DO KOGOKOLWIEK (SACRUM)

Jesteś dorosły. Przeżyłeś już wiele, wydaje Ci się nawet, że wszystko. Nic Cię już w tej materii nie zaskoczy. Miałeś wiele kobiet.

Różnych.Rude, blondynki, nimfomanki i zimne do bólu ladacznice.

Nic nie wiesz, jeśli nie poczułeś najpierw nieśmiałego dotyku myśli, zwracającej się ku Tobie. Jeśli – nie rozumiejąc jeszcze i nie przeczuwając – nie odpowiedziałeś niespodziewanym rezonansem. A może już wiesz?

Wiesz, jak to jest, kiedy w tej samej minucie ktoś inny czuje dokładnie to samo, co Ty? Kiedy każdego dnia jesteś trochę bliżej i bliżej – a Twoje niedokończone zdania nie zawisają w próżni – są podchwytwywane i dopowiadane tak, jak sam chciałeś je dokończyć. Nieprzypadkowo jednocześnie zdarza Wam się mówić to samo, bo tak właśnie zaczyna się święto obcowania. Chcesz dotknąć jej dłoni, zobaczyć usta. W necie, w realu – gdziekolwiek. Pragniesz czuć jej obecność, choćby milczącą, ale wiedzieć, że jest. Ona chce Ciebie, poddając się zupełnie bezwolnie, bo jest za mądra na to, żeby się bronić. Ufa Ci tak bardzo, że chcesz, żeby pozostała wolna – nawet w klatce Twoich ramion. Żadne z Was nie bierze od drugiego – otwieracie się na siebie jak wzajemny przypływ. Zaczyna się niby banalnie – muśnięciem wargami kącika jej ust, dotknięciem szyi grzbietem dłoni, pieszczotą spojrzenia. Ona czuje każde Twoje poruszenie, zanim się stało – kiedy dopiero się zaczyna i odpowiada na nie natychmiast. Wie dobrze, że kiedy zacznie brać w posiadanie palców tę granicę na karku, gdzie zaczyna się linia włosów – usłyszy Twój głośniejszy oddech. Całujesz jej rzęsy i myślisz o tym, że jak to dobrze, że masz usta i język. Kiedy ona przesunie leciutko wargami po Twoich powiekach, jesteś gotów zatrzymać ten gest, żeby trwał. Twoje włosy czują jej dłonie, chłoniesz jej zapach. Pocałunek staje się aktem miłosnym, zanurzeniem się w sobie wilgotnym i mrocznym. Potraficie powoli otwierać oczy wciąż się całując, bo oboje wiecie, że to będzie dopełnienie – źrenice oddają się sobie i oddają Was sobie. Wiesz już jak smakuje, ale wiesz też, że zawsze na ten smak czekałeś, przeczuwając go w tysiącach innych pocałunków. Dotykasz jej zębów, łączysz się z nią tak mocno, że niemal jęk sie z Was wyrywa. Jej ręce na Twoich plecach, w Twoich dłoniach jej biodra. Nieważne, czy ma zbyt wąską talię, czy za grube uda, nieistotne, czy jesteś ogolony czy nie. Jest piękna – i Ty jesteś piękny dla niej. Całujesz jej piersi – delikatnie, coraz mocniej – a one rosną dla Ciebie, coraz twardsze i większe, jak Twoja radość i Twoje ciało.Zamykasz oczy i otwierasz – i wciąż ją widzisz. W niej jeszcze wstyd, jeszcze wciąż jakby chciała zerwać się do ucieczki, ale nie umie. Zaczyna uczyć się ustami i dłońmi łuków Twoich żeber, wtula twarz w bezbronny brzuch, zsuwa się po Tobie jak po pniu drzewa, coraz niżej, a jej język zaczyna swój słodki taniec na górze. To nie ona Cię pieści – to Ty ją pieścisz, bo jej rozkosz jest teraz równa Twojej. Niczego nie trzeba odzajemniać, niczego się wstydzić. Wasze ciała prowadzą ze sobą dialog, bo mają swoją tajemną wiedzę i sekretną mowę. Twoje usta wiedzą o jej biodrach więcej niż Ty sam, więc pozwalasz im robić to, co chcą. To samo drżenie oczekiwania Was przenika, ten sam nierówny rytm rządzi każdą pieszczotą. Pijesz ją łapczywie, znałeś wcześniej ten smak ze snów ciężkich i pięknych, pijesz aż do westchnień i Waszego wspólnego jęku.

Masz ją już w sobie, a Ty krążysz w katedrach jej żył. Bierzesz ją najpierw ostrożnie, powoli się zagłębiasz, jak najwolniej, przedłużając jej westchnienie; potem mocno, do końca, niemal brutalnie, wciąż patrząc w jej zamknięte i otwarte oczy, wciąż nie masz dość, wciąż trwa ten rytm coraz szybszy. Prosto w usta szepczesz jej słowa najgłupsze i słodkie, wcale ich nie szukając, przychodzą same. Niczego nie chcesz zmieniać, niczego opóźniać, wiedząc doskonale, że za chwilę dokładnie w tym samym momencie oboje popłyniecie w górę Twoim gejzerem i jej skrzydłem. Staje się akt strzelisty. Leżycie w świetle meteorów lecących wprost na Was, które tylko Wam dane jest widzieć – to kosmos przesyła swój dar – wciąż objęci, wciąż głodni swojego dotyku. W dokładnie tej samej chwili odwracacie twarze ku sobie, żeby usta mogły się spotkać – nie w pocałunku, a w ostatecznym potwierdzeniu. Nie ma miecza ani sztyletu – to świąteczna pora.

I nie ma też między wami niczego, co byłoby tabu, to Wy jesteście tabu. Nikt i nic nie jest w stanie Was dotknąć. Spełnieni i nienasyceni trwacie w oczekiwaniu. Milczycie najpiękniejszym dialogiem świata – kiedy zaczynacie szeptać – oboje macie wspaniałą pewność, że to kontynuacja myśli wzajemnych. A kiedy znów przychodzi przypływ – łagodniejszy i czulszy – bez słów wiecie, jaką pozycję chcą wybrać ciała – i to jest nieomylnie ta sama pozycja dla Was obojga. Jesteś tak bezpieczny przy niej i w niej, że możesz wszystko – bez pytania. I pozwalasz na każdą pieszczotę, chociaż wydawało Ci się, że niektóre lubisz mniej. Nieprawda. Nie umiesz wypuścić jej z objęć – oddalenie się choćby o centymetr sprawia Ci niemal fizyczny ból. Jak jej.

W powodzi blasków spada na Was sen, chociaż żadne z Was nie chce zasnąć pierwsze, nie chce uronić widoku snu tego drugiego. Śpicie szczęśliwi wiedząc, że obudzicie się dla siebie.

Jeśli wiesz to wszystko, jeśli to przeżyłeś – to wiesz również, że nie ma takiej ceny, której nie warto za to zapłacić, choćby była ceną najwyższą. Jedyna zbrodnia, jaką można popełnić wobec takiego związku, to zaniechanie. I nie mów mi, że masz rodzinę, że odpowiedzialność, że dla czyjegoś dobra, że rozsądek… Do końca życia będziesz pamiętał i nigdy do końca nie wybaczysz sobie, że nie umiałeś z nią zostać. Jeśli nie zostaniesz. Ona również sobie nie wybaczy odejścia od Ciebie. Gdzieś na samym dnie świadomości robak rozpaczy zacznie swoją pracę, żebyście nigdy nie przestali żałować, a najbardziej wtedy, kiedy już nie da się siebie odzyskać.

Jeśli tego nie wiesz, bo nigdy jeszcze… to wciąż szukaj. Są orgazmy udawane, są i nieudawane, ale są też kosmiczne, w których ciało staje się tylko dopełnieniem tego, co staje się między dwojgiem. Jedni przeżywają je raz w życiu, inni wiele razy, ale są i tacy, którzy nigdy ich nie doznają. Ci śpią spokojnie u boku barchanowych żon lub flanelowych kochanek, nie mając pojęcia o jedwabnym dotyku.

Uwierz mi.

Reklamy

Tagi: , ,

komentarze 33 to “DO KOGOKOLWIEK (SACRUM)”

  1. kawa3603 Says:

    Chciałam napisać tekst do tego obrazu: http://www.siudmak.ovh.org/Siudmak_Idyll.jpg Ty jednak zrobiłaś to za mnie. Wyraziłaś w nim wszystko, a może nawet więcej.
    Wierzę Ci… ;)

  2. Pizarro Says:

    Nie uwierzę, dopóki nie dotknę – niewierny Tomasz.

  3. olka Says:

    „koronkowa” dziewczynko…a jak okres dostaniesz ?? zdarzy się ? na pewno TAK. Tylko się nie upijcie:D życie jest życiem. Gdzie kupuje się barchany ??:D

  4. ruda_strzyga Says:

    Poruszający tekst. Ok, barchany i papiloty w dzień, jedwabie na noc, zapamiętam;)

  5. defendo Says:

    Kawo, sądzę że dzieła i arcydzieła tworzą właśnie ci, którzy są radośni, bo sacrum się w nich dokonuje. Również ci, którzy w ten sposób zaspokoić chcą swoją za nim tęsknotę. Niewola jest bolesna tylko wtedy, kiedy zna się smak wolności: jedni starają się o nim zapomnieć, inni – odzyskać; wciąż wracam do „Małp” Bruegela, jak widzisz.

    Olu, właśnie nie wiem, ale podejrzewam, że trudniej pozbyć się barchanów niż je kupić. Życie nie wyklucza picia, a picie nie wyklucza życia – jedno i drugie wymaga mocnej głowy, od obu może zemdlić, a kac prędzej czy później musi się pojawić. Pomijam inne skutki (nie)uboczne.

    Strzygo – nie wyobrażam sobie Ciebie w nocy inaczej niż w jedwabiu.
    I w srebrze.

  6. defendo Says:

    Pizarro, dotknąłeś – znasz przecież nights in white satin.

    http://pl.youtube.com/watch?v=9muzyOd4Lh8

  7. ann Says:

    Nie powiem,masz dar do pisania.Nie wiem tylko dlaczego zyjesz w takim przekonaniu ze wszystkie żony to….barchamowe…..ze z żoną nie mozna przezywać wielkich uniesień.Wnioskuję ze Twoje małżenstwo takie było i oceniasz swoja miarka wszystkich.
    Nie sadzisz ze wrócił do żony zostawiajac Cię bo nie miałas mu do zaoferowania nic więcej niz żona.Sądzę ze nie mozesz się pogodzić z jego odejsciem.Daj sobie juz spokoj i tak wiekszosc wie o kim piszesz.AAA i zapewniam Cię ze kobieta z taką klasą jak jego żona nie ma pojęcia co to barchamy.

  8. defendo Says:

    Ann – kompletne nieporozumienie.
    Oczywiście, że nie wszystkie żony są barchanowe. Nie twierdzę, że jakakolwiek forma związku wyklucza możliwość tego, co nazywasz „uniesieniami”.Zdaję sobie sprawę, że upubliczniając to, co napisałam, oddałam swój tekst w ręce interpretatorów. Przewidziałam również, że znajdą sie tacy, którzy spróbują wziąć w ręce nie tekst, a mnie – gdyby przynajmniej w ręce(!).
    Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie wnioskujesz, że zostałam porzucona. Nie zauważyłeś(zauważyłaś), że list nie został zaadresowany?
    Rzadko należę do większości.

    Byłoby wspaniale, gdyby Twój komentarz odnosił sie do tekstu, bo o mnie nic nie wiesz. Znasz wyłącznie tekst.

  9. alkacja79 Says:

    Czy znam pożądanie tak wielkie, by krzyczeć: „zdejmij ze mnie nawet skórę!”?
    Jego: bliskość tak drogą, że już bezcenną? szept tak słodki, że tylko mnie nie szkodzi? zapach tak ostry, że oczy zamyka? smak dokładnie taki, że nie masz wątpliwości? dotyk tak wielobarwny, że szare stają się wszystkie inne? śmiech tak nieprawdopodobny, że wyjątkowo prawdziwy? myśli tak ciepłe, ze układasz wszystkie na swoim brzuchu? słowa tak nieistotne, a dla mnie najważniejsze?

    Znam:)
    I cenę wstydu i spokój oczekiwania.

  10. ann Says:

    Jestes błędzie ,znam,to tylko TY mnie nie znasz.
    A tekst z tego co wiem i nie tylko ja to wiem dotyczy Ciebie i …….
    Nie rozumiem dlaczego przeczysz ze to nie o Tobie i dziwiesz sie jak to nazwałas …ktos zwziął w ręcę. Dziwię się tylko ze taka inteligentna kobieta za jaka się uwazasz wypisuje takie rzeczy i nie rozumie ze juz jego nie odzyskasz.
    Anna

  11. kawa3603 Says:

    Tak mi przyszło teraz do głowy : Czy można posiąść pełnię wolności ? Chyba nie. Czyli należę/należymy do tych, którzy próbują ją nieustannie odzyskiwać ?

    Nie przejmuj się loginami, które przenoszą teksty na to co u Ciebie realne. Ja też usłyszałam, że piszę o sobie kiedy nie było tam zupełnie niczego o mnie. ;) Owszem, są teksty gdzie jest. Ale które pozostanie to na zawsze tajemnicą piszącego. Napisałaś bardzo uniwersalny tekst i nie zauważyłam abyś rościła sobie do kogoś prawa na SIŁĘ /gdyby przyjąć, że to o Ciebie chodzi…/. Tylko te samoistne, naturalne, które bywają udziałem dwojga ludzi.

  12. defendo Says:

    Ann – wyjaśniam: inspiracją do napisania tego tekstu była m.in. rozmowa z kimś, kto – mimo upływu lat – żałuje swojej ówczesnej decyzji. Przypuszczam, że jest wielu takich ludzi. Ten blog nie jest moim pamiętnikiem, chociaż będą tu efekty moich przemyśleń.

    Szczególnie lubię określenie „z tego, co wiem” – najczęściej używane przez osoby, które sądzą, że posiadły wiedzę. Między posiadaniem wiedzy, a jej zgwałceniem jest jednak pewna – dość istotna – różnica. W przeciwieństwie do Ciebie – nie dziwię się – rozumiem, że odreagowujesz tu jakieś swoje problemy, o których oczywiście nie mam pojęcia.

    Nie ukrywam, że sprawia mi przyjemność polemika – chętnie odpowiadam argumentem na argument. Nie zamierzam jednak walczyć z osobami, które ich używają, a tym bardziej z tymi, którzy nie odnoszą sie do meritum tekstu, a ograniczają się do jakichś insynuacji.

    Nie zwykłam walczyć z ludźmi, niechętnie oceniam. Chętnie dyskutuję, jeśli temat mnie poruszy lub uważam, że moja wypowiedź warta będzie wysłuchania.

  13. wenus Says:

    „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz”

  14. Toteraja Says:

    aniu! ja dla Ciebie gotow jestem mohairowe stringi nosic. a bede kolo koniakowa mieszkal.
    Kot Ld`V

  15. ann Says:

    Pomyliłas się oceniając mnie, czego podobno nie robisz . Nie odreaguwuję niczego.nie mam co.
    Nie mam zamiaru wdawać się z Tobą w dyskusję ,to co miałam Ci powiedzenia ,powiedziałam.
    Anna

  16. Barchanek. Says:

    Są rzeczy, ktore w glowie się czasem nie mieszczą
    Są słowa które choć nie chcą to… pieszczą
    Są tacy co sacrum mają barchanowe…
    i tacy ktorzy za profanum oddali by… głowę.

    A ja sobie myślę (czasem mi się zdarza)
    że skóra delikatna to zasługa…. rymarza
    I nie chodzi wcale o ciągłe rymowanie….
    Tylko raczej o to… kiedy i co…. (się) stanie….

    M.C.

  17. pstrokata Says:

    Niby jedwab ponętny, ale czasem ciepło flaneli wlaśnie, przyciąga bardziej ;)

  18. proces Says:

    Nie widzę związku między tekstem i piosenką Dylana. Chyba, że jest to jakaś głęboka alegoria do poezji Dylana Thomasa.

  19. Mikosz Says:

    Witam.
    Cieszę się ze mogę poczytać Ciebie defendo.

  20. kadarka Says:

    Mężczyzna jest ogniem, kobieta wodą. Jego ogień doprowadza jej wodę do wrzenia.
    Oboje muszą chcieć; a może to nie ten mężczyzna a to nie ta kobieta? Bajki istnieją naprawdę… ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
    Każdy wybiera sam, czy lepiej brnąć przez życie w czynach pełnych poruszeń, czy raczej z chłodem bierności na duszy.

  21. defendo Says:

    Procesie – zgadłeś, oczywiście. Chciałam zwrócić uwagę na teksty Dylana – często dotykają samej istoty rzeczy. Dzięki Zembatemu Cohen jest u nas znany i „rozumiany”, Dylan nie doczekała się chyba takiego popularyzatora, na jakiego zasłużył. Zaczął pełnić tę rolę Tomek Beksiński, ale odszedł za wcześnie.

    Mikoszu – miło mi gościć Cię u siebie.

    Alkacjo – Twoja radość jest bezcenna. A jej cena… jeśli dobrze jej się przyjrzysz – niewygórowana.

  22. defendo Says:

    M.C. – witam Cię u siebie z nadzieją, że pozostaniesz na długo…

    Pstro – nie twierdzę, że flanela nie ma swoich uroków. Ma. Jeśli ktoś szuka ciepła, flanela jest świetnym rozwiązaniem. Jeśli szuka więcej niż ciepła – woli chłód jedwabiu. Zauważyłaś, że to jedyny materiał, który „żyje”? Dotknięty w jednym miejscu odpowiada poruszeniem całej materii, wymyka się z dłoni, owija dreszczem wokół ciała. A jakie refleksy!

  23. defendo Says:

    Kadarko – jeśli to będzie ten mężczyzna i ta kobieta – znika opozycja ogień-woda, ziemia-niebo, bóstwo chtoniczne trafia do nieba.
    W rytmie „Tańca ognia” Manuela de Falli łatwiej podjąć decyzję; wybór, o którym piszesz, zawiera w sobie „koszt utraconej szansy” – może za często brany pod uwagę przez homo oeconomicus.

  24. pstrokata Says:

    Defendo – w rzeczy samej tak jest i spierać się zamiaru nie mam .. ALE….że dodam… jeśli dotyk „odpowiedni”, to i flanela w jedwab się zmienia,…. a i czas przychodzi, że jedwab forme flaneli przybiera, nie tracąc nic na swoim uroku :). Takie refleksy(je) mnie naszły :)

  25. defendo Says:

    Pstro, oczywiście, że istotą jest dotyk, a dotykać można niekoniecznie dłonią.

    Kocie najulubieńszy, Ty ich dla mnie nie noś, Ty przeciwnie…

  26. spiky1 Says:

    Małgosiu, napisałaś pięknie i celnie. Najlepszym dowodem jest część komentów, błąkających się bezradnie w nieistotnych szczegółach i nieuprawnionych wnioskach z Twego pisania…

  27. Joanna Says:

    Piękne opowiadanie(wspomnienie, podpowiedź wyobraźni….-nie wiem) Defendo.
    Utkane jak koronka. Każda niteczka -tak delikatna, tak czuła- w miarę czytania zaczyna tworzyć przepiękny wzór-niepowtarzalny wzór ognia namiętności, a być może i miłości…
    Momentami zaczyna przypominać komżę- czysty i odświętny strój służebnika mszy.
    I snują się myśli, i snują się emocje-tak wzniosłe, że aż starch dotknąć, żeby nie zburzyć planu koronkarki i nie poplątać niteczek.
    I cudem by byla ta koronka utkana, gdby nie zakonczenie-a koniec podpowiada, że to nie święty strój kochanków utkany z koronek-a szata Dejaniry.
    A kto zbrodniarzem w tej historii skoro mowa o zbrodni?
    On? Ale nie wiemy, czy zdjął jedwab ze swojej żony , ubrał w barchany, po czym podarował jedwabną suknię kochance…
    „Barchanowa żona”? Też nie wiemy, czy z troski o delikatność materii i jej nietrwałość, zdjęła suknię sama, przywdziewając barchany, a jedwab schowała do szafy wyciagając dla niego na szczególne okazje?
    Kochanka? Ona poznała smak jedwabnej sukni-więc trudno ją winić, że odczuwa bunt i pogardę dla jego wyboru…
    Jedyna zbrodnia jaką ja tutaj dostrzegam to wiara w to, że jedwab jest wieczny.
    I ciekawa jestem-jak wyglądałaby ta opowieść z koronki, gdyby przyszło jej toczyć się w kolejkach do urzędu skarbowego, w walce o miejsce do lekarza-specjalisty, wśród płynów do mycia kibla i proszków do prania…
    A może zamiast odczuwać pogardę-dziękować, że dane nam było przez chwilę być w świecie jedwiabiu i koronek?

  28. ostoya Says:

    Czasami wydaje nam się ,że to co nas dotyka,co przeżywamy jest takie wyjątkowe,niepowtarzalne,”jednorazowe”,że tylko On i Ona i więcej nikt.W wirtulanych zawirowaniach bardzo ładno o takie chwile, wystarczy,że On i Ona posiadają lekkośc wyrażania myśli, umiejętność nie nazywania rzeczy do końca, tworzenia słów na tę jedną chwilę czy na jedną noc. Ciemnośc rozpraszana blaskiem monitora, cisza przerywana dźwiękiem klawisza tworzy muzykę dla zmysłów. Gra słów trwa, myśli niekończonych, słow niewypowiedzianych. Lekko trącane struny zaczynają grać te same akordy, ten sam rytm.Magia wirtualu. Mija czas.Pewnego dnia Ona i On przypadkiem otwierają nie te drzwi i okazuje się ,ze On i inne a Ona i tamci,że to wcale nie takie wyjątkowe a jakże pospolite, o czym raczą nas informować na publicznych pokojach.
    Co nie zmienia faktu,ze czytając Ciebie defendo ,wiele i wielu miało /ma wrażenie,ze piszesz własnie o Niej , o Nim , o Nich: -))))))
    Ach ta igiełka zazdrości,ze wcale TO nie było WTEDY takie JEDYNE :>

  29. defendo Says:

    Joanno – właśnie… pytanie celne. Nie znam odpowiedzi. Mogę udzielić wielu, ale po co? Wiem jednak, że takie związki trwają. Czasem łatwo je rozpoznać – po ustawicznym szukaniu się wzajemnym oczu i dłoni.

    Ostoyo – b y ł o jedyne. Uwierz mi. Ta sama jest tylko tęsknota, pewnie w wielu ludziach. W tych, w których te struny umieją dźwięczeć.
    Ale to dar, nie wszystkim pewnie dany. Nie wierzę w powtarzalność – każde przeżycie, każdy dzień zmienia nas – uwrażliwia lub znieczula, różnimy się od siebie wczorajszych i od innych ludzi. Nic się nie powtarza. Dlatego tak boleśnie łatwo tracić szansę. Przed tym chciałam przestrzec. Są takie rzeczy i stany, których ochrona jest obowiązkiem…

  30. ostoya Says:

    Defendo zapewne lecz mimo, a może własnie dlatego lekka iskierka żalu budzi się ,że On już dla innej gra ,że Ona innego już słucha gdy ich akordy jeszcze nie do końca przebrzmiały.:)

  31. defendo Says:

    Ostoyo, jeśli akord nie wybrzmi do końca – każdy następny jest dysonansem.
    Dla obojga. Pewnie więc albo poczekają z tym graniem i słuchaniem, albo spróbują da capo. Nie wiem. Ale taką mam nadzieję – w ramach chronienia tego, co warto chronić.

    Wciąż stoi mi w oczach Ofelia i Książę Duński – topiąc ją w wodzie (czy w grzechu?) nie był szczęśliwy – i zapłacił najwyższą cenę. Jak ona.

  32. cogitomen Says:

    Nie skomentuję tego tekstu ,jak nie zrobię jeszcze kilku rzeczy. jednak o tym nie teraz. Pozdrawiam ciepło ,tak wiesz.

  33. ja tu tylko sprzątam Says:

    niebanalny – teraz rozumiem

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: