jakie może uczynić mężczyzna? Wiedzieć o tym, jaka naprawdę jest kobieta – i mimo to widzieć w niej cud. Cud nienaruszalny, bo on nie chce jej zmieniać i dostosowywać do swoich o niej wyobrażeń. Sama świadomość jej istnienia już mu wystarcza.

Kiedy bohater odzyskuje rozum – zyskuje również nieuchronną śmierć. Powrót “rozumu” to akt największego szaleństwa, apogeum prowadzące ku zniszczeniu. Tylko swoją śmiercią może bowiem udowodnić, że istniał naprawdę – postacie fikcyjne wszak nie umierają nigdy, wystarczy ponownie otworzyć książkę, żeby ożyły. Don Kichot – tylko umierając realnie – może potwierdzić własne istnienie. Żeby potwierdzić życie – musi je stracić. Smutna opowieść, choć tak wiele w niej humoru na miarę Chaplina i w stylu Monty Pythona.

Odpowiedzi: 9 to “Prawda ocalona dzięki kłamstwu”

  1. barracuda7 Says:

    Ladniutkie TO. A nawet mądrutkie. Zawahałbym się wprawdzie przy porównaniu z Montym ale Chaplina zostawiłbym bez uprzedzeń. Dla mnie
    ta dysertacja ma także wartość dydaktyczną. Zwłaszcza wersy traktujące o relacjach Don Kichota i Dulcynei. Wzorując się na nim zaniecham wymagań nawet dobrze wiedząc, kiedy prowincjonalna gęś Dulcynea ośmiesza się i wystawia pod publicznym pręgierzem z głębokim przekonaniem, że COKOLWIEK uczyni i tak zasługuje na zachwyt i uwielbienie. Ten idealny obraz mąci nieco egoistyczna myśl, czy rzeczywiście zasługuję na kreowanie kolejnego Don Kichota? Ale co tam: noblesse oblige! Poczuję się RÓWNIEŻ dowartościowany.

  2. cogitomen Says:

    Tak bardzo chciałoby powiedzieć się; racjonalna myśl w sposób nieodwracalny okalecza umysł ,zamyka go w rachitycznym systemie skostnień i pozwala jedynie ekstrapolować przeszłość. Ale oto wreszcie zapuściła w twą duszę dren fantazja ,a z nią wszelkie odcienie absurdu ,niesamowitość ,grozba i inspiracja ,wszystko co straszne i ekstatyczne ,i co nie mogło do ciebie dotrzeć wcześniej. Tak bardzo chciałoby powiedzieć się …. Ja mówię zazwyczaj ‚ba’.

  3. poltergeist666 Says:

    Może to nie jest najlepszy czas, do komentarza u Ciebie, Margot. Może chwila, jaką wybrałem, jaką właśnie miałem, nie jest ta, jakiej się spodziewasz. Czuję się jak ten Don Kichot z La Manchy, do którego być może dotarł cały bezsens działań, cała nicość przedsięwzięć wszelakich. Grób życiowych ideałów nagle wyskoczył i stanął na drodze. Rosynant ostro zahamowała – i padła. Niefortunnie upadłem z niej i ja przetrącając sobie kręgosłup. Z pozycji leżącego, unieruchomionego kontuzją, widzę swój dawny świat, zupełnie innym niż wydawał mi się całe moje życie. Gdy w amoku walki o ideały z wyimaginowanym wrogiem, wzdychając do przypadkowo poznanej kobiety, byłem gotów wytworzyć obraz potwora, ze zwykłego wiatraka, a misę cyrulika, brałem za złoty hełm Wielkiego Wodza. Byłem szczęśliwcem, całe życie miałem szczęście w pełnym jego słowa znaczeniu, gdyż widziałem rzeczy nie takie, jakimi są, a jakie widzieć pragnąłem. Powiedz mi, co złego uczyniłem światu, za co tak bardzo karze mnie Bóg, że w ostatniej chwili życia, odbiera mi to, co przeżyłem, czyniąc je szarym, smętnym i zwyczajnym?

  4. poltergeist666 Says:

    P.S.
    Czy popełniłem grzech bycia szczęśliwym i spełnionym bohaterem? Po to Bóg pomieszał mi rozum przecież. Dlaczego więc potem na chwilę przywrócił mi zmysły – z boskim okrucieństwem, zamiast pozbawić mnie pamięci?
    Przegrał mnie zatem.

  5. Vanessa' Says:

    Uwielbiam Ciebie czytać, dlatego tak wiele mnie wszędzie.
    Ba! myślę, że byłabym dla Ciebie może akurat nie dobrym, ale jakimś tam w miarę dostatecznym adwersarzem. Z wielu przyziemnych powodów jest to jednak do końca nie możliwe. Stan faktyczny tego jest niemożliwy do wyjaśnienia tutaj.
    Jednak tracę panowanie, gdy uczciwie pracuję, a „ktoś” po prostu wywraca mi wszystko do góry nogami, płata figla po czym pojawiają się jakieś dziwne nieznane mi sygnaturki, których nie mam w bazie danych.. Co powinnam wówczas zrobić?
    Myślę, że doradzisz mi iż na naukę nie jest nigdy za późno, a ja pewnie z tego nie skorzystam i pójdę na zasłużoną emeryturę.
    Tak trzymaj Defendo!

  6. Mikosz Says:

    Jesteś dla mnie Dulcyneą i Defendo i Margaret . Cudowna Triada zmieniona w driadę…która płącze mój umysł w lesie myśli niesfornych…

  7. Don Pedro Says:

    …widać z tego, że „donkiszotow” ci tutaj dostatek… niedługo wiatraków zabraknie…

  8. procesVII Says:

    Cervantes był w armii, walczył w największej i najkrwawszej bitwie morskiej w historii – pod Lepanto. Tam był ranny, stracił władzę w lewej ręce. Była i niewola i okup i wiele innych przygód i skandali w jego życiu.
    Wojna z islamską potęgą jest i do dziś walką z wiatrakami. Miguel de Cervantes zmarł tego samego dnia co William Szekspir.
    Sam w swej lekturze poprzez Cervantesa, Ortegę y Gasseta doszedłem do Borgesa.

  9. defendo Says:

    Tym razem nie podejmę dialogu – percepcja tego dzieła jest tak ważna – dla każdego intertekstualnego czytelnika – że wszelkie próby narzucenia swojej wizji byłyby profanacją.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: