Równanie

W publicznym dialogu dwojga osób, prowadzonym równolegle do wielu jednocześnie toczących się rozmów, pojawia się fraza-klucz: „jestem, bo zwróciłaś na mnie uwagę”. Kieruje temat na postrzeganie. Biskup Berkeley sam się pcha, więc o nim wspominam. Rozmówca potwierdza. Zainspirowani przez osobę trzecią gładko przechodzimy do różnych koncepcji czasu. Ta, która mnie ostatnio fascynuje, a którą obrazowo przedstawiam(rozwidlenia i problem wyboru, coraz nowe ścieżki i nowi towarzysze podróży, brak celu) zostaje natychmiast wzbogacona przez głos z offu sugerujący jej podobieństwo do teorii grafów. Proszę o namiary na odpowiednią lekturę i otrzymuję je. Porozumiewamy się bez trudu w gąszczu cudzych wypowiedzi o świętach, wyraźnie adresując nasze do konkretnych osób. Jak podczas rautu – rozmawiając w małej grupce słyszymy w tle głosy innych, oni słyszą nas jako tło ich własnych rozmów.

Nagle pojawia się dwóch „obiektywnych obserwatorów”, żeby przywołać nas do porządku. Padają zarzuty o niezrozumiałość, używanie zbyt trudnych wyrazów, epatowanie terminami, których znaczenia – zdaniem krytyków – nie rozumiemy. W pierwszej chwili jestem tylko zdumiona – nasz dialog nie miał celów dydaktycznych, nie był też popisem, chociaż faktycznie mocno odbiegał od wypowiedzi innych uczestników rautu. Rzeczywiście pojawiły się w nim takie określenia jak „idealizm subiektywny”, „wstęga Mobiusa”(ilustracja jednej z koncepcji czasu), używaliśmy zdań złożonych – i to podrzędnie(sic!). Ogień krytyków wycelowany został we mnie, rzecz jasna, bo o ile mężczyźnie można wybaczyć wszystko, to nie daruje się kobiecie, która śmiała gadać nie o gotowaniu-ciuchach-dzieciach-facetach-plotkach. Nie tylko mnie nie zaakceptowali – postanowili potępić. Jeden z domorosłych zoilów zarzucił mi posługiwanie się wiedzą przypadkową i na bieżąco przepisywaną z encyklopedii, przy czym jego zdaniem nie miałam pojęcia, co mówię(może frustrowało go to, że nie może wziąć bezpośredniego udziału w dyskusji). Drugi skoncentrował się na deprecjonowaniu formy moich wypowiedzi jako niezrozumiałej dla większości obecnych(nie zamierzałam nikogo z obecnych oświecać, świetnie mi się rozmawiało w gronie dwóch-trzech osób, z którymi bez trudu się porozumiewałam).
Obaj wprawili mnie w zakłopotanie. Bo jak wytłumaczyć wrogo nastawionym panom, że podczas rautu nie muszę nawiązywać kontaktu ze wszystkimi, że przechodzi się niespiesznie od jednej grupy do drugiej, tu się uśmiechając, gdzie indziej potakując milcząco, a jeszcze gdzie indziej zatrzymujemy się dłużej, bo temat nas zafascynował? Raut nie jest dobrym miejscem do konstruowania wszystkich definicji, prezentowania schematu mojego rozumowania itd. Jest za to świetnym miejscem do nawiązania kontaktów z tymi, z którymi udało nam się wzajemnie „zahaczyć” myślą. Zdarza się tu znaleźć potencjalnego sprzymierzeńca, współtwórcę, ciekawego rozmówcę, przyjaciela, przypadkową inspirację.
Moja nieśmiała sugestia, że w tym salonie nie przebywają wyłącznie jednostki bezmyślne i niewykształcone, a zdania, których użyłam, rozumie bez wysiłku nawet średnio rozgarnięty maturzysta, spotkały się z szyderczym śmiechem. Panowie krytycy chyba zapomnieli, czego uczyli się w ogólniakach, a o tym, że metodą grafów pierwszaki z podstawówki rozwiązują zadania matematyczne zapewne nigdy nie słyszeli. Odpuściłam, wycofałam się. Nieco otuchy dodało wsparcie udzielone mi na uboczu przez kilka osób, które wolały nie wypowiadać się publicznie.. I słusznie – moi adwersarze mieliby następne cele do ataków.
A wszystko dlatego, że wyłamałam się z konwencji – zniesmaczona i znudzona słuchaniem o tym, co kto gotuje na obiad, ile przytył podczas świąt, jakie kiecki i makijaże planuje na sylwestrową noc, jak kocha idoli masowej pop-kultury(zwłaszcza tych śpiewających). Zostałam pouczona, że znalazłam się w miejscu swobodnej zabawy, którą zakłóciłam. Następnego wieczoru wykluczono na pewien czas kogoś, kto sobie spokojnie gadał o liczbach urojonych, traktując je jako pretekst o rozmowy o urojeniach jako takich i ich urokach, bawił się w zapisywanie równań. Powodem ostracyzmu było „złe zachowanie”, eeeech…

Reklamy

komentarzy 13 to “Równanie”

  1. Elżbieta Says:

    Defendo..bo najlepszą obroną jest atak..:))

  2. wenus Says:

    Jak widać miałaś wielkie pole do obserwacji. Jak wszędzie wytrysły i tu ludzkie intrygi będące aż tylko objawem obawy o swą pozycję, o zaistnienie. Twierdzę , że krytyka jest także uznaniem. O wiele gorsza jest obojetność. O ile krytyka pochodząca od osoby cenionej jest wskazówką o tyle od osoby przeciętnej staje się tylko nietaktem, czymś nieapetycznym.
    Hmm osoba ceniona krytykuje pewnie delikatniej ale nie mniej uszczypliwie. ( …za coś jest ceniona w końcu)

    Tak sobie kiedyś czytałam na temat akceptacji zachowań innych osób i tak jakoś tu pasuje to gdybanie nieco . Ktoś kto nie akceptuje sam siebie szuka „dziury w całym” w zachowaniu i cechach innych osób i to najczęściej mu bliskich. Niespełnienie swych oczekiwań w jego życiu uruchamia łancuszek wymagań i żali do całego świata. Wynikły one tylko z braku dowartościowania się.
    Człowiek niczym nieograniczony, szczęśliwy chłonie życie i upaja się jego przeżywaniem, rozkoszuje coraz to nowymi zdarzeniami, zasysa informacje, wiedzę, doświadcza je bez oceniania, po prostu – jest.
    Człowiek przy tym wrażliwy i twórczy potrafi wykorzystać i krytykę, „poddaje się szlifowi” i wciąż z zachwytem wzrasta, usmiechając się pod nosem niby to ironicznie, ale jednak serdecznie z pełną wyrozumialością. Ale chyba warto nieco bawić sie życiem, improwizować. W przeciwnym razie staniemy sie marionetką w rękach innych, i wciąż będziemy się kontrolować i rozważać swe kroki aż po obsesję.
    …co byłoby gdyby wszyscy myśleli jednakowo?

  3. darosz Says:

    Ludzie którzy mają kłopoty z percepcją otoczenia, lubią krytykować i (jak powiedziała Wenus) szukać „dziury w całym”. Swoim wystąpieniem udowodnili że brak im elementranych podstaw wykształcenia i raczej na ich miejscu siedziałbym cicho i się nie odzywał. Trzeba było ich zagiąć tak jak tylko ty potrafisz:), to może by zapamiętali że jeśli nic się nie wie na dany temat to przynajmniej się nie odzywa.
    Najgorsi są Ci którzy myślą że cos wiedzą, a faktycznie nie mają pojęcia o czym mówią.

  4. poltergeist666 Says:

    Zawsze równaj w górę, nie w dół. ;)

  5. Vanessa' Says:

    Czytam, nagle słyszę – „Co to za czarny humor czytasz?” Siedzę jak sparaliżowana, nawet nie mogę się odezwać.
    Widzisz De-Fe, znów tu trafiłam….
    Czytam pełna wahań wysyłając Tobie niepewny uśmieszek.
    Czytając to
    „Najgorsi są Ci którzy myślą że cos wiedzą, a faktycznie nie mają pojęcia o czym mówią.”
    Roześmiałam się już pewniej chociaz cichutko, ponieważ uświadomiłam sobie gorzki paradoks.
    Proszę nie uznawaj mnie za zuchwałą, pewnie nie powinnam nikomu pozwalać juz dłuzej czekac. ;)

  6. zyza Says:

    Def, jak ja Cię rozumiem! Miałam podobnie! Podobnie, bo rzecz nie miała się z mężczyzną, ale przecież sedno tkwi w czym innym. Nie miałam wtedy niestety bloga, żeby to z siebie wywalić.
    Byłam pełna optymizmu. Byłam, dopóki nie pojawiła się egzaltowana paniusia w futerku. Nosiła się jak Kleopatra, ale w głowie myszy siały spustoszenie. Piła tylko niegazowaną wodę, odwracając z obrzydzeniem głowę od trunków. Ilekroć odezwałam się, patrzyła na mnie ze znudzeniem. Gdy mówiłam coś do niej – odwracała się majestatycznie. Strzymywałam. W końcu tyle pokoi, jakoś będziemy się mijać. No i tu mnie życie zaskoczyło. Ja do jednego, ona za mną. Ja cichaczem do innego, kilka minut i jest ona. Nie dało się jej uniknąć. Wyszłam, za chwilę znów była w pobliżu. Była wszędzie. Tu siknęła, tam siknęła. Nic poza tym. Tylko te spojrzenia. Na konstruktywną rozmowę nie miałam co liczyć. Cieniem mi była. Drażniło. Mocz, którym zaznaczała teren zaczynał szczypać. Puściły mi nerwy. Zamknęłam jej przed nosem drzwi. Tylko mruknęła. Miałam zrąbany cały wieczór, a ona tylko mruknęła! Tamtej nocy postanowiłam, że jak ta kotka kiedyś w końcu zdechnie, to kupię zdecydowanie papugę!

  7. H Says:

    Zyza :D
    Jesli papuga ma nie przeszkadzać, kup nierozlączki , ale istnieje taka mozliwość , że odrzucona i ignorowana możesz byc dopiero niezadowolona:D

  8. Kot Leonarda d`Vinci w podrozy Says:

    Małgoś! Ja tu nie dla komentowania oczywistej oczywistosci, ale by scisnac Cie za szyje na okolicznosc zyczen wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  9. proces Says:

    Jakiż parszywy los zgotowali ludzie takiej współczesnej intelektualistce, jaką niewątpliwie jesteś, Defendo. To straszne, wręcz przerażające.
    Z tego co wiem, to nie jesteś już młoda, zatem mogę Cię pocieszyć, przy okazyjnych noworocznych życzeniach: to już długo nie potrwa.

    Idę skomentować do Kota, bo poszybował lotem meteoru w rankingach. To i mnie coś z tego kapnie.

  10. Moherowy Baranek Says:

    Wzorem Kota, co życzeń złożył Ci moc
    Życzę Ci i ja, by w tę magiczną noc
    Zmieniła się wokół Ciebie każda krótka chwila
    I byś nie musiała czytać (powyżej) tego de…

    G.A.

  11. Kasia Says:

    Oby Nam się Perło, a cała reszta niech spłynie…

  12. defendo Says:

    Elżbieto – właśnie, przed czym ci atakujący się bronili? Bo jako żywo – nic im nie groziło! Na zapas?

    Wenus – ależ to nie była krytyka, tylko atak właśnie. Obserwatorzy przysłuchiwali się rozmowie i musiała w nich wzbierać złość. Może faktycznie któryś z nich właśnie przypalił mleko? Może miał katar? W innych okolicznościach po prostu podszedłby do innej grupy rozmówców, nas mijając obojętnie. Tymczasem staliśmy się celem. Ja szczególnie, bo kobieta to dobry cel. Mężczyzna mówiący o rzeczach trudnych i używający bogatego słownika jest kimś, kogo łatwo akceptować. Kobieta – nie!

  13. defendo Says:

    Daroszu – ależ nie – nie zamierzałam nikogo zaginać, po prostu doskonale mi się rozmawiało, nie miałam nawet świadomości, że ktokolwiek z boku słucha. I że moja płeć może mieć dla nich jakieś znaczenie. Do mądrości to mi daleko… ale naprawdę nie rozmawialiśmy szczególnie trudnym językiem. A właśnie pojęć przez nas używanych się czepiono.

    Poltergeiście -staram się, ale wciąż mnie ktoś chwyta za kostki nóg i usiłuje zmusić do równania w dół, nawet jeśli w tym celu musi mi usłużnie dołek wykopać.

    Vanesso – jak dobrze, że jesteś! Ośmielam się twierdzić, że rozumiem :)
    Jesli pozwolisz – zagoszczę u Ciebie.

    Zyzo – tylko jeden wieczór? Przed Tobą ich tyle tysięcy. Ofiaruj w ramach pokuty – kotu, którym władasz ;)

    Wszystkim serdecznie za życzenia dziękuję, aczkolwiek głos z trudem wydobywa mi się ze ściśniętej przez Kota szyi(raczej przypomina pomruk…rozkoszy?). Zatem życzę Wam i sobie tej pasji, która nie pozwala umrzeć, a umożliwia miłość, odwagi, by ją posiadać, cierpliwości(do mnie),
    wrażliwości – nawet jeśli miałaby przywieść do szaleństwa. I zwyczajnej wygranej w jakiejś grze, która pozwoli zapomnieć o troskach materialnych, dzięki której nie trzeba będzie się borykać z codzienną szarzyzną.
    I tekstów, z których będziecie zadowoleni ;)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: