Inni

Piekło to inni – rzekł Sartre. Dodam dziś – i niebo. Otwieram się na świat, który jest    d l a    m n i e, więc zawracam ku sobie, żeby utrzymać własne istnienie. Do tego właśnie potrzebuję Innych. Ustawicznych spotkań. Każdy mój gest w stronę Innego, każde słowo, kwestionuje mnie samą, pakuje mnie w zdarzenia, które nie powinny mnie obchodzić. Każde spojrzenie Innego, które zatrzymuje się na mnie odradza we mnie lęk i nadzieję. Pragnienie kogoś Innego to sens, być może sens życia. Każdy, kto wychodzi mi naprzeciw, staje się od razu sensem, dla którego wyrażam coś w geście ekspresji – i który w takim samym geście wyraża siebie. W necie Inny nie ma fizycznej twarzy, która podkreśla jego obcość. Wyraża myśl, a ta akcentuje bliskość.

Spotkanie uwalnia mnie od egoizmu, buduje we mnie odpowiedzialność, nie daje szansy uchylenia się od odpowiedzi. I potwierdza moją unikalność. Wtedy mogę robić rzeczy niemożliwe. Starannie wsłuchiwać się w rzeczy niedomówione i zatajone. Orientacja na Innego jest niemal heroiczna, bo bo jest on bezwzględnie inny ode mnie, a muszę brać odpowiedzialność za siebie i za niego bez przygotowania i znajomości rzeczy – i chcę ją brać, jako że jest warunkiem spotkania. Jest orientacją religijną – bo w osobie Innego odbija się Nieskończoność. To ślad, wiodący ku przeszłości i przyszłości. Idąc tym śladem, który jest również znakiem, można napotkać minionego, obecnego lub przyszłego Boga. W całej nieskończoności jego nieobecności.  Podążanie ku Innemu to podążanie ku Absolutowi. W tym jest sens spotkań, więc i życia. Chociaż nie ma celu.

Niektóre ze spotkań stają się ważne. Są Inni, których wyczuwam od razu – i którzy mnie wyczuwają. Niemal od razu – czyli od pierwszego znaku, jaki wymieniamy. Ta wymiana może nastąpić po minucie lub po miesiącach od momentu zetknięcia. Staje się wówczas cud wyjątkowego porozumienia, niepowtarzalnego i wspaniałego, rodzi się nierozerwalna więź. Ta więź nie ustaje nawet wtedy, kiedy ustaje kontakt. Milcząca obecność jest nadal obecnością.
Ci, których ten dar omija, czują wtedy instynktowną zawiść – więc starają się tę więź zniszczyć. Znieważają, wtrącają się, próbują sprowadzić moje relacje z Innym do poziomu przez nich akceptowanego. Rozumiem tę zawiść. Myślę jednak, że byliby szczęśliwsi, gdyby  – zamiast niszczyć – próbowali budować swoje związki z Innymi. Być może.

Są też tacy, którzy spotkań ze mną się boją, ponieważ boją się Innego. Umieją koncentrować się wyłącznie na sobie. Relacje społeczne ograniczają do oceny zachowań, do dezawuowania wartości i znaczenia każdego, kto nie śpiewa z nimi w jednym chórze, tej samej melodii. To dobrzy ludzie, ale ich refleksja ogranicza się do „kto, z kim, gdzie,jak”. Pozorni altruiści, zawsze znajdujący partnerów do pogadania o wadach bliźnich i własnych zaletach. O zaletach innych członków chóru. Bywam celem ich ataków – chociaż pewnie nie zdają sobie sprawy z prawdziwych przyczyn swojej agresji, skierowanej na mnie. Nigdy nie wyślą nikomu tego ekspresywnego znaku umożliwiającego im spotkanie. A spotkania są warunkiem samopoznania. Nigdy zatem nie poznają samych siebie.

Dziękuję wszystkim Innym. Za to, że są, że czytają znaki. Za to, że wychodzą mi naprzeciw dotykając nagą dłonią sensu – razem ze mną. Nawet, kiedy odwrócą się pod presją chórzystów, zawsze będą oglądać się za siebie z tęsknotą, nienasyceni.

Dziękuję chórzystom – za to, że uświadomili mi, że nie powinnam przepraszać za to, że żyję. I za to, że wciąż jestem w podróży w poszukiwaniu sensu.

______________________________________
Aneks
Pod pojęciem Boga-Absolutu NIE rozumiem Boga cudów, siły magicznej i władczej, przed którym człowiek staje jako petent. To Bóg „ekonomiczny”. Religia. której osoba żąda dla siebie, zamiast sama czuć żądanie religii, Bóg,który wszedł w obieg ekonomii – nie mają na mnie wpływu. Tylko analizowanie samego sensu może dać mi pojęcie o Bogu, które ukryte jest w sensie. A poszukiwanie sensu nie jest możliwe bez spotkań z Innymi.

Reklamy

Komentarzy 41 to “Inni”

  1. proces Says:

    To Twe przepraszanie innych za Twe poglądy, słowa czy w ogóle istnienie, może być odbierane jako sztuczność, kiepska gra. Myślę, że za dużo troszczysz się o innych, a mniej o siebie.

    Pamiętaj, to jest T w ó j blog i na nim Ty jesteś dla Ciebie najważniejsza. Ja zaś będąc zainteresowany rozwojem i kontynuacją tego miejsca, muszę chcieć byś się dobrze czuła. Nie dlatego, że Cię lubię, nie dlatego, że jestem miły i dobry. Po prostu mi się to opłaca.

  2. defendo Says:

    Toteż przestałam przepraszać. Ale to nie była gra. Po prostu nabieram przeświadczenia, że moje poszukiwania mają jakiś sens. To mi daje siłę. Tak jak ogromnie wiele siły dają mi spotkania z Innymi – budują dyskurs ontologiczny, dzięki nim sie staję. Obok tych spotkań są o te inne – które spotkaniami nie są, ale zajmują mi czas. Też potrzebne. Odróżniam znaki od tego, co nic nie znaczy.

    Przyczyn Twojego zainteresowania rozwojem tego miejsca – nie pojmuję. Tak jak nie wyobrażam sobie, w jaki sposób może Ci się to opłacać i pewnie mi tego nie powiesz… :)

  3. proces Says:

    Skoro nie pojmujesz, to Ci nie powiem. Nie umiem Ci wytłumaczyć tego, że jako wioślarza z jednej osady, cieszy mnie fakt, że wiosłujesz w tym samym kierunku. Dla mnie to nazbyt oczywiste, bym mógł Ci wyjaśnić.

    Regaty nazywają się „WordPress Ranking”.

  4. defendo Says:

    Już wyjaśniłeś :)

  5. wenus Says:

    Napisałaś:
    „Nigdy nie wyślą nikomu tego ekspresywnego znaku umożliwiającego im spotkanie. A spotkania są warunkiem samopoznania. Nigdy zatem nie poznają samych siebie.”

    Racja! Bez odniesienia, punktu zero, czyli istnienia widzialnego choćby w necie symbolu litery wyświetlanego w monitorze jako impulsu elektrycznego naszej myśli nie ma zaistnienia jako bytu ludzkiego. „Widzialna” myśl jest ewidentnym dowodem na istnienie nadprzyrodzonej siły, jaką wciąż co rusz odkrywamy dzieki przedłużaczom materii, choćby komputera;) Cała tajemnica mieści się w impulasach elektrycznych, bez nich nigdy nie następuje samopoznanie, masz rację.

    Napisałaś:
    „Dziękuję wszystkim Innym. Za to, że są, że czytają znaki. Za to, że wychodzą mi naprzeciw dotykając nagą dłonią sensu – razem ze mną. Nawet, kiedy odwrócą się pod presją chórzystów, zawsze będą oglądać się za siebie z tęsknotą, nienasyceni.

    Dziękuję chórzystom – za to, że uświadomili mi, że nie powinnam przepraszać za to, że żyję. I za to, że wciąż jestem w podróży w poszukiwaniu sensu.”

    Tak kochana, wszystko to co jest wywołuje jakiś skutek. Od nas samych zależy co dalej wyślemy, ale także to co „czemu” pozwolimy w nas zaistnieć, się poznać.

    PS. Proces, aleś pyszny tylko liczy się notowanie :P?

  6. Mikosz Says:

    Defendo, Ty wiosłujesz a kataryniarz woła przez tubę raz, raz, raz…..
    kołek w zęby i tempo dwadzieścia..do mety z napisem “WordPress Ranking”.
    Jestem mocno zdegustowny – zostałem nagle wyrwany z wygodnego fotela na zimne ławki stadionu sportowego…
    Zmień menadżera tubiste…:P

  7. Mikosz Says:

    no i zacznie Cie szprycować anabolikami z grupy tyranosdef….

  8. zenforest Says:

    Jest taka historyjka:
    „Przychodzi człowiek do lekarza i narzeka, marudzi, krzywi się, płacze, wścieka…. Lekarz patrzy na niego ze współczuciem i mowi:”Ok, zapiszę lekarstwo dla pana sąsiada” – ucieszony pacjent podskakuje na krześle i mowi :”Tak! To jest to – na pewno poprawi mi samopoczucie….”

    Tak właśnie bezsensownie postępujemy w naszym życiu
    – wierzymy że GDY INNI SIE ZMIENIA – nasz świat stanie się magicznie lepszy….Tak. Cudownie się wszystko uzdrowi.
    Mało osób jest świadomych, że to w NAS jest początek problemu….
    (Przykład? Dla jednej koleżanki szef jest cudowny, dla innej zły, dla trzeciej obojętny…Jakież to subiektywne!)

    Gdy zmieni się szef, żona, nieposłuszny syn, koleżanka…tak, tak, i jeszcze teściowa – WTEDY BEDE SZCZESLIWY.
    wtedy, gdy, jeśli… warunki, warunki…Zero wymagań od siebie.

    To największa iluzja w jakiej żyje człowiek.
    „Inni muszą się zmienić bym ja mógł być szczęśliwy”
    Z takim założeniem… rzadko się tego doświadczy, uwierz, znam z autopsji, kiedyś byłam jedna z najbardziej zamartwiających się osób na tej planecie.
    :)

    A przecież zmiana nastawienia zaczyna się od nas…!
    Gdy zmienisz się Ty, zmieni się całe Twoje życie, pozbędziesz się fałszywych poglądów – zmieni się Twój odbiór rzeczywistości.

    Nagle ze świata cierpienia i problemów możesz przejść w świat wewnętrznej wolności. Życzę tego każdemu. :)

    Pozdrawiam ciepło
    ZenForest

  9. kadarka Says:

    Czytając tylko komentarze przychodzi mi jedno słowo na myśl: czysty wyrafinowany marketing – oślizgły w swej wymowie. Zgryzota człowieka otwartego na inne cele. Są ludzie, którzy pielęgnują bliźnich na własne potrzeby, zasłaniając oczy niedopowiedzeniami, nie mówiąc wprost o co chodzi. A chodzi o jedno: fortuna kołem się toczy, czy tu, czy gdzie indziej, czy dla pieniędzy czy dla władzy, potrzeby dokonań albo z potrzeby przynależności. Fankl sformuował wniosek, że to pragnienie znaczenia jest tym, co czyni nas ludźmi. Nieodparta potrzeba nadania wymowy, sensu i celu. Motywy są źródłami, z których wypływa działanie, gdy pokona się próg fizycznego przetrwania ostatecznym wątkiem staje się nadanie jakiegoś meritum życiu. Niektórzy odczuwają siłę dziania wszystkich motywów, ale u większości jeden z nich jest silniejszy od pozostałych i nadaje indywidualny rys ich życiu. Ty, on, ja, możemy mieć różne cele, ale możemy współbrzmieć. Zahaczać się delikatnie o introspekcje konkluzji.
    Jakże człowiecze jest zarządzanie kapitałem ludzkim…
    Defendo, wystarczy poprzestawiać swoje cele i dać buziaka najzimniejszej rybie. Jednak nie sądzę by zmiana podstawowej motywacji była rzeczą możliwą. Zrozumienie, co mną kieruje daje o wiele więcej możliwości. Uchwycenie kierunku i siły moich głównych pragnień daje poczucie wolności, aby zdecydować jak zareaguję w sytuacji przedstawiania mi twardych reguł gry (niestety już w trakcie jej trwania).
    Na razie łódka ma zgraną ekipę, ale co się stanie gdy któremuś z wiosłujących złamie się wiosło? Wypadnie z gry? Zostanie wyrzucony za burtę? A gdy na pokładzie wybuchnie bunt, kto wypadnie z gry? Toń głęboka, nikt nie zauważy, siły nabiorą większego wymiaru w kolejnym porcie, gdzie czeka już świeża krew zdrowego narybku.

  10. defendo Says:

    Wenus – dzięki za zrozumienie – dotknęłaś istoty rzeczy. O zrobiłaś to łagodnie.

    Mikoszu – mnie szprycuje własna noradrenalina z dopaminą na spółkę, to i tak za wiele.

    Zenforest – ależ ja nie chciałabym wywierać wpływu na nikogo. Nikogo zmieniać. Absolutnie nie! Wychodzę naprzeciw i oczekuję gestu – a w wyniku otrzymuję samopoznanie. I takież samopoznanie umożliwiam. Nie wiem, czym są „fałszywe poglądy”(nie oznaczam poglądów cechą prawdziwości czy fałszu, moim zdaniem nie należy ich wartościować), jestem wciąż w podróży w poszukiwaniu sensu. Dlaczego uważasz, że cierpię? To trudna podróż, ale piękna. Właśnie dzięki niej zachowuję wolność.

    Kadarko – nie ma we mnie cienia nawet lekceważenia kogokolwiek. Nie pielęgnuję bliźnich – czekam tylko na znaki i sama je wysyłam. Nie zawsze dostaję odpowiedź, nie zawsze mogę współbrzmieć bez dysonansu. Nie z każdym. Ale jeśli trafiam na rezonans – staje się coś ważnego. To może być zarówno miłość, przyjaźń jak i jedna ważna rozmowa. To świadomość Inności Innego, którego przyjmuję z całą jego obcością, swoją Inność mu dając. To uświadamia nam naszą unikalność, jedyność, istnienie pięknych różnic, które być może stanowią sens. Motywem jest chęć poznawania(w znaczeniu ontologicznym) i samopoznania.Celów nie poprzestawiam, bo ich nie mam.

  11. zenforest Says:

    Pisząc fałszywe poglądy – miałam na myśli te które ograniczają nasze myślenie i czynią z nas swoich niewolników, odbierają świeżość spojrzenia, np. „nie wolno siadać na kanapie w kapciach”, albo ” wszyscy muzułmanie są fanatykami” albo „każdy związek kończy się fiaskiem” albo „wszyscy mężczyźni to świnie”…etc
    Faktycznie, powinnam to doprecyzować :)

  12. Moherowy Baranek Says:

    Przybyłem, zobaczyłem i…… Oklapły mi uszy Bo oto dowiaduję się, że Proces przyznał się do ojcostwa tegoż blogu. Biedny tatuś nie zauważył że dziecko jest zbyt samodzielne by dać się nabrać na tatusine zaloty. ON. Wielki sternik łodzi odliczający ilość postów, jak uderzenia wiosłem. ON – wielki mierniczy, który miarę swoją chce przyłożyć nawet tam gdzie nie jego działeczka. ON – wielki moderator świata słów i znaków przestankowych. Jednym słowem WORDPR(OC)ESS.. Żenada.
    ————–
    Defendo miła.. Być innym jest warto bo inność jest w cenie w przeciwieństwie do przeciętności i statystycznych bzdetów. Jednak i w inności zachowanie umiaru zalecam wszak to przeciętność i szarość stworzyła domy wariatów zamykając w nich innych i traktując impulsami dla uzdrowienia lub nawrócenia do „normalności”. A ja sobie inny będę, bo i tak już nie mam czym zapłacić za czynsz, wiec mieszkanie wyściełane na miękko bardzo mi się przyda. Niestety, obawiam się, że na oryginalną inność stać w necie tylko niektórych. Większość to niestety tuningowane normalce..
    © G.A.

  13. Elżbieta Says:

    Moherowy Baranku…i masz rację…bycie innym…przeszkadza…jak i …budzi zainteresowanie,ale przede wszystkim zawsze trzeba być sobą….

  14. proces Says:

    Mikosz, Defendo jest odporna na takie szantaże tanich, rozmemłanych, fałszywych Naleśników jak Ty. Sugerujesz, że widać to w notkach Defendo, że pisze na akord czy pod dyktando?

    Moherowy Baranku, przekupo prowincjonalna.
    Jeśli Miła Paniusiu przychodzisz tu komentować blog Defendo, to po co oceniasz relacje właścicielki bloga ze mną?
    Gdybyś czasem obejrzała regaty, a nie słuchała Radia Rydzyk całymi dniami, Pani Moherowa, to wiedziałabyś, że osada wioślarska wiosłuje w jednym kierunku, dlatego, że jej zawodnicy chcą dopłynąć do celu, wszyscy chcą, nie tylko jeden.

    Dziwię się Wam, że nie dostrzegacie wartości w tekstach, szczególnie te dwie pindy: jedna męska- naleśnicza, druga moherowa- damska, a zastanawiacie się nad motywacją autorki. Czy fakt, że ja założyłem ten blog i poprosiłem Defendo by pisała, zmienia wartość jej tekstów?

  15. Węgierski nick na kacu Says:

    Monitor, okno, czcionka… spotkanie… znak jako świadectwo obecności… zapośredniczony przez ciekły kryształ ekranu Inny – symbol, czyli… drzwi… z definicji niejako nakazujące oczekiwać otwarcia, kuszące obietnicą przejścia… ku znaczeniu (?), sycące nadzieję na dotarcie do skrywanych za nimi miejsc, w których – być może (czy Kot nie zastrzegł już przypadkiem praw do używania tych dwóch słówek?) – czai się… sens (?)… Ale, ale… czy aby nie mnożymy bytów ponad potrzebę, mieszając przy tym ze sobą dwie odrębne płaszczyzny? Oto znaczenie, krystalizujące się gdzieś w obrębie nie zawsze oczywistych zależności między jego empirycznie uchwytnym wyrazem (graficznym, akustycznym, olfaktorycznym, etc.), jego przedmiotowym odniesieniem i wreszcie jego potencjalnym odbiorcą, zdaje się zyskiwać coś na kształt drugiego dna. Signum nie odsyła już tylko do przedmiotu, z którym pozostaje w relacji oznaczania, nie definiuje jedynie klasy obiektów, stanowiącej zbiór jego możliwych desygnatów, lecz – zachowując wszystkie te atrybuty – umożliwiać ma także dotarcie do sensu bardziej źródłowego, rudymentarnego, egzystencjalnego… do Sensu przez duże „S”… rzec by można – metafizycznego. Nie znam Cię długo, ale wystarczająco, droga Defendo, by odrzucić przypuszczenie, że przemawia w tym miejscu przez Ciebie iście Leibnizjańska tęsknota za characteristica universalis – językiem absolutnie jednoznacznym, a przez to nie tylko opisującym rzeczywistość, ale tożsamym z jej istotą, dotykającym samej prawdy… ba, będącym prawdą. Przecież obracając się w przestrzeni komunikacyjnej, a więc w ramach czystego opisu (implikującego dychotomię między owym opisem a jego przedmiotem, znaczącym i oznaczanym), oddzieleni jesteśmy nieprzekraczalnym murem od sensu, który dotykałby istnienia, rozświetlał mroki ontologicznej zagadki – sensu obecnego na planie metafizycznym. Zamysł dotarcia do tego planu pociągałby za sobą implicite konieczość porzucenia języka, tego zaś nie dokona się (jeśli w ogóle jest to możliwe), szukając sensu pod podszewką mniej lub bardziej oczywistych, ustalonych przez konwencję językową znaczeń. Byłoby to zastępowanie jednych metafor innymi, a więc działaniem językowym sensu stricte. Interpretowanie owego źródłowego, egzstencjalnego sensu w kategoriach ukrytego znaczenia, swego rodzaju semantycznego palimpsestu, oznacza bowiem w istocie zachowywanie „optyki” językowej, czy też – jak zapewne ująłby to Wittgenstein – jest umacnianiem „opętania naszego umysłu przez środki naszego języka”. Obawiam się, że język – także ten emanujący poprzez czcionkę w czatowym oknie – jest więzieniem, a szansa, że uda nam się przebić przez jego mury, iluzoryczna. W tym kontekście rozumiem Twoje nawiązanie do Sartre’a, choć nieco inaczej rozłożyłbym akcenty (aczkolwiek niewykluczone, że robieżność ta jest tylko pozorna). Kim bowiem jestem w jego oczach? Jednostką, świadomą swej skończoności, a ostatecznie swej nicości i dlatego samą siebie transcendującą w poszukiwaniu Absolutu. Ten ostatni jednak – twierdzi Sartre – jest jedynie mrzonką, placebo, urojonym remedium dla chorego na życie człowieka. Problem polega jednak na tym, że wraz z usunięciem z tego antropologicznego konstruktu Absolutu, Sartre nie rezegnuje z dynamizmu ludzkiej istoty, z przyrodzonego jej ruchu wykraczania poza samą siebie. Dlatego puste miejsce po Bogu musiał zastąpić Inny (gwoli ścisłości Defendo dodajmy razem – by uniknąć kolejnych bezzasadnych komentarzy –, że chodzi o Innego nie w sensie oryginalności, niepowtarzalnego stylu bycia, czy egocentryzmu; nie chodzi też o gejów, idiotów, tudzież osoby o innym światopoglądzie; Inność oznacza w tym kontekście całkowitą, nieusuwalną „osobność” drugiego człowieka… absolutną niemożliwość bezpośredniego poznania i dostępu do czyjejś, nie swojej świadomości). Kimże jednak jest ów Inny? Zmuszony jestem zakładać, że jednostką podobną do mnie… ostatecznie więc i on jest nicością… a przykrawając nieco ów przykład na wirtualne potrzeby, jest zespołem wyobrażeń, dość przypadkowym kompleksem fantazmatów, jakie moja nicościująca świadomość wysnuła z siebie (niczym pająk). Tak… masz rację… wyglądam ze swej nicości w nicość monitora i rzecywiście poznaję siebie… wszelako wyrzucony przez Sartre’a w wydestylowaną z Absolutu (a więc ateistyczną) przestrzeń (także przestrzeń czata), ale nie wykastrowany z wpisanej w mą naturę konieczności wykraczania poza siebie, paradoksalnie okazuję się niezdolny ani do wyeliminowania, ani do pochwycenia Absolutu (resp. absolutnego sensu)… mogę tylko zapamiętale multiplikować Jego – a co za tym idzie, także swoje własne – określenia (metafory), wyrzucając je prędzej czy później po kolei niczym zepsute zabawki, patrząc bezradnie w wyłaniające się po raz kolejny i domagające się wypełnienia „puste miejsce”, w ponownie odsłoniętą otchłań mojej nicości… sensu jednak nie widzę.

    PS.
    Bardzo przyjemnie mi się dziś Tobą rozmawiało ;)

  16. defendo Says:

    Zenforest – rozumiem, to koresponduje z jednym z moich poprzednich tekstów – o dobrych ludziach. Oni rzeczywiście mają szczególną skłonność do mówienia stereotypów. I myślenia nimi.

    Baranku – zamów pokój dwuosobowy… Inni potrzebują towarzystwa Innych.
    Spokojnie idę po czerwonym dywanie(zasugerowano mi, żeby z niego nie schodzić), chociaż wiem, że na końcu czeka mnie stos, przygotowany troskliwymi rękami dobrych ludzi. Tak dobrych, że będą asystować mojemu auto da fe.

  17. defendo Says:

    Węgierski i uroczy nicku – nie mnożę bytów ponad potrzebę, każdy byt, który znaczy i który znak odbiera jest śladem, tropem wiodącym w przeszłość, pozwala też antycypować przyszłość i przeczuwać Absolut. Masz rację – Sens jest dla mnie transcendentalny, to szczebel dyskursu, który wiodę i wywodzę.
    Język mój dekonstruuje rzeczywistość w zakresie mitów, znaków, symboli – próbuję przyjrzeć się w ten sposób ich budowie, podważyć lub umocnić ich znaczenia. Z Wittgensteina(i wielkie Ci dzięki za dostrzeżenie jego udziału) pochodzi mój szacunek wobec metafor – jako narzędzia poznania. Po to ich używam, żeby móc następnie odrzucić, kiedy przeszkadzają docierać do istoty rzeczy. Oczywiście zgadzam sie z Twoim określeniem Innego – to właśnie miałam na myśli. Ale nie zgadzam się, że podobny – zupełnie inny, chociaż czasem współbrzmiący, a wtedy tworzy się nowa jakość, buduje związek. Taki związek umożliwia dotarcie do sensu – pojedynczego, ale tworzącego wzór, wpisującego się w otchłań. Bo poznanie jest otchłanią, która wciąga. To poznanie umożliwia realizację obowiązku wykraczania poza siebie, obowiązku wolności. Ten obowiązek jest właśnie dla mnie tak trudny i tak radosny.

    PS
    Za rozmowę jestem Ci ogromnie wdzięczna, rzadki przypadek porozumienia bez przeszkód. Nie mówię oczywiście o zgodności poglądów czy postaw, bo o tym mówić za wcześnie – ale to wiesz przecież sam.

  18. defendo Says:

    Jeszcze jedno, madziarski Nicku – o języku chyba powinniśmy porozmawiać porządniej – nie pominęłam tego fragmentu Twojej wypowiedzi, po prostu zasługuje on na wyjątkowe traktowanie. Dychotomia między nazwą i desygnatem niże być niedychotomiczna, jeśli np. założyć, że są one dwoma biegunami(więc można je dowolnie odwracać) , i – jak to z biegunami bywa – nie one same są ważne, ale to, co między nimi. Próbuję też omijać dysjunkcje, a to nie jest łatwe. Tak jak trudno mi nie popełniać błędu nieuprawnionych implikacji. Jestem zmuszona wciąż wracać – i poprawiać siebie, obrzydliwe zajęcie. Teraz tylko sygnalizuję problem języka – jeśli pozwolisz. Jest jeszcze język ubierany w słowa, ale nie tylko w słowa – to kontakt na poziomie czystych emocji. Czy to miałoby być wyzwolenie z „więzienia języka”? Jak sądzisz?
    O jaki miałby udział w poznaniu? Czy może być odpowiednim jego narzędziem? Dość precyzyjnym?

  19. Moherowy Baranek Says:

    Chodzi proces po sieci i jak burek obsikuje każde miejsce uznając je za swoje, choćby zostawił tam tylko jedna literkę. Jeśli Twoje relacje z Defendo, Panie proces, wyglądają tak właśnie, że na jej blogu próbujesz obrażać jej gości to gratuluję Ci samopoczucia i dowcipu nazywając to relacjami. A czy Ty, burku, wiesz jakie ona ma relacje z Mikoszem czy ze mną ? Nie wiesz i się nie dowiesz bo na pewno przewyższa to Twoje możliwości postrzegania. Facet, który pomaga komuś założyć blog, czy w inny sposób technicznie pomóc, a potem się tym chwali jest w moim przekonaniu, pojmowaniu poprzez zasady wychowania, po prostu mało uświadomiony w tym, co oznacza dobre wychowanie.
    Przepraszam Cię Małgosiu za te kilka słów prawdy o samozwańczym tatusiu Twojego bloga i sterniku osady płynącej w jedna stronę, ale nawet burka można nauczyć nie lać na dywan, a procesa jak widać nie. Może zrozumie, że zachowując się w ten sposób wystawia świadectwo nie tylko sobie, ale i całej osadzie wiosłującej w jemu tylko znana stronę. Niestety zawężone egoistycznie pole widzenia nie pozwala mu dostrzec, że dawno jesteś jedynką i to bez sternika.
    Proces nie jest w stanie mnie obrazić w jakikolwiek sposób, bo musiałby dorosnąć do tego i oprócz inwektyw znać jeszcze inne słowa, myślę jednak, że próbując obrazić Twoich i tylko Twoich gości zasługuje na kaganiec bo przychodzimy do Ciebie odświętnie ubrani i szkoda mi spodni.
    Masz w nim właśnie idealny przykład tych miernot, którzy inność traktują jak zło.
    Jeszcze raz Cię przepraszam i więcej już głosu na temat „tatusia” nie zabiorę.

    PS. Pokój zamówiłem.. Fitness, sauna, masaże i czort wie co jeszcze. Nic tylko w tym wszystkim się przeSPAć.

  20. proces Says:

    „Przybyłem, zobaczyłem i…… Oklapły mi uszy Bo oto dowiaduję się, że Proces przyznał się do ojcostwa tegoż blogu. Biedny tatuś nie zauważył że dziecko jest zbyt samodzielne by dać się nabrać na tatusine zaloty. ON. Wielki sternik łodzi odliczający ilość postów, jak uderzenia wiosłem. ON – wielki mierniczy, który miarę swoją chce przyłożyć nawet tam gdzie nie jego działeczka. ON – wielki moderator świata słów i znaków przestankowych. Jednym słowem WORDPR(OC)ESS.. Żenada.”

    To były Twoje pierwsze słowa do mnie. Nie zaczepiłem Cię wcale, to Ty pisałaś do mnie jako pierwsza. Odpowiedziałem malutkim ogniem na Twe wilgotne pierdzenie o zapachu stęchłej baraniny. Nie znam Cię i znać nie chcę. Nie rozumiem, dlaczego tu wygłaszasz jeremiady na mój temat. Dlaczego wygłaszasz pogadanki umoralniające o mnie właśnie na blogu Defendo?

    Przepraszam Cię Defendo za tę chamską, moherowo- baranią przekupkę.
    Przekaż proszę, Droga Defendo owej napastliwej klępie, że Pan Proces wyraża swoje desinteressment dla dyskusji z nią. Nie lubię chamek rozpychających się łokciami.

  21. wenus Says:

    No no …zaczyna mi sie tutaj coraz bardziej podobać. To juz forum przypomiona a nie komentarze na blogu.
    Procesie do dzieła, pora na bitwę na neutralnym gruncie ihihih. (założ prawdziwe forum, ale gdzie nie bedziesz niby szefem a tylko uczestnikiem. [na razie 1:1]
    Z pewnościa czytelność wzrasta. Moherku ale przyznaj, że potrafi Procesik skutecznie prowokować, w realu taki niepozorny a tu no no, prosze…prosze…niby to twardziel ihihi …

    Węgierski nick na kacu, pisz że prostszym językiem, nie mam czasu na google. To otwarty blog dla wszystkich, na miłosc boską na priv se tak gadajcie :p. Widziecie, no bo jak zrozumieć istote człowieka, ktory nie potrafi nazwać tego co czuje? W realu np. by sie zarumienił, wykręcil na pięcie, oczy spuścil a tu? Jak to wyrazić, jak nie pojmuje symboli?
    Łatwiej zniżyc się do niedoświadczonego człowieka absolutowi niż człowiekowi do absolutu ;p

  22. Pizarro Says:

    Margot, gromadzisz wokół siebie ludzi „innych”. Nie piszę lepszych, gorszych, po prostu innych. Jeśli w Twoim otoczeniu, znajdzie się zbyt wiele osób innych, staną się one zwyczajne – dla Ciebie. Wszyscy tutaj zapewne mądrze się wpisali, nie potrafię pisać własnych „filozofii” na bazie cudzych przemyśleń, ale mogę Ci wytłumaczyć, jak rozumiem ten tekst, bez kilu par oczu, próbujących czytać z ruchu mych warg.
    :)

  23. Węgierski nick na kacu Says:

    Defendo – ja jako Twój Inny podobny Ci jestem w tym tylko, że poza swe osamotnienie, swoją całkowitą odrębność i obcość wobec wszystkiego, co jawi mi się jako zewnętrzne, wykroczyć nie mogę… a raczej nie możemy oboje. Jak sama zauważasz, świat jest dla Ciebie, ja zaś jako Inny jestem tylko świata Twojego częścią, elementem… jednym z wielu… Ty zaś tak absolutnie nieosiągalna jesteś, że dla mnie możesz być jedynie fragmentem świata mojego… Cóż jednak te dwa zespoły metafor mogą wiedzieć o sobie, skoro wiedza ta staje się od razu kolejną metaforą wpisaną w zbiór już istniejących? Jeśli zatem mówiłem o podobieństwie, to takim tylko, że oboje się do siebie przebić nie możemy. Wszystko bowiem, co z Twojej strony do mnie przedrzeć by się zdołało, istnieć może o tyle, o ile uczynię je swoim, innym zatem, niż było od Ciebie wychodząc (i to właśnie niejako automatycznie się dzieje). I w niczym nie pomoże tu odwracanie biegunów, z których jeden to nazwa, drugi to desygnat. W istocie bowiem nie znosisz w ten sposób dychotomii między nimi, a jedynie modyfikujesz łączącą je relację oznaczania: zmieniasz jej „kierunek”, bądź z jednokierunkowej czynisz symetryczną. Niemniej pokonanie trasy z punktu A do punktu B w kierunku przeciwnym, niż uczyniło się to pierwotnie, nie oznacza zniesienia odległości między punktami… podobnie nie zniesie jej zamiana oznaczeń tych punktów. Komunikować się przez czyste emocje? Nie wiem czy potrafię… ale wydaje mi się, że raczej tej umiejętności tajemnej nie posiadłem. Cieszą mnie rozmowy z Tobą, ale czy jestem w stanie sprawić, byś odczuwała tę radość tak, jak ja ją czuję i w tej samej chwili? Czy potrafię uczucie swe jakiekolwiek zakomunikować inaczej, niż poprzez jakiś jego znak, jakąś manifestację, reprezentację, które uczuciem już jednak nie są? Nie, skoro komunikacja to właśnie zapośredniczanie w jakimś medium, tworzenie symbolu, a więc pewnej ułudy…. niczym w dziecinnej zabawie: „pobawmy się w żołnierzy”… ergo „umówmy się, poudawajmy, że jesteśmy żołnierzami”…. umówmy się, że kiedy piszę „radość” wiesz, o czym mówię…. umówmy się, że kiedy piszemy „smutek”, myślimy o tym samym. Czy zatem emocje mogą być narzędziem poznania? Pewnie mogą… w końcu fakt, że odczuwam daną emocję w określonej sytuacji, może być pewną informacją o mnie… Czy jest to narzędzie prezyjne? Nie dana jest mi perspektywa, z której ocenić mógłbym, czy emocje to poznawczy młotek, czy może komputer… ale… pobawmy się nimi jeszcze, droga Defendo… umówmy się, że będziemy się emocjonować.

    Wenus – wybacz, ale Twoje ograniczenia czasowe nie wydają mi się wystarczającym argumentem, bym zubażał swoją leksykę. Nie cieszy cię fakt, że lektura tego bloga stwarza Ci szansę, by poznać coś, czego dotąd nie znałaś?.. (nawet jeśli miałoby to być jedynie kilka pojęć i terminów). Zniżanie, owszem jest łatwiejsze, ale wyobraź sobie sytuację, w której każdy stara się równać do dołu… Człowiekiem już jesteś… Człowiekiem jestem i ja…. może więc zamiast siedzieć z rękami pod tyłkiem, spróbujemy jednak zerknąć w stronę tego Absolutu? Poza tym po pierwsze jestem Węgierski, a po drugie na kacu… a to zobowiązuje… nie mogę dla wszystkich być zrozumiały ;)

  24. wenus Says:

    Jestem nie stąd, mam misję i chcę zrozumieć Was, ludzi, by zdać sprawę, przed Wilekim Absolutem, ale intruktaż mi zaginąl i słownik galaktyczny :( w drodze.
    Z resztą terminy słowne w czasoprzestrzenii się zamieniają na inne formy kinetycznego przepływu energii, są raczej zapisem światła, załamującego się pod kątem, zgodnie i proporcjonalnie rozwijającym się przyspieszeniem , poza zasięgiem grawitacji ziemskiej. Wpływa to na kolor obrazów i na ich unikalność, sa bardzo krótkoterminowe. W związku z powyższym potrzebny jest odpowiedni dobór parametrów i zastosowanie odpowiednich urzadzeń kodujacych kwarki, kwanty i wszelkie już nie elektomagnetyczne fale ale tzw. fale finestokolityczne kodujace formy morficzne. Tu takich jeszcze nie za bardzo znacie , stąd takie wielkie różnice i balansowanie pomiedzy informacjami na poziomie rożniczkowym z gęstości przestrzeni kosmicznej a informacjami z obszaru zagęszczenia molekularnego na Ziemi. Pola morficzne są za pomoca specjalnych tuneli nadawane wprost do celu (przez Boga), jakim jest człowiek i to one go kształtują jakim ma być i,że trzyma się kupki. Te pola ktoś kiedyś nazwał aniołami. No właśnie, czy to ważne, jak kto i co nazywa? Czy ważne aby było zrozumienie?

    Tam w Kosmosie informacje zostają nadane wprost do kory mózgowej i wcale nie jest potrzebny do komunikacji „aparat” mowy. W pniu mózgu następuje integracyjne synchronizowanie impulsów pochodzących od Absolutu z tymi, które dostarczane są z bezpośredniego otoczenia , w którym przebywa wędrowiec.

    AVE Defendo!

    Pozdrawiam wszystkich pozostałych Ziemian

  25. Pizarro Says:

    Wenus, chciałem zapytać, kto Ci pisze teksty? Jeszcze w sprawie „Absolutu” – on w sensie filozoficznym, czy zwyczajnie, przedawkowany? Gdy byłaś w tym kosmosie, to chyba tam zostawiłaś „korę”. Bardzo bym Cię prosił, gdy po nią wrócisz, złap mi kilka kwarków, co? Widzimy, widzimy jak na dłoni, że nie jesteś stąd, jakby całkiem oderwana jakaś.
    (Reszty nie skomentuję, wybacz)

  26. selekt Says:

    Defendo- w skrócie mogłaś napisać to tak:
    – mój rozwój jest nierozerwalnie związany ze INNYMI
    – realizuje swoje potrzeby dzięki INNYM
    – kształtuje swoją wiedzę o świecie dzięki INNYM
    – poprzez swoją działalność oddziałuje na otaczającą mnie rzeczywistość

    Albo po prostu : jestem istotą społeczną

    Proces – nie lubię Ciebie – właściwie to nikt Ciebie nie lubi- żyjesz i umrzesz nielubiany – zakopany w piasku bez trumny albo na stercie śmieci w zależności od tego jak bardzo będzie nie lubił Ciebie grabarz – trzeba Ci jednak przyznać – że dzięki Tobie i przez osoby chcące Ci uzmysłowić Twoją głupotę – wszystko zaczęło się kręcić -a na pewno nie jedno forum i nie jeden blog nabrał rozmachu- niektórzy przypisują Ci – ze jesteś mistrzem prowokacji – niestety jesteś tylko najemnikiem swoich dewiacji – które zadały impeachment Twojej moralności i przejęły nad Tobą władzę – Twoje posunięcia nie są przemyślana strategią – raczej chaotyczną próbą zaistnienia- dzień zaczynasz od sprawdzenia rankingów WordPress – jak na razie ceną – którą płacisz jest śmieszność i politowanie – ale już niedługo pewno skutki mogą być bardziej odczuwalne fizycznie – nie znam drugiego człowieka – który byłby tak poniżany – obrażany – wyśmiewany ja Ty i który w pełni by na to zasługiwał –

  27. wenus Says:

    Pizarro radziłabym nieco pomedytować i nieco sfolgować z pochopnym ocenianiem i wygenerować co jest prawdziwym „tekstem”
    a co jest dopisane, aczkolwiek tekst oparłam o jedna książkę, gdzie zebrano wypowiedzi wielu filozofów i wielu teologów. Jedno zdanie sobie fajnie dodalam wg mojego pomyślunku w oparciu o Biblię wprawdzie
    (ale nie zupelnie) Myśle, ze osoba mająca pojęcie o podstawach metafizyki, i do tego mająca oględny stosunek do bliźniego i dawkę humoru swietnie przyjęłaby moje pisanie. :)
    Tekst jest mój i tylko mój , nie jest cytowany ;-p

    (zastrzegam sobie do niego prawa autorskie :-p)

    Ave Pizarro!

  28. defendo Says:

    Komentarze

    Tematem części komentarzy stałam się bardziej ja, niż mój tekst. Tych, którzy poczuli się urażeni lub obrażeni w jakikolwiek sposób lub przez kogokolwiek, przepraszam jako gospodyni tego miejsca.

  29. defendo Says:

    Pizarro, nikt z Innych nie stanie się dla mnie chórzystą, bo nastąpiło Spotkanie. Sądzę, że wiesz to lepiej może niż inni – podstawą mojego mniemania są nasze dialogi również poza tym blogiem :)

    Węgierski nicku – czytam Twoje komentarze z radością, jaką daje porozumienie i taniec wokół meritum mojej koncepcji. Piszesz:”Wszystko bowiem, co z Twojej strony do mnie przedrzeć by się zdołało, istnieć może o tyle, o ile uczynię je swoim”(daruj, że nie całe zdanie cytuję, ale to zabieg celowy) – myślę, że to właśnie jest warunek spotkania – uczynienie swoim, czyli dzięki znakowi i śladom możesz powiększyć zakres samopoznania i być bliżej absolutu, tu właśnie powstaje szansa porzucenia metafor, bo stają się już zbędne. Współodczuwanie jednakowych emocji j e s t możliwe – moim zdaniem, chyba zdarza się często. Emocje nie tyle przekazywane są poprzez zwerbalizowanie pojęć, ile poprzez przekaz i odbiór intertekstualny, może nawet pozatekstowy i pozatekstualny. Mam nadzieję, że nasze spotkanie jest właśnie takie. Nasza – Twoja i moja – przyjemność odczuwana podczas rozmowy pozwala mi taką nadzieję żywić. Więc ją karm, proszę…
    Częściej niż współbrzmienie myśli – rzecz jasna nie mówię o całkowitej zgodności poglądów, ale o podobnym toku rozumowania, który umożliwia prawdziwy dialog. A dialog to uświadamianie różnic, ergo: możliwość ich niwelowania lub kontrastowania, ale wciąż w ramach rozumienia.

    Całość bytu(a byt emanuje znaczenie jak promienie) wymaga skupiania w geście kulturowym. Byt jako całość=znaczenie to klejnot, takimi bytami są dzieła artystów. To, co można ująć rozumem, da się pojąć poza stawaniem się, które przywodzi to na myśl. Nie ma takiego znaczenia(samego w sobie), które można pojąć z pominięciem myślenia, samymi zmysłami chwytając odbicia, które do niego prowadzą? A jeśli jest?

    Może – aby dotrzeć do zrozumienia – trzeba użyć jedynego dostępnego narzędzia:kultury(kultur), powtórzyć drogę przez dzieje, przeżyć ponownie trwanie? Może wszystkie kultury to jedyne drogi do zrozumienia, a nie przeszkody, dzielące nas od tego, co istotne?

  30. defendo Says:

    Selekcie – sprowadzenie koncepcji Innych do uproszczenia w formie”człowiek jest istotą społeczną” to nadmierne uproszczenie. Pewnie, że istnieję dzięki Innym, że dzięki nim zaspokajam większość potrzeb itd. – ale wtedy wystarczyliby chórzyści. Nie szukałabym spotkań. Masz rację o tyle, że nie wszystkim spotkania są potrzebne. Można doskonale funkcjonować indywidualnie i społecznie i bez nich. Jednak szukam. Bo Inny wspomaga moją ekspresję, jest w pobliżu mnie, jest odbiorcą, ale i rozmówcą, kimś, dla kogo wyrażenia wyrażają, a rytuał jest oczywisty. Ktoś taki staje sie dla mnie od razu sensem, no nadaje sens mojej ekspresji, bo jego znaczenie wkracza we mnie. A podróżuję właśnie w poszukiwaniu sensów.
    Między potrzebą a Pragnieniem jest różnica.

  31. defendo Says:

    Wenus – staram się rozhermetyzować język, ale to czasem droga na manowce. Prostota niejednokrotnie uniemożliwia precyzję. Prosto mogę wyrazić konkluzję, ale nie wywód, bo on bywa skomplikowany, nie da się tego uniknąć. Proste jest np. twierdzenie Talesa, ale jego udowodnienie już nie.
    Przykład jest oczywiście nazbyt schematyczny, ale to tylko ilustracja. Jeśli zacytuję proste zdanie, choćby to, że „człowiek jest miarą rzeczy” to za nim kryje się i z niego wynika ogromnie wiele. Żeby móc polemizować, muszę znać wywód, który go do tego sformułowania doprowadził, bo w nim są pewne założenia.

  32. Pizarro Says:

    Wenus, chcesz nas Ziemian zrozumieć, czy nam Ziemianom doradzać? Jedno kłóci się z drugim nieco. By zrozumieć, najpierw należy poznać i zapytać, czy chcą Twych rad. Jeśli tego nie zrobisz, to jako „obca” zostaniesz ukamienowana. Właśnie próbowałem dociec, co jest „prawdziwym tekstem”. Nie podałaś zródła Twej wszechwiedzy, nie mogę więc jej skonfrontować z oryginałem. Biblia powiadasz – istnieje wszelaka możliwość jej interpretacji. Nie sądzę, byś miała pojęcie o czym ja mam pojęcie. Co do fizyki, wolę jednak fizykę orto- i para-, gdyż te podstawniki, w przeciwieństwie do podstawnika meta-, dają mi konfigurację elektronów, która lepiej współgra z moją własną chmurą elektronową, mającą w stosunku do Twojej, wartość zdecydowanie przeciwną – odpycha ją. Ten tekst jest mój i tylko mój, zgadzam się jednak – za niewielką opłatą – na wykorzystanie go w Twoich i tylko Twoich przemysleniach. Nie rozumiem pojęcia: „oględny stosunek do bliźniego” – jakoś nie bardzo mi się chce Ciebie oglądać, gdyż zważywszy na moje poczucie humoru mógłbym od takiego oglądactwa pęknąć ze śmiechu.
    :)

  33. wenus Says:

    http://www.synonimy.pl/index.jsp?word=ogl%C4%99dny&search=Szukaj

    http://www.piw.pl/fragmenty/wybuch.htm
    „Zbiór tekstów pod redakcją Tobiasa D. Wabbela pokazuje, jak na powyższe zagadnienia zapatrują się najlepsi współcześni naukowcy. Składa się nań ponad dwadzieścia esejów autorstwa światowych znakomitości nauk przyrodniczych, wśród których jest siedmiu fizyków, trzech kosmologów, pięciu biologów i trzech teologów z wykształceniem naukowym…”

    „Metafizyką Boga, a w szczególności zbieżnością wyników współczesnego przyrodoznawstwa i teologicznych rozważań nad wiarą w stworzenie, zajmują się też: główny brytyjski filozof Roger Trigg, fizyk i myśliciel Carl Fricdiich von Weizsacker i wybitny teolog Hans Kiing z Tybingi. …”

    to sa cytaty z ksiazki…

    Tak, zdecydowanie jestem INNA i wcale nie jest mi z tego tytułu wesoło. Nie chcę nikogo zmieniac ani nikomu „dopsze” radzić. Napisałam com napisała. Cenię drugich ludzi wolność ale także swoją. Nie było moim zamiarem nikogo ośmieszać. Ja czuję się wyraźnie ośmieszana przez Ciebie, przykro mi…

    Warunkiem dobrego dialogu jest dobra komunikacja. Barierą w jej przebiegu jest nie tylko bariera językowa ale także kulturowa. Defendo pieknie to zresztą przybliżyła i wyjaśniło w taki sposób, że lepiej się już nie da.

    Lubię ostrą żywiołowa sensowną dyskusję oraz zdrowy żart ze smakiem.
    Ironizowanie mnie dystansuje, zniechęca ale nie wyprowadza z równowagi by np posługiwać się wulgaryzmami.

    Tak jakoś mi dziwnie znajomy jesteś. (wiesz, parapsychologia też mnie interesuje, mam wyostrzona intuicję, czy nie masz na imię czasem Jarek? ;)

    Defendo sorki, że tyle bajtów Ci zajęłam nie na swoim terytorium i nie dotykając juz tematyki podjetej przez Ciebie.

    P.S.
    Chórzyści też muszą być. Jakby wyglądało dzieło bez tła? To tak jak Ziemia bez nieboskłonu.

  34. Pizarro Says:

    O rany! Obraziłaś się? Wobec tak skomasowanego ataku treści zawartych pod tą notką, chciałem nieco rozproszyć panującą tutaj aurę eteryczności spotkań 4-go stopnia, pomieszaną z filozofią bytu i niebytu w światach równoległych.
    Nie mam na imię Jarek.
    :)

  35. Pizarro Says:

    „Sorki” ;)

  36. wenus Says:

    Defendo napisała:

    „Podążanie ku Innemu to podążanie ku Absolutowi. W tym jest sens spotkań, więc i życia. Chociaż nie ma celu.

    Niektóre ze spotkań stają się ważne. Są Inni, których wyczuwam od razu – i którzy mnie wyczuwają. Niemal od razu – czyli od pierwszego znaku, jaki wymieniamy. Ta wymiana może nastąpić po minucie lub po miesiącach od momentu zetknięcia. Staje się wówczas cud wyjątkowego porozumienia, niepowtarzalnego i wspaniałego, rodzi się nierozerwalna więź. Ta więź nie ustaje nawet wtedy, kiedy ustaje kontakt. Milcząca obecność jest nadal obecnością.”

    Powyższa treść doskonale swiadczy o tym, że trafnie poruszyłam istotę rzeczy. Proszę uważnie poczytaj linki w necie szczególnie na temat Absolutu, metajęzyka, memetyki, wirusu umysłu. Pod tymi pojęciami znajdziesz cale „drzewo” pochodzenia wszelkiego słowa–> kultury–> filozofii–>nauki–> aż po komunikację, jaką jest porozumienie międzyludzkie na bazie „narzędzia” jakim jest komputer.

    No i co ja za to mogę, że Defendo wywołuje u mnie takie myśli? ;)

  37. Pizarro Says:

    Tak, strzeliłaś w dziesiątkę, ale u koleżanki z toru obok.

  38. defendo Says:

    Wenus, przyjrzałam się linkowi, który zamieściłaś. Esej to jednak nie rozprawa czy traktat. Próbuję tutaj – nieco ekshibicjonistycznie – formułować pewną całość, opartą na założeniu, że niezbędnym elementem poznania jest samopoznanie, a to z kolei jest możliwe tylko dzięki refleksyjnym(!) Spotkaniom. Komunikacja jest rzecz jasna trudna, wymaga wiele od nadawcy i odbiorcy, m.in. umiejętności zamieniania się rolami.
    Rozważam pewną koncepcję, odsłaniając ją on statu nascendi. Liczę na spotkania. Staram się też odrzucić balast w postaci „para-„, bo paraliżuje moje myślenie… :)
    Szukam dziur w całym – konstruuję i dekonstruuję, żeby odnaleźć słabe punkty. Pomagacie mi. Dziękuję.
    Pizarro ma po prostu poczucie humoru i cudowną zdolność dyscyplinowania
    rozmówcy – demaskuje niespójności logiczne. Mnie też nie oszczędza, wierz mi ;)

  39. sirlancelot Says:

    Nasze żywot nierozerwalnie wiąże się z innymi. Z innymi się żyje a nie separuje od nich ale są oczywiście tak skrajne przypadki jak ludzie (inni), którzy wiodą pustelniczy tryb życia.
    Przeczytałem ten tekst i myślę, że zrozumiałem go w większej części. Ciężko mi go skomentować, bo właściwie dość jasno wyłożyłaś przekrój tych spotkań ale czasem i mnie zdarza się zastanawiać co miałaś na myśli i chyba z tego powodu boję się czasem moich spotkań z tobą.
    Przyszło mi na myśl to co mi ktoś niedawno powiedział, że twój styl pisania jest na bardzo wysokim poziomie i właściwie zarezerwowanym dla studentów bardziej niż dla zwykłych ludzi. Jestem w stanie zgodzić się z tą tezą dodając, że wcale nie musi być ona negatywna, bo tu z kolei przypomina mi się opinia zasłyszana dawno temu, że równa się zawsze wyżej a nie niżej. Ten kto nie jest w stanie czegoś zrozumieć gotów jest nadinterpretować fakty byleby tylko nie przyznać się do swojej niewiedzy. Szkoda. Poziom (ten wysoki) powinien wywoływać chęć poszerzania naszej wiedzy.

  40. poltergeist666 Says:

    Dzień-obry-wieczór.

  41. defendo Says:

    Lancelocie – staram się mówić językiem najprostszym, może dlatego przynudzam definicjami. Nie przeceniaj mnie, proszę :)
    A studentką sama jestem – w tym znaczeniu, że staram się studiować problem, weryfikować twierdzenia, które sama sformułowałam. Znajdować, akceptować i odrzucać tezy. Wciąż uczę się, wątpiąc ustawicznie…

    Poltergeiście – doceniam uniwersalność powitania ;)
    Wesołych w s z y s t k i c h świąt! :)

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: