TRZY MORALITETY Z SYRENĄ W TLE

Opowieść pierwsza: Lewitujący dom

Mieszkanie w starym, niemal stuletnim domu ma mnóstwo zalet – duży metraż!(można wkładać płaszcz w przedpokoju nie obijając sobie rąk o ściany) – ale i pewne niedogodności, do których należy palenie w piecu centralnego ogrzewania. Ta czynność okazała się szczególnie parszywa którejś późnej jesieni w obliczu faktu, że komary uznały naszą piwnicę za przytulne zimowisko. Nie zamierzały jednak spać, a kiedy się nie śpi, to chce się jeść. Pożywienie samo im się pchało w ssawki, bo co kilka godzin trzeba było podrzucić do pieca. Palacze (mój brat i ówczesny mąż – system dwuzmianowy) karmili piec i komary równocześnie. Mnie zwolniono z akcji dożywiania zwierząt, bo akurat byłam w ciąży i uznano mój odpoczynek i dbanie o siebie za zajęcie wystarczająco wyczerpujące.

Panowie byli cierpliwi do momentu rozdrapania na swoich obliczach kilku śladów ukąszeń. Wtedy dopiero postanowili ocalić urodę pozbywając się plagi. Dostępne w sklepach środki tylko rozśmieszyły owady, więc po naradzie zdecydowano się na użycie broni cięższego kalibru czyli świec dymnych, którymi dysponował mój brat, pracujący wówczas w Wytwórni Filmów Fabularnych.Były z upodobaniem używane przez reżyserów do wytwarzania mgły, nastroju i efektów niespecjalnych. Zaopatrzeni w oręż i zapałki udali się na bój, szczelnie zamykając za sobą drzwi piwnicy (do dziś podejrzewam, że w skład arsenału wchodziła również amunicja wysokoprocentowa). Zapalili świece i …czort wie czemu pozostali na polu bitwy. Może chcieli ponapawać się widokiem poddających się wrogów? Zamiast tego zaczęli napawać się dymem, a jako zwolennicy tzw. męskich rozwiązań czyli szybkich i skutecznych rzucili się do okien, szeroko je otwierając, żeby wróg miał wybór: śmierć lub ucieczka. Dopiero wtedy wrócili do mieszkania na zasłużony odpoczynek wojowników. Niedługi. Nie minęło pół godziny, a usłyszeliśmy wycie syreny, nawet zastanawialiśmy się, gdzie też może ten pojazd uprzywilejowany jechać. Jechał do nas. Świece okazały się niezwykle skuteczne – albo dla pewności panowie użyli ich za dużo – w każdym razie spanikowani sąsiedzi zadzwonili po straż pożarną nawet nie usiłując nas ratować – dym podobno sprawiał wrażenie, że dom unosi się w powietrze, bano się wybuchu.

Komary przeżyły. Piwniczne Ypres przeczekały siedząc na zewnątrz okien, po czym spokojnie wróciły do środka.

Morał? Trzeba dokładnie wiedzieć, kiedy zejść z pola bitwy. To czasem gwarantuje zwycięstwo.

Opowieść druga: Wanna

W antrakcie między moim pierwszym a drugim zamęściem nawiedzała mnie wyjątkowo uciążliwa sąsiadka. Codziennie zasiadała przed telewizorem, domagając się nawet nieśmiało włączenia urządzenia na jakiś serial z nieanglojęzycznej Ameryki. Miało to tę zaletę, że nie musiałam bawić jej rozmową i mogłam spokojnie iść do kuchni poczytać pod pretekstem robienia kawy. Grzęzła – dosłownie, zważywszy obfitość jej kształtów – w moim fotelu, stopniowo czując się coraz bardziej u siebie, czym skutecznie utrudniała mi ewentualnie niemoralne prowadzenie się. Pewnego dnia zapytała, czy może skorzystać z łazienki. Zgodziłam się, nie mając pojęcia, co dla niej oznacza korzystanie.
– To ja zaraz wrócę – powiedziała radośnie i, ku mojemu zdumieniu, wyszła. Wróciła z ręcznikiem. W jej domu była ubikacja, ale nie było łazienki…
Zaczęłam się przyzwyczajać do obcej baby w mojej przedwojennej, wygodnej wannie, acz z niejakim obrzydzeniem o tym myślałam. Aż pewnego dnia, kiedy wyjątkowo długo okupowała przybytek, usłyszałam zza drzwi wołanie. W życiu nie wejdę! Mowy nie ma! Życzliwość życzliwością, ale mycie pleców??? brrr… Jednak podeszłam pod drzwi, żeby dowiedzieć się, o co jej chodzi.
– Tak? – zapytałam zimno, ale grzecznie.
– Przyssałam się, pomóż – doleciał mnie zza drzwi zduszony jęk. Tak szczelnie dopasowała się do mojej wanny plecami i nie tylko plecami, że nie mogła odkleić się od niej samodzielnie.
Drzwi solidne i solidnie zamknięte, pierwsze piętro i no i ewentualny widok o dziesięć lat ode mnie starszej kobiety saute pozbawiły mnie chęci osobistego działania. Zadzwoniłam po straż pożarną. Panowie przyjechali szybciutko, nawet na sygnale – możliwe, że nieco przesadziłam sugerując im pośpiech w celu ratowania ludzkiej skóry. Bez problemu weszli oknem do łazienki i udzielili nieszczęsnej ofierze niezbędnego wsparcia. Samą akcję podjęli jednak z pewnym opóźnieniem spowodowanym nadmiernym rozbawieniem sytuacją. Obiecali zapamiętać adres i polecili swoje usługi.Jakby wiedzieli… Sąsiadka przychodziła dużo rzadziej, co skończyło się moim kolejnym małżeństwem, jako że chata bywała wolna.Już nigdy nie zapytała, czy może skorzystać z łazienki. Wanna odetchnęła.

Morał(nawet kilka): Nie tyj nadmiernie. Zawsze używaj olejków do kąpieli. Zanim wejdziesz gdziekolwiek i w cokolwiek,sprawdź, czy pasuje do Twoich gabarytów – jeśli pasuje aż za bardzo – zrezygnuj.

Opowieść trzecia: (Nie)śmierć na gruszy

Upalnego lipcowego dnia wróciłam z oficjalnej uroczystości(szpilki,garsonka, pełny makijaż) w mieście oddalonym o niemal sto kilometrów, marząc o kąpieli. Najpierw jednak o wejściu do mieszkania i zrzuceniu z siebie nadmiaru garderoby i cholernych szpilek. Resztką sił pokonałam schody na piętro i wtedy okazało się, że nie mam kluczy, nawet dokładnie sobie przypomniałam, gdzie je zostawiłam – na biurku dziekana. Nic mi to nie dało – od tegoż biurka dzieliło mnie właśnie sto kilometrów pomnożonych przez skwar, moje zmęczenie i wściekłość, już nie kilometry, a jakieś parseki mi wyszły.

Drzwi porządne, przedwojenne, bardzo wysokie pierwsze piętro i moja złość sprawiły, że nagle poczułam się słabą, bezbronną kobietką, która musi natychmiast znaleźć męskie ramię. Najbliższe męskie ramię przebywało na budowie po drugiej stronie ulicy i należało do znajomego kierownika. Poproszony o pomoc wybrał dwóch osiłków polecając mi ich usługi, ale lojalnie uprzedził mnie na stronie, że nie są najmądrzejsi.
– A po diabła mi mądrzy? Silni potrzebni – zdecydowałam beztrosko.
Panowie ochoczo udali się za mną, zachwyceni myślą o niewielkiej demolce. Przymierzyli się do drzwi raz i drugi, miny im nieco zrzedły. Wycofałam się na schody z dwóch powodów: mój wzrost plus nieszczęsne szpilki dawały razem ponad 180 cm, a trudno wtedy być małą kobietką, chyba że stoi się kilka stopni niżej; drugi powód był nawet ważniejszy: nie miałam pewności, czy nie zechcą poprosić mnie o pomoc w czynnościach fizycznych lub użyć jako taranu.

Upewnili się jeszcze, czy za drzwiami nie ma nic cennego. Był korytarz, prawie czterometrowej długości, z którego na lewo i na prawo wchodziło się do pokojów i do łazienki, a który kończył się drzwiami do kuchni – naprzeciw wejściowych.Uspokojeni zabrali się za wyważanie drzwi Sezamu.Kilka nieudanych prób ich nie zniechęciło, drzwi też nie zamierzały sie poddać bez walki i tak sobie walczyły męskie ambicje aż nie wytrzymała futryna. Zrobiła to nagle i bez uprzedzenia. Po kobiecemu.

Żaden mężczyzna nie spodziewa się, że zażarty opór może tak łatwo przejść w całkowite poddanie. Efekt był naprawdę potężny: obaj przelecieli przez przedpokój z poślizgiem, wpadli przez pechowo akurat otwarte drzwi do kuchni, po czym jeden wpasował się głową w kaloryfer, a drugi jakimś cudem nie zatrzymał się na parapecie, tylko gibnął się przez otwarte okno – prosto na wielką starą gruszę, łapiąc ją w objęcia wszystkimi kończynami. W mgnieniu oka zapomniałam o zmęczeniu i szpilkach, natychmiast znalazłam się przy ofiarach mojego roztargnienia, niepewna od której zacząć. Ta z kaloryfera była przytomna, ale krwawiąca, tę z drzewa chciałam przekonać łagodną perswazją do zejścia na ziemię, ale zdolna była tylko kurczowo trzymać się pnia i konarów jednocześnie. A grusza trzeszczała niepokojąco.
Zadzwoniłam na pogotowie – no i oczywiście na straż pożarną, bo skoro zdejmuje z drzew wystraszone kotki, to i człowieka powinna. Przyjechali prawie w tej samej chwili. Lekarz zdiagnozował rozcięcie łuku brwiowego u pana, który został w mojej kuchni – co mnie nieco uspokoiło, bo bałam się czegoś gorszego (wychowana na „Pieśni o Rolandzie”, której tytułowy bohater snuje monolog i wykonuje różne czynności fizyczne podczas agonii – mózg mu się wylewa, a krew bucha z ran), a u drugiego ciężkie przerażenie. Perswazja nie skutkowała, chociaż po rozgałęzionym drzewie i dziecko by zlazło. Pomoc strażaków okazała się bezcenna. Adres obiecali zapamiętać na zawsze – w końcu nie każdy dostarcza im takiej rozrywki.

Korona wszystkiego: po godzinie wróciło moje dziecko – obejrzało ślady jatki i zapytało, czemu nie otworzyłam tych drzwi czymkolwiek. Ono samo często zapominało klucza i opanowało nietrudną sztukę wkładania w duży, przedwojenny zamek śrubokrętu czy nawet końcówki długopisu – wystarczyło przekręcić leciutko…

W lokalnej gazecie napisano, że straż pożarna udzieliła pomocy mężczyźnie, który wypadł przez okno, ale drzewo uchroniło go od upadku z wysokości, więc skończyło się na strachu. O moim strachu nikt nie napisał, musiałam więc zrobić to sama. Tutaj.

Morały: Nigdy nie zostawiaj otwartych drzwi do kuchni.Nie tylko siła fizyczna konieczna jest do rozwiązań siłowych.
Morałów może być zapewne więcej, zatem czekam na kolejne, oddając tekst w Wasze ręce.

Reklamy

Komentarzy 11 to “TRZY MORALITETY Z SYRENĄ W TLE”

  1. wenus Says:

    Syrena wyje na alarm, otwórzcie oko…( trzecie)

    Lewitujacy dom:
    Świecie mój przepiękny ile zawierasz tajemnic? Jak bogatyś ty dom i dla jak wielu?

    Wanna:
    Nie śmiej sie bratku z czyjegoś wypadku, bo dziadek się śmiał, wypadek miał…

    Nie)śmierć na gruszy:
    1.Uczeń przerasta mistrza.
    2. W dziecku pozostaje wszystko co najlepsze z obojga rodziców. Jak widać ma coś bardzo cennego …

  2. pstrokata Says:

    1.

    Jak wiadomo to komarzyce kąsają, widać ta (te) majac do dyspozycji obu
    panów raczyła sie nimi na przemian, do czasu kiedy odczuli cieleśnie te
    „zaloty” .Czasem jeden gest pozbawia je złudzeń, że cos zdziałają ,czyli
    pisząc wprost – żywot ich jest krótki ;). Widać w tym wypadku samica (e) była sprytna, zbyt wygłodniała by odpuścić kiedy ją (je) przeganiano

    Morał(y)? a chociażby : Nie lekceważ przeciwnika .
    Nie wszystko bywa uchwytne, co w zasiegu ręki.
    Nie wyciągaj pochopnie wniosków.

    2.

    Jeżeli wchodzi się w czyjeś życie bez zaproszenia, to wypada chociaż
    porządnie wytrzeć buty, by nie zostawiać brudnych śladów

    Morał(y) powiedzmy : Nic na siłe, nie zawsze ktoś przyjdzie z pomocą.
    Nie pchaj sie tam gdzie Cie nie chcą.

    3.

    No cóż, wybór panów do najlepszych nie należał, ale każdy z nas ma
    wiele takich niecelnych wyborów w swoim dorobku

    Morał(y)? w tym wypadku : Jeśli już coś robisz – rób z głową.
    Prędzej czy później pojawią sie konsekwencje
    nieprzemyślanych decyzji .

    chaberek4
    » Napisz e-mail

    Od: chaberek4
    Do:

    Kopia do:

    Ukryta kopia do:

    Temat:

    Treść:
    —- Wiadomość Oryginalna —-
    Od: chaberek4
    Do: chaberek4@tlen.pl
    Data: 30 października 2007 13:46
    Temat: Fwd:

    —- Wiadomość Oryginalna —-
    Od: chaberek4
    Do: chaberek4@tlen.pl
    Data: 30 października 2007 10:40
    Temat:

    Jak wiadomo to komarzyce kąsają, widać ta (te) majac do dyspozycji obu panów raczyła sie nimi na przemian, do czasu kiedy odczuli cieleśnie te „zaloty” .Czasem jeden gest pozbawia je złudzeń, że cos zdziałają ,czyli pisząc
    wprost – żywot ich jest krótki ;). Widać w tym wypadku samica (e) była zbyt wygłodniała…;)
    >
    > Morał(y)? a chociażby : Nie lekceważ przeciwnika
    > Nie wszystko bywa uchwytne, co w zasiegu ręki
    > Nie wyciągaj pochopnie wniosków
    >
    >
    >
    >
    > Jeżeli wchodzi się w czyjeś życie bez zaproszenia, to wypada chociaż
    > porządnie wytrzeć buty, by nie zostawiać brudnych śladów
    >
    >
    > Morał(y) powiedzmy : Nic na siłe, nie zawsze ktoś przyjdzie z pomocą
    > Nie pchaj sie tam gdzie Cie nie chcą
    >
    >
    >
    > No cóż, wybór panów do najlepszych nie należał, ale każdy z nas ma
    > wiele takich niecelnych wyborów w swoim dorobku
    >
    >
    > Morał(y)? w tym wypadku : Jeśli już coś robisz – rób z głową
    > Prędzej czy później pojawią sie konsekwencje
    > nieprzemyślanych decyzji
    >
    >
    >

    —- Wiadomość Oryginalna —-
    Od: chaberek4
    Do: chaberek4@tlen.pl
    Data: 30 października 2007 10:40
    Temat:

    Jak wiadomo to komarzyce kąsają, widać ta (te) majac do dyspozycji obu panów raczyła sie nimi na przemian, do czasu kiedy odczuli cieleśnie te „zaloty” .Czasem jeden gest pozbawia je złudzeń, że cos zdziałają ,czyli pisząc
    wprost – żywot ich jest krótki ;). Widać w tym wypadku samica (e) była zbyt wygłodniała…;)
    >
    > Morał(y)? a chociażby : Nie lekceważ przeciwnika
    > Nie wszystko bywa uchwytne, co w zasiegu ręki
    > Nie wyciągaj pochopnie wniosków
    >
    >
    >
    >
    > Jeżeli wchodzi się w czyjeś życie bez zaproszenia, to wypada chociaż
    > porządnie wytrzeć buty, by nie zostawiać brudnych śladów
    >
    >
    > Morał(y) powiedzmy : Nic na siłe, nie zawsze ktoś przyjdzie z pomocą
    > Nie pchaj sie tam gdzie Cie nie chcą
    >
    >
    >
    > No cóż, wybór panów do najlepszych nie należał, ale każdy z nas ma
    > wiele takich niecelnych wyborów w swoim dorobku
    >
    >
    > Morał(y)? w tym wypadku : Jeśli już coś robisz – rób z głową
    > Prędzej czy później pojawią sie konsekwencje
    > nieprzemyślanych decyzji
    >
    >
    >

    Zapisz w folderze ‚Wysłane’ Priorytet: wysokinormalnyniski
    Dodaj odbiorców do książki adresowej bez podpisu
    Załączniki

  3. pstrokata Says:

    skopiowałam sobie na poczte to co napisałam, te swoje przemyslenia zeby nie uciekły, żeby odpisać w domu ale znalazłam chwile żeby teraz i…powklejalam niechcący wszystko….prosze o zrobienie porządku w moim wpisie :D

  4. oceanofstupidity Says:

    Myślałem, że tylko kot potrafi pisać w ten sposób. Defendo-san ubawiłem się setnie czytając ten tekst : ) Mam nadzieję, że jeszcze nie jeden raz przyjdzie mi czytać takie notki u ciebie : ) pozdrawiam serdecznie.

  5. proces Says:

    Ja tak ciut nie na temat, ale uważaj na tego co nade mną, to nijaki Walmąt. Konfident, to on pisał wciąż donosy na forum „Zawróceni w Czacie”. Był tak upierdliwy, że w końcu Administracja Forum Agory zlikwidowała forum. Wybitna gnida.

    Ależ Ty jesteś wiekowa, Defendo. Uwielbiam takie historie, opowiadane przez eleganckie, starsze panie z klasą i wdziękiem.

  6. defendo Says:

    Procesie, przykro mi, że znane Ci kobiety z klasą i wdziękiem są wyłącznie wiekowe – i miło mi jednocześnie, że mogę zaliczać się do wyjątków od tej reguły. Kiedy naprawdę zestarzeję się – zacznę pisać wspomnienia. Być może umieszczę Cię w nich.

    Słowem: dzięki za komentarz. Jak mówiła córeczka znajomych zwiedzając tak egzotyczny dla miejskiego dziecka obiekt jak obora:”Pachnie. Ale też troszkę śmierdzi” (dobrze wychowane dziecko nie chciało urazić gospodarza ani rozminąć się z prawdą).

    Wenus – zaskoczyłaś mnie swoją interpretacją. Pozwól, że skomentuję później nieco.

    Pstro – dzięki za morały ;)

    Valmoncie – nawet nie marzę o dosięgnięciu Kocich… właśnie – pięt? Czy raczej aksamitnego pazurka?

  7. proces Says:

    Defendo, ależ to był komplement, bo dziewczyn z tamtych lat już nie ma. Tak jak kwiatów, które odeszły bezpowrotnie. I umierać będzie lżej. Czas zatrze ślad.

    Bardzo podoba mi się żywiołowy i emocjonalny komentarz Pstro. Gratuluję.

  8. alkacja79 Says:

    Droga Def,

    Zabawne historie:)

    Morał: Ucz się na cudzych błędach;)

  9. Moherowy Baranek Says:

    Morał jaki z pierwszej historyjki wynika to proste przeniesienie z życia wzięte… Polecam również tym, którzy nawet na czyimś blogu muszą wspomnieć jak to są biedni i pokrzywdzeni z powodu likwidacji jakiegoś forum. Zadyma nie zawsze działa we właściwą stronę o czym przekonali się już niektórzy pod Verdun..

    Nie warto robić zadymy, gdy się chce uśmiercić bzyka…
    On żyje króciutko i sam potem znika…
    Ale gdy pobzykać chcesz czasami z NIM,
    to bez zastanowienia……. „idź jak w dym…”

    ……

    Historyjka druga wiele może przynieść morałów, mniej lub bardziej, wilgotnych i obłych. To może być jeden z nich…

    Może jednak warto
    dopasować się dokładnie…
    Niekoniecznie do wanny,
    ale czasem …. w wannie…

    ……….

    O zamkach można wiele wiec może dziś krótko:

    Każdy zamek zdobyć można,
    tak bez siły i uników,
    ale czasem też i odpiąć
    gdzieś po drodze moc guzików.

    Wtedy i bez gruszy ramion
    i ran od kaloryfera
    miły dotyk albo widok
    i tak się nam rozpościera…

    ……..

    I na koniec:

    Uczyć się na cudzych błędach to jest najłatwiejsza sprawa
    Lecz najlepiej swoje cenić… Bo to dobra jest zabawa…

    G.A.

  10. Lipska Says:

    Opowieści dziwnych treści sluchanych przy trzasku brewion w kominku:)Tylko jeszcze otulina z puchu śnieżmego.Dziękuję za zaproszenie defendo.Nic tak nie poprawia samopoczucia (nawet tego skrępowanego) jak Przypadki i Klimaty.

  11. Three moralities play with siren in the background « sir lancelot’s stories Says:

    […] moralities play with siren in the background Original text was written by defendo. I would like to thank the author for premission to publication my […]

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: