Pech

Bunio należy do pechowców straszliwych. Pechowiec niestraszliwy sam ponosi skutki swojego pecha – Bunio obdarza nimi otoczenie. W moim domu przy okazji imprezy towarzyskiej otwierał szampana. Zwyczajnego na szczęście – czyli rosyjskiego. Cenność trunku była niewielka, więc uznałam, że można mu powierzyć tę czynność. Nie przewidziałam, że Bunio potrafi zamienić każde działanie w totalną porażkę. Trafił w żyrandol. Tzw. zwis trzypłomieniowy. Płomienie zgasły wszystkie. Po włączeniu bezpieczników okazało się, że to, co chrzęściło pod nogami było resztkami przedwojennego klosza. Co z tego, że stłukł się tylko jeden? Trzeba było kupić trzy jednakowe. Co gorsze – pretensje powinnam mieć właściwie do siebie. Powinnam pamiętać, że Bunio we własnym domu otwierając czerwonego szampana(wyjątkowe paskudztwo) chciał to zrobić efektownie, więc nieco wstrząsnął przed otwarciem. Udało mu się oblać część gości – co nie było takie złe – gości się wypierze, a być wykąpaną w szampanie… marzenie… Problem w tym, że oprócz gości oblał też świeżutko malowane, białe ściany – przyjęcie urządził z okazji zakończenia remontu.

Bunio dokonał też dość dziwacznego wyczynu – również w moim domu. Na ścianie w łazience wisiał sobie junkers. Nie pamiętałam nawet, ile lat tak sobie wisiał, bezawaryjnie. Funkcjonował normalnie – wystarczyło odkręcić kran i leciała gorąca woda. Bunio poszedł do łazienki, nie wnikałam – jako dama – w powody. Usłyszałam huk, potem wołanie o pomoc, ale zabronił mi tej pomocy udzielić – jednym tchem, cud, że się nie zatchnął. Wzywał moje dziecko. Dziecko udało się na ratunek. Okazało się, że Bunio zainteresował się junkersem. W trakcie oglądania urządzenia wykonał zapewne jakąś gwałtowną czynność, bo junkers urwał się nagle ze ściany i rzucił się na ciekawskiego. Wprawdzie Bunio zawsze rekompensuje wyrządzone szkody, ale nikt nie lubi niespodziewanych remontów. I zimnych kąpieli przez kilka dni.

Drobnych pechów nie liczę. Takich jak zalanie sobie zawartości walizki próbą dopchnięcia do niej słoika marynowanej papryki w niedokręconym słoju, jak złamanie sobie odnóża dzień p r z e d wyjazdem na narty, a nie – jak ludzie – podczas ostatniego zjazdu. Ostatniego, bo potem przez jakiś czas się nie jeździ. Tylko obnażone plecy Bunia – kiedy miał praktyki – mógł sobie wybrać potężny kaktus, stojący w szklarni, na miejsce do przewrócenia się. Przez kilka dni zaprzyjaźnione dziewczyny przy pomocy różnych narzędzi i paznokci usuwały z ciała Bunia kolce. Pocieszała go myśl, że aż tyle młodych i ślicznych dziewcząt pieści jego plecy. Wyłącznie on mógł zasnąć na plaży wystawiając stopy na bezlitosne pocałunki słońca – pęcherze na podeszwach stóp uniemożliwiły mu chodzenie.

Bunio największego pecha to ma do kobiet. Pewnego dnia dowiedział się, że ukochana, wymarzona i wytęskniona zdecydowała się wreszcie – po długich jego zabiegach i błaganiach – oddać mu swoją rękę(czytaj:wianek oraz wiano). Euforyczna radość miotała nim do późnego popołudnia. Do chwili, kiedy mniej pożądana ze względów zarówno emocjonalnych jak i posagowych kobieta oznajmiła mu radośnie, że jest z nim w ciąży. Zareagował po męsku – poszedł się upić…Znalazłam go przypadkiem następnego dnia. Siedział na wielkim kamieniu na rozstajach podmiejskich dróg jak posąg rozpaczy,odmówił stanowczo uprzejmej propozycji podwiezienia go do domu, jako że chciał sobie jeszcze porozważać. Wahał się fizycznie i decyzyjnie. Z tego wahania wynikł ślub z niewymarzoną. A ponieważ Bunio jest prawdziwym pechowcem, żona tydzień po ślubie poroniła. Wymarzona zaś wyszła za niepechowca w pół roku później. Mieszkają balkon w balkon, więc Bunio jest zmuszony oglądać częściowo objawy miłości szczęśliwej pary. Zyskał dentysta – dzięki Buniowemu zgrzytaniu zębami nieźle zarobił na uzupełnianiu startych koron. Korona króla pechowców Buniowi z głowy nie spadła.

Morał? Nie umiem sformułować. Ale wniosek tak. Jeśli pechowiec patrzy pod nogi, bo boi się znów przewrócić na skórce od banana, to z góry na pewno już leci na niego jakiś element konstrukcji budynku albo przynajmniej zwyczajna gałąź, w ostateczności wielki arbuz. Arbuzy nie rosną na drzewach? Nie rosną. Ten wspiął się specjalnie.
Żaden pechowiec nie wini siebie – własnej nieuwagi, roztargnienia, lekkomyślności. To okoliczności przyrody i inni ludzie sprzysięgli się przeciw niemu…

Reklamy

Tagi: ,

komentarzy 13 to “Pech”

  1. poltergeist666 Says:

    Praw chemii nie zmienisz, Defendo. Osobiście sądzę, że ujemny logarytm ze stężenia jonów wodorowych w roztworze (fizjologicznym) ma każdy, wartość owego pH (czytaj: pe-cha), jest jednak osobniczo zmienna. Jestem skłonny się założyć (i wygrać), iż z czasem Twój Bunio pokochał swojego pecha. Pycha i duma nie pozwolą mu jednak na przyznanie się do tej miłości, dlatego obwinia za nią wszystkich i wszystko dookoła.
    ;)

  2. Elżbieta Says:

    Czasami trzeba podać pomocną dłoń..i odwrócić życie delikwenta o 360st. ..:))

  3. poltergeist666 Says:

    Tak, masz rację Elzbieto. Zatoczy wtedy pełne koło i znajdzie się w punkcie wyjścia. ;)

  4. proces Says:

    Oferma nie przyzna się przed sobą do swej ciamajdowatości, ale i prawdziwa dama nie będzie siebie samej nazywać damą. Tak jak dobry piłkarz nie będzie obwieszczał wszem i wobec, że świetnie gra. Po co? Jaka jest dama, każdy widzi.
    Porter six hundret sixty six
    Obstawiam, że Elżbieta nie skumała, że obrót o 360 stopni to jest to samo co obrót o 0(zero) stopni.

    Jak widzisz Defendo, przeczytałem dokładnie, wraz z komentarzami, czym zaprzeczam fałszywym opiniom krążącym po sieci, jakobym miał Cię nie czytać.

  5. defendo Says:

    Poltergeiście – może pokochał, zapytam, chociaż coś mnie powstrzymuje od kontaktów z Buniem, wolałabym najpierw sprawdzić, co trzyma w dłoni. Bo jeśli to będzie np. wąż ogrodniczy do podlewania ogrodu?

    Elżbieto, bywają tzw. urodzeni pechowcy – można im podać dłoń, ale ze świadomością ryzyka…

    Procesie – czytasz wybiórczo, prawda? Co trzeci wpis? Ten o cierpieniu Cię jakoś nie zainspirował do komentowania. Ani rozmowa, do której stał się pretekstem.

  6. zyza Says:

    Derendo, słuszna uwaga – nieuwaga. Ale przecież z takich pechowców ci „uważni” mają tzw. polewkę, temat na notkę itd.

    Poliester66, byłabym daleka od wniosków o pysze i dumie. Wręcz przeciwnie. My pechowcy gdy już kochamy swojego pecha, to pysznimy się nim przed innymi i jesteśmy z niego dumni! Odczuwamy niepokój, gdy znika na jakiś czas. W podnieceniu przeczekujemy nudę i trwamy w nadziei, że to tylko cisza przed nawałnicą. Tylko tak jak pisze Buc, po co trąbić o czymś, co oczywiste?

    Fragment tekstu szczególnie mi bliski. Byłam kiedyś takim „przedwojennym żyrandolem”, bo na kilkadziesiąt osób w sali PECH CHCIAŁ, że korek obrał azymut na mój czerep. Niestety ten nie podlega wymianie.

    PS. Do sztywniaków z transparentem „Bilon w rozumie”: Elżunia napisała ironicznie o 360 stopniach.
    PS2. Def. Aż się prosi w tekście o anaforą: Pech chciał, że Bunio…

  7. Pol-ar Says:

    Ruski szampan (winko musujace) smakowal jak pech taki zly „fart” Defendo wie. Junk-ers co to takiego (who manufactured this jank) Ladnie prosze o wyjasnienie Defendo
    Pozdrawiam Elzbiete za orginalny prostu niczek

  8. przemakalna Says:

    Jak to było? Hmmm…Nie mów: mam pecha! Mów:mam szczęście, a ono się uśmiecha.
    Czy jakoś tak.

  9. Elżbieta Says:

    A propos 360st…wiem,że to pełny obrót..ale w tym czasie może się wiele wydarzyć…:))

  10. Pruderia Says:

    Jestem Bunio. Kiedy wsiadam do pociągu, psuje się lokomotywa. Kiedy zapraszam na pierwszą kolację ze śniadaniem wybranka, sąsiadka z góry zapycha kibel watą, a moja muszla eksploduje na pół mieszkania. Wybranek nad ranem biega ze ścierą. Mówi, że to urocze. Dwa tygodnie później wybrankowi wywala wszystkie szyby w samochodzie na skutek wybuchu plastiku podłożonego w samochodzie obok. Wybranek proponuje odpoczynek. Jedziemy nad morze, gdzie zostaje okradziony ze wszystkich kart kredytowych. W drodze powrotnej psuje się samochód. Wybranek powoli zmienia pogląd na urok sytuacji.
    Jakiś czas później, już bez wybranka, urządzam Sylwestra dla znajomych. Dzień wcześniej pęka rura zalewając całe mieszkanie. Wynosząc mokry dywan na śmietnik wybijam sobie dysk w kongresłupie. Piecyk gazowy się psuje. Gazownik baluje, bo Sylwester. Przyjeżdżają goście i chłoną wilgoć z parkietu, obmywając się lodowatą wodą. Umawiamy się, że jest „uroczo”.
    Jedziemy z dziećmi na zimowe ferie do przyjaciół. Bambetle, pekaes i torba prezentów dla innych dzieci, plus słoiczki z grzybkami. Pod Wyszkowem autobus przydzwania w ciężarówkę. Jest fajnie, bo policja, potłuczone szkło i w ogóle, afera. Dzieci szczęśliwe, jest uroczo. Minus dwadzieścia. Jedziemy dalej podstawionym autobusem. W Giżycku facet wynosi z luku bagażowego moją torbę z prezentami, dzieci wpadają w histerię. Odkrywam brak portfela. Odciążeni od materialnego balastu lądujemy u przyjaciół, którzy łączą się z centralą pks w poszukiwaniu mojego bagażu i mamony. Jest uroczo. Bunio.
    Nadchodzą wakacje, jadę malować. Pierwszego dnia gubię okulary, więc uznaję, że będzie uroczo. Maluję półślepa. Próbuję kupić szkła kontaktowe, sięgam do bankomatu, w celu pobrania gotówki. Ściana płaczu oznajmia mi, że zablokowano mi kartę, ponieważ jest skradziona. Kartę trzymam w dłoni. Jest uroczo. Jestem Bunio.

  11. defendo Says:

    Pol-arze, junkersem nazwałam taki piecyk gazowy do ogrzewania wody. Wisiał w mojej łazience.

    Zyzo – oczyma duszy zobaczyłam ten korek w czerepie(nierubasznym): tak trudno się nie roześmiać na widok cudzego pecha, ale wiem, że dla pechowca nie ma nic gorszego niż śmiech otoczenia na widok jego kolejnej klęski w zmaganiu się z rzeczami i ludźmi… Zamiast anafory napiszę aneks ;)
    Rytmiczność powtórzeń potraktuj jak anaforę.

    Przemakalna – szczęście się uśmiecha, pech śmieje się z pechowca.

    Elżbieto – czasem może się nawet zakręcić w głowie, jeśli się ma pecha ;)

    Pruderio – bywam pechowcem, Ty, jak widzę też, ale Bunio jest wzorcem z Sevres. Napiszę o nim jeszcze, bo jego pech jest wart słów, już wiem, że będzie aneks :)

  12. Pruderia Says:

    Napisz, miło będzie mi się przekonać, że ktoś ma gorzej, w myśl złotej zasady, że nic tak nie cieszy, jak cudze nieszczęście.

  13. Latiude Says:

    …ona wybiegła na ulicę nieuważnie i przejechał ją tramwaj i karetka w czarnym worku zabrała ją – a później mówili -że krew jej przejście dla pieszych wyżarła -teraz ziemią się żywi i czy nie jest ci jej żal? ta to miała pecha.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: