Głód sensu

Miotam się, w poszukiwaniu sensu. Jak każdy. Zazdroszczę innym głębokiej wiary w istnienie piątego, szóstego czy innych wymiarów – jeśli istnieje więcej wymiarów niż cztery, to metafizyka zyskuje solidną, naukową podstawę. A jeśli nie?

Arystoteles, dzieląc świat i myśli na fizykę i metafizykę, wykopał głęboki rów, zmuszając pokolenia następców do prób znalezienia łopaty, którą można byłoby go zasypać. Szukam też piachu, gruzów, ziemi, która ma go wypełnić. W dążeniu do zniwelowania przepaści między poznaniem naukowym, a pozornie nieistotną częścią dyskursu, jaką jest intuicja i introspekcja, łatwo pozwolić się zwieść na manowce. Łatwo ulec potrzebie wiary w istnienie „zaświatów” w ich dotykalnym niemal, przedmiotowym znaczeniu.

Rów Arystotelesa trudno zasypać. Jestem jednostką, która postrzega świat przez pryzmat własnej podmiotowości. Otwieram dwa okna netowe – w jednym jest świat realny, świat ciała , w drugim – to, co poza ten świat wykracza, świat myśli(niektórzy nazwą go światem ducha). Tak bardzo chcę połączyć znaczące i znaczone, ciało i myśl, określane i określające, a to pragnienie można zrealizować poprzez miłość. Może stąd bierze się nieustająca, dotkliwa i rozpaczliwa potrzeba miłości? W akcie miłości ciało jest – tylko i aż – niezbędnym elementem połączenia, wszystko przenika jedność myśli i odczuć, postulowana i osiągalna. Moje długie nogi, smukłe palce, ciepło skóry – dają mi radość, bo mogę je ofiarować, tak jak moją radość budzą ramiona nie moje, ale mnie zamykające po to, żeby otworzyć najpełniej, usta – nie moje, ale mnie obdarzające najhojniej, myśli zaplecione wokół moich myśli, moje odczucia zapętlone i uwikłane w pytanie i odpowiedź nie moich uczuć. Mój zachwyt przechodzący w nie moje uniesienie. A wszystko, co nie moje, staje sie wtedy moim, jak ja staję się czyjaś. W każdym z nas żyje możliwość ekstazy, nawet za cenę udręki. Warta jest każdej ceny, nawet tej najwyższej i ostatecznej.

Byt nie jest rzeczą. Jest – być może – procesem łączenia rzeczy niezłączalnych, istniejących po dwóch stronach Arystotelesowskiego rowu. W takim razie rów ten wypełnić mogę ja: skazana – w nagrodę za to, że żyję – na ciągłą metaforyzację, na wieczny dyskurs. Od punktu wyjścia nie dojdę nigdy do „punktu dojścia”. Mam za to wspaniałą świadomość, że nie urodzę się już po raz drugi, myślę i rozważam chcąc uzasadnić jakoś nie rzeczywistość, ale tę „wysokiej jakości pustkę”, którą jestem. Własną nieważność i nieważkość.

Trwam – w oczekiwaniu na szelest, wyczulona na cień imienia, na dym nad powierzchnią wody, kiedy przypływ mnie pieści. Podatna na pociski, nie pytam sztyletu, który powoli i niemal czule całuje moje rany, które sam precyzyjnie uczynił, o jego imię.

Reklamy

Komentarze 4 to “Głód sensu”

  1. Pizarro Says:

    „Głód sensu”. A sens głodu?

  2. Pizarro Says:

    „Głod sensu”. A co z sensem głodu?

  3. Pizarro Says:

    Głupi łordpres.

  4. defendo Says:

    Bo on się czasem zmienia w łotrpressa… Wiesz, Mr Hyde ;)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: