PORZĄDKI

Panie domów wysprzątanych aż do bólu, czyściutkich i lśniących na powitanie podsuwają gościom kapcie, bo przecież z tak cudnie wypolerowanej podłogi można jeść bez obawy. Tyle że ja wolę z talerza. I z uśmiechem cichej satysfakcji dziękuję za ofertę. Wchodzę w butach. Zawsze. Jeśli się to komuś nie podoba – mogę nie wchodzić wcale. Nie chcę, żeby rzeczy wzięły mnie w posiadanie, nie wiem nawet, czy ja chcę je posiadać.
W takich domach najczęściej nie ma książek (bo są składnicą kurzu), rzadko goszczą rozmowy – myśl nie lubi sterylnego otoczenia. Jeśli zdarzają sie zwierzęta – to w akwarium lub w klatkach. Nie jestem pewna, czy zakresu wolności innych domowników również nie wyznacza wspaniała gospodyni, wzorowa i przykładna.Czasem w takich domach bywają przyjęcia. Zaproszona – siadam z boku (konsekwentnie w butach) i z nieudolnie ukrywaną uciechą przyglądam się tym, których udało się zniewolić kapciami. Kapcie szczególnie zabawnie wyglądają w zestawieniu z ciemnym garniturem lub z wydekoltowaną suknią z jakimiś błyszczącymi dodatkami.

Ten sam gatunek gospodyń wyrusza kilka razy w roku na cmentarz, uzbrojony w zestaw czyszczący nagrobki: szczotki, szmatki, pasty, płyny itd. Pucują płyty nagrobne do momentu, aż te zaczną lśnić i staną się tak czyściutkie, że aż będzie można z nich jeść(sic!). Za to nie wolno na nich postawić znicza, bo będą plamy. Ani kwiatów, bo posypią się płatki. Nic nie można. Można obok. Albo na skrzętnie podłożonej folii. Cmentarz zaczął pachnieć środkami chemicznymi, które skutecznie zwalczyły zapach chryzantem, suchych liści i świec(tych, które tworzą śliczne girlandy, stearynowych – już nie ma). Sacrum ucieka z miejsc, w których profanum zaczyna się panoszyć.
Nie mam im za złe zamiłowania do porządku – ale nie umiem darować skutecznej kampanii przeciw cmentarnym drzewom. Na wielu cmentarzach wycięto stare lipy, klony, dęby (nawet te które były niemal już pomnikami przyrody), żeby żaden liść nie ośmielił się
szpecić wypolerowanej płyty nagrobnej. A nasi przodkowie wierzyli, że dusze zmarłych wychodzą nocą z grobów i siadają na gałęziach drzew, nawet urządzano cmentarzyska w gajach. Biedne dusze, na wysmukłych tujach i jałowcach nie da się usiąść…
A tymczasem na Pere-Lachaise drzewa wzięły w posiadanie wiele grobów, nikt ich tu nie wycina. Tonąca w zieleni nekropolia zmusza do zadumy, wzrusza pięknem. Pomijam litościwym milczeniem kiczowaty nagrobek Chopina, zresztą prawdziwe pielgrzymki ciągną raczej do grobu Morrisona, pilnowanego (jako jedyny na tym cmentarzu) przez karabinierów. Jest tu również zadziwiający „grób” Abelarda i Heloizy, o którym wiadomo, że jest jedynie symboliczny, ale na którym zawsze można zobaczyć świeże kwiaty – dar kochanków zupełnie współczesnych, dowód żywotności francuskiego esprit.

I jeszcze nagrobek poety: z grubsza ociosane kamienie nie zakrywają miejsca spoczynku do końca.Jeden jest nieco odsunięty, jakby grób się otwierał. Wyłania się z niego ramię, a w wyciągniętej ku górze dłoni jest róża. W tym geście nie ma nadziei ani rozpaczy. Po prostu jest.

Reklamy

komentarzy 30 to “PORZĄDKI”

  1. wenus Says:

    Pod Łodzią w miejscowości Stryków, na starym cmentarzu nieopodal muru jawi się płyta nagrobkowa, na niej wyryte ręcznie dane zmarłej. Jak wiele tajemnic mieści ta mogiła? Zaniedbana, samotna po wsze czasy była. Tylko drzewa i inne pomniki zawierają pamięć tamtych chwil. Już nikt nie odtworzy owej treści jaźni. Miłość, nienawiść, wolność i śmierć w tym grobie “zamieszkała”. Kobieta spoza kręgu tych perfekcyjnie kochajacych ludzkie względy i pozory szczęścia, kobieta spoza kręgu nidoścignionej inteligencji, spoza klimatów arystokracji. Jednemu tylko życiu oddala wolność miłości, ciało zaś śmierci. Zawieszona pomiędzy, wyzwolona- zniewolona przez kultu świat. Jej imię noszę, jej duch żyje we mnie…pamięć nigdy nie zaginie.

    Defendo wywołujesz myśli spod powłoki snu. Kobieto tajemna drażnisz skrajne odczucia, poruszasz nieodkryte sfery. Robisz to celowo, przypadkiem, spontanicznie, nieświadomie?

    Napisałaś: “myśl nie lubi sterylnego otoczenia” Jakże ma być swobodną, gdy rzecz ją wiezi i zmusza do posłuszeństwa? ( masz rację)
    Największe myśli powstają w chaosie, także garderobianym ;)

  2. defendo Says:

    Wenus – ta kobieta nie żyje naprawdę. Myślę, że nikt ze zmarłych nie żyje w nas. Żyje nasze wyobrażenie o nim. Nieprawda, że przetrwał Platon dzięki swojej zwerbalizowanej w „Dialogach” myśli. Platon-człowiek umarł bez reszty, nawet jeśli domyślać się bólu filozofa pod koniec życia sprzedanego jako niewolnik. A może nie czuł bólu?
    Istnienie tej kobiety to pozór – uruchamia Twoją zdolność do wzruszeń, tylko tyle jest w stanie wywołać. Mogła być megierą, aniołem, matroną. Umarła całkowicie, a napis na płycie też kiedyś zniknie. Na starych cmentarzach stoją dziś nowe miasta. Nie budzi to mojego sprzeciwu. Pychą byłoby pragnąć, żeby moje imię przetrwało. Umrę całkowicie i bez reszty. Nie stanę się częścią zbiorowej świadomości, jedynie w takim stopniu, w jakim stał się nią każdy z miliardów bezimiennych przedstawicieli naszego gatunku. To mnie wcale nie boli. Przyjęłam zakład Pascala – w opozycji do niego. Nie jestem asekurantką – więc twierdzę, że Pascal podstępnie zaszczepił wiarę ludziom myślącym – również myślącym inaczej, a nie lubię, kiedy szczepi się mnie bez mojej wiedzy i zgody.

    Nienawidzę śmierci – i wciąż walczę z jej wiatrakami. Mam jej ustawiczną świadomość. Śmierć jest uwodzicielska, ale jej blask jest fałszywy, wabi rzekomą koniecznością, odbiera wolę walki. Nienawidząc śmierci – nienawidzę rozkazów. Bo każdy rozkaz to wyrok śmierci.

    Wiem, jak z nią wygrać – nie ze śmiercią innych – z moją. Nie poddać jej się. Nie pozwolić, żeby to ona decydowała o mnie, o czasie, miejscu i przebiegu akcji. Sama napiszę scenariusz. Sama zagram główną rolę.
    Ja zdecyduję – a ona się podda. Bezwarunkowa kapitulacja.

    Dzięki za zrozumienie – myśl rodzi się z chaosu i chaos próbuje oswajać.

    Garderobiany chaos i zmięta pościel umożliwia myślenie jaśniejsze, a do tego potrzebny jest mężczyzna. Jedna z wielu to racji przemawiających za koniecznością jego istnienia ;)

  3. tilow3 Says:

    Defendo, Muzo slowna. Kocham czas ktory daje mi sposobnosc czytania tego co piszesz. Sprawiasz mi niewymowna radośc swoimi tekstami…
    20 lat temu, 01 listopada 1987 roku w radiowej trojce audycje prowadził redaktor Tomasz Beksiński, SP. Wybrał jako główny wątek muzyczny płyte zespołu Dead can dance „Within The Realm of a Dying Sun”. Pamietam Jego podniecenie wynikajace z mozliwości zaprezentowania tego albumu radiosluchaczom. Słowa, ktorymi opisywał tę muzykę, były ujmujące. Odnioslem wrazenie iz muzyka sprawia, ze ten dzień smutku i nadziei, stał sie dzięki dźwiekom radosny. Piorunujące wrażenie sprawiła na mnie ta muzyka. Z nieukrywana łezką w oku wspominam tamte czasy. Smutno mi…

  4. defendo Says:

    Tilowie, na szczęście mogłam słuchać niektórych audycji Tomka Beksińskiego. A ostatnio poszukując tłumaczeń tekstów trafiłam na jego przekład „Nights In White Satin” – niestety, tylko pierwsza zwrotka, zapewne zamierzał…
    Należał do tej rzadkiej kategorii entuzjastów, którzy potrafią pięknie – i nie dręcząc słuchaczy – dzielić się swoją pasją. Dziś może już tylko Kaczkowski, trochę Kosiński, o filmach tak mówił Kałużyński. Odchodzą. Mam nadzieję, że znajdą jakieś gałęzie, że posłuchają dźwięków z uśmiechem aprobaty. Niech Im gra Lacrimosa w perfekcyjnym kole(;)) Porcupine Tree w ich Stratovario-sferze…

    Ja również nie ukrywam, że z radością Cię tu widzę – a z jeszcze większą radością gościłabym Cię tu jako autora muzycznej noty. Zapraszam:)

  5. defendo Says:

    Niech Im gra Lacrimosa w perfekcyjnym kole(;)) Porcupine Tree w ich Stratovario-sferze… – trochę to brzmi jak szyfr, ale jest oczywiste, prawda? Tilowie? Moglibyśmy tę listę uzupełniać długo – na szczęście. Ostatnio o Death.

    Dekoduję – chodzi o nasze muzyczne fascynacje.

  6. ostoya Says:

    Jest takie miejsce, oddalone od drogi , otoczone murem z czerwonej cegły lekko nadszarpniętej zębem czasu.Cmentarz wiejski, dzielący się na częśś poniemiecką i naszą.:) Na poniemieckiej królują stare drzewa i jałowce strzegąc tych, którzy tam od wieków leżą otuleni ciszą zapomnienia. Na naszej części w oczy kłuje przepych płyt nagrobnych i złoconych liter. Jest tam też skromny grób pod trzema świerkami i pochyloną brzozą, bez cięzkiej płyty nagrobnej jedynie mchem obłożony i kwiatami usiany.Grób mojego Ojca. Jestem dumna,że nie ugiełam się trendom i modom , że jest tak jak On chciał. Jeszcze tylko brakuje garści ziemi z Jego rodzinnych stron. Wyprawę po runo zaplanowałam na wiosnę :) To będzie najcenniejsza „płyta nagrobna” dla Niego ,,,,,,,,,,,,,

  7. defendo Says:

    Ostoyo, strażniczko moich snów! Jak dobrze,że jesteś…
    A te ciężkie płyty, którymi przykrywane są obecnie groby (kształtem często przypominające staroświecki „kredens z nadstawką”) nieodmiennie budzą we mnie podejrzenie, że nieutuleni w bólu krewni chcieli mieć pewność, że ukochany zmarły nie wstanie…

  8. Pizarro Says:

    No to ja teraz pójdę na cmentarz…Wy możecie się dalej zachwycać i wzdychać.

  9. defendo Says:

    Dopiero teraz? Pizarro, chyba rzeczywiście wczoraj…

  10. kawa3603 Says:

    Jedna z moich babć nie życzyła sobie kamiennej płyty na jej grobie i tak właśnie się stało. :)
    Ścięte drzewa na cmentarzu ? Strasznie to musi wyglądać…

    W butach do nikogo nie wejdę na siłę, ale nie należę do tych co na siłę każą je zdejmować i fakt, czasem te kapcie wyglądają przekomicznie. ;)
    Widzę, że bardzo nie lubisz schematów, Defendo. Mamy to wspólne.

  11. Moherowy Baranek Says:

    Szeroka dwupasmowa ulica pełna drzew i złocistej jesiennej jasności. Kiedy rano jedzie się w kierunku miasta słońce świeci prosto w oczy, kiedy się wieczorem wraca ono znów oślepia swoim czerwonawym blaskiem. Z ulicy trzy bramy prowadzą do jednej z największych w Europie nekropolii. Nie lubię słowa „cmentarz”. Miejsca spoczynku bliskich schowane pośród wysokich drzew, szeleszczące pod nogami liście, łuna wieczorowa porą od setek tysięcy lampionów, zniczy i zwykłych świec. Park z duszą. I napis na jednej z mogił” ” Nie umiera ten, kto w pamięci żyje”. Ulica nazywa się „Ku Słońcu”. A ja wciąż pamiętam. Wiec jestem. Wciąż jestem, lecz idę przecież wciąż ku słońcu. Może kiedyś i o mnie ktoś będzie pamiętał, choć nie wiem dlaczego.

    G.A.

  12. defendo Says:

    Schematów nie lubię – fakt.
    Nie wchodzę do nikogo „na siłę” w butach – albo nie wchodzę wcale, uprzejmie podając powód już w progu, albo wchodzę zapraszana m i m o
    moich fanaberii. Zupełnie inna sprawa, co myślę o ludziach wymagających od gości „okapciowania”, parskam wtedy śmiechem, jeśli ktoś zaprasza do salonu. Właściwsze byłoby chyba określenie – „właźta do izby paradnej”.

    Dalekie skojarzenie, ale… „Symetria jest estetyką idiotów” – chyba to Le Corbusier powiedział? (skojarzenie bliższe: sam zaprojektował swój nagrobek, nie dowierzał jakoś najbliższym; utopił się w Morzu Śródziemnym i pochowano go zgodnie z jego wolą na małym cmentarzu przy Grand Corniche na Lazurowym Wybrzeżu – można kochać piękne widoki nawet po śmierci).

  13. defendo Says:

    Moherowy Baranku, nie używałam określenia „nekropolia” (poza Pere-Lachaise), bo rzadko bywa uprawnione. U nas na pewno Powązki i cmentarz Rakowicki w Krakowie. Nekropolie to „miasta umarłych”, oparte na jakimś założeniu (np. krajobrazowym, architektonicznym i in.), po którego alejkach-ulicach chodzą ludzie, których kroki i myśli przędą nici łączące świat żywych że światem umarłych. Oczywiście – to moja interpretacja pojęcia nekropolii.

    Nie tylko idziesz ku słońcu, ale wiem, że robisz to wyjątkowo pięknie ;)

  14. Moherowy Baranek Says:

    Defendo miła:
    Dla nie właśnie takim miejscem jest szczecińskie „Ku Słońcu” Moje miasto umarłych.

  15. kawa3603 Says:

    Chyba mnie źle zrozumiałaś Defendo. Ja pisałam o sobie z tym „na siłę”. Zupełnie nie zastanawiałam się nad tym w jaki sposób Ty to przeprowadzasz. I nawet nie podejrzewam Cię o coś „na siłę”. ;)

  16. kadarka Says:

    Pedantki nagrobne czy my, jaki mamy cel przy porządku pamięci, czy mamy do czynienia z dbałością o pamięć, albo jest to raczej odruch powinności?
    Zwyczaj chowania zmarłych wraz z darami ofiarnymi tkwi od zarania człowieczeństwa, teraz jest to tylko zmatrycowanie treści kulturowych mimo licznych zakrętów historii. Ale trzeba przyznać, że pogrzeby czy właśnie dzień Wszystkich Świętych są najczęstszą okazją spotkań, podczas których doświadczamy niepowtarzalnego przeciwstawienia wizerunku ludzkiej egzystencji i pustki po zmarłych. Jednak funkcja cmentarza nabiera też innego wymiaru, jako miejsce spotkań – to pole retoryki mody, gdzie folklor ubrań żałobników przeciwstawiany jest stonowanej garderobie umarłych. Sama ozdoba pomników przybiera odcienie niemalże profanum mieniącym się kolorowymi światełkami i koszyczkami z suszkami. Z pomiędzy pochodni zniczy słychać nierzadko głośne melodyjki a kobiety czekają do końca by nie opadł płatek z pięknie wybujałych chryzantem. Można w tym widzieć raczej pastisz czy parodię – korowód Miss Topos, a nie pamięć czy zamyślenie w kategoriach mistycznych.

  17. wenus Says:

    „Myślę, że nikt ze zmarłych nie żyje w nas.”

    O pozostawiony kod DNA w potomstwie?

    „Umarła całkowicie, a napis na płycie też kiedyś zniknie.”

    Wykopaliska archeologiczne są świadectwem zapisanej informacji wiecznej w historii ziemi ( żywej ziemi) , ktora nigdy nie zginie aż po kres, o którym człowiek nie ma póki co pełnego wyobrażenia.

    „Pascal podstępnie zaszczepił wiarę ludziom myślącym – również myślącym inaczej, a nie lubię, kiedy szczepi się mnie bez mojej wiedzy i zgody.”

    Pamietaj, jedynie na bezludnej wyspie bedziesz wolna od zaszczepienia jakiejkolwiek myśli a i wątpie, gdyż nawet w samotnosci podglądajac zwierzęta ulegniesz wpływowi. W nicości jedynie bedziesz czystą wolną wolą. Gdziekowiek indziej nigdy nie pozostaniesz bez odniesienia. Nawet w kontakcie z sama ziemia jestes zależna od grawitacji.

    „Nienawidząc śmierci – nienawidzę rozkazów. Bo każdy rozkaz to wyrok śmierci.”

    Tak, każda zależność to unicestwianie samego siebie. Nie pozostawisz swojej cząstki bez oddania połowy siebie w nieistnienie. Tylko geny dominujace mają szanse przetrwać, te najbardziej egoistyczne, a takowe są w chromosomach ponownie materią, wiec są dosłownie przedłużeniem Ciebie. ( nie wszystka umrzesz) Dzieje sie to równolegle z wolną wolą człowieka. Bez udzialu drugiego nie zaistniejesz. Tylko oddając z pokorą część swojego jestestwa i przyjmujac część drugiego masz życie wieczne. To mieści sie tylko i wyłącznie w definicji miłości. Miłość bez potomstwa jest martwa, jak wiara bez uczynków.

    „Wiem, jak z nią wygrać – nie ze śmiercią innych – z moją. Nie poddać jej się. Nie pozwolić, żeby to ona decydowała o mnie, o czasie, miejscu i przebiegu akcji. Sama napiszę scenariusz. Sama zagram główną rolę.
    Ja zdecyduję – a ona się podda. Bezwarunkowa kapitulacja.”

    Potęga podświadomości wyrywa się Tobie z serca :) lecz musisz przełożyć ją , nie w chronienie nadmierne swego bytu lecz w inwestycję w swoją „rękę”.( Równowaga )

    „Garderobiany chaos i zmięta pościel umożliwia myślenie jaśniejsze, a do tego potrzebny jest mężczyzna. Jedna z wielu to racji przemawiających za koniecznością jego istnienia ;)”

    To jedyny moment kiedy styka się połówka z połówką, kiedy to nie czuje człowiek siebie lecz jest całością, pełnią. Tylko mężczyna posiada allosomy, ktore decydują czy będzie możliwy dalszy rozwój i życie człowieka. (płodząc same potomstwo żeńskie życie zaginie, nawet In Vitro nie byłoby możliwe, gdyby nie mrożenie nasienia.)

    Myśl porządkuje chaos poprzez cielesne działanie ( poprzez materializowanie jażni) Jeśli jest inaczej życie unicestwia się, ale czy myśl?
    Twierdząc, że po śmierci nie istniejesz negujesz potęgę myśli, poddajesz sie prawom fizyki, równocześnie przeczysz słowom „Ja zdecyduję – a ona się podda. Bezwarunkowa kapitulacja.”

  18. defendo Says:

    Kadarko, sama instytucja święta zakłada masowość, a kultura masowa jest naturalnie nie-elitarna, pozwól, że użyję kolokwializmu – jarmarczna.

    Święto Zmarłych ma cechy rytu sakramentalnego: to pewien akt magiczny. który przynosi skutki ontologiczne, „stwarzając świat” (może dlatego tak masowo w nim uczestniczymy). Taki ryt ze względu na swoją kreatywność powinien być uświetniony i nobilitowany – nie tylko przez samą ceremonię, również przez takie jej atrybuty, jak dekoratywność – stąd bierze się przepych dekoracji nagrobnych, pozytywki w zniczach, odświętne stroje uczestników, wspaniałość szat kapłanów.

    Poprzez akty symboliczne (np.zapalenie znicza) kreujemy nową rzeczywistość społeczną – zarówno w wymiarze „duchowym” jak i materialnym, „fizycznym”. Na tym polega performatywność obrzędów zadusznych. Jak sądzę.

    Podczas tego święta wszystkie czynności i słowa funkcjonują równolegle i równocześnie we wszystkich sferach kultury: komunikacyjnej, światopoglądowej i użytkowej , sfery więc tracą swoją odrębność – rytuał staje się już nie tyle performatywny, co panperformatywny.

    To. co próbowałam wyjaśnić, może stanowić odpowiedź na pytanie, które postawiłaś. Być może.

  19. defendo Says:

    Wenus, nie dostrzegłaś, że napisałam:
    „Nie stanę się częścią zbiorowej świadomości, jedynie w takim stopniu, w jakim stał się nią każdy z miliardów bezimiennych przedstawicieli naszego gatunku.” – uznałam więc swoją rolę pasa transmisyjnego dla samolubnych genów (Dawkins). Rozumując w Twoich kategoriach należałoby wierzyć, że biorca transplantu przyjmuje również część osobowości dawcy wraz z np. rogówką, a przed takim myśleniem mój umysł się wzdraga. Zresztą to temat do oddzielnych rozważań.

    Wykopaliska mówią wiele – o zwyczajach, czasem o wierzeniach, są też materialnymi śladami przeszłości. Ale nie oznaczają trwania ludzi, pochowanych w starych grobach. Taka implikacja nie jest uprawniona, bo oznaczałoby to jednocześnie, że ci, których ślady istnienia zginęły bezpowrotnie – nie istnieli (tak właśnie sądzili starożytni Egipcjanie, z pietyzmem balsamujący ciała umarłych). Co do wieczności Ziemi – gwiazda Słońce nie jest wieczna, w tej chwili – zdaniem astronomów – jest mniej więcej w połowie swojego kosmicznego „życia”, a jego kres spowoduje nieuchronny kres Ziemi. Być może ludzie zdążą wcześniej stąd wyemigrować. Być może.

    Nigdzie nie powiedziałam, że chce się uniezależnić od cudzych myśli – przeciwnie – z radością podejmuję rozmowę, uczę się, czytam, nie zamierzam od nowa odkrywać i udowadniać twierdzenia Pitagorasa. Korzystam z tego, co wymyślili inni, ale nie bezrefleksyjnie. Natomiast dostrzegłam propagandę religijną przemyconą przez Pascala – zrobił to wspaniale, więc doceniam kunszt. Tylko tyle powiedziałam.

    Absolutnie nie zgadzam się z Twoją interpretacją miłości. Miłość nie wymaga potomstwa. Wymaga czegoś zupełnie innego, próbowałam to naszkicować w liście do kogokolwiek. W tym, co mówisz jest jakieś niechrześcijańskie okrucieństwo – odmawiasz bowiem prawa do miłości ludziom bezpłodnym lub tym, którzy potomstwa mieć nie chcą, bo taki jest ich wybór. Dostrzegam bowiem w tym, co mówisz Twoją katolickość.

    Mówiłam o rozkazie jako o wyroku śmierci, bo bywa, że zmusza mnie do czegoś, czego nie chcę robić, a to zabija moją wolę.

    O śmierci pisałam zupełnie świadomie. Nie sądzę, żeby brakowało mi równowagi. Ten akapit akurat można czytać niemal dosłownie.

    Myśl próbuje ukonstytuować chaos – wprowadzić ład. Natomiast tego Twojego stwierdzenia zupełnie nie pojmuję:
    „Myśl porządkuje chaos poprzez cielesne działanie ( poprzez materializowanie jażni) Jeśli jest inaczej życie unicestwia się, ale czy myśl?”
    Nie umiem przyjąć definicji myśli jako „zmaterializowanej jaźni” – chyba że potrafisz mi udowodnić jej zasadność – chętnie przemyślę. „Potęga myśli” to szalenie wygodna metafora. Niestety – w rozważaniach definicyjnych – niezbyt przydatna. Tudzież w poważnej dyskusji. To raczej obiegowa moneta.

    Myślę, że (traktując Twoją wypowiedź jako akt mowy) o ile akt illokucyjny został dokonane, to akt perlokucyjny niestety nie. Może ze względu na to, że nie uzgodniłyśmy niezbędnych do prowadzenia takich rozmów definicji.

    Dziękuję, że przeczytałaś nie tylko moją notkę, ale również komentarz :)

  20. defendo Says:

    Zwrócono mi uwagę, że pomyliłam autora wypowiedzi „Symetria jest estetyką idiotów” – nie był nim Le Corbusier, lecz Picasso. Racja, dzięki, Oko.

  21. wenus Says:

    Tylko miłość stwarza, buduje, wszystko inne jest destruktywne. W Świecie materii nie ma czegoś z niczego:) Nie powiesz mi chyba, że egoizm jest miłością?

    „Absolutnie nie zgadzam się z Twoją interpretacją miłości. Miłość nie wymaga potomstwa. Wymaga czegoś zupełnie innego, próbowałam to naszkicować w liście do kogokolwiek. W tym, co mówisz jest jakieś niechrześcijańskie okrucieństwo – odmawiasz bowiem prawa do miłości ludziom bezpłodnym lub tym, którzy potomstwa mieć nie chcą, bo taki jest ich wybór. Dostrzegam bowiem w tym, co mówisz Twoją katolickość.”

    Genetyka to nie tylko jeden mężczyzna i jedna kobieta ;). Miłość zatacza szerokie kręgi swego oddziaływania. Bez manifestowania ciałem, materią jako aktem wyrażania wyższości na tej ziemi czyż zaistniałaby potrzeba dowartościowywania się intelektem?
    Bezpłodność jest naturalnym skutkiem mutacji genów, które mają jakąś przyczynę. Prawdopodobnie wynikającą bardziej z miłości niż z egoizmu.

    Nie bedę wiecej rozwodzić się w tym względzie gdyż uciekałabym od źródlowego tematu. Niemniej jeśli zachęcisz mnie , powrócę do rozważań. Muszę odczuć akcept dalszej jej kontynuacji:)

    Moja katolickość skończyła sie mniej wiecej dwa lata temu. To co robię obecnie, to w jaki sposób przejawiam zgłebianie swej istoty zakwalifikowałoby mnie do roku 1966 do ekskomuniki, w czasach sredniowiecznych skazania na stos. Podtrzymujac prawo przyczyn i skutków za rzeczywiste nie da się nijak wymazać z umysłu znamienia przodków, nieuchronnego prawa ingenezy.

    Wszelki byt we wszechświecie powstał z jednolitej materii, w pamieci nie zakodowałam nazw, nie mam jednak czasu by to sobie tu wklejać nauczycielu.

    Defendo jesteś dla mnie niesamowitym motorem ku poznawaniu ludzkości, chwała Ci za to.

    Pozdrawiam serdecznie

  22. defendo Says:

    Wenus,napisałaś:
    „Tylko miłość stwarza, buduje, wszystko inne jest destruktywne. W Świecie materii nie ma czegoś z niczego:) Nie powiesz mi chyba, że egoizm jest miłością?” – tak mawiają księża chrześcijańscy, katoliccy też, w co drugim kazaniu. Stąd moja uwaga o Twojej katolickości (nie katolicyzmie!) chyba nadal pozostaje uprawniona. Po prostu zapewne stosujesz się do postanowień soboru watykańskiego II, a to rzadkość w naszym ultrakatolickim kraju ;)

    Nie jestem zwolenniczką powszechnego działania prawa przyczyn i skutków – umiem pomyśleć też w innych kategoriach. Tak jak nie uważam, żeby zło było konieczne dla zaistnienia dobra i vice versa. Nie wiem, czy wszystko należy wartościować – coraz bardziej odchodzę od takiej opcji.

    A może myśl i działanie(również formułowanie praw) to tylko próba stworzenia ładu w chaosie – bo w chaosie nie da się żyć, można tylko zwariować. Co nie znaczy, że chaos przestaje istnieć – to tylko my przestajemy go widzieć. Jeśli go nie widzimy – czy nie istnieje? Czy rzeczywiście działają wymyślone przez nas prawa? Może tylko dobieramy rzeczy i stany tak, żeby do tych praw pasowały? Wtedy zyskujemy komfort spokoju, złudzenie oparcia i pewności w niepewnym, chaotycznym świecie.

  23. wenus Says:

    Chciałabym aby nie istniało zło, chciałabym nie być ograniczoną w działaniu, lecz tak się nie da do końca uczynić. Myślę, że z tym wartościowaniem to jest jak z denerwowaniem, że się denerwujemy. Pewnych aspektów nie da sie uniknąć jednak ;)

    Chaos jest stanem nieładu, jakiegoś bezwolnego zamieszania w zbiorze, do którego nie ma przyłożenia energii/siły/pracy/. Póki co, życie na ziemi jeszcze w miarę funkcjonuje, chociaż wszelkie kataklizmy wskazują coraz bliższe zaistnienie chaosu. Prawa natury mają swoj rytm, swój swoisty proces. Człowiek wkomponował swoje prawa i przyznam szczerze, że uważam iż wiecej spustoszenia uczyniły wojny, niż zrobiłyby to pojedyńcze wykroczenia prawa przez jednostki. Chyba jednak były już te atomowe wojny bogów:p skoro istnieja dowody na istnienie cywilizacji nam podobnych. Czyżby zostały zniszczone wszystkie osiagniecia kultury i potrzeba było tyle epok na odbudowanie owej wiedzy? Pytanie, czy to co pozostało w zapiskach np. w Biblii to nic innego jak prognoza powtórki z rozrywki, i któż o tym wiedział, któż był świadkiem i raczył przekazać tę wiedzę i to w taki sposób by nie zaginęła w rękach mądrych tego Świata?

    Ingerencja człowieka w naturalny bieg przyrody niestety sprowadza powoli do katastrofy. Pytanie zatem co jest chaosem, przyroda czy żądze człowieka? ……..

  24. Rezerwa Says:

    Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby gdziekolwiek na jakiejś uroczystości, wymagano od gości zmiany wizytowego obuwia na bambosze.
    Gdzie Ty bywasz, Defendo? Natomiast owszem, sama zmieniam ubłocone obuwie, gdy przychodzę na plotki do siostry, czy przyjaciółki i nie jest to dla mnie żadnym problemem.
    Cmentarze,
    mam nadzieję, że to pucowanie grobów wynika bardziej z potrzeby serca niż z zamiłowania do porządków, czy jakiejś demonstracji, że jest to jedna z form pielęgnacji, ale głównie naszej pamięci o bliskich.
    Lubię stare cmentarze, ich niesamowitą atmosferę, która wycisza mnie i skłania do zadumy, ale jestem osobą praktyczną i zdaję sobie sprawę, że aby można było podziwiać piękne nagrobki i cieszyć nimi oko, ktoś musi o nie dbać, konserwować i naprawiać.
    Te porządnickie gospodynie, które z wiadrami i szmatami przyjeżdżają na cmentarz taką właśnie pełnią rolę, konserwatorek. Może te pomniki nie są stare i zabytkowe, nie ma na nich wartościowych rzeżb, nie są nawet ładne, ale tam spoczywają ich bliscy i jedyne co mogą zrobić dla nich poza modlitwą, to właśnie zadbać o miejsce pochówku.
    Pamiętam stary cmentarz niemiecki, poległych w I Wojnie Światowej, zrośnięty trawą i drzewami, mogił prawie nie było widać. Dziś już nie ma po nim śladu, nawet nie umiałabym dokładnie wskazać miejsca, a bawiłam się tam jako dziecko.
    Cmentarze choć o architekturze parku, parkami nie są, spełniają inną rolę i o tym nie możemy zapominać.

  25. defendo Says:

    Wenus, nie wiem, czy istnieje zło – tak jak nie wiem, czy istnieje dobro.
    Chaos – moim zdaniem – jest immanentną cechą wszelkiej rzeczywistości.
    Sądzę, że pora to porozważać w kolejnym odcinku… ;)

  26. defendo Says:

    Rezerwo, głosie rozsądku :)

    Bywam w różnych miejscach – tych „kapciowych” staram sie unikać, ale nie zawsze mi się to udaje.

    Nie mam za złe gospodyniom ich dbałości o groby bliskich, jeśli tak mnie odczytałaś, to doszło do nieporozumienia. Po prostu moje poczucie estetyki buntuje się przeciw położonym poziomo szafom na wysoki połysk (tak odbieram wiele nagrobków), a stawianie zniczy o b o k grobu, żeby nie pobrudzić płyty wywołuje moją niechęć. Tylko tyle.

    Cmentarze nie są parkami. Jednak żal mi wyciętych bezlitośnie drzew.
    Wśród innych symbolicznych znaczeń drzewa jest i Ydgrassil. jest drzewo życia, jest schronienie, opieka, nieśmiertelność – odradzanie się i umieranie. Bodhissatwa Budda pod drzewem figowym doznał oświecenia, Newtona jabłko natchnęło, druidzi zaklinali świat w dębowych gajach – wszystkie te drzewa śmiecą liśćmi – i nasze przykładne panie domu nie chcą ich na cmentarzach, to smutne.

  27. proces Says:

    To przeplatanie się albo styk dwóch kultur, ja bym napisał, Defendo.
    Nie umiem powiedzieć czy wolę uporządkowane architektonicznie, niemieckie czy austriackie miasteczka z kwiatami, pachnące, z zamiecionymi uliczkami. Czy Hiszpanię, Grecję czy południowe Włochy z ich swobodą, a także uciążliwym bałaganem
    To zależy. Czy wzrok sąsiadów nakazuje mi sprzątać jesienne liście, które przecież i tak znów zasypią ogrody. Czy stoję w korku w Atenach od godziny, bo akurat kierowca stojącej przede mną ciężarówki włączył światła awaryjne na jednokierunkowej i zatarasował mi przejazd. Ja tkwię i czekam, a on popija uśmiechnięty swoją druga frappe.

  28. defendo Says:

    … albo decydujące espresso…

  29. Rezerwa Says:

    Defendo, Ty również niezupełnie mnie zrozumiałaś, spróbuję wyjaśnić.
    Jedna z moich sióstr odziedziczyła talenty po naszych przodkach, pięknie maluje, pisze książki, jest artystką. Ja mam umysł ścisły i dawniej nie było zadania matematycznego, którego nie potrafiłabym rozwiązać, prędzej czy później, nigdy się nie poddawałam. Ona lekką ręką wyczarowywała piękne pejzaże, a ja czytając równocześnie książkę, odrabiałam za nią matematykę, czy fizykę.
    Mamy jedną wspólną pasję, kolekcjonujemy antyki, bibeloty, porcelanę, lampy naftowe, książki.
    U mnie pięknie wyeksponowane, zadbane, lśnią. U mojej siostry w takim stanie jak przyniosła z pchlego targu, czy antykwariatu. Nie czyści, nie konserwuje, bo dla niej takie mają duszę, a dla mnie są po prostu brudne.
    Gdy jestem u niej, ręka mnie świerzbi, żeby umyć, oczyścić, przywrócić dawny blask, ale tego nie zrobię, choć uważam, że duszy by nie straciły.
    Przez lata częstym powodem konfliktów między nami było dbanie o grób naszej Mamy.
    Zawsze sprzątałam ja, siostra nigdy. Gdy po wakacjach wracałam do domu, a zwykle nie było mnie przez ponad dwa miesiące i zobaczyłam grób Mamy, ogarniała mnie wściekłość. Pomnika prawie nie było widać spoza traw, które rozrastały się na dwóch wolnych obok, placach. Na jednym z nich był po prostu śmietnik, wypalone znicze i zwiędnięte kwiaty, pobojowisko. Ale nie tyle to zaniedbanie, wywoływało moją wściekłość, co to, że na grobie Mamy wśród tego całego bałaganu, stały piękne świeże kwiaty i był zapalony znicz.
    Siostra nie zapominała, przychodziła. Na moje pytanie, dlaczego nic nie zrobiła z tym zielskiem dookoła, jej odpowiedź była jedna, Mama tak kochała rośliny. Musiałam się z tym pogodzić bo niczego i tak od niej nie wyegzekwuję. Ja sprzątam, ona przynosi tylko świeże kwiaty i udajemy, że tak ma być, choć ona chyba nie zdaje sobie sprawy, że gdyby nie ta moja harówka, to nie miałaby gdzie tych kwiatów postawić.

  30. Mikosz Says:

    Tak mądrze piszecie o zmarłych
    Stawiacie piękne domy z kamienia
    Wieczne odpoczywanie…świece zapalicie
    Lecz czy Ich śmierć … Was zmienia….?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: