Obowiązki(profanum)

OBOWIĄZKI  (PROFANUM)

Czemu zamykasz oczy i odwracasz głowę? Przecież to Twój mąż (kochanek), wspólnie pchacie taczki życia. Dlaczego patrzysz na Nią przy zapalonym świetle jak na ilustrację ze „świerszczyka”? Przecież macie dzieci, przynosisz pieniądze na dom. Skąd te ślady ustawicznego zmęczenia na Waszych twarzach? Bruzdy rezygnacji wokół ust?

Potraficie rozmawiać o „tych” sprawach, wszak jesteście kulturalnymi, dorosłymi, kochającymi się ludźmi. Z akcentem na „się” – każde z Was „się” kocha. Mówisz do Niej „Żabciu”, czasem – w przypływie odwagi – nawet „Muszelko”, Ona nazywa Cię „Misiaczkiem”, w łóżku wymknie Jej się „Jedyny mój” (jako informacja, że Cię nie zdradza, albo że nikt inny Jej nie chce). Umiecie rozmawiać – rzeczowo ustalacie pozycję, na którą dziś         j e d n o          z Was ma ochotę, może jutro wybierze to drugie?

 Całujesz ją przelotnie, Ona myśli o tym, że jutro znowu dzieci do szkoły, usiłuje sobie przypomnieć, która to godzina i czy na pewno nie zapomniała wziąć tabletki – jesteście przecież odpowiedzialni. Kochacie się, macie poukładane życie. Tak ślicznie je Wam poukładał Kościół, rodzice, znajomi. Nie ruszajcie tylko niczego, żal burzyć taki wspaniały ład.

Jeszcze tylko trochę kremu na twarz, jeszcze tylko krótka wizyta w łazience. Znów przystąpicie do wykonywania aktu miłosnego na scenie Waszego życia. Ona skupi się na tym ,żeby udało się          z a n i m          skończysz, potraktuje Cię trochę jak wibrator o słabych bateriach, Ty niecierpliwie odpracujesz grę wstępną, powtarzając rytuały, a pod Twoimi powiekami i tak zajaśnieje obrazek z „Playboya”. Czasem, zaniepokojony, zapytasz: „Kochanie, dobrze Ci było?”  Ona odpowie, że tak, a jeśli nie będzie całkiem nieuczciwa, doda :Jak zwykle”.Na aluzje bliskich znajomych dotykające alkowy Ona odpowie z zażenowaniem i tajemniczym uśmiechem „…nie narzekam”, Ty łobuzersko przymrużysz oko – „stary, przynajmniej trzy razy w tygodniu”. Czasem któreś z Was usiądzie przy komputerze,  poszuka w internecie jakiegoś czatu, poprzygląda się dłuższą chwilę gadaniu o „cyckach”, „cipach”  itp., a potem z westchnieniem ulgi pomyśli, że Wy to jesteście jednak inni – tacy kulturalni,  tacy niemal modelowi, że macie takie udane pożycie seksualne. A tamci w necie to jakieś biedne zboki, wciąż zmuszone do szukania. Wy już nie musicie.

I nigdy nie znajdziecie. Barchanowe żony i flanelowe kochanki lubią ciepłą, stęchłą pewność, że już nie wywiną im się z rąk kapciowi mężowie i drewniani kochankowie. Nic Wam nie grozi. Zupełnie nic.

Bo w gruncie rzeczy – kochacie się. Tworzycie sobie wzajemnie przytulny, bezpieczny dom. Wiecie już, że na starość nie zostaniecie sami – na  starość, której oboje ogromnie się boicie. Zgromadziliście trochę pięknych przedmiotów, parę brzydkich, ale dla Was mają sentymentalną wartość. Oglądacie razem niektóre filmy, chadzacie na spacery. On wymienia spalone żarówki, czasem coś gotuje. Ona dba o Twoje koszule i zmienia pościel. Złoszczą Was drobiazgi – ręcznik rzucony na podłogę w łazience, przeczytana gazeta na podłodze obok fotela – ale nauczyliście się je sobie wybaczać.  Czasem na delegacji On zaprosi do pokoju koleżankę z pracy – pełen wstydu i poczucia winy, ale strasznie z siebie dumny, Ona zamarzy przed snem o tym przystojnym facie z sąsiedztwa, czasem nawet skorzysta z wolnej chaty, ale potem długo postoi pod prysznicem. Umiecie niwelować samotność – troską, telefonami, rytuałami. Zagłuszacie tysiącem drobiazgów fakt, że każde z Was jest osobne, że tak naprawdę łączą Was rzeczy i dzieci – Wasze linki do siebie.Taka ładna z Was para.
Dobrana.

Tak wielu wam zazdrości. Waszej małej stabilizacji. Bo to Wy wygrywacie.- nigdy nie odwrócisz się do niej plecami(tylko nie wiesz dlaczego tęsknisz za tym, żeby Tamta Cię dotknęła, wciąż pamiętasz te wibracje, nieco zdziwiony, że tę własną kobietę podniecasz z pewnym wysiłkiem), Ty śpisz spokojnie, bo oplątałaś go siecią niewoli, skuteczną, skoro jej nie widzi. Podziwiam Was. Zwłaszcza wtedy, kiedy tak rozkosznie jedno z Was podkreśla swoją niezależność, a drugie przygląda sie temu w pobłażliwym milczeniu, świadome, że to tylko pozory; wtedy, gdy mieszkacie w osobnych mieszkaniach łudząc się pozorną swobodą, kiedy wydaje Wam się, że jesteście wyjątkowi.
Sacrum zdarza się jak rzadki klejnot, profanum jest. Nie gorsze – inne tylko. Zapewne lepsze.

Reklamy

Komentarzy 16 to “Obowiązki(profanum)”

  1. Mikosz Says:

    Najtrudniej jest skomentować coś z czym się utożsamiamy.
    Natomiast chętnie komentujemy zachowania innych.
    Defendo obnaża nie tylko nasze zachowania ale i naszą bigoterię.

    ———————————————————————

    Obiecałem defedno ze nie będę w Jej blogu stawiał poscriptów.
    Lecz zrobię wyjatek….bo zafrapował mnie atrykuł. Mam nadzieję
    że mnie nie wywali jak zrobili to w pewnym forum.

  2. defendo Says:

    Pozwalam Ci tylko wyjątkowo NIE komentować. Lubię czytać Twoje posty:)
    Nikogo nie wywalam, oczywiście, przeciwnie – zapraszam:)

  3. Krav Maga Says:

    Fakt, Defendo obnaża tutaj nasze zachowania . Dewotki w tej wypowiedzi nie ma, za to pachnie pcedudnie izraelską Jezabel.

  4. H. Says:

    Czyli co… stabilizacja powinna ustąpić miejsca porywom serca , prawdziwa miłość – chwilowej ale porywajacej fascynacji , ? poczucie bezpieczeństwa na niepewność kolejnego dnia ?

  5. defendo Says:

    Krav – lubię rozbierać, kiedy mam w dłoni śrubokręt, nie umiem się powstrzymać ;) Za Jezabel serdeczne dzięki, kiedy czytam Stary Testament żałuję, że nie jestem izraelitką. Kobiety tego narodu miały fantazję (Salome, Judyta…)

    H. – o tym właśnie każdy musi sam decydować :)
    Ja tylko sygnalizuję.

  6. suknie ślubne wrocław Says:

    Nie do końca rozumiem ten wpis.
    Miłość nie jest prosta. To wiemy wszyscy. Przed ślubem jest cudnie. A później…
    Bywa różnie…
    „ślady ustawicznego zmęczenia na Waszych twarzach? Bruzdy rezygnacji wokół ust?”

  7. ruda_strzyga Says:

    Napiszę trywialnie, wszystko ma zady i walety. Najbardziej lubię miszmasz, bo wtedy profanum z sacrum miesza się fantazyjnie i nie dopuszcza do znużenia.

  8. proces Says:

    O tak, dzieci są warunkiem wystarczającym dla istnienia ekstremum tej funkcji w relacjach społeczno- polityczno- seksualnych między ludźmi. Bo związek, małżeństwo, są pewnym ekstremum w tych relacjach.

    Buntujemy się, złościmy, ale świat taki jest. Z nudnymi związkami, z ludźmi ogarniętymi chciwością i lękiem, bezrobociem i zanieczyszczonym środowiskiem.
    Defendo, dobrze, będzie lepiej.

  9. Elżbieta Says:

    Witaj Defendo…piszesz o związkach,w których każdy następny dzień podobny jest do poprzedniego..ale są i takie,w których zawsze znajdzie się coś nowego,świeżego..tylko my o tym decydujemy…i jeśli wieje nudą…to tego chcemy widocznie…:))

  10. Pizarro Says:

    Wszystko jest złudzeniem, ale tylko każdy z nas wie, na ile jego złudzenie jest bliskie rzeczywistości.

  11. wenus Says:

    Bez dzieci związek rzadko ma głębszy sens.( nasilenie się rozwodów w dzisiejszych czasach, kiedy to dzieci rodzą się, jak na lekarstwo ewidentnie to potwierdza) To dzieci pozwalają odkrywać najprawdziwszą miłość w rodzinie. To one są owocem miłości i stale ją na nowo rozbudzają. ( …jak jest ich za mało, człowiek nieświadomie szuka gdzie by „posiać”) Zewnętrzne wpływy upośledzaja relacje związku. Prawdziwa miłość nie ustaje, ewouluje. Nadmiar seksu jest jak nadmiar słodyczy, mdli i staje sie nieatrakcyjny. Nieco wyposzczenia sprawia, że staje sie on zawsze smaczny i przyprawiony. Z resztą bez udziału umysłu, prawdziwych duchowych odczuć, sama technika jest za przeproszeniem jak ” zwykla fizjologia , zrobienie kupki i napicie się mleka” Jeśli ktoś za czymś tęskni to tak naparwdę za niespełnionymi oczekiwaniami, które można tak naprawdę „wydobywać” z każdego człowieka, jęsli sie samemu daje. Z reszta bez rozumu, chyba każdy byłby szczęśliwszy, nie miałby poczucia jakiejkolwiek straty:P Teraz pytanie, czy ważniejsze jest kto i co robi komu, czy jak to robi? Ciekawi mnie co by bylo, gdyby od dziecka wmawiano ludziom, że można z każdym i kiedy się chce i ile być, co by z tego wynikło? Taka wolność do końca. W zasadzie młodzi obecnie tak żyja nie wiążąc sie w ogóle. W głebi serca każdy tęskni za uczuciem, którego nie potrafi do końca zdefiniować ani określić. Ostatecznie celem i sensem związku meżczyzny i kobiety są dzieci, chyba że ludzie staną się aniołami i bedą się rozkoszować fantazją umysłu i tak już pozostanie na wieki ihihihi.. Umysł decyduje o wszystkim .

  12. Elżbieta Says:

    Wenus masz rację,większość młodych nie legalizuje związków…i to z różnych przyczyn….ale oni też kochają….i zyją nie zdradzając się wzajemnie..wiemy,że seks nie służy tylko do prokreacji…ale człowiek jest istotą zyjącą w stadzie…i w końcu największy „lowelas”założy podstawową komórkę…i będzie zył przykładnie….
    A miłość….ma wiele znaczeń….przede wszystkim trzeba ją znaleźć….

  13. tilow3 Says:

    Przeczytalem. To prawda, ze Defendo obnaza to co wiekszosci Nas samych trapi. Na dodtaek dobilem siebie artykulem o seksoholizmie zamieszczonym na stronach gazety.pl. O milosnych uciechach wywolywanych przez okreslony zwiazek chemiczny podobny dzialniu amfetaminy. Moze nie sam problem mnie wystraszył a swiadomosc, ze ja chyba kompletnie nie wiem nic o prawdziwej milosci….

  14. defendo Says:

    Suknie ślubne – tylko sygnalizuję…

    Strzygo – nie znam takiego przypadku, może istnieje taka opcja, ale jestem sceptyczna.

    Procesie – jeśli jest dobrze, to może być lepiej. Albo gorzej ;) zrozumiałam…

    Elżbieto, gdyby to wszystko było takie proste, rzeczywistość byłaby o niebo piękniejsza:)

    Pizarro – sam wiesz najlepiej, że próbujesz nagiąć – rzeczywistość do złudzeń czy też złudzenia do rzeczywistości. Takie naginanie bywa efektywne. Na krótko. Tęsknota wraca – bo taka jest jej cecha. Immanentna :)

    Wenus – „manie” dziatek nie ma z tym nic wspólnego. Jednak. Zgadzam się natomiast, że wszystko dzieje się w umyśle.

    Elżbieto – właśnie – miłość nie jest warunkiem prokreacji i vice versa.

    Tilowie – połączenie działania noradrenaliny i dopaminy, prawda? Ale to nasz mózg powoduje ich nagły „wyrzut”. Zatem…

  15. wenus Says:

    Defendo napisała:
    „Wenus – “manie” dziatek nie ma z tym nic wspólnego. Jednak. Zgadzam się natomiast, że wszystko dzieje się w umyśle.”

    Ludzie nazwali miłością największą euforię związana z doznaniami ciała, które działaja kojąco na stan umysłu, a konkretnie na poczucie spokoju, spełnienia, bezpieczeństwa, uznania, dowartosciowania, znalezienia sie w pierwszych szeregach spoleczeństwa np. mając za partnera jednostkę wyjatkowo wybitną, co tym samym klasyfikuje automatycznie do posiadania wiekszych dóbr dając status kogoś lepszego, silniejszego, zasłużonego. Niestety to ma raczej coś w spólnego z egoizmem, z chęcią zapewnienia sobie komfortu życiowego. Czy dbanie tylko o siebie jako jednostka nie jest egoizmem? Tylko dbanie o gromadę świadczy o miłości, choćby nawet dając swoje siły ku przetrwaniu innych. Raczej poświęcenie i sukcesywne dbanie o słabszego jest dowodem miłości, niż darzenie się dobrodziejstwem na zasadzie „coś za coś” Człowieczeństwo opiera się na zasadzie miłości, jednak jak widać zwierzęcości się nie wyzbyło. O ile zwierzęcość sprawia, że istnieje ludzkie potomstwo to miłość dla samej przyjemności i zadowolenia swego psychicznego ego jest tylko próżnościa i pasożytnictwem. O ile ktoś mówi, że miłosć to tylko mężczyzna i kobieta w pojęciu tylko obcowania ciała i posiadania określonych dóbr doczesnych tych dwoje, to powiadam, że to jest tylko i wyłącznie egoizm. Jeśli się mylę, tzn, że posiadanie potomstwa jest najwiekszym egoizmem, bo dba sie wyłącznie o pozostawienie swoich genów przy życiu. Osoby nie pozostawiający po sobie wiele potomstwa automatycznie ustępuje miejsca na ziemi tym nieświadomym zła „zwierzętom”, tym samym świadcząc im najwiekszą grzeczność-miłość?

    Wniosek jest jeden: zycie na ziemi nigdy nie odbywa się bez kosztów. Potomstwo jest dopełnieniem natury, bez której tu nie ma życia. Zmniejszanie ilości potomków prowadzi do wymarcia jako gatunku. Nie zrozum mnie źle moja mila Pani, nie mówię o bezmyślnym posiadaniu dzieci, ponad możliwosci ich wychowania, ale w takiej ilości by nie szukać przygód w innej wspólnocie:-P

    Nawiasem mówiąc nie wiem, czy dziś odważyłabym się mieć troje dzieci? Nie przechodząc okresu macierzyństwa , nie wiem czy nie kusiłyby mnie przygody z innymi facetami? Dziś wiem, że największym moim sukcesem życiowym są moje dzieci, choć nie stać mnie na jedwabie. Pomimo naszego wieku wciąż jesteśmy dla siebie atrakcyjni, co nie znaczy, że zawsze w szarości życia zawsze było super, na innych plaszczyznach. Miłość zwycięża wszystko.

  16. kropka Says:

    Do wszystkich: Powiedz co to jest miłość-to ja powiem Ci czy kocham???!!!

    milion odpowiedzi, milion definicji, milion recept na szczęśliwą (czytaj dobrą) miłość itd. ; dla każdego coś innego rutyna-napewno zawsze zła? a może właśnie daje poczucie bezpieczeństwa? Dzieci-zawsze dobre ? a może właśnie wprowadzają zamęt, odwracają uwagę od „kochanej” osoby
    Nie wiadomo… i chyba właśnie ta niewiedza jest najlepsza, najbardziej pociągająca, motywująca w tej całej „miłości”.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: